Strona 22 z 29
: 13 czerwca 2018, 22:42
autor: Suriel
Srebrna Przystań, ZUS, 32 orakt-ran, popołudnie
Surelion postąpił parę kroków i prawą ręką uchylił kaptura by jego oblicze było dobrze widoczne odźwiernemu.
- Widzisz ten książęcy pierścień na mojej prawic? - zapytał szeptem, zimnym wzrokiem wpatrując się w twarz. - Pewnie poznajesz. A przynajmniej powinieneś poznać ród który bywa na salonach, w największym pałacu tego miasta. Jeśli nie, to zapytaj czy twój pan zna mnie. Niewielu jest książąt bez jednej dłoni. A jeśli zwątpi, że faktycznie to ja niech zapyta mojego rodzeństwa, wszak pałac nasz jest nie daleko. Poczekam. Mam czas. To nie mnie bowiem zależy by szybko znaleźć Astrid tylko Wielkiemu Skarbnikowi.
Obsunął kaptur i zaczął podziwiać wystrój wnętrza, wyraźnie dając do zrozumienia słudze, że rozmowa z nim dobiegła końca i Surelion go nie zmierza zaszczycać dalszą konwersacją.
: 17 czerwca 2018, 22:02
autor: Nanatar
[center]
Srebrna Przystań, ZUS, 32 orakt-ran, popołudnie[/center]
Miło było Eszarowi przepychać zalęknionych płatników utyskujących na swój barani los. Mimo jednak stosownej prezencji grupy, której był członkiem, nie mógł przeboleć, że obiecane salony okazały się zwykłym domem handlowym. A wytworni heroldowie i rycerze woźnymi i gwardzistami. Dobrze wszak zorganizowanym i schludnym. Liczykrupy pracowali w skupieniu i metodycznie, a dźwięk przekazywanych przez nich mieszków i szurane szuflady układały się w metodyczny rytm.
Pouczony przez Mistrza, wybudził strażnika z głębokiego zamyślenia podatkową muzyką, ale ten dodając tylko kolejne nuty uderzył w drzwi, skąd wychynął kolejny, tym razem ukryty herold.
Wtedy zaszczycił strażnika sam Kielich, słowami słodkimi jak miód i mocnymi jak spirytus. Bard wyprostował się dumnie, by nie przynieść nauczycielowi wstydu i z zadowoleniem spostrzegł, że jego brzuch nie wylewa się z pod zbroi tak jak pilnujących wrota strażników.
Smukli i Piękni pojawili się wśród śmierdzących złotem i potem
Błogosławieni, którzy złota nie pragną,
Albowiem oni dzielić bogactwa będą.
Półelf dodaje sobie jak może dostojeństwa, pręży się i strasznie i przy tym mitręży, talenty i siły
: 18 czerwca 2018, 22:00
autor: Keth
Srebrna Przystań, 32 orakt-ran w popołudnie
Ketras na co dzień starał się nie myśleć o zalegającym w Ostrogarze bogactwie, bo przemyślenia takie za każdym razem wpędzały go w ślepą furię i wściekłość. Liczący się z każdym srebrnikiem, często głodujący i marznący w chłodne noce, olf z ogromną zawiścią spoglądał na tych obywateli Imperium, których stać było na ogrzewane domostwa i wystawne posiłki. Gorąca krew odziedziczona po orczym rodzicu zalewała wówczas czarodzieja, a wspomnienia niesprawiedliwych represji ze strony kultu Dagonina tylko gniew Ketrasa potęgowały. Często mieszaniec musiał w takich chwilach nacinać ciało ostrzem noża, by piekącym bólem zabić swe dzikie i niekontrolowane emocje.
W przybytku Wielkiego Skarbnika gorące emocje ponownie zawładnęły umysłem olfa, omal nie przyprawiając go o szaleństwo świadomością ogromu bogactwa przepływającego przez ręce tutejszych urzędników. Tylko kojąca zmysły obecność Wielkiego Kielicha pozwalała mieszańcowi utrzymać w ryzach skołatane nerwy.
Tyle złota, tyle srebra! Same tylko widziane oczami Ketrasa fundusze wystarczyłyby na kupno niewielkiej posiadłości poza stołeczną wyspą, na przykład na słonecznym południowym wybrzeżu Wielkiego Jeziora. A przecież urząd ten nie był jedynym funkcjonującym w Ostrogarze, w wielkiej stolicy rozsianych było wiele pomniejszych filii skarbowych bezlitośnie ściągających należności z imperialnych obywateli.
Nie chcąc popaść w zrodzony z chciwości obłęd, czarodziej przeniósł spojrzenie na swego nauczyciela sycąc oczy promieniującym od Sureliona boskim majestatem.
Jak przystało na skromnego kultystę, Ketras czeka cierpliwie na polecenia swego mistrza.
: 25 czerwca 2018, 11:07
autor: dretch
Srebrna Przystań, komnaty ZUS, 32 orakt-ran, popołudnie
Ponury głos mruknął cos pod nosem, po czym energicznie zamknął żelazną zasłonę. Zza pękatych drzwi słychać było poruszenie, kilka uderzeń serca później do uszu Surelitów dobiegł trzask odsuwanego zamka. Drzwi uchyliły się, krepa postać wychyliła się, patrząc z dołu na zebrany tłum. Zdecydowała się jednak wyłonić i pokazać swe pełne oblicze.
Stary i paskudny gnom w za dużych butach poprawił skórzany pas przy którym dyndało liczydło, po czym ukłonił się nisko jak przystało na przyjęcie wysokiego stanu. - Nie ma potrzeby się unosić, powiedział gładko. - Proszę za mną. Kłaniając się wszystkim machał zapraszająco ręką kierując Bandę Sureliona w trzewia budynku.
Jestem el Figet, jaśnie Panie, pozwól że zaprowadzę Ciebie i sługi do komnaty tana Żywego. Surelion tylko kiwnął głową. Korytarz nie był długi, kończył się schodami prowadzącymi na górę kompleksu. Po lewej i prawej stronie ścianę zdobiły drzwi z kratami. Można było przez nie zobaczyć codzienny trud pracy poborców podatkowych. Ketras i Eszar idąc tuż za Najwyższym nie mogli wyjść z podziwu jak duża ilość drogocennych monet i kamieni przelewała się przez ręce pracujących tutaj poborców. Zaplecze po lewej stornie wypchane było kuframi pełnymi skórzanych mieszków. Para gnomów ładowała właśnie ostatnie mieszki do pełnego już kufra i zapisała ilość na trzymanych w rękach notesach. Umięśniony półolbrzym złapał kufer i zniknął z majątkiem za drewnianymi drzwiami.
- Widzisz Ketrasie, odezwał się szepcząc bard. - słyszałem, że te monety lądują wprost do Katańskiego skarbca. Przewożą je wozami z tuż przed świtem. Ketras jednak nie mógł się otrząsnąć z takiego widoku, obudził się gdy zaczepił ramieniem o regał pełny ustawionych notesów. Jeden z nich wpadł mu pod nogi otwierając się na stronie pełnej cyfr. Mag szybko podniósł i ukrył swoją gafę, jednak zbladł jeszcze bardziej. W jednym takim kufrze było ponad dziesięć tysięcy monet.
Schody dzieliła nieduża sieni na półpiętrze. Surelici zauważyli kolejne stopnie, które wspinały się wyżej, zapewne na tarasy i część mieszkalną. Z tego małego pomieszczenia wychodziły trzy drzwi, po lewej, prawej i na wprost schodów. W powietrzu unosił się miły dla zmysłach aromat wiśni. Ściany zdobione były gobelinami oraz płaskorzeźbami.
- Fidget podszedł do mocnych drzwi na wprost grupy iż zawahał się czy wejść do środka. Obrócił się na pięcie i zwrócił się łagodnym tonem do Sureliona. - Proszę poczekać, zapowiem przybycie. Drzwi uchyliły się i kilka chwil później odgłos kroków zniknął. Grupa została sama w ciasnym pomieszczeniu. Wyczulone na melodie ucho barda wychwyciło nucenie melodii gdzieś za lewymi drzwiami. W tym samym czasie Ketras oglądał naścienne rzeźby. Każda z nich przedstawiała motyw przedłużania życia, obsesje Murof’a.
Kilka chwil później drzwi, za którymi zniknął gnom otworzyły się i wyłonił się prowadzący Surelitów wcześniej skarbnik. - Pan oczekuje, jest bardzo niecierpliwy, proszę! Proszę!
Gdy tylko Surelion z wyznawcami znaleźli się w dużym pomieszczeniu Wielki Poborca Podatkowy poderwał się ze swojego biurka, wyglądał na starego człowieka. Pomarszczona twarz i lekko siwe włosy nie pasowały do przydomku żywy, jakim chlubił się Murof, jego oczy były nad wyraz żywe, pełne blasku - przejdźmy do rzeczy i darujmy sobie mrzonki pochodzenia, z jakimi informacjami przychodzisz?
: 25 czerwca 2018, 17:08
autor: Keth
Komnaty ZUS, 32 orakt-ran
Bezceremonialny ton skarbnika z oczywistych powodów nie przypadł Ketrasowi do gustu, ale tan Mrufon był zbyt wpływowym obywatelem Ostrogaru, by zadźganie go sztyletem w ramach kary za świętokradztwo uszło olfowi na sucho. Dusząc w ustach przekleństwo mag ukrył ręce za plecami, splótł dłonie palcami pozostawiając rozmowę swemu boskiemu nauczycielowi.
Ketras nadal gra statystę, nie wypada mu wyskakiwać przed mistrza...
: 25 czerwca 2018, 23:40
autor: Suriel
Straszliwe Kazamaty ZUS, 32 orakt-ran
- Nie są to bynajmniej mrzonki - prychnął Surelion - ciało które widzisz przed sobą, chociaż ułomne, należy do księcia wysokiego rodu przebywającego w stolicy. I z twoimi możliwościami można to łatwo sprawdzić. Ród ów jest zainteresowany pomocą Wielkiemu Skarbnikowi Srebrnej Przystani, ze względów o których obaj, jako bywalcy Ostrogarskiego pałacu, dobrze wiemy...
Powiedział Surelion i zajął się podziwianiem złotego świecznika stojącego na jednym z regałów. Celowo dawał czas do namysłu Skarbnikowi. Wiedział, że rozumie on zawiły świat pałacowych intryg, gdzie każda sposobność była wykorzystywana by zdobyć przewagę. Każda trudna pozycja kogoś była często dla kogoś sposobnością by zdobyć kontakty. Wyciągano rękę, by w zamian odebrać inną cenną przysługę. W ten właśnie sposób, krok po korku linie krwi budowały przewagi w pałacu Katanów.
- Oczywiście możesz wezwać straż i... próbować mnie uwięzić by torturować i szarpać rozżarzonym żelazem... - powiedział znudzony trywialnością wykonania świecznika Surelion - ...czy coś w tym stylu, ale oczywiście ja i moje rodzeństwo, to przewidzieliśmy. I podjęliśmy stosowne kroki na taki wypadek.
Chłodny wzrok Sureliona spotkał się z slnym wzrokiem skarbnika.
- Wiemy gdzie jest Astrid. Wiemy o chłopaku. O jego talencie, który w dobrych rękach rozkwitnie i będzie wart więcej niźli ilość złota jakie tu ze swymi ludźmi obliczasz przez cały rok. Ma tak wielką moc, że przykuwa nawet uwagę samych bogów. I wiesz o kim tu myślę... Mamy świadomość kto za nimi idzie, dybiąc na ich życie. Wiemy też, że sam nie potrafisz zapewnić im bezpieczeństwa, ponieważ Astrid... nie żyje. Czy wzbudziłem w końcu twoją uwagę Wielki Skarbniku?
Mistrz dał mu jedynie krótką chwilę by jako tako doszedł do siebie.
- Nasza propozycja była nieco inna, ale okoliczności się zmieniły... Któż mógł wiedzieć, że Astrid to taka cudowna istota, że zginie. Chcę by żyła. I będzie żyła, sprawię to. Obaj sprawimy. Powiem ci gdzie jest jej ciało ale chcę być przy niej kiedy podlegnie regeneracji, kiedy będzie wskrzeszana przez kapłanów boga uzdrowień w jego miesiącu świątecznym, w tym miesiącu. Musisz mi przysiąc na twe sakra i świętości, jakiekolwiek hołubisz, że zrobisz wszystko by tak było. Kiedy przysięgniesz, tu przed bogiem i ludźmi wyjawię, ci tajemnicę gdzie jest jej ciało. Jeśli tego nie zrobisz, wszystko stracone, jej demoniczny kochanek będzie pierwszy, wskrzesi ją wprzódy. Musimy się spieszyć. Jak widzisz cena jaką stawiam w stosunku do tej jaką mógłby żądać w imię rodu jest... właściwie żadna. Zatem? Przyjmiesz pomocną dłoń, czy jednak odmówisz wiedzy? Jaka jest twa wola Wielki Skarbniku?
Surelion używa wyniosłości z tytułu książęcego pochodzenia i dramatyzuje nieco zachowanie umiejętnością aktorstwo.
: 26 czerwca 2018, 23:20
autor: Nanatar
Kazamaty urzędu skarbowego, 32 orakt-ran
Tępy sługus ugiął się pod władczymi słowami Mistrza i szybko wpuścił konfratrów za ciężkie drzwi i poprowadził mrocznymi korytarzami, rozświetlanymi głównie w opinii barda, blaskiem odbitym w złocie. Złocie, srebrze, pakowanych do kufrów. Eszar dokładnie zapamiętywał wygląd i wielkość skrzyń, jak i pomieszczeń, korytarzy, prze które ich prowadzono. W jego głowie szybko przybierał na tempie plan przejęcia kilku z nich, podsycany niedawną gonitwa za złotym wozem. Już chciał się podzielić owymi rewelacjami z czarownikiem, gdy tamten otumaniony bogactwem, niezdarnie stracił jakieś nieistotne papiery. Typowe dla czarodziei, pomyślał artysta, tu przelewa się złoto, a on interesuje się papierami. Choć znając Ketrasa mógł to być udawany wybieg.
Wkrótce jednak opuścili kopalnie złota i przeszli do dalszych pomieszczeń pałacu, przynajmniej te, tak się wreszcie bardowi kojarzyły. Co więcej nie pachniało tu potem, a wyczuwało się słodko kwaśne aromaty owoców, "Wiśnia to, czy perfuma"- Półelf szybko kalkulował porę roku. I cichutko ktoś spiewał, na tym cichym głosie skupił się bard.
Czy mógł już go słyszeć? Nawet pojawienie się gospodarza nie oderwało go od kontemplacji tego przejawu cywilizacji w tym miejscu. Kiedy rozmowa możnych zeszła na Astrid, bardowi natychmiast skojarzyła się muzyka i słowa, które mógłby do niej dopasować.
Królewna z drewna
Słodka i piękna, blada księżniczka kusiła ustami w czerwieni,
W cedrowym pudełku zamknięta,
Oj było by lepiej ją zamknąć w hebanie,
rzekł mistrz trumienny do uczniów,
By lepiej odbijał czerwień jej włosów i ust,
Czy się zakochał stary w swej pracy,
Czy go czaruje w drewnie zamknięta królewna,
Kto ucałuje martwe oblicze,
Kto zwolni tę piękność od śmierci
I niestety przypomniał sobie bard, kto mógłby to zrobić, co nieco go zniesmaczyło.
: 27 czerwca 2018, 09:57
autor: dretch
Straszliwe Kazamaty ZUS, 32 orakt-ran
Naczelnik urzędu machnął ręką do gnoma dając mu znak do opuszczenia gabinetu. Zbierając się do odpowiedzi okrążył drewniane biurko i stanął frontem do zebranej zgrai. - wybacz nie znam się na heraldyce ale chętnie sprawdzę Twoje wysokie pochodzenie. Widać było na jego twarzy szyderczy uśmiech, byle gierka nie wchodziła w grę Murof liczył fakty jak małe elementy układanki. Cwane oczy w mniemaniu Ketrasa jarzyły się ogniem przebiegłości. - Odbij proszę tu swój pierścień, Figet potwierdzi twoje pochodzenie. Wskazał ręką na lak, i zwinięte dokładnie pergaminy.
- Wybacz moje działanie ale wielu takich dzisiaj już przyszło mówiąc że wie gdzie jest chłopiec i matka, chcąc tylko zabrać nagrodę za nic nieznaczące słowa. Jego wzrok przenikał oblicze Sureliona i jego wyznawców. - czy możesz potwierdzić to o czym mówisz?
przepraszam za błędy i literówki. Piszę z kom.
: 27 czerwca 2018, 18:52
autor: Nanatar
Kazamaty urzędu skarbowego, 32 orakt-ran
Aroganckie zachowanie skarbnika, odciągnęło na chwilę uwagę barda od powabniejszych mieszkańców pałacu. Eszar wytrzeszczył oczy, zadrgały mu mięśnie w dolnej części twarzy. Jakim nieukiem okazywał się ten naczelny liczykrupa, toż majestat otaczał Sureliona aureolą, którą każdy choć trochę wrażliwy mieszkaniec Orchii musiał dostrzec. Czy zakonnik pieniądza był aż tak tępy, czy może grał w inną grę? Takie pytania przebiegły przez głowę artysty, zaś ręka niespiesznie pogładziła rękojeść bastardowego miecza.
Jak zalotnie królewna,
spoziera z wnętrza drewna,
czeladnik lico blade gładził,
a potem jej wsadził,
pod loki ogniste,
poduchy jedwabiste,
rozwarły się usta czerwone,
miłością niedokarmione,
Pragnąłby chłopak młody,
Po wieczność jej urody,
Używać, spożywać,
przy niej zasypiać,
W drewnie się ułożył,
Na piersi rękę złożył
: 27 czerwca 2018, 19:35
autor: Suriel
Straszliwe Kazamaty ZUS, 32 orakt-ran
- Pieczętować żadnego dokumentu in blanco nie zamierzam. - powiedział spokojnie Surelion. - Mogę list wysłać do mojej rodziny jeśli taka jest potrzeba przez twojego gońca, daj kartę a napiszę. Adres w złotej dzielnicy jest prosty, na lewo od świątyni Oriaka, białe jak śnieg mury.
Mistrz wytrzymał wzrok starego skąpca. I zbliżył się do stołu z kartami pergaminu.
- Ale wracając do sprawy... Chyba mnie nie zrozumiałeś. Nie chcę jakichś twoich nagród Wielki Skarbniku. Nie przyszedłem po twe złoto czy klejnoty, swoich majętności mam wystarczającą ilość. Nie jestem idiotą z ulicy, który nie wie co znaczy nabrać sławetnego Murofa Żywego. Bądźmy poważni. Chcę jedynie byś przysiągł na swoją wiarę i przed bogami, którzy na ciebie patrzą, że jeśli okaże się prawdą to co mówię dotrzymasz umowy. Złotem poruszysz kapłanów Oriaka by magią zregenerowali twą krew, a potem wskrzesili. Zrób tak jak ci mówię, a za nie dłużej niż pół klepsydry będziesz miał głowę swojej rodziny. Na tym stole! - Surelion huknął w dębowy mebel dłonią z książęcym pierścieniem.
: 12 lipca 2018, 09:51
autor: Suriel
Pora zadać sobie podstawowe pytanie: czy jest sens dalej ciągnąc ten pbf.
Tempo mamy bardziej niż żółwie. Może warto wrzucić tą sesję do worka wspomnień i zwolnić moce przerobowe by zając się pełniej innymi pbfami?
Proponuję się sprężyć przez moment tak by w ciągu dwóch trzech wpisów MG zakończyć tą sesję w takim momencie by nie poszła na wysypiska a w sesje zakończone.
: 13 lipca 2018, 18:17
autor: Keth
Przychylam się do wniosku Suriela. Sam z doświadczenia wiem jak męczące potrafią być lagi, bo wielokrotnie dręczyłem w ten sposób własnych graczy. Myślę, że najlepszym rozwiązaniem w tym przypadku będzie atak serca rozwścieczonego impertynencją gości Mrufona. On dostaje palpitacji, a my cichaczem w nogi i kończymy przygodę.
: 14 lipca 2018, 12:17
autor: dretch
Zostały do rozegrania 2 sceny. Niestety praca pożera cały czas. Jeżeli zechcecie zakończyć to zrozumiem.
: 14 lipca 2018, 13:07
autor: dretch
Straszliwe Kazamaty ZUS, 32 orakt-ran
Murof zmróżył oczy, badając spojrzeniem oblicze półboga. Obserwował rownież jego towarzyszy. - Chwalisz się wielką wiedzą magiczną, ciekawi mnie gdzie pobierałeś nauki, Wielki Skarbnik głaskał się po brodzie dodając swojej twarzy zamyślenia.
Po chwili dodał nie czekając na wyjaśnienia Sureliona - Jeżeli prawdą jest co mówisz chciałbym zatem odzyskać moją krew. - Poborca pogłaskał ręką stół w miejscu gdzie uderzył dłonią półbóg. Przetarł palce rzucając spojrzeniem na Eszara. Badając wzrokiem dokładnie jego ubiór i rynsztunek.
- Dziejszego wieczoru na wypływam na barce w głąb jeziora. Gdzie chciałem zorganizować bal na cześć powrotu Astrid. Będą tam wszyscy z wyższych sfer. Na dolnym pokładzie kapłani odprawia rytuał na którym Ci tak zależy.
Skarbnik wyciągnął rękę w kierunku zdrowej dłoni Sureliona. - przyjdź z swoimi jesteście zaproszeni, wszyscy którzy pomogli Ci fatygować się w tej sprawie. Bądźcie z Erikiem przed zmrokiem w przystani. Świeża krew, tak nazywa się barka, a dokuje w Promenadzie wybranych.
Zgadzam się na twoje warunki. Dopełnij swojej części umowy i uściśnij moją dłoń. Jak tylko potwierdzić Figet wystawi wam stosowne przepustki.
Jak reagujecie?
: 14 lipca 2018, 14:05
autor: Nanatar
Propozycja złożona przez szlachcica spowodowała, że ciężki kamień niepewności spadł z serca barda wprost w najmroczniejsze czeluści pAłacu pana umarłych, pólelf starał się jednak nie dać poznać po sobie ulgi, jakiej doznał. Nad to, nie do niego należała decyzja o przyjęciu warunków skarbnika. Z chęcią zarzuciły już brudne, ciężkie, pancerze najemnika, nawet za cenę opiekowania się niesfornym paniczem Erickiem, przynajmniej do chwili oddania go wujowi. Pewien niepokój wywoływało w nim tylko miejsce spotkania i rzeczowej ceremonii. Nie bał się łodzi i wody, nawet po ostatnich niefortunnych przygodach z Angano, ale nie mógł pojąć dlaczego na tak nietypową ceremonię, a do tego ważną, wybrano jezioro a nie świątynię na stałym lądzie. Do tego zawczasu przygotowaną jak zrozumiał, jakże skarbnik mógł przygotowywać ucztę z okazji powrotu Astrid, zanim Surelici dotarli do niego z wieściami.
Wymieniwszy dyskretne spojrzenie z czarownikiem, spojrzał na mistrza, by zakończyć na zagadkowej twarzy skarbnika.
Więc ktoś jednak chce ucałować zamkniętą w drewnie piękność.
To pchnijmy tą przygodę do końca. Może jeszcze ktoś poprowadzi dalsze części Sureliady.