[center]Brodata Puszcza, 07-11 Trawień, 360 rok Ery Silniri[/center]
[center]
Podkład: In The Garden of Serenity[/center]
Ruszyli dalej, w gęstwę zieloną, ściegną zaklętą, ściegną cudowną. A poprowadziła ich ona wżdy w kierunku gdzie słoneczko wstaje. Wraz z nią kluczyli wśród wielkich, omszałych pni, podobnych do filarów jakiejś świątyni gigantów, przecinali zamglone, paprocią porośnięte polany i przekraczali srebrne strumienie, co śmiejąc się mknęły wśród ziół i kamieni. Dzień cały minął i nocka przeszła, a po niej kolejny dzionek i druga nocka, a oni szli dalej. I nie zwiodła ich drożyna czarodziejska, omijając wszelkie tupła i moczary. Z dala trzymała się od miejsc przeklętych, na nocleg wszakże zawsze zatrzymać mogli się w dogodnym miejscu. A gdy ranną porą wstawali z miękkiego posłania mchów, widzieli przecie za sobą tylko bór nieprzebrany, przez który żaden człek przejść łacno by nie zdołał. Przecie ścieżka przed nimi biegła dalej i dalej. A oni wraz z nią wędrowali przez Brodatą Puszczę.
I dni kolejne mijały, podobne do siebie jako zielone liście. A kiej wprzódy puszcza ukazała im swe okrutne a mroczne oblicze, teraz zdawała się im przyjazna. Nocą niepokoiło ich jeno pohukiwanie sowy, a rankiem bez trudu znajdowali zioła i kłącza słodkie. A że wiele sekretów miało to miejsce, o tym przekonali się wszak nieraz. Teraz zaś, gdy zniknął lęk z jakim wcześniej spoglądali za siebie i z jakim wyczekiwali każdej nocy, mogli się cieszyć i dziwować tym dziwnym, zielonym światem.
A było czemu się dziwować! Tak choćby poranka jednego, poszedł Kallan po wodę, nad strumień. A ledwo na ziemi klęknął, by sakwę napełnić, coś gwizdnęło nad jego głową. Zerwał się więc zaraz i w górę spojrzał. A tam, na konarze przycupnęło najdziwniejsze stworzenie, jakie widział był w życiu.
[center]

[/center]
Skrzydła miało kiejby motyl, a z kształtu podobne było do żmija. Jeno dużo mniejsze, od jako kot może. Zagapił się na nie tedy guślarz z otwartą gębą, nie bardzo wiedząc, co tu począć. Lecz nim cośik przedsięwziąć zdołał, z lasu wynurzył się Rodan a Nętką:
- A tużeś się podział - zawołał bard - toż zastanawiamy się właśnie, co ci tyle czasu zajmuje znalezienie wody.
Kallan wszakże nie odrzekł nic, jeno wskazał im nad głowę, gdzie siedział żmij-nieżmij. Stworzenie zaś przekrzywiło łepek, spoglądając na przychodzących. Po czym zagwizdało, wysoko, a melodyjnie.
I nim ktokolwiek znów powiedzieć co zdołał, z gąszczy odpowiedział mu gwizd podobny, za czym całe stadko podobnych stworzeń wzbiło się do lotu, z furkotaniem i świstem. Dziesiątki tęczowych skrzydeł błysnęły feerią kolorów, po czym: frrru! Stworzenia rozpierzchły się po lesie, pozostawiając zadziwionych wędrowców. Tego dnia jeszcze, gdy w drogę ruszyli, zdawało im się nie raz, że słyszą ich gwizdania.
[center]

[/center]
[center]Brodata Puszcza, 11-13 Trawień, 360 rok Ery Silniri[/center]
I tak mijały kolejne dzionki, a każdy z nich odkrywał przed młodymi wędrowcami kolejny cud lub tajemnicę dziwną. Grunt też począł się wznosić lekko ku górze, a wokoło nich pojawiły się wzgórza łagodne i wielkie, brodate głazy. Im dalej szli tym więcej ich wychylało się spod okrywy mchów. A noce stawały się coraz to chłodniejsze. Aże w końcu, dnia szóstego, od czasu, gdy opuścili polanę Baby Jagi pierwszy raz ujrzeli przed sobą światło słońca. Tu bowiem bór kończył się, rozbijając się niczym zielony ocean, o potężne stoki Gór Końca.
[center]

[/center]
Tu kończy się Rozdział I: Puszczańskie Czary.
Rozdanie PD i Geasu nastąpi w technicznym. Dopiero po tym przejdziemy do rozdziału II. Proszę więc na razie wstrzymać się z postami, chyba, że będą dotyczyły one podsumowania ostatniego rozdziału. Ale nie ruszamy niczego dalej!