: 16 stycznia 2019, 22:41
Siedziba rodu Benesato, 1 lipca 2595
Szczury.
Abdel po wymianie kurtuazyjnych uprzejmości oraz złożeniu kondolencji zasiadł do stołu i raz jeszcze rzucił dyskretnie okiem po pomieszczeniu. Zerkał kątem oka zwłaszcza w te ciemniejsze zakamarki, gdzie mogłyby się schować te brudne gryzonie.
Tylko szczurów tu brakuje i obraz byłby kompletny. Gdzie zatem mogły się podziać te przeklęte szkodniki...
Dziedzic przytłoczony wątpliwą urodą miejsca wypatrywał ostatecznej, ogoniastej, próby odwagi jaką mógłby przejść w tak zwanej rezydencji Benesanto. Od momentu wejścia do tej rudery był gotów na pojawienie się gryzonia. W każdej chwili. Zwłaszcza na stole. Gdzie ów gryzoń zwiałby niechybnie w poszukiwaniu żywności dla siebie i swego kuzynostwa. To by dopełniło obrazu nędzy i rozpaczy jakim otaczała się tak zwana arystokracja Lucatore. Na razie jednak nie pojawił się ani jeden.
Cóż.. najwyraźniej Galla zasłużyła sobie na tak "wspaniały plais* ". Najwidoczniej to sam Najwyższy Anabaptystów pokarał ją właśnie, zapewne za grzechy mordu Białego Wilka na wszystkich tych wynędzniałych pobratymcach Benesanto, których niewątpliwie się dopuścił. Za to zdechnie w tej ruderze jako znienawidzona przez naród diabelska dziwka. A kiedy ten staruch zdechnie, tłum wywlecze ją i jej potomstwo na ulice, by tam zatłuc kamieniami jak psa jakowegoś. W tak dzielny sposób, skończyć może arystokracja z Bergamo w nagrodę z żywot pośród spędzony pośród szczurzych bobków.
Mój boże!
Jakież to jest zabawne...
Abdel uśmiechnął się uprzejmie wznosząc kieliszek wina. Powąchał go jednak zapobiegliwie, przed spróbowaniem, spodziewając się odnaleźć w nim nieprzyjemny zapach szczurzego futerka. Ale nic takowego się nie stało.
- Pragnę wierzyć, że w przybyciu waszej delegacji ukryty jest głębszy sens, znak zesłany nam przez wyższe moce, które czuwają nad rodem Benesato.
-W istocie i niewątpliwie.To święta Opatrzność ją tą mocą i czuwa nad twym znamienitym rodem panie, skoro tak dalece wyniosła ród iż jego blask opromienia walecznością i mądrością, ten lud który jest mu oddany we władanie. I chociaż część promieni zgasło, tak samo jak słońce kiedy dzień chyli się ku kocowi, to przecież jutro też dzień nastanie. Mimo, iż noc wydaje się nam teraz głęboka, że niczego innego sobie wyobrazić nie można, to jedynie kwestia czasu przecież, kiedy nazajutrz znów ujrzymy nowe słoneczne promienie. I to być może takowe, które do tej pory w pełni wzejść nie mogły. Za Opatrzność zatem, niech czuwa nadal nad moimi wspaniałymi i czcigodnymi gospodarzami. - Dziedzic wzniósł puchar w spokojnym toaście stosownym do ponurego czasu żałoby.
Powoli podniósł kielich do ust, oczekując na Benesanto i upił bez przekonania drobny łyczek. Niestety wino... było dobre. A nawet bardziej niż dobre. Urodzajne ziemie Lucratore oraz pochyłe górskie stoki w połączeniu ze słońcem robiły wyborny cud natury, który następnie w umiejętnych rękach przekształcał się w fantazyjną barwę smaków, mile łechcącą podniebienie arystokraty.
*fr. Pałac
Szczury.
Abdel po wymianie kurtuazyjnych uprzejmości oraz złożeniu kondolencji zasiadł do stołu i raz jeszcze rzucił dyskretnie okiem po pomieszczeniu. Zerkał kątem oka zwłaszcza w te ciemniejsze zakamarki, gdzie mogłyby się schować te brudne gryzonie.
Tylko szczurów tu brakuje i obraz byłby kompletny. Gdzie zatem mogły się podziać te przeklęte szkodniki...
Dziedzic przytłoczony wątpliwą urodą miejsca wypatrywał ostatecznej, ogoniastej, próby odwagi jaką mógłby przejść w tak zwanej rezydencji Benesanto. Od momentu wejścia do tej rudery był gotów na pojawienie się gryzonia. W każdej chwili. Zwłaszcza na stole. Gdzie ów gryzoń zwiałby niechybnie w poszukiwaniu żywności dla siebie i swego kuzynostwa. To by dopełniło obrazu nędzy i rozpaczy jakim otaczała się tak zwana arystokracja Lucatore. Na razie jednak nie pojawił się ani jeden.
Cóż.. najwyraźniej Galla zasłużyła sobie na tak "wspaniały plais* ". Najwidoczniej to sam Najwyższy Anabaptystów pokarał ją właśnie, zapewne za grzechy mordu Białego Wilka na wszystkich tych wynędzniałych pobratymcach Benesanto, których niewątpliwie się dopuścił. Za to zdechnie w tej ruderze jako znienawidzona przez naród diabelska dziwka. A kiedy ten staruch zdechnie, tłum wywlecze ją i jej potomstwo na ulice, by tam zatłuc kamieniami jak psa jakowegoś. W tak dzielny sposób, skończyć może arystokracja z Bergamo w nagrodę z żywot pośród spędzony pośród szczurzych bobków.
Mój boże!
Jakież to jest zabawne...
Abdel uśmiechnął się uprzejmie wznosząc kieliszek wina. Powąchał go jednak zapobiegliwie, przed spróbowaniem, spodziewając się odnaleźć w nim nieprzyjemny zapach szczurzego futerka. Ale nic takowego się nie stało.
- Pragnę wierzyć, że w przybyciu waszej delegacji ukryty jest głębszy sens, znak zesłany nam przez wyższe moce, które czuwają nad rodem Benesato.
-W istocie i niewątpliwie.To święta Opatrzność ją tą mocą i czuwa nad twym znamienitym rodem panie, skoro tak dalece wyniosła ród iż jego blask opromienia walecznością i mądrością, ten lud który jest mu oddany we władanie. I chociaż część promieni zgasło, tak samo jak słońce kiedy dzień chyli się ku kocowi, to przecież jutro też dzień nastanie. Mimo, iż noc wydaje się nam teraz głęboka, że niczego innego sobie wyobrazić nie można, to jedynie kwestia czasu przecież, kiedy nazajutrz znów ujrzymy nowe słoneczne promienie. I to być może takowe, które do tej pory w pełni wzejść nie mogły. Za Opatrzność zatem, niech czuwa nadal nad moimi wspaniałymi i czcigodnymi gospodarzami. - Dziedzic wzniósł puchar w spokojnym toaście stosownym do ponurego czasu żałoby.
Powoli podniósł kielich do ust, oczekując na Benesanto i upił bez przekonania drobny łyczek. Niestety wino... było dobre. A nawet bardziej niż dobre. Urodzajne ziemie Lucratore oraz pochyłe górskie stoki w połączeniu ze słońcem robiły wyborny cud natury, który następnie w umiejętnych rękach przekształcał się w fantazyjną barwę smaków, mile łechcącą podniebienie arystokraty.
*fr. Pałac