PBF - Łuski na oczach

Zygi
Reactions:
Posty: 164
Rejestracja: 31 grudnia 2008, 15:41

Post autor: Zygi » 31 sierpnia 2011, 12:03

Jeśli o mnie chodzi tak.
Niesmiało proponuje też "lekko poza grą" przedyskutować możliwości co, jak i gdzie, bo warto by chyba było by gracze jako tako się zeszli.
Ja wciąż twierdzę, że z Orresem jest 'coś więcej', może to tylko doszukiwanie się na siłę 'głębszego sensu' jednak eliminacja kupca w taki sposób jest co najmniej podejrzana i nie widzę celu by zganiać to na nas, mimo, że rzeczywiście jako obcy świetnie się do tego nadajemy. Przecież skoro walczył z osmundczykami, to w każdym wypadku niewyjaśnionym wina by na nich spadła, więc miejscowy nie miał celu w takim rozwiązaniu. Jeśli Orres rzeczywiście był osmundczykiem, to i nie potrzebował tuszować tego, ni płacić tak ostentacyjnie, jako, że i tak cała wina spada na Osmund i jego popleczników..
Nemo Me Impune Lacessit..

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 31 sierpnia 2011, 13:51

Wątek techniczny

To właśnie w graczach bardzo cenię - zdolność dedukcji i analizę doświadczanych wydarzeń. Zachęcam do przedyskutowania w trybie technicznym ewentualnych intencji zleceniodawcy, chętnie poznam Wasze opinie na ów temat!

Zygi
Reactions:
Posty: 164
Rejestracja: 31 grudnia 2008, 15:41

Post autor: Zygi » 31 sierpnia 2011, 16:52

Moja opinia jest taka:
1. Napięta sytuacja między Tabadanem i Osmundem powoduje, że wybijają się (póki co na poziomie miasta, choć list do króla wskazuje, że nie tylko) pewne jednostki, niekoniecznie ze szlacheckich rodów.2
2. Tu wersje dwie:
a) tak jak każda religia potrzebuje męczenników, tak i każda sprawa, jeśli jest wspomagana ofiarami zyskuje i na wadze i na rozgłosie, więc ktoś popierający sprawę mógł upiec 2 pieczenie na jednym ogniu - pretekst do zaostrzenia sytuacji z Osmundem i interwencji stolicy oraz eliminacja jednostki, która mogła w przyszłości zagrozić jego wpływom i szlacheckim dobrom i koneksjom (tak wiem, strasznie to 'prze-przebiegłe' że aż naciągane, jednak nie należy lekceważyć interesów szlachty).
b) osmundczycy/osoby robiące interesy z osmundczykami dość naiwnie liczą na to, że eliminacja osoby która stoi za listem ułatwi zgubienie samego listu w drodze, poza tym w ramach zemsty, zawiści etc. eliminują lobbystę - choć moim zdaniem mniej prawdopodobna wersja, to warto o niej wspomnieć, a nuż komuś się wyda bardziej sensowna i będzie miał coś co ją potwierdza.
Sposób zapłaty i waluta nie stanowi przeszkody dla żadnej z wersji, w końcu wymiana walut jak karczmarz wspomniał to żaden problem, a donieść straży mógł każdy. Jednak będąc osmundczykiem wybrałby grupę mniej rzucającą się w oczy - po co pies, krasnolud, elf których łątwo znaleźć, poco donosić, niech straż będzie zajęta przez kilka dni a można wtedy przeprowadzić dodatkowy sabotaż i jeszcze się oddalić.
3. Nasz rola w tym wszystkim: po pierwsze kozioł ofiarny musiał być, tak samo jak winny, co by niepokojów w mieście nie wprowadzić, po drugie zostaliśmy przetestowani ze spostrzegawczości, z tego jak sobie radzimy w magazynie, a przede wszystkim na przesłuchaniu i kto z nas potrafi trzymać język za zębami, dodatkowo w ucieczce też był jakiś pokaz zdolności, jednak tego w zamyśle zleceniodawcy chyba nie było i raczej chciał nas postawić przed propozycją nie do odrzucenia: grozi wam stryczek za tak ciężkie przestępstwo, ale jeśli zrobicie <quest part II> to możecie żyć dalej, a za was zawisną jacyś inni przestępcy.. teraz sytuacja jest w zawieszeniu, ale jeśli drużyna się zejdzie i zgodzi myślę, że można ze zleceniodawcą spróbować kontakt nawiązać - pomysł mi świta, ale ma sporą lukę, więc obgadamy to jeśli będzie potrzebny.
Nemo Me Impune Lacessit..

tzeentch
Reactions:
Posty: 466
Rejestracja: 05 czerwca 2009, 12:51

Post autor: tzeentch » 01 września 2011, 14:11

Jesli chodzi o spikniecie druzyny, to nie ma problemu - wy nawiewacie z miasta, ja do niego wracam, a deklarowalem, ze ide w zasiegu wzroku/sluchu od drogi. Powinieniem byc w stanie was dostrzec.

Nie wydaje mi się, żeby za zamachem stali Osmudczycy. Sposób wykonania i dobór naszej drużyny raczej przemawia przeciwko temu:
- ryzyko pożaru całego miasta - ja wiem, że dzięki magii takie zagrożenie jest niewielkie, ale zawsze istnieje.
- Konsekwencje międzynarodowe/międzyrasowe - już wspominalem, że na takich nagonkach na elfy, krasnoludy i Katańczyków Osmud może tylko stracic.
Nie chce sie odnosic az tak daleko do info spoza gry, ale patrzac na opisy Ketha i KC10k wynika wyraźnie, że konflikt ten sterowany był (a przynajmniej z początku) przez Katańczyków. Moja postac uwaza, ze za zamachem stoi Tabadan, ale jako gracz stawiam na Ostrogar.

Zygi
Reactions:
Posty: 164
Rejestracja: 31 grudnia 2008, 15:41

Post autor: Zygi » 01 września 2011, 21:47

Nawet nie próbuje zastanawiać się nad tym czego postać ma nie wiedzieć, dlatego skupiłem się na Tabadańczykach, zwłaszcza, że budowa miasta raczej kamienna jest, wokół magazynu wysoki mur, więc ryzyko rozprzestrzenienia się pożaru na większą część miasta raczej bym pominął, ale może masz racje ;)
Nemo Me Impune Lacessit..

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 03 września 2011, 19:43

Noc 28 bakis-ranu 9454, Tahar-gar, dzielnica portowa

Koń pędził wąską uliczką z przeraźliwym stukotem kopyt, ślizgając się na bruku i rżąc donośnie. Był zwierzęciem pociągowym, nieprzyzwyczajonym do przenoszenia na swym grzbiecie jeźdźców, toteż połączony ciężar człowieka i krasnoluda płoszył go i narowił pospołu. Aldur szarpał za prowizoryczny postronek próbując konia uspokoić, ale jego wysiłki zdawały się nie odnosić większego skutku.

- Gnaj, a żwawo! - wrzasnął Goldasth przyciskając się do pleców drwala iście niczym w miłosnym geście - Ze skóry nas obedrą jak złapią!

Rozjuszona tłuszcza gnała na złamanie karku śladami uciekinierów, zapominając w ułamku chwili o skatowanym krasnoludzie i ścigając z dziką ochotą nowe ofiary. Mając po swej stronie rącze było nie było nogi wierzchowca zbiegowie sukcesywnie zwiększali dzielący ich od motłochu dystans do chwili, gdy u zbiegu ulic Aldur nie wpadł znienacka na grupkę zwabionych wrzaskami marynarzy zmierzających w przeciwną stronę. Mężczyźni uskoczyli na wszystkie strony niczym pchły, nie wszyscy jednak zdążyli ujść z drogi zdenerwowanego zwierzęcia. Dwóch runęło na bruk obalonych cielskiem konia, jeden z nich rotrzaskał swym ciałem w drobne kawałki jakąś pustą beczkę po kiszonych ogórkach, drugi wrzasnął przeraźliwie nadepnięty przez zwierzę. Koń zarżał równie rozpaczliwie, wierzgnął tylnymi nogami i wygiął grzbiet w łuk pozbywając się w końcu niewygodnego ładunku.

Goldasth klapnął na zadek z głuchym stęknięciem, potrząsając z oszołomieniem głową i tocząc wokół siebie obłędnym spojrzeniem. Aldur zwalił się do przodu przez głowę konia, ale w ostatniej chwili wyciągnął przed siebie ręce, złagodził siłę upadku przetaczając się przez ramię i uderzając barkiem w ścianę murowanego magazynu.

- Rostil munduz! Toroa gilde munduz? - wokół poniosły się wykrzykiwane w cudzoziemskiej mowie okrzyki zdumionych i przestraszonych pospołu tym nieoczekiwanym spotkaniem marynarzy, ale ich głosy poczęły znienacka tonąć we wrzasku nadbiegających pogromców podpalaczy. Koń zakwiczał raz jeszcze i puścił się galopem przed siebie, znikając pośród portowych zabudowań.

- Dalekoście nie uszli! - z półmroku wychynął ciągnący za ramię dziewczynę Hariquiel - Co to za wrzaski, pogoń?


Wątek techniczny

Koń uciekł, a pogoń już Wam wisi na karkach! Zamiast konia macie teraz elfa, ale to chyba mizerne pocieszenie, na nim akurat daleko nie ujedziecie! Utkwiliście pośród tuzina cudzoziemskich żeglarzy, którzy bardzo na Was podejrzliwie spoglądają, ale nie przejawiają jeszcze czytelnej agresji. Motłoch nadciąga, już ich widać w głębi uliczki! Co robicie?

tzeentch
Reactions:
Posty: 466
Rejestracja: 05 czerwca 2009, 12:51

Post autor: tzeentch » 04 września 2011, 08:27

Oj. Międzynarodowe starcie wisi w powietrzu :)

Tak pokombinowałem i wszystko pasuje do teorii o Katańskim sterowaniu. Nawet, to że jego człowiek do specjalnych poruczeń najpierw wysłał nas z tą misją, a teraz jako doświadczony specjalista zaoferował pomoc Osmudczykom. Dzięki temu ma wgląd w śledztwo i może jeszcze więcej namotac... A Osmudczycy nie majac podstaw do podejrzewania Ostrogaru przyjeli te "pomoc". Ciekawe czy niedlugo Osmudczycy wywolaja podobny incydent na Tabadanie (oczywiscie za delikatna sugestia ostrogarskich pomocnikow).

Zygi
Reactions:
Posty: 164
Rejestracja: 31 grudnia 2008, 15:41

Post autor: Zygi » 04 września 2011, 09:12

- Pierzchajcie szybko w tę uliczkę, później będziecie opowiadać - wyrzucił z siebie cicho elf machając do towarzyszy, jednocześnie starał się być niezauważony przez obcych, niezależnie czy to Tabadańczycy, czy marynarze zamorscy: widok elfa i krasnoluda może być podejrzany.
Hariquiel zniknął w cieniu, tak nagle jak się pojawił i oczekując na to, że Aldur z Goldasthem szybko za nim podążą : - Prowadź moja droga - szepnął w stronę dziewczyny elf.
Nemo Me Impune Lacessit..

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 04 września 2011, 19:53

Noc 28 bakis-ranu 9454, Tahar-gar, dzielnica portowa

Katańczyk przekradł się bez trudu przez przedmieścia Tahar-garu, idąc wzdłuż ciemnych ścian budynków i przecinając brudne cuchnące uryną placyki. Do jego uszu docierała coraz większa wrzawa, dość jeszcze odległa, by nie rozumiał znaczenie owych krzyków, ale dostatecznie blisko, by czuł zaniepokojenie. Miasto nie spało tej nocy, co po części można było wytłumaczyć zgiełkiem poczynionym przez świątynne rogi i gongi krótko po wybuchu pożaru. Na ulicach wciąż musiało się kręcić wielu mieszkańców, co z jednej strony ułatwiało wtopienie się w tłum, z drugiej zaś podnosiło ryzyko nagłego zdemaskowania podpalacza. Czarodziej westchnął w duchu odmawiając bezgłośnie modlitewną prośbę o boską opatrzność, potem przyśpieszył kroku starając się sprawiać wrażenie człowieka zmierzającego w głąb miasta rytmem stanowczym i dowodzącym jawnie istnienia ważnego celu nocnej podróży.

I chociaż przez cały ten czas bacznie nadstawiał uszu wodząc wokół szeroko otwartymi oczami, dwa okutane w płaszcze kształty zaskoczyły go w ostatniej chwili, wynurzając się z ciemności kamiennej arkady w przejściu między dwiema starymi kamienicami. Moriento z miejsca odsunął się na przeciwną stronę ulicy, a palce jego dłoni zacisnęły się na rękojeściach schowanych pod wierzchnim odzieniem noży.

- Dawaj dutki, to nie ukrzywdzim - padło rzucone głośnym szeptem żądanie, a w rękach zakapturzonych postaci błysnęła złowieszczo obnażona stal, odbijająca w gładkich klingach światło gwiazd.

Moriento cofnął się jeszcze o krok, bacznie wodząc spojrzeniem pomiędzy napastnikami i szacując ich w myślach. Obaj mieli kordelasy, po części wysunięte spod płaszczy w geście dającym do zrozumienia, że ewentualny opór zostanie przyjęty nad wyraz niemile.

- Czego się gapisz, skurczyszczurku! - sarknął drugi opryszek robiąc krok do przodu - Głuchyś? Jak tak, to ci na okładek uszyska oberżniem, na nic ci już widać potrzebne!


Wątek techniczny

Ulice portowego miasta nocną porą to miejsce, które może być niebezpieczne dla samotnego podróżnego! Ciekaw jestem jak Moriento sobie w tej sytuacji poradzi. Dwaj napastnicy, najpewniej orki lub półorki (co tłumaczyłoby łatwość, z jaką go podeszli w ciemności) są trzy metry od Katańczyka, z bronią częściowo wyciągniętą z pochew (powiedzmy, że jej przygotowanie zajmie im jeszcze jeden segment). Jakieś deklaracje?

tzeentch
Reactions:
Posty: 466
Rejestracja: 05 czerwca 2009, 12:51

Post autor: tzeentch » 05 września 2011, 20:34

- Wy chyba guza szukacie... chłopcy. Na robotę chodzę bez złota, za to z żelazem. - rzekł Moriento spokojnie błyskając trzymanymi w rękach sztyletami. - Mieszka żadnego nawet nie mam. Na tańcach ze mną nic zyskac nie mozecie, a jedynie stracic. Dobrze radze, rozejdzmy sie nie przeszkadzajc sobie w robocie...

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 06 września 2011, 10:10

Noc 28 bakis-ranu 9454, Tahar-gar, dzielnica portowa

Drab, który chwilę wcześniej przezwał Katańczyka skurczyszczurkiem postąpił krok do przodu dobywając broni ruchem płynnym i szybkim, zdradzającym sporą wprawę w łupieniu nocnych przechodniów. Cichy zgrzyt wyciąganej z pochwy stali przyśpieszył tok myśli Morientiego, dzierżącego w dłoniach własne noże i nie potrafiącego się zdecydować, któremu Tabadańczykowi wrazić zimną klingę w trzewia jako pierwszemu.

- To nasz kwartał i nikt tędy chadzać nie... - zaczął mężczyzna zdobytym kordelasem, cedząc szeptane słowa przez zaciśnięte zęby, nim jednak dokończył zdanie, zza rogu pobliskiego skrzyżowania wychynęła znienacka i z zaskakującą ciszą grupka zbrojnych, z miejsca sadząca w kierunku trójki nocnych włóczęgów.

Moriento zmartwiał w pierwszej chwili, rozpoznając natychmiast zdobiące hełmy przybyszów pióra i spinki na płaszczach. Dwaj opryszkowie błyskawicznie schowali swą broń, unosząc ręce w geście fałszywie serdecznego powitania.

- Co się tu czyni?! - sarknął tęgi sierżant straży miejskiej kładąc dłoń na przypasanej do boku szabli - Coście za jedni i czego się po nocy włóczycie ulicami, co?!

Siedmiu towarzyszących podoficerowi strażników trzymało ostrą stal w pochwach, ale wszyscy dzierżyli przezornie wytoczone z twardego drewna pałki, owinięte grubym rzemieniem i wyborne do karcenia tych, którzy nie dość szybko odpowiadali na stawiane im pytania.


Wątek techniczny

Ciemna noc, wąska uliczka, Moriento, dwa łotry i ośmiu miejskich strażników. Co dalej?

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 06 września 2011, 10:42

Noc 28 bakis-ranu 9454, Tahar-gar, dzielnica portowa

Obaj najmici pozbierali się czym prędzej z bruku, posykując z bólu i próbując rozetrzeć rękami obolałe ciała w miejscach, gdzie chwilę wcześniej zetknęły się one boleśnie z ulicą. Hariquiel ścisnął palcami ramię dziewczyny ponaglając ją i uświadamiając sobie jednocześnie, że nawet nie zna jej imienia. Nieoczekiwana towarzyszka ucieczki, piękna, uparta i po części szalona w swych absurdalnych żądaniach, syknęła cicho, z niepokojem wpatrując się w cudzoziemskich żeglarzy. Nadbiegająca tłuszcza zwolniła kroku dostrzegając swe ofiary pomiędzy gromadą innych ludzi, toteż elf skoczył czym prędzej w tył posykując ostrzegawczo na Aldura i Goldastha.

Dwaj marynarze zastąpili mu drogę, kilku innych zaczęło pośpiesznie doglądać swych poturbowanych w zderzeniu z koniem towarzyszy. Hariquiel obejrzał się błyskawicznie wokół siebie, dostrzegając posępnych ludzi w żeglarskich strojach odcinających mu drogę ucieczki. Akki poruszył się w ciemności pobliskiego zaułka, jego ślepia lśniły fosforyzującą poświatą w blasku zawieszonej na żelaznym uchwycie pochodni.

- Nie tak szybko - powiedział człowiek sprawiający wrażenie przywódcy marynarskiej szajki, wysoki mężczyzna o rozchełstanej koszuli, pod którą skóra opinała żylaste muskuły. Nosił przy sobie długi miecz, nie przy pasie, lecz zawieszony na plecach na iście cudzoziemską modłę. Mówił z dziwnym melodyjnym akcentem, ale w poprawnym talinoi, bez przekręcania słów i śmiesznej budowy zdań - Ukrzywdziliście moich druhów, a tak się nie godzi. Trza było ich koniem tak potraktować?

- Bogom chwała, żeście ich pojmali! - huknął prowodyr motłochu, który dobiegł na czele gromady żądnych krwi mieszczan do kordonu żeglarzy - Dawać ich tutaj, a żwawo!

- Nie tak szybko - powtórzył żeglarz w rozchełstanej koszuli, krzywiąc w nieprzyjemnym grymasie usta - Odstąpcie, bo nie do was mam sprawę, jeno do tamtych.


Wątek techniczny

Panowie, marynarze odcięli Wam swobodną drogę ucieczki, ponieważ wyraźnie chcą wyjaśnić, dlaczego stratowaliście koniem ich druhów. Jest ich czternastu czy piętnastu, trudno jednoznacznie określić. Żądna linczu tłuszcza też już nadbiegła, więc znaleźliście się między młotem i kowadłem. Wśród dostępnych opcji macie ucieczkę (mimo wszystko, z przebiciem się znienacka przez żeglarzy), negocjacje, asy z rękawa - co robicie?

Zygi
Reactions:
Posty: 164
Rejestracja: 31 grudnia 2008, 15:41

Post autor: Zygi » 06 września 2011, 13:20

Hariquiel ukłonił się nisko marynarzowi po czym szybko zaczął - Wybacz, bo i dla konia, ni dla twych towarzyszy zapewne nie było to spodziewane ani przyjemne zderzenie. Jednak winić tej dwójki nie sposób, gdyż jeno w popłochu o nogę dawali w obawie o swą skórę. Noc niespokojna i motłoch rzuca się z pięśćmi, to z kijami na każdego, kto rodowitego tahargarczyka nie przypomina, a w grupie mniejszej niż oni się porusza. Stąd też brodaty towarzysz nie zwracał dostatecznej uwagi na drogę.. jak to o Herkulesie mawiają, i krasnolud może czasem wybrać rozsądek nad męstwem, bo przecież kto by chciał pogromu zaznać za to jedynie, że brodę ma bujniejszą niż inni, uszy bardziej spiczaste, czy kły z warg wystające.. Przyjmij przeto ty, i kompani twoi przeprosiny szczere. Chętnie i winem jakimś byśmy się podzielili, na osłodzenie tej przykrej sytuacji, jednak nie dysponujem trunkiem żadnym, który godny by był wargi w takiej sytuacji zmoczyć. - elf spieszył się z każdym słowem jak mógł, jednak starał się mówić wyraźnie, po zakończeniu wymownie w stronę Aldura i Goldastha spojrzał, czekając aż i oni chociaż słowo przeprosin z siebie wyduszą, i licząc iż jedynie kilkoma słowami uda się przejście uzyskać.
Nemo Me Impune Lacessit..

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 07 września 2011, 13:33

Noc 28 bakis-ranu 9454, Tahar-gar, dzielnica portowa

Żeglarz z mieczem na plecach wysłuchał uważnie słów elfa, swym spojrzeniem równie często taksując Hariquiela, co towarzyszącą mu ciemnowłosą ślicznotkę. Dzierżący pałki i łuczywa Tahargarczycy ścigający podpalaczy również ucichli niechętnie, chcąc dosłyszeć, co jeden z obcych mówi do marynarzy, jednakże treść tych słów wyjątkowo nie przypadła im do gustu.

- To elf! - wrzasnął rosły drab robiący za samozwańczego przywódcę motłochu - A przecie już wiadome, że się elfy z krasnalami zniosły, coby nasze miasto z dymem puścić! Nie zważajcie na jego zatrute słowa, dobry panie, jeno dawajcie ich w nasze ręce!

Przez tłuszczę przebiegł pomruk aprobaty, wibrujący żądzą krwi, domorośli łowcy przestępców postąpili o kilka kroków w stronę swych ofiar. Prawica żeglarza wystrzeliła ku wystającej ponad jego ramieniem rękojeści miecza, osadzając najbardziej krewkich miłośników pogromu w miejscu.

- Jakoś mnie nie dziwne te słowa, przyjacielu - powiedział do Hariquiela marynarz, posyłając jednocześnie kose spojrzenie w stronę szemrzącego tłumku, do którego w międzyczasie poczęli dołączać jacyś wywabieni hałasem z domostw mieszczanie - Tutejsi straszniście ostatnio schamieli, za nic mają gościnność. Daleko nie patrząc, ledwie wczorajszego wieczoru jakieś tutejsze chamy obiły mi w tawernie kilku majtków, a straż miejska miast ich z opresji wywabić, jeszcze wszytkich w kajdany zakuła. Schodzi na psy to miasto, oj schodzi!

Przysłuchujący się słowom żeglarza tłumek zaszemrzał jeszcze głośniej, zawrzał słysząc obraźliwy komentarz. Towarzyszący miecznikowie mężczyźni, w większości jasnowłosi i nad wyraz krzepcy, sięgnęli po przypasaną broń, wyciągając z pochew kordelasy i pałasze.

- Toż to Osmundczycy, kurewskie przybłędy! - wrzasnął ktoś z głębi motłochu - Lza to słuchać ich parszywych obelg?! Pewnikiem wraz z nieludziami spisek uknuli, wszetecznicy!


Wątek techniczny

Atmosfera uległa pewnemu zaognieniu. Czysto hipotetycznie, gdyby doszło do bijatyki na większą skalę, jak zamierzają się zachować Wasze postacie? Jakieś czary rzucane z Żywotności? Sięgnięcie po jakieś specyficzne zdolności profesjonalne? Wsparcie nieoczekiwanych sojuszników? Ucieczka za wszelką cenę? Przypominam, że broń ma tylko krasnolud - szablę...

Zygi
Reactions:
Posty: 164
Rejestracja: 31 grudnia 2008, 15:41

Post autor: Zygi » 07 września 2011, 15:14

Pozwolę sobie się nie zgodzić, Hariquiel trzyma sztylet, jeszcze z wozu wyniesiony, aczkolwiek nie potrafiąc się nim posługiwać, chętnie może go przekazać krasnoludowi czy drwalowi. Razem z tobołami, skoro wszystko zostało przywleczone mógłby być przyniesiony i łuk, jednak tu nie miejsce na jego użycie.
Zanim co robić w czasie walki, kilka uwag czego nie robić:
- nie wołać do siebie Akkiego, by się nie okazało, że gorzej skończymy niż w przypadku z tłuszczą spotkania
- w razie możliwości nie mieszać się w starcie osmundczyków z miejscowymi: na dzisiejszą noc chyba już starczy emocji i trzeba szaty pacyfizmu wdziać -> może się to też wiązać z nadstawieniem drugiego policzka, jeśli pierwszy zostanie muśnięty, jeśli zostanie uderzony.. cóż nikt nie jest idealny..
Co zrobić:
- usunąć się z drogi podczas sprzeczki, gdyby jednak ta nasilała się a i w stronę tłuszczy się szala przechylała chcę spróbować monologu zastraszającego opierając się na Nietykalności, jeśli to nie pomoże spróbuję rzucić Płonące Dłonie, takimi podpalonymi rękoma z pewnością nie poprawię sytuacji jeśli chodzi o 'puszczenie z dymem miasta', ale mam nadzieję, iż bardziej niż rozwścieczyć uda mi się prosty motłoch zastraszyć i przekonać, że Sharami jest gotowa ich przeraźliwie ukarać za podniesienie ręki na swego wiernego sługę.
- obmyślić zręczną odpowiedź w razie gdyby Osmundczyk poruszył temat karczemnej utarczki, dlatego też jako pacyfista chciałbym się zaprezentować, by później i ochroną przed rozlewem krwi w karczmie się tłumaczyć (co w sumie i wtedy było intencją)
- w razie gdyby w zaułku kij jakiś udało się pochwycić, czy to miotłę, której rączka za laskę służyć może, to tym chce się bronić bardziej niż atakować
Nemo Me Impune Lacessit..

ODPOWIEDZ