Wargi nie, ale mogą być smoki błotne. Napisz mi jeszcze jakie czary masz autorytatywne. Ew. założymy, że gobaski nie mają ksiąg magicznych i wszystkie czary są dla nich autorytatywnymi. PM startowe to 2k10, niech mechanice stanie się zadość. Gotówki masz tyle ile zarabiasz rocznie.
Bazujemy na strych tabelach broni i zbroi z 3 mima.
Co do waszej historii postaci pozwoliłem sobie w nią zaingerować, to nieco ułatwi mi poprowadzenie prologu. Czerpiąc wzorce od dalekich sąsiadów zza oceanu chciałbym, aby wasza kariera przebiegła "od zera do bohatera, dlatego proszę o wyrozumiałość i nie zrażanie się na początku pbf-a, niską pozycją w społeczności.
Mam napisaną historie dla 8arta, Mordimera, Macieja, Deshonga i Ketha. Każdemu z was podeśle je na PW. Ustosunkujcie się do nich. Zaczerpnąłem w nich inspiracje z propozycji Ketha.
Przedstawiam próbkę na przykładzie bohatera Ketha.
Hoskun siedział w pozycji lotosu nad niewielkim bagiennym jeziorkiem. Jego oczy były zamknięte, a wzrok skierowany we własną czarną duszę.
Mijał już czwarty rok jak miał zakończyć nauki na czarnoksiężnika. Jednak jego mistrz z zawistną uciechą, już cztery razy pogrążył go na egzaminie z kontroli nad ożywieńcami.
Stary, zgrzybiały i garbaty goblin zawsze kwitował jego starania uśmiechając się z politowaniem i powtarzając, że jeszcze nigdy nie miał tak kiepskiego ucznia. Mistrz był szamanem niewielkiej wioski, a raczej często przenoszonego golińskiego obozu w południowym Borowirze. Liczące około sześćdziesiąt dusz plemię słuchał go na każdym kroku.
Czas leciał, a jedyne czego nauczył się od szamana to jak się pastwić, poniżać, kpić, upokarzać i upodlać. Wszystko to na własnym przykładzie.
Najbardziej irytujące było wykonywanie zadań niegodnych ucznia czarnoksiężnika, jak sprzątanie szałasu, gotowania, czy znienawidzony masaż zagrzybionych stóp mistrza. Nienawiść wstrząsnęła goblinem, ale szybko wyparł uczucia i przywrócił stan koncentracji.
Były też pozytywy. Mądre rady jakich udzielał i wrodzony praktycyzm coraz bardziej poszerzał grupę jego plemiennych zwolenników. Co prawda wódz Gun-gang bał się nawet pierdnąć bez zgody szamana , jednak nikt przecież nie żył wiecznie. Wódz często chadzał na wyprawy łupieskie, a na nich łatwo o wypadek...
Do tego Huskan tworzył tajną broń. Przyprowadzony przed kilku laty dzieciak półolbrzym, którego szaman prowadzał na łańcuchu, okazał się bardzo pożyteczny. Większość goblinów widział w nim jedynie zwierze, które można kopnąć gdy się zacznie ślinić, lub spuścić z łańcuch podczas napadu na karawanę. Jednak uczeń czarnoksiężnika dostrzegł w nim nie lada potencjał. Od niemal roku zabierał go na wyprawy łowieckie i przyuczał do tego fachu wraz z łowczym. Podczas tych zabiegów, dostrzegł w półolbrzymie rodzącą się inteligencje. Jego początkowa zainteresowanie przerodziło się w euforię, gdy ten wykazał samoistny talent magiczny.
Od tamtego czasu Huskan szkolił go w tym kierunku, aby kiedyś wykorzystać jako tajną broń.
Tymczasem rozpatrują kto powinien zostać nowym wodzem, idealny kandydat pojawił się jak ofiarowany przez niebiosa. Samotny goblin znaleziony na szlaku, przyłączył się do plenienia. Nie był to zwykły goblin. Był większy, skórę miał z odcieniem żółci, głowę bardziej płaską. Mowa, którą przemawiał, też była jakaś inna, choć zrozumiała. Tenże goblin wykazał się hartem ducha i dużymi talentami wojownika. W krótkim czasie stał się czymś na kształt bohatera plemienia. Wódz radził się go w sprawach napadów, pozostałe gobliny znosiły mu dary.
Uczeń zastanawiał się z czego wynikała ta nagła sława i doszedł do wniosku, że to przez dziwne stworzenie jakie dosiadał Mordil, bo tak się właśnie nazywał. Dziwny gad wzbudzał postrach i szacunek. Nawet oswojone bagienne smoki, na których gobliny napadały na karawany, unikały tego stworzenia jak ognia, szczególnie chroniąc zady.
Do tego "nowy" posiadał ogromną wiedzę o świecie i znał się jak nikt inny na sztuce przetrwania. Wydawało się, że wystarczą mu robaki do przeżycia. Miał też inną zaletę. Szama go nienawidził i starał pozbyć z plemienia. Jednak jak dotąd to mu się nie udało. Mordil wykazywał podobną antypatię do szamana. Należało to wykorzystać...
Na dodatek, przed tygodniem w plemieniu pojawił się gnom. Przywiozła go córka wodza jako trofeum łupieskie. Ujeżdżała go tak intensywnie, że aż było go mu żal. Huskun wiedział, że gnom nie marzy o niczym innym jak ucieczka z plemienia, mimo, że robił dobrą minę do złej gry. Ponadto małe badanie córki wodza wykazało, że jest ona pod wpływem silnego uroku. Oznaczało, to że gnom zna się na magii. Gnom z pewnością zgodzi się na wiele, za uwolnienie...
Wiał wiatr zmian i Huskun zaciągał się nim pełną piersią. Już wkrótce w plemieniu zajdą wielkie zmiany. Zmienia się wódz, ale także i szaman.
Nowym szamane natomiast będzie...
- Tu jesteś łajdaku - z przemyśleń wyrwał Huskuna potężny kopniak i zrzędliwe słowa - obiboku nieużyty. Choć do szałasu. ściągniesz mi byty. Cały dzień chodziłem po bagnach. Mam nadzieję, że przygotowałeś coś porządnego do żarcia, po wczorajszym żółwiu chciało się rzygać! I poodrywaj mi te pijawki z dupska - wrzeszczał staruch.
Młody czarnoksiężnik mrucząc ruszył za szamanem.