PBF - Mały Chłopiec
Schody prowadziły na piętro i wiodły wprost na szeroki korytarz. Po bokach widniały przejścia prowadzące do dawnych pomieszczeń administracyjnych. Jednak po 150 latach nic nie świadczylo już o tym że stały tu kiedyś meble czy przesiadywali tu kiedyś kulturalni ludzie. Sciany były pomazane jaskrawymi graffiti,nie które zostaly wyburzone by powiekszyć pomieszczenia. W najwiekszym z nich,obok drzwi na których uchował się jakis dziwny znaczek w kształcie trójkata widniały rzędy metalowych prycz i materacy. Ponadto wszędzie walały sie puste butelki,puszki po żywności i inne odpadki.
Z konca korytarza echo niosło donosne smiechy i gwizdy,jakby bawiło się tam w najlepsze kilkadziesiąt osób. Biło też stamtąd zółte,elektryczne światło.Przez krzyki które ustały jakby ucięte nożem przebił się donosny głos,brzmiący nieco dziwacznie,jakby brzęcząco.
-Cisza!!-kiedy wiwaty zamilkły,głos mówił dalej.
-Nasi kompani wyjaśnili sobie właśnie co myślą o konfliktującej ich sytuacji. Zatem,moi drodzy przyjaciele. Czas nakarmić Mamuśkę,Wilczka i Żarłoka.-rozległ się aplauz.-Jak zapewne wiecie i pamietacie,moi mili,znowu wpadły nam w ręce kolejne kandydatki na służebnice. Jak wiecie,żebyśmy przetrwali potrzeba nam kobiet. Lecz zdrowych,silnych i czystych,takich które urodzą nam silnych męskich potomków którzy będą kontynuowali nasze chlubne tradycje. Większość nowych nadaje się do tego,najsłabsze ujżycie już niebawem. ale przedtem,moi kochani rozpatrzymy jeszcze haniebną zdradę która wkradła się w nasze społeczeństwo. Jedna ze służebnic powiła nam ohydne potomostwo,zbrukane mutacją. Jako że ukryła swą nieczystość przed nami,czeka ją kara. I kara ta spotka też jednego z naszych towarzyszy,który spłodził ten piekielny pomiot.
Przez donośne buczenie i tupanie przebił się pojedyńczy huk wystrzału. Albinos skradający się korytarzem rozpoznał w tym odgłosie huk swego rewolweru. Międląc w ustach najgorsze mozliwe obelgi poszedł bliżej wyjścia na galerię. Idący za nim towarzysze ujrzeli również potężne galeryjki ciągnące się dookoła ogromnego pomieszczenia. Zatłoczone były po brzegi kilkoma dzięsiątkami mężczyzn ubranych podobnie. Tak wygladała w całej okazałości banda korsarzy zwanych Trollami. Wielki mężczyzna widoczny na wyeksponowanej,zdobnej w różnorakie trofea galeryjce,schował do kabury przy pasie dymiacego colta i zawołał,rozkładając na boki muskularne ramiona.
-Niech się dzieje wola boża.-po czym wskazując w dół,powiedział-Tak bardzo broniłaś swego piekielnego pomiotu,kobieto że poszczerbiłaś mi dwoje ludzi. Więc dam ci szansę.Nim wypuszczę nasze pupile masz tu coś. Jeśli ocalisz siebie i dziecko odejdziesz wolno.-wielkolud cisnał w dół ciężki,nieporęczny kawał żelastwa.
-A teraz,dzwoń dzwoneczku-machnął na stojacego za nim korsarza który posłusznie wziął do ręki ciężką pałę i z całej siły uderzył w gong.Gdzieś na dole ze zgrzytem zaczęła podnosic się krata. Rozległy się krzyki i gwizdy,zapowiedz kolejnej orgii okrucieństwa.
Trójka nowoprzybyłych ''Trolli'' z przerażeniem patrzyła na arenę gdzie tulaca do piersi zawiniatko kobieta nieporadnie trzymała ogromny łom. niedaleko pod ścianą leżało zrzucone z wysoka ciało jednego z korsarzy.
Natomiast po drugiej stronie sali Faceman wypatrzył kilka kobiet stłoczonych w niewielkiej klatce,zapewne czekających na swoją kolej. Między nimi dostrzegł Cindy,z podbitym okiem oraz niewysoką krepą osóbkę którą mieszkańcy Cienistych Piasków zwali Kate.
Z konca korytarza echo niosło donosne smiechy i gwizdy,jakby bawiło się tam w najlepsze kilkadziesiąt osób. Biło też stamtąd zółte,elektryczne światło.Przez krzyki które ustały jakby ucięte nożem przebił się donosny głos,brzmiący nieco dziwacznie,jakby brzęcząco.
-Cisza!!-kiedy wiwaty zamilkły,głos mówił dalej.
-Nasi kompani wyjaśnili sobie właśnie co myślą o konfliktującej ich sytuacji. Zatem,moi drodzy przyjaciele. Czas nakarmić Mamuśkę,Wilczka i Żarłoka.-rozległ się aplauz.-Jak zapewne wiecie i pamietacie,moi mili,znowu wpadły nam w ręce kolejne kandydatki na służebnice. Jak wiecie,żebyśmy przetrwali potrzeba nam kobiet. Lecz zdrowych,silnych i czystych,takich które urodzą nam silnych męskich potomków którzy będą kontynuowali nasze chlubne tradycje. Większość nowych nadaje się do tego,najsłabsze ujżycie już niebawem. ale przedtem,moi kochani rozpatrzymy jeszcze haniebną zdradę która wkradła się w nasze społeczeństwo. Jedna ze służebnic powiła nam ohydne potomostwo,zbrukane mutacją. Jako że ukryła swą nieczystość przed nami,czeka ją kara. I kara ta spotka też jednego z naszych towarzyszy,który spłodził ten piekielny pomiot.
Przez donośne buczenie i tupanie przebił się pojedyńczy huk wystrzału. Albinos skradający się korytarzem rozpoznał w tym odgłosie huk swego rewolweru. Międląc w ustach najgorsze mozliwe obelgi poszedł bliżej wyjścia na galerię. Idący za nim towarzysze ujrzeli również potężne galeryjki ciągnące się dookoła ogromnego pomieszczenia. Zatłoczone były po brzegi kilkoma dzięsiątkami mężczyzn ubranych podobnie. Tak wygladała w całej okazałości banda korsarzy zwanych Trollami. Wielki mężczyzna widoczny na wyeksponowanej,zdobnej w różnorakie trofea galeryjce,schował do kabury przy pasie dymiacego colta i zawołał,rozkładając na boki muskularne ramiona.
-Niech się dzieje wola boża.-po czym wskazując w dół,powiedział-Tak bardzo broniłaś swego piekielnego pomiotu,kobieto że poszczerbiłaś mi dwoje ludzi. Więc dam ci szansę.Nim wypuszczę nasze pupile masz tu coś. Jeśli ocalisz siebie i dziecko odejdziesz wolno.-wielkolud cisnał w dół ciężki,nieporęczny kawał żelastwa.
-A teraz,dzwoń dzwoneczku-machnął na stojacego za nim korsarza który posłusznie wziął do ręki ciężką pałę i z całej siły uderzył w gong.Gdzieś na dole ze zgrzytem zaczęła podnosic się krata. Rozległy się krzyki i gwizdy,zapowiedz kolejnej orgii okrucieństwa.
Trójka nowoprzybyłych ''Trolli'' z przerażeniem patrzyła na arenę gdzie tulaca do piersi zawiniatko kobieta nieporadnie trzymała ogromny łom. niedaleko pod ścianą leżało zrzucone z wysoka ciało jednego z korsarzy.
Natomiast po drugiej stronie sali Faceman wypatrzył kilka kobiet stłoczonych w niewielkiej klatce,zapewne czekających na swoją kolej. Między nimi dostrzegł Cindy,z podbitym okiem oraz niewysoką krepą osóbkę którą mieszkańcy Cienistych Piasków zwali Kate.
Procjon napisał(a):
Czy ktoś ma mój karabin? Desmond bez karabinu to jak Lobo bez krzyża czy Buźka bez garniaka!
W tym tłumie to raczej ciężko sie rozeznać. Na razie to jedyną broń palną zauważyłeś w loży szefa Trolli,zarówno u niego jak i jego obstawie...zaraz zaraz,jeden z jego ochroniarzy ma cos podobnego do Mosina
Dałoby radę cicho tam podejść? Wszyscy są pewnie zainteresowani wydarzeniami na arenie. Ewentualnie można zaryzykować podejście na pewniaka, jakbyśmy stanowili część bandy. Oświetlenie pewnie skierowane jest na arenę, niekoniecznie na galeryjki.
To sądny dzień.. -wyszeptał misjonarz. Trudno orzec, czy wyjdziemy stąd zywi, lecz w Królestwie Jego jest mieszkań wiele. -albinos ze spokojem położył dłoń na ramienia Facemana, wsparłwszy go duchowo.
To sądny dzień.. -wyszeptał misjonarz. Trudno orzec, czy wyjdziemy stąd zywi, lecz w Królestwie Jego jest mieszkań wiele. -albinos ze spokojem położył dłoń na ramienia Facemana, wsparłwszy go duchowo.
Albinos wraz z wiernymi towarzyszami przepychali się przez skandujący tłum w stronę loży przywódcy bandy. Kiedy po raz kolejny odepchnął kolejnego zbira,warcząc pod nosem -Z DROGI!-nagle nastała kompletna cisza. Cała banda łupieżców w osłupieniu wpatrywała się w arenę na której miała się rozegrać krwawa rzeź. Nawet przywódca powstał ze swego tronu by uważniej przyjrzeć się dziwnej scenie rozgrywającej się na dole. Ktoś w tłumie wyszeptał -Co jest,kurwa?-Lobo jak i jeggo towarzysze odruchowo spojrzeli pietro niżej jakby spodziewajac się czegoś paskudnego.
Na dole kratownica do wybiegu rosomaków ze zgrzytem uniosła się do połowy. Wychylił się stamtąd Farmer Clyde i krzycząc -Tędy,dziewucho!-wymierzył w górę z karabinu i oddał w sufit dwa strzały. Kiedy tylko dziewczyna tuląca niemowlę znikneła w progu,żelazna krata z łoskotem opadła na dół,blokując przejście. Sylwetka starca znikneła w ciemnym korytarzu.
Ciszę przerwały potępieńcze wrzaski dobiegajace od drugiej klatki schodowej,leżącej po przeciwległej stronie sali. Krzyk urwał się nagle jak uciety nożem,chwilę potem zaś drzwi prowadzące na drugi korytarz otwarły się z hukiem. Rozjuszone i wielkie trzy rosomaki wpadły na galeryjkę wypełniona korsarzami. Wybuchła panika. Zwierzaki wpadły w tłum bandytów gryząc i orząc pazurami na lewo i prawo. Bandyci krzyczeli jak opetani i w panice cały tłum rzucił się w stronę najblizszych wyjśc. Desperaci nawet próbowali uciekać oknami bądź wspinali się na wyższe pietro. Uciekający tłum powalił Desmonda. Lobo slinymi ramionami roztrącał na boki przerażonych korsarzy. Tymczasem trafiony w szczękę Faceman zatoczył się w stronę barierki i z krzykiem wyleciał na drugą stronę. Kurczowo chwytając się ręką złapał poręcz i machając rozpaczliwie nogami wisiał na wysokości kilku metrów nad areną.
Szef bandy wraz ze swą ochroną mierząc w stronę wściekłych zwierząt przepychali się w zorganizowany sposób w stronę najblizszych drzwi. Lobo dostrzegł mozliwość przecięcia im drogi.
Na dole kratownica do wybiegu rosomaków ze zgrzytem uniosła się do połowy. Wychylił się stamtąd Farmer Clyde i krzycząc -Tędy,dziewucho!-wymierzył w górę z karabinu i oddał w sufit dwa strzały. Kiedy tylko dziewczyna tuląca niemowlę znikneła w progu,żelazna krata z łoskotem opadła na dół,blokując przejście. Sylwetka starca znikneła w ciemnym korytarzu.
Ciszę przerwały potępieńcze wrzaski dobiegajace od drugiej klatki schodowej,leżącej po przeciwległej stronie sali. Krzyk urwał się nagle jak uciety nożem,chwilę potem zaś drzwi prowadzące na drugi korytarz otwarły się z hukiem. Rozjuszone i wielkie trzy rosomaki wpadły na galeryjkę wypełniona korsarzami. Wybuchła panika. Zwierzaki wpadły w tłum bandytów gryząc i orząc pazurami na lewo i prawo. Bandyci krzyczeli jak opetani i w panice cały tłum rzucił się w stronę najblizszych wyjśc. Desperaci nawet próbowali uciekać oknami bądź wspinali się na wyższe pietro. Uciekający tłum powalił Desmonda. Lobo slinymi ramionami roztrącał na boki przerażonych korsarzy. Tymczasem trafiony w szczękę Faceman zatoczył się w stronę barierki i z krzykiem wyleciał na drugą stronę. Kurczowo chwytając się ręką złapał poręcz i machając rozpaczliwie nogami wisiał na wysokości kilku metrów nad areną.
Szef bandy wraz ze swą ochroną mierząc w stronę wściekłych zwierząt przepychali się w zorganizowany sposób w stronę najblizszych drzwi. Lobo dostrzegł mozliwość przecięcia im drogi.
Jedyna szansa to walka wręcz, ale sam nie dam im rady.
Zdecydowanym ruchem Lobo przechylił się przez barierkę łapiąc potężnym chwytem dyndającego na poręczy Facemana.
Nie mamy na to czasu Vocalu.
Wciągam Facemana. Potem łapię jakiegoś leszcza i popycham/ lub rzucam nim- jeśli to możliwe w obstawę szefa. Potem spróbuję wparować między nich i pozrzucać ich z galerii.
Dobry Panie prowadź me ramię!Podkład dla klimatu: http://www.youtube.com/watch?v=wyz_2DEah4o
- Wciągaj mnie, ojcze Lobo, wciągaaaaaj! - krzyczał rozpaczliwie Faceman, machając nogami i szukając oparcia w szczelinach murów. Gdy po chwili silne ramiona albinosa wciągnęły Buźkę do góry, wskazały gestem Vocalowi gdzie jest szef tych sławnych Trolli.- Dzięki, ojcze. To lecimy na tego gagatka. Ja z Desmondem zajmiemy się obstawą, dla ciebie będzie szef bandy.
Szukam jakieś rurki albo pały lub czegokolwiek, co może posłużyć za broń i biegnę w ślad za misjonarzem, osłaniając go.
Przestań tyle kłapać dziobem... -pomyślał albinos wciągając Buźkę. Szczegółowy plan ataku nabierał kolorów w umyśle kleryka..
Szczegółowy plan natarcia:

Szczegółowy plan natarcia:

Ostatnio zmieniony 08 września 2013, 21:50 przez koszal, łącznie zmieniany 1 raz.