PBF - Bournemouth after Midnight

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 04 lutego 2015, 12:38

Price wsłuchiwał się w słowa Tremera. Gdzieś w środku bardzo zmartwiło, go to co usłyszał. Schował pistolet pod marynarkę.

- Nie sądzę Thomasie, by magiczna kula miała pozwolić Ci egzystować dalej. To był wyrok śmierci, a nie przygotowanie Ciebie do następnych działań.

Ventrue wstał z fotela i podszedł do Czarodzieja.

- Mamy ze sobą więcej wspólnego niż przypuszczałem - Xavier uśmiechnął się lekko. Może i Piramida nie odrzuca, ale jej wysoki rangą członek to uczynił. Możesz to wykorzystać, by stać się bardziej niezależnym. Pomogę Ci w tym... przyjacielu - Price wyciągnął dłoń w przyjacielskim geście.

Kończąc ciekawą wymianę zdań z Czarodziejem, Ventrue odezwał się do Toreadora:

- Doktorze możesz nam wszystkim wyjaśnić, dlaczego w Twoim schronieniu pojawił się Lupin? - Xavier spokojnym tonem zadał pytanie. Te bestie bardzo rzadko pojawiają w centrach miast. Ten Lupin mówił po serbsku nieprawdaż? Chciał dorwać dokładnie Ciebie, a nie całą koterię. Jesteś nam winny wyjaśnienia. Kto na Ciebie poluje i dlaczego? Co robiłeś dokładnie w Serbii? Z kim wtedy współpracowałeś? Co tak naprawdę robisz w Bournemouth? Nikt tutaj nie jest przypadkowo. Od kilku nocy bawisz się swoim telefonem, jakbyś oczekiwał jakiś wieści. Czym nie podzieliłeś się z nami? Odpowiedz mi na te pytania - Ventrue patrzył prosto w oczy Achille.
Spoiler!
Dominuje Toreadora. Gdy Achille będzie odpowiadał, dodaję dodatkowe pytania z Dominacją. Chcę się upewnić, że mówi prawdę. Mam Empatię więc tez sprawdzam, czy kłamie i unika odpowiedzi.
Xavier uznał, że Achille miał dostatecznie dużo czasu, by jako pierwszy się odezwać i złożyć jakikolwiek wyjaśnienia. Teraz będzie musiał zrobić to pod przymusem. Walka z Sabatem, to nie to samo co wkurwiony Lupin.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Oggy
Reactions:
Posty: 766
Rejestracja: 13 lipca 2009, 15:05
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/Oggy
Has thanked: 24 times
Been thanked: 10 times

Post autor: Oggy » 04 lutego 2015, 22:14

Moreau spokojnie wytrzymał spojrzenie Princea. Powoli wyjął z kieszeni kartę SIM i pozwolił jej przemykac pomiędzy długimi palcami. Zaczął mówić beznamietnie I mechanicznie.

- Lupin pojawił się w moim mieszkaniu ponieważ chciał mnie zabić.

- Tak, mówił po serbsku.

- Polują na mnie sprawcy aktów ludobójstwa podczas wojny w Bośni i Hercegowinie. Dzisiaj z pewnym zaskoczeniem odkryłem ze są to wilkołaki.

- W Serbii studiowałem matematykę, natomiast w Bośni pracowałem jako lekarz. Oni zabijali, ja ratowałem. Oczywisty konflikt interesów.

- Z nikim nie współpracowałem. Znane mi koterie opuściły Bałkany. Nie wolno mi było angażować się w konflikt, tak długo jak tego przestrzegałem nikt mi też nie przeszkadzał.

- W Bournemouth mam grant I robie doktorat z teorii układów nieliniowych.

- Nie podzieliłem się z wami zakończeniem najnowszego sezonu Gry o Tron.

- Czy reminescencje Twojego stwórcy są usatysfakcjonowane odpowiedziami Xavierze? - Ostatnie zdanie było równie mechaniczne jak pozostałe. W głosie automatu przez chwile zabrzmiała jednak nuta przygany, szybko zastąpiona przez smutek.

Achille odchylil się w fotelu i przebiegł wzrokiem po zebranych. Delikatny, serdeczny uśmiech zagościł na jego ustach.
- Jeżeli okaże się że działalność garou jest ściśle powiązana z problemami Vallo będziemy mogli się dalej z nimi mocowac. W przeciwnym wypadku postaram się nie ściągać na Was niebezpieczeństwa. Oczywiście nadal będę członkiem Koterii i będziecie mogli na mnie liczyć. - Toreador ułożył SIM na czubku wyprostowanego palca, z uwagą obserwując jego chwiejna równowagę. - Przyznam, że w powiązaniu z moimi problemami doceniłbym Wasza wiedzę oraz środki. Jednak nie będę żądał Waszego nieżycia. Z resztą wiele już dla mnie zrobiliście i jestem Wam za to wdzięczny.
astrolog/alchemik 10/10 POZ

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 04 lutego 2015, 22:55

Ventrue ucieszył się słysząc odpowiedzi Toreadora. Podszedł do biurka i wyciągnął z szuflady kartkę papieru wraz z wiecznym piórem. Gdy położył ją na drewnianym blacie odwrócił się do koterii:

- Nie zostawię żadnego z was w potrzebie. Twoje problemy Achille są także problemami koterii. Nawet, gdy będzie trzeba walczyć z Lupinami, to nie cofnę się. Robert powiedział mi, że na te bestie działa srebro, a najlepiej wykonane z srebra kule. Zdobędę dla nas odpowiedni zapas tej amunicji. Podajcie mi ilość i kaliber pasujący do waszej broni - powiedział wskazując dłonią na kartkę. Zaraz zadzwonię do Coopera, by załatwił amunicję. Zobaczymy jak szybko uda się mu to zdobyć.

Ventrue po chwili zadał pytanie:

- Potrzeba wam czegoś jeszcze? Pieniądze nie grają roli...
Dzwonię później do Coopera i proszę o nietypowe zamówienie. Srebro kupuję w sztabkach i pozwalam przetopić. Cooper ma szerokie kontakty i czasami załatwiał nietypową amunicję. Płacę za wszystko jak zawsze. Obiecuję mu, że niebawem się spotkamy i powspominamy jak to było kiedyś w Londynie.
Ostatnio zmieniony 04 lutego 2015, 23:01 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 04 lutego 2015, 23:43

Thomas z lekkim rozbawieniem obserwował wypowiedź Achille. Bardziej jednak interesowała go sylwetka władczego Ventra. Wyprostowany, oczekujący jasnej i natychmiastowej odpowiedzi. Aura autorytetu wokół Xawiera zgęstniała tak, że pokój w którym przebywali, wydał się nagle duszny i ciasny. Było w tym momencie coś fascynującego w tej pozie Ventra. Thomas postanowił zachować ją w zakamarkach swego umysłu. Nigdy nie potrafił zachowywać się w tak wyrafinowany sposób, sam z siebie i naturalnie, jak Achille czy Xawier. Z racji choroby nie miał zbyt wielu relacji w swoim życiu. W towarzystwie bywał niepokojąco obcy w relacjach i wszyscy to czuli. Thomas wiedział, że ta jedna ważna lekcja mu gdzieś uciekła. Później odkrył panaceum na ten problem. Od tego momentu często zdarzało mu się uczyć niektórych gestów.

"- Czy reminescencje Twojego stwórcy są usatysfakcjonowane odpowiedziami Xavierze?"

To nie reminescencja, to Ich natura.

Thomas wysłuchał spokojnie do końca Toreadora. Obserwując reakcję dwóch dżentelmenów.

Cóż jeśli chcesz być szanowanym musisz spłacać długi, nawet te niechcący zaciągnięte.

- Jeśli o mnie chodzi, możesz na mnie liczyć. Mam tylko dwie sprawy techniczne drogi Achille. Lekarz a jednocześnie osoba tak dobrze znająca się na zabójczej broni. Obrońca życia, a jednak wampir i do tego z klanu artystów. Jak udaje Ci się łączyć tak wiele tak różnych twarzy?

- A druga sprawa, to myślałem że więcej spędzasz z lekturąmonsieur Achille, natomiast seriale TV, czy ja wiem... - Thomas uśmiechnął się i wykonał nieopisany gest ręką, jaki jeszcze noc wcześniej wykonywał Achille.

Niepokojąco szybko uczył się naśladować i niestety temu dziwakowi dobrze to wychodziło. Jednak nadal, wprawne oko potrafiło czasem wychwycić, iż pod tym gestami kryje się...
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 06 lutego 2015, 14:59

Poole, Council Estate; Gabinet Marcusa; 19.11.14; północ

Całą drogę Marcus rozmyślał pogrążony w rozpaczy. Z jedej strony chciał zadzwonić do Zachariasza, ale z drugiej jego mierna egzystencja nie miała już dłużej sensu. Wampiry z którymi się związał odeszł w niebyt. Z jego winy. Nie mógł walczyć, przeciwstawić się furii lupinów tak jak zrobili to jebgo przyjaciele z koterii. A teraz on, najsłabszy, najgorszy wciąż stąpał po tym świecie, a oni, którzy zasłużyli by żyć zginęli.

Wyćwiczonym ruchem otworzył gabinet i wszedł na tyły.

Przedmioty tłem się stały
bezkształtem zabijały
Podejmę ten wysiłek
ostatni zjem posiłek


Sięgnął do srarej, głośno buczącej lodówki. Poczuł w ręku zimny kształt miękkej, platikowej folii. Wbił się kłami w woreczek chłonąc szakrłatną zawartość, a po policzkach Malkavianina zaczęł spływać krwawe łzy.

przyprawia mnie o mdłości
mięso z dodatkiem kości
I twarz Jezusa w zupie
wytrzeszcza oczy trupie...

Nie pomogłem przyjaciołom w potrzebie... Zgiń... Zginęli aby chronić ślepca... Zgiń... Niepotrzebna ofiara...

Łkając upuścił pusty plastik. Ściągnął pasek od spodni i przerzucił przez hak w suficie, tak jak czynił to już nie jednokroć w przeszłości.

A krzesło łaski już czeka
I czuję jak głowa mi pęka
I tesknie za tą chwilą
Gdy test na prawdę skończy się
Za oko oko,ząb za ząb
nikt mi nie zajrzy w duszy głąb
Śmierć nie przeraża mnie...


Pogłaskał skamlającego Pinkiego, po czym wszedł na stołek i zaciągnął pętlę na szyi.

- Żegnaj mój ostatni przyjacielu...

***

Bo pustka nie ma blizn ni ran
Składa się z zimnych,czarnych ścian
Gdzie mi przenika dreszczem kark
Dotknięcie nierealnych warg...


Czuł jak dotyk mokrego jęzora na twarzy, zostawia wilgotne ślady.

Pinky...

Leżał w pomieszczeniu, gdzie kiedyś już był...

Schronienie Xaviera

I znajome mu głosy... W końcu trafił piekła, choć może był to czyściec, a może niebo?

- Czy ja jestem w piekle?

- Nie przyjacielu, jesteś w moim schronieniu. - Głos Xaviera zadzwonił w uszach Koroviewa.
Marcus dotarł do schroniena koterii. Nie wnikam w szczegóły, ale zakładam, że stało się to w taki sposób, że Clark Owen, wciąż nie wie, że ktokolwiek poza Marcus przetrwał spotkanie z wilkołakiem.

Czekam na deklaracje, co robicie? Zurych? Jesli tak to w jaki sposób.

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 06 lutego 2015, 16:33

Clark Owen nic nie wie. Ghul ma zając się sprawami Elizjum. Marcusa miała odebrać Nina z jego schronienia. Proponuję udać się do Zurychu w dzień, samochodem. Nina będzie robić za kierowcę. Ma Dominację 1 i Prezencję 1, więc jak byłyby kłopoty to może ich użyć. Oficjalnie Nina znika zrozpaczona i załamana, po stracie Xaviera.

Jak temat srebrnych kul? Da się zdobyć?
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 06 lutego 2015, 18:05

Podróż do Szwajcarii potrwa około 15 godzin. Podróż osobówką raczej odpada, bo drapnie was swiatlo dnia, a wszyscy do bagaznika sie nie zmiescicie;) mozna uzyc vana z buda (zapewne jeden jest nawet na stanie SR, do dostaw, jakis VW Transporter albo Ford Transit). Od biedy mozna nawet zoorganizowac zaplombowanie paki plomba celna, wiec obejdzie sie bez sprawdzania zawartosci w postaci nieumarlych. W innym przypadku bedziecie musieli sie legitymowac na przejsciach w Dover, we Francji i w Szwajcarii, a juz napewno wylapia was kamery cctv na przejsciach granicznych, promie itp.

Aha, kule. Cooperjest stanie zoorganizowac wszystko na dwa sposoby: expressem na pojutrze, k10 kul kazdego typu chalupniczej roboty (DUZA zawodnosc), albo lepszy towar w ciagu kilku tygodni i dobrej jakosci. Macie bardzo rzadkie kalibry, moze jakby to byla amunicja bardziej powszechna w UK, np uzywana przez wojsko, to byloby latwiej.

Awatar użytkownika
Oggy
Reactions:
Posty: 766
Rejestracja: 13 lipca 2009, 15:05
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/Oggy
Has thanked: 24 times
Been thanked: 10 times

Post autor: Oggy » 07 lutego 2015, 00:07

- Czy Twój kontakt Xavierze jest świadomy tego ze jesteś wampirem? - Moreau potarł podbródek i lekko zargyzł usta. Pocisk odlewany w całości ze srebra będzie bezużyteczny. Full metal jacket przebije go na wylot. Potrzebne jest coś, co u tkwi w garou dość głęboko. Hollow-point zgrzybkuje za szybko. Poza tym będzie sprawiał problemy w broni krótkiej...

- Uwazam Cwetanie ze powinieneś pozbyć się swojej broni. Im mniej analiz balistycznych kontakt Xaviera w policji będzie musiał zamieść pod dywan, tym lepiej. Garou pozostawił sporo pocisków na ulicy. Mam nadzieje Xavierze ze Twoj Casull nie ma wartosci sentymentalnej? - Achille uśmiechnął sie przyjaźnie. - Poza tym nie powinniśmy wybrzydzac przy wyborze kalibru. Raczej dostosujemy broń do amunicji. Potrzebujemy pocisków jacket soft-point. Zauważyłem po rozmiarze i jakości ostatniego zamówienia ze Cooper zna się na swojej pracy. Mimo tego płaszczyznowa, srebrna amunicja jest dostępna na otwartym rynku. Sam jednak nie zdecydował bym się jej kupić w ten sposób. Nie wiadomo kto patrzy. Stąd moje pytanie, Twój człowiek Xavierze nie będzie w stanie uniknąć ciosu którego nie widzi... Czy mogę skorzystać z telefonu?

Kątem oka spojrzał na Thomasa. - Mam tylko jedna twarz
Spoiler!
Sprawdzam czy moje kontakty załatwia to szybciej.
astrolog/alchemik 10/10 POZ

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 07 lutego 2015, 09:25

Spoiler!
Jesteś w stanie skołować na jutro dwadzieścia nabojów kalibru 9mm para, ale nie będą półpłaszczowe. Ot zwykłe srebrne kule. Naboje w pełnej specyfikacji półpłaszczowe np do Twojego Desert Eagle czy innej broni w ciągu tygodnia lub dwóch.
Edit: Jest jeszcze jedna opcja. Zakup kul w USA. Założe, że poszukiwane przez Was pociski można kupić od prywatnych dostawców (większy rynek itp). Problemem będzie dostawa. Kurier będzie szedł długo, ale co to dla Xaviera wyczarterować prywatny odrzutowiec, żeby dostarczyć pudełko nabojów;)
Ostatnio zmieniony 07 lutego 2015, 10:00 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 08 lutego 2015, 22:56

- Ha, zapomniałem o nim zupełnie... - z kieszonki, wyjął stary ręczny zegarek na długim łańcuszku, który jednym sprawnym ruchem zawinął woków ręki - srebrny... - wyjaśnił lekko się uśmiechając.

To zabawne, jak złudne i skromne poczucie bezpieczeństwa daje choć niewielki przedmiot. Szybko wpadamy w pułapkę własnych nadziei. Czy to czują śmiertelnicy trzymając krzyżyk na szyi kiedy nadciąga nieuchronne?

Potem Tomas przysłuchiwał się wypowiedzi doktora o broni. Był pod wrażeniem znajomości broni więc starał się pochłonąć wiedzę i ulokować ją w stosownym miejscu w swoim umyśle tak jak w wielkiej bibliotece chowa się książki. To wszystko mogło się przydać, wystarczyło tylko kiedyś sięgnąć po tą wiedzę. Z rosnącym niepokojem słuchał Achille i zastanawiała się jakiego jest rodzaju artystą. Mein Gott, doktor śmierć... Od razu odrzuciła w najdalszy kąt umysłu tę myśl. Ale wiedział, że nie prędko się jej pozbędzie, zawsze tam będzie stała czając się w mroku. Spojrzenie w kąt odkryło Malkawiana który leżał tam jeszcze z kawłakiem sznura na szyi. Tremer przeniósł szybko spojrzenie na Xawiera ale wygląd tego niedoszłego samobójcy również nie napawał spokojem.
Ulotne uczucie drobnej ulgi powstałej w wyniku odkrycia zegarka umknęło bezpowrotnie, ścierając przy okazji wesołość z twarzy.

Jak ja tutaj trafiłem...

- Chyba najwyższa pora poprosić o sprowadzenie kamizelki kuloodpornej. Jeśli łaska - spokojnie dygnął w kierunku Xawiera - Może jakiejś nieco dyskretniejszej w wyglądzie. Nie mam w tego typu wyborach doświadczenia więc chyba zdaję się na gust osoby wybierającej. Niewątpliwie jest potrzebna, tylu ostatnio nienormalnych. Nie czuję się zbyt bezpiecznie.

Thomas omiótł szybko wzrokiem pomieszczenie starając się nie pozostawić wzroku dłużej na nikim konkretnym.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Oggy
Reactions:
Posty: 766
Rejestracja: 13 lipca 2009, 15:05
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/Oggy
Has thanked: 24 times
Been thanked: 10 times

Post autor: Oggy » 09 lutego 2015, 00:27

Achille odłożył telefon i podał Xavierowi kartkę która zapisał podczas rozmowy.
- To miejsce gdzie jutro mamy odebrać amunicję, zapisałem godzinę oraz kwotę. Całość w gotówce, nominałami nie wyższymi niż 10 funtow. - Przeczesał włosy I spojrzał na Ventrue z teatralnym zazenowaniem. - 9 milimetrów, niestety nie płaszczyznowa ale jakość powinna być satysfakcjonującą. Jeżeli dobrze pamiętam w torbie od Coopera było kilka sztuk broni tego kalibru.

Xavier spojrzał na notatkę zapisana na jego kancelaryjnym papierze. Czuł pod palcami znajoma fakturę kartki na której Toreador nakreślił słowa zamaszystym, nieco niedbałym stylem. Jednak o ile litery mogły pokutowac za lata lekarskiej praktyki Achille to cyfry były jak matematyczna "Trawa Meduzy" Gericaulta i "Kuźnia" Mortelmansa w jednym. Wybiegały odważnie poza linie, sięgając z nadzieją ku białym obszarom kartki. Z rozpaczą załamywaly się na zgieciach i wtulały się w siebie w niewielkich grupkach, jak porzucone na papierze narzędzia. Kompletne, miniaturowe dzieła sztuki.

Achille pomógł Marcusowi usiąść, jednocześnie delikatnie układając na jego kolanach nastroszonego nienawiścią Pinkiego.
astrolog/alchemik 10/10 POZ

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 09 lutego 2015, 15:22

Rozumiem zatem, że po zakupieniu amunicji (może to zrobić Nina) jedziecie vanem do Zurychu jako przesylka celna?

Co robicie ze spotkaniem? Jutrzejszego dnia w SR ma się stawić sporo kainitów. Oczywiście na tę chwilę, Xavier nie może liczyć na liste extra gości, bo oficjalnie odszedł do krainy wiecznych łowów.

Awatar użytkownika
Oggy
Reactions:
Posty: 766
Rejestracja: 13 lipca 2009, 15:05
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/Oggy
Has thanked: 24 times
Been thanked: 10 times

Post autor: Oggy » 09 lutego 2015, 15:32

Co do spotkania to wlasciwie pytanie do Xaviera. Jego malpy...
astrolog/alchemik 10/10 POZ

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 09 lutego 2015, 16:11

1. Jedziemy vanem, jako przesyłka celna. Nina robi za kierowcę i załatwia kule.
2. Spotkaniem młodych kainitów w S.R. zajmuje się Clark.
3. Nina ma zorganizować 10 pięknych drogich, zdrowych prostytutek, byśmy mogli posilić się przed podróżą. Nina płaci za nie z góry i zakładam, że bez problemu załatwi tą sprawę. Od tego ją mam, nie raz wyszukiwała do pracy w Elizjum, odpowiedni towar. Jak będą problemy to Prezencja i Dominacja zostanie użyta. Pożywiamy się w jakimś ustronnym miejscu, typu mały motelik na uboczach miasta etc. Potem wymazuję pamięć kobietom (pamiętają jakąś orgietkę), portierowi itd.
4. Jedziemy po drodze do Coopera, po kamizelki kuloodporne dla wszystkich. Dzwonię wcześniej by coś załatwił. Mówił, że nie ma broni, ale pancerz zawsze był dostępny.
5. Biorę z nami walizkę z bloodpackiem 4pkt.
6. Z magazynu wybieramy inną broń. Użyta w strzelaninie zostaje w schronieniu.
7. Zrobimy jeszcze zakupy ubrań, takich by trudniej nas było poznać i skojarzyć. Może jakieś płaszcze, kapelusze. Dla Cwetana czapka z daszkiem itd. :)
8. Umawiam się z Blackwoodem, by na nas czekał w Zurychu. Chcę się z nim spotkać zanim pojedziemy w gościnę.
9. Nina cały czas ma kontakt z Clarkiem. Chce wiedzieć co się dzieje w Elizjum.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 10 lutego 2015, 14:52

Bournemouth, Schronienie Xaviera; 20.11.14; wieczór

Tremere usiłował sobie przypomnieć swoje życie, ale poza obrazami z hospicjum, poza scenami, gdy równiesnicy szydzili i wyśmiewali się z niego nie mógł przybliżyć sobie niczego innego. Jego matka i ojciec... Jak wyglądali? Z grubsza potrafił zarysować w myślach ich sylwetki, ale twarze pozostawał za mglistym całunem. Oprócz tego rzesze lekarzy jakie przewinęły się przez jego krótkie życie, choć i oni nie mieli twarzy. Ot, białe kitle z rękoma trzymającymi lekarskie narzędzia. I ten ostatni lekarz, spokojnym, niemalże ojcowskim głosem mówiący mu:

- Wszystko jest na dobrej drodze chłopcze. Najgorsze mamy już za sobą chłopcze. Jeszcze trochę i będziesz zdrów jak ryba...

A potem ona. Piękna jak noc, straszna jak nocna mara. Matka...

Tremere obudził się nagle zrywając z posłania i dysząc ciężko. Już sam nie był pewien czy jeszcze ją kochał czy już nienawidził...

***

Price stał i patrzył się jak setki robotników o kruczych łbach rozbierało Sprearmint Rhino. Cegła po cegle, kracząc donośnie, tak jakby rozrywały trupa. Ofiarę porzuconą bez pochówku w leśnej otchłani. Chciał ich przegonić, ale nie mógł. Tylko biernie obserwował, jak jego dom jest rodziobywany przez kruki. Co i rusz koszmarne istoty zabierały z jego domu kolejny element. Price zacisnął pięści i rosnącą złością zapamiętywał krucze łby.

Otworzył oczy w tym samym momencie w którym Steinbach zasiadł na swym posłaniu, a Malkavian krzyknął cicho przebudzając się...

***

Doktor kłamamał i Marcus wiedział dobrze o tym. Karmił Koroviewa mdłymi historiami. Opowiadał koszmarne historie o śmierci wszystkich, których znał.

Kłamca!!!

Muzyk czuł jak fałszywe tony płyną od Zachariasza. Doktor nawet nie krył się z tym. Śmiał się donośnie, jakby jego pacjent nie był w stanie dosłyszeć drwiącego tonu. Ale Marcus wszystko słyszał. Niemal czuł namacalny dotyk breji sączącej się z ust Sandsa.

Po co to? Czemu chcesz mi to zrobić? Czemu chcesz utopić mnie we własnym żalu, oddać na śmierć Księciu i jego siepaczom?

Sands doskoczył nagle do Korowiewa, niczym garou rzucający się na swą ofiarę:

- Pójdziesz do Księcia i powiesz coś widział!!! Nikt nie przeżył! Rozumiesz głupcze!!!

Marcus krzyknął i otworzył oczy...

***

Jakże wspaniałym był dotyk delikatnej wełny z jakiej wykonano jego garnitury. Toreador jeszcze raz musnął dłonią rękaw tak drogiej mu marynarki. Wyszedł z pokoju i znalazł się w sarajewskim szpitalu, pełnym rannych. Ale przecież był w garniturze, jeśli rzuci się w wir pomocy, straci coś tak cennego. Krew nie spierze się się z wełny... Zrzucił marynarkę i cisnął ją na wieszak. Pobiegł pomagać... Marynarka zsunęła się na podłogę i zaczęła w nią wsiąkać krew z podłogi...

Wrócił, gdy było już po wszystkim. Szpital znów był spokojny, ale wełna była krwistoczerowna. Podniósł ją zrozpaczony. Przez palce zaczęła mu się sączyć krew z marynarki, a jemu samemu krwiste łzy...

Otworzył oczy....
No to zaczynamy kolejną noc!
Ostatnio zmieniony 10 lutego 2015, 15:54 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

ODPOWIEDZ