Wiedźma kazała Olafowi zdjąć koszulę i położyć się na śmiesznie krótkim legowisku Harmoniusza. Następnie szepcząc kilka cichych słów wykreśliła na ścianie znak, który zaczął się jarzyć błękitnym światłem. Zwiadowca uczynił jak mu nakazano, choć czuł, że nogi wystają mu poza posłanie gnoma. Postanowił jednak nie narzekać. Pomimo osłabienia i dreszczy starał się dzielnie trzymać, znosząc przypadłości z przyrodzoną sobie pogodą ducha.
[center]Podkład: Mother of Times[/center]
Czarownica otworzyła torbę, wyjmując z niej przeróżne tajemnicze utensylia: parę białawych kości, trzy pęki ziół, garść kryształów górskich, pióro sokoła, grzechotkę i kilka wypchanych, skórzanych woreczków. Olaf obserwował wszystko z pewnym zaciekawieniem, choć niewiele mógł z tego pojąć. Kobieta ułożyła kryształy i kości wokół niego, a następnie zapaliła jeden z pęków ziół i poczęła okadzać ciało zwiadowcy wonnym, lekko gorzkawym dymem. Nie wiedzieć czemu, zapach ten przywiódł młodzieńcowi na myśl szerokie wrzosowiska nad rozlewiskami Akury, gdzie spędził kilka lat swego młodego życia, ucząc się strzelać z łuku i podchodząc płochliwe ptactwo. Teraz powróciło do niego to samo wrażenie beztroski i swobody, które towarzyszyło mu wtedy. Wszelkie zgryzoty stały się nagle tak odległe i nieistotne, niczym garść suchych liści niesiona jesiennym wiatrem. We wspomnieniach ponownie wdychał wiatr, niosący się szerokim niebem od północy, ponownie łowił wzrokiem iskry słonecznego blasku, odbite od fal rzeki i słyszał odlegle gęganie czaronoskrzydłych kąślaw, lecących kluczem ponad łagodnymi falami Szarych Grzbietów.
Zanurzony w ogrodzie pamięci, dopiero po chwili pojął, iż pochylona nad nim uzdrowicielka śpiewa dziwną pieśń bez słów. Pieśń, której melodia wiła się niczym błękitnawe pasma dymu i wypełniała pomieszczenie ciepłym, pulsującym rytmem, podobnym trochę do tętna wielkiego, spokojnego zwierzęcia, a trochę do odległego szumu morza. Zamknął oczy, czując jak głos Norlaug wnika w jego ciało, wypełnia swym łagodnym falowaniem jego duszę i kości, żyły, i mięśnie. Odetchnął głęboko, czując jak niepokój i napięcie spowodowany zatruciem ulatują gdzieś, zmyte kolejnymi, kojącymi falami melodii. Żar płonący wcześniej w jego ciele ustępował, zastąpiony przez delikatne mrowienie, którego rytmy poddawały się magicznej pieśni.
[center]
[/center]Zwiadowca otworzył nagle oczy i spojrzał na własną pierś, czując na niej coś zimnego. Istotnie, na jego sercu spoczywał fioletowy kryształ. Już miał zamknąć powieki powracając do idyllicznego świata wspomnień, gdy nagle ujrzał, jak wewnątrz kamienia coś się poruszyło. Spojrzał na niego z większą uwagą, choć wymagało to utrzymania głowy pod nieco niewygodnym kątem. Istotnie, wewnątrz ametystu kłębiła się czarno-brązowa mgła. Ujrzał jak czarownica kreśli ponad kryształem jakieś znaki, nie przerywając nucenia. Tajemnicza chmura, uwięziona w fiołkowej toni minerału zaczęła powoli rosnąc, zwiększając swą objętość z każdym kolejnym nawrotem pieśni. Zdawała się teraz Olafowi ciężka, lepka i żrąca, w jakiś dziwny sposób przywodząc na myśl pająka, który ukąsił go w lesie… Było w niej i tym stworze coś, co wydawało się równie nieczyste, równie zgubne i nienawidzące światła... Po chwili cały ametyst utracił swą barwę, pożarty od środka przez brudno-brązowawą czerń. Wiedźma szybkim ruchem usunęła kamień z piersi zwiadowcy i wrzuciła go do jednego z woreczków.
- Już po wszystkim, Olafie - rzekła z uśmiechem, choć z jej rysów przebijało maskowane zmęczenie. - Usunęłam truciznę z twej krwi. Jesteś zdrowy.
36 + 11 = 47. Rzut: 10. Osiągasz 3 przebicia i udaje ci się usunąć truciznę z organizmu Olafa (wymagało to jednego przebicia)
Odpisz sobie takze 1 punkt Energii za użycie Świetlistego Runu (jak bowiem zgaduję nie przeprowadzasz operacji po ciemku).
Olaf: Norlaug usuneła truciznę. Jesteś całkowicie zdrowy.
Pozostali: Leczenie Olafa zabiera pół godziny. Jeśli coś chcecie robić w tym czasie to działajcie!
Grupa Gunlid nadal nie wróciła.
[/center]