Strona 23 z 34

: 23 lutego 2017, 17:35
autor: Keth
[center]Calli, Dom Bentaresh, 15 Pani Trzcin [/center]
Widok niewielkich ciał rozciągniętych na chłodnej kamiennej posadzce zdjął Khema skurczem niebywałego smutku. AjArdzki alchemik do samego końca pragnął wierzyć, że wysłannicy oroniego zdołają ocalić niewinne istnienia przed śmiercią, zwłaszcza tak plugawą jak ta zadana rękami czcicieli Ciemności. Lecz Mnumbi musiał tej nocy odwrócić wzrok od swego wiernego sługi, być może czymś rozgniewany.

Mibampes oparł się niezgrabnie o ścianę podziemi, czując gwałtowne osłabienie spowodowane emocjonalnym wstrząsem. Przykładając dłoń do szorstkiego kamienia przymknął oczy chcąc wymazać obraz dziecięcych zwłok z pamięci i ukoić rozżalenie uspokajającym pocałunkiem przesycającego ścianę elementu Ziemi.

- Spóźniliśmy się - powiedział głucho - Przekleństwo na nasze głowy...
Alchemik ruszy w ślad za Ixari chcąc odkryć przyczynę śmierci dzieci!

: 26 lutego 2017, 21:03
autor: TatTvamAsi
[center]Calli, Dom Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]

Przechodząc przez okratowane drzwi celi, miała wrażenie jakby wszechobecna w powietrzu wilgoć zmieniła się w chłód. Dzieci wydawały się takie blade... ich skóra zdawała się pozbawiona krwi, bez śladu, najmniejszej krztyny ciepła. Hierodula pochyliła się nad ciałem jednej z dziewczynek. Młodziutka istota oddychała cicho, niemal niesłyszalnie. Ledwie wyraźny świst świadczył o kulącym się wewnątrz życiu. Oddech był niezwykle płytki, a klatka piersiowa poruszała się równie rzadko i nieznacznie. Córa Matki Ciszy zaczęła oceniać skórę dziecka. Jej czujne oczy nie dostrzegały jednak żadnych poważnych ran, długie, blade palce nie wyczuły żadnych złamań. Jednak było coś... W nikłym świetle dochodzącym do lochu, dostrzegła odcinające się od prawie białej skóry ciemne żyłki. Usta dziecka okalała cała siateczka spękanych naczynek i dziwnie ciemnych żył, nadając skórze niemal trupi koloryt. Delikatne wargi były zaś całkowicie sine, oraz zabarwione jakąś ciemną substancją. Ślady wskazywały więc na to, że biedne dziatki mogły zostać otrute...
Zyanya: Test: rzut: 15. Nie zauważysz na ciele dziewczynek żadnej wyraźnej rany, ledwie bladawe otarcia wokół nadgarstków. Przy ich ustach widać jednak niezwykle wyraźnie cienkie, ciemne linie żył. Skóra dzieci jest blada niemal jak u osoby zmarłej. Usta dzieci są na brzegach zabarwione jakąś ciemną substancją, przypominającą czarny atrament.
Khem: napiszę Ci, co wywnioskujesz ze stanu, w jakim są dzieci i co zauważysz, gdy będę miała przy sobie twoją kartę postaci - teraz jestem chwilowo na wyjeździe.

: 01 marca 2017, 00:37
autor: zmarly
[center]Calli, Dom Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]

Wejście do pomieszczenia było przesiąknięte metalicznym posmakiem, którego paladyn nie potrafił jednak zidentyfikować. światło pochodni oświetlające rzędy małych dzieci napełniło jego serce niepokojem. Do czego im te dzieci były potrzebne? Jakie plugawe moce były tu wzywane? Myśli te jednak szybko uległy efektom wyszkolenia. Ehecatlem podszedł do najbliższego ciała i przystawił policzek do nosa, by sprawdzić, czy oddycha. Przez moment sądził, iż wszystkie są martwe, jednak delikatny podmuch wyczuwalny na twarzy utwierdził go w przekonaniu, że jeszcze nie wszystko stracone.
Kto wie, być może jest jeszcze dla nich jakaś szansa?

- Czy ktoś wie, co się z tymi dziećmi stało? Szczęśliwie wygląda na to, że żyją, dzięki niech będą Holis. Ale nawet jeśli, musimy je przywrócić do żywych. Mezxtli, Zyanya?

: 01 marca 2017, 11:51
autor: Sigil
[center]Calli, Dom Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Jedno spojrzenie wystarczyło, by upewnić go, że w spoczywających na posadzce drobnych ciałach tli się wątła iskra życia. Miał jednak nadzieję, że pozostali nie zauważą tego faktu. Ostatnie, czego teraz potrzebowali to zajmowanie się konającymi bachorami. Żeby chociaż były z jakiejś lepszej kasty - pomyślał. Można by coś na tym zyskać. Łaska możnych to najlepsza moneta, milsza mi niż dźwięczące szkło. I więcej od niego warta... Ale nie, to były zaledwie Siwja. A wdzięczność ich rodziców mierzyć można było jeno w łzach i garściach fasoli. Oraz sławie wśród lokalnych rolników, której za wszelką cenę pragnął uniknąć.. Nie zamierzał więc poświęcać im więcej uwagi. Zresztą, widział już podobne obrazki. Dzieci umierające z głodu i samotności na ulicach Pchlego Miasta. Zwykle nie tracił czasu na ich zapamiętywanie. Były za mało sprytne aby przeżyć, lub po prostu miały cholernego pecha... Uroki prawdziwego świata, o których możni nie mieli pojęcia...

Minął cele szybkim i cichym krokiem i jęknął w duchu słysząc słowa Ixari. A więc musiałaś im powiedzieć, świątynna dziewko... Niech cię Wąż pochłonie wraz z pogańską boginią, której służysz! Teraz nie wyjdziemy stąd przez pieprzony tydzień...

- Zrobię rekonesans - rzucił półgłosem w kierunku Maga i Alchemika. Po czym stąpając cicho niczym jeden z Cieni Księżyca ruszył w głąb lochu...
Nie zatrzymuję się przy leżących dziewczynkach tylko idę dalej. Nasłuchuję. I oczywiście jestem cicho. Używam też infrawizji. Mam w ręce sztylet (zatruty przypominam). Jak natknę się na jakieś niebezpieczeństwo to postaram się, by przeciwnik mnie nie zauważył. Na razie chcę się głównie rozejrzeć i nie dać naszym wrogom czasu na działanie. W każdym razie idę dalej...

: 02 marca 2017, 16:00
autor: TatTvamAsi
[center]Calli, Dom Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul
[/center]
Stratis cicho zagłębił się w mrok przesiąkniętego zapachem wilgoci pomieszczenia. Kątem oka ledwie dostrzegał zarysy niewielkich i ledwo żywych postaci, z ich pulsującymi nikłym ciepłem sercami. Nie poświęcał jednak im więcej uwagi, skupiając się całkowicie na otoczeniu. Próbował wyłapać najlżejszy odgłos, czyjś oddech, czy kroki. Nie słyszał jednak nic. Nic, prócz spokojnego tętna Ivit. Dalsza część lochu nie prezentowała się ciekawiej, niż jego początek. Ot dostrzegł powieszone na haku, zwiniętą linę, czy używany do przeprawy tratwą kij.

Złodziej poczuł jednak wyraźną zmianę. Lepka wilgoć, ustąpiła miejsca lekkiemu powiewowi powietrza znad rzeki. Po chwili dotarł do źródła owej zmiany. Część kamiennego lica ściany przykrywała gruba płachta. Jej brzeg zwisał smętnie, ukazując przy silniejszym powiewie wyjście z podmokłej piwnicy. Proste, lecz masywne drzwi były uchylone, pozwalając, aby chłodna bryza wnikała w duszne zakamarki lochu.
Nie znajdziesz żadnych pułapek, nikogo i niczego, co byłoby zagrożeniem. Jedynie niedomknięte drzwi na zewnątrz.

: 02 marca 2017, 16:27
autor: Sigil
[center]Calli, Dom Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Wyglądało na to, że poganie na serio przejęli się losem dogorywających dziewczynek. Sa wychwytywał czasem ich odległe głosy, choć nie umiał zrozumieć słów. Nie interesowało go to zbytnio. Wolał wykorzystać czas w bardziej efektywny sposób. Ostrożnie prześlizgnął się między płachtą a krawędzią wilgotniej ściany i zbliżył się do drewnianych drzwi. Światło przedświtu oświetlało krótki korytarz, wypełniając go chłodną szarością. Złodziej uśmiechnął się lekko, słysząc pieść rzeki. Bliskość patronującego mu Elementu zawsze pozwalała mu się uspokoić. Cicho podszedł do wyjścia i wyjrzał na zewnątrz...
Tak jak deklarowałem, idę dalej.

: 03 marca 2017, 02:34
autor: Mystic
[center]Posiadłość Bentaresh, Calli, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]

Wraz z pokonywaniem kolejnych stopni w dół, energia miejsca ulegała zmianie. Eter stawał się bardziej neutralny, pusty. Dobiegający gdzieś z oddali stłumiony szum rzeki oczyszczał swym wpływem miejsce wnosząc delikatnie wyczuwalną orzeźwiającą bryzę. Stanowiło to pewną odmianę od dusznych komnat pałacu przesyconych strachem i śmiercią, a to splamionych odrażającą ciemnością. Ah, ciekawe co potwornego zastaniemy tym razem - przemknęło przez umysł maga. Równolegle do tej myśli, pojawiło się odczucie ciekawości pomieszanej z obawą. Zdając sobie sprawę z spektaklu odsłaniającego się przed jego umysłem, mag zwiększył swe wysiłki w kierunku skupienia na otoczeniu.

Nim całość drużyny zdążyła zejść do lochów, z początku korowodu dało się odczuć wyraźne poruszenie. Astral przesycił się ściskającym serce żalem, jakimś zawodem i poczuciem porażki. Mezxtli przyspieszył kroku, by czym prędzej znaleźć się w podwojach piwnicy. Gdy już dobył jej serca, dostrzegł rządek niemal równo ułożonych dziecięcych ciał spoczywających w dużym lochu.

Jednak, za późno - pomyślał Alinur. Odczuciem straty i niewypełnionej misji dołączył się do uwertury granej przez serca reszty drużyny.

Wtem usłyszał pełen nadziei głos Ehecatelma:
- Czy ktoś wie, co się z tymi dziećmi stało? Szczęśliwie wygląda na to, że żyją, dzięki niech będą Holis. Ale nawet jeśli, musimy je przywrócić do żywych. Mezxtli, Zyanya?

Mag czym prędzej zanurzył się w astral w poszukiwaniu odpowiedzi.
Używam Skanowania Istot w celu sprawdzenie potencjalnych zaklęć rzuconych na dzieci. Później Skanowania Otoczenia by wtkryć zaklęcia działające w pomieszczeniu, co wykrywam?

: 04 marca 2017, 12:40
autor: TatTvamAsi
[center]Calli, Dom Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]

Chłodna bryza dotknęła skóry Ah-saa-braxa. Gdy rozsunął ciężką kotarę, jego oczy ujrzały rozświetloną wschodzącym słońcem Ivit. Przejście okazało się prowadzić na nieduży pomost. Całość konstrukcji wraz z niewielką zatoczką była skryta pod wyrastającą z kamienistego brzegu posiadłością Bentaresh. Z zewnątrz mogła być wyraźnie widoczna na wyłącznie z poziomu rzeki.

Jedno spojrzenie wystarczyło, aby ocenić pomost i jego okolicę. Dok był właściwie pusty poza jedną liną cumowniczą uwiązaną do palika, zwieszającą się poza skraj pomostu i dryfującą luźno na lustrze wody. Wiedziony doświadczeniem, Stratis przezornie pozostał u wyjścia z budynku i wyciągnął nieduże, a podręczne lusterko. Manewrując delikatnie przedmiotem, obserwował rozświetlone karmazynowym blaskiem wnętrze zatoki, a dalej sam nurt Ivit. W porannej mgle zobaczył łódź. Szalupa sunęła miarowo z nurtem odżywiającej Calli rzeki. Była zbyt blisko, aby budzić jakiekolwiek wątpliwości. Łódź musiała wypłynąć z tego niewielkiego doku. Siedziały w niej dwie okutane w podróżne opończe osoby. Ich nierzucający się w oczy, prosty ubiór mógłby należeć do każdego spośród wielu pospolitych kupców zamieszkujących brzegi rzeki, jednak kremowy kaptur odsłaniał twarz jednej z nich - AjArdzkiej piękności. Kobiety o pełnych ustach i wdzięcznych a władczych rysach twarzy. Na raz, kobieta, której odbicie widniało na tafli lusterka, zdała się spojrzeć wprost na niego. Jej twarz zdjęły nagłe emocje, a sama niewiasta momentalnie zwróciła się do swego towarzysza.

[center]Obrazek[/center]
Stratis: test Krycia się i Zw.; 5 przebić. Wiesz, że jesteś niemal niezauważalny, gdy obserwujesz otoczenie za pomocą lusterka, skryty za progiem wyjścia z budynku. Nie wiesz jakim cudem więc, ale najwyraźniej kobieta siedząca w łodzi dostrzegła Ciebie.
[center]***[/center]
Khem postąpił za Zyanyą. Wsunął się do celi i przyklęknął przy najbliższej z uśpionych dziewczynek. Serce ścisnął mu ból, gdy zobaczył ich bladą i spękaną jak u zmarłego skórę. Pospiesznie wydobył nieduże naczynie z ciemnym jak obsydian proszkiem. Osypał zaczernione trucizną wargi dziecka i ujął spory i niesamowicie czysty kryształ. Wypowiadając słowa formuły mającej ukazać przyczyny stanu, w którym znalazła się ta niewinna istota, jął przesuwać wolno kryształ nad ciałem dziecka. Minerał pokrył się mętnymi pęknięciami, gdy ledwie znalazł się nad bladą twarzą dziecka. Mibampes wypatrywał dalszych oznak, całkowicie skupiony na gładkiej powierzchni i wnętrzu kryształu. Wnętrze kamienia pociemniało, gdy alchemik przeciągnął go ponad gardłem dziewczynki. W momencie, gdy tylko minerał znalazł się nad sercem, uległ gwałtownej zmianie. Wnętrze gwałtownie zmętniało i stało się niemal czarne. Powierzchnia kryształu niemal zatrzeszczała, gdy pokryła ją nagle gęsta siatka pęknięć. Kryształ, który ledwie przed chwilą był ciepły i przejrzysty jak górski strumień, stał się niesamowicie zimny. Jego wnętrze zdawało się w pewien sposób puste, martwe jak spojrzenie wisielca. Zimno przepłynęło po kręgosłupie AjArdzkiego uczonego, mrożąc żołądek i przeszywając serce. W samym jego ciele obudził się niemal pierwotny lęk. Wiedział, co się stało dziewczynkom. Jego dłoń dalej przeciągała kryształ nad uśpioną istotą, nie pozostała mu jednak żadna wątpliwość, a sam minerał jak omen na burzowym niebie, potwierdzał każdą jego myśl...
Spoiler!
Int. + Medycyna Ezoteryczna; rzut = 12. Alchemik tak jak i Zyanya stwierdzi szybko, że dzieci zostały otrute, jednak jego ocena sytuacji i badania pozwolą mu stwierdzić, że była to trucizna magiczna. Ku jego zgrozie, moc trucizny wyrwała duszę dziewczynki z jej ciała. To tłumaczyłoby letarg, w jakim się znajduje. Zaklęcie zawarte w podanej dziecku cieczy musiało być bardzo potężne.
Spoiler!
Na dzieci działa jakieś zaklęcie ze Szkoły Magii Astralnej, nie masz jednak pojęcia jakie. W otoczeniu nie wyczujesz nic szczególnego. Czujesz jednak, ze matryca czaru jest bardzo skomplikowana i wiesz, że zaklęcie jest związane z Magią Astralną. Jesteś pewien, że musiało to być potężne zaklęcie. Jako, że Mezxtli sam studiuję tą szkołę magii, wykonałam również rzut na Teorię Magii i Inteligencję = 48; sukces bez przebić - matryca czaru wydaje się przywodzić na myśl czar Wyrwania Duszy, choć nie jesteś tego pewien.
Stratis: Od łodzi z dwiema osobami dzieli Ciebie około 10 metrów. Zatoczka jest jednak okolona wysokim, zabudowanym brzegiem rzeki i za chwilę stracisz łódkę z oczu. Kobieta siedzi zwrócona twarzą w stronę pomostu. Wywnioskujesz, że druga osoba jest najprawdopodobniej mężczyzną - jest zwrócona plecami do Ciebie.

: 04 marca 2017, 18:07
autor: Sigil
[center]Calli, Przystań przy domu Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]

Podjęcie decyzji było kwestią sekund. Właściwie zanim zdążył się dobrze zastanowić, spostrzegł, że rzucił plecak i jednym szybkim ruchem wydostał się spod zszarzałego ponczo.

- Pilnuj plecaka - rzucił do Sophii, polecając jej jednocześnie, by spełzła w dół.

Szafranowy wąż syknął cicho, nie kryjąc irytacji. Jego szkarłatny języczek mignął, niczym miniaturowy płomyk i zniknął, gdy gad pospieszył wypełnić polecenie, spełzając na leżące na ziemi rzeczy. Sa wiedział, że Sophia nie lubi zostawać sama. Zwłaszcza w miejscach, w których nie było drzew. A jednak nie chciał jej narażać bardziej, niż musiał...

Poza tym w plecaku było kilka istotnych przedmiotów, których wolałby nie widzieć w rękach Pogan.

Zrzucił turban i przełożył nóż w zęby, kalkulując w myślach ile czasu zajęła mu cała operacja. Odczekał jeszcze kilka uderzeń serca, oddychając głęboko. Tak, by mieć pewność, że łódź zniknęła za załomem muru. Siedząca w niej niewiasta miała dobry wzrok... Zbyt dobry jak na zwykłą śmiertelniczkę... Nie martwił się tym jednak. Tym, co w tym momencie trapiło go najbardziej były zwoje i szkatuła oddalające się lodżia gdzieś w nieznane... A na to zdecydowanie nie mógł pozwolić...

- Będę za chwilę - szepnął do żararaki. Miał nadzieję, że mówi prawdę.

Ostrożnie prześlizgnął się przez drzwi na pomost. I odetchnął widząc, że tył łodzi znika właśnie za skałą. Pasażerowie nie mogli go już widzieć. Nie czekając dłużej, odbił się od spękanych desek i zanurkował w mroczny nurt Ivit.
Mój plan: Nurkuję i podpływam do łodzi ze sztyletem w zębach. Płynę pod wodą, tak by nie było mnie widać. Wynurzam się za plecami typa w kapturze, jedną ręką wbijam mu sztylet, drugą łapię za szyję i wciągam go pod wodę (manewr kombinowany -20 do PA). Jest to atak z zaskoczenia, ofiara będzie miała tylko połowę PO. Łódź jest w odległości nastu metrów, liczę, że dopłynę do niej w 4 rundy. To jest 40 sek. Jeśli mogę, to przed atakiem poświęcę rundę na przycelowanie ( z użyciem Infrawizji) co zmniejszy moją karę do PA o 10)

: 08 marca 2017, 15:27
autor: TatTvamAsi
[center]Calli, Dom Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul
[/center]
Spoiler!
Mechanika Walki[/b]]
Inicjatywa:
1. Stratis
2. Mężczyzna z łodzi

RUNDA I

1. Stratis atakuje mężczyznę w łodzi wbijając mu sztylet w plecy i wciągając go pod wodę. Ah-saa-brax trafia: manewr kombinowany -20 do P.A., Stratis poświęca jednak wcześniej czas na przycelowanie, co dodaje mu 10 P.A., w sumie ma karę 10 do P.A.; złodziej trafia z trzema przebiciami. Sztylet wchodzi w ciało mężczyzny osłonięte wyłącznie płaszczem i szatą. Sztylet wprowadził również do ciała przeciwnika truciznę.

2. Ah-saa-brax wykonał atak z zaskoczenia na przeciwnika skierowanego do niego plecami. Mężczyzna nie jest w stanie w pierwszej rundzie nic zrobić, a jego inicjatywa spada do 0 w pierwszej rundzie.

RUNDA II

1. Stratis przytrzymuje przeciwnika (walka w zwarciu). Oznacza to, ze trafia automatycznie, a przeciwnik nie jest w stanie uniknąć ciosu. Zadaje sztyletem dwa ciosy, obydwa wchodzą w ciało mężczyzny, wyraźnie słabiej jednak niż pierwszy atak. Mimo to AjArdczyk obficie krwawi

2. Mężczyzna zaczyna się wyrywać. Nie uda mu się jednak w tej rundzie wydostać z objęcia Ah-saa-braxa.

RUNDA III

1. Stratis atakuje ponownie. Walcząc dalej w zwarciu trafia automatycznie. Wbija sztylet w pierś swego wroga. Broń zagłębia się miękko w ciele aż po rękojeść pozbawiając tym samym AjArdczyka życia.
Stratis: mężczyzna, którego pozbawiłeś życia, był z AjArd. Znajdziesz przy nim sakiewkę z czymś dość ciężkim i okrągłym w środku. Nie ma przy sobie żadnej skrzynki, ani tuby ze zwojami.

: 08 marca 2017, 15:37
autor: Sigil
[center]Calli, rzeka Ivit, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Ciemnozielona toń Ivit rozstąpiła się przed nim gładko, niczym rozcięta nożem kotara haremu. Zanurkował głęboko, czując ożywczy dreszcz wzdłuż kręgosłupa, gdy chłód wody począł przenikać pod zbroję. Pościg nie wymagał specjalnego wysiłku. Nurt rzeki niósł go we właściwym kierunku. Kilka ruchów rękami, i był już pod łodzią, odcinała się wyraźnie w górze. Ciemny owal na szmaragdowym tle. Począł płynąc w górę. Niebawem obraz nabrał ostrości i ujrzał jej burtę, falującą niczym materia snu. Z tej pozycji widział plecy siedzącego w niej mężczyzny. Przez chwilę zamarł, obliczając odległość ciosu. Miał nadzieję, że tamten nie kryje pod szatą żadnej zbroi... Choć właściwie - pomyślał - Jeśli nawet tak będzie, pójdzie na dno jak kamień. Rzeka nie da mu szans...

Ujął sztylet w prawą dłoń, jednocześnie podciągając się lewą na burtę. Wynurzył się spod powierzchni w nagłej eksplozji kropel, tnąc szybko niczym atakująca kobra. Drugą ręką natychmiast złapał mężczyznę za szyję i uwiesił się na nim, starając się wciągnąć go pod wodę. Wszystko to mignęło mu w ciągu kilku sekund: widok nieba, błysk światła, zaskoczony wzrok siedzącej na łodzi, AjArdzkiej niewiasty i zduszony krzyk, który wydał z siebie tamten, gdy dosięgło go ostrze. Zaczerpnął głęboko powietrza i runął w dół, uczepiony swojej ofiary.

Mężczyzna próbował się wyrwać, wijąc się rozpaczliwie w uścisku złodzieja. Ten jednak trzymał go nieustępliwie jedną ręką, drugą zadając kolejne ciosy. Woda wokół nich pociemniała od krwi. Ah-Saa-Brax zacisnął kolana wokół talii przeciwnika i poczuł, jak tamten wreszcie słabnie. Kolejny cios wbity w pierś zakończył walkę. Sa obrzucił swą ofiarę szybkim wzrokiem. Żadnej tuby na zwoje, żądnej szkatuły... Tylko worek wysuwający się powoli ze zmartwiałej dłoni. Chwycił go pospiesznie. Pod palcami wyczuł jakąś rzecz , okrągłą i ciężką. Skrzywił się wiedząc, że balast może utrudnić mu działanie. Jednak ta rzecz była najwyraźniej ważna dla zmarłego. Tak ważna, iż nie wypuścił jej nawet konając...

Spojrzał w górę namierzając ponownie łódź, która zdążyła się już nieco oddalić z nurtem. Odbił się od opadającego powoli w dół ciała i popłynął w jej kierunku. Miał nadzieję, że tym razem będzie miał więcej szczęścia i zwoje znajdą się na pokładzie...
Wpływam pod łódź. Sztyletem robię dziurę w jej dnie. Jeśli się nie mylę i jest to łódź wykonana z motompa szkutniczego, lub jest to czółno ze skóry, uda mi się to bez problemu.
Jak łódź zacznie tonąć postaram się dopaść te zwoje ze szkatułą. To interesuje mnie najbardziej. Bentaresh może sobie robić co chce, nie obchodzi mnie jej los - dopóki oczywiście nie próbuje zabrać tych rzeczy. Wtedy uczynię z nią podobnie, jak z jej przyjacielem.
Jeśli uda mi się wydostać artefakty to łapię je i wracam na pomost.

: 08 marca 2017, 16:26
autor: Keth
[center]Calli, Dom Bentaresh, 15 Pani Trzcin[/center]
Kolejny raz tej nocy przerażenie zmroziło do głębi serce dobrotliwego alchemika. Khem oblizał spierzchnięte wargi uświadamiając sobie, jak potwornej magii przyszło mu stawiać czoła w plugawym siedlisku Bentaresh. Złożone na kamiennej posadzce dzieci zostały otrute najbardziej perfidną ze znanych AjArdczykowi trucizn: umagicznionym preparatem umożliwiającym wydarcie z ciała rozumnej istoty jej duszy! Serca dzieci wciąż pracowały powolnym rytmem, piersi unosiły się w rytm praktycznie niewyczuwalnego oddechu, ale teraz były to jedynie bezwolne cielesne powłoki skazane na okrutną śmierć z powodu odwodnienia.

Należący do sprzysiężenia Bentaresh czarownik był nie tylko biegły w arkanach czarnej magii, ale też całkowicie wyzbyty litości i na samą myśl o perspektywie spotkania z nim Khemowi cierpła skóra.
Czy Khem zna sposób na przywrócenie dusz tych dzieci do ciał? Tak czy owak, jest zbyt zaaferowany obdukcją, by zorientować się, że gdzieś obok wrażliwy artysta cierpi istne katusze z powodu odebrania komuś życia.

: 09 marca 2017, 11:50
autor: Mystic
[center]Posiadłość Bentaresh, Calli, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]

Choć umysł maga nie znał zaklęcia rzuconego na nieszczęsne dziatki, to duch w pewnym stopniu rozpoznawał jego wzorzec. Intuicja silnie wskazywała na zaklęcie Magii Astralnej i to na tyle potężne, że musiał je poczynić ktoś naprawdę biegły w tej sztuce. Mezxtli, gdy tylko wrócił do płaszczyzny materialnej, czym prędzej pospieszył do pochylonych nad jednym z dzieci alchemikiem i kapłanką. Zbliżając się do celi, poczucie żalu w jego sercu i bijącej od dzieci pustki tylko przybierało na sile.

- Kadi, czcigodna kapłanko - zwrócił się do zgromadzonych łamiącym głosem - biada tym malcom. Ktoś rzucił na nie potężne zaklęcie. Choć nie jestem pewien, to jego natura przywodzi mi na myśl okrutny czar - w tym miejscu zawiesił głos - zwie się on Wyrwanie Duszy.
- Ja sam nie jestem w stanie nic poradzić - ciągnął dalej - chyba czym prędzej powinniśmy udać się do miasta po pomoc starszych magów Uniwersytetu Tlahtoantzli.

: 09 marca 2017, 12:16
autor: voodoochild
[center]Posiadłość Bentaresh, Calli, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Pochyliła się nad najbliższym ciałem i rozpoczęła badanie. Wszystko wskazywało na to że leżąca przed nią dziewczynka została otruta czymś naprawdę paskudnym i nie pozostawiającym zbyt wiele do popisu dla medyka... właściwie to spotkał je los gorszy niż zwykła śmierć. Doprawdy wielkim okrucieństwem i spaczeniem musiał się wykazywać ten kto zawiesił te wszystkie istnienia w przestrzeni dalekiej od ramion Matki. Wiedziała że w tej chwili nie jest w stanie zbyt wiele zrobić, że czas ucieka, zwoje i wróg je niosący mogą już być daleko, trudno jej było jednak odwrócić się i po prostu odejść, ruszyć za pilniejszymi niż to sprawami. Tęsknota za Panią Ciszy jaką odczuwała już nie jednokrotnie pozwalała jej odczuć choć ułamek tego co odczuwać musiała dusza w ledwo żywym przytwierdzonym do materii tego świata ciele. O ile w ogóle tam jeszcze była, dodała w myślach przypominając sobie do czego mogą być zdolni plugawi kultyści. Spojrzała na alchemika i maga wiedząc że ci maja o wiele większe możliwości zdiagnozowania co jest przyczyną obecnego stanu tych dzieci.

- W ich ciele prawdopodobnie znajduje się jakiegoś rodzaju trucizna. Nie potrafię jednak odpowiedzieć na pytanie jaka, ani jak ją zniwelować. Czy któryś z was jest w stanie powiedzieć coś więcej?

: 09 marca 2017, 17:13
autor: zmarly
[center]Posiadłość Bentaresh, Calli, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]

Odpowiedzi utalentowanych magicznie i alchemicznie towarzyszy wcale nie były pocieszające. I choć alchemik, hierodula oraz mag zajmowali się bezwładnymi ofiarami plugawych kultystów, to nie wiadomo było, ile dzieci pozbawione dusz pozostaną jeszcze przy życiu. A na domiar złego czas gonił, jeśli mieli jeszcze odzyskać skradzione artefakty...

Właśnie! Krzyknął w myślach sam do siebie Ehecatlem.

Wstając szybko znad jednego z ciał zawołał do pozostałych:

- Mezxtli, Zyanya, Khem - zajmijcie się ciałami. Pozostali za mną!

Paladyn rozejrzał się po pomieszczeniu i zauważył, że kogoś brakuje:

- Gdzie jest Stratis?!

Jeśli ten przeklęty złodziejski szczur właśnie uciekł z przerażenia, osobiście dopilnuję, by wziął udział w rytuale Słonecznej Ofiary* jako główny zainteresowany!

- Nic to, nie mamy czasu do stracenia. Szukajcie możliwych wyjść z pomieszczenia, być może nasz cel jest blisko!

Krótką chwilę zajęło wojownikom odnalezienie płachty zakrywającej wyjście na zewnątrz. Syn Słońca wyskoczył przez nie z coraz bardziej widocznym zdenerwowaniem. Sam nie był jednak pewien, czy wynika ono bardziej z pośpiechu, czy z poczucia możliwej zdrady jednego z towarzyszy.

Wybiegł na pomost i ujrzawszy tylko cicho płynącą swym korytem Ivit zaklął pod nosem:

- Niech to licho! Uciekli nam...

Sytuacji nie poprawiał fakt, iż wojownik dość kiepsko pływał. Co prawda w ramach szkoleń były obowiązkowe zajęcia w wodzie, nie wykazywał w nich jednak większego talentu, toteż postanowił je po prostu przetrwać. I właśnie w tym momencie zorientował się, iż było to ogromnym błędem. Jedyne, co zostało na pocieszenie, to leżące nieopodal ubrania muzyka, co tylko spotęgowało wściekłość Ehecatlema...

* Rytuał Słonecznej Ofiary - starożytny, tradycyjny rytuał ofiary. "Zaszczyconego" główną posadą niewdzięcznika przywiązywano za nadgarstki do wysokiego słupa i kierowano w stronę palącego słońca Holis, skazując w ten sposób na powolną i bolesną śmierć. Dotyczył zwykle różnej maści zdrajców i tchórzy.