: 14 lipca 2018, 23:52
Straszliwe Kazamaty ZUS, 32 orakt-ran
Surelionowi możliwość dobicia targu i prędkie zakończenie tej sprawy było jak najbardziej na rękę.
"Na dolnym pokładzie kapłani odprawia rytuał na którym Ci tak zależy" Powtórzył w myślach. Czyżby panu wielkiemu Skarbnikowi to nie? Pomyślał.
Wyciągnął swoją prawicę ściskając dłoń Wielkiego Skarbnika. Widział, że wartko sprawdzi on jego tożsamość, wyśle szpiegów za nimi już za chwilę kiedy tylko wyjdą z jego pałacu. Wiedział jednak, że nikt nie posunie się do usunięcia kogoś jego pozycji. Groziło by to sporymi i zbędnymi komplikacjami. Ryzykowne tym bardziej, że cena była przecież śmiesznie niska.
- Zatem, do zobaczenia wieczorem. Zabieram zatem Figeta z nami by mógł naocznie upewnić się co do... tak wielkiej, chwilowej straty.
Wyszli na zewnątrz. Mistrz skinął porozumiewawczo Kethrasowi by odnalazł Ślepaka z głową dziewczyny. Trudno było powiedzieć, że zabójca obserwował okolicę, ale na pewno gdzieś tu był. Sami weszli do jednej z ciasnych wąskich uliczek i czekali na przybycie Ślepaka z dowodem rzeczowym. Atmosfera była nieco napięta każdy spodziewał się jakiegoś nagłego gwałtownego ruchu lub choćby znaku niebezpieczeństwa. Nic takiego jednak nie nastąpiło. Pomocnik Skarbnika zamarł z przerażenia, widząc twarz znajomej mu z obrazów kobiety. Kiedy surelianie odchodzili ze śmierdzącej alejki jeszcze spazmował po zwymiotowaniu.
Szli szybko. Mistrz zasłonił kapturem głową a dłonią twarz, by nikt nie mógł odczytać z warg co mówi do idących wokół niego uczniów.
- Moc jest nam bliska uczniowie moi! Finał jej zdobycia o krok przed nami, wytrwajcie jeszcze chwilkę. Choć cena za wiedzę może jednak być nią straszna, jesteśmy gotowi ponieść ofiary. Jak mówiono w przepowiedniach krok za krokiem, razem zmierzamy do królestwa mego. - kiedy mówił oczy mu błyszczały jak wówczas kiedy przemawiał do nich po raz pierwszy zdradzając sekrety swego prawdziwego pochodzenia. - Nim to jednak nastąpi przed nami ostatnia próba. Potrzebujemy łodzi która zabierze nas z jeziora kiedy czas nasz okaże się bliski. Musi być mała by nie wzbudzała podejrzeń ale na tyle duża, by nas pomieścić. Musimy upewnić się, że nikt nie zabrał ciała ale.... Nade wszystko potrzebujemy się pozbyć teraz najpilniej tych oczu co za nami się wloką od pałacu skrabnika. Dopiero wówczas będziemy mogli zrobić jedno i drugie i przygotować się do wieczornego rytuału.
Surelionowi możliwość dobicia targu i prędkie zakończenie tej sprawy było jak najbardziej na rękę.
"Na dolnym pokładzie kapłani odprawia rytuał na którym Ci tak zależy" Powtórzył w myślach. Czyżby panu wielkiemu Skarbnikowi to nie? Pomyślał.
Wyciągnął swoją prawicę ściskając dłoń Wielkiego Skarbnika. Widział, że wartko sprawdzi on jego tożsamość, wyśle szpiegów za nimi już za chwilę kiedy tylko wyjdą z jego pałacu. Wiedział jednak, że nikt nie posunie się do usunięcia kogoś jego pozycji. Groziło by to sporymi i zbędnymi komplikacjami. Ryzykowne tym bardziej, że cena była przecież śmiesznie niska.
- Zatem, do zobaczenia wieczorem. Zabieram zatem Figeta z nami by mógł naocznie upewnić się co do... tak wielkiej, chwilowej straty.
Wyszli na zewnątrz. Mistrz skinął porozumiewawczo Kethrasowi by odnalazł Ślepaka z głową dziewczyny. Trudno było powiedzieć, że zabójca obserwował okolicę, ale na pewno gdzieś tu był. Sami weszli do jednej z ciasnych wąskich uliczek i czekali na przybycie Ślepaka z dowodem rzeczowym. Atmosfera była nieco napięta każdy spodziewał się jakiegoś nagłego gwałtownego ruchu lub choćby znaku niebezpieczeństwa. Nic takiego jednak nie nastąpiło. Pomocnik Skarbnika zamarł z przerażenia, widząc twarz znajomej mu z obrazów kobiety. Kiedy surelianie odchodzili ze śmierdzącej alejki jeszcze spazmował po zwymiotowaniu.
Szli szybko. Mistrz zasłonił kapturem głową a dłonią twarz, by nikt nie mógł odczytać z warg co mówi do idących wokół niego uczniów.
- Moc jest nam bliska uczniowie moi! Finał jej zdobycia o krok przed nami, wytrwajcie jeszcze chwilkę. Choć cena za wiedzę może jednak być nią straszna, jesteśmy gotowi ponieść ofiary. Jak mówiono w przepowiedniach krok za krokiem, razem zmierzamy do królestwa mego. - kiedy mówił oczy mu błyszczały jak wówczas kiedy przemawiał do nich po raz pierwszy zdradzając sekrety swego prawdziwego pochodzenia. - Nim to jednak nastąpi przed nami ostatnia próba. Potrzebujemy łodzi która zabierze nas z jeziora kiedy czas nasz okaże się bliski. Musi być mała by nie wzbudzała podejrzeń ale na tyle duża, by nas pomieścić. Musimy upewnić się, że nikt nie zabrał ciała ale.... Nade wszystko potrzebujemy się pozbyć teraz najpilniej tych oczu co za nami się wloką od pałacu skrabnika. Dopiero wówczas będziemy mogli zrobić jedno i drugie i przygotować się do wieczornego rytuału.
Ok, dwie sceny Mistrzu i kończymy sesję z honorem. Nikt nie ma do nikogo żalu, czasem tak po prostu bywa i już. 