Strona 23 z 57
: 26 czerwca 2011, 17:22
autor: 8art
Wątek techniczny
Pytam szybko Brunte lub Sanne jak szybko rozwija sie choroba u zarazonych. Jak daleko jest nastepna osada do ktorej zmierza karawana?
Od odpowiedzi na powyzsze pyttania uzalezniam moje stanowisko - strategie w rozmowie z esajanami i duvikanami
: 26 czerwca 2011, 18:58
autor: Ula
Korzystając z zamieszania chce się dostać w pobliże dowodzącego karawaną i rzec mu
"Szczerzem was popieram i rozumiem chęc opuszczenie tej nory, ale wy ani kaplana ani medyka wszak ni macie i podobno choróbsko tylko chlody jaskiń wstrzymują a wy chcecie na gorąc pustyni jechać, przecie wasi chorzy mogą do stanicy nie strzymać i skropieja w drodze. Może lepiej dla nich tu ostac, gdzie medykow mają?"
choć szczerze powiedziawszy to wybitnie dziwne jak szybko oni zachorowali....
: 26 czerwca 2011, 22:12
autor: Keth
Wątek techniczny
Sprawa rozwijania się choroby jest dość interesująca, ponieważ z reguły trwa to trzy do czterech dni (od chwili wystąpienia pierwszych fizycznych objawów).
Następny przystanek w stronę Tureganu to wojskowa strażnica oddalona o osiem godzin drogi, w stronę Esai groty przy Grzbiecie Mungani odległe o dziewięć godzin.
Jak rozumiem z wstępnych deklaracji, Trehant pod żadnym pozorem nie będzie przeszkadzał Esajanom w wyjeździe, a Uhra będzie się odwoływała do ich zdrowego rozsądku. A reszta BG?
: 27 czerwca 2011, 07:18
autor: Ula
Jedna dodatkowa deklaracja - zbrojnie przeciw Esajanom nie wystąpię.
: 27 czerwca 2011, 07:49
autor: venar
Postawa typowo neutralna, to lokalne prawo i lokalni włodarze więc mają prawo do takich a nie innych poczynań. Jednak podobnie jak Uhra nie planuję zbrojnie występować przeciw komukolwiek chyba że okoliczności mnie do tego zmuszą.
: 27 czerwca 2011, 07:56
autor: mordimer00
Ja też nie zamierzam się mieszać do ich spraw, choć jeśli ktoś na mnie się rzuci będę się bronić.
: 27 czerwca 2011, 22:29
autor: Keth
Drodzy BG, ze względu na masakrycznie ciężki dzień w pracy oraz późny powrót (dopiero co przyjechałem do domu), dzisiaj zamierzam sobie zrobić przerwę od stukania w klawiaturę, dlatego akcja na razie nie posunie się do przodu. W zamian obiecuję, że jutro rano wstanę wcześniej i sypnę aktualizacjami na prawo i lewo przed pójściem do pracy.
: 27 czerwca 2011, 23:33
autor: 8art
Wątek techniczny
Próbuję przemówić esajanom do rozsądku, mówiąc, że i tak połowa z nich szczeźnie po drodze a druga reszta zostanie nqajpewniej zabita w najbliższej osadzie (jeżeli zmierzają w stronę Tureganu). 3-4 dni rozwijania się choroby vs 8-9 dni drogi a zapewne więcej ze względu na pogarszjący się stan chorych. Oczywiście nie zamierzam zbrojnie występować przeciwko komukolwiek no chyba, że w samoobronie.
: 29 czerwca 2011, 19:59
autor: Keth
Duvik, wczesny poranek
Słysząc pojednawcze okrzyki Trehanta i Uhry Esajanie zaczęli coś gniewnie poszeptywać między sobą, wciąż wpatrując się nienawistnie w zagradzających im drogę Duvikan. Salach potrząsnął głową z ledwie trzymaną na wodzy wściekłością, spluwając siarczyście pod nogi i przebierając palcami zaciśniętymi na stylisku ciężkiego topora. Odstąpiwszy z zauważalną trwogą od odciętego łba arkana starszyzna osady zaczęła przeciskać się z powrotem w stronę zagród dla wołów i atmosfera stężała natychmiast. Ostre groty włóczni i strzał mierzyły złowieszczo w obu kierunkach.
- Salachu, dobry człeku! - zakrzyknął Eithart przepychając się pod samą zagrodę i występując przed pierwszy rząd duvikańskich żołdaków - Usłuchnijcie głosu rozsądku! Jeśliście chorzy, pozwólcie sobie pomóc. Tutejsi kapłani biegli są w sztuce leczenia, na pewno wam pomogą. Ja sam wam pomogę na tyle, na ile zdołam. Jeśli dalej pojedziecie, jeszcze was turegańscy wojacy gotowi w strażnicy ubić z łuków, a ciała na pustynię wyrzucić, jeśli pojmą, żeście chorzy. Nikt was do miasta nie wpuści.
- Ichnym radnom nie uwirzyt! - huknął starszy karawany wbijając rozgorączkowane oczy w gorlamickiego kapłana - Plachu ichnu na nas otruchowali! Uchodim terazne, a smryt uchnem, asz nas ustopują!
Gorlamita westchnął bezsilnie słysząc nieprzejednany ton starszego karawany i dostrzegając dziką determinację wyrysowaną na twarzach wozaków. Eithart pojął w jednej chwili, że nikt z tych na poły dzikich i nader przesądnych ludzi nie pozostanie ani chwili dłużej w Duviku. Zmuszeni do obozowania wbrew swej woli na obcej ziemi i wśród miejscowych, których ani nie znali ani tym bardziej nie darzyli zaufaniem, karawannicy najwyraźniej zdecydowani byli położyć wiarę w łaski Sharami i opuścić swe niewygodne więzienie bez względu na konsekwencje.
Lecz równie zacięte twarze Duvikan świadczyły jawnie o tym, że decyzja starszyzny o zakazie opuszczania osady spotkała się z powszechnym zrozumieniem mieszkańców. Nominalnie Duvik podlegał władzy turegańskich książąt, a rada starszych odpowiadała za swe czyny i słowa przed tamtejszymi możnowładcami, co oznaczało pewne obowiązki. Eithart poczuł zimny dreszcz na plecach uświadamiając sobie konsekwencje zawleczenia nieuleczalnej jak na razie i wyjątkowo złośliwej choroby w gęsto zaludnione obszary centralnego Tureganu. Gdyby kiedykolwiek wyszło na jaw, że Duvikanie przyłożyli do tego rękę nie dokładając dość starań, by chorobę zatrzymać, osadę mogła spotkac straszna kara, z wypędzeniem mieszkańców lub egzekucją starszyzny włącznie. To dlatego pierwszy kapitan i jego podwładni trzymali karny szyk nie dając Esajanom szansy na opuszczenie Duviku; wszak tutaj stawką w grze było nie tylko przetrwanie kolejnego dnia, ale przede wszystkim leżąca w rękach turegańskich książąt przyszłość pogranicznej osady.
- Bez pomocy szczeźniecie na pustyni! - zakrzyknął zdesperowany Eithart, kątem oka śledząc kilku Esajan, którzy mimo wymierzonych w siebie grotów strzał zaprzęgli do wozu dwa porykujące niespokojnie woły i właśnie wspinali się na kozioł - Śmierć na siebie ściągniecie!
- Sharami nas uzrachni! - wrzasnął wyprowadzony z równowago Szalach dając lewą ręką znać, by jego pobramtymcy wsiadali na wozy.
- Pozostańcie, gdzieście są! - huknął ochrypłym głosem kapitan Detelf. Na jego ramieniu wisiała Sanna Wehael, ze ściągniętą twarzą wspinająca się na palce i próbująca oficerowi najwyraźniej coś wytłumaczyć, ale jej słowa zdawały się tonąć w tumulcie wrzawy jaka natychmiast wybuchła przy zagrodach. Pierwszy zaprzęg skręcił w bok wprost na wyjazd z zagrody, na czekających w pogotowiu Duvikan, pośród trzasku bata. Siedzący obok woźnicy Esajanin, gładko ogolony młody mężczyzna o ciemnych oczach i błyszczących gniewnie oczach, ściskał w dłoniach gotową do użycia kuszę mierząc z niej w stronę miejscowych. Szereg Duvikan zachwiał się niepewnie na widok zbliżających się szybko wołów, wojacy cofnęli się o krok nie chcąc wpaść pod kopyta i długie rogi zwierząt.
- Nie puszczać! - krzyknął Ilef Sharat wyrywając najbliższemu podwładnemu włócznię i stając na drodze zaprzęgu. Znajdujący się tuż obok niego Eithart odskoczył zwinnie w bok, ze ściśniętym gardłem i świadom tego, co zaraz się stanie.
Rozpędzający się zaprzęg najechał na Sharata i otaczających go Duvikan, a ci idąc za przykładem kapitana nie odstąpili. Groty wystawionych w przód włóczni błysnęły w powietrzu pogrążając się w cielskach wołów. Ugodzone wielokrotnie zwierzęta runęły na kolana wydając z siebie podnoszący włosy na głowach ryk, w którym utonął bezpowrotnie metaliczny szczęk zwalnianych cięciw kusz.
I rozpętało się piekło, którego Eithart tak bardzo chciał uniknąć.
Wątek techniczny
Przepraszam za ostatnie obsunięcia w aktualizacjach, nazbierało mi się sporo innych spraw do załatwienia, po weekendzie wszystko powinno wrócić do normy. W osadzie Esajanie nie ustąpili, a Duvikanie się zaparli, więc mimo Waszych rozsądnych argumentacji doszło do wybuchu otwartej agresji. I teraz pytanie na szybko, w tumulcie i ferworze nagłej bijatyki na śmierć i życie - gdzie się wycofujecie, aby nie znaleźć się przypadkiem w sercu rąbaniny?
: 29 czerwca 2011, 20:05
autor: mordimer00
Ja z gulmakiem w jaskini którą nam przydzielono wyciągam łuk i nakładam strzale i patrzę co się dalej będzie działo. Mam wielką ochotę po tych łbach Duvikan się przejechać ale patrzę się też na resztę drużyny, co oni robią.
: 29 czerwca 2011, 20:16
autor: venar
Wycofuję się wraz z Mordilem do naszej "noclegowni". Jeśli tam będziemy wszyscy to rzucę krótko:
- Może skorzystamy z zamieszania i się zawiniemy?
: 29 czerwca 2011, 20:20
autor: mordimer00
"Moja być za ta pomysła, moja by jeszcze im kur zapalić nad strzecha bo te człeki coś kombinować, my przybyć w ten sam czas do osada co karawaniarze i my nie chorować, może ta chcieć wszystka wytruć co?"
: 29 czerwca 2011, 20:29
autor: Keth
Wątek techniczny
Nie sposób mi naturalnie wypowiadać się za innych, ale szczerze powątpiewam w to, by Eithart zdecydował się dać nogę z osady w tak dramatycznej chwili. Co do odwrotu do chatki, dla Mordila i Skeli nie był to akurat kłopot, bo obaj znajdowali się w tyle zbiegowiska, ale Eithart, Trehant i Uhra z racji rozmowy prowadzonej z Esajanami znaleźli się w chwili rozpoczęcia walki na pierwszej linii frontu!
Nic, poczekajmy na resztę deklaracji.
: 29 czerwca 2011, 21:06
autor: Ula
o żesz na jaja katana!
walę tarczą na prawo i lewo osłaniając kapłana i przecie poważnie rannego Trehanta - probując przebić jaką drogę na zewnątrz tej pierońskiej zawieruhy - szablą ciosy odbijam, zabić nikogo nie chcę, ranić takoż.
: 30 czerwca 2011, 00:24
autor: 8art
Goblin i łowca oddalali się chyłkiem w stronę kwater wśród rosnącego chaosu i przemocy. Eithart postanowił po raz ostatni rozpaczliwie spróbować powstrzymać rozlew krwi. Spojrzał na zaciętą twarz rannego Trehanta i osłaniającej ich Uhry. Nie było sensu ryzykować ich życia w takiej chwili. Krzyknął przez wrzawę do Uhry: - Pomóż Trehantowi cofnąć się do kwater! Ja dołączę za chwilę! (mam nadzieję - dodał w myślach). Po czym zwinnie wskoczył pomiędzy walczących, płazem rozdając ciosy po łbach Duvikan i Esajan i krzycząc donośnie, wznosząc się ponad bitewny harmider...
Wątek techniczny
Używam umiejętności kapłana Nietykalność i Podstaw Religiosnawstwa - Kazanie by uchronić swe życie i powstrzymać walczących. Jeżeli strony są głuche na me apele i nie udaje mi się zatrzymać walki, wycofuję się do kwatery.
Jeżeli walka ustaje to wzywam Bruntę i Salacha do negocjacji w moim towarzystwie i ew Uhry lub/i Sanny (bądź co bądź kobiety łagodzą obyczaje). Mam zamiar przkonywać Salacha do pozostania w mieście. Jeśli jednak starszy pozotanie nieugięty poproszę Bruntę o pozwolenie na wyjazd -mówiąc brutalnie: chorzy wymrą po drodze a karawna pewnie nigdy nie dotrze do miejsca przeznaczenia.