PBF - Droga do... nikąd
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
Wątek tech:
Czyli robimy zasadzkę w magazynku/składziku/komurce co tam na zapleczy ten karczmarz. Rozglądam się po wnętrzu i wybieramy jakieś miejsce w którym niby ten medalion ma być. Tak aby to miejsce było jak najdalej oddalone od drzwi wejściowych a najlepiej jakby jeszcze jakieś przeszkody były między nim a drzwiami. Tak?
Czyli robimy zasadzkę w magazynku/składziku/komurce co tam na zapleczy ten karczmarz. Rozglądam się po wnętrzu i wybieramy jakieś miejsce w którym niby ten medalion ma być. Tak aby to miejsce było jak najdalej oddalone od drzwi wejściowych a najlepiej jakby jeszcze jakieś przeszkody były między nim a drzwiami. Tak?
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Winne Grono, 17 kosar-ran 9455 KI
Dwa pracujące w charakterze skrybów gnomy zaszły do Winnego Grona w trakcie krótkiej przerwy między wizytami w magazynach swego pryncypała, nie oczekując od losu niczego więcej prócz kufla chłodnego piwa i ćwiartki świeżo wypieczonego bochenka chleba z omastą. Los płata jednak okrutne figle i ledwie obaj pisarczykowie sięgnęli po posiłek, padł na nich wielki cień pochylonego nad stołem mężczyzny.
Gnomi urzędnicy podnieśli spłoszony wzrok ku górze, a wówczas ich zmieszanie przeszło w nieskrywany lęk, ponieważ rosły uruk stojący przy ich ławie miał na twarzy grymas władczy i nie znoszący sprzecziwu.
- Szukam mojego druha, Forgila Primma - oznajmił gnomom uruk, widziany przez nich pierwszy raz w życiu i zupełnie im obcy - To też gnom. Kręcił się gdzieś tutaj?
Kromka chleba wypadła jednemu z pisarczyków z ręki, pacnęła na poplamiony winem blat stołu. Drugi zaczął się jąkać nieporadnie i poległ sromotnie na pierwszym już słowie, uparcie tkwiącym mu w gardle i nie chcącym przejść przez usta.
- Pewnie nie - stwierdził uruk niezrażony nikłą komunikatywnością rozmówców - Nieważne. Koniec posiłku, wynocha na ulicę. Szukajcie Forgila, a jak go najdziecie, przekażcie, że tan Barth Vader czeka na niego pod Winnym Gronem. Zrozumieliście, co żem rzekł?
Gnomy wystrzeliły ze swej ławy niczym ciśnięte z procy, zapominając o jedzeniu, rachunku i swoich porzuconych przy stole czapkach, kiwając potakująco głowami i mamrocząc coś niezrozumiale. Nie poprzestały na ucieczce nawet wtedy, gdy od strasznego uruka odgrodziły je zatrzaśnięte z hukiem drzwi. Nie znały żadnego Forgila Primma i nie zamierzały zawierać z nim znajomości, szukanie jednego obcego gnoma wśród tysięcy mieszkańców Ostrogaru też nie wydało im się dobrym pomysłem.
Gnając przed siebie na złamanie karku pisarczycy przysięgli sobie w duchu, że już nigdy nie urządzą przerwy w pracy, a kwartał mieszczący Winne Grono będą omijali do końca życia.
Dwa pracujące w charakterze skrybów gnomy zaszły do Winnego Grona w trakcie krótkiej przerwy między wizytami w magazynach swego pryncypała, nie oczekując od losu niczego więcej prócz kufla chłodnego piwa i ćwiartki świeżo wypieczonego bochenka chleba z omastą. Los płata jednak okrutne figle i ledwie obaj pisarczykowie sięgnęli po posiłek, padł na nich wielki cień pochylonego nad stołem mężczyzny.
Gnomi urzędnicy podnieśli spłoszony wzrok ku górze, a wówczas ich zmieszanie przeszło w nieskrywany lęk, ponieważ rosły uruk stojący przy ich ławie miał na twarzy grymas władczy i nie znoszący sprzecziwu.
- Szukam mojego druha, Forgila Primma - oznajmił gnomom uruk, widziany przez nich pierwszy raz w życiu i zupełnie im obcy - To też gnom. Kręcił się gdzieś tutaj?
Kromka chleba wypadła jednemu z pisarczyków z ręki, pacnęła na poplamiony winem blat stołu. Drugi zaczął się jąkać nieporadnie i poległ sromotnie na pierwszym już słowie, uparcie tkwiącym mu w gardle i nie chcącym przejść przez usta.
- Pewnie nie - stwierdził uruk niezrażony nikłą komunikatywnością rozmówców - Nieważne. Koniec posiłku, wynocha na ulicę. Szukajcie Forgila, a jak go najdziecie, przekażcie, że tan Barth Vader czeka na niego pod Winnym Gronem. Zrozumieliście, co żem rzekł?
Gnomy wystrzeliły ze swej ławy niczym ciśnięte z procy, zapominając o jedzeniu, rachunku i swoich porzuconych przy stole czapkach, kiwając potakująco głowami i mamrocząc coś niezrozumiale. Nie poprzestały na ucieczce nawet wtedy, gdy od strasznego uruka odgrodziły je zatrzaśnięte z hukiem drzwi. Nie znały żadnego Forgila Primma i nie zamierzały zawierać z nim znajomości, szukanie jednego obcego gnoma wśród tysięcy mieszkańców Ostrogaru też nie wydało im się dobrym pomysłem.
Gnając przed siebie na złamanie karku pisarczycy przysięgli sobie w duchu, że już nigdy nie urządzą przerwy w pracy, a kwartał mieszczący Winne Grono będą omijali do końca życia.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Winne Grono, 17 kosar-ran 9455 KI
Prowadzący możnych gości na zaplecze Haamal wydał służącym suche polecenia, każąc jednej z dziewcząt stanąć za wyszynkiem, a pachołkowi pobiec na rybny targ po świeże małże. Idący w ślad za zdenerwowanym karczmarzem i urukiem Amras obejrzał się uważnie przez ramię, taksując wzrokiem wnętrze jadalnej izby. Była to akuratnie pora pomiędzy południem, kiedy zamożniejsi mieszczanie zwykli jadać w szynkach obiad, a wieczorem, kiedy na pijackie harce ściągały nocne marki, toteż panującego w karczmie ruchu nie można było nazwać tłokiem. Przy stołach siedziało kilku mieszańców krwi w strojach portowych robotników, kilku roztaczających wokół siebie charakterystyczny zapach rybaków, jacyś lekkozbrojni o wyglądzie najemnych zbirów szukających w stolicy okazji do zaciągu lub rabunku. Młodziutki człowiek o wyglądzie wędrownego kapłana drzemał nad wylizaną do czysta miską kaszy, nie zwracając najmniejszej uwagi na swego towarzysza posiłku, również człowieka siedzącego po przeciwnej stronie blatu i kiwającego się rytmicznie w takt mamrotanej pod nosem modlitwy.
- Tu żem go schował - oznajmił karczmarz sięgając do drewnianego pudła ustawionego na jednym z regałów i zdejmując pojemnik na podłogę. Barth wyprzedził Hamaala, pierwszy złapał za wiszący na grubym łańcuchu medalion, odlany z czarnego żelaza i pozbawiony jakichkolwiek insprypcji. W oczach orka przedmiot nie miał najmniejszej wartości, ale taka widać była intencja jego twórcy, chcącego ukryć potężny artefakt pod niepozornym wyglądem.
Wątek techniczny
Talizman przeszedł w Wasze ręce. Teraz pora rozwiązać kwestię zasadzki, bo Kederien może się lada chwila pojawić w Winnym Gronie. Karczmarz został odpowiednio poinstruowany i sowicie opłacony (8ART, odpisz sobie 25 złt z sakiewki). Do tej pory się tylko bał, teraz jest ostrożnie zachwycony całą tą hecą.
Zgodnie z wcześniejszymi deklaracjami trzymam się planu zakładającego zwabienie bordowego maga na zaplecze, gdzie będą już czekali nasi milusińscy. Powinienem coś jeszcze wiedzieć, zanim napiszę następną fabularkę?
Prowadzący możnych gości na zaplecze Haamal wydał służącym suche polecenia, każąc jednej z dziewcząt stanąć za wyszynkiem, a pachołkowi pobiec na rybny targ po świeże małże. Idący w ślad za zdenerwowanym karczmarzem i urukiem Amras obejrzał się uważnie przez ramię, taksując wzrokiem wnętrze jadalnej izby. Była to akuratnie pora pomiędzy południem, kiedy zamożniejsi mieszczanie zwykli jadać w szynkach obiad, a wieczorem, kiedy na pijackie harce ściągały nocne marki, toteż panującego w karczmie ruchu nie można było nazwać tłokiem. Przy stołach siedziało kilku mieszańców krwi w strojach portowych robotników, kilku roztaczających wokół siebie charakterystyczny zapach rybaków, jacyś lekkozbrojni o wyglądzie najemnych zbirów szukających w stolicy okazji do zaciągu lub rabunku. Młodziutki człowiek o wyglądzie wędrownego kapłana drzemał nad wylizaną do czysta miską kaszy, nie zwracając najmniejszej uwagi na swego towarzysza posiłku, również człowieka siedzącego po przeciwnej stronie blatu i kiwającego się rytmicznie w takt mamrotanej pod nosem modlitwy.
- Tu żem go schował - oznajmił karczmarz sięgając do drewnianego pudła ustawionego na jednym z regałów i zdejmując pojemnik na podłogę. Barth wyprzedził Hamaala, pierwszy złapał za wiszący na grubym łańcuchu medalion, odlany z czarnego żelaza i pozbawiony jakichkolwiek insprypcji. W oczach orka przedmiot nie miał najmniejszej wartości, ale taka widać była intencja jego twórcy, chcącego ukryć potężny artefakt pod niepozornym wyglądem.
Wątek techniczny
Talizman przeszedł w Wasze ręce. Teraz pora rozwiązać kwestię zasadzki, bo Kederien może się lada chwila pojawić w Winnym Gronie. Karczmarz został odpowiednio poinstruowany i sowicie opłacony (8ART, odpisz sobie 25 złt z sakiewki). Do tej pory się tylko bał, teraz jest ostrożnie zachwycony całą tą hecą.
Zgodnie z wcześniejszymi deklaracjami trzymam się planu zakładającego zwabienie bordowego maga na zaplecze, gdzie będą już czekali nasi milusińscy. Powinienem coś jeszcze wiedzieć, zanim napiszę następną fabularkę?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Winne Grono, 17 kosar-ran 9455 KI
Schowanemu w składziku Barthowi czas zdawał się ciągnąć niemiłosiernie, wtłoczony w ciasną przestrzeń zastawioną beczkami, regałami i skrzyniami na kuchenne utensylia. Oparty o przeciwną ścianę Amras również wyraźnie się nudził. Elf sięgnął po swój nóż, zaczął czyścić jego czubkiem swe paznokcie z grymasem stonowanego napięcia na twarzy.
Drzwi wejściowe karczmy otwierały się co chwila i zamykały, kiedy nowi klienci wchodzili do środka lub opuszczali Winne Grono, kiedy jednak wyglądający zza lekko uchylonych drzwiczek składu Barth zauważalnie zesztywniał, Amras natychmiast zaprzestał czyszczenia paznokci, pojmując, że zbieg pojawił się w końcu w karczmie.
Elf wychylił się zwinnie, aczkolwiek dyskretnie zza futryny i sam napiął mięśnie rozpoznając w osobie stojącej przy wyszynku znajomego już jegomościa w pobrudzonych bordowych szatach, pogrążonego w cichej, ale ożywionej dyskusji z karczmarzem. Hamaal, bogatszy o dwa tuziny katanek, grał swoją rolę w sposób, który mógł mu przynieść słuszne powody do dumy, wzruszając co chwila ramionami i wycierając jednocześnie szmatą jakiś gliniany kufel.
El Kederien był nie tylko spocony, ale i bardzo zdenerwowany, dało się to od razu dostrzec w mowie jego ciała. Czarodziej oglądał się co chwila po siedzących tu i ówdzie gościach karczmy, taksował ich spode łba badawczym spojrzeniem mówiąc coś jednocześnie do Hamaala, potem poklepał się znacząco po płaszczu na wysokości pasa sugerując najwyraźniej zamiar sięgnięcia do mieszka, kiedy tylko gospodarz zaspokoi jego potrzeby.
Przygotowany na kluczowe pytanie Hamaal skinął dla odmiany twierdząco głową, odłożył szmatkę i kufel, po czym wyszedł zza kontuaru zapraszając czarodzieja, by ten ruszył w ślad za nim na zaplecze.
I wtedy Barth wyczuł zalążek kłopotu, ponieważ wciąż przyglądający się podejrzliwie klientom Kederien machnął ręką w stronę karczmarza dając mu do zrozumienia, że wcale do składziku włazić nie zamierza i że życzy sobie, aby mu medalion przynieść pod wyszynk.
Wątek techniczny
Składzik ma niewielkie drzwiczki, którymi można się wydostać na uliczkę na tyłach karczmy. Co do bieżącej sytuacji taktycznej, nie wszystko idzie zgodnie z planem, bo bordowy drań nie chce wleźć do składziku.
Schowanemu w składziku Barthowi czas zdawał się ciągnąć niemiłosiernie, wtłoczony w ciasną przestrzeń zastawioną beczkami, regałami i skrzyniami na kuchenne utensylia. Oparty o przeciwną ścianę Amras również wyraźnie się nudził. Elf sięgnął po swój nóż, zaczął czyścić jego czubkiem swe paznokcie z grymasem stonowanego napięcia na twarzy.
Drzwi wejściowe karczmy otwierały się co chwila i zamykały, kiedy nowi klienci wchodzili do środka lub opuszczali Winne Grono, kiedy jednak wyglądający zza lekko uchylonych drzwiczek składu Barth zauważalnie zesztywniał, Amras natychmiast zaprzestał czyszczenia paznokci, pojmując, że zbieg pojawił się w końcu w karczmie.
Elf wychylił się zwinnie, aczkolwiek dyskretnie zza futryny i sam napiął mięśnie rozpoznając w osobie stojącej przy wyszynku znajomego już jegomościa w pobrudzonych bordowych szatach, pogrążonego w cichej, ale ożywionej dyskusji z karczmarzem. Hamaal, bogatszy o dwa tuziny katanek, grał swoją rolę w sposób, który mógł mu przynieść słuszne powody do dumy, wzruszając co chwila ramionami i wycierając jednocześnie szmatą jakiś gliniany kufel.
El Kederien był nie tylko spocony, ale i bardzo zdenerwowany, dało się to od razu dostrzec w mowie jego ciała. Czarodziej oglądał się co chwila po siedzących tu i ówdzie gościach karczmy, taksował ich spode łba badawczym spojrzeniem mówiąc coś jednocześnie do Hamaala, potem poklepał się znacząco po płaszczu na wysokości pasa sugerując najwyraźniej zamiar sięgnięcia do mieszka, kiedy tylko gospodarz zaspokoi jego potrzeby.
Przygotowany na kluczowe pytanie Hamaal skinął dla odmiany twierdząco głową, odłożył szmatkę i kufel, po czym wyszedł zza kontuaru zapraszając czarodzieja, by ten ruszył w ślad za nim na zaplecze.
I wtedy Barth wyczuł zalążek kłopotu, ponieważ wciąż przyglądający się podejrzliwie klientom Kederien machnął ręką w stronę karczmarza dając mu do zrozumienia, że wcale do składziku włazić nie zamierza i że życzy sobie, aby mu medalion przynieść pod wyszynk.
Wątek techniczny
Składzik ma niewielkie drzwiczki, którymi można się wydostać na uliczkę na tyłach karczmy. Co do bieżącej sytuacji taktycznej, nie wszystko idzie zgodnie z planem, bo bordowy drań nie chce wleźć do składziku.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Ja z Druidem zmierzam do Winnego Grona może tak uda nam sie tam przybyć niedługo po magu, tak go lubię, że aż mu postawię darmową kolejkę. Druid też ma z nim do pogadania, paskudnie wygląda ten siniec jakiego Kederin nabił Deliadowi, oj paskudnie. Obicie magowi facjaty mogłoby napewno złagodzić ból.
Ostatnio zmieniony 12 grudnia 2011, 13:57 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Watek techniczny
Jest mozliwosc wyjscia z kryjowki obejscia karczmy dookola bedac niezauwazonym z wenwatrz przez maga? To ja bym wtedy wszedl frontowym wejsciem a mag prawdopodobnie zwialby w rece Amrasa. Zaczyna mnie ten mlodzieniec irytowac niechudo:@, zle skonczy... Niech no tylko wpadnie w nasze rece...
Jest mozliwosc wyjscia z kryjowki obejscia karczmy dookola bedac niezauwazonym z wenwatrz przez maga? To ja bym wtedy wszedl frontowym wejsciem a mag prawdopodobnie zwialby w rece Amrasa. Zaczyna mnie ten mlodzieniec irytowac niechudo:@, zle skonczy... Niech no tylko wpadnie w nasze rece...
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
Patrząc na Bartha rozkładam ręce i podnoszę ramiona w górę w geście pytania "Co robimy?"
Jeżeli uruk wyleci tylnym wyjściem to wtedy będę starał się albo trzepnąć drzwiami wbiegającego maga albo po prostu go złapię w środku.
Jak go dorwę to mu z dupy nogi powyrywam.
Jeżeli uruk wyleci tylnym wyjściem to wtedy będę starał się albo trzepnąć drzwiami wbiegającego maga albo po prostu go złapię w środku.
Jak go dorwę to mu z dupy nogi powyrywam.
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Wątek techniczny
Czy z karczmy są jeszcze inne potencjalne wyjscia, poza głównym i wyjściem na zaplecze? Wolałbym mieć pewność, że mag jeśli podejmie próbę ucieczki to w ręce Mordimera a nie w jakieś mało przewidziane miejsce. Przekazuje ustalenia Amrasowi i jeżeli to bezpieczne to obchodzę karczmę dookoła. Mam zamiar wejść głównym wejściem. Na wypadek jeżeli są jeszcze jakieś inne wyjścia z karczmy wynajmuję, na ulicy jakiś dwóch ludzików, coby obstawili ewentualne trzecie wyjście i na mój znak zagrodzili drogę, tym samym zmuszając bordowego do skierowania się na Amrasa. Jeżeli się tylko rzuci do ucieczki to rzucam Atak Bólu i ruszam za Kederienem.
Czy z karczmy są jeszcze inne potencjalne wyjscia, poza głównym i wyjściem na zaplecze? Wolałbym mieć pewność, że mag jeśli podejmie próbę ucieczki to w ręce Mordimera a nie w jakieś mało przewidziane miejsce. Przekazuje ustalenia Amrasowi i jeżeli to bezpieczne to obchodzę karczmę dookoła. Mam zamiar wejść głównym wejściem. Na wypadek jeżeli są jeszcze jakieś inne wyjścia z karczmy wynajmuję, na ulicy jakiś dwóch ludzików, coby obstawili ewentualne trzecie wyjście i na mój znak zagrodzili drogę, tym samym zmuszając bordowego do skierowania się na Amrasa. Jeżeli się tylko rzuci do ucieczki to rzucam Atak Bólu i ruszam za Kederienem.
Ostatnio zmieniony 12 grudnia 2011, 20:38 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Wątek techniczny
Składzik ma małe drzwiczki prowadzące na przeciwną uliczkę, wstawia się często tamtędy towar do środka. Jeśli Barth zachowa odpowiednią dyskrecję (czyt. zaliczy test na 1/20 aktualnej ZR), zdoła się wyślizgnąć z komórki i obiec karczmę wkoło zachodząc Kederiena od strony frontu. Karczmarz musi tylko trochę pograć na czasie, udając, że szuka medalionu na zapleczu.
Do środka/na zewnątrz można wydostać się jeszcze oknami, niewielkimi i wychodzącymi tylko na główną ulicę.
Koni obu tanów nie ma przed karczmą, na wcześniejsze polecenie Bartha personel szybko je uprzątnął.
Z tą 1/20 ZR to oczywiście był żart...
Składzik ma małe drzwiczki prowadzące na przeciwną uliczkę, wstawia się często tamtędy towar do środka. Jeśli Barth zachowa odpowiednią dyskrecję (czyt. zaliczy test na 1/20 aktualnej ZR), zdoła się wyślizgnąć z komórki i obiec karczmę wkoło zachodząc Kederiena od strony frontu. Karczmarz musi tylko trochę pograć na czasie, udając, że szuka medalionu na zapleczu.
Do środka/na zewnątrz można wydostać się jeszcze oknami, niewielkimi i wychodzącymi tylko na główną ulicę.
Koni obu tanów nie ma przed karczmą, na wcześniejsze polecenie Bartha personel szybko je uprzątnął.
Z tą 1/20 ZR to oczywiście był żart...
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Winne Grono, 17 kosar-ran 9455 KI
Zachowanie bordowego maga wprawiło Bartha w stan zbliżony niebezpiecznie do furii. Zbieg uparcie wymykał się swym prześladowcom wystawiając ich przy tym co chwila na pośmiewisko, niezmiernie owym faktem denerwując nienawykłego do ciągłych porażek uruka. Przyłożywszy palec do ust i uspokoiwszy tym gestem Amrasa ork prześlizgnął się w kierunku małych obitych blachą drzwiczek prowadzących na uliczkę na tyłach karczmy.
Wejście to służyło do obsługi dostawców trunków i jadła, a ryglowane było od środka na dwie zasuwy, toteż uruk szybko je otworzył wydostając się dyskretnie na zewnątrz budynku.
Poruszający się bezszelestnie elf przestawił obie zasuwy na właściwe miejsca, a potem przyczaił się za wewnętrznymi drzwiami składziku czekając bezradnie na dalszy rozwój wydarzeń.
Stojący przy wyszynku Kederien zaczął się wyraźnie niecierpliwić opieszałością karczmarza, marszcząc podejrzliwie czoło i spoglądając badawczo na Haamala. Gospodarz z racji swego zawodu biegły był w czytaniu z mowy ciała gości, toteż zrozumiał, że dalsze przeciąganie struny skończy się ucieczką maga i fiaskiem tajemniczego planu swych hojnych sponsorów. Machnąwszy uspokajająco ręką mężczyzna ruszył w stronę schowka, odwrócony plecami do maga i robiący desperacko pocieszne miny w stronę obserwującego go przez szczelinę drzwi Amrasa.
Wątek techniczny
Barth wyślizgnął się na zewnątrz budowli, pędzi na złamanie karku wokół karczmy. Amras tkwi w schowku, dokąd zmierza właśnie zakłopotany Haamal. Jakieś specjalne deklaracje?
Zachowanie bordowego maga wprawiło Bartha w stan zbliżony niebezpiecznie do furii. Zbieg uparcie wymykał się swym prześladowcom wystawiając ich przy tym co chwila na pośmiewisko, niezmiernie owym faktem denerwując nienawykłego do ciągłych porażek uruka. Przyłożywszy palec do ust i uspokoiwszy tym gestem Amrasa ork prześlizgnął się w kierunku małych obitych blachą drzwiczek prowadzących na uliczkę na tyłach karczmy.
Wejście to służyło do obsługi dostawców trunków i jadła, a ryglowane było od środka na dwie zasuwy, toteż uruk szybko je otworzył wydostając się dyskretnie na zewnątrz budynku.
Poruszający się bezszelestnie elf przestawił obie zasuwy na właściwe miejsca, a potem przyczaił się za wewnętrznymi drzwiami składziku czekając bezradnie na dalszy rozwój wydarzeń.
Stojący przy wyszynku Kederien zaczął się wyraźnie niecierpliwić opieszałością karczmarza, marszcząc podejrzliwie czoło i spoglądając badawczo na Haamala. Gospodarz z racji swego zawodu biegły był w czytaniu z mowy ciała gości, toteż zrozumiał, że dalsze przeciąganie struny skończy się ucieczką maga i fiaskiem tajemniczego planu swych hojnych sponsorów. Machnąwszy uspokajająco ręką mężczyzna ruszył w stronę schowka, odwrócony plecami do maga i robiący desperacko pocieszne miny w stronę obserwującego go przez szczelinę drzwi Amrasa.
Wątek techniczny
Barth wyślizgnął się na zewnątrz budowli, pędzi na złamanie karku wokół karczmy. Amras tkwi w schowku, dokąd zmierza właśnie zakłopotany Haamal. Jakieś specjalne deklaracje?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Opodal Winnego Grona, 17 kosar-ran 9455 KI
Deliad i Araven zmierzali do karczmy co sił w nogach, powstrzymując się przed biegiem tylko przez wzgląd na licznych przechodniów, i tak już nazbyt często odprowadzających wzrokiem pokiereszowanego druida.
- Patrzaj, czy gdzie nie widać koni Bartha i Amrasa - rzucił przez zaciśnięte zęby Araven, taksując bacznym wzrokiem swe otoczenie. Elf liczył się z tym, że w drodze do karczmy wpadnie na zmierzającego w tę samą stronę bordowego czarodzieja, toteż co chwila zaciskał i rozprostowywał dłonie gotując się do solidnego lania mającego wybić zbiegowi z głowy jakiekolwiek dalsze plany ucieczek.
- Czego ty ode mnie chcesz? - odburknął sharamicki druid - Patrzaj ty lepiej jakie mam oko podbite? Ta opuchlizna nawet od magii nie zejdzie, będę tak wyglądał przez parę dni. Jak mam koni wypatrywać jak jeno na jeden ślep coś widzę?
Araven gwizdnął przez zęby uciszając swego rozmówcę i wskazując palcem widoczne już w głębi ulicy Winne Grono. Kederiena nigdzie nie było widać, więc obaj mężczyźni przyśpieszyli kroku pokonując w ułamku chwili dzielący ich od wejścia dystans i niemal wskakując na niskie schodki wiodące do progu karczmy.
Barth Vader wypadł zza sąsiedniego rogu karczmy sadząc wielkimi krokami, poczerwieniały po twarzy i szczerzący swe okazałe kły. Rosły uruk pędził w stronę wejścia z niezwyczajnym dla siebie pośpiechem, zupełnie nielicującym ze zwyczajową dystyngowaną pozą szlachcica. Dostrzegając swych towarzyszy Barth rozpromienił się i natychmiast przyłożył palec do ust, dusząc w zarodku powitalne okrzyki.
- Skurczybyk jest w środku - wysyczał kładąc dłoń na rękojeści broni i wskazując na wejściowe drzwi Winnego Grona - Amras przyczaił się w karczmie, my zajdziemy go od tyłu.
Wątek techniczny
W terminologii taktycznej nazywa się to konsolidacją sił. Barth, Araven i Deliad są przed wejściem do Winnego Grona, a Amras czai się w składziku. Co teraz?
Deliad i Araven zmierzali do karczmy co sił w nogach, powstrzymując się przed biegiem tylko przez wzgląd na licznych przechodniów, i tak już nazbyt często odprowadzających wzrokiem pokiereszowanego druida.
- Patrzaj, czy gdzie nie widać koni Bartha i Amrasa - rzucił przez zaciśnięte zęby Araven, taksując bacznym wzrokiem swe otoczenie. Elf liczył się z tym, że w drodze do karczmy wpadnie na zmierzającego w tę samą stronę bordowego czarodzieja, toteż co chwila zaciskał i rozprostowywał dłonie gotując się do solidnego lania mającego wybić zbiegowi z głowy jakiekolwiek dalsze plany ucieczek.
- Czego ty ode mnie chcesz? - odburknął sharamicki druid - Patrzaj ty lepiej jakie mam oko podbite? Ta opuchlizna nawet od magii nie zejdzie, będę tak wyglądał przez parę dni. Jak mam koni wypatrywać jak jeno na jeden ślep coś widzę?
Araven gwizdnął przez zęby uciszając swego rozmówcę i wskazując palcem widoczne już w głębi ulicy Winne Grono. Kederiena nigdzie nie było widać, więc obaj mężczyźni przyśpieszyli kroku pokonując w ułamku chwili dzielący ich od wejścia dystans i niemal wskakując na niskie schodki wiodące do progu karczmy.
Barth Vader wypadł zza sąsiedniego rogu karczmy sadząc wielkimi krokami, poczerwieniały po twarzy i szczerzący swe okazałe kły. Rosły uruk pędził w stronę wejścia z niezwyczajnym dla siebie pośpiechem, zupełnie nielicującym ze zwyczajową dystyngowaną pozą szlachcica. Dostrzegając swych towarzyszy Barth rozpromienił się i natychmiast przyłożył palec do ust, dusząc w zarodku powitalne okrzyki.
- Skurczybyk jest w środku - wysyczał kładąc dłoń na rękojeści broni i wskazując na wejściowe drzwi Winnego Grona - Amras przyczaił się w karczmie, my zajdziemy go od tyłu.
Wątek techniczny
W terminologii taktycznej nazywa się to konsolidacją sił. Barth, Araven i Deliad są przed wejściem do Winnego Grona, a Amras czai się w składziku. Co teraz?