PBF - Pazur w mroku
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Młody Kossyta przyglądał się całemu zajściu nie przestając celować w niego z łuku. Gdy tamten popisał się znajomością wiary mennickich nieco się uspokoił.
Jednakowoż to, że był mennitą wcale nie przeczyło złym jego intencją. Więc nadal zachowywał czujność.
- Gadaj znałeś ty tego poprzedniego właściciela miecza, który nosi mój kuzyn. Widziałeś jaki go los spotkał? Nasze bory niebezpieczne, troll go pożarł w całości.
- Po coś za nami lazł, a nie podszedłeś pogadać jak mennita z mennitą? Tak Cię interesuje dokąd zmierzamy czy chciałeś zadźgać nas podczas snu?
Jednakowoż to, że był mennitą wcale nie przeczyło złym jego intencją. Więc nadal zachowywał czujność.
- Gadaj znałeś ty tego poprzedniego właściciela miecza, który nosi mój kuzyn. Widziałeś jaki go los spotkał? Nasze bory niebezpieczne, troll go pożarł w całości.
- Po coś za nami lazł, a nie podszedłeś pogadać jak mennita z mennitą? Tak Cię interesuje dokąd zmierzamy czy chciałeś zadźgać nas podczas snu?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
20 dzień Golovusu 602 AR, nad Voranem
Szarooki mężczyzna rzucił bacznym spojrzeniem ku zachodniemu brzegowi rzeki, a potem zarzucił na ramię swój plecak i robiąc znaczącą minę zagłębił się w gęsty jesienny las, najwyraźniej chcąc zniknąć czym prędzej z odkrytej przestrzeni. Pokonawszy kilkanaście jardów przystanął w cieniu gęstych zarośli, odwrócił się w stronę milczących Kossytów z wyrazem twarzy mogącym uchodzić od biedy za ślad zakłopotania.
- Przyznam, żem was potraktował wielce obcesowo - powiedział Khard - Zgrzeszyłem nadmierną pychą ufając w swe umiejętności i wierząc, że zdołam was podejść. Kiedy Pan mnie za ową pychę ukarał, obróciłem swą złość ku wam bez zasadnej przyczyny, mus mi więc was przeprosić.
Młodzieńcy nic nie odrzekli zaskoczeni owymi słowami tak dalece, że wręcz odebrało im mowę. Murnik pokiwał głową, podrapał się po nasadzie nosa ruchem tak zwyczajnym i ludzkim, że aż zaskakującym.
- Jestem Jaremi Ulgan, sługa świątyni Praworządcy w Rorschiku - dodał rzeczowym tonem - Szedłem waszym śladem od Tverkutska, aleście mi szybko z oczu znikli, jeszcze przed puszczańskim wyrębem. Szukałem was w Jarmogii, ale nikt tam nic nie wiedział, tedy wróciłem na szlak i tak żem wam na pięty nastąpił przy Czernichle. Co się stało z moim towarzyszem, już mi wiadome. Rozmówiłem się ze świątobliwym Bolgo w Tverkutsku, wyznał mi całą prawdę, kiedy wiadomym się stało, kogo swą osobą reprezentuję.
- Panie... - wymamrotał niespokojnie Ivan, spozierając co chwila na pozostałych krewniaków - My nic złego nie umyślili... my chcieli zanieść to, cośmy znaleźli do kajaza, bo to jego...
Wilimov poczuł ukłucie niepokoju słysząc jak Karakov zaczyna wyjawiać szczegóły planu młodzieńców, jednakże Ivan nie stracił do końca głowy, nie wspomniał nic zarówno o liście jak i sygnecie, wciąż pozostając podejrzliwym wobec człowieka, który pozował na menickiego paladyna. Sam Volkh nie wiedział za bardzo, co winien o tym wszystkim myśleć, rozdzierany skrajnymi emocjami jakich nigdy dotąd nie przyszło mu przeżywać.
- List wysłany jest dla niego, aczkolwiek jeno ów list - stwierdził Jaremi Ulgan - Mój druh, oby jego dusza doznała ukojenia w boskim Urcaenie, miał na mnie zaczekać w Tverkutsku, wszelako czas naglił tak dalece, że podjął samotną wędrówkę, z opłakanym tego skutkiem. Insze rzeczy jego, w tym sygnet, winniście mi zwrócić, wszelako jeszcze przyjdzie czas, by to uczynić. Mam wobec was pewien plan, więc udamy się do czcigodnego kajaza wspólnie. Zaniesiecie mu pismo, ja zaś uważnie się temu i owemu przyjrzę bez przedwczesnego ujawniania swej osoby.
Volkh i Ivash wymienili za plecami rzekomego Murnika porozumiewawcze spojrzenia, czując na dźwięk jego oświadczenia kolejny chłodny dreszcz. Znienacka wokół ich skromnych osób zaczęło się dziać wiele - bardzo wiele - i młodzi myśliwi zaczynali żywić przekonanie, że grunt powoli zaczyna im się usuwać spod nóg.
- Wyście są... są iście Murnikiem? - zapytał Ivan skubiąc nerwowo rękawy skórzni - Takim prawdziwym?
- Służę Zakonowi Muru - skinął powoli głową Jaremi Ulgan - Zaprzysiężono mnie jako strażnika czystości wiary i obrońcę uciśnionych, Tarczę potrzebujących.
Karakov westchnął w odpowiedzi, nie wiedząc za bardzo, co czynić. Z jednej chwili wciąż targało nim uczucie podejrzliwości, z drugiej nabożny szacunek sugerował padnięcie na kolana i próbę wyproszenia paladyńskiego błogosławieństwa. Słuchane od wczesnych lat dzieciństwa opowieści o legendarnych Murnikach stworzyły w umyśle młodzieńca heroiczne wyobrażenie, któremu osoba stojącego na brzegu Voranu Ulgana nijak nie potrafiła sprostać.
- Ruszajmy czym prędzej - powiedział szarooki mężczyzna spoglądając bacznie na słońce.
Wątek techniczny
Człowiek uchodzący za Murnika chce, abyście poszli razem z nim do Zareniva, zamiast zabrać Wam list, sygnet i miecz i pójść tam samemu. Oczywiście zawsze można założyć, że obawia się wędrować przez puszczę samotnie, ale takie wyjaśnienie nie brzmi chyba zbyt wiarygodnie, prawda?
Wierzycie w tożsamość Murnika czy żywicie ciągle jeszcze jakieś podejrzenia wobec jego osoby?
Szarooki mężczyzna rzucił bacznym spojrzeniem ku zachodniemu brzegowi rzeki, a potem zarzucił na ramię swój plecak i robiąc znaczącą minę zagłębił się w gęsty jesienny las, najwyraźniej chcąc zniknąć czym prędzej z odkrytej przestrzeni. Pokonawszy kilkanaście jardów przystanął w cieniu gęstych zarośli, odwrócił się w stronę milczących Kossytów z wyrazem twarzy mogącym uchodzić od biedy za ślad zakłopotania.
- Przyznam, żem was potraktował wielce obcesowo - powiedział Khard - Zgrzeszyłem nadmierną pychą ufając w swe umiejętności i wierząc, że zdołam was podejść. Kiedy Pan mnie za ową pychę ukarał, obróciłem swą złość ku wam bez zasadnej przyczyny, mus mi więc was przeprosić.
Młodzieńcy nic nie odrzekli zaskoczeni owymi słowami tak dalece, że wręcz odebrało im mowę. Murnik pokiwał głową, podrapał się po nasadzie nosa ruchem tak zwyczajnym i ludzkim, że aż zaskakującym.
- Jestem Jaremi Ulgan, sługa świątyni Praworządcy w Rorschiku - dodał rzeczowym tonem - Szedłem waszym śladem od Tverkutska, aleście mi szybko z oczu znikli, jeszcze przed puszczańskim wyrębem. Szukałem was w Jarmogii, ale nikt tam nic nie wiedział, tedy wróciłem na szlak i tak żem wam na pięty nastąpił przy Czernichle. Co się stało z moim towarzyszem, już mi wiadome. Rozmówiłem się ze świątobliwym Bolgo w Tverkutsku, wyznał mi całą prawdę, kiedy wiadomym się stało, kogo swą osobą reprezentuję.
- Panie... - wymamrotał niespokojnie Ivan, spozierając co chwila na pozostałych krewniaków - My nic złego nie umyślili... my chcieli zanieść to, cośmy znaleźli do kajaza, bo to jego...
Wilimov poczuł ukłucie niepokoju słysząc jak Karakov zaczyna wyjawiać szczegóły planu młodzieńców, jednakże Ivan nie stracił do końca głowy, nie wspomniał nic zarówno o liście jak i sygnecie, wciąż pozostając podejrzliwym wobec człowieka, który pozował na menickiego paladyna. Sam Volkh nie wiedział za bardzo, co winien o tym wszystkim myśleć, rozdzierany skrajnymi emocjami jakich nigdy dotąd nie przyszło mu przeżywać.
- List wysłany jest dla niego, aczkolwiek jeno ów list - stwierdził Jaremi Ulgan - Mój druh, oby jego dusza doznała ukojenia w boskim Urcaenie, miał na mnie zaczekać w Tverkutsku, wszelako czas naglił tak dalece, że podjął samotną wędrówkę, z opłakanym tego skutkiem. Insze rzeczy jego, w tym sygnet, winniście mi zwrócić, wszelako jeszcze przyjdzie czas, by to uczynić. Mam wobec was pewien plan, więc udamy się do czcigodnego kajaza wspólnie. Zaniesiecie mu pismo, ja zaś uważnie się temu i owemu przyjrzę bez przedwczesnego ujawniania swej osoby.
Volkh i Ivash wymienili za plecami rzekomego Murnika porozumiewawcze spojrzenia, czując na dźwięk jego oświadczenia kolejny chłodny dreszcz. Znienacka wokół ich skromnych osób zaczęło się dziać wiele - bardzo wiele - i młodzi myśliwi zaczynali żywić przekonanie, że grunt powoli zaczyna im się usuwać spod nóg.
- Wyście są... są iście Murnikiem? - zapytał Ivan skubiąc nerwowo rękawy skórzni - Takim prawdziwym?
- Służę Zakonowi Muru - skinął powoli głową Jaremi Ulgan - Zaprzysiężono mnie jako strażnika czystości wiary i obrońcę uciśnionych, Tarczę potrzebujących.
Karakov westchnął w odpowiedzi, nie wiedząc za bardzo, co czynić. Z jednej chwili wciąż targało nim uczucie podejrzliwości, z drugiej nabożny szacunek sugerował padnięcie na kolana i próbę wyproszenia paladyńskiego błogosławieństwa. Słuchane od wczesnych lat dzieciństwa opowieści o legendarnych Murnikach stworzyły w umyśle młodzieńca heroiczne wyobrażenie, któremu osoba stojącego na brzegu Voranu Ulgana nijak nie potrafiła sprostać.
- Ruszajmy czym prędzej - powiedział szarooki mężczyzna spoglądając bacznie na słońce.
Wątek techniczny
Człowiek uchodzący za Murnika chce, abyście poszli razem z nim do Zareniva, zamiast zabrać Wam list, sygnet i miecz i pójść tam samemu. Oczywiście zawsze można założyć, że obawia się wędrować przez puszczę samotnie, ale takie wyjaśnienie nie brzmi chyba zbyt wiarygodnie, prawda?
Wierzycie w tożsamość Murnika czy żywicie ciągle jeszcze jakieś podejrzenia wobec jego osoby?
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Ja generalnie mu wierzę, ale ostrożny jestem jednak. Może on podejrzewa o coś kajaza i chce dlatego incognito tam przebywać. Hm na ile dało sie to zweryfikowaliśmy jego tożsamość, okraść nie bardzo ma nas z czego. Jestem za tym by mu żadnych przeszkód nie czynić.
Kuzyni co tak gęby rozdziawiacie, idziemy z owym Jaremim, murnikiem znaczy się.
Kuzyni co tak gęby rozdziawiacie, idziemy z owym Jaremim, murnikiem znaczy się.
Ostatnio zmieniony 03 marca 2012, 21:11 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
-Tak, trza nam ruszać -odparł lekko zmieszany Ivasch.
-Jednakowoż aby tak zacną personę uszanować niechaj przodkiem podąża i jeżeli nocleg nam w drodze wypadnie wartowaniem go nie zadręczajmy -dodał ciszej do kuzynów.
Mimo gładkiej i składnej gadki nadal nie był przekonany do nowego towarzysza. Wszakże był obcym i do tego Khardem.
-Jednakowoż aby tak zacną personę uszanować niechaj przodkiem podąża i jeżeli nocleg nam w drodze wypadnie wartowaniem go nie zadręczajmy -dodał ciszej do kuzynów.
Mimo gładkiej i składnej gadki nadal nie był przekonany do nowego towarzysza. Wszakże był obcym i do tego Khardem.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
20 dzień Golovusu 602 AR, na wschód od Voranu
Spłoszona przez wędrowców wiewiórka zafukała gniewnie z wysokości swej dziupli, zniknęła w środku zaopatrzonej już obficie spiżarni. Khard odprowadził ją czujnym wzrokiem, przeniósł spojrzenie na idących za nim młodzieńców.
- Nie myślcie, że nie widzę tych waszych zerknięć, tego ruszania ramionami za mymi plecami - powiedział cicho - Wcalem nie jest zły o to, że mi nie ufacie, prędzej wziąłbym was wówczas za głupców. Ktoś, kto trolla kładzie strzałą wrażoną prosto w gębę nie może być głupcem... albo jest ich królem. Trafi się okazja, chętnie posłucham tej opowieści. Słyszał żem w Tverkutsku jakoweś historie o borsuczej norce i robieniu w gacie, ale widzi mi się, że to jeno jakiś zawistnik chciał wasze zasługi pomniejszyć.
Myśliwi i tym razem nie podjęli konwersacji, toteż Jaremi Ulgan westchnął ciężko i odwrócił się w ich stronę wstrzymując wszystkich wpół kroku. Młodzieńcy spojrzeli czujnie na tarasującego im dróżkę człowieka, z trudem zwalczając mimowolną chęć sięgnięcia po oręż.
- Świeża rana, widzi mi się - powiedział rzekomy Murnik wskazując na wystający spod rękawa skórzni opatrunek Karakova - Doskwiera?
- Nic, a nic - pokręcił hardo głową Ivan, przyłapany na machinalnym pocieraniu opatrunku - Dawno przestało.
- Prawy menita nie grzeszy kłamstwem - odparł Khard - Czemu zatem krzywisz się za każdym razem, kiedy zbyt gwałtownie nią poruszysz? I czemu czasami nierówno stawiasz nogi jakbyś miał poranione udo?
Karakov wzruszył w odpowiedzi ramionami, a Ulgan uśmiechnął się na widok tego gestu.
I po raz pierwszy Volkh gotów był uznać, że w uśmiechu obcego pojawił się błysk życzliwości.
- Mogę zobaczyć tę ranę na ręce? - zapytał Murnik spoglądając wprost w oczy Karakova.
Wątek techniczny
I co, Aravenie, pokażesz?
Spłoszona przez wędrowców wiewiórka zafukała gniewnie z wysokości swej dziupli, zniknęła w środku zaopatrzonej już obficie spiżarni. Khard odprowadził ją czujnym wzrokiem, przeniósł spojrzenie na idących za nim młodzieńców.
- Nie myślcie, że nie widzę tych waszych zerknięć, tego ruszania ramionami za mymi plecami - powiedział cicho - Wcalem nie jest zły o to, że mi nie ufacie, prędzej wziąłbym was wówczas za głupców. Ktoś, kto trolla kładzie strzałą wrażoną prosto w gębę nie może być głupcem... albo jest ich królem. Trafi się okazja, chętnie posłucham tej opowieści. Słyszał żem w Tverkutsku jakoweś historie o borsuczej norce i robieniu w gacie, ale widzi mi się, że to jeno jakiś zawistnik chciał wasze zasługi pomniejszyć.
Myśliwi i tym razem nie podjęli konwersacji, toteż Jaremi Ulgan westchnął ciężko i odwrócił się w ich stronę wstrzymując wszystkich wpół kroku. Młodzieńcy spojrzeli czujnie na tarasującego im dróżkę człowieka, z trudem zwalczając mimowolną chęć sięgnięcia po oręż.
- Świeża rana, widzi mi się - powiedział rzekomy Murnik wskazując na wystający spod rękawa skórzni opatrunek Karakova - Doskwiera?
- Nic, a nic - pokręcił hardo głową Ivan, przyłapany na machinalnym pocieraniu opatrunku - Dawno przestało.
- Prawy menita nie grzeszy kłamstwem - odparł Khard - Czemu zatem krzywisz się za każdym razem, kiedy zbyt gwałtownie nią poruszysz? I czemu czasami nierówno stawiasz nogi jakbyś miał poranione udo?
Karakov wzruszył w odpowiedzi ramionami, a Ulgan uśmiechnął się na widok tego gestu.
I po raz pierwszy Volkh gotów był uznać, że w uśmiechu obcego pojawił się błysk życzliwości.
- Mogę zobaczyć tę ranę na ręce? - zapytał Murnik spoglądając wprost w oczy Karakova.
Wątek techniczny
I co, Aravenie, pokażesz?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
20 dzień Golovusu 602 AR, na wschód od Voranu
Karakov odpiął niechętnie karwasz skórzni, podwinął sztywny rękaw przeszywanicy odkrywając znajdujący się pod spodem opatrunek.
- Maścią leczniczą smaruję, tedy prawie się pozrastało - oznajmił niechętnie usiłując zbagatelizować znacznie swych obrażeń, skrzywiona mina bynajmniej jednak Murnika nie odstraszyła. Menita podszedł bliżej oglądając uważnie odsłonięte spod odwiniętego bandaża ślady głębokich ugryzień, wciąż zaczerwienione i opuchnięte, a potem objął przedramię Ivana znienacka palcami obu dłoni.
Zaskoczony Kossyta szarpnął się, kiedy jego ciałem popłynęły znienacka nienaturalne ciarki, mrowiące tak silnie, że w ułamku chwili zdrętwiała mu cała ręka, Ulgan trzymał go jednak w żelaznym uścisku i równie dobrze młodzieniec mógłby próbować wyszarpnąć dłoń z zaciśniętego kowalskiego imadła.
- Co czynisz?! - sapnął zdezorientowany i mocno przestraszony Karakov oglądając się z desperacją w stronę równie oszołomionych kuzynów - Puszczaj! Auuu!
Murnik odstąpił od niego równie raptownie jak go wcześniej pochwycił, cofając się o krok i spoglądając na zranioną rękę młodzieńca. Ciarki ustąpiły, podobnie jak drętwota, toteż cofający się śpiesznie w przeciwną stronę Ivan zerknął na kończynę i skamieniał z wrażenia.
Zaczerwienienia i opuchlizna zniknęły bez śladu, zastąpione ledwie zauważalnymi jasnymi bliznami, przecinającymi w kilku miejscach zdrową skórę przedramienia.
- Jak? Jak to? - wykrztusił w miejsce Ivana Volkh, sam Karakov nie był bowiem w stanie wypowiedzieć choć słowa.
Wątek techniczny
Tak, legendy wzmiankowały, że Murnicy potrafili jakoby leczyć dotykiem, ale co innego słuchać przy puszczańskim ognisku opowieści jakiegoś wędrownego bajarza, a co innego doświadczyć czegoś takiego na własnej skórze! ŻYW Karakova wraca tym samym do bazowej wartości 14.
Oczywiście macie teraz przed sobą pełne spektrum możliwych zachowań, od rzucenia się Murnikowi do nóg w próbie ucałowania jego butów, poprzez pełne respektu pomruki niechętnego uznania, po niedowierzanie sugerujące branie pod uwagę przypadku użycia zakazanej czarnej magii. Poproszę o opis stanu ducha Waszych pupilów.
Karakov odpiął niechętnie karwasz skórzni, podwinął sztywny rękaw przeszywanicy odkrywając znajdujący się pod spodem opatrunek.
- Maścią leczniczą smaruję, tedy prawie się pozrastało - oznajmił niechętnie usiłując zbagatelizować znacznie swych obrażeń, skrzywiona mina bynajmniej jednak Murnika nie odstraszyła. Menita podszedł bliżej oglądając uważnie odsłonięte spod odwiniętego bandaża ślady głębokich ugryzień, wciąż zaczerwienione i opuchnięte, a potem objął przedramię Ivana znienacka palcami obu dłoni.
Zaskoczony Kossyta szarpnął się, kiedy jego ciałem popłynęły znienacka nienaturalne ciarki, mrowiące tak silnie, że w ułamku chwili zdrętwiała mu cała ręka, Ulgan trzymał go jednak w żelaznym uścisku i równie dobrze młodzieniec mógłby próbować wyszarpnąć dłoń z zaciśniętego kowalskiego imadła.
- Co czynisz?! - sapnął zdezorientowany i mocno przestraszony Karakov oglądając się z desperacją w stronę równie oszołomionych kuzynów - Puszczaj! Auuu!
Murnik odstąpił od niego równie raptownie jak go wcześniej pochwycił, cofając się o krok i spoglądając na zranioną rękę młodzieńca. Ciarki ustąpiły, podobnie jak drętwota, toteż cofający się śpiesznie w przeciwną stronę Ivan zerknął na kończynę i skamieniał z wrażenia.
Zaczerwienienia i opuchlizna zniknęły bez śladu, zastąpione ledwie zauważalnymi jasnymi bliznami, przecinającymi w kilku miejscach zdrową skórę przedramienia.
- Jak? Jak to? - wykrztusił w miejsce Ivana Volkh, sam Karakov nie był bowiem w stanie wypowiedzieć choć słowa.
Wątek techniczny
Tak, legendy wzmiankowały, że Murnicy potrafili jakoby leczyć dotykiem, ale co innego słuchać przy puszczańskim ognisku opowieści jakiegoś wędrownego bajarza, a co innego doświadczyć czegoś takiego na własnej skórze! ŻYW Karakova wraca tym samym do bazowej wartości 14.
Oczywiście macie teraz przed sobą pełne spektrum możliwych zachowań, od rzucenia się Murnikowi do nóg w próbie ucałowania jego butów, poprzez pełne respektu pomruki niechętnego uznania, po niedowierzanie sugerujące branie pod uwagę przypadku użycia zakazanej czarnej magii. Poproszę o opis stanu ducha Waszych pupilów.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Jaremi Ulganie, dziękuję Wam za uleczenie, niegodnym tego. Nie do konca wam wierzyłem i ja i kuzyni alescie niedowiarkom w tym mnie tym czynem udowodnili iście prawy mennita i legendarny na poły murnik. Bajarze prawdę gadali co leczyć dotykiem umiecie. Dziekuję w imieniu Stworzyciela. Srebra ja nie mam co by wam zaplacić, ale jak zdobęde jakowyś grosz to zapłacę.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
20 dzień Golovusu 602 AR, na wschód od Voranu
Nie mając już powodu ku temu, by skradać się poprzez chaszcze, Murnik objął przewodzenie trójce krewniaków, maszerując przodem szybkim krokiem zaprawionego w podróżach piechura, czujnie lustrując wzrokiem na przemian to jedną, to drugą stronę szlaku. Idący za jego plecami Volkh spoglądał co chwila na nieoczekiwanego towarzysza podróży, wciąż próbując pozbierać pędzące chaotycznie bez składu i ładu myśli. Jego uwadze nie uszła troska, z jaką paladyn owinął pasem materiału rękojeść zawieszonego na plecach miecza, maskując jego nietypową rękojeść przed postronnymi osobami na ten sam sposób, co sam Wilimov.
Już we wstępie wspólnej podróży Volkh spojrzał wymownie na swój miecz dając do zrozumienia obserwującemu go Murnikowi, że gotów jest oddać znaleziony przy szczątkach drugiego paladyna miecz bez zbytecznych ceregieli, Ulgan jednak nie był szybkim odzyskaniem broni zainteresowany, wiedziony sobie tylko znanymi pobudkami.
Rozmowa wyraźnie się nie kleiła, chociaż onieśmieleni młodzieńcy pałali w duchu żądzą zasypania paladyna gradem rozmaitych pytań. Rozglądający się bacznie wokół siebie Murnik zbywał ich półsłówkami, wyraźnie dając do zrozumienia, że na niczym nie zależy mu tak bardzo jak nad szybkim dotarciem do osady kajaza Zareniva.
Wątek techniczny
Jak już wspomniałem, Murnik przybrał skąpą konwersacyjnie postawę, ale mimo wszystko możecie zarzucić kilkoma rzeczowymi pytaniami, jeśli chcecie; możecie ewentualnie zabawić go rozmową, na przykład wspominając o złośliwym trolliku, o pochówku drugiego Murnika czy chęci faktycznego udania się w pielgrzymkę do Imeru. Jeśli zatem chcecie urozmaicić monotonię milczącego marszu, teraz jest dobra okazja na zarzucenie kilkoma tekstami (a czy Murnik na nie zareaguje, to już inna sprawa).
Nie mając już powodu ku temu, by skradać się poprzez chaszcze, Murnik objął przewodzenie trójce krewniaków, maszerując przodem szybkim krokiem zaprawionego w podróżach piechura, czujnie lustrując wzrokiem na przemian to jedną, to drugą stronę szlaku. Idący za jego plecami Volkh spoglądał co chwila na nieoczekiwanego towarzysza podróży, wciąż próbując pozbierać pędzące chaotycznie bez składu i ładu myśli. Jego uwadze nie uszła troska, z jaką paladyn owinął pasem materiału rękojeść zawieszonego na plecach miecza, maskując jego nietypową rękojeść przed postronnymi osobami na ten sam sposób, co sam Wilimov.
Już we wstępie wspólnej podróży Volkh spojrzał wymownie na swój miecz dając do zrozumienia obserwującemu go Murnikowi, że gotów jest oddać znaleziony przy szczątkach drugiego paladyna miecz bez zbytecznych ceregieli, Ulgan jednak nie był szybkim odzyskaniem broni zainteresowany, wiedziony sobie tylko znanymi pobudkami.
Rozmowa wyraźnie się nie kleiła, chociaż onieśmieleni młodzieńcy pałali w duchu żądzą zasypania paladyna gradem rozmaitych pytań. Rozglądający się bacznie wokół siebie Murnik zbywał ich półsłówkami, wyraźnie dając do zrozumienia, że na niczym nie zależy mu tak bardzo jak nad szybkim dotarciem do osady kajaza Zareniva.
Wątek techniczny
Jak już wspomniałem, Murnik przybrał skąpą konwersacyjnie postawę, ale mimo wszystko możecie zarzucić kilkoma rzeczowymi pytaniami, jeśli chcecie; możecie ewentualnie zabawić go rozmową, na przykład wspominając o złośliwym trolliku, o pochówku drugiego Murnika czy chęci faktycznego udania się w pielgrzymkę do Imeru. Jeśli zatem chcecie urozmaicić monotonię milczącego marszu, teraz jest dobra okazja na zarzucenie kilkoma tekstami (a czy Murnik na nie zareaguje, to już inna sprawa).
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
20 dzień Golovusu 602 AR, na wschód od Voranu
Volkh przeżegnał się znakiem miecza gdy tylko ujrzał jakie cuda murnik czynić potrafi i z rozdziawiona gębą patrzył na uzdrowione przedramię kuzyna. Jeżeli miał jakiekolwiek obawy co do Kharda, teraz rozwiały sie one.
Volkh najchętniej zasypałby Ulgana gradem pytań, ale murnik nie przejawiał większej chęci do rozmowy. Wrodzona ciekawość kossytty brała jednak górę. Postanowił przełamać pierwsze lody i zapytał w koncu paladyna (bo zresztą kogo innego mógłby spytać w takiej materii):
- Wyścjie chyba w robienjiu mieczem wprawni Ulganie? Prawda li to? Tedy możebyścjie rzekli, jak się takowym oręzęm wprawnie posługiwać. Widzicje, jam się w Omsku szkolił w mieczach bardziej niźli w toporach, ale rad byłbym gdyby mi jakiś mistrz nad mistrzami doradził niźli wojskowy setnik. Jam oczywiścije takowego paladyńskiego miecza nosić godzien nie jestem, ale kto wie, może jednego dnia takowy zaszczyt spadnjie. - Volkh wysunął rękojeść miecza ku murnikowi, gotów oddać święty oręż w bardziej odpowiednie ręcę. Spytał jeszcze:
- Tedy czego od nas oczekujesz kaj u Zareniva się na posłuchaniu znajdziem?
Volkh przeżegnał się znakiem miecza gdy tylko ujrzał jakie cuda murnik czynić potrafi i z rozdziawiona gębą patrzył na uzdrowione przedramię kuzyna. Jeżeli miał jakiekolwiek obawy co do Kharda, teraz rozwiały sie one.
Volkh najchętniej zasypałby Ulgana gradem pytań, ale murnik nie przejawiał większej chęci do rozmowy. Wrodzona ciekawość kossytty brała jednak górę. Postanowił przełamać pierwsze lody i zapytał w koncu paladyna (bo zresztą kogo innego mógłby spytać w takiej materii):
- Wyścjie chyba w robienjiu mieczem wprawni Ulganie? Prawda li to? Tedy możebyścjie rzekli, jak się takowym oręzęm wprawnie posługiwać. Widzicje, jam się w Omsku szkolił w mieczach bardziej niźli w toporach, ale rad byłbym gdyby mi jakiś mistrz nad mistrzami doradził niźli wojskowy setnik. Jam oczywiścije takowego paladyńskiego miecza nosić godzien nie jestem, ale kto wie, może jednego dnia takowy zaszczyt spadnjie. - Volkh wysunął rękojeść miecza ku murnikowi, gotów oddać święty oręż w bardziej odpowiednie ręcę. Spytał jeszcze:
- Tedy czego od nas oczekujesz kaj u Zareniva się na posłuchaniu znajdziem?
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Ivash poczuł dreszcz słysząc słowa Ivana, że od patrzenie jeszcze nikogo nic złego nie spotkało. Na rusałkę też tylko spojrzał, a konsekwencje były nieciekawe.
Nie chciał się jednak przy obcym kłócić, jak kokoszka na grzędzie.
I tym razem efekt "patrzenia" był nieoczekiwany. Rany Ivana zasklepiły się. Tak po prostu patrzysz sobie jest rana a z chwilę jej nie ma. jedynym wspomnieniem jest biaława blizna.
Żesz w druida zadek, że też świat nigdy nie przestaje zaskakiwać.
Murnik tym czasem jakby nigdy nic szykuje się do dalszej podróży.
- Hej, jak żeś to zrobił człowieku? Wszyscy murnicy tak potrafią? Jak srogie rany da się tak wyleczyć? To taka przenośna regeneracja jak u trolla? To zdolność zarezerwowana tylko dla murników? Nauczysz mnie? W zamian opowiem ci o niezawodnym sposobie na ubicie trolla. To jak będzie? W gruncie rzeczy to darowaliśmy ci życie. Wiesz jak ktoś cię tropi jak wilk to się go w zasadzie zabija jak wilka. Tak, że możesz odpłacić nam nauką tej sztuki leczenia ran.
Nie chciał się jednak przy obcym kłócić, jak kokoszka na grzędzie.
I tym razem efekt "patrzenia" był nieoczekiwany. Rany Ivana zasklepiły się. Tak po prostu patrzysz sobie jest rana a z chwilę jej nie ma. jedynym wspomnieniem jest biaława blizna.
Żesz w druida zadek, że też świat nigdy nie przestaje zaskakiwać.
Murnik tym czasem jakby nigdy nic szykuje się do dalszej podróży.
- Hej, jak żeś to zrobił człowieku? Wszyscy murnicy tak potrafią? Jak srogie rany da się tak wyleczyć? To taka przenośna regeneracja jak u trolla? To zdolność zarezerwowana tylko dla murników? Nauczysz mnie? W zamian opowiem ci o niezawodnym sposobie na ubicie trolla. To jak będzie? W gruncie rzeczy to darowaliśmy ci życie. Wiesz jak ktoś cię tropi jak wilk to się go w zasadzie zabija jak wilka. Tak, że możesz odpłacić nam nauką tej sztuki leczenia ran.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Wątek techniczny
Chociaż większość pytań wywołała cień uśmiechu na ustach Murnika (zapewne powodowany ich pewną naiwnością), paladyn wciąż ogranicza chęć konwersacji, przekładając rozmowę na później, "w bardziej ku temu dogodnej chwili". Widać, że autentycznie zależy mu na szybkim dotarciu do celu, a poza tym on sam chyba też podchodzi do Was z pewną dozą nieufnej podejrzliwości (ciekawe, co mu świątobliwy Bolgo nagadał na Wasz temat?).
Chociaż większość pytań wywołała cień uśmiechu na ustach Murnika (zapewne powodowany ich pewną naiwnością), paladyn wciąż ogranicza chęć konwersacji, przekładając rozmowę na później, "w bardziej ku temu dogodnej chwili". Widać, że autentycznie zależy mu na szybkim dotarciu do celu, a poza tym on sam chyba też podchodzi do Was z pewną dozą nieufnej podejrzliwości (ciekawe, co mu świątobliwy Bolgo nagadał na Wasz temat?).
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
20 dzień Golovusu 602 AR, opodal sadyby Zareniva
Kajaz Zareniv dobrze przemyślał dobór miejsca na swą sadybę, Wilimov nie potrafił odmówić mu w tym względzie uznania. Otoczona wysoką palisadą wioska kossyckiego ziemianina wzniesiona została na górującym ponad puszczą wzgórzu, starannie ogołoconym z drzew i chaszczy mogących ułatwić skryte podejście pod ogrodzenie. Wykarczowane stoki wzniesienia porosły z biegiem czasu wysoką trawą, przeistaczając się w ogrodzone drewnianymi płotkami pastwiska dla owiec i krów, roztaczających wokół siebie charakterystyczny dźwięk noszonych na szyjach mosiężnych dzwoneczków. Pilnująca zwierząt grupka młodocianych pastuchów sprawiała wrażenie rozbrykanych i hałaśliwych, ale obserwujący ich przez lunetę Nazarko zauważył słane w stronę puszczy czujne spojrzenia i oparte o płotki toporki, gotowe do puszczenia w ruch na pierwszy znak obecności jakiegoś drapieżnika.
Sadyba miała kształt czworokątu, z wzniesionymi we wszystkich rogach drewnianymi wieżami strażniczymi o zadaszonych szczytach. Również tam tkwili jacyś ludzie i chociaż prawie nie było ich widać, promienie słońca lśniły co jakiś czas na lufach wystających nad parapetami wież samopałów.
Wtulony w kolczaste krzewy Ivan Karakov przeliczył słupy dymu wznoszące się ku niebo nad sadybą, oceniając liczbę palenisk na dobre dwa tuziny.
- Sporo tu ludu mieszka - powiedział cicho, oglądając się w stronę kuzynów - Słyszał żem kiedyś, że ponad setka dusz. Drewno rąbią, złoto płuczą w potokach, a węgiel wyciągają spod ziemi. Zareniv możny pan, dutków u niego pono pod dostatkiem, a sadybę za swoje wybudował. Dobrześmy uczynili, żeśmy tu przyszli. Jak jest tak samo hojny jak bogaty, wszytko nam się raz dwa zwróci.
- Miejcie baczenie na zasługi w oczach Pana poczynione, nie zaś ku swej własnej chwale - zauważył znaczącym tonem Ulgan - Wszytko, co czynicie winno radość przynosić Stworzycielowi. A wracając do rzeczy, gadkę pozostawiam wam. Co do mej osoby, starczy jak rzekniecie, że podróżujemy razem jako znajomki. Nie lza kłamać, jeśli nie ma ku temu wielkiej konieczności.
Wątek techniczny
Sporych rozmiarów puszczańska sadyba góruje nad koronami drzew, ponieważ wybudowano ją na szczycie obszernego wzgórza. Palisada, wieże strażnicze, wykarczowane przedpole - wszystko to sprawia stosowne wrażenie i dowodzi przedsiębiorczości mieszkających tu osadników.
Wysiadywaniem w krzakach niewiele zdziałacie, więc może byłoby dobrze udać się z grzecznymi minami pod bramę?
Kajaz Zareniv dobrze przemyślał dobór miejsca na swą sadybę, Wilimov nie potrafił odmówić mu w tym względzie uznania. Otoczona wysoką palisadą wioska kossyckiego ziemianina wzniesiona została na górującym ponad puszczą wzgórzu, starannie ogołoconym z drzew i chaszczy mogących ułatwić skryte podejście pod ogrodzenie. Wykarczowane stoki wzniesienia porosły z biegiem czasu wysoką trawą, przeistaczając się w ogrodzone drewnianymi płotkami pastwiska dla owiec i krów, roztaczających wokół siebie charakterystyczny dźwięk noszonych na szyjach mosiężnych dzwoneczków. Pilnująca zwierząt grupka młodocianych pastuchów sprawiała wrażenie rozbrykanych i hałaśliwych, ale obserwujący ich przez lunetę Nazarko zauważył słane w stronę puszczy czujne spojrzenia i oparte o płotki toporki, gotowe do puszczenia w ruch na pierwszy znak obecności jakiegoś drapieżnika.
Sadyba miała kształt czworokątu, z wzniesionymi we wszystkich rogach drewnianymi wieżami strażniczymi o zadaszonych szczytach. Również tam tkwili jacyś ludzie i chociaż prawie nie było ich widać, promienie słońca lśniły co jakiś czas na lufach wystających nad parapetami wież samopałów.
Wtulony w kolczaste krzewy Ivan Karakov przeliczył słupy dymu wznoszące się ku niebo nad sadybą, oceniając liczbę palenisk na dobre dwa tuziny.
- Sporo tu ludu mieszka - powiedział cicho, oglądając się w stronę kuzynów - Słyszał żem kiedyś, że ponad setka dusz. Drewno rąbią, złoto płuczą w potokach, a węgiel wyciągają spod ziemi. Zareniv możny pan, dutków u niego pono pod dostatkiem, a sadybę za swoje wybudował. Dobrześmy uczynili, żeśmy tu przyszli. Jak jest tak samo hojny jak bogaty, wszytko nam się raz dwa zwróci.
- Miejcie baczenie na zasługi w oczach Pana poczynione, nie zaś ku swej własnej chwale - zauważył znaczącym tonem Ulgan - Wszytko, co czynicie winno radość przynosić Stworzycielowi. A wracając do rzeczy, gadkę pozostawiam wam. Co do mej osoby, starczy jak rzekniecie, że podróżujemy razem jako znajomki. Nie lza kłamać, jeśli nie ma ku temu wielkiej konieczności.
Wątek techniczny
Sporych rozmiarów puszczańska sadyba góruje nad koronami drzew, ponieważ wybudowano ją na szczycie obszernego wzgórza. Palisada, wieże strażnicze, wykarczowane przedpole - wszystko to sprawia stosowne wrażenie i dowodzi przedsiębiorczości mieszkających tu osadników.
Wysiadywaniem w krzakach niewiele zdziałacie, więc może byłoby dobrze udać się z grzecznymi minami pod bramę?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
20 dzień Golovusu 602 AR, sadyba Zareniva
Pilnujący owiec chłopcy pierwsi dostrzegli wychodzących z puszczy myśliwych. Rozpoznawszy w nich obcych zaczęli dmuchać w małe metalowe gwizdki, przenikliwym dźwiękiem alarmując pilnujących bramy zbrojnych. Okute żelazem wrota rozwarły się po chwili, odsłaniając tuzin mężczyzn w ćwiekowanych skórzniach, trzymających z wystudiowaną niedbałością strzelby i spoglądających w dół wzgórza na nadchodzących wolnym krokiem nieznajomych.
Grupka pastuchów chyżo wspięła się na najbliższy drewniany płotek, taksując przybyszów badawczym wzrokiem.
- Dobry dzień! - zawołał najstarszy z nich, dumnie zadzierając podbródek i wypinając okryty baranim kożuchem tors - A skąd to droga wiedzie?
- Z Tverkutska - odpowiedział szczerze Ivan Karakov, nie widząc powodów ku temu, by kłamać - Dostojny kajaz u siebie?
- U siebie, ale on z byle łachmytami nie pytla - wypalił inny pasterz, ledwie ośmioletni otrok o zadartym nosku i niebieskich oczach wystawiający głowę między deskami ogrodzenia - Tak mój tatku rzekał jak tu ostatnio inni przyjezdni bywali.
- A wiesz ty aby, co to łachmyta, smarku? - zapytał podejrzanie uprzejmym tonem Ivash, nim jednak zdążył rozwinąć swą wypowiedź wzbogacając ją o soczyste inwektywy, Volkh szturchnął go silnie łokciem. Grupa zbrojnych wyszła z bramy schodząc kilka stóp w dół drogi na spotkanie gościom. Przewodzący im wysoki starszy mężczyzna o sumiastych ciemnych wąsach podniósł rękę w geście powitania, przyglądając się obcym badawczym, ale pozbawionym napięcia wzrokiem.
- Stworzyciel z wami - powiedział przyjaznym tonem - Czego tutaj szukacie?
Wątek techniczny
Brama dobrze pilnowana, ale strażnicy nie sprawiają wrażenia zdenerwowanych, wręcz przeciwnie, w ich spojrzeniach i zachowaniu dominuje ciekawość. Widać, że miejscowi czują się tutaj bardzo pewnie, a to z kolei oznacza, że okolica uważana jest za bezpieczną (na tyle, na ile to w Tverkatce możliwe, rzecz jasna). Kto podejmie konwersację?
Pilnujący owiec chłopcy pierwsi dostrzegli wychodzących z puszczy myśliwych. Rozpoznawszy w nich obcych zaczęli dmuchać w małe metalowe gwizdki, przenikliwym dźwiękiem alarmując pilnujących bramy zbrojnych. Okute żelazem wrota rozwarły się po chwili, odsłaniając tuzin mężczyzn w ćwiekowanych skórzniach, trzymających z wystudiowaną niedbałością strzelby i spoglądających w dół wzgórza na nadchodzących wolnym krokiem nieznajomych.
Grupka pastuchów chyżo wspięła się na najbliższy drewniany płotek, taksując przybyszów badawczym wzrokiem.
- Dobry dzień! - zawołał najstarszy z nich, dumnie zadzierając podbródek i wypinając okryty baranim kożuchem tors - A skąd to droga wiedzie?
- Z Tverkutska - odpowiedział szczerze Ivan Karakov, nie widząc powodów ku temu, by kłamać - Dostojny kajaz u siebie?
- U siebie, ale on z byle łachmytami nie pytla - wypalił inny pasterz, ledwie ośmioletni otrok o zadartym nosku i niebieskich oczach wystawiający głowę między deskami ogrodzenia - Tak mój tatku rzekał jak tu ostatnio inni przyjezdni bywali.
- A wiesz ty aby, co to łachmyta, smarku? - zapytał podejrzanie uprzejmym tonem Ivash, nim jednak zdążył rozwinąć swą wypowiedź wzbogacając ją o soczyste inwektywy, Volkh szturchnął go silnie łokciem. Grupa zbrojnych wyszła z bramy schodząc kilka stóp w dół drogi na spotkanie gościom. Przewodzący im wysoki starszy mężczyzna o sumiastych ciemnych wąsach podniósł rękę w geście powitania, przyglądając się obcym badawczym, ale pozbawionym napięcia wzrokiem.
- Stworzyciel z wami - powiedział przyjaznym tonem - Czego tutaj szukacie?
Wątek techniczny
Brama dobrze pilnowana, ale strażnicy nie sprawiają wrażenia zdenerwowanych, wręcz przeciwnie, w ich spojrzeniach i zachowaniu dominuje ciekawość. Widać, że miejscowi czują się tutaj bardzo pewnie, a to z kolei oznacza, że okolica uważana jest za bezpieczną (na tyle, na ile to w Tverkatce możliwe, rzecz jasna). Kto podejmie konwersację?