: 19 czerwca 2014, 22:18
29 sgun-ran 9455 KI, podziemia ruin
Przyjmując do wiadomość swą bezsilność w obliczu niebywale ciężkich kamiennych drzwi, Dino pochwycił obiema rękami za tkwiący w zamku wrót Onyksowy Klucz, próbując go wyciągnąć bez czynienia zbytecznego hałasu.
Klucz sprawiał wrażenie scalonego z zamkiem, nie dając się przemieścić nawet o cal. Na czole zaciskającego spazmatycznie szczękę półolbrzyma zalśniły kolejne krople potu ściekające po naznaczonej nabrzmiałymi żyłami skórze. Jego uszy chłonęły dobiegające zza progu następnej komnaty dźwięki podniesionych ludzkich głosów, dźwięczących religijną emfazą i wielkim uniesieniem.
Głosy utonęły znienacka w głośnym trzasku pękającego kamienia, który wstrząsnął całą kryptą. Nie mogąc się oprzeć zrozumiałej ciekawości, Berghar zawisł na Kluczu przekrzywiając głowę w taki sposób, by móc zajrzeć do sąsiedniego pomieszczenia.
Ujrzany widok odebrał mu na krótką chwilę mowę i pomieszał w głowie myśli.
Pośrodku kręgu stworzonego przez cofających się bezwiednie czcicieli Morglitha pojawiła się nowa postać, przeraźliwie szczupła, ale bardzo wysoka, opatulona czarnym płaszczem sprawiającym wrażenie utkanego z ciemności nocy. Bladoskóry obcy podążał spojrzeniem osadzonych w patrycjuszowskiej twarzy oczu po strwożonych obliczach intruzów, ewidentnie sycąc się ich strachem.
- Tyś jest Klepsydrą Wieczności?! - wykrzyknął przewodzący morglithianom mistrz ceremonii - Jak to? A gdzie artefakt? Gdzie źródło nieśmiertelności?!
Niepomierne zdumienie dźwięczące w głosie przywódcy ekspedycji świadczyło o jego kompletnym zaskoczeniu objawieniem się nieoczekiwanego przybysza.
- Jam jest Ten, Który Obdarza Nieśmiertelnością - odpowiedział obcy, głosem podnoszącym włosy na głowie i mrożącym krew w żyłach; głosem kojarzącym się z nożem nacinającym powoli ranę, z wyciem wściekłego wilka, z dżumą roznoszoną przez szczury i trawiącymi martwe ciało larwami.
Bladoskóry awatar Klepsydry odrzucił na boki poły swego płaszcza odsłaniając noszony pod wierzchnim odzieniem napierśnik i otworzył szeroko usta ukazując oczom struchlałych śmiertelników wydłużone w mgnieniu oka kły.
Przyjmując do wiadomość swą bezsilność w obliczu niebywale ciężkich kamiennych drzwi, Dino pochwycił obiema rękami za tkwiący w zamku wrót Onyksowy Klucz, próbując go wyciągnąć bez czynienia zbytecznego hałasu.
Klucz sprawiał wrażenie scalonego z zamkiem, nie dając się przemieścić nawet o cal. Na czole zaciskającego spazmatycznie szczękę półolbrzyma zalśniły kolejne krople potu ściekające po naznaczonej nabrzmiałymi żyłami skórze. Jego uszy chłonęły dobiegające zza progu następnej komnaty dźwięki podniesionych ludzkich głosów, dźwięczących religijną emfazą i wielkim uniesieniem.
Głosy utonęły znienacka w głośnym trzasku pękającego kamienia, który wstrząsnął całą kryptą. Nie mogąc się oprzeć zrozumiałej ciekawości, Berghar zawisł na Kluczu przekrzywiając głowę w taki sposób, by móc zajrzeć do sąsiedniego pomieszczenia.
Ujrzany widok odebrał mu na krótką chwilę mowę i pomieszał w głowie myśli.
Pośrodku kręgu stworzonego przez cofających się bezwiednie czcicieli Morglitha pojawiła się nowa postać, przeraźliwie szczupła, ale bardzo wysoka, opatulona czarnym płaszczem sprawiającym wrażenie utkanego z ciemności nocy. Bladoskóry obcy podążał spojrzeniem osadzonych w patrycjuszowskiej twarzy oczu po strwożonych obliczach intruzów, ewidentnie sycąc się ich strachem.
- Tyś jest Klepsydrą Wieczności?! - wykrzyknął przewodzący morglithianom mistrz ceremonii - Jak to? A gdzie artefakt? Gdzie źródło nieśmiertelności?!
Niepomierne zdumienie dźwięczące w głosie przywódcy ekspedycji świadczyło o jego kompletnym zaskoczeniu objawieniem się nieoczekiwanego przybysza.
- Jam jest Ten, Który Obdarza Nieśmiertelnością - odpowiedział obcy, głosem podnoszącym włosy na głowie i mrożącym krew w żyłach; głosem kojarzącym się z nożem nacinającym powoli ranę, z wyciem wściekłego wilka, z dżumą roznoszoną przez szczury i trawiącymi martwe ciało larwami.
Bladoskóry awatar Klepsydry odrzucił na boki poły swego płaszcza odsłaniając noszony pod wierzchnim odzieniem napierśnik i otworzył szeroko usta ukazując oczom struchlałych śmiertelników wydłużone w mgnieniu oka kły.
Próba wyciągnięcia Klucza nie powiodła się, ale zaraz sprawdzę, czy da się go przekręcić... chyba, że Dino się nigdzie nie śpieszy! 