: 10 lutego 2015, 15:29
Bournemouth, Yelverton Rd; Spearmint Rhino; 20.11.14; przed pólnocą
Tej nocy cały przybytek ś. p. Xaviera był zamknięty dla śmiertelników. W środku zebrała się duża grupa wampirów z domeny. Nie tylko te najmłodsze, tak jak spodziewał się Price. Było kilku anarchistów, pariasów, a nawet lokalnych ventrue i miejscowe harpii. Jakoś dziś nikomu z establishmentu nie przeszkadzało pojawić się w klubie jaki zwali pogardliwie burdelem. Był sam Anton, siedzący spokojnie z boku i pilnujący ważnej przesyłki, jaka dotarła do Rhino za dnia. Ciężarówki pełnej sprzętu służącego do zadawania bolesnej śmierci bliźnim. Drewniane i plastikowe pudłą leżały teraz złożone w kącie w imponującą piramidę sięgającą niemal sufitu.
Przygnębiony Clark wyszedł na środek. Widać było, że brzemię śmierci swojego pana odbiło się na ghoulu. Pamiętał jednak dokładnie, co miał powiedzieć. Wampiry w końcu uciszyły się i skierowały uwagę na Owena. Mężczyzna odezwał się w końcu:
- Dziękuję w imieniu mojego tragicznie zmarłego pana za tak liczne przybycie. Widzę Billa z klanu Brujah, któremu pomógł, podobnie jak Sophie i Marcusa z klanu Malkavian, Są tu także Chris krwi Gangrel, pan O'Neil z Ventrue i inni, którzy poznali chojność i pomocną dłoń pana Price. - Wymienione wampiry kiwnęły głowami, gdy wymieniał je Owen: - Dziękuję jeszcze raz za tak liczne stawienie się na odezwę świętej pamięci Xaviera.
- Naszemu gospodzarzowi bardzo bliskie były kwestie bezpieczeństwa braci i sióstr w domenie, dlatego poprosił o to spotkanie trapiony strasznym zagrożeniem jakie zawisło nad nami. Pan Price zawsze dotrzymywał danego słowa i dlatego chciał przekazać w Wasze ręce narzędzia, żebyscie się mogli bronić przed zagrożeniem. Jak widać, Książę oprócz zamanifestowania tego, że ma bardzo ważne sprawy nie podjął żadnych kroków, aby uchronić obywateli przed sforami sabatu. Zapewne zaszył się ze starszyzną w najglębszych zakamarkach aby przeczekać najgorsze. Ale wola pana Price ma siłę nawet po śmierci. Pan Xavier uważał, że uzbrojenie Was pomoże bardzo w obronie domeny, bo nie ukrywajmy, jej ciężar spocznie na Was, a nie na Księciu.
Nosferatu w końcu podniósł się z krzesłą i podszedł do Clarka, przerwywając mu:
- Dobra Owen, skończ to pierdolenie o Szopenie. Wiadomo po co tu jesteśmy. Dziękujemy panu Price za jego wkład w obronność Bournemouth. Teraz drodzy bracia i siostry idźcie na mały poczęstunek. Czym chata bogata. Oto scheda po świętej pamięci Xavierze. - wskazał na pryzmę broni: - Częstujcie sie do woli. Żeby tylko nie było, wiekszość sprzętu podarował Francis, także bliska mu też jest kwestia obronności.
Nim wampiry ruszyły wybierać odpowiednie dla nich oręża, ktoś z tłumu zapytał:
- Czy Price zostawił testament? - kiwneło mu kilka głów.
- Tak, spadkobiercami Spearmint Rhino zostałem ja i Nina. - odpowiedział zgodnie z prawdą Clark.
- A co z jego domeną? Co się z tym stanie? Co z innymi, którzy zginęli - podniosły się głosy.
- Kurwa cisza, sępy! - ryknął Anton ucinając wszystkie mozliwe spekulacje: - Na razie morda w kubeł. Są ważniejsze sprawy, niż odzieranie waszego dobrodzieja z szat. Książe zajmie się to kwestią gdy minie niebezpieczeństwo. Zrozumiano?
Tej nocy cały przybytek ś. p. Xaviera był zamknięty dla śmiertelników. W środku zebrała się duża grupa wampirów z domeny. Nie tylko te najmłodsze, tak jak spodziewał się Price. Było kilku anarchistów, pariasów, a nawet lokalnych ventrue i miejscowe harpii. Jakoś dziś nikomu z establishmentu nie przeszkadzało pojawić się w klubie jaki zwali pogardliwie burdelem. Był sam Anton, siedzący spokojnie z boku i pilnujący ważnej przesyłki, jaka dotarła do Rhino za dnia. Ciężarówki pełnej sprzętu służącego do zadawania bolesnej śmierci bliźnim. Drewniane i plastikowe pudłą leżały teraz złożone w kącie w imponującą piramidę sięgającą niemal sufitu.
Przygnębiony Clark wyszedł na środek. Widać było, że brzemię śmierci swojego pana odbiło się na ghoulu. Pamiętał jednak dokładnie, co miał powiedzieć. Wampiry w końcu uciszyły się i skierowały uwagę na Owena. Mężczyzna odezwał się w końcu:
- Dziękuję w imieniu mojego tragicznie zmarłego pana za tak liczne przybycie. Widzę Billa z klanu Brujah, któremu pomógł, podobnie jak Sophie i Marcusa z klanu Malkavian, Są tu także Chris krwi Gangrel, pan O'Neil z Ventrue i inni, którzy poznali chojność i pomocną dłoń pana Price. - Wymienione wampiry kiwnęły głowami, gdy wymieniał je Owen: - Dziękuję jeszcze raz za tak liczne stawienie się na odezwę świętej pamięci Xaviera.
- Naszemu gospodzarzowi bardzo bliskie były kwestie bezpieczeństwa braci i sióstr w domenie, dlatego poprosił o to spotkanie trapiony strasznym zagrożeniem jakie zawisło nad nami. Pan Price zawsze dotrzymywał danego słowa i dlatego chciał przekazać w Wasze ręce narzędzia, żebyscie się mogli bronić przed zagrożeniem. Jak widać, Książę oprócz zamanifestowania tego, że ma bardzo ważne sprawy nie podjął żadnych kroków, aby uchronić obywateli przed sforami sabatu. Zapewne zaszył się ze starszyzną w najglębszych zakamarkach aby przeczekać najgorsze. Ale wola pana Price ma siłę nawet po śmierci. Pan Xavier uważał, że uzbrojenie Was pomoże bardzo w obronie domeny, bo nie ukrywajmy, jej ciężar spocznie na Was, a nie na Księciu.
Nosferatu w końcu podniósł się z krzesłą i podszedł do Clarka, przerwywając mu:
- Dobra Owen, skończ to pierdolenie o Szopenie. Wiadomo po co tu jesteśmy. Dziękujemy panu Price za jego wkład w obronność Bournemouth. Teraz drodzy bracia i siostry idźcie na mały poczęstunek. Czym chata bogata. Oto scheda po świętej pamięci Xavierze. - wskazał na pryzmę broni: - Częstujcie sie do woli. Żeby tylko nie było, wiekszość sprzętu podarował Francis, także bliska mu też jest kwestia obronności.
Nim wampiry ruszyły wybierać odpowiednie dla nich oręża, ktoś z tłumu zapytał:
- Czy Price zostawił testament? - kiwneło mu kilka głów.
- Tak, spadkobiercami Spearmint Rhino zostałem ja i Nina. - odpowiedział zgodnie z prawdą Clark.
- A co z jego domeną? Co się z tym stanie? Co z innymi, którzy zginęli - podniosły się głosy.
- Kurwa cisza, sępy! - ryknął Anton ucinając wszystkie mozliwe spekulacje: - Na razie morda w kubeł. Są ważniejsze sprawy, niż odzieranie waszego dobrodzieja z szat. Książe zajmie się to kwestią gdy minie niebezpieczeństwo. Zrozumiano?