: 16 lipca 2015, 19:25
Enkaiden, dystrykt Administratum, 214.815.M41
Późne popołudnie przyniosło ze sobą nieznośny skwar, ale pamiętający długie tygodnie lotu agenci nie narzekali na uciążliwą aurę. Promienie słońca kąpały w upale kanciaste budowle Enkaidenu, wzniesione z uniwersalnych prefabrykatów poddanych następnie niezliczonym przeróbkom i modyfikacjom. Stłoczona w przestrzeni gigantycznego metalowego cylindra, populacja metropolii wiodła życie związane nierozłącznie z oceanicznym cyklem natury. Uliczny zgiełk mieszał się z dźwiękami modlitw płynących z głośników na rogach mieszkalnych habitatów, z przeciągłym łoskotem silników startujących w kosmoporcie towarowców. Przebrani w zakupione wcześniej miejscowe ubrania, Septimus i Hoster przystanęli w wylocie wąskiej alejki wychodzącej na plac Administratum, oparli się o ścianę rzemieślniczego warsztatu pogrążeni w pozornej konwersacji.
Ich oczy obserwowały bacznie plac i znajdujący się na nim tłum, przeskakiwały pomiędzy noszącymi ciemne szary urzędnikami, regulatorami miejscowego Magistratum i mieszczanami wszelkiego rodzaju poszukując najmniejszego śladu zagrożenia.
Nadchodząca prostopadłą ulicą Medea wymieniła z nimi króciutkie spojrzenie, odwróciła głowę w drugą stronę przerywając kontakt wzrokowy.
- Są obok - powiedziała do spoglądającego w innym kierunku Nathana - Nie oglądaj się. Mają dobre pole obserwacji na cały plac.
Późne popołudnie przyniosło ze sobą nieznośny skwar, ale pamiętający długie tygodnie lotu agenci nie narzekali na uciążliwą aurę. Promienie słońca kąpały w upale kanciaste budowle Enkaidenu, wzniesione z uniwersalnych prefabrykatów poddanych następnie niezliczonym przeróbkom i modyfikacjom. Stłoczona w przestrzeni gigantycznego metalowego cylindra, populacja metropolii wiodła życie związane nierozłącznie z oceanicznym cyklem natury. Uliczny zgiełk mieszał się z dźwiękami modlitw płynących z głośników na rogach mieszkalnych habitatów, z przeciągłym łoskotem silników startujących w kosmoporcie towarowców. Przebrani w zakupione wcześniej miejscowe ubrania, Septimus i Hoster przystanęli w wylocie wąskiej alejki wychodzącej na plac Administratum, oparli się o ścianę rzemieślniczego warsztatu pogrążeni w pozornej konwersacji.
Ich oczy obserwowały bacznie plac i znajdujący się na nim tłum, przeskakiwały pomiędzy noszącymi ciemne szary urzędnikami, regulatorami miejscowego Magistratum i mieszczanami wszelkiego rodzaju poszukując najmniejszego śladu zagrożenia.
Nadchodząca prostopadłą ulicą Medea wymieniła z nimi króciutkie spojrzenie, odwróciła głowę w drugą stronę przerywając kontakt wzrokowy.
- Są obok - powiedziała do spoglądającego w innym kierunku Nathana - Nie oglądaj się. Mają dobre pole obserwacji na cały plac.
Przyszła pora na ponowne odwiedziny w biurokratycznym piekle Administratum. Septimus i Hoster dyskretnie obstawiają plac, Medea i Nathan ponownie pełnią rolę petentów. Czy powinienem coś wiedzieć, zanim popchnę akcję do przodu?