PBF: DrecarE - Cienie na Śniegu

zapalki_chaosu
Reactions:
Posty: 167
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 11:57

Post autor: zapalki_chaosu » 13 kwietnia 2016, 20:50

[center]Baza na Wilczych Pustkowiach, punkt medyczny, 7 zmroczec (vajni), 360 rok Ery Silniri.[/center]

- Vidgarze, chodź ze mną. Trzeba opatrzyć przecież twoje rany.

Zabrzmiało tuż po dźwięku zbliżających się lekkich kroków. Vidgar odwrócił się od okna ze spokojnym ale skupionym wyrazem twarzy. Uśmiechnął się pogodnie i był to najnaturalniejszy z uśmiechów jakie dotychczas Norlaug widziała na jego młodej twarzy. Był to uśmiech kogoś, kto jest gotów do ostatecznej walki i kto pogodził się z tym, że zginie i nie żałuje niczego i jest całkiem rad z życia jakiego doświadczył.

W pierwszym odruchu chciał powiedzieć, ze to nic takiego, ale potem stwierdził, że to chyba zabrzmiało by głupio. W związku z tym rodzącym się wewnętrznym choćby i drobnym zakłopotaniem, jego mimika, straciła na naturalności.

- Tak, jasne, dziękuję. Głupio się przyznać ale trochę o tym zapomniałem.

Kiedy weszli do pokoiku Vidgar chciał coś powiedzieć ale nie mógł znowu znaleźć słów. Strasznie często mu się ostatnio zdarzało. Obserwował młodą wiedźmę, jak przygotowuje wszystkie niezbędne składniki. To co robiła, było czymś z innego świata. On umiał naostrzyć miecz i bić się, ona była uzdrowicielką. Wcześniej widział ją jako młodą dziwną osobę, wygłaszającą czasem wątpliwe sądy. Teraz zobaczył, że tak samo jak on znał się (no może poznawał) na swoim fachu, ona też miała swój. Norlaug stała się w jego oczach dużo bardziej dorosła.

- Wiesz, chciałam ci podziękować... za to, że nie wpadłam do kolejnej jamy pełnej żarłocznych stworzeń. Mam pewność, że zawsze można na tobie polegać, a w walce dasz z siebie wszystko.

Chciał odpowiedzieć, lecz mowę mu odjęło bo przyjemne ciepło zaczęło wypełniać go od środka. Nawet zrobiło mu się trochę głupio a policzki stały się dużo cieplejsze.

- Gunlid, Joos oraz Hatr odnajdą się. Na pewno. Wystarczająco znają się na dzikich ostępach i równinach, aby poradzić sobie w tej sytuacji. Teraz jednak połóż się i rozluźnij. Wsłuchaj się w rytm pieśni. Nie będzie dla ciebie nic prócz jej kojącej wibracji.

Słysząc słowo "odnajdą", miał wizję brakujących towarzyszy. Faktycznie wydawało mu się w tym momencie, że oczywiście że ich znajdą. Problem polegał na tym, że w jego wizji oni wszyscy nie żyli. Ich ciała poznaczone były głębokimi ranami, jakich żadna ludzka broń nie zdołała by zadać. Wizja ta nie przeraziła go. W zasadzie już wcześniej to przeczuwał. Spokój i cisza powróciły i wojownik rozluźnił się.

- Tam na dworze coś jest. - Powiedział spokojnie. Po czym dał się ukołysać melodii i rytmowi.

Miał wrażenie, że zasypia lecz wciąż widzi pomieszczenie tak jakby unosił się nad swoim ciałem. Widział wszystko po bokach i sufit. Nie umiał jednak obrócić się by zobaczyć swoje ciało. Całe pomieszczenie było wypełnione kłębami czerwonej i zielonej energii, które układając się w dziwne powtarzalne wzory, splatały się to rozplatały i przenikały ciało Wiedźmy wychodząc zmienione i wzmocnione z jej głosem i przenikały też chyba jego ciało, bo czuł te wzory tak jakby przeszywały go na wylot. Było to przyjemne i energetyzujące uczucie. Po chwili ocknął się, chyba faktycznie zasnął.

- Dziękuję Norlaug. Ty też robisz swoje. Leczysz nas i możemy potem walczyć kolejnego dnia. Potrzebujemy siebie nawzajem, jesteśmy jedną drużyną. Jesteś tak samo potrzebna jak każdy inny. Cieszę się, że tu jesteś. - Powiedział patrząc jej w oczy, po czym wstał i wyszedł do głównej sali.

Nie czuł strachu, nie czuł już poddenerwowania ani napięcia. Mimo że nie wiedział nic, miał wrażenie, że coś w nim wie wszystko o nieprzyjacielu czającym się w ciemności. Był gotów na walkę... i na śmierć.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 14 kwietnia 2016, 12:24

[center]Baza na Wilczych Pustkowiach, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri.[/center]
[center]Podkład: Blizzard[/center]
[center]Obrazek[/center]
Nad Wilczym Pustkowiem zapadła noc, ciemniejsza niźli rozpacz zwyciężonych, wyjąca głosami niezliczonych demonów zimy i przecinana lodowymi cierniami zamieci. Bezludna, smagana wiatrem równina zdawała się ciągnąc w nieskończoność, otaczając kruche zabudowania oświetlone nikłymi iskrami elektry. Jeden za drugim wyczerpani członkowie wyprawy zasypiali na swych posłaniach, słuchając skomlenia wichrów i groźnej ciszy, która czaiła się między nimi. Niepokój ciążył im na sercu, jednak zmęczenie i ciepłe posłanie czyniły swoje, uwodząc ich niepostrzeżenie w świat snów... Wkrótce wszyscy zanurzyli się w krainie nocnych marzeń, znajdując w niej chwilowe ukojenie i pociechę.

[center]***[/center]
Kyariel ocknął się znacznie wcześniej niż pozostali. Na zewnątrz panowała jeszcze noc, choć wiatr nieco przycichł. Czarodziej wstał, zapalił dziwaczne gnomie światełko i zajął się ponownie studiowaniem pamiętnika pozostawionego przez Harmoniusza. Mozolnie przedzierał się przez kolejne strony zapisane nerwowym, nierównym pismem, wynotowując najważniejsze fragmenty i przekładając je na mowę ludów Północy.

[center]***[/center]
Nad ranem zamieć ustała. Gunlid, Joos i Hatr nie pokazali się jednak i los ich nadal pozostawał zagadką. Vestein zbudził więc wszystkich przed świtem, gdy tylko niebo na wschodzie zabarwiło się światłem. Nie tracąc czasu, zaczęli przygotowania do kolejnej wyprawy ratunkowej. Tym razem mieli wyruszyć wszyscy, dzieląc się na dwie, duże grupy. Jedna z nich miała zbadać teren, który przeszukiwali zaginieni, druga miała znów udać się do doliny, by sprawdzić ewentualne ślady. Stary korsarz był w dość ponurym nastroju. Widocznym było, iż zniknięcie pozostałych członków wyprawy głęboko go niepokoi. W ciszy, przerywanej jedynie kilkoma uwagami na temat sprzętu i warunków pogodowych spożywali śniadanie, gdy Kyariel wyszedł z pokoju gnoma i przyłączył się do nich.

- Musze wam coś pokazać - powiedział, podając zebranym plik kartek, zapisanych równym, starannym pismem.
Spoiler!
[center]Obrazek[/center]
[center]Podkład: Das Fest der Wintersonne[/center]
[center]18 Trawień, 360 Ery Silniri[/center]
A więc wyruszamy na wyprawę! Nie mogę się już doczekać, aż ujrzę to legendarne miejsce, bowiem jestem pewien, że już wkrótce ujrzę je rzeczywiście! Dolina pełna gorących źródeł, nie odkryta to tej pory musi zaiste stanowić kuriozum. Może nawet uda mi się dzięki temu zdobyć tytuł profesora... Ale dość o tym. Pozwolę sobie powrócić do tematu. Cieszę się, że udało mi się tak szybko wszystko zrealizować. Oczywiście, bez cioteczki Azalii, jej porad i znajomości, musiałbym czekać chyba do przyszłego roku! Nieocenioną pomocą był także kuzyn mej ciotecznej babki, drogi Kleofas z Fomorii, którego talent inżynieryjny jest szeroko znany. Słysząc o mej wyprawie nie tylko wysłał mi długi list, w którym życzył mi powiedzenia i wyrażał żal, iż sam nie może udać się ze mną - zatrzymują go bowiem ważne sprawy, dotyczące jego najnowszej dysertacji - ale także, dołączył skrzynię z Żywiołakiem Elektry, kablami i kilkunastoma świetlówkami. Będzie ona nieocenioną pomocą na Wilczych Pustkowiach, gdzie jak czytałem, nie ma co liczyć na opał.

(Tu następują długie wynurzenia na temat koneksji rodzinnych, wyposażenia wyprawy i spekulacji dotyczących gorących źródeł i geologii.)

Kolejne wpisy przedstawiają skład wyprawy, koszta wyposażenia, oraz opisują drogę ku Szarym Grzbietom. Nie ma w nich nic ciekawego.

[center]30 Trawień, 360 Ery Silniri[/center]
Od początku mówiłem, że nie powinniśmy zabierać ze sobą Szamana. Zrozumiałbym, gdybyśmy zabrali, Elfiego Maga - oczywiście. To miałoby sens, zdecydowanie! Nawet pomimo braku okrzesania Alfrów ich Adepci są jednak uczeni i posiadają szersze horyzonty niż ten osobnik, będący najwyraźniej reliktem ciemnych, barbarzyńskich epok, gdy ludzie chodzili ubrani jedynie w skóry, jak trolle. Vestein wszakże nie chciał mnie słuchać, twierdząc, iż obecność szamana zapewni wyprawie powiedzenie i szczęście. Jak widać przesądność ludzi potrafi przewyższać ich o głowę. Zresztą zawsze twierdziłem, że wysoki wzrost powoduje jedynie niedotlenienie mózgu.

Ileż ja się z nim nacierpiałem! Harald, bo tak w istocie zwie się ów barbarzyńca, nie potrafi zgoła pojąc dobrodziejstw technologii, nazywając wszystko: gnomim Czarostwem. Czarostwem! Phi! Gdy tylko dowiedział się o prądnicy w skrzyni zasypał mnie stekiem bzdur na temat negatywnych efektów wiązania niechętnych duchów. Ponadto zażądał... ZAŻĄDAŁ! Bym natychmiast uwolnił żywiołaka. Oczywiście wyśmiałem te jego zabobonne wierzenia, tłumacząc, iż bez sprzętu inżynieryjnego będziemy skazani na tułanie się po Pustkowiach w ciemności. Dziś w nocy jednak złapałem go na próbie uwolnienia ducha! Narobiłem rabanu i obudziłem wszystkich. Vestein uspokoił nieco szamana i kazał mu się opanować. Następnie jednak obaj wymusili na mnie przyrzeczenie, iż po skończonej misji wypuszczę żywiołaka. To oczywisty idiotyzm, ale nie umiem rozmawiać z kimś, kto ma głowę tak daleko od ziemi, że szkodzi mu rozrzedzone powietrze! Umysły ludzkie najwyraźniej nie są w stanie pojąc zdobyczy techniki i przeraża ich wszystko, co wykracza poza ich wierzenia na temat duchów elementarnych i czczenia przydrożnych kamieni!

Tak bardzo tęsknię za jakąś okazją do intelektualnej dysputy. Pamiętam, jak na Uniwersytecie w Fomorii prowadziłem długie i interesujące dyskusje akademickie z Oktawiuszem, bratankiem wuja mego dziadka Ambrożego...

(Tu następują kolejne retrospekcje i opisy rodzinnych koneksji. Nie zawierają one żadnych istotnych informacji.)

Kolejne wpisy dotyczą drogi przez Szare Grzbiety i dalszych sporów z szamanem. 21 Drzewokwiećca wyprawa dociera na Wilcze Pustkowia i rozpoczyna poszukiwania doliny.

[center]24 Drzewokwieciec, 360 Ery Silniri[/center]
Odnaleźliśmy dziś dolinę! Nazwałem ją Dellan Kayle - co w elfiej mowie oznacza Dolinę Mgieł. Nie wiem do końca czemu wybrałem właśnie ten język by ochrzcić to miejsce. Jednak jest coś specyficznego w zalegających ją oparach i widoku bezlistnych drzew, co sprawia, że określenie to wydaje mi się bardziej odpowiednia, niż inne, w Listirien, lub naszym pięknym, gnomim języku...

(Tu następują długie wywody na temat lingwistyki.)

[center]25 Drzewokwieciec, 360 Ery Silniri[/center]
Dziś rozpoczynamy eksplorację doliny. Będzie to nad wyraz interesujące doświadczenie! Już wstępne rozpoznanie pozwoliło nam stwierdzić, iż jest ona zarośnięta lasem, co daje możliwości wybudowania porządnej bazy, miast tych niewielkich iglo, w których musimy się gnieździć. Nie da się tutaj nawet stworzyć polowego laboratorium, co oczywiście pozbawia mnie dokonania możliwości wielu interesujących analiz.

Oczywiście Harald coś bredzi na temat tego, iż to miejsce jest przeklęte. Ponoć nie ma w nim żadnych duchów. Jednak jak zwykle, puszczam to mimo uszu. Ostatnio ten barbarzyńca próbował pocieszać moją zapalniczkę!

[center]27 Drzewokwieciec, 360 Ery Silniri[/center]
Dellan Kayle istotnie zarośnięta jest lasem, który jednak jest aktualnie martwy. Jeśli chodzi o faunę, to Vestein i jego wojownicy napotkali jedynie świerszcze i ogromne pająki. Z opisów wnoszę, iż były to skakuny leśne. Mówię oczywiście o pajęczakach. Gatunek ten jest stadny, choć na szczęście niezbyt jadowity. Stwory te utrudniły nam jednak eksplorację terenu, atakując z dziwną zaciekłością. Wszakże Vestein z towarzyszami poradził sobie z nimi znakomicie, znacznie uszczuplając populację tych paskudnych stawonogów. Jedynie kilka z nich zdołało umknąć i skryć się w północnej części lasu.

Sama dolina istotnie stanowi niezwykle interesujący geologicznie teren. Liczbę gorących źródeł ocenić mogę wstępnie na ponad dwadzieścia, być może nawet trzydzieści. Ziemia wydaje się żyzna i czarna, nic jednak na niej nie rośnie, oprócz kilku gatunków grzybów fluorescencyjnych... Pamiętam, zupę babci Adelajdy warzoną z podobnego gatunku. I uszka z grzybami, pychota. No ale nie czas na to, opowiem o tym później... Wracając do tematu Dellan Kayle - miejsce to wydaje się zniszczone przez jakiś rodzaj eksplozji magicznej. Musze pobrać więcej próbek, by móc powiedzieć coś na pewno. Jest to jednak zastanawiające. Jakiś rodzaj kataklizmu wydarzył się tutaj?

[center]29 Drzewokwieciec, 360 Ery Silniri[/center]
Rozpoczęliśmy budowę bazy i wkrótce będę mógł zając się upragnionymi analizami! Do tego czasu pracowicie zbieram próbki. Pająki pojawiły się jeszcze kilka razy, jest ich jednak zdecydowanie mniej i woje Vestaina radzą sobie z nimi znakomicie. Wszystko to przywodzi mi na myśl, opowieść mego ciotecznego dziadka, który...

(Tu następują długie i zupełnie nie związane z tematem dywagacje.)

[center]5 Złoceń, 360 Ery Silniri[/center]
Przez kilka dni nie pisałem, gdyż wszyscy zajęliśmy się budową bazy. Trwałoby to znacznie szybciej, gdyby ten niedouczony szaman nie uparł się, iż musimy założyć bazę w znacznej odległości od Dellan Kayle. Dzikus Harald, jak zwykłem go nazywać, nadal bredzi coś o klątwie i braku duchów Z tego powodu musimy niestety wlec drzewo do budowy z odległości ponad trzech mil! To niedorzeczne! Nie mam pojęcia dlaczego Vestein pozwala na to! Zresztą, on także zdaje się podzielać zdanie szamana. W czasie podróży przez Szare Grzbiety nieraz widziałem, jak modlił się do dziwnie ukształtowanych głazów. Nastroje obu mężów udzielają się oczywiście całej grupie, złożonej z dzielnych, lecz prostych i naiwnych ludzi. Słyszałem, jak kilku wojowników skarżyło się na koszmarne sny, które nawiedziły ich w pobliżu doliny. Co do mnie, wolny jestem od jakichkolwiek koszmarów i nie dbam o takie głupstwa! Jeśli nie ma tam duchów, jak twierdzi Dzikus Harald to skąd miałyby się brać koszmary? Oczywiście mój logiczny wniosek został przez wszystkich zupełnie zignorowany i szepty na temat przeklętej ziemi nie ustają. Wreszcie jednak będę miał porządne laboratorium i wierzę, iż moje badania rzucą nieco światła na cała tę sytuację, wyjaśniając przyczyny owej dziwnej eksplozji. Dzięki temu nareszcie zdołam wykazać tym prostym Nardlens różnicę między barbarzyńskim czarostwem ich przodków a oświeconą Magią i Technologią!

[center]6 Złoceń, 360 Ery Silniri[/center]
Laboratorium jest już gotowe i mogę przystąpić do badań. Odnalazłem wszakże dziś w dolinie niezwykle interesujące obiekty. Są to minerały o krystalicznej budowie i czarnej barwie, przywodzącej na myśl niektóre odmiany węgla. Przyjmują formę regularną, krystalizując w kształt dwudziestoczterościanu deltoidowego. Wszystkie wydają się tej samej wielkości, co samo w sobie jest zastanawiające. Ponadto są dość twarde. Nie mogę się doczekać, aż sprawdzę ich chemiczne właściwości!

Na razie jednak nie pokazywałem ich nikomu. Brednie Haralda na temat klątwy zapadły w proste umysły tych biednych ludzi i wielu z nich boi się odwiedzać dolinę, co zdecydowanie utrudniona mi pracę...
Dla Kyariela: test na Kryptografię (Int + Kryptografia):
37 + 9 = 46; Rzut: 32. Test zdany z jednym przebiciem. Aby przełożyć całość pamiętnika potrzebujesz zebrać trzy przebicia. Na razie masz dwa. Uda Ci się przełożyć większość, oprócz dwóch ostatnich zapisanych kartek.

Dla Norlaug: Testy leczenia (Inu + Medycyna Ezoteryczna):
Leczenie Vidgara: 34 + 11 = 45; Rzut: 71. Test nie zdany. Nie udaje Ci się uleczyć wojownika. Jedyne, co możesz zrobić to zastosować okład z żywnika. Przywraca on Vidgarowi 2 punkty żywotności (wojownik jest zdrowy).
Leczenie Tańczącego: 34 + 11 = 45; Rzut: 52. Test nie zdany. Nie udaje Ci się uleczyć wylkołka. Jedyne, co możesz zrobić to zastosować okład z żywnika. Przywraca on wilczarzowi 4 punkty żywotności (Tańczący ma teraz tylko 1 obrażenie lekkie).
Odpisz sobie dwie dawki żywnika.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 15 kwietnia 2016, 17:39

Po przebudzeniu Wylkołek był w swoim najczęstszym nastroju. Czyli podłym. Nie odzywając się do nikogo, ograniczając się jedynie do zdawkowych odpowiedzi szykował się na nadchodzący dzień. Nie pomagało nawet to, że w porównaniu do poprzedniego wieczora, czuł się naprawdę lepiej. Zwyczajnie fakt, że grupa Gunlid wciąż nie wróciła, nie pozwalał mu cieszyć się dobrym samopoczuciem.

Dopiero kiedy Kyariel opętany swoim nowym odkryciem skupił na sobie uwagę wszystkich obecnych, pozwolił by grymas niezadowolenia zniknął z jego pyska. Usiadł i z uwagą wysłuchał tłumaczenia Alfra, niestety, jak się okazało, niekompletnego.

Autor dziennika od razu przypadł mu do gustu. Trochę wstyd się przyznać, ale przez narzekanie na magię. Czy też jakiś jej rodzaj, niemniej jednak. Dopiero kiedy dotarło do niego, jakiego rodzaju magii ubliżał uczony, wzdrygnął się od nosa do ogona. Na tym etapie lektury doszedł do wniosku, że jednak nie lubi uczonych gnomów. Nie miał jednak zamiaru pozwolić, by jego osobiste odczucia stanęły na drodze tej, jakże istotnej teraz dla nich wiedzy. Wysłuchał więc wszystkiego, do ostatniej sylaby. I chciał więcej.

Kiedy wszyscy wraz z nim zapoznali się z treścią gnomiego dziennika, rozejrzał się z pytającą miną po zebranych. Wolał nie odzywać się pierwszy, szczególnie, że nie do końca wiedział co o tym wszystkim myśleć. Z wyczekiwaniem więc wyglądał pierwszego odważnego.
Ostatnio zmieniony 16 kwietnia 2016, 11:31 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.

TatTvamAsi
Reactions:
Posty: 423
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
Been thanked: 3 times

Post autor: TatTvamAsi » 16 kwietnia 2016, 09:19

[center]Baza na Wilczych Pustkowiach, 7 zmroczec (vajni), 360 rok Ery Silniri.[/center]

Czarownica z trudem ułożyła się do snu. Jej myśli wciąż błądziły rozpaczliwie wśród domysłów przeplatanych odgłosami zawodzących na zewnątrz wichrów. W końcu jednak sen nadszedł rozluźniając ciało i wyciszając chwilowo obawy związane za równo z działaniem niebezpiecznej magii i nieznanych jej duchów, tańczących szaleńczo gdzieś dookoła budynków wzniesionych przez Vesteina.

Zbudziła się wcześniej kierowana nieustępliwym pragnieniem jak najszybszego rozwiązania sprawy dziwnych kryształów. Wiedziała bowiem, ze za raz jak zbudzi się Vilberg, wyruszą aby odszukać zaginionych na mroźnych pustkowiach towarzyszy. Skierowała kroki w stronę pokoju, w których spał Kyariel. Alfr już nie spał, a wręcz zdawał się być od pewnego już czasu na nogach. Wczytywał się z uwagą w lekko pożółkłe, splamione w kilku miejscach i pokryte kaskadami niezrozumiałych znaków i notatek karty.

Cichutko odchrząknęła nie chcąc gwałtownie przerywać magowi stanu pełnego skupienia na pracy. Gdy mag zwrócił na nią swoją uwagę, wyścibiając już całkiem zgrabny i od dawna wyleczony nos zza sterty kartek, powiedziała:

- Wybacz, ze ci przerywam istotną pracę, ale nie robię tego bez powodu. A więc bez dalszego owijania wylkołka w wełnę... możesz mi otworzyć ten kamień? Za raz będę mogła zbadać właściwości zawartej w nim cieczy. - tymi słowy uniosła niewielką, czarną bryłkę do oczu Elfa Północy.

- Nie teraz - mruknął mag, zajęty tłumaczeniem. - Chce skończyć. Przyjdź później.

[center]***
[/center]
Dołączyła do towarzyszy, którzy już spożywali sycące przed podróżą śniadanie. Nastrój był istotnie ponury. Równie, a nawet bardziej, niż niegościnny teren Wilczych Pustkowi, pochłaniający wędrowców śnieżycami, zacierającą się linią horyzontu, czy wreszcie lśniącymi kłami wilczośpiewców. Bała się nawet dalej dociekać, co mogło zatrzymywać Gunlid i druhów Vilberga... w ciszy zaczęła więc przeżuwać poszczególne kęsy jadła.

Naraz jednak wpadł do pomieszczenia alfr. Jego oczy błyszczały z przejęcia, gdy pokazał zebranym przetłumaczone właśnie stronice dziennika gnoma Harmoniusza.

Wczytała się... początek był lekki i nawet pozytywnie ja nastrajał w stosunku do gnomiego uczonego. Lecz... na raz natknęła się na fragmenty o swoim wuju...

Osobnik... reliktem ciemnych epok! - nagły cień wzburzenia pokrył twarz wiedźmy, a brwi zetknęły się niemalże nad nosem w wyrazie najwyższej obrazy i złości.

Barbarzyńca! A więc to tak ci gnomi ,,myśliciele" rozumieją naszą sztukę. Sztukę, bez której nie obyłyby się inne istoty na tych ziemiach. Tak potrzebną przecież jak powietrze, którym się oddycha i woda, którą codziennie rano zrasza się usta. I jak... jak można być tak obojętnym w odniesieniu do duchów, które otaczają każdego! - Teraz nie dziwiła się, że kompania Vesteina zaginęła, skoro mieli przy sobie kogoś kto raczy nie zważać na elementarne wręcz rzeczy.

Notka o żywiołaku elektry. No tak - w tym miejscu przypomniał jej się uwięziony duch i ich pełna obopólnego zrozumienia rozmowa. Zupełnie jak ten gnom... zupełnie jak on... też tylko zgrzytał i mówił o jakiś dziwnych rzeczach.

Na wspomnienie ducha uspokoiła się jednak. Złość do niczego nie prowadziła. To przecież równie negatywne emocje były barierą do zrozumienia i porozumienia między nią i żywiołakiem elektry, a również gnomem i Haraldem.

Wypuściła z ust wstrzymane powietrze. Dalej było... o klątwie... o tym, że wszystkie duchy zniknęły z tego umarłego miejsca. Wybuch magiczny... coś jej to mówiło... Coś cały ten efekt... wpłynął na świat astralny, a duchy... albo zostały zniszczone, lub może opuściły to miejsce...

- Sądzę, że efekt magiczny, który tak zmienił dolinę, musi być wciąż jeszcze aktywny... skoro żadne duchy nie wróciły do tego miejsca. Niestety nie jestem wstanie o tym więcej powiedzieć. Za równo wybuch magiczny i klątwa mogły do tego stopnia zniszczyć życie w dolinie i to również w świecie duchów. - Nie wszystko jednak stracone - pomyślała. Przemknęła jej bowiem myśl o zniszczonej sieci życia, co otwiera doskonałe przejście dla wszelkich, łaknących życia i światła innych istot, stworzeń... a nawet monstrów... słyszała bowiem o stworzeniach Pustki, przenoszących energię niszczącą wszystko co istnieje. U samych podstaw.
Wiedźma na podróż bierze oczywiście swoją broń, torbę uzdrowicielki, zioła, te przedmioty magiczne, które ma, chubkę i krzesiwo.
Ostatnio zmieniony 19 kwietnia 2016, 14:58 przez TatTvamAsi, łącznie zmieniany 1 raz.

zapalki_chaosu
Reactions:
Posty: 167
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 11:57

Post autor: zapalki_chaosu » 16 kwietnia 2016, 15:12

[center]Baza na Wilczych Pustkowiach, 7 zmroczec (vajni), 360 rok Ery Silniri.[/center]

Vidgar otworzył oczy. Przez chwilę dziwił się, że ogarnia go absolutny spokój i akceptacja. Wstał wciąż zdziwiony i odkrył, że mimo krótkiego snu i wczorajszego znużenia jest dość rozluźniony. Nie pamiętał dokładnie co mu się śniło. Coś tam mu w pamięci zostało ale nie było tam żadnej fabuły tylko pusta chata, ta sama w której teraz byli. Pusta chata i coś co było tylko wspomnieniami rozmów, które się tam odbywały. Właściwie były to ledwie wspomnienia a może nawet nie to, tylko świadomość bezpostaciowego obserwatora, że przecież jakieś echa powinny były pozostać po wojownikach i podróżnikach, którzy spędzili tam nie jedną noc, a jednak ich nie było. Tak jakby w tym miejscu wszystko było pochłaniane przez jakąś niedostrzegalną i bezpostaciową pustkę. Czy była ona wszechobecna? Czy tylko przychodziła czasem by pożywić się choćby odciskiem istnienia?

Posiłek jadł tak szybko, że ledwo nadążał oddychać, kiedy przyszedł Alfr ze swoimi rewelacjami, nie mógł wiele mówić, bo wciąż przeżuwał.

Gnom był istotnie zarozumiały. Co też ten Harmoniusz mógł wiedzieć o świecie i walce w górach? Tylko z ksiąg musiał mieć wiedzę, teoretyczną. Jego arogancja i niewiedza o tym na czym świat stał byłą porażająca. Było to doprawdy zadziwiające. Brak duchów, czarna ziemia ale niepłodna. Do oczywiste znaki, że trafili do miejsca, które nie nadawało się do zamieszkania i do tego powinno się go unikać. Gdyby nie cel misji, ratunek krewnych, powinni byli stąd jak najszybciej uchodzić.

I do tego te kamienie!!! Czy Gnomy gdy spotykają nieznaną odmianę goblina to najpierw dają się mu zjeść aby przekonać się czy ten też jest niebezpieczny? Czy oni nie mają za grosz rozsądku? Ciemność, brak duchów i kamienie z których uchodzi czarna ciecz, trzeba być chyba w ciemię maczugą rąbniętym aby nie dostrzec oczywistego związku.

- Co za gbur i to w dodatku jakiś nierozgarnięty, żeby szamana obrażać i takich prostych rzeczy nie rozumieć..., przeż to nawet dzieci rozumieją takie rzeczy i jeszcze się tymi przeklętymi kamieniami bawić. Wybacz wuju ale wstrząsnęła mną jego buta, tego Harmoniusza.

Vidgara aż ciarki przeszły. Taka arogancja i ciekawość musiały sprowadzić na nich kłopoty. Jak się ma długi nos i się go wtyka gdzie nie trzeba....
Ostatnio zmieniony 17 kwietnia 2016, 00:30 przez zapalki_chaosu, łącznie zmieniany 1 raz.

voodoochild
Reactions:
Posty: 71
Rejestracja: 07 kwietnia 2016, 11:38

Post autor: voodoochild » 16 kwietnia 2016, 17:58

Kiedy ucichły rozmowy a większość rozeszła się i poddała kontemplacji czy też po prostu poszła spać, alfr uznał, że również powinien udać się na spoczynek. Mimo, że wyjący za oknami wiatr, zacinający śnieg oraz wciskająca się w okienne ramy złowroga ciemność nie nastrajała go sennie, wręcz podsuwała mu obraz kulących się na mrozie wycieńczonych towarzyszy, kiedy jednak ułożył się na łóżku sen przyszedł szybciej niż podejrzewał. Ostatnią myślą jaka zaistniała w jego umyśle przed zapadnięciem się w świat snu było postanowienie że zrobi wszystko co w jego mocy aby odnaleźć pozostałych.

Nie nawiedził go żaden zsyłający oświecenie sen, mimo to ocknął się wyspany a pierwszą myślą, która zabrzęczała w jego umyśle były dzienniki Harmoniusza. Wiedział że mogą kryć odpowiedzi na dręczące go pytania. Po chwili poświęconej na zapalenie światła, usiadł i zagłębił się w wytrwałe tłumaczenie gnomich przemyśleń na język ludów Północy.

...ale także, dołączył skrzynię z Żywiołakiem Elektry, kablami i kilkunastoma świetlówkam
i. Kyriel ożywił się odczytując ten fragment i rzucił spojrzeniem w kierunku swojego źródła światła, kable i świetlówki hę? - wyszeptał do siebie jakby to miało mu pomóc w głębszym zrozumieniu gnomiej technologii. Powrócił do tekstu gdzie Harmoniusz poprowadził długie wynurzenia na temat koneksji rodzinnych, wyposażenia wyprawy i spekulacji dotyczących gorących źródeł i geologii. Przebrnąwszy przez to zapoznał się ze składem wyprawy, kosztami wyposażenia, oraz opisem drogi ku Szarym Grzbietom.

W dalszej części dziennika pojawiło się dużo żalu w stosunku do szamana, którego zaufana pozycja wśród członków wyprawy Vestina, wyraźnie drażniła gnoma. Zdaje się że czuł się nie doceniany przez resztę... Kyriel po części rozumiał i gnoma i szamana, dla niego również wynalazki gnomiej rasy były dziwne, niezgodne z jego światopoglądem ale trudno było też nie dostrzec zalet tej jak to nazwał Harmoniusz "technologii". Znów spojrzał na swoje źródło światła i nie mógł nie przyznać racji gnomiemu wynalazkowi, ponieważ jego obecność zaoszczędziła mu energii. Z drugiej jednak strony nie wyobrażał sobie że niewolenie jednych istot aby służyły innym może się dobrze skończyć.

Postępujące tłumaczenie tekstu doprowadziło go do momentu w którym grupa Vestina dotarła do tego miejsca gdzie i on się znajduje, znów pojawiły się oznaki niezadowolenia spowodowane narastającą paniką szerzoną przez szamana. Kyriel doskonale rozumiał o co chodziło szamanowi, o przeświadczenie, że to miejsce jest przeklęte, ponieważ sam zaczynał dochodzić do takiego wniosku na podstawie własnych przeżyć i odczuć.
27 Drzewokwieciec, 360 Ery Silniri

Dellan Kayle istotnie zarośnięta jest lasem, który jednak jest aktualnie martwy. Jeśli chodzi o faunę, to Vestein i jego wojownicy napotkali jedynie świerszcze i ogromne pająki. Z opisów wnoszę, iż były to skakuny leśne. Mówię oczywiście o pajęczakach. Gatunek ten jest stadny, choć na szczęście niezbyt jadowity. Stwory te utrudniły nam jednak eksplorację terenu, atakując z dziwną zaciekłością. Wszakże Vestein z towarzyszami poradził sobie z nimi znakomicie, znacznie uszczuplając populację tych paskudnych stawonogów. Jedynie kilka z nich zdołało umknąć i skryć się w północnej części lasu.
Sama dolina istotnie stanowi niezwykle interesujący geologicznie teren. Liczbę gorących źródeł ocenić mogę wstępnie na ponad dwadzieścia, być może nawet trzydzieści. Ziemia wydaje się żyzna i czarna, nic jednak na niej nie rośnie, oprócz kilku gatunków grzybów fluorescencyjnych... Pamiętam, zupę babci Adelajdy warzoną z podobnego gatunku. I uszka z grzybami, pychota. No ale nie czas na to, opowiem o tym później... Wracając do tematu Dellan Kayle - miejsce to wydaje się zniszczone przez jakiś rodzaj eksplozji magicznej. Musze pobrać więcej próbek, by móc powiedzieć coś na pewno. Jest to jednak zastanawiające. Jakiś rodzaj kataklizmu wydarzył się tutaj?
Uśmiechnął się na wieść, że spotkanie Vestina z wielkimi pająkami przebiegło bez ofiar.
Spoważniał natomiast kiedy badania gnoma potwierdziły jego obserwację, mianowicie że na terenie doliny miała miejsce potężna eksplozja magiczna. Z zapałem powiódł wzrokiem dalej szukając kolejnych wniosków Harmoniusza z tym związanych ...Dzikus Harald, jak zwykłem go nazywać, nadal bredzi coś o klątwie i braku duchów ...Słyszałem, jak kilku wojowników skarżyło się na koszmarne sny, które nawiedziły ich w pobliżu doliny ... Jeśli nie ma tam duchów, jak twierdzi Dzikus Harald to skąd miałyby się brać koszmary ... Nic poza koszmarami nie było nową wiadomością dla Alfra chociaż nasuwający się gnomowi jako oczywisty wniosek, iż jeśli nie ma duchów, nie ma również koszmarów, w cale nie był taki jednoznaczny i oczywisty dla Kyriela.

Wstrzymał oddech kiedy natrafił na opis znaleziska jakim były dziwne czarne kamienie, niestety jednak aby dowiedzieć się więcej niż już wiedział zabrakło mu czasu. Słyszał już od jakiejś chwili poruszenie świadczące o tym, że większość towarzyszy nie śpi i prawdopodobnie szykują się do wyprawy ratunkowej. Pospiesznie zebrał dotychczas przetłumaczony tekst i wpadł do sali głównej chcąc jeszcze przed wyprawą pokazać efekty swojej pracy pozostałym.

***

Notatki wędrowały z rąk do rąk, w tym czasie Kyriel uważnie obserwował reakcję wszystkich zebranych na nowe informacje. Kiedy jego wzrok padł na Norlaug przypomniał sobie, że kiedy był skupiony na tłumaczeniu, weszła do jego pokoju i chciała aby otworzył dla niej kamień aby mogła go zbadać. Trochę głupio mu się zrobiło że ją zbył tak ostro. Nabrał jednak przekonania że zanim spełni jej prośbę powinien przetłumaczyć pozostałe dwie stronice które, był tego pewien, muszą zawierać wyniki badań Harmoniusza nad kamieniami. Skupił się ponownie na reszcie, na razie nie miał zamiaru mówić, bo i co miał powiedzieć? Miałem rację? Bójcie się bo znajdujemy się w przeklętym miejscu? Przecież każdy kto czytał notatki już o tym wie...
Jeśli nikt nic nie powie Alfr skieruje się w stronę swojego pokoju aby spakować niezbędne w podróży rzeczy. Jeśli wywiąże się rozmowa, będzie w niej uczestniczyć a po rozmowie skieruje się w stronę swojego pokoju aby spakować niezbędne w podróży rzeczy.
Na drogę zabieram różdżkę energii, linę, hubkę i krzesiwo oraz jakiś prowiant i manierke. I Pierścień Mocy.
Ostatnio zmieniony 16 kwietnia 2016, 18:30 przez voodoochild, łącznie zmieniany 1 raz.

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 17 kwietnia 2016, 12:17

Olaf wstał, przeciągnął się, ziewnął. Zauważył, że wstał jako ostatni, więc szybko przemył twarz w misce lodowatej wody (roztopionym śniegu) i dołączył do reszty towarzystwa, które kończyło już przeglądać zapiski gnoma.

Przez jad i zmęczenie totalnie wypadło mu z głowy, że Kyariel znalazł ślad gnoma w tym dziwnym miejscu. W milczeniu więc jadł i przysłuchiwał się rozważaniom reszty, zastanawiając się jednocześnie, cóż też stało się z ekipą Gunlid. Miał nadzieję, że znaleźli bezpieczne schronienie i wkrótce dołączą w jednym kawałku do obozowiska.

- Kyarielu, pójdę z tobą, zaczekaj na mnie - rzucił Olaf, widząc, jak czarodziej rusza do "swojego" pokoju po niezbędne rzeczy. Sam też postanowił przygotować się lepiej do wyprawy.

Poza swoim orężem i niezbędnym prowiantem zabrał plecak z kocem, hubką i krzesiwem, zapakował też niewielki kawałek drewna oraz rozejrzał się, czy gdzieś leży lina, którą mógłby wziąć lub pożyczyć.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 18 kwietnia 2016, 13:49

[center]Baza na Wilczych Pustkowiach, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri.[/center]
Wstał kolejny pogodny dzień, choć wiatr wiejący z zachodu niósł w sobie przypomnienie o klątwie Ridviny. Niebo wszakże było błękitne, przysłonięte jedynie tu i ówdzie poszarpanymi skrawkami obłoków. Słońce rozświetlało pustkowia, zmieniając je w ocean migocącej bieli, która kuła w oczy i długo żarzyła się pod zamkniętymi powiekami.

- Ruszymy w dwóch grupach - ogłosił Vilberg, gdy już przygotowali się do drogi i zebrali w głównej sali. Stary korsarz trzymał w ręku mapę, sporządzoną przez poprzednią wyprawę i zakreślał na niej palcem obszary, które mieli przeszukać.

- Tym razem wyruszymy w większej liczbie, by wzmocnić bezpieczeństwo. Nikt tu, po prawdzie, nie zostanie, by bazy pilnować, zali weźmiemy większość kuców. Pogoda jest zacna, tuszę więc, że Wilczośpiewce oszczędzą nam zmartwienia za dnia.

Wskazał na obszar na mapie na zachód od doliny. Był to ten sam teren, który wczoraj przeszukać miała wilczarka, wraz z Joosem i Hatrem.

- Ty Brnjar weźmiesz swoich wojów i ruszysz z Tańczącym po Czarnej Spirali by odnaleźć Gunlid i resztę. Być może wylkołek wywęszy trop, którego człek nie zooczy... Takoż weźmiesz ze sobą Norlaug. Jej talent uzdrowicielski przyda się, jeśli kto by potrzebował pomocy...

- Ano, na co tydzień nie poradzi, na to Ignia sposó znajdzie* - mruknął kupiec i skinął głową.

Nikt z obecnych nie dodał słowa, wszyscy jednak mieli nadzieję, że zdolności wiedźmy naprawdę przydadzą się zaginionym. I że nie jest już za późno na to, by potrzebowali uzdrowicielki...

- Ja wezmę Olafa, Vidgara i Kyariela i jeszcze raz sprawdzimy dolinę. Wedle gnomiej pisaniny, Vestein odparł pająki, więc nam także powinno się udać. Wszakże będziemy gotowi na ich atak i wiemy już, czego się po nich spodziewać. Myślę, że ślad jaki możemy znaleźć jeszcze w tym przeklętym miejscu. Twoja zdolność widzenia zaświatów Vidgarze, także zdatna być może. Rzekniesz nam, zali istotnie Harmoniusz prawdę pisał i wszelkie duchy opuściły tą dolinę...

- Trzymajcie się razem - polecił jeszcze. - I na Aurena, nie rozdzielajcie się. Jeśli napotkacie jakoweś dziwy czy potężnych nieprzyjaciół, wycofajcie się co rychlej i wróćcie tutaj. Nie chce tracić więcej ludzi, pojęliście? Kierujcie się przeto rozumem i myślcie o zaginionych, a nie o własnej chwale - zakończył z błyskiem w oku i zjeżonym groźnie wąsem.

Wszyscy zgodnie pokiwali głowami. Nikt nie miał ochoty wdawać się w kłótnie z przywódcą wyprawy, zwłaszcza, że przemawiał roztropnie i do rzeczy. Jasnym było, iż na zewnątrz może czaić się jakieś zagrożenie, większe niż kilka monstrualnych stawonogów, a co gorsza nieznane. Ostrożność była więc nad wyraz wskazana. Bez dalszego ociągania się więc ruszyli osiodłać konie.
Grupa Brnjara: Brnjar, Red, Vani, Tanczący po Czarnej Spirali, Norlaug
Grupa Vilberga: Vilberg, Olaf, Vidgar, Kyariel
* Na co tydzień nie poradzi, na to ignia sposób znajdzie - popularne przysłowie w Krainach Północy. Ignia to dzień ognia, który uznaje się za sprzyjający nowym działaniom i szczęśliwy jeśli idzie o rozwiązywanie problemów.
[center]***[/center]
[center]Grupa Brnjara, Wilcze Pustkowia, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri.[/center]
Zebrali się rychło i ruszyli na północny zachód, zamierzając jechać łukiem w kierunku doliny, a następnie odbić i ruszyć zakosami w drugą stronę. Jechali konno, prowadząc ze sobą trzy luzaki dla zaginionych. Nocna śnieżyca zatarła wszelkie ślady i nawet Tańczący nie umiał nić wywęszyć pod śniegiem. Wysłał więc na zwiady swego skrzydlatego przyjaciela, który wzniósł się wysoko w górę i teraz krążył wysoko nad ich głowami.

Jechali już kilka godzin rozglądając się bacznie. Niebo nad pustkowiem miało barwę intensywnego błękitu, stanowiąc jedyne urozmaicenie w tej krainie bieli i szarości. Słońce powoli zbliżało się do zenitu, oświetlając monotonnie gładką, srebrzystą równinę. Wokół zalegała cisza, przerywana jedynie skrzypieniem śniegu pod kopytami koni i tubalnym głosem Brnjara, który starał się podtrzymywać obecnych na duchu przywołując co rusz jakąś dodającą otuchy opowiastkę, o cudem uratowanych wędrowcach. Gdy nagle sokół tańczącego krzyknął przeszywająco w górze. Pozostali nie zwrócili na to większej uwagi, wylkołek jednak podniósł głowę i przez chwilę wpatrywał się bacznie w swego pierzastego druha. Sokół bił skrzydłami wydając z siebie donośny skwir, najwyraźniej znalazł więc coś, na co chciał zwrócić uwagę wilczarza.

[center]Podkłąd: Hawk sound[/center]
[center]Obrazek[/center]
Spoiler!
Sokół informuje Cię, że coś znalazł. Nie jest to zagrożenie. Raczej coś nietypowego, co zauważył z góry. Chce was zaprowadzić na miejsce.
[center]***[/center]
[center]Grupa Vilberga, Dellan Kayle, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri.[/center]
Dotarli do doliny szybko i bez przygód. Tym razem udało im się znaleźć miejsce, z którego najwyraźniej korzystała wyprawa Vestaina. Stok był tu o wiele mniej nachylony i w dół prowadziła wąska ścieżka. Drzewa po obu stronach zostały wycięte, najpewniej do budowy bazy. Widome znaki obecności zaginionych, podniosły nieco wszystkich na duchu, dając im odrobinę nadziei na odnalezienie poprzedników. Kto wie? Może stali o krok od rozwiązania zagadki zniknięcia Vesteina i jego ludzi?

[center]Podkład: Enthral[/center]
Olaf umocował linę Alfrów przy ścieżce, tak, by dawała oparcie w czasie zejścia w dół. Korzystając z niej wszyscy opuścili się bezpiecznie na dno doliny. Vidgar mógł teraz po raz pierwszy ujrzeć zniszczenia do jakich przyczyniła się tajemnicza katastrofa i odetchnąć przesyconym zgnilizną powietrzem. Konary, wyciągające się w górze wyglądały niczym splecione, szponiaste palce, starające się schwytać światło, które przeciekało niespiesznie przez wiszący w górze opar. Grząska, czarna ziemia zdawała się chwytać stopy, tak, jakby chciała wciągnąć wędrowców do swego wnętrza i pogrzebać ich na zawsze.

[center]Obrazek[/center]
Ostrożnie i w milczeniu przeszli przez las, kierując się do środka doliny. Olaf szedł z przodu z zdjętym z ramienia łukiem, bacząc uważnie na wierzchołki drzew i pajęcze sieci, rozwieszone między pniami. Pozostali także byli przygotowani na nagły atak skakunów. Zdawało się jednak, iż stwory te nie zauważyły ich jeszcze, bądź też, nauczone nieprzyjemnym doświadczeniem poprzedniego dnia, ukryły się gdzieś rezygnując z walki.

Bezpiecznie dotarli więc do bagniska, które rozlewało się na środku Dellan Kayle. Kyariel rozejrzał się i ze zdziwieniem zauważył, że tajemnicze czarne kamienie, które widział leżące w błocie jeszcze wczoraj - zniknęły!
Dla Wszystkich: Znajdziecie zejście do doliny, uznaję więc, że jeśli zabezpieczycie się dodatkowo liną (którą wziął Olaf) bez konieczności testu dostaniecie się bezpiecznie na dół (ścieżka zapewniałąby +10 do testu, Lina Alfrów +20, przy modyfikatorze +30 zakładam, że test jest automatycznie zdany).

Las po przeciwnej stronie bagnisk jest spowity pajęczynami i czasem widać tam jakiegoś pająka. Zdaje się jednak, że stwory na razie was nie widzą, lub może widzą, lecz nie zwracają na was uwagi.
Spoiler!
Zauważasz, że ślady dziwnego ognia na drzewach, w okolicy bagna są większe niż gdzie indziej. Poza tym są skierowane w stronę grzęzawiska, co pozwala Ci stweirdzić, iż właśnie tutaj musiało się zjandować centrum tajemniczej eksplozji.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 20 kwietnia 2016, 11:19

Grupa Brnjara, Wilcze Pustkowia, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri.

Wyruszyli spory czas temu. Na początku pełni entuzjazmu. Jednak z upływem czasu entuzjazm ten zniknął gdzieś, zastąpiony przez rozważne rozkładanie sił na długie poszukiwania. Czasem tylko Brnjar swoimi historyjkami przypominał im, by nie tracić wiary. A Wylkołek nie był w najlepszym nastroju, bo trop od samego początku pozostawał poza zasięgiem jego nozdrzy. Narzekał więc w duchu na śnieg, którego jaskrawa biel raniła go w oczy, a wilgoć pochłaniała zapachy. Dopiero głośny krzyk sokoła przerwał falę żalu w jego głowie. Spojrzał w górę, w skupieniu nawiązując kontakt ze swoim skrzydlatym przyjacielem. Po chwili zaś, odezwał się do swoich nielotnych towarzyszy.

- Powinniśmy za nim podążać, wypatrzył coś dziwnego i nas tam poprowadzi. Idziemy? - spojrzał pytająco na Brnjara, jednakże był niemal pewien twierdzącej odpowiedzi. Pozwolił więc swoim łapom na kilka kroków w wymienionym kierunku.
Ostatnio zmieniony 20 kwietnia 2016, 13:38 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.

voodoochild
Reactions:
Posty: 71
Rejestracja: 07 kwietnia 2016, 11:38

Post autor: voodoochild » 20 kwietnia 2016, 12:35

Grupa Vilberga, Dellan Kayle, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri.

Vilberg podzielił członków wyprawy na dwie drużyny. Alfr miał uczestniczyć w powtórnej wyprawie do doliny. Tym razem wybrali drogę z której korzystała poprzednia drużyna, był to zaiste o wiele wygodniejszy szlak. Widoczne ślady eksploracji tego miejsca przez grupę Vestina dziwnie napełniły Kyariela nadzieją na rychłe odnalezienie zaginionych.

Nauczeni bolesnym doświadczeniem nie omieszkali posłużyć się liną przy zejściu na dno doliny. Znalazłszy się na dole Alfr zwiększył swoją czujność, atmosfera tego miejsca wprost mu to nakazywała. Udało im się bezpiecznie dotrzeć do bagna, które odwiedzili wczoraj. Kyariel od razu zauważył, że leżące w błocie jeszcze poprzedniego dnia kamienie, zniknęły bez śladu. Zaniepokojony zwrócił na to uwagę reszty, wskazując na miejsce gdzie znajdowały się wcześniej dziwne przedmioty.

- jeszcze wczoraj pławiły się tutaj te czarne kamienie, dziś nie ma po nich śladu.- stwierdził to półgłosem aby nie zwrócić na nich uwagi pająków, które na razie zdawały się ich nie widzieć. Po czym faktycznie zaczął się rozglądać czy nie ma nigdzie śladu po kimś kto mógł je zabrać.
- coś się tu zmieniło, myślę że warto by było rozejrzeć się czy nikt nie odwiedził po nas tego miejsca.
wykonuję skanowanie otoczenia a oprócz tego rozglądam się czy nie pojawiły się ślady inne niż te które zostawiliśmy wczoraj.
Ostatnio zmieniony 20 kwietnia 2016, 14:10 przez voodoochild, łącznie zmieniany 1 raz.

zapalki_chaosu
Reactions:
Posty: 167
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 11:57

Post autor: zapalki_chaosu » 20 kwietnia 2016, 15:13

[center]Grupa Vilberga, Dellan Kayle, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri.[/center]
[center]
Co za ponure miejsce, jeśli to coś co mi się wczoraj zdawało było naprawdę, to chyba przyszło stąd...
...albo może jeszcze z jakiegoś gorszego miejsca ale to tutaj to musi być jakoś z tym związane...
...co to w ogóle znaczy czy to było naprawdę?
...czy pustka i ciemność są naprawdę?[/center]

Takie myśli w takim miejscu chyba nie były wskazane, bo szybko, oczami wyobraźni Vidgar zamiast drzew zaczął widzieć granicę, między tym co jeszcze istnieje a pustką, tam gdzie zatrzymała się po bitwie 90 dni. Gdzie okruchy realnego świata, poczerniałe i wyssane z esencji, która sprawiała, że istnieją. Rozpadały się jak rozbite lustro i tonęły a właściwie nie tonęły bo tam nie było nic w czym mogłyby tonąć. Po prostu przestawały istnieć, jakby nigdy nie istniały.

[center]Obrazek[/center]

Przerażający krajobraz, który sprawił, że coś wewnątrz młodego wojownika poczuło się jakby spadał w głąb jakiejś nieskończonej studni. Było to tak silne i gwałtowne. Poczucie spadania, nagłe poczucie lęku wypływające z głębi, przechodzące przez całe ciało, wyrwało go jednak z tego stanu, równie gwałtownie. Vidgar poczuł się jakby obudził się ze snu. Poczuł zimne powietrze i spojrzał na drzewa nagle oprzytomniały. Było to orzeźwiające i kojące, rzeczywistość istniała i przemawiała do niego poprzez wszystkie zmysły. Czuł zimno powietrza w pluchach, gorąco swojej krwi, zapach może niezbyt przyjemny ale jednak realny i słyszał ludzi dookoła siebie (i jednego Alfra)..., lecz tylko przez chwilę było to kojące. Patrząc na te drzewa, niemo poskręcane, bez kierunku i nadziei przypominało mu, że ta pustka, mimo, że tylko w jego wizji i mimo, że tylko w nieokreślonych lękach, musiała jednak być naprawdę, skoro takie piętno pozostawiła po sobie.

Posępny i nieco przytłoczony szedł dalej, z tarczą w gotowości i mieczem w drugiej dłoni. Rozglądał się bacznie za pająkami i w ogóle za jakimikolwiek szczegółami. Ta dziwna ziemia kryla jakiś przerażający sekret, coś co przekraczało jego wiedzę z pewnością. Jednak tajemnice budziły odruchową ciekawość, poza tym gdzieś tam mógł dostrzec jakiś ślad po zaginionych towarzyszach. Skupił swoje myśli na Ridvinie. Musiał być dzielny i czujny, pokazać, że nadaje się albo chociaż może będzie się nadawał do jej hufca. Dlatego, chociaż i na trzęsących się nieco nogach, szedł dalej.

"- jeszcze wczoraj pławiły się tutaj te czarne kamienie, dziś nie ma po nich śladu."

- Przeklęte te kamienie jak cała ta ziemia Alfrze. Lepiej zostaw je w spokoju bo z płynnej ciemności ukrytej w sprytnej zagadce nic dobrego wyjść nie może. Może i nie jestem uczonym ale tyle to nawet dziecko wie i żeby to rozumieć nie trzeba wcale żadnych ksiąg studiować.

- Tym bardziej dziwi mnie, że uczeni potrafią o takich rzeczach zapominać...

Głos miał posępny a zęby nieco zaciśnięte. Częściowo przez to, żeby mówić ciszej a częściowo dlatego, że wracał mu jego wczorajszy nastrój, gotowości i poddenerwowania. Tym razem jednak miał gęsią skórkę i nie był ukryty w chacie. Nie wypatrywał wroga z ukrycia, teraz to wróg wypatrywał jego. Gdzieś spomiędzy tych drzew a może z jeszcze jakiegoś, tajemniczego ukrytego miejsca.
Jak nadejdzie odpowiedni moment - tutaj uwaga zwrócona w kierunku Vestaina, jako że przewodzi. Vidgar będzie chciał "obczaić" jak się ma tutaj świat duchów, chociaż skoro szaman mówił, że ich tu nie ma to Vidgar uważa, że ich tu nie ma.
Ostatnio zmieniony 20 kwietnia 2016, 15:25 przez zapalki_chaosu, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 20 kwietnia 2016, 15:17

[center]Grupa Brnjara, Wilcze Pustkowia, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri.[/center]
- Nuże więc - rzekł Brnjar, popędzając kuca w ciężki kłus. - sprawdźmy co zooczyło twe ptaszysko! Lepsze to niż tułać się po tej pustyni!

Ruszyli żwawo w kierunku, który wskazywał im sokół. Konie brodziły w śniegu pozostawiając za sobą głęboki ślad. Ptak leciał jakiś czas przed nimi, a następnie zawisł na niebie, bijąc skrzydłami i pokrzykując. Nie tracąc czasu zbliżyli się ku niemu, szukając spojrzeniem tego, co wywołało jego niepokój.

Jakoż po chwili ujrzeli ciemny kształt wystający spod zaspy. A gdy zbliżyli się, nie mieli już wątpliwości. Pod białym, zimnym całunem nawianego śniegu, ujrzeli bowiem trzy ciała. Brnjar zaklął paskudnie na ten widok i zsiadł z konia, podchodząc pospiesznie ku zmarłym. Norlaug także zeskoczyła z siodła i ściskając w ręce swą uzdrowicielską torbę pospieszyła za kupcem. Pomimo tego, co widziały jej oczy, nie chciała porzucić absurdalnej nadziei, iż jej talent zdoła jeszcze kogoś uratować...

[center]Podkład: Call from the grave[/center]
Brnjar wraz z Redem poczęli odrzucać śnieg, odsłaniając zwłoki. Vani stał na straży, z toporem w ręku, mierząc groźnym spojrzeniem zaśnieżony bezkres.

Nie mieli wiele pracy. Zaspy, naniesione przez nocną zawieję rozgarnął przed nimi wiatr, pozostawiając jedynie cienką warstwę zamarzłej bieli. Pod nią ujrzeli sine oblicza swych towarzyszy: zmartwiałe, czarne usta drogiej Gunlid, która już nigdy nie zaśmieje się, podając komuś misę parującego gulaszu. Zeszklone oczy Hatra, który tak bardzo lękał się pecha, iż na każdą wyprawę zabierał setki drobnych amuletów na szczęście. Pogodne oblicze Joosa, stężałe nie od mrozu, lecz potężniejszej od niego śmierci. Norlaug poczuła jak jej oczy wilgotnieją. Nagle wszystkie jej wysiłki, nadzieja na uratowanie towarzyszy i jej uzdrowicielska torba wydały jej się tak nie ważne i śmieszne... Tak dziecinnie kruche, w obliczu śmierci, która zabrała jej przyjaciół... Tańczący przełknął gwałtownie ślinę, czując, iż coś dławi go w gardle. Przed jego oczyma stanęła figurka wylkołka, którą wyrzeźbił dla niego Joos nim udał się na swoją ostatnią wyprawę...

- Nie żyją - sapnął Brnjar ponuro. I zupełnie niepotrzebnie. Wszyscy wszakże widzieli, jak się rzeczy mają.

- Mają wyrwane serca... - szepnęła cichutko Norlaug.

Tańczący skrzywił lekko pysk, czując niesiony wiatrem zapach krwi. Nagle w jego pamięci pojawiły się słowa, którymi ostrzegał go Duch Totemu: Strzeż się ciemności, która wyrywa serca...

Czy gdyby ostrzegł towarzyszy zdołaliby ujść śmierci? Czy zdołaliby odeprzeć zagrożenie, gdyby zdradził im treść swego snu...?

[center]Obrazek[/center]


[center]***[/center]
[center]Grupa Vilberga, Dellan Kayle, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri.[/center]
Kyariel począł rozglądać się gorączkowo w poszukiwaniu tajemniczych, czarnych kamieni. Ostrożnie, aby nie stracić gruntu pod nogami, uczynił kilka kroków wprzód, wchodząc głębiej na pokryte mgłą moczary. W tym czasie Olaf stał na czatach, wypatrując pająków, które jednak mogłyby mieć ochotę zaatakować ich niewielką grupę.

- Tylko nie odchodź za daleko, czarodzieju - polecił cicho Vilberg, najwyraźniej nie mając ochoty pakować się za Alfrem w grzęzawę.

Vidgar skoncentrował się przez chwilę, przywołując moc duchowego spojrzenia. Jego zmysły poszerzyły się, sięgając na plan astralny. Rozejrzał się wokół, starając się uchwycić jakiś ślad obecności duchów: żywiołaków, driad, czy nawet cieni. Okolica jednak wyglądała na wymarłą, co przeszyło młodego wojownika dreszczem. Mimo wszystko w okolicy zawsze były jakieś duchy... Nawet jeśli nie specjalnie potężne czy użyteczne... To jednak unosiły się w wietrze, mieszkały w drzewach, skrywały się w ziemi... Tu jednak nie było niczego. Wyglądało na to więc, że "dzikus Harald" wspomniany przez gnomiego alchemika, mówił prawdę...
Spoiler!
Odpisz 1 punkt Energii za użycie Zdolności Magicznej. Skanując otoczenie wyczujesz, że ślady pozostałe po magicznej eksplozji na bagnach są dużo silniejsze. Wydaje Ci się, że znaleźliście centrum tej anomalii.

Test tropienia (Per + Tropienie):
33 - 10 (za brak umiejętności) = 23. Rzut: 77. Nie widzisz żadnych śladów. Zresztą, znasz się na tropieniu jak khas na diamentach.

Test spostrzegawczości (Per + Obserwacja):
33 + 4 = 37. Rzut: 13; Test zdany z dwoma przebiciami.
Gdy wejdziesz trochę dalej na bagna zauważysz, że przed tobą znajduje się coś, jakby jakiś filar, pokryty rzeźbieniami. Jest z jasnoszarego kamienia. Wystaje z błota na jakieś pół metra i jest zasłonięty częściowo przez butwiejące gałęzie i pasma mgły. Na pewno jednak nie jest to dzieło natury.
Spoiler!

Odpisz 1 punkt Energii zaużycie Widzenia Duchów: Stwierdzasz, że istotnie, w okolicy nie ma żadnych duchów. Nawet najmniejszych.

Test spostrzegawczości (Per + Obserwacja)
27 + 2 = 29. Rzut: 11; Test zdany z jednym przebiciem.
Zauważasz, że drzewa wokół bagna są nieco mocniej opalone, niż te w lesie. Co więcej, kierunek śladów na korze wskazuje na to, iż eksplozja miała miejsce przed wami, koncentrują się bowiem wokół bagien.
Spoiler!
Test tropienia (Per + Tropienie):
35 + 6 = 41. Rzut: 27. Zdane z jednym przebiciem. Zauważysz ślady. Ktoś był tutaj przed wami. Na pewno była to istota humanoidalna, człowiek lub Alfr, która kręciła się po tych bagnach. I nie byliście to wy. Ślady pochodzą najdalej z wczorajszego dnia. Więcej nie zdołasz powiedzieć.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

zapalki_chaosu
Reactions:
Posty: 167
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 11:57

Post autor: zapalki_chaosu » 20 kwietnia 2016, 15:38

[center]Grupa Vilberga, Dellan Kayle, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri.[/center]

- Nic, pusto jak, zupełnie tak jak mówił "dzikus Harald" - zaakcentował złośliwie Vidgar. Ze złości aż trząsł się w środku, myśląc o zarozumiałości i uporu gnoma. Nie czas to był jednak na wylewanie gniewu. Najbardziej drażniło ejnheriera, że przez chciwość i upór tego, wątpliwej mądrości uczonego, narażeni zostali porządni wojownicy i jego wuj.

To było przeklęte miejsce, każdy głupi to widział. Vidgar nie miał pojęcia co robi się z takimi miejscami ale przecież od razu było widać, że nie nadawało się do zamieszkania. Czemu nikt go wcześniej nie odkrył? A skąd w ogóle przypuszczenie, że nikt go nie odkrył? Może po prostu nikt nie wrócił, żeby o tym opowiedzieć? To wszystko było takie proste, ale chciwość zasłoniła oczy tamtego Harmoniusza i niestety być może także i innych.

Widząc Alfra już niemal brodzącego w bagnie, Vidgar zazgrzytał zębami. Nie krzyknął do niego jednak bo mieli zachować ciszę. Chętnie kopnął by go w tej jego ciekawskie cztery litery, ażeby tamten łbem swoim uczonym w bagnie wylądował i wtedy mógłby zapytać "i co, znalazłeś je w tych tajemniczych głębinach?".

Będzie musiał pouczyć tego uczonego, bo najwyraźniej za dużo czasu spędził studiując wymyślne książki a za mało w realnym świecie.

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 20 kwietnia 2016, 19:42

- Pssst! czekajże no, Kyarielu! - syknął Olaf, który przez chwilę stracił czarodzieja z oczu, gdy przyglądał się śladom wychodzącym z bagien. Palcami sprawdził głębokość śladu, okiem zmierzył obwód, zaś w myślach chaotycznie przeskakiwał kalejdoskop istot, do których ślad ten musiał należeć. Z pewnością nie był to pająk, pomyślał żartobliwie i podniósł wzrok by spojrzeć na Kyariela.

- Ktoś tu chodził, i to wczoraj. Mniemam, że był to człowiek lub alfr, ale ręki sobie uciąć nie dam, kto dokładnie. A skoro ktoś tu chodził i nie widać jego zwłok, to albo pająki giganty go nie widziały, albo osobnik ten się nie bał. W każdym bądź razie ktoś miał niezły tupet... - Olaf pokiwał głową z uznaniem i wstał z klęczek. Na wszelki wypadek nałożył strzałę na cięciwę łuku i rozejrzał się po koronach drzew, mocno wciągając chłodne powietrze do płuc.

- Miejcie oczy dookoła głowy, sam mogę wszystkich nie upilnować... - dodał, patrząc po zgromadzonych. - I przy okazji, Kyarielu: ślady ognia na tych drzewach - młody wilk wskazał na kilka bagiennych, osmolonych od ognia drzew - zdają się być większe, aniżeli na obrzeżach tej enklawy. Domyślam się, że gdzieś tu było epicentrum magicznego wybuchu, lecz nie mnie wnioskować o magii, o której mam tyle pojęcia, co wiewiórka o piractwie.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)

TatTvamAsi
Reactions:
Posty: 423
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
Been thanked: 3 times

Post autor: TatTvamAsi » 21 kwietnia 2016, 10:44

[center]Grupa Brnjara, Wilcze Pustkowia, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri.[/center]

Kroczyli przez mroźne pustkowia po raz kolejny. Po raz kolejny szukając również jakiegokolwiek śladu bytności przyjaciół. Jak okiem sięgnąć roztaczała się nieznająca granic biel śniegu. W innej sytuacji widok miałby w sobie coś czarującego... powietrze bowiem było czyste, całkowicie przejrzyste, a drobne kryształki lodu lśniły w promieniach południowego słońca. Teraz jednak zdawały się dodawać bólu... ranić oczy i podrażniać i tak już nadszarpane nerwy.

Przez pewien czas zdążali szlakiem puchowych zasp... nie widzieli jednak niczego, co mogłoby naprowadzić ich na jakiś trop. Wiedźma jednak nie traciła nadziei... a wręcz ją podtrzymywała, jak ogień w sercu... Pamiętała teraz o tych chwilach spędzonych z przyjaciółmi. W jej myślach na powrót zadźwięczał śmiech Gunlid, gdy z entuzjazmem witała ich zmęczonych po walce. Pamiętała równie ognisty blask jej gęstej grzywy rudych włosów. Nie... ona na pewno sobie poradziła, nie mogła w to wątpić. Sama, jako wiedźma, nie miała ilekroć takich zdolności jak zwiadowczyni - odnalezienia się wśród niegościnnych pustkowi, zdobycia tak niezbędnego pożywienia dla całej wyprawy, znalezienia miejsca na postój... Podziwiała więc jej umiejętności, ale również optymizm podnoszący na duchu każdego członka ich wyprawy.

Naraz donośny, ptasi krzyk przeciął powietrze. To uskrzydlony przyjaciel wylkołka dojrzał coś w śniegu, zawiadamiając o tym wyprawę ratunkową. Pospieszyli więc krępe kuce zdając się na ostry wzrok sokoła i instrukcje Tańczącego.

Nad białymi zaspami widoczny był jakiś ciemny kształt. Ktoś leżał w śniegu. Zeskoczyła szybko z konia, pędząc co tchu. Przycisnęła do siebie torbę uzdrowicielską. Serce biło szybko, biło szybko niespokojną nadzieją... nadzieją, że będzie można uratować towarzyszy...

[center]***[/center]

[center]Odsunęli białą pokrywę śniegu.

Torba upadła w kryształowy puch.

Nieprzydatna.

Strzępki nadziei rozpłynęły się.[/center]

Nozdrza uderzył silny zapach zakrzepłej już krwi. Krwi towarzyszy podróży... Jej oddech ustał na tą chwilę... tak błahą, krótką i nic nieznaczącą...

Patrzyła na nich... na ich pobladłe twarze... delikatnie okrytą szronem skórę ściągniętą spokojem śmierci.

Gunlid, Joose, Hatr...

Śmierć pochłonęła wszystko. Zabrała ich przepojone radością i noszącymi chwałę czynami lata życia. Nić trzech istnień została przecięta. Nie znała dobrze Hatra ni Joosa. A teraz nie miała okazji już z nimi porozmawiać, ni wymienić ciepłego pozdrowienia po zwycięskiej walce. Teraz, było za późno na cokolwiek...

Wzrok padł na ciała towarzyszy. Teraz zjednoczonych już mroźnym uściskiem z tą ziejącą pustką przestrzenią dookoła. Ich serca zostały wyrwane... pozostała tylko rozległa, ciemnobrunatna rana...

Głos jej uwiązł w gardle i wycisnął się ledwie urwany szept:

- Mają wyrwane serca...

Żałość wezbrała w sercu i trzewiach. Podeszła wysoko do gardła niemalże rozsadzając żywe, choć ledwie kruche ciało. Jęk wydobył się z gardła, gdy Kruczoczarna lgnęła na szkarłatnym od krwi śniegu lekko tuląc zmarłą Gunlid. Zupełnie jakby rozgrzanymi od pulsującej pod skórą krwi dłońmi mogła przywrócić choć cząstkę ciepła zmarłej... choć cząstkę życia... Ni jednak czuły dotyk, ni gorycz, ani łzy nie były już w stanie pomóc...
Teraz czarownica nie jest w stanie mówić, głos się jej łamie... Jedyne co to jak Brnjar da znać, pozbiera się jakoś, zabierając upuszczoną torbę i pomagając przewieść zmarłych przyjaciół do bazy. Później, jak w jakiś sposób część emocji zejdzie, wchłonięta przez upływ ponurych godzin, będzie badać z Medycyny Ezoterycznej, co mogło zadać takie rany, wyrywając serca towarzyszy. Jak się tego dowie, to wtedy najwyżej będzie próbowała dociec (z Kosmologii lub Bestiariologii) natury tego drapieżnika, bądź ducha, który uśmiercił Gunlid, Hatra i Joosa. Póki co jednak...
Ostatnio zmieniony 22 kwietnia 2016, 13:36 przez TatTvamAsi, łącznie zmieniany 1 raz.

ODPOWIEDZ