Strona 24 z 42

: 31 stycznia 2017, 17:47
autor: dretch
jestem za, sprawdźmy to

: 31 stycznia 2017, 18:27
autor: Keth
E40 na zachód od Koronapanu

Odstawiwszy wózek Werka w bezpieczne miejsce wśród kęp wysokich paproci osadnicy wślizgnęli się pomiędzy drzewa. Niezwykłe odkrycie wprawiło wszystkich w wielką ekscytację, ale podejrzliwość nie pozwalała wyzbyć się oczywistej czujności. Nawykli do podróżowania przez las, poruszali się cicho i ostrożnie, ustawicznie strzelając oczami na boki. Instynkt samozachowawczy podpowiadał, że tak doskonały punkt obserwacyjny mógł już od dawna służyć komuś za siedzibę.

- Ale wielka - powtórzył Bayer wyglądając zza pnia brzozy rosnącej kilkanaście metrów od szerokiej podstawy wiatraka - Cud nad cuda. Ile ja bym dał, żeby toto rozkręcić i przewieźć do wioski?

Słysząc rozmarzony głos Borkanina Dirk zerknął na Werka z ukosa, z grymasem niedowierzania na twarzy, bo też rozmiary konstrukcji nie pozwalały nawet się łudzić nadzieją na pomyślny demontaż.

- Śladu życia prócz ptaków - oznajmił Dragan, który przezornie okrążył wraz z bratem wiatrak przeczesując najbliższe zagajniki - Jeśli ktoś tu obozuje, musi siedzieć cichaczem w środku. Brak popiołów, żadnego porąbanego drewna ani dołku do srania. Jak tam się wchodzi?

- Włazu nie widzisz? - żachnął się Werk, który ośmielony nieco słowami zwiadowcy wychynął z krzaków i ująwszy się pod pachy zaczął wodzić oczarowanym wzrokiem po kolumnie wiatraka - Włazem wejdziemy do środka, ale najpierw dajcie oczy nacieszyć. Co za cudo.

Pozostali Koronapańczycy wysypali się spośród drzew odwieszając na pasy bądź ramiona oręż i wbijając spojrzenia w strzelistą metalową kolumnę. Wiatrak wyrastał wysoko ponad drzewa, wciąż pyszniąc się dwoma z trzech oryginalnych skrzydeł. Trzecia łopata, urwana u podstawy, musiała leżeć gdzieś w lesie poza zasięgiem wzroku ludzi, lecz jej zauważalny brak w niczym nie przynosił wiatrakowi ujmy.

- Jak się buduje coś takiego? - Bruni przyłożył palce do skroni nie potrafiąc sobie poradzić z ogromem emocji - Jak oni tam te łopaty wciągnęli, co? Na linach?

- Przypomnij mi kiedyś, to cię trochę pouczę - oznajmił z wyniosłą miną Werk - Nie na byle tam jakich linach, tylko bloczkach i wielokrążkach!

- Szkoda czasu na paplanie - wtrącił zapatrzony w wiatrak Telibor - Chodźcie otworzyć właz!
Poproszę od razu o deklarację, ile czasu jesteście gotowi zmitrężyć na ewentualne próby otwarcia opornego włazu, a także o info, kto i w jakiej kolejności chciałby wspiąć się drabinką na sam szczyt konstrukcji (ależ skąd, nie przewiduję żadnych komplikacji, po prostu piewszy na górze dostanie więcej pedeków).

: 31 stycznia 2017, 18:42
autor: namakemono
To może sędzia popatrzy z dołu na zmagania wspinaczy.

: 31 stycznia 2017, 20:32
autor: 8art
E40 na zachód od Koronapanu

Yuran nie zamierzał wdrapywać się na szczyt budowli sprzed Eshatonu. Mógł wesprzeć swą siłą przy otwieraniu wrót, ale wchodzić mu się nie chciało. Klepnął tylko brata, przewodnika:

- Wejdźże na górę Dragan i pozor na okolice daj.

: 31 stycznia 2017, 21:56
autor: Jarlaxle
Dragan chętnie wlezie na górę porozglądać się.
Włócznię zostawi na dole, bo by przeszkadzała we wspinaniu się po drabinie.

: 01 lutego 2017, 10:41
autor: dretch
Gerard uważa, że jest to twój który sprowadził zagłade na całe ludy. Przez takie wpinanie się do chur i boskości poprzednie cywilizacje upały. Nic dobrego z tego nie wyjdzie. Nie zamierza whcodzic na góre, pozostanie z sędzią mając oczy otwarte.

: 01 lutego 2017, 21:47
autor: Keth
E40 na zachód od Koronapanu

Chociaż niektórzy osadnicy mieli w kwestii otwarcia włazu złe przeczucia, okazały się one zupełnie niepotrzebne. Skorodowane zawiasy ustąpiły bez większego trudu pod naporem silnych męskich barków oraz kilku masywnych narzędzi wyciągniętych z wózka Werka. Wielka metalowa płyta po prostu odpadła od prostokątnej futryny, omal nie przygniatając przy okazji Bruniemu nogi.

- Ja przodem, ja! - Bayer wepchnął się za próg podstawy wiatraka próbując przyzwyczaić oczy do panującego wewnątrz półmroku - Drabinki wciąż się trzymają, nawet nieźle zachowane! Nie do wiary, jaki Dawni mieli materiały. Tyle lat się to zachowało, nie do wiary.

- Plugawe dzieło szatana - oznajmił z odrazą Gerard - To musiały być schody do niebios, zainspirowane przez Demiurga, wsączone do słabych umysłów ludzi. Ten wiatrak to tylko przykrywka, nikt przy zdrowych zmysłach nie budowałby takiego wiatraka, po co komu taki wielki? Nie, powiadam wam, bracia... i ty, zbłąkana siostro, ktoś próbował wleźć tędy do królestwa niebiańskiego. Muszę przestać o tym myśleć, bo się zaraz zrzygam!

Bayer posłał młodemu Hayte pełne politowania spojrzenie, ale ugryzł się w język powstrzymując przed ciętą ripostą. Zamiast tego zniknął we wnętrzu wiatraka ciągnąc za szczeble drabiny i przyglądając się kawałkom starego złomu leżącym na podłodze.

- Tylko nie zleć z góry, bo mózg ci się rozpryśnie stąd do Koronapanu - powiedział Yuran odbierając od brata broń - I pomachaj jak coś zobaczysz ciekawego.

- Nie trzęś portami, nic mi nie będzie - odpowiedział zadziornie młodszy z braci, przepychając się obok zaaferowanego złomem Werka w drodze ku drabinie.
I wreszcie okazja, żeby znowu rzucić sobie kostkami. Zgodnie z deklaracjami wchodzi tylko Dragan, reszta stoi pod wiatrakiem czekając niecierpliwie na rezultat podniebnego zwiadu!

: 01 lutego 2017, 22:33
autor: Keth
E40 na zachód od Koronapanu

Wspinaczka Dragana na szczyt konstrukcji trwała bardzo długo, przynajmniej w mniemaniu jego słusznie zatroskanego brata. Próbujący zapanować nad nerwami Yuran krążył od wnętrza szybu wiatraka na zewnątrz i z powrotem, pomrukami dezaprobaty kwitując słowa próbujących go uspokajać kompanów. Raz wspiął się nawet na kilka szczebli niewyobrażalnie długiej drabinki, przecinającej co kilkanaście metrów podłogę z metalowej siatki wypełniającej wnętrze wielkiej metalowej rury.

- Jak zleci i coś sobie zrobi, zabiję go gołymi rękami - warknął myśliwy, kiedy gdzieś z góry spadła nagle obluzowana śruba, która z hukiem wyrżnęła w podłogę obok Werka.

Przerażony metalicznym hukiem Borkanin omal nie zemdlał z wrażenia, po czym wygramolił się z wnętrza wiatraka w nagłej potrzebie zaczerpnięcia świeżego powietrza.

- Nic mi nie jest! - z oddali, z głębi ciemnego pionowego szybu dobiegł uspokajający okrzyk Dragana, odległy i z trudem zrozumiały. Yuran próbował odgadnąć jak wysoko jego brat już się wspiął i samo wyobrażenie tego dystansu sprawiło, że zakręciło mu się w głowie. Po raz kolejny świadomość gigantycznych rozmiarów konstrukcji wzniesionej przez Dawnych Ludzi odbierała dech w piersiach.

Opuściwszy kolejny raz z rzędu wiatrak Yuran zaczął wodzić bacznym spojrzeniem po okolicznych chaszczach. Stojący opodal Nikodemus podchwycił jego wzrok, uniósł znacząco brwi.

- Muszę na chwilę skoczyć w krzaki - odpowiedział na niewypowiedziane pytanie Polanin - Przy kobiecie nie wypada, zaraz wrócę.

Sędzia kiwnął głową na znak, że rozumie dziwne w rzeczy samej skrępowanie myśliwego, zadarł ją ponownie w górę próbując dostrzec coś na szczycie wiatraka.
Końcówka w oparciu o PW. Czekamy cierpliwie na pojawienie się w górze całego i zdrowego Dragana...

: 02 lutego 2017, 18:15
autor: Keth
E40 na zachód od Koronapanu

Kiedy ciemna sylwetka Dragana pojawiła się na szczycie wiatraka, wszystkim stojącym w dole osadnikom odjęło na moment mowę. Nie mając doświadczenia z równie okazałymi budowlami, wcześniej mogli jedynie z grubsza oszacować wysokość metalowej kolumny, teraz jednak widok miniaturowej postaci uświadomił wszystkim dobitnie jak wysoko wspiął się ich dzielny kompan.

- Libe szajse - nie wytrzymał Bayer - Żeby go tam wiatr nie zdmuchnął, bo będzie po chłopaku! Trzymaj się czegoś, trzymaj! Słyszysz?!

- Nie drzyj się, przecież nie usłyszy, jest za wysoko - warknął Dirk mrużąc oczy w zamiarze dojrzenia brata w każdym detalu - Co on robi, macha?

Nikodemus wspiął się mimowolnie na palce, co oczywiście w niczym mu nie pomogło zmniejszyć dystansu dzielącego sędziego od szczytu budowli. Bystre oczy mężczyzny dostrzegły faktycznie ślady niezwykłego ożywienia Dragana. Polański myśliwy wydawał się poruszać z ogromną werwą, na przemian pokazując rękami w kierunku północy i zachodu i machając w stronę obserwujących go z przejęciem kompanów.

- Co on tak macha? - zaniepokoił się Telibor - Skacze jak dziki, jeszcze się poślizgnie. Lepiej by zlazł na dół i wszystko opowiedział. Dragan! Złaź!

Telibor wrzasnął ostatnie słowa na całe gardło pomagając sobie na dodatek złożonymi w tubę dłońmi, ale widoczna wysoko w górze postać najpewniej go nie dosłyszała, bo nadal próbowała za pomocą dzikiej gestykulacji coś ziomkom przekazać. Jeden po drugim Koronapańczycy zaczęli się przekrzykiwać wzajemnie, dając Draganowi gestem do zrozumienia, że powinien jak najszybciej zejść na dół.

Miast usłuchać ich coraz bardziej ożywionych ponagleń, balansujący na krawędzi wirnika Dragan zaczął krzyżować ręce w wyrazie zaprzeczenia nad głową, a potem znowu wycelował dłonie ku północy i zachodowi.

A obserwujący go sędzia poczuł znienacka narastające przeświadczenie, że Polanin z sobie tylko znanych powodów wcale nie zamierzał z wiatraka schodzić.
...

: 02 lutego 2017, 19:32
autor: namakemono
Niech i tak będzie. Jeśli Dragan nie chce zleźć na dół i powiedzieć co tam widzi, to może sędzia jednak pofatyguje się na górę.

: 02 lutego 2017, 20:11
autor: dretch
Gerard myśli: kolejny oszalał, lezie na górę do złego. Zły ich ciągnie do siebie! Wola boska na nich spadnie, albo boży palce strąci ich z czubka tej konstrukcji! Olaboga! Oby nie ....

: 02 lutego 2017, 22:43
autor: 8art
Z krzaków wynurzył się w końcu Yuran nonszalancko poprawiając pas. Krzyki Koronapańczyków nie dały mu się zrelaksować dostatecznie długo. Trapiony dziwnym niepokojem wrócił czym prędzej do swoich:

- Kurwości, czego się tak drzecie, srać nie dacie! Przecie was w samym Kocim Mieście słychać pewnie.

Ktoś wskazał palcem na wymachującego rękoma Dragana.

- A ten co? - spytał zdzwiony Yuran. Przyglądał się przez chwilę bratu, po czym wrzasnął chyba nawet głośniej niźli inni:

- ZŁAŹ NA DÓŁ! OLECHUJAŁEŚ DO KOŃCA?!

: 03 lutego 2017, 17:42
autor: Keth
E40 na zachód od Koronapanu

Odsunąwszy od siebie podświadomą niechęć do obcowania z reliktem zamierzchłej przeszłości, sędzia odłożył utrudniający wspinaczkę młot obok włazu wiatraka i zniknął w pośpiechu we wnętrzu strzelistej budowli. Widząc niezrozumiałą zmianę nastawienia Nikodemusa, Gerard jęknął głucho i złapał się za głowę, porażony coraz gorszymi przeczuciami.

- Słodka Pneumo, przynajmniej jeden się opamiętał! - odezwał się znienacka podekscytowany Telibor, który nawet na chwilę nie odrywał wzroku od odległej sylwetki Dragana - Nie ma go!

- Jak nie ma?! - wrzasnął Werk, który dzielił swą uwagę pomiędzy wiatrak, Dragana oraz metalową skrzynkę wyciągniętą w międzyczasie z wnętrza budowli - Zleciał?!

- Padło ci chyba na rozum! - sarknął w odpowiedzi Yuran - Zniknął, bo pewnie schodzi! Nie siej fermentu!

Zdenerowanie stojących pod wiatrakiem osadników jeszcze się pogłębiło, bo zachowanie Dragana było wyraźnie nietypowe i pozwalało domniemywać, że miał on ważne wieści do przekazania towarzyszom. Yuran gotów był nawet iść w zakład, że jego brat wypatrzył na horyzoncie ruiny Kociego Miasta i to ów widok tak głęboko go poruszył.

Lecz kiedy po dłuższej chwili Dragan wypadł z wnętrza budowli, jego śnieżnobiała twarz poraziła Koronapańczyków istną zgrozą.

- Wszystko... płonie! - wyrzucił z siebie ledwie łapiący powietrze Polanin, wsparty na ramieniu brata po wyczerpującej wędrówce w obie strony - Puszcza... na zachodzie i północy! To dlatego... tyle ptaków... uciekają na południe całymi chmarami! Nikodemus sam zobaczy... to wam opowie! Dymy jak okiem... sięgnąć! Ale jak szybko idą... nie do wiary...

Bez słowa ostrzeżenia, niczym atakujący jadowity wąż, Oksana skoczyła prosto w otwarty właz wiartaka, zniknęła w jego wnętrzu pośród tupotu butów bębiących podeszwami w szczebelki gigantycznej drabiny.
:o

: 04 lutego 2017, 13:55
autor: Keth
E40 na zachód od Koronapanu

Wspinaczka na szczyt wiatraka okazała się potwornie wyczerpującym wyzwaniem, chociaż w drugiej jej połowie sędzia poczuł nadnaturalny przypływ energii zrodzony z groźnego ostrzeżenia schodzącego w dół Dragana. Polański myśliwy wyminął Nikodemusa ze zwinnością wiewiórki, zatrzymując się jedynie na kilka sekund, by wspomnieć coś o pożarach i ruchliwym dymie. Co dokładnie miał na myśli, stało się jasne w chwili, gdy ociekający potem sędzia wychynął ostrożnie przez górny właz słupa.

Ręce i nogi dygotały mu pod wpływem przemożnego wysiłku, ale mężczyzna zapomniał o wszystkim w jednej sekundzie porażony roztaczającym się z góry widokiem. Świat w dole wydawał się tak odległy, że ręce Nikodemusa zacisnęły się natychmiast bezwiednie na prętach kratownicy asekurującej właz. Świszczący posępnie wiatr tarmosił sędziego za włosy, gwizdał w uszach ostrzegając człowieka, że mocniejszy podmuch może w każdej chwili porwać go ze sobą.

W dole, pomiędzy gałęziami widzianych z góry drzew, Nikodemus dostrzegł bez trudu niewielkie postacie swoich towarzyszy, przypominających odlewane z metalu miniaturowe figurki, sprzedawane w Zielonej Grocie dzieciom przez osmańskich handlarzy. Puszcza rozciągała się wszędzie wokół jak daleko sędzia sięgnął okiem. Na północnym zachodzie uwagę zwracały natychmiast chmury czarnosiwego dymu, bijące w nieboskłon gdzieś na przesłoniętym lasami widnokręgu. Nikodemus naliczył ich w sumie pięć, chociaż z powodu ogromnej odległości nie potrafił jednoznacznie stwierdzić jak blisko siebie były poszczególne ogniska pożarów.

Usłyszawszy za plecami metaliczny stukot obejrzał się w porę, by ujrzeć wychyloną z włazu Oksanę. Skandka wbiła w sędziego swe chłodne spojrzenie i przez umysł Nikodemusa przemknęła jedna absurdalna myśl. Gdyby wiedziona sobie tylko znanym motywem Oksana postanowiła właśnie teraz pozbyć się jedynego stróża prawa w Koronapanie, jedynym, czego potrzebowała było wychylenie się do przodu i pchnięcie Nikodemusa w plecy.

Upadek z takiej wysokości był jednoznaczny z wyrokiem śmierci.
...

: 04 lutego 2017, 14:20
autor: namakemono
- Spójrz - Nikodemus wyciągniętą dłonią wskazał Oksanie kłęby dymu. Zupełnie niepotrzebnie, ponieważ nie dało się ich nie zauważyć. - Jak myślisz, co to oznacza? Pięć płonących osad? Pięć grup podkładających ogień, czy te pięć punktów wyznacza ognisty szlak jednej grupy? A może to coś jeszcze innego?
Odległość chyba za duża, żeby na podstawie tego, co widzimy cokolwiek wywnioskować. Pewnie nie będziemy mieli gdzie wracać albo zaraz ktoś będzie nam deptał po piętach. Ale nie wyprzedzajmy wydarzeń.