E40 na zachód od Koronapanu
Odstawiwszy wózek Werka w bezpieczne miejsce wśród kęp wysokich paproci osadnicy wślizgnęli się pomiędzy drzewa. Niezwykłe odkrycie wprawiło wszystkich w wielką ekscytację, ale podejrzliwość nie pozwalała wyzbyć się oczywistej czujności. Nawykli do podróżowania przez las, poruszali się cicho i ostrożnie, ustawicznie strzelając oczami na boki. Instynkt samozachowawczy podpowiadał, że tak doskonały punkt obserwacyjny mógł już od dawna służyć komuś za siedzibę.
- Ale wielka - powtórzył Bayer wyglądając zza pnia brzozy rosnącej kilkanaście metrów od szerokiej podstawy wiatraka - Cud nad cuda. Ile ja bym dał, żeby toto rozkręcić i przewieźć do wioski?
Słysząc rozmarzony głos Borkanina Dirk zerknął na Werka z ukosa, z grymasem niedowierzania na twarzy, bo też rozmiary konstrukcji nie pozwalały nawet się łudzić nadzieją na pomyślny demontaż.
- Śladu życia prócz ptaków - oznajmił Dragan, który przezornie okrążył wraz z bratem wiatrak przeczesując najbliższe zagajniki - Jeśli ktoś tu obozuje, musi siedzieć cichaczem w środku. Brak popiołów, żadnego porąbanego drewna ani dołku do srania. Jak tam się wchodzi?
- Włazu nie widzisz? - żachnął się Werk, który ośmielony nieco słowami zwiadowcy wychynął z krzaków i ująwszy się pod pachy zaczął wodzić oczarowanym wzrokiem po kolumnie wiatraka - Włazem wejdziemy do środka, ale najpierw dajcie oczy nacieszyć. Co za cudo.
Pozostali Koronapańczycy wysypali się spośród drzew odwieszając na pasy bądź ramiona oręż i wbijając spojrzenia w strzelistą metalową kolumnę. Wiatrak wyrastał wysoko ponad drzewa, wciąż pyszniąc się dwoma z trzech oryginalnych skrzydeł. Trzecia łopata, urwana u podstawy, musiała leżeć gdzieś w lesie poza zasięgiem wzroku ludzi, lecz jej zauważalny brak w niczym nie przynosił wiatrakowi ujmy.
- Jak się buduje coś takiego? - Bruni przyłożył palce do skroni nie potrafiąc sobie poradzić z ogromem emocji - Jak oni tam te łopaty wciągnęli, co? Na linach?
- Przypomnij mi kiedyś, to cię trochę pouczę - oznajmił z wyniosłą miną Werk - Nie na byle tam jakich linach, tylko bloczkach i wielokrążkach!
- Szkoda czasu na paplanie - wtrącił zapatrzony w wiatrak Telibor - Chodźcie otworzyć właz!
Poproszę od razu o deklarację, ile czasu jesteście gotowi zmitrężyć na ewentualne próby otwarcia opornego włazu, a także o info, kto i w jakiej kolejności chciałby wspiąć się drabinką na sam szczyt konstrukcji (ależ skąd, nie przewiduję żadnych komplikacji, po prostu piewszy na górze dostanie więcej pedeków).