Burat-ar, 26 orakt-ran
Cały Burat-ar wydawał się drżeć z oburzenia, bo przybysze ze stolicy w mig pokazali miejscowym, że nie są byle chłystami. Wypędziwszy z drugiej, nieco mniejszej izby sędziwą żonę Męczywora i zgraję jego wnuków, dziesiętnik Fleituh rozgościł się na stercie przyniesionych przez Trzęsikęska futer. Stojący za plecami swego przełożonego Eco, wyprostowany i trzymający dłoń na rękojeści przypasanego miecza, spoglądał bacznie na przesłuchiwanego podejrzanego.
Obaj strażnicy starali się nie zwracać uwagi na przyczajonych za oknami wieśniaków, zaglądających do środka izby i poszeptujących coś do siebie nerwowo. Wcześniej byli znacznie bardziej hałaśliwi, ale soczysta wiązka przekleństw i gróźb z ust Fleituha natychmiast ich uspokoiła. Eco wręcz pokraśniał z dumy widząc jaki efekt potrafiła wywrzeć umiejętnie dobrana przemowa stróża prawa w stosunku do ciemnego chłopstwa.
Poczucie owej dumy walczyło w myślach Eco o lepsze z pewnym niepokojem rodzącym się z samego patrzenia na podejrzanego. Stojący naprzeciwko dziesiętnika młodzieniec zdjął wcześniej swój kaptur, odsłonił przystojną smagłą twarz o ostrych rysach, przenikliwe bystre oczy oraz dziwne tatuaże zdobiące policzki i czoło. Jego poza była dość uległa, by nikt nie mógł otwarcie zarzucić rybakowi bezczelności, wszelako wiele jej brakowało do oczekiwanej przez Ostrogarczyków służalczości.
Im dłużej Eco na wieśniaka patrzył, tym bardziej utrwalał się w przeświadczeniu, że widzi bardzo niebezpiecznego człowieka. Zmówiona w myślach modlitwa o boską opatrzność powiodła umysł strażnika ku wspomnieniu swego nauczyciela, jego mądrości i boskiej aury. To wystarczyło, aby zapięte na steranych nerwach Eco żelazne klamry woli zaczęły trzeszczeć złowróżbnie. Po raz kolejny surelianin uświadomił sobie jak daleko był od swego boga, od swego domu i kultu, od cuchnących rozkosznie znajomo rynsztoków Chłopskiego Krocza. Poczucie przemożnej samotności okazało się tak silne, że Eco musiał potrząsnąć głową, by móc się ponownie skoncentrować na słowach wytuatuowanego młodzieńca.
- Mężczyzna w sile wieku, o gęstych rudych włosach - opowiadał Zager, ciągnięty przez Fleituha za język w sprawie kupca pomurnika - Niezbyt zamożny jak na Ostrogarczyka, ale dla moich ziomków niemożebnie bogaty.
- A ty w czym żeś jest lepszy od swoich ziomków, że się tak na bogactwie wyznawasz, co? - dziesiętnik obrzucił młodzieńca wyzywającym spojrzeniem.
- W przeciwieństwie do wielu moich ziomków bywałem w waszym mieście - odpowiedział pozornie beznamiętnie Zager - Tak czy owak, ów rudy kupiec wyglądał mi na alchemika, pewnikiem wskutek zapachu ziołowych ingrediencji, który wokół siebie roztaczał. Z imienia się nigdy nie przedstawił, zawsze sam z siebie dawał znać, kiedy znowu wróci po wywar.
- I kiedy znowu wróci? - wtrącił Eco zapominając o zwierzchności Fleituha - Co powiedział?
- W tym roku już nie - odparł Zager - Sezon na zbiory pomurnika się skończył, wytłoczyliśmy ostatnie krople oleju. Przypłynie znowu za rok, tak obiecał.
- Panie, pomiłujcie czelności, wszelako zapewne to dla was ważne - w progu izby stanął Trzęsikęsek - Jacyś podróżni tu ciągną, po wioskę podchodzą. My ich nie znamy, możno to jacy wasi znajomkowie? Pięciu ich, jeden stary siwy włócznik i czterech takich, co to pewnikiem z miasta są, nie wioskowi. Mamy ich wpuścić czy precz pognać?
Słysząc słowa chłopa Eco zesztywniał natychmiast, pamiętny obietnicy złożonej mu przez współwyznawców. Podświadomie od dłuższej czasu czuł bliską obecność innych surelian, chociaż zdrowy rozsądek podpowiadał mu, że to dziecinnie głupie wymysły i płonne nadzieje. Eco nie porzucił jednak nigdy nadziei, że Otlaf, Eszar i inni pójdą jego śladem do Burat-aru, lojalnie i wiernie wspierając brata w wierze. Stary siwy włócznik niezbyt pasował do wyobrażenia składu odsieczy, ale marszczący czoło Eco szybko pojaśniał po gębie uznając, że jeśli przybysze naprawdę byli jego przyjaciółmi, najpewniej zmusili do wyprawy poza miasto starego siwego Rolpa, strażnika podziemnej świątyni.
- Eco, idź tam i zobacz, co to za jedni! - polecił Fleituh nie odrywając wzroku od Zagera - Jeśli poborcy podatkowi, każ im czekać za płotem, aż przedstawiciele prawa nie skończą tu zbrodniczego dochodzenia!
Oczywiście Eco może protestować, że nie wolno mu zostawić dziesiętnika samego z podejrzanym ze względów bezpieczeństwa - taka jawnie okazana troska o zdrowie przełożonego sprawi zapewne, że ork spojrzy na Eco z większą życzliwością. To co robi Twój bohater, Dretch?