Doki Chłopskiego Krocza, 32 orakt - ran wieczór
- Jak dalej będziesz się tak guzdrał to rzucę Cię tam gdzie Krabowisko! Warknął zły jak zbudzony zimą niedźwiedź Ketras do chłopaka. Nie lubił opuszczać mistrza ale Najwyższy miałplan i do najważniejszego punkty wyznaczył właśnie jego. Dzięki temu mag dumnie ciągnął za sobą niesfornego chłopaka.
- czy ja musze mieć takie łachmany na sobie? Ten worek śmierdzi rybami! Mruczał pod nosem panicz Eszar. Starając się wyrwać z mocnego uścisku olfa. - Ten worek to twoja jedyna tarcza przed tymi co cię chcieli wypatroszyć głupcze! Czarodziejowi puszczały nerwy jednak był nad wyraz opanowany gdy w grę wchodziło słowa Sureliona.
Kilkanaście kroków dalej stanęli przy winklu starych czynszówek. Gdzie składowano szczątki ryb i śmieci. Smród był sprzymierzeńcem Ketrasa, w takim zapachu jedynymi nieproszonymi gośćmi mogły być bezdomne kundle i szczury. Idealne miejsce dla niepostrzeżonego przejścia. - Łódź stoi dokładnie tam gdzie mówił Eco, odezwał się Rolph. Skrywając się tuż za plecami maga. Olf, zapomniał o swoim druhu, zagryzł zęby gdyż zwykle obcował z innymi kompanami, a w takich sytuacjach wolał wziąć sprawy tylko w swoje ręce. - Tak dokładnie, idź tam zatem i sprawdź czy nie czyha gdzie jakiś zabijaka.
Rolph, oddalił się zwolna przemierzając doki, które skąpane zostały w wieczornych cieniach. Gdy strażnik świątynny usiadł na drewnianej bali Ketras wiedział, że są bezpieczni. Złapał chłopaka i wsunął go pod ramie, zdziwił się gdy poczuł jego dłoń na swojej. - przytul mnie, jestem przerażony.
Wraz z dotykiem skóry malca Ketras doznał przerażającej wizji. Uciekał na czworaka, warcząc na goniące go niebezpieczeństwo, przemykał pośród ostrych skał. Był w jaskini którą dobrze znał, ale w tym przerażeniu błąkał się jak w labiryncie. W ciemności mignęło światło, wyjście, wybawienie. Czuł żal i gniew, czuł że kogoś stracił, jednak pierwotny instynkt kazał mu ciekać. Był świadomy czyjąś obecność, oprawców którzy pozbawił go domu, bezpieczeństwa. Rzucił się z każdych sił w nogach do ucieczki, jednak gdy postawił krok poczuł mocne uderzenie. Oczy przysłoniła pogłębiająca się ciemność. Widział nad sobą postać z wyciągniętym ostrzem. Górującym jak myśliwy nad zaszczutą ofiarą. Nim odpłynął usłyszał znajomy głos kobiety - Nie zabijaj, musi żyć, przynajmniej do czasu gdy przeniesiemy jego trzewia.
Ketras ocknął się na łodzi, gdzie razem z ralphem czeka na bijące dzwony. Przed magiem, strażnikiem i chłopcem malowało się spokojne jezioro mieniące się światłami Orkusowej metropoli.
Ketras jest przerażony wizją, która mogłaby się równać z najgorszym koszmarem!