Jaskinia za wodospadem, północ
Dostrzegając kątem oka nagłe poruszenie gdzieś w górze goblin poczuł mięknące znienacka kolana, bo jego przenikające ciemność nocy spojrzenie pochwyciło znienacka widok groteskowego ghula stworzonego z ciała niewielkiego ludzkiego dziecka, zbliżającego się od strony szczytu schodów.
Huskun okręcił się na pięcie tracąc w jednej chwili zainteresowanie szubienicznikiem, poderwał połyskujący czarnymi ognikami palec w kierunku ghula uświadamiając sobie znienacka ogrom niedalekiego niebezpieczeństwa.
- Barthur! - wrzasnął na całe gardło, chociaż jego głos niemal utonął w miarowym huku wodospadu i okrzykach pozostałych zbrojnych - Bier ją, paskudę! Wal po łebie, żwawo!
Zaklinacz nie miał żadnego doświadczenia w prawdziwym boju, o walkach z nieumarłymi nawet nie wspominając - cała jego wiedza na czynieniu krzywdy innym opierała się na zdradzieckich atakach drewnianą pałką zza węgła albo dosypywaniu wywołującej niestrawność trucizny do jadła nielubianych ziomków. Desperacka konfrontacja na śliskich skałach pod wodospadem, w ciemnościach nocy i przeciwko niezliczonym w oczach Huskuna ożywieńcom, zdała się wychowankowi szamana legendarną bez mała bitwą.
Z której na dodatek żaden ze śmiertelników mógł nie wynieść głowy, w sporej mierze z powodu zdrady Burgula i Uhara.
Mapka taktyczna sprawiła, że chciałbym zweryfikować swe zamiary. Rzucam zaklęcie na małego ghula, a potem próbuję wyciągnąć z sakwy Barthura to coś, co tak świeci! Panowie, trzeba szybko podjąć ważne decyzje. Jesteśmy atakowani z dwóch stron. Huskun, Gusłek i Drayaharus chyba raczej powinni zostać pod drzwiami, dobrze strzeżeni przez bardziej bitnych "przyjaciół". Balin i Barthur znajdują się najbliżej górnych schodów, Skela i Mordil przy dolnych. Pchnąłbym im z pomocą Bazookha, żeby zrobili zaporę w trzech. Rannego orka do Barthura i Balina. My - osobnicy obdarzeni talentami czarodziejskimi - będziemy dzielić uwagę między oba fronty! Co Wy na to?