Strona 25 z 48
: 13 lutego 2015, 14:20
autor: 8art
Zurych; Dystrykt 1; 21;11/14; wieczór
Achile wyszedł właśnie ze sklepu z niewielką papierową torbą ze symbolem tarczy. W czerwonym polu stał srebrny krzyż, będący logiem znanej marki Swiss. Opakowanie skrywało dwa znakomite scyzoryki i kartę sim miejscowej sieci komórkowej. Jeszcze przed północą mieli spotkać się z Carlem Blackwoodem, którego Xavier przysłał na przeszpiegi, toteż Moreau miał jeszcze mnóśtwo czasu. Dyskretnie sprawdził czy czeski CZ75 nadal tkwi w kaburze pod pachą i zatrzymał się przy sklepowej witrynie, oferującej turystyczne pamiątki.
Toreador rozejrzał się w obie strony pasażu handlowego. Wciąż kręciło się tu mnóstwo ludzi, którzy wyglądali niemal jak zblazowani spacerowicze. Pary powoli zmierzające zapewne do którejś z setek restauracji, teatrów, kin, ludzie z psami, trochę krzyczących dzieci. Moreau aż dziwił się, że wszystkim tym ludziom chce się chodzić w takim mrozie. On sam nie odczuwał chłodu, martwe ciało przyjmowało temperaturę otoczenia. Jedno z dzieci idące z rodzicami przykuło jego uwagę, a w zasadzie szczegół wypełnionego helem balonika, trzymane w małej rączce śmiejącego się chłopca.
Liczyhrabia z ulicy Sezamkowej
Obrazek śmiesznego wampira na balonie... Ten nie istotny z pozoru szczegół przypomniał mu o czymś. Czy powinni pozostać w Zurychu incoqnito, czy uczynić Tradycji zadość i przedstawić się Rodzinie?
: 13 lutego 2015, 15:22
autor: lightstorm
Price siedział w wygodnym fotelu paląc papierosa. Na stoliku obok stała szklanka z starą whiskey. Nie ruszał się z tego fotela od dłuższego czasu, zamknięty na świat zewnątrz, pochłonięty przez myśli.
Nigdy nie doceniłbym kruchości ludzkiej psychiki. Gdybym nie doświadczył na własnej skórze, nadnaturalnego wpływu woli nieumarłych, pozostałbym obojętny na sprawy ludzi. Przeklęta krew, przeklęta Moc która zrobiła ze mnie...zimnego, logicznego kalkulatora strat i zysków. Thomas ma rację, za kolejnym zakrętem nieskończoności czeka nieuchronna zmiana.
Złapał za szklankę i wypił kilka łyków.
Powinienem wrócić do wspomnień. Kim wtedy byłem? Cholera, przecież byłem członkiem gangu, ćpunem oderwanym od rzeczywistości...Od dawna pomagałem innym i to się nie zmieniło. Ten obraz...szkielety. Pamiętam go... dzieciństwo w wielkiej rezydencji familii Price'ów. Surowy ojciec przygotowujący do życia w szlacheckiej rodzinie... Matka pochłonięta działalnością filantropijną. Gdzieś głęboko moje cele zostały takie same, ale zmianie uległ powód. To Robert zawsze myślał tylko o sobie...nawet pomagając innym kierował się tylko i wyłącznie swoim ego. To takie oczywiste, Vallo o tym wiedział dlatego powiedział, że jestem spoza układów.
Kolejny łyk poprzedzony wciągniętym dymem papierosa.
Wszystko wydaje się teraz takie proste. Czuję się jak robot, którego najpierw zaprogramowali rodzice, potem ulica, Robert... Kim jestem? - Price zadał pytanie w myślach i nagle uświadomił sobie coś bardzo ważnego. Emocje, one są prawdziwe...nieważne kim byłem. Najważniejsze to kim chcę się stać, ale przede wszystkim jestem Ventrue. Tego już nie da się zmienić...
: 13 lutego 2015, 21:49
autor: 8art
Zurych; GenferStrasse; Alden Luxury Suite Hotel; 21;11/14; wieczór
Koteria zebrała się w hotelowym barze. Moreau czekał tam już od dłuższej chwili zapatrzony w ekran smartfona. Barman grzecznie poproszony przez Ventrue wziął sobie przerwę i zamknął bar. Xavier zasiadł do stolika. Po chwili ciszy Achile odezwał się jako pierwszy:
- Sprawdzałem tę rezydnecję. To około dziesięć kilometrów stąd. Kilkadziesiąt, jeśli nie kilkaset hektarów. Próbowałem zobaczyć zdjęcia satelitarne na google maps ten rejon został potraktowany macoszemu. Nie wiem, czy to zbieg okoliczności czy nie, ale niewiele widać. Lasy, łąki, napewno jakieś duży dom, zapewne w mocno pagórkowatym terenie. Trudno cokolwiek powiedzieć przy tej jakości zdjęciach. - Toreador przekazał smartfona kainitom, aby Ci też mogli przyjrzeć się wyszukanym przez Moreau detalom. Achile kontynuował:
- Pozwoliłem sobie w olnym czasie wynająć auto. Nic ekstrawaganckiego, żeby nie rzucać się w oczy. Pod hotelem stoi już Opel Insignia. Byłoby wielkim faux pas i klęską, gdybyśmy udali w "gościnę" do Rundstedta vanem na brytyjskich blachach upakowani na pace vana. Pod miastem jest kilka dogodnie ustyuowanych przy drodze barów i moteli. Może to tam spotkalibyśmy się z twoim kontaktem Xavier? Aha, jeszcze jedno, czy w ogóle mamy zamiar przedstawić się miejscowemu Księciu?
: 14 lutego 2015, 13:34
autor: lightstorm
- Myślę, że to dobry pomysł. Spotkamy się z detektywem w jakimś motelu. Pamiętajcie, że Blackwood został wykryty, a to oznacza, że może być śledzony. Ufam mu, ale nie zapominajcie, że mógł spotkać się z Dominacją Spokrewnionych. Na miejscu sprawdzę, czy ktoś grzebał mu w głowie.
Price zrobił poważną minę, po czym kontynuował:
- Nie jesteśmy w Bournemoutch i tradycja nakazuje się przedstawić Księciu. Nie wiemy kim Książe jest, ale na pewno jest bardzo wpływowy i potężny. Obecnie nie wiemy nawet, gdzie są Elizja i jak spotkać się z Księciem. Proponuję najpierw spotkać się z Rundstedt'em. Gdyby okazało się, że musimy zostać tutaj na dłużej poprosimy naszego gospodarza o zaaranżowanie spotkania z Panem miasta.
Ventrue spojrzał na Achille:
- Gdyby jednak ktoś wcześniej nas wykrył i pytał o powody przybycia, to pokażemy listowne zaproszenie, którego posiadaczem jest obecnie Blackwood. To główny powód dla którego chcę spotkać z detektywem. A co do samego Carla, to znam go bardzo długo, jednak nic nie wie o naturze nieumarłych. Blackwood jest po pięćdziesiątce, prawie całe życie pracował w zawodzie. Jest piekielnie dobry i bardzo spostrzegawczy. Dlatego mam prośbę - Xavier spojrzał na zebranych - nie zdradźcie się. Maskarada obowiązuje.
: 14 lutego 2015, 21:34
autor: Suriel
"...Gdyby okazało się, że musimy zostać tutaj na dłużej poprosimy naszego gospodarza o zaaranżowanie spotkania z Panem miasta. " - powiedział Xawier
- Oczywiście jeśli Szanowny Pan Rundstedt nie zechce nam pierwiej wbić kołka w serce. Nadal nie wiemy czy to nie aby nasz wielkomyślny gospodarz stoi za tym całym zamieszaniem.
Thomas słuchał do końca Ventrue, nie przerywając. Kiedy Xawier kończył o maskaradzie, Teremerowi przez głowę przebiegła szybka myśl.
A ja, akurat mam wakat na miejscu Marka, który był moim wiernym towarzyszem przez tyle lat. Po tej całej eskapadzie będę musiał odwiedzić jego rodzinę i uporządkować sprawy. Miał taka uroczą córkę, jedenastoletnią, ciągle się śmiejącą blondyneczkę. Jak ona się nazywała... Nieważne. Taka szkoda. Choć był to sługa przydzielony "odgórnie" to muszę przyznać, że się z nim nieco zżyłem. Ostatnie stadium raka, można by powiedzieć, że otrzymał "propozycję nie od odrzucenia". Tremer uśmiechnął się do swoich myśli. Kiedy dostał drugą szansę, nadal popalał po kątach myśląc że nie zauważę. Jak można być tak głupim i się niczego nie nauczyć. Jednak mieli rację, trudno w tych czasach o dobra służbę. Wcześniej czy później będę musiał się tym zająć. W końcu trudno oczekiwać żebym wieczność przebywał bez pomocnej dłoni, dbającej o te wszystkie drobne rzeczy.
- Ja też uważam, że będąc w Zurychu nie sposób przetrwać kilku nocy nie przedstawiając się. Dwie wojny światowe pustoszyły Europę, zwłaszcza druga, podczas której zastosowano broń masowego rażenia była straszna. Wyobraźcie sobie zniszczone bombami prawie wszystkie stolice europejskich państw. Pomyślcie tylko ilu z naszych braci i sióstr zginęło od bomb zapalających. A Szwajcaria pozostała cała. Musiały tu się cisnąć tłumy naszych krewnych. Zatem chylę czoła tutejszemu księciu , który opanował ten bałagan uciekających tutaj starszych z całej Europy. Musi być niezwykle silny nawet na tle innych książąt. Ten kraj dla mnie to elizjum Europy. Myślę że Inconnu... - Thomas przerwał w pół - Nie jednak lepiej nie poruszać tych tematów, a przynajmniej nie tutaj.
Wstał i spojrzał na siebie w lustrze nad barem oceniając swój wygląd. Nawet jeśli krwawił to czarny golf maskował ranę.
- Kto prowadzi? Tutaj się jeździ po normalnej stronie.
: 14 lutego 2015, 22:10
autor: Oggy
- Jedno ostrze! - Achille rozkładal po kolei szwajcarski scyzoryk z lekkością naśladując głos Jerrego Nelsona. - Dwa ostrza! Raz, dwa, trzy... Trzy ostrza! AH AH AH... - W środku maniakalnego śmiechu jakim Liczyhrabia terroryzował dzieci jeszcze w latach 70 głos Moreau gwałtownie zafalował i wrócił do swojego brzmienia. - Naprawdę wydaje się wam ze ktoś korzysta z tych wszystkich elementów? - Zważył nóż w dłoni i jednym gładkim ruchem schował wszystkie ostrza, popisujac się maestrią długich palców.
- Sądzę Thomasie ze odpowiedniejszym nastawieniem byłoby myśleć o podziękowaniu za to, że wydobył Vallo z Bournemouth nim dopadł go Sabat.
Co do przedstawienia się Księciu właściwie zgadzał się z Xavierem. To może poczekać. Znał przypadki gdy formalne spotkanie miało miejsce po tygodniach od wkroczenia do domeny. Sam Achille przyjmował zasadę, że dopóki nie zapoluje nie ma obowiązku przedstawiania się. Jeżeli ktoś odnajdował go wcześniej znaczyło to ze miasto ma problem z Sabatem lub Anarchistami. Inna sprawa, że Moreau rzadko bywał w miejscach gdzie odwiedzenie Spokrewnionych było włożeniem palców między drzwi.
- Właśnie! Koniec tego mylącego ruchu po lewej wiec Marcus w końcu może poprowadzić.
: 14 lutego 2015, 22:54
autor: Suriel
- A czy nie lepszy byłby Pink Floyd... No dobrze, żarty na bok. Mogę pojechać jeśli nikt nie chce. Przez dłuższy czas te góry były moim domem i wiem jak się przemieszać kiedy samochód ma łańcuchy na kołach. Tylko do tego cholernego zimna nigdy nie potrafiłem przywyknąć.
: 16 lutego 2015, 15:04
autor: 8art
Turbenthal; Tösstalstrasse 88; Restauracja Landenberg; 21;11/14; około 22:00
Opel zaopatrzony w śnieżne łańcuchy zatrzymał się przed restauracją. Cztery osoby, w tym niewidomy wyszli z auta. Kirowca mówiący z niemieckim akcentem zamknął pilotem samochód. Przed restauracją stał jeszcze jeden zziębnięty człowiek, który uśmiechnął się lekko widząc jednego z pasażerów, ubranego w elegancki płaszcz i garnitur.
Właściciel już miał zamykać podwoje małej włoskiej restauracji, gdy pojawienie się kilku obcokrajowców i gruby plik franków przekonał go, że warto jeszcze poczekać chwilę, zanim wróci do domu, do śpiącej żony i dzieciaków. Tym bardziej, że klineci nawet nie mieli zamiaru niczego zamawiać, czysty zarobek. Tylko trochę whisky dla jednego i grzane wino wino dla innego. Goście w większości musieli być przemaznięci, bo byli dość bladzi, ale nie wyglądali jakby szczególnie im to przeszkadzało. Własciciel schował się na zapleczu, aby klienci mogli swobodnie rozmawiać, nawet gdyby chciał cokolwiek podsłuchać, to i tak nic nie zrozumiałby, bo rozmawiali po angielsku, którego ni w ząb nie rozumiał. Wziął poranną gazetę i zaczął ją wertować po raz kolejny czekając, aż będzie mógł zamknąć.
Blackwood zziębnięty popijał grzane wino, dziwiąc się trochę, że towarzysze Xaviera, nie mieli ochoty na nic rozgrzewającego do picia. Ale w sumie prowadzili auto i może dlatego nie chcieli pić:
- Nikt mnie śledził. Jestem pewien. Od momentu jak dostałem list w pokoju, zrobiłem się przesadnie ostrożny. - Carl zapewnił Price'a, że upewnił się o braku ogona, nim trafił do restauracji: - Pokręciłem się dyskretnie w miarę możliwości po terenie Rundstedta. Nie wiem jak wielka jest jego działka, ale nie widać, żeby była jakoś specjalnie strzeżona. Niewileki płot, taki że lis przeskoczy i tabliczki w języku niemieckim informujące, że to teren prywatny, trudno uznać za przeszkodę. Nie zapuszczałem się zbyt głęboko, bo mówiłeś Xavierze,żebym nie ryzykował. Nie zauważyłem nic podejrzanego. Nie udało mi się nawet dotrzeć do samej rezydencji, chociaż domyślam się, że najłatwiej dotrzeć do niej drogą, odchodzącą bezpośrednio od trasy numer piętnaście, jakieś trzy mile na południe stąd. No ale skoro jesteście zaproszenie, to chyba nie powinniście mieć żadnych kłopotów.
Macie jakieś pytania do Blackwooda? Bo nie bardzo wiem o co możecie spytać
: 16 lutego 2015, 19:27
autor: Suriel
Tremer przyglądał się uważnie detektywowi jakby rozważał w myślach jakąś nieuchwytną możliwość, czy też raczej propozycję. Wydawał się sondować jaka jest faktyczna wartość tego człowieka i czy jest jej godzien.
- Czy na terenie zauważył Pan jakieś kamery? Jak wygląda rezydencja? Zauważył Pan jakieś osoby? Czy na podjeździe był auta? Czy był Pan w dzień czy w nocy? - Thomas sypał pytaniami jak z rękawa, dopiero po ostatnim zrobił pauzę czekając na odpowiedź.
: 16 lutego 2015, 22:39
autor: 8art
Turbenthal; Tösstalstrasse 88; Restauracja Landenberg; 21;11/14; około 22:00
- Byłem za dnia ale samego domostwa nawet nie widziałem. Wszedłem tylko na około pół mili w głab posesji. Las i pagórki. Nie chciałem się kręcić. Zbyt dużo śniegu i nie chciałem zostawiać zbyt wiele oczywistych śladów. Kamer nie dostrzegłem, za sporo tropów zwierzyny, zauważyłem też ślady nart biegowych na perymetrze, ale nie pytajcie mnie o szczegóły, nie jestem jakimś jankeskim traperem.
: 17 lutego 2015, 13:25
autor: lightstorm
- Carl, prosiłbym o zaproszenie, które otrzymałeś - Xavier odezwał się do detektywa.
Stary mężczyzna wyciągnął z kieszeni płaszcza białą kopertę i położył na stole.
- Proszę. Nie wiem jak to możliwe, ale jednak ktoś mnie wykrył. Więc...
- Carl nie przejmuj się tym - Price wtrącił się - Dobrze się spisałeś. Nasza umowa nadal obowiązuje. Chciałbym, byś został w Zurychu, bo możesz być jeszcze potrzebny. Wszystko okaże się po naszym spotkaniu z tajemniczym Rundstedt'em.
Xavier zaczął stukać rytmicznie palcem w swoją szklankę z alkoholem. Spojrzał prosto w oczy Blackwooda:
- Wsłuchaj się w ten dźwięk...jak doliczę do dziewięciu wejdziesz w trans, i przypomnisz sobie szczegóły które mogłyby Ci umknąć.
- Raz...dwa ... dziewięć - Price wymawiał kolejne liczby.
- Spotkałeś kogoś w Zurychu, kogo nie pamiętasz? Zauważyłeś coś nadnaturalnego? Jesteś pewien, że sam nie dostałeś tego listu do ręki?
Od zdania: Wsłuchaj się w ten dźwięk... używam Dominacji 3. Sprawdzam, czy ktoś nie grzebał w głowie mojego znajomego. Powinienem mieć łatwiej, bo znam Blackwooda kupę lat. Po wszystkim wymazuje mu pamięć z tej rozmowy.
: 18 lutego 2015, 15:02
autor: 8art
Turbenthal; Tösstalstrasse 88; Restauracja Landenberg; 21;11/14; około 22:00
Wzrok Blackwooda stępiał. Mezczyzna zaczał patrzeć w jakiś nieokreślony punkt zamglonym spojrzeniem. Xavier zadawał pytania, a zahipnotyzowany detektyw odpowiadał zgodnie z prawdą:
- List leżał na stoliku w moim pokoju... Stolik mały na trzech nogach, blat pokryty laką, pod spodem przyklejona była czyjaś stara guma do żucia... Dywan zielony w mały kraciasty wzorek w jak starym hotelu w Oxfordshire...
- Powiedz, co było dalej. Mówiłeś przez telefon, że sprawdziłeś trop. - naprowadził Carla hipnotyzer.
- Zszedłem na dół... Dałem napiwek concierge, około czterdzieści lat, grubszy facet z zegarkiem Casio i obrączką ze srebra ze złotą inkrustacją... Ubrany w surdut z dwoma złotymi przypinkami w kształcie skrzyżowanych kluczy w klapach... Miał noszone lakierki na nogach.. Spytałem czy wie kto go przyniósł... Odpowiedział, że przyszedł z resztą korespodencji dla hotelu, przyniesiony przez listonosza... Sprawdziliśmy skąd został nadany... Stempel był z poczty głównej w Zurychu i tam trop się urwał... Nie spotkałem tu nikogo znajomego... Jestem tu pierwszy raz...
- Nie widziałeś niczego nadnaturalnego?
- Nie rozumiem... - mężczyzna podrapał się z zakłopotaniem po głowie.
- Czy ktoś kazał Ci coś zrobić a potem zapomnieć?
- Nie, nikt nie kazał mi niczego robić, ani zapominać o czymkolwiek... Wszystko pamiętam bardzo dobrze...
Swietny pomysł z tą hipnozą, ale wygląda na to, że Blackwood nie był manipulowany.
: 18 lutego 2015, 15:09
autor: Suriel
W takim razie myślę, że pora odwiedzić naszego wspaniałego gospodarza.
: 18 lutego 2015, 15:48
autor: 8art
Tak tylko technicznie. wjeżdzacie normalnie, czy przyjmujecie jakieś nadzwyczajnie środki ostrożności, żebym wiedział co pisać w fabularce. Perymetr posiadłości nie jest chroniony. Można wjechać odśnieżoną drogą, ale nic nie stoi na przeszkodzie, abyście brnęli górskim lasem przez półtorametrowe zaspy. Zejdzie Wam trochę dłużej, ale z pewnością nie będziecie rzucali się tak mocno w oczy jak Oplem.
Zakładam, że Blackwood i restaurator zostali odpowiednio potraktowani Dominacją
: 18 lutego 2015, 15:59
autor: lightstorm
Jedziemy normalnie samochodem. Nie będę szedł zaproszony w gościnę przez jakieś zaspy. Zresztą wychodzi na to, że osoba do której jedziemy i tak zapewne wie już o naszym przybyciu. Blackwood pamięta wszystko oprócz rozmowy w hipnozie. Restauratorowi czyszczę całą pamięć z spotkania.