Na wstępie pozwolę sobie przeprosić, że napisanie odpowiedzi zajęło mi tyle czasu. Po prostu miałem ostatnio naprawdę tysiąc i jedną sprawę na głowie i z ledwością znajdowałem czas na cokolwiek. A ponieważ chciałem odpowiedzieć na Twoje pytanie 8art tak jak należy, zdecydowałem się robić to nie na szybko czy po łebkach, lecz wtedy gdy będę miał spokojną chwilę. Spokojna chwila właśnie nadeszła (o chwilo, trwaj!), więc mogę sklecić słów kilka.
Dobrze jest myślę zacząć tego rodzaju temat już na wstępie, gdy postać się pojawia i jest jeszcze mało wykrystalizowana. Pozwala to szybko wyłapać błędy i poprawić je, co na pewno wychodzi na dobre bohaterowi. W końcu wszyscy (mam nadzieję) uczymy się tutaj pisać, a nie zdobywamy nagrodę Nobla z literatury, więc cieszę się, że ta dyskusja się pojawiła.
Myślę, że Terry dobrze podsumował to, co się najbardziej rzuca w oczy: tzn. niespójność między inteligencją i dobrym wychowaniem postaci, a jej zachowaniem. Niska Inteligencja Emocjonalna nie oznacza, że dana osoba zdaje sobie sprawę z tego, że nie wie co czują inni. Raczej uważa, że wie, choć jej wnioski są całkowicie błędne. Np. osoba znająca etykietę będzie wyciągała wnioski na podstawie tego, co zakłada etykieta, ponieważ będzie to najlepiej jej znany kod społeczny. Pozwolę sobie podać przykład:
- Witaj, drogi gościu. Jestem Brat Terry, z klanu Xiężyca. Kapłan w służbie Boga Najwyższego, siewca słowa Jego i zamętu w zastępach złego. Zaprawdę miło mi cię poznać, jako żeś z krwi mojego serdecznego przyjaciela zrodzony - Potrząsnął dłonią brodatego młodzieńca, jak nazwał go w myślach. - Przyjmij również moje szczere kondolencje w ten smutny czas.
Czemu on mi współczuje śmierci Artahasisa? Przecież nie jestem tu po to żeby go opłakiwać? Czemu się uśmiecha? - przemknęło przez głowę Bernarda.
Brujah nie był pewien co tak naprawdę myślał Malkavian. Z jednej strony składał mu kondolencje ale równocześnie się uśmiechał. To jakoś nie grało ze sobą. Nie potrafił zrozumieć czemu śmierć mędrca budzi wesołość. Z jego obserwacji wynikało, że w podobnych sytuacjach zarówno śmiertelnicy, jak i Spokrewnieni najczęściej pogrążeni byli w smutku. Ale to był przecież Malkavian. Nie miał czasu tego roztrząsać teraz. Spyta go o to kiedyś.
Narzucają mi się tutaj dwie uwagi:
- Primo: w kulturze jest przyjęte, by się do siebie grzecznie uśmiechać, co nie jest wyrazem radości tylko społeczną maską. Po prostu "tak wypada". Kultura wysoka neguje jawne okazywanie emocji, zwłaszcza zbyt silnych czy nieprzyjemnych, chowając je pod kloszem. Tak więc mówienie o smutnych czy przygnębiających rzeczach z miłym uśmiechem, powinno być bardziej akceptowane dla Bernarda niż np. szloch czy rwanie włosów z głowy, co myślę, że mógłby odebrać jako niegrzeczne i przesadne.
- Secundo: postaraj się jako czytelnik wczuć w to, co chciał napisać inny gracz. W klimat, który chciał oddać. Jeśli idzie o dialog, spróbuj sobie go przeczytać. Terry nie mówi swej kwestii w sposób radosny. Uśmiecha się z grzeczności. Spróbuj sam ją powiedzieć i poczuj ten klimat. Jak dla mnie intonacja spada w ostatnim zdaniu, uśmiech
jest tylko maską, ale słowa są wypowiedziane dużo niższy tonem niż reszta.
Ta druga uwaga jest szczególnie ważna, gdy pisze się razem z kimś. Postaraj się zawsze wczuć w to co inny gracz chciał przekazać i w pewien sposób dograć do tego. Jasne, można to zmodyfikować, przepuścić przez filtr percepcji postaci, ale powinno to być realistyczne - tzn Ty jako autor powinieneś czuć, co inny gracz chciał wyrazić. Najlepsze posty pisze się współpracując, a dobra współpraca oznacza rozumienie swoich wzajemnych celów artystycznych.
Podsumowując, to co tu napisałem: myślę, że inteligentny, pozbawiony emocji, lecz dobrze wychowany typ potrafiłby rozważać kwestie, które innych wprawiłyby w zakłopotanie lub wywołałyby emocje z uprzejmym uśmiechem na twarzy, nie widząc, że popełnia błąd. Z drugiej strony będą tematy o których "nie mówi się w towarzystwie" i których taka postać z pewnością unikałaby. Tak jak i tematy, których nie porusza się przy damach.
Jednakże wszystkie bardziej emocjonalne, nagłe reakcje, wychodzące poza ramy dobrego wychowania powinny gentelmana tego rodzaju wprawiać w zakłopotanie. Może on na nie reagować różnie: może być oburzony, uważając je za przejaw złych manier, może czuć się niezręcznie, nie wiedząc, co powinien zrobić, może obawiać się tego rodzaju emocjonalnych wybuchów, ponieważ czuje, że emocjje jako element irracjonalny zagrażają pewnemu ładowi społecznemu czy jego spokojowi wewnętrznemu. Warto to przemyśleć. Tu pojawia się także pytanie: co Bernard robi, gdy będzie zdenerwowany? Jak stara się to ukryć przed światem i sobą? Popada w racjonalizacje snując długie teorie? Spycha emocje udając, że nic się nie stało? Ukrywa irytację pod płaszczem obrazy na innych? Wykonuje działania zastępcze: np układa pedantycznie przedmioty wkoło by się uspokoić? Warto wymyślić bohaterowi kilka tego rodzaju mechanizmów, gdyż czyni to postać bardziej spójną psychologicznie.
Należy tu wziąć pod uwagę, że postać z niskim IQ odczuwa pewne emocje, tylko zwykle powodują one u niej pewien rodzaj zmieszania/strachu/irytacji. Często trudno jej ocenić, co tak naprawdę czuje. Może też sobie wmawiać, że czuje coś zupełnie innego. Zwłaszcza w sytuacji gdy aktualna emocja jest nieakceptowana przez np. wzorzec kulturowy (jak radość na pogrzebie).
Ostatnia kwestia o której chciałem wspomnieć to sposób w jaki opisujesz bohatera. Rozumiem, że jego idea wciąż kształtuje się w Twoich myślach i zapewne nieco ją modyfikujesz. Każda postać wymaga zawsze pewnego czasu, zanim się wykrystalizuje. Sam uważam, że Namtar stał się konkretny dopiero gdzieś koło 18 strony, no ale do rzeczy...
To co uderza mnie często, gdy czytam Twoje opisy, to zarysowywanie cech postaci na siłę. Tzn mam wrażenie, że nie tyle czekasz na okazje, która pozwala to zrobić, co starasz się to zrobić przy każdej okazji. Osobiście odradzałbym tą metodę - gdyż czyni ona postać mniej interesującą i sprawia, że staje się ona nieco sztuczna. Lepiej jest na wstępie jedynie zasugerować coś, a następnie poczekać na chwilę, która pozwala w pełni wyrazić daną cechę postaci. Intryguje się wtedy czytelnika i sprawia, że bohater jest dla niego pewnego rodzaju tajemnicą, która wyjaśnia się w trakcie gry. Nie pokazujesz od razu wszystkich kart, tylko jedną tu, jedną tam - zależnie od sytuacji. Tak więc sugerowałbym tutaj po prostu trochę więcej finezji. Choć zdaję sobie sprawę, że takie pisanie może być dla Cibie nowe. Wiele sesji PBF na niższym poziomie nie zakłada finezji, tylko walenie kawą na ławę.

Każdy chce przedstawić swojego bohatera, wiec robi to w możliwie najprostszy sposób i tak by inni na pewno tego nie przegapili. Tylko, że...
Charleston dla mnie to mniej PBF a bardziej przygoda literacka. I chyba większość z współgraczy tak ją widzi. Jeśli więc chcesz zbudować ciekawą postać na tym poziomie, pozwolę sobie doradzić, byś nie traktował jej w 100% jak bohatera do RPGów. Raczej popatrz na nią jak na postać literacką, zdystansuj się do niej nieco, pomyśl, jakie rzeczy chciałbyś, by przeżyła, jakie sceny chciałbyś odmalować za jej pomocą? Wiele osób traktuje swoje postacie zbyt osobiści i później brakuje im swobody potrzebnej do tego by stworzyć coś fajnego. Tak więc najlepiej od początku starać się być otwartym, eksperymentować i nie odbierać krytyki osobiście. Co mam nadzieję, Cię nie dotyczy.
Ok, to tyle mych wynurzeń. Ufam, że byłem choć trochę pomocny. Generalnie, myślę że Bernard to ciekawa postać, tylko wymaga włożenia w nią trochę pracy. No ale cóż, bez pracy nie da się stworzyć nic ciekawego i wszyscy chyba o tym wiemy. W każdym razie życzę weny i powodzenia!
