: 23 lutego 2015, 22:01
Sigurd skrzyżował miecz z napastnikiem. Ten był wyjątkowo dobrze wyszkolony w szermierczej walce; aesir nie spodziewał się, że ktoś będzie w stanie tak dobrze władać bronią! Jeszcze większe było zdziwienie barbarzyńcy, gdy zamiast spodziewanego kolejnego ciosu mieczem, napastnik wymierzył mu prawego kopniaka w kolano, powodując przyklęknięcie Sigurda na prawą nogę. Od razu wystawił tarcze wiedziony instynktem - ułamek sekundy później miecz napastnika odbił się od drewna tarczy. Sigurd odepchnął broń napastnika tarczą i pchnął własnym mieczem, skacząc niczym język żaby po upatrzoną muchę.
Miecz wbił się w pustkę, gdyż napastnik odskoczył, uderzając barkiem o szafę, co go nieco wybiło z rytmu i pozwoliło Sigurdowi na powrót wstać, pomimo promieniującego bólu w lewym kolanie.
Adoth oberwał pałką w lewą dłoń; uderzenie spowodowało odrętwienie ręki i cymmeryjczyk musiał wypuścić swój mniejszy miecz służący mu do parowania ataków. Nie chcąc pozostawać dłużnym, zrobił niespodziewany wypad w przód, omijając cios pałką drugiego napastnika i wbijając się drugim mieczem po rękojeść w brzuch łotra. Zapachniało krwią...
Cymmeryjczyk uśmiechnął się. To było to, czego właśnie pragnął najbardziej od życia. Dobrej walki z równym przeciwnikiem i wysoką nagrodą za jego pokonanie...
Wspomagając się nogą zaczął wyszarpywać broń z umierającego przeciwnika i w ostatniej chwili skulił się i przywalił barkiem w atakującego łotra. Ten stracił na chwile oddech w płucach i całkowicie utracił impet w ataku. Adoth wykorzystał to i nie tracąc czasu na wyciągnięcie broni do końca, uderzył ogromną jak bochen chleba dłonią w łeb łotra. Poprawił dla pewności jeszcze cztery razy, powodując liczne sińce, guzy i zadrapania u swojej ofiary, pozbawiając ją przy tym przytomności. Drugi zaś dogorywał na ziemi.
Strzała Derricka utkwiła w tarczy z głuchym stuknięciem. Mężczyzna był w locie i wziął zamach na łucznika. ten przeczuwając co się stanieszykował się do obrony. Niestety dla bossończyka, atakujący dopiął swego i ciachnął Derricka po prawej ręce, robiąc sporej długości ranę ciele łowcy. Ułamek sekundy później z chmurki koło Stygijczyka wystrzeliły przerażające, czarne dłonie, których szpony wydłużyły się i przebiły przez ciało nacierającego.
Ten padł na ziemię, zwijając się i wrzeszcząc z bólu. Naszpikowany adrenaliną Garro, który czuł się jak osaczony niedźwiedź doskoczył - ku zgrozie Nahera - do lekko rannego łotra i dobił go, wbijając mu z wrzaskiem zdobyczny miecz gdzieś w lewe płuco - tuż pod sercem.
Miecz wbił się w pustkę, gdyż napastnik odskoczył, uderzając barkiem o szafę, co go nieco wybiło z rytmu i pozwoliło Sigurdowi na powrót wstać, pomimo promieniującego bólu w lewym kolanie.
Adoth oberwał pałką w lewą dłoń; uderzenie spowodowało odrętwienie ręki i cymmeryjczyk musiał wypuścić swój mniejszy miecz służący mu do parowania ataków. Nie chcąc pozostawać dłużnym, zrobił niespodziewany wypad w przód, omijając cios pałką drugiego napastnika i wbijając się drugim mieczem po rękojeść w brzuch łotra. Zapachniało krwią...
Cymmeryjczyk uśmiechnął się. To było to, czego właśnie pragnął najbardziej od życia. Dobrej walki z równym przeciwnikiem i wysoką nagrodą za jego pokonanie...
Wspomagając się nogą zaczął wyszarpywać broń z umierającego przeciwnika i w ostatniej chwili skulił się i przywalił barkiem w atakującego łotra. Ten stracił na chwile oddech w płucach i całkowicie utracił impet w ataku. Adoth wykorzystał to i nie tracąc czasu na wyciągnięcie broni do końca, uderzył ogromną jak bochen chleba dłonią w łeb łotra. Poprawił dla pewności jeszcze cztery razy, powodując liczne sińce, guzy i zadrapania u swojej ofiary, pozbawiając ją przy tym przytomności. Drugi zaś dogorywał na ziemi.
Strzała Derricka utkwiła w tarczy z głuchym stuknięciem. Mężczyzna był w locie i wziął zamach na łucznika. ten przeczuwając co się stanieszykował się do obrony. Niestety dla bossończyka, atakujący dopiął swego i ciachnął Derricka po prawej ręce, robiąc sporej długości ranę ciele łowcy. Ułamek sekundy później z chmurki koło Stygijczyka wystrzeliły przerażające, czarne dłonie, których szpony wydłużyły się i przebiły przez ciało nacierającego.
Ten padł na ziemię, zwijając się i wrzeszcząc z bólu. Naszpikowany adrenaliną Garro, który czuł się jak osaczony niedźwiedź doskoczył - ku zgrozie Nahera - do lekko rannego łotra i dobił go, wbijając mu z wrzaskiem zdobyczny miecz gdzieś w lewe płuco - tuż pod sercem.
Aktualnie z łotrów został jeden nieprzytomny. Derrick wymaga zszycia, Sigurd i Adoth są trochę poturbowani, ale w najbliższym czasie wyjdą z tego. Na dole nastała cisza, zaś wygląda na to, że nikogo poza wami już w pobliżu nie ma.
Spoiler!