Strona 25 z 70

: 22 lipca 2015, 19:17
autor: Keth
Enkaiden, dystrykt Fractorius, 214.815.M41

Podróż przez pierwszy poziom metropolii poniżej Szczytu zajęła trójce agentów ponad godzinę, głównie z powodu kompletnej nieznajomości miasta. Labirynt podziemnych przejść, promenad, klatek schodowych i łańcuchowych wind składał się na trójwymiarowy schemat, który miejscowi znali na pamięć, a który w obcoświatowcach budził spore skonfundowanie. W mijanych po drodze jadłodajniach wzrok przyciągały zbiorniki ze słoną wodą i poruszające się w nich egzotyczne kształty, podświetlane niewielkimi reflektorkami, prezentujące ofertę kulinarną restauracji. Sklepy z rękodziełem, kramy handlarzy złomem, punkty oferujące wycieczki połowowe, szybkie kredyty czy rekolekcje wabiły krzykliwymi neonami, komunikatami monozadaniowych serwitorów i wysokimi głosami kiepsko opłacanych małoletnich obwoływaczy. Z zadymionych klubów dobiegały dźwięki rytmicznej muzyki, powietrze w pobliżu ich wejść przesycał charakterystyczny zapach legalnych używek.

Gwarny tłum wypełniał niemal całą przestrzeń tego rozległego labiryntu, w dziwny sposób wywołując u Nathana ukojenie. Wychowany we wnętrzu Sibellusa, były regulator czuł się swobodnie w ścisku i tłoku, nic sobie nie robiąc z potrącania przez innych przechodniów, wręcz czerpiąc z tego faktu niezrozumiałe zadowolenie. Medea czytała bez trudu mowę ciała Silvanusa, doskonale rozumiejąc powody jego zachowania. Rezydenci imperialnych kopców byli silnie stadnymi osobnikami, tracącymi pewność siebie w izolacji, bezwiednie łaknącymi czyjegoś towarzystwa. Enkaiden był metalowym walcem wzniesionym na szczycie podmorskiej góry, ale dla Nathana stanowił oczywistą namiastkę pozostawionego wiele lat świetlnych w tyle domu.

Gigantyczne łopaty wentylatorów obracały się z rytmicznym łoskotem, tłocząc świeże powietrze w niższe partie ogromnego morskiego miasta. Z sufitów promenad kapała skroplona para, szczękały jakieś wiszące w górze pęki łańcuchów. Wszędzie czuć było zapach ludzkiego potu oraz pieczonego mięsa, sprzedawanego przez ulicznych handlarzy na każdym narożniku.

Grupa podchmielonych mężczyzn przeszła w przeciwną do agentów stronę, rozmawiając hałaśliwie i śląc miejscowym zaczepne spojrzenia. Ich wyróżniające się w tłumie stroje identyfikowały wszystkich niezbicie jako załogantów jakiegoś orbitującego nad Enkaidenem towarowca, podobnie jak ledwie zrozumiały dialekt niskiego gotyku, którym się posługiwali. Medea uśmiechnęła się kącikami ust wyłapując w tłumie wzrokiem sylwetki idących za nimi młodych ludzi w ubraniach miejskiego gangu, przeciskających się między przechodniami na podobieństwo drapieżników płynących skrycie poprzez ławicę w stronę łakomego kąska.

Hoster powiedział coś, czego dziewczyna nie dosłyszała, więc zabójczyni uniosła pytające swe brwi.

- To straszne - powtórzył Merisier, rozglądając się po metalowym mieście szeroko otwartymi oczami - Jak można tak żyć? Bez słońca, w takim ścisku? To szaleńcy...

- Jak widzisz, można - uśmiechnął się porozumiewawczo Nathan. Ledwie chwilę później uśmiech zniknął z jego twarzy zastąpiony wyrazem profesjonalnego skupienia - Mikrokomunikatory straciły zasięg.

Medea już to wiedziała, zaalarmowana cichutkim piśnięciem wetchniętego w prawe ucho urządzenia. Sprzęgnięte z radiem ojca spowiednika moduły łączności straciły połączenie z centralą, odseparowane od niej kompozytowymi konstrukcjami podziemnego miasta, sieciami energetycznymi i płytami ekranującymi.

- Spodziewałam się tego prędzej czy później - skomentowała zabójczyni, przesuwając wzrokiem po podwieszonychpod sufitem promenady kierunkowskazach.
Pokonaliście bez trudu połowę drogi do habitatu tragicznie zmarłego Tronda, ale właśnie straciliście dalekosiężne połączenie radiowe. Od tej pory moduły łączności obsługują wyłącznie Wasze rozmowy, nie macie połączenia z Kazadim ani Septimusem. Mam nadzieję, że Was to nie zaniepokoiło, to tylko taki drobny poboczny detal.

: 23 lipca 2015, 18:25
autor: Keth
Enkaiden, dystrykt Fractorius, 214.815.M41

Położone w głębi gigantycznego walca poziomy miasta były dla Hostera całkowicie obcym światem, ale nawet niespokojny psyker spostrzegł, że ich natura ulegała zmianie z każdą pokonaną klatką schodową. Drogie restauracje i kluby pojawiały się teraz rzadziej, w ich miejscu widać było coraz częściej przetwórnie ryb, warsztaty rzemieślnicze oraz rozmaite punkty usługowe, których oferta nie do końca była oczywista. Pojawiało się też więcej osób o zaniedbanym wyglądzie, zdradzającym ubóstwo i niedożywienie. Podobnie jak w klasycznych imperialnych kopcach, każda położona niżej warstwa poziomów przypominała boleśnie o różnicach w zamożności miejskiej populacji.

Chociaż większość przechodniów nie sprawiała groźnego wrażenia, tu i ówdzie baczne oczy agentów zauważały bladoskórych młodych ludzi o aparycji klansterów, noszących kolory różnych gangów oraz podejrzanie wypchane pod pachami kamizelki. Ich obecność równoważyli pałający religijnym żarem kaznodzieje Eklezjarchii, wykrzykujący z wysokości przenośnych pulpitów pełne emfazy kazania.

- To ten habitat - powiedział w pewnej chwili Nathan, wskazując ruchem głowy wejście do strefy mieszkalnej wciśniętej pomiędzy wibrującą dźwiękami maszynerii walcownię, a opustoszały kompleks, który w latach świetności pełnił zapewne rolę fabrycznej kantyny.

Ponad przypominającym wielki okrętowy właz wejściem, zaopatrzonym w śluzę przypominającą o ustawicznym ryzyku zatopienia podwodnej części miasta przez ocean, wisiała na ogromnych łańcuchach tablica opatrzona skrótem TB-413. Medea nie potrzebowała otrzymanego od Ariama infotableta, aby zyskać pewność, że to właśnie gdzieś tutaj mieszkał Trond.

- Takie habitaty mogą pomieścić do tysiąca rezydentów - podpowiedział obyty z imperialną infrastrukturą Silvanus - Jeśli listy mieszkańców nie były aktualizowane przez dłuższy czas, możemy spędzić tu sporo czasu.

- Wolałabym szybko załatwić sprawę - odparła ściszonym głosem zabójczyni, spoglądająca znacząco, aczkolwiek wciąż dyskretnie ponad ramieniem Nathana. Były regulator odczekał krótką chwilę, potem obejrzał się pozornie przypadkiem za siebie odnotowując wzrokiem obecność kilku kręcących się w pobliżu klansterów. Wszyscy nosili czerwone opaski na głowach i palili skręty, od których biła silna woń liści lho zmieszanych z obskurą. Chociaż żaden nie przejawiał wrogości, ani jeden nie spuszczał oczu z trójki kręcących się po dystrykcie obcoświatowców.

Trix zdawała sobie sprawę z tego, że weszła na obce terytorium. Rozsądek podpowiadał, by szybko załatwić swe sprawy i zniknąć bez niepotrzebnych komplikacji.
Jesteście głęboko pod powierzchnią Enkaidenu. Wszędzie stal i szkło, sztuczne oświetlenie, nieprzyjemne zapachy i hałasy. Weszliście na teren, gdzie rzadko widuje się obcoświatowców i gdzie równie rzadko zaglądają patrole Magistratum. Łatwo tu o kłopoty, łatwo kogoś sprowokować. Zalecam daleko posuniętą ostrożność. Rozum podpowiada też, że jeśli Trond mieszkał w takiej okolicy, to musiał znajdować się bardzo nisko w hierarchii gildii LaGrando. Jakieś komentarze, sugestie?

: 23 lipca 2015, 22:37
autor: Suriel
"Łatwo tu o kłopoty, łatwo kogoś sprowokować. Zalecam daleko posuniętą ostrożność."
Spoko, Unikanie Kłopotów to drugie imię Hostera ;). Sugeruję kogoś zostawić na stójce tuż po drzwiami lokalu którego szukamy.
Kto z nas ma "klucze" do domu Tronda?
Jeśli nic nie wywęszymy w środku to czy jest sens popytać o Tronda tych uprzejmych panów w czerwonych czapeczkach?

: 23 lipca 2015, 23:18
autor: Keth
Nie macie niestety żadnych kluczy do mieszkania przemytnika. Co do zagadywania miejscowych, róbcie, co chcecie, Wy decydujecie o swym losie ;)

: 24 lipca 2015, 08:15
autor: Kargan
Zagadywanie tych gangerów to ostatnie co bym chciała zrobić...za darmo nic nie powiedzą a pokazywanie im kasy jest nierozsądne... Jeśli nazwiska nie ma na żadnej liście to trzeba popytać "sąsiadów". Dziwne swoją drogą, że dostaliśmy numer budynku ale już nie lokalu. W Administratum powinni znać nawet rozmiar jego buta..a ;)

: 24 lipca 2015, 18:12
autor: Keth
Enkaiden, dystrykt Fractorius, 214.815.M41

Wnętrze rozległego habitatu pachniało przypalonym rybim tłuszczem, stęchlizną, odorem taniego proszku do prania i leciutką nutą ekskrementów bijącą od niedrożnej kanalizacji. Umieszczone w wysokim sklepieniu wentylatory, ledwie dostrzegalne w półmroku zalegającym w górnych partiach habitatu, leniwie mieliły łopatami filtrowane po wielokroć powietrze, dając o sobie znać niskim buczeniem. Blisko połowa elektrycznych lamp nie działała albo migotała, co tylko pogłębiało dyskomfort Merisiera. Gdzieniegdzie na tle jaśniej oświetlonych drzwi pojawiali się na chwilę jacyś ludzie, krążący po klatkach schodowych, wymieniający między sobą ściszone słowa. Do uszu Medei dotarł urwany dziecięcy śmiech, perlisty i porażająco kontrastujący swą niewinnością z wyglądem habitatu.

- Tutaj jest wykaz - odezwał się Nathan, który od dłuższej chwili wodził spojrzeniem po wnętrzu parteru - Aktualizowany pół roku temu... ale ułożony alfabetycznie... jest, Zoran Trond, mieszkanie 580, pion 17/a. To zapewne ktoś z rodziny.

Medea zerknęła ku zwisającej spod brudnego sufitu tablicy informacyjnej, wypatrzyła na niej czarną strzałkę opatrzoną skrótem 17/a.
Zastanówcie się teraz, w jaki sposób chcecie rozegrać swą wizytę. Co powiecie, jeśli otworzy Wam ktoś z rodziny zmarłego przemytnika, jak się przedstawicie? Jakie informacje zamierzacie zdobyć i w jaki sposób?

: 25 lipca 2015, 00:12
autor: Suriel
- Kurde... - zdając sobie sprawę z powagi sprawy dobrej bajeczki Hoster zaczął gorączkowo myłśeć. Potem konspiracyjnym szeptem zaczął mówić. - A może by tak... Może by tak powiedzieć, że pewna skromna dziewczyna jest z nim w ciąży. To sprawi, że potraktują nas nie jak niuchaczy a jak rodzinę, która zniesmaczona domaga się jedynie by chłopak odpowiedzialnie i zgodnie ze świętą literą prawa Imperatora wypełnił spisane prawami obowiązki. No i będziemy mogli bezkarnie przepytać tych w czerwonych czapkach, bo żaden nie podniesie ręki na dziewczynę ziomka z habitatu zwłaszcza, że jest z nim w ciąży i z rodziną przyszła. Trzeba tylko znaleźć chętną do odegranie tej roli. - Hoster starał się w tym momencie nawet jednym okiem nie zerknąć na Medeę. Uparcie patrzył na dziwne napisy wykonane sprayem na ścianach korytarza.

: 25 lipca 2015, 14:11
autor: 8art
Nathan wychwycił sugestię Hostera i tylko uśmiechnął się lekko, odwracając głowę od dziewczyny. Wizja Medei udajacej ciężarną była naprawdę komiczna. Były regulator nie nawykł do takich metod. Jeśli czegoś szukali to najczęściej pacyfikowali okolicę, a potem zadawali pytania. Teraz musiał grać innymi regułami. Nie był tu i nie miał za sobą litery imperialnego prawa i grupy wsparcia z ciężkim sprzętem, na wypadek oporu. Pomysł psykera nie wydawał się zły. Szczególnie jeśli tubylcy przywiązywali wagę do spraw matrymonialnych. Przez chwilę skrzyżował spojrzenia z zabójczynią i psykerem:

- Na mnie nie patrzcie, ja się na ciężarną nie nadaję - wyszeptał cicho olbrzym: - Może co najwyżej na zaniepokojonego członka rodziny.

: 25 lipca 2015, 15:31
autor: Suriel
-Możemy zagrać twoich braci... - piwiedzial cicho Hoster patrząc ba buciki Medei.

: 26 lipca 2015, 08:37
autor: Kargan
- Idiotyczny pomysł - westchnęła ciężko Medea - ale chwilowo nie mam żadnego innego pod ręką.

Dziewczyna wzruszyła ramionami. I skinięciem głowy wskazała adres wypisany na tablicy.

- Chodźmy grzecznie zapukać do niego a jak nikogo nie będzie w środku to do sąsiadów...

: 26 lipca 2015, 14:14
autor: 8art
Zanim Medea zacznie udawac stan przedporodowy;) to jest cos co powinny wiedziec nasze postaci, a czego nie wiedza gracze? Np, ze dzieci w wh40k sa z probowki i w nosie wszyscy maja problemy ojcostwa lub cos w tym stylu?

: 26 lipca 2015, 14:27
autor: Keth
Generalnie nie ma żadnych przeciwwskazań, by Medea w towarzystwie "kuzynów" dochodziła uznania przez Tronda ojcostwa. Pamiętajcie tylko, że na milę zieje od Was obcoświatowym pochodzeniem, więc musicie przygotować historię na temat swego pochodzenia (może być jak najbardziej Scintilla) i oczywiście być gotowymi na potwierdzenie wiadomości, że rzekomy Viggo wydostał się poza układ Spectoris.

: 26 lipca 2015, 15:38
autor: Suriel
Raczej poznał kogoś przyjezdnego.

: 27 lipca 2015, 13:51
autor: Keth
Enkaiden, dystrykt Fractorius, 214.815.M41

Odnalezienie właściwego mieszkania w labiryncie prawie identycznych klitek zajęło agentom Tronu ponad godzinę. Miejscowi unikali jasnych odpowiedzi, niektórzy twierdzili wprost, że nie mają pojęcia, kim jest człowiek o nazwisku Trond. Oglądająca się często ponad ramieniem Medea nie potrafiła się też oprzeć wrażeniu, że ktoś od pewnego czasu podążał śladem operatorów, umiejętnie trzymając się na dystans i przystając w odpowiednich momentach w cieniu, by po dłuższej chwili zniknąć ostatecznie bez śladu.

Apartament 580 chroniony był metalowymi drzwiami zaopatrzonymi w obrotowy rygiel, widniała na nich niewielka matowa tabliczka opatrzona nazwiskiem Trond.

Trix zastukała zaciśniętą pięścią w środek drzwi, ponowiła czynność po krótkiej chwili. Jej wyostrzony słuch podchwycił dźwięk zbliżających się z przeciwnej strony kroków. Rygiel zaszczękał metalicznie, po czym drzwi uchyliły się nieznacznie na szerokość strzegącego ich żelaznego łańcucha. W szczelinie pojawiła się podejrzliwa męska twarz, należąca do starszego wiekiem człowieka o przeraźliwie szczupłym, bladym obliczu.

- Niczego nie kupuję - oznajmił szorstkim tonem - Niczego nie potrzebuję. Dobrowolną składkę na nową kaplicę już zapłaciłem.
Pora wykazać się elokwencją...

: 27 lipca 2015, 13:57
autor: 8art
Nathan przybrał miłą minę, kontrastującą muskulaturą ciała, jakby krzyczącą "zaraz cię połąmię!". Spokojnie zagaił:

- Zapewne pan Trond senior?! My nie w sprawie dobrowolnych składek, tylko w imieniu naszej rodziny przybywamy z daleka. Mamy dobre wieści, możemy wejść?