Strona 25 z 35

: 21 kwietnia 2016, 14:20
autor: voodoochild
[center]Grupa Vilberga, Dellan Kayle, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri.[/center]
- Przeklęte te kamienie jak cała ta ziemia Alfrze. Lepiej zostaw je w spokoju bo z płynnej ciemności ukrytej w sprytnej zagadce nic dobrego wyjść nie może. Może i nie jestem uczonym ale tyle to nawet dziecko wie i żeby to rozumieć nie trzeba wcale żadnych ksiąg studiować.

- Tym bardziej dziwi mnie, że uczeni potrafią o takich rzeczach zapominać...

Lekceważące słowa Vidgara ubodły Kyariela burząc jego młodzieńczą krew, przez chwilę miał ochotę podejść do niego i patrząc mu prosto w oczy zapytać czy uważa, że to zatem przypadek był iż zapiski gnoma urwały się zaraz po odkryciu kamieni i rozpoczęciu nad nimi badań? Z resztą nawet jeśli nie przywiązywać wagi do kamieni to chyba samo nagłe ich zniknięcie powinno obudzić niepokój.Już miał skierować się w jego stronę i wyrzucić z siebie to wszystko kiedy dotarło do niego że nie powinni w tym momencie się poróżniać, dostrzegł z resztą podobieństwo tej sytuacji z gnomim brakiem zrozumienia dla szamana. Postanowił więc utarczki słowne przełożyć na lepsze czasy, powiedział więc tylko:

- nie umniejszaj mym umiejętnościom Vidgarze, nie czas na to i nie miejsce.

Po tych słowach zbliżył się do bagniska i skupił na próbie odczytu wzorca. Zajął pozycję i znieruchomiał w skupieniu, kiedy dotarł do interesujących go informacji, postąpił parę kroków wprzód chcąc sprawdzić czy przypadkiem kamienie nie zatopiły się po prostu głębiej w błocie i dlatego ich na początku nie dostrzegł. Przeczesując wzrokiem powierzchnię bagna jego oczy zatrzymały się na czymś jasnoszarym, kiedy skupił się na tym bardziej spostrzegł że jest to jakby jakiś zasłonięty butwiejącymi gałęziami oraz pasmami mgły filar, pokryty rzeźbieniami. Podszedł bliżej chcąc sprawdzić ten kamienny zdaje się przedmiot.
Robię skanowanie wzorca przedmiotu

: 21 kwietnia 2016, 14:30
autor: Sigil
[center]Grupa Vilberga, Dellan Kayle, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri.[/center]
Ignorując chwilowo swych towarzyszy Kyariel postąpił jeszcze kilkanaście kroków w mgłę i przyklęknął przy czymś, co z daleka wydawało się obrośniętym szarymi grzybami pniakiem. Dłonie Alfra rozpoznały jednak chłód kamienia. Z pewnością dotykał filaru wyrzeźbionego rękami istot rozumnych. Pod palcami wyczuwał kształt złożonych symboli, pokrywających zagadkowy słup. Wyszeptał kilka słów w mistycznej mowie Sillarion, starając się przeniknąć umysłem wzorzec zagadkowej rzeźby...

Pozostali, zajęci cichą debatą nad zaobserwowanymi śladami, nie mogli widzieć, co tak zaabsorbowało uwagę Adepta. Opar pokrywający moczary, rozmywał kształty przedmiotów, sprawiając, że klęcząca w odległości kilkunastu metrów sylwetka Alfra podobna była półrealnemu cieniowi lub wysokiej zjawie. Nagle jednak ujrzeli, jak mag zachwiał się i bez słowa, osunął na ziemię, padając twarzą w grzęzawę...
Jak ktoś szybko Alfra nie wyciągnie, to się nieszczęsny mag z pewnością utopi...
Spoiler!
Oglądasz dziwny słup. Test teorii magii (Int. + Teoria Magii):
37 + 9 = 46. Rzut: 82. Test nie zdany. Nie masz najbledszego pojęcia czy tajemnicza rzeźba jest magiczna, czy nie.

Test wiedzy historycznej (Int + Historia):
37 + 4 = 41. Rzut: 24. Filar jest bardzo stary. Pochodzi sprzed czasów, gdy ludzie i Alfry chodzili po tej ziemi. Został wykonany przez Najstarszych i musi mieć przynajmniej kilka tysięcy lat.

Próbujesz zeskanować dziwny słup. Twoja percepcja rozszerza się na jego wzorzec i w tym momencie mdlejesz i dostępujesz wizji:
Widzisz trzy takie słupy ułożone w trójkąt równoboczny (między nimi jest około 5 m. odległości). Wszystkie mają jakieś półtora metra wysokości. Spoglądasz w niebo i widzisz trzy ciała niebieskie wiszące na nieboskłonie: słońce, księżyc i Oxan. Słońce jest zaćmione, księżyc jest w nowiu, Oxan w pełni. Widzisz, że między filarami kondensuje się energia, a następnie wzbiera, rozrywając wzorce rzeczywistości. Poprzez rozdarcie w niej, do tego świata wdziera się ciemność i czujesz ból, jaki przynosi ona stworzeniu. Ta ciemność jest zimna, wroga życiu i wszystkiemu, czym jesteś. Nie jest to jednak, chwalić Ridvinę, ciemność Pustki, lecz czerń, która przypomina ci raczej kulty Mrocznych Bogów. Mroźna, ciemna energia na podobieństwo eksplozji rozprzestrzenia się wkoło, wypalając astral i niszcząc wzorce wszystkiego, co żyje.

Wiesz teraz, że to miejsce stanowi bramę do jakiegoś innego świata, lub może królestwa demonów? Wzorzec utworzony jest z żywiołu wody. Nie możesz go zerwać, a jedynie zablokować (zdezaktywować bramę). Do tego jednak potrzebna byłaby ogromna, duchowa moc ognia. Możesz spróbować to zrobić (jak się obudzisz) za pomocą Magii Rytualnej, będziesz jednak musiał ofiarować swoją krew i część duszy. Rytuał może Cię zabić, ale jeśli się powiedzie, zdołasz zamknąć to przejście i uchronić ten świat przed ciemnością, która czai się za nim.

Aktualnie Twoja postać jest nieprzytomna. Odpisz sobie 1 Energii za użycie Skanowania Przedmiotu.

: 21 kwietnia 2016, 18:50
autor: Frater_Terry
Grupa Brnjara, Wilcze Pustkowia, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri.

Donośny skowyt rozniósł się ponad Wilcze Pustkowia. W chwilę później zelżał w głośne skamlenie, po chwili zaś w ciche pojękiwanie. Płacz, który zebrani z oczywistych przyczyn odebrali jako ból po stracie towarzyszy, w rzeczywistości był krzykiem klęski i rozpaczy. Kiedy ostatni z jego jęków ucichł, Tańczący po Czarnej Spirali odezwał się, z wciąż opuszczonym ze wstydu łbem.

- "Strzeż się pełzającej nocy." To moja wina, że nie żyją. - oznajmił zmuszając się, by podnieść łeb i spojrzeć zebranym w oczy. - "Strzeż się nocy, która wyrywa serca." Mogłem ich ostrzec. Mogłem ostrzec także pozostałych. Nie pamiętałem. Aż do teraz nie pamiętałem... Mój Totem mnie ostrzegł. Przed tym co im się stało. I przed tym co stanie się pozostałym. "Strzeż się miejsca, w którym nie ma duchów." A oni poszli w takie miejsce. To wszystko moja wina...

Ponownie spuścił łeb, pozwalając by samotna łza skapnęła w biały puch. Czuł się jak zdrajca. Niegodny żadnej z uprzejmości, których doznał na tej wyprawie. Wszystko było stracone...

Po chwili jednak gwałtownie dźwignął się na cztery łapy i wyprostował. Spojrzał po twarzach towarzyszy, tych którzy wciąż stali.

- Musimy ich ostrzec. - oznajmił. - Póki jeszcze jest czas.
Wylkołek będzie przygnębiony i mniej rozmowny niż zwykle. Chyba, że reszta zdecyduje się poprzeć jego pomysł, wtedy ożywi się i będzie popędzał resztę, idąc przodem.

: 22 kwietnia 2016, 13:26
autor: zapalki_chaosu
[center]Grupa Vilberga, Dellan Kayle, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri.[/center]

"- nie umniejszaj mym umiejętnościom Vidgarze, nie czas na to i nie miejsce."

Vidgar wykrzywił twarz w zdziwieniu. Przecież nic nie mówił o umiejętnościach Alfra. Poza tym nie wiedział jak można czemuś umniejszać, miał pewne wyobrażenie jak można coś umniejszyć, zwłaszcza jeśli była to porcja mięsa na półmisku, ale to go przerosło..., nic więc nie odpowiedział i patrzył tylko przez chwilę na Alfra ale ten się obrócił i polazł dalej w poszukiwaniu kłopotów.

Ci uparci adepci, nikogo nie słuchają i pełni swojej zarozumiałości pchają się a przy okazji i innych w kłopoty... i do tego wyrażają się tak, że nie idzie pojąć o co im właściwie chodzi..., powiedziałem mu tylko, że te kamienie to z pewnością coś plugawego a ten coś o umiejętnościach...

Plusk

Tok myśli Vidgara przerwał ten niegłośny dźwięk. Z pewnym zażenowaniem, schował miecz i ruszył rychło na pomoc adeptowi. Spojrzał przelotnie na Olafa, upewniając się, że ten ma łuk w gotowości. Wyciągając za kaptur, zwisającą smętnie, obłoconą głowę maga Enherjer czuł się jeszcze bardziej zagubiony, czy to siła jego wyobraźni sprawiła, że mag dostał efemerycznego kopa w zadek? Stojąc na krawędzi bagniska, trzymając wiotkiego maga za kaptur, spojrzał z wyraźnym zdziwieniem na Vilberga.

- Po co on to zrobił? - Zapytał cicho podejrzewając, że jednak nikt go nie usłyszy z tej odległości. Po tym ruszył z powrotem, ciągnąc Kyriela za sobą. Miał nadzieję, że żaden parszywy pająk nie wybierze właśnie tego momentu na atak a nawet jeśli, to że Olaf będzie czujny...
Po maga Vidgar idzie jak najszybciej z uwzględnieniem zastrzeżeń, że nie chce robić za dużo hałasu ani nie chce wpaść do bagna potykając się o coś itp.

: 22 kwietnia 2016, 13:59
autor: TatTvamAsi
[center]Grupa Brnjara, Wilcze Pustkowia, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri.[/center]

Chłód delikatnej, a ongiś wzburzonej rumieńcem zdrowia skóry, teraz był równie dotkliwy jak dotyk gładkiego kamienia na jednym z kurhanów. Skóra, ciało... bez życia i tętniącej nim, rozgrzanej krwi...

Przylgnęła do ramion zmarłej towarzyszki, do klatki piersiowej nie dźwięczącej jednak rytmem serca... wydartego na tych opuszczonych przez większość żyjących istot pustkowiach. Giętką szyję, teraz zdjętą napięciem śmierci barwiły plamy krwi. Jej mleczną biel zdobiły również kasztanowe kosmyki amuletu z grubego, końskiego włosa - należącego do tak jej drogich zwierząt, o które zawsze dbała, pielęgnowała od samego tryskającego energią źrebięcia, aż do spokojnego kresu dni.

Tańczący zawył. Rozpacz po stracie bliskich rozniosła się po milczących pustkowiach. Po chwili odezwał się, a jego słowa zmroziły krew w żyłach wiedźmy:

- Mogłem ich ostrzec. Mogłem ostrzec także pozostałych. Nie pamiętałem. Aż do teraz nie pamiętałem... Mój Totem mnie ostrzegł. Przed tym co im się stało. I przed tym co stanie się pozostałym. "Strzeż się miejsca, w którym nie ma duchów." A oni poszli w takie miejsce. To wszystko moja wina...

- Musimy ich ostrzec. - oznajmił. - Póki jeszcze jest czas.

Trzeba działać jak najszybciej! Odnaleźć Vesteina i Haralda i tego gnoma-alchemika od siedmiu boleści (mimo to wolała go ujrzeć żywego i nawet bardzo by ją to radowało)... Gdyby tylko mój wuj zdołał przekonać drużynę Vesteina, a może głównie samego Vesteina... a badania mogły być zaniechane w porę... - oczy wiedźmy powtórnie wypełniły się łzami. Skoro ich towarzysze, z którym rozmawiali zaledwie wczoraj, teraz leżeli na śniegu z rozległymi ranami w miejscu, w którym powinno być serce...

Podniosła się z nad ciała towarzyszki. Liczyła na to, że mądrość jej wuja mogła uchronić Vesteina i wyprawę od losu, który spotkał trójkę ich przyjaciół. Z jej spierzchniętych ust popłynęła więc krótka modlitwa do Jezzy... Pani Losu... za zmarłych i za Haralda. Oby całe jego doświadczenie okazało się pomocnym!

Spojrzała jeszcze na Gunlid i Hatra i Joosa... po czym podniosła upuszczoną torbę uzdrowicielską. Niemym skinieniem głowy przystała na słuszną propozycję Zwiadowcy.

: 22 kwietnia 2016, 14:01
autor: Sigil
[center]Grupa Brnjara, Wilcze Pustkowia, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri.[/center]
Oblicze kupca poszarzała i jowialny Brnjar pierwszy raz w życiu wyglądał, jakby miał zapaść się w sobie. Otrząsnął się jednak z tego stanu, najwyraźniej uprzytamniając sobie, że jest dowódcą ich małej grupy i wciąż pozostaje odpowiedzialny za żywych.

- Zbierzcie ich z ziemi -polecił cicho. - Nie godzi się ostawić ich tutaj...

Red i Vajni, wyglądający jeszcze bardziej posępnie niż zwykle, skinęli tylko głowami i przystąpili do ponurej pracy. Nawet kuce zdawały się przytłoczone tym, co się stało, stojąc z pochylonymi nisko łbami. Tańczący miał wrażenie, iż zwierzęta doskonale rozumieją sytuację. Czyż Gulid nie miała z nimi tej samej więzi, którą on dzielił z sokołem?

- Nie możemy teraz udać się do doliny - rzekł po chwili Brnjar niechętnie, jakby sam bił się z myślami. - Musimy zabrać ciała. Na Pustkowiach jest wiele drapieżników... Bestii zdolnych wywęszyć krew... A do doliny mamy kawał drogi. Vilberg zabronił wszakże rozdzielać się... Myślę, że najlepiej będzie, jeśli jak najszybciej dotrzemy do bazy i ostawimy tam ciała zmarłych. Później, jeśli nadal będziesz nalegał, mogę pozwolić Ci udać się do doliny i ich ostrzec... Lecz zważ, że oni już tam z pewnością dotarli wiele godzin wcześniej. Cokolwiek tam jest, z czym muszą się zmierzyć, na pewno już to napotkali... I nie zdołasz ich ostrzec. Pamiętnik gnoma mówił, iż ludzie Vestaina wielokrotnie wracali stamtąd... Więc bądźmy teraz dobrej myśli. Choć raz, na Ducha Niedźwiedzia, los musi okazać się łaskaw! - sapnął, nie kryjąc irytacji.

Na dźwięk modlitwy do Bogini-Jędzy wszyscy cofnęli się nieco. Pani Czarownic nie cieszyła się bowiem popularnością i wielu lękało się nawet wymówić jej imię. Brnjar wraz z pozostałymi odczekali więc w stosownym oddaleniu, aż Norlaug ukończy modły. Następnie umocowali przerzucone przez siodła ciała do końskiego grzbietu, aby nie zsunęły się w drodze i ruszyli z powrotem...
Do doliny macie ponad godzinę drogi. Brnjar zamierza wracać żwawym tempem., więc w linii prostej do bazy będziecie mieć nieco mniej, niż godzinę.
[center]***[/center]
[center]Grupa Vilberga, Dellan Kayle, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri.[/center]
- A któż wie, co takim czarodziejom po głowie chodzi? - mruknął Vilberg i pochylił się nad Alfrem. - Przytrzymaj go, chłopcze, mam ja tu coś co mu piorunem zmysły przywróci...

Rzekł i wyjął zza pazuchy niewielki bukłaczek. Zarówno Vidgar, jak i Olaf wiedzieli już, co kryje tajemnicza manierka, która nie raz okazała się pomocna podczas zimowej wyprawy. Młody wojownik przyklęknął więc przytrzymując alfra i pomógł staremu korsarzowi wlać mu do gardła Adepta nieco mocnego, berańskiego samogonu zaprawionego jałowcem i pieprzem z AjArd.

Kyariel zakaszlał gwałtownie i zerwał się, próbując złapać oddech.

- A widzicie, mówiłem, że zaraz mu będzie lepiej! - uśmiechnął się szeroko Vilberg. - Dziadkowy przepis, umarłego by na nogi postawił...!
Spoiler!
Obserwujesz pająki i widzisz, że dwa z nich także zaczęły obserwować was, zainteresowane ruchem na bagnie. Na razie jednak nie robią nic więcej, tylko patrzą.
Dla Kyariela: To co ci ludzcy barbarzyńcy wlali Ci właśnie do gardła jest najgorszą rzeczą, jaką w życiu piłeś. Łzawią Ci oczy i pali Cię gardło, ale jesteś całkowicie przytomny. Masz jednak nadzieję, że nie będziesz musiał tego kosztować nigdy więcej!

: 22 kwietnia 2016, 15:35
autor: voodoochild
Grupa Vilberga, Dellan Kayle, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri.

W jednej chwili czuł i widział jeszcze rozlewającą się ciemną energię wypalającą świat duchowy i niszczącą wszelki wzorzec a w następnej łapał gwałtownie oddech czując jak jego gardło rozpaliło się tysiącem ogni. Wciąż nie mogąc złapać tchu zerwał się i przez załzawione oczy zobaczył swoich kompanów.

- ...chwała niech będzie twemu Dziadkowi, Vilbergu ...choć mam nadzieję że nie będę musiał pić tego nigdy więcej! - wykrztusił wskazując na pojemnik, który organizator wyprawy z zadowoleniem trzymał w ręku.

Uspokoiwszy się nieco dodał z powagą:

- to miejsce jest bramą do jakiegoś innego świata, prawdopodobnie królestwa demonów. Jest ona przyczyną wybuchu, którego skutki widoczne są wszędzie wokół tego miejsca. W tym bagnie są pozostałości filarów pochodzących sprzed czasów, gdy ludzie i Alfry pojawili się na tej ziemi. Zostały wykonane przez Najstarszych i muszą mieć przynajmniej kilka tysięcy lat. Wewnątrz trójkąta który tworzyły zogniskowała się energia, która wezbrawszy rozerwała wzorce rzeczywistości. Stamtąd też wydostała się ciemność. Złowroga, żarłoczna...zimna.

Mówił coraz szybciej ściszonym tonem starając się stłumić złość, lęk i ból na wspomnienie niszczycielskiej ciemności.

- Wiem jak ją zdezaktywować. - Powiedział po krótkiej chwili jakby potrzebował zebrać siły aby mówić dalej. Kontynuując zwrócił się w stronę Vilberga

- Brama otwiera się pod wpływem specyficznego zjawiska astronomicznego. Szaleństwem jest zwlekać nie wiedząc, kiedy może otworzyć się ponownie, dlatego najchętniej od razu zabrałbym się do pracy.

Skierował pytające spojrzenie na swoich współtowarzyszy chcąc poznać ich opinię.
Mistrzu Gry, chciałabym wykonać test astronomii aby określić najlepszą porę dla rozpoczęcia rytuału

: 22 kwietnia 2016, 19:22
autor: Frater_Terry
Grupa Brnjara, Wilcze Pustkowia, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri.

Wylkołek nie zaoponował, kiedy Brnjar podjął decyzję. Nie podobała mu się ta decyzja, ale uzasadnienie było na tyle dobre, że nie pozostało nic do dodania. Kiedy grupa zebrała się i przygotowała poległych do podróży, ruszył żwawo w obranym kierunku. Przez całą drogę zastanawiał się, czy pozostali wrócą do obozowiska w jednym kawałku. Wolał nie myśleć o tym co się stanie jeśli im się nie uda. Dlatego też starał się pocieszyć w myślach, wyobrażając sobie rychłe spotkanie z towarzyszami.
Wylkołek nie rozmawia. Jest mu przesmutno i przestrasznie. Zapewne dopiero spotkanie z resztą ma szanse poprawić mu humor.

: 22 kwietnia 2016, 19:22
autor: Dobro
Olaf popatrzył podejrzliwie na Kyariela; Alfr gadał jak Vilgar po kilku głębszych kuflach miodowego piwa. Nieprawdopodobne mu się wydawało, by całe zło wszelkiego świata miało miejsce właśnie tutaj, w tym miejscu. Umysł Olafa nie chciał tego przyjąć do wiadomości. Jednocześnie jego dzika natura wciąż śledziła ruchy wielgachnych pająków, które prawdopodobnie szykowały sobie paszczęki i rychło spodziewały się posiłku z daniem głównym - Olafem - podanym na ciepło.

- Kyarielu - podjął powoli młody zwiadowca, nie chcąc od razu gasić rewelacji maga. - Czy ty właśnie usiłujesz nam powiedzieć, że zamkniesz tajemnicze przejście między światami i utniesz dopływ potworów do naszego świata? - dodał, nie patrząc na Kyariela a na pająki w oddali, śledząc bacznie ich ruchy. Strzała pewnie leżała na cięciwie, gotów zaśpiewać odę do śmierci.

: 22 kwietnia 2016, 20:18
autor: voodoochild
Grupa Vilberga, Dellan Kayle, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri.

- Nie jestem w stanie zerwać wzorca tworzącego bramę ale może mi się udać go zablokować, będzie to dla mnie co prawda odrobinę kosztowne przedsięwzięcie - rzekł do zwiadowcy szeroko się przy tym uśmiechając.

- Ale czego ja bym nie zrobił aby uchronić świat przed ciemnością, która czai się za tym przejściem? - mimo że jego wypowiedź zabrzmiała dosyć lekko, w jego oczach królowała powaga świadcząca o determinacji maga.
Spoiler!
Test Astrologii (Int + Astrologia):
37 + 6 = 43. Rzut: 37. Test zdany, bez przebić. Teoretycznie najlepszą porą dla przeprowadzenia rytuału byłoby południe w czasie pełni Księżyca i Oxanu. Nie możesz sobie jednak zupełnie przypomnieć, kiedy będzie taki układ ciał niebieskich? Może nastąpić on dopiero za kilka miesięcy a nawet lat... Wiesz jednak, że absolutne minimum jakie powinno się spełnić dla powodzenia rytuału, to odprawić go w południe w dniu Ognia (ignię). Dziś jest ignia. Południe będzie za jakieś pół godziny. Akurat tyle, by się przygotować do ceremonii... Takie wybór czasu zapewni ci premię +10 do Magii Rytualnej.

Test Magii Rytualnej (Int + Magia Rytualna) by określić wymagania ceremonii:
37 + 3 = 40. Rzut: 19. Test zdany z jednym przebiciem.
Aby wykonać rytuał potrzebujesz odnaleźć pozostałe słupy i nieco je oczyścić (wiesz mniej więcej, gdzie powinny być, więc jeśli ktoś Ci pomoże, to nie będzie trudne). Na każdym z nich musisz zapalić świece (świece pewnie masz na wyposażeniu), następnie okrążyć kamienie 18 razy wymawiając odpowiednie zaklęcia blokujące w Sillarionie. Później zaś umieścić własną krew na kamieniach, wejść pomiędzy nie i zakończyć zaklęciem wiążącym.
Aby uzyskać krew musisz stracić 3 poziomy zdrowia. Jeśli wykorzystasz jej więcej (tracąc kolejne 3) dostaniesz premię +10 do Magii Rytualnej.
Rytuał będzie trwał około 20 minut. Nie wiesz ile Energii może Cię kosztować, ani nie wiesz, czy się powiedzie. Więcej jednak nie potrafisz wymyślić by zwiększyć swoje szanse.

: 22 kwietnia 2016, 22:14
autor: Sigil
[center]Grupa Vilberga, Dellan Kayle, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri.[/center]
- Jeśli jest tu jakaś przeklęta przez Bogów brama, której obecność splugawiła to miejsce, to zamknij ją! - zawyrokował Vilberg. - Nie ma co czekać, aż się jakieś paskudztwo z niej wyłoni. Poza tym chyba wszyscy widzimy, że nie wylazło z niej dobrego jak dotąd... Najstarsi, tfu! Co słyszę o jakiś pozostałościach po nich, to wżdy są to ino przeklęte ruiny albo jakoweś artefakty plugawe ... Jakby nic innego te dawne ludy nie robiły jeno wzywały cięgiem demony i potworzyska. Nic dziwnego, że wyginęli! - wąsy starego korsarza zjeżyły się groźnie.

- Tusze jednak, iż nie zajmie ci to wiele czasu i uwiniesz się z tym szybko. Jeśli trzeba ci czegoś, to rzeknij tylko. I nie krępuj się, jakbyś chciał pociągnąć dla kurażu - dodał po chwili wskazując manierkę.

: 23 kwietnia 2016, 10:59
autor: Dobro
- Ahaaa... taaak - powiedział przeciągle Olaf, kiwając lekko głową, wyrażając w ten sposób swoją niepewną aprobatę. Słowa czarodzieja wciąż wydawały się być nieprawdopodobne i wyciągnięte niby z jakiejś pieśni o bohaterach, ale Olaf powoli nabierał przekonania, że - jak kolwiek to absurdalnie brzmi - musi w tym być ziarenko prawdy. A skoro jego ojciec dał temu wiarę... - No, dobra - rzucił krótko po chwili ciszy. - To ty, Kyarielu, zrób co należy, a my tymczasem postaramy się, żeby żaden z tych pajęczaków nie przyrządził sobie Alfra na surowo.

To rzekłszy, Olaf rozejrzał się za najlepszym miejscem z widokiem na całą okolicę i zmieniając pozycję, wciąż czuwał nad ruchem nieprzyjaznych stworów.

- Najwyraźniej zagadkowe ślady będą musiały zaczekać - mruknął pod nosem i skupił się na pilnowaniu drużyny.

: 23 kwietnia 2016, 13:12
autor: zapalki_chaosu
[center]Grupa Vilberga, Dellan Kayle, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri.[/center]

- I dowiedziałeś się tego wszystkiego wpadając głową do bajora? - Vidgar nie dowierzał, jednak po słowach Vilberga, jasnym było, że dowierzać wypada a nawet należy, dodał więc szybko - całe szczęście więc, żem Cię rychło wyłowił!

Klepnął Alfra, trochę ostrożnie po ramieniu by dodać mu otuchy - dobra robota!

Miał jeszcze dodać, że może trochę dziwna metoda zdobywania wiedzy ale ugryzł się w język. Po chwili jednak go olśniło. Wszystko stało się jasne i oczywiste. To nagły kontakt z rzeczywistością, czyli w tym przypadku wodą z bagna, przywrócił rozsądek Kyareilowi. Wielce cieszyła go ta odmiana w magu, zamiast szukać jakiś cholernych, przeklętych kamieni by je badać i pewnie o zgrozo otwierać, teraz nagle mówił o zamykaniu tego plugastwa.

Wyjął więc ponownie miecz, uniósł tarczę i zaczął się bacznie rozglądać, zwłaszcza w takie miejsca, gdzie łatwiej byłoby się ukryć, skradającemu pająkowi. Wypatrywał także punktów dogodnych do skosu dla, kogoś, kto życzyłby sobie ich napaść.

Mimo rewelacji Alfra, niepokój jednak wciąż sprawiał, że kolana wojownika nie odzyskały pełnej stabilności. Pradawna plugawa Brama. Tutaj, tuż obok, źródło czegoś co sprawiło, że wszystkie duchy poznikały a o licznej grupie, dzielnych i doświadczonych wojowników ślad zaginął. To wydawało się zbyt łatwe. W jego wyobraźni pojawiła się znowu scena walki Haurra Gromodzierżcy i jego wojowników z zastępami ciemności, przypomniał mu się także sen Vilberga i to co stało się z jego duchem.

Uświadamiając to sobie teraz w tym momencie, zdjął go nagły strach. Ciało pokryła gęsia skórka i zimny pot, który zaczął spływać mu po twarzy. Jednocześnie w środku czuł zarówno gorączkę jak i chłód. Oddychał szybciej i płycej i zaciskał zęby, żeby inni nie zobaczyli tego po nim.

Jeśli zginie tutaj, walcząc z potworami ciemności a jego duch, zostanie uwięziony tak jak duch Vesteina. To nie trafi do hufca Rodviny ani nawet do krainy przodków, nigdzie nie trafi, będzie uwięziony na zawsze. Zastanawiał się też co stanie się z jego ciałem. Czy pozostanie martwe i rozszarpane? Czy jeśli wyciągną z niego ducha, to jakiś bezpostaciowy stwór z ciemności będzie go używał do swoich plugawych celów? Czy taki los mógł przytrafić się Vesteinowi?
Vidgar zna się na sprawach magicznych jak kura na pieprzu i dl;a niego to jest taka sama pustka jak ta, która niszczyłą świat przed bitwą 90 dni. Vidgar rozgląda się po lesie, więc stoi tyłem do towarzyszy i nie obraca się przez jakiś czas, dopóki się trochę nie uspokoi.
Kiedy po chwili udało mu się, opanować oddech i kolory zaczęły powracać na jego policzkach, zwrócił się do Vilberga.

- Wuju, czuję jak zimno się do mnie dobiera, uracz mnie proszę łykiem tego zacnego specyfiku, bo mi palce zaczynają cierpnąć a coś czuję, że zaraz będziemy musieli się oganiać od tych parszywych pająków.

: 23 kwietnia 2016, 16:59
autor: voodoochild
Grupa Vilberga, Dellan Kayle, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri.


Słowa Vilberga ucieszyły Kyariela ponieważ już myślał że będzie musiał prosić swoich kompanów o pozwolenie na przeprowadzenie rytuału. Taka perspektywa wydała mu się odrobinę absurdalna zważywszy na okoliczności... Na szczęście Vilberg postawił sprawę jednoznacznie.

Owszem bał się, gdyż był to trudny rytuał, jego dotychczasowa praktyka skupiała się na prostszych czynnościach magicznych. Posiadał jednak wiedzę teoretyczną z zakresu tych trudniejszych i teraz nadszedł czas konfrontacji z rzeczywistością...

Z chwilowego zamyślenia wyrwał go Vidgar, coś do niego powiedział i klepnął go w ramię na co ten odpowiedział bladym uśmiechem i spróbował zatrzymać szykujących się do zajęcia pozycji obronnych przyjaciół.

- W południe będzie najlepszy moment na przeprowadzenie rytuału, - Zaczął próbując odgonić strach skupiwszy się na konkretach
- Do tego czasu muszą zostać odnalezione wszystkie trzy słupy, trzeba będzie je odrobinę oczyścić i ustawić na nich świecę. Stoją ułożone w trójkąt równoramienny - mówiąc to szybkimi ruchami wyrysował wzór patykiem na ziemi.

- Są od siebie oddalone o około 5 metrów. - Wskazał na wierzchołki trójkąta.

- Najważniejsze jest aby je odnaleźć i oczyścić na czas, z resztą już sobie poradzę. Czy ktoś z was posiada nóż? Sztylet?

Vidgar bez słowa wyjął zza pasa sztylet i podał do czarodziejowi.

Kiedy objaśnił pokrótce na czym ma polegać ewentualna pomoc, Kyariel nie zwlekając skierował się w stronę miejsca w którym jeszcze chwilę temu plasnął na błotnistą glebę.

Dotarłszy do odkrytego niedawno filaru wskazał gdzie mniej więcej powinny znajdować się pozostałe dwa po czym zabrał się za oczyszczanie tego który był przed nim.

Vidgar odłożył na chwilę tarczę i wspomógł Alfra, odnajdując kolejny filar i ścinając mieczem nieco zbutwiałej trawy i porostów, które go zakrywały. Ucieszyło to Kyariela, gdyż dzięki temu praca poszła o wiele sprawniej.

Po odnalezieniu reszty filarów i ich oczyszczeniu, na każdym z nich postawił palącą się świecę. Do tej pory jego zachowanie zdradzało lekkie zdenerwowanie a wewnątrz jego czaszki gnieździły się obawy co do powodzenia swych poczynań. Kiedy jednak zapłonęły świece i poczuł obecność ognia jego stosunek do przyszłych wydarzeń zmienił się. Strach zniknął a jego miejsce zajęła rozpłomieniona chęć manifestacji siły ognia. Zrozumiał, że im więcej tej energii się w nim przejawi tym lepiej zablokuje żywioł wody będący wzorcem bramy.

Skupił się na swoim wewnętrznym ogniu i pozwolił aby przeniknął go bez reszty po czym rozpoczął wędrówkę wokół kręgu, recytując zaklęcia blokujące w Sillarionie. Obszedł krąg osiemnastokrotnie cały czas recytując zaklęcia, im dłużej to czynił tym bardziej zaczynał postrzegać to jako walkę żywiołów ognia i wody. Zatracił swoją tożsamość identyfikując się bez reszty z aspektem ognia. W pewnym momencie miał wrażenie że magiczne słowa wydobywają się z jego ust pod postacią płomieni. Po osiemnastym okrążeniu dobył sztylet i bez wahania zanurzył jego ostrze głęboko w swoim przedramieniu zadając sobie kilka poważnych cięć i tworząc rozległą ranę. Kiedy krew popłynęła wartkim strumieniem, podszedł do każdego ze słupów i na każdym z nich złożył hojną dawkę swej posoki. Uczyniwszy to wkroczył do wnętrza kręgu aby zakończyć rytuał zaklęciem wiążącym.
OD MG: dokonałem paru zmian w poście z uwagi na deklarowaną mi na PW pomoc Vidgara.

: 24 kwietnia 2016, 14:58
autor: Sigil
[center]Grupa Brnjara, Wilcze Pustkowia, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri.[/center]
Droga minęła w milczeniu, przerywanym jedynie szlochaniem Norlaug. Nikt z członków pechowej wyprawy ratunkowej nie miał ochoty na rozmowy, tonąc we własnych, ponurych przemyśleniach. Z zachodu zerwał się wiatr, a niebo pociemniało nieco, okrywając się warstwą sinych obłoków, których odcień aż nadto przypominał siną barwę ciał zmarłych. W takiej szarówce zwykły polować Wilczośpiewce, a także inne stwory, polujące na tych niegościnnych pustkowiach. Wszyscy odetchnęli więc z ulgą, gdy zza cienkiej zasłony niesionego wichrem śniegu, wyjrzały zabudowania bazy. Zsiedli z koni na podwórzu, przed głównym budynkiem. Brnjar polecił zanieść ciała zmarłych do izby, sam zaś zajął się końmi. Ledwo wprowadził kuce do stajni, gdy pozostałe poczęły rżeć żałośnie, najwyraźniej jakimś sposobem wyczuwając śmierć ich opiekunki. Kwik koni zawierał w sobie niezmiernie rozpaczliwą nutę i kupcowi z najwyższym trudem przychodziło uspokojenie ich.

[center]Obrazek[/center]
Konie dostały jakiegoś ataku rozpaczy. Aktualnie w stajni jest około dziewięciu zwierząt i Brnjar ma poważny problem z ich uspokojeniem i niezbyt mu to wychodzi.

Ciała zmarłych zostaną przeniesione przez Braci Ponuraków do pokoju alchemika, aby Norlaug mogła je obejrzeć.
[center]***[/center]
[center]Grupa Vilberga, Dellan Kayle, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri.[/center]
Trzech Nardlens obserwowało nieco podejrzliwie rytuał odprawiany przez Kyariela, nie do końca wiedząc, czego mogą się po nim spodziewać. Mag rozpoczął od ustawienia na tajemniczych kamieniach świec, a następnie zapalił je. Później zaś począł obchodzić krąg inkantując jakąś przeraźliwie długą i monotonną formułę. Mężczyźni ustawili się nieco dalej, zarówno po to, by oddzielić czarodzieja od siedliska pająków, jak i dlatego, iż całkowicie niezrozumiałe działania czarodzieja budziły w nich pewien niepokój.

Zamieszkujące dolinę stawonogi nie pozostały wszakże całkowicie bierne. Już po kilku wykonanych przez maga okrążeniach, wśród drzew po przeciwległej stronie bagniska, pojawił się dużo większy pająk. Stwór wspiął się zwinnie na drzewo i począł obserwować działania humanoidów, wieloma parami czarnych, błyszczących oczu.

[center]Obrazek[/center]
W pewnym momencie ogromny skakun poruszył żuwaczkami, wydając z siebie głośny klekot, podobny do dźwięku szamańskiej grzechotki. Na ten odgłos gałęzie pobliskich drzew poruszyły się gwałtownie i pojawiło się wśród nich wiele mniejszych, brązowych pająków, najwyraźniej gotujących się do tego, by spełznąć na ziemię i zaatakować wędrowców!
Wygląda na to, że za chwilę nastąpi walka! Mag jest w środku odczyniania rytuału, którego dla swojego i waszego dobra nie powinien teraz przerywać, a więc nie może brać udziału w walce. Pozostali mają czas, aby się przygotować. Kamienie stoją na wystepce nieco stabilniejszego gruntu. Macie chwilę zanim pająki zejdą na ziemię i ruszą ku wam. Przedostanie się przez bagno skokami, jakimi zwykły się poruszać zajmie im jakieś 3 rundy. Od momentu gdy wyjdą z lasu znajdą się w zasięgu łuku Olafa. Proszę o informacje na temat waszych działań!