: 26 marca 2016, 17:44
Gdzie do diaska jest ten cholerny Gonzo! - pomyślal Clarens kiedy uznał że właściwie to nic więcej nie da się zrobić*. Wódz był w połowie drogi do Krainy Przodków.
- Gonzo, odpalaj... - rzucił wzrokiem na siedzenie ale Latynisa tam nie było. Przez chwile zastanawiał się gdzie tez podział się Palownik i nawet zdecydował się wychylic czubek glowy ponad ramę okna subaru. Jednak Latynosa nigdzie nie zobaczył. Coś bardzo chłodnego tknelo Białasa. Przez chwilę pomyślal że może ten samochód go jednak potrącił i teraz leży gdzieś ze zlamanymi żebrami jecząc z bólu. ...
Zaklał cicho i na przekór sobie otworjzył drzwi subaru od strony, którą uznał za bezpieczniejsza. Z oporem ale wylazł na czworakach zobaczyć co się mogło stać. Mial nadzieję że walczacy wezmą go za rannego i miast go dobić znajdą sobue dużo wdzięczniejszy plujacy jeszcze ołowiem cel...
- Gonzo, odpalaj... - rzucił wzrokiem na siedzenie ale Latynisa tam nie było. Przez chwile zastanawiał się gdzie tez podział się Palownik i nawet zdecydował się wychylic czubek glowy ponad ramę okna subaru. Jednak Latynosa nigdzie nie zobaczył. Coś bardzo chłodnego tknelo Białasa. Przez chwilę pomyślal że może ten samochód go jednak potrącił i teraz leży gdzieś ze zlamanymi żebrami jecząc z bólu. ...
Zaklał cicho i na przekór sobie otworjzył drzwi subaru od strony, którą uznał za bezpieczniejsza. Z oporem ale wylazł na czworakach zobaczyć co się mogło stać. Mial nadzieję że walczacy wezmą go za rannego i miast go dobić znajdą sobue dużo wdzięczniejszy plujacy jeszcze ołowiem cel...
Docierają do granicy auta rozgladam się wychylajac nieco głowę. Jeśli zobaczę Gonza na leżącego na ulicy to się do niego podczolgam.