Strona 25 z 48

: 12 lutego 2016, 18:31
autor: Keth
Mostek Królowej Cierni, 499.815.M41

Jeden z hermetycznych włazów otworzył się z sykiem siłowników zwracając uwagę Morgana. Kapitan oderwał spojrzenie od widniejącej na taktycznych wyświetlaczach projekcji kosmicznej stacji, skinął głową wchodzącemu na mostek seneszalowi. Christo ubrany był w doskonale skrojony uniform dynastii, nawiązujący w pewnym stopniu do paradnych mundurów imperialnej Marynarki, ale pozbawiony insygniów oficerskich i zupełnie odmienny kolorystycznie. Na wysokim kołnierzu eleganckiego płaszcza Barcy pyszniły się złote spinki w kształcie otoczonej cierniami korony, a w ornamentowanej pochwie u boku wisiał zdobiony klejnotami kord.

Za plecami seneszala stąpało sześciu jego przybocznych, starannie dobranych ochroniarzy o niepodważalnej lojalności dowodzonych przez Rappa. Wszyscy mieli na sobie czarne karapaksy w barwach Blackthornów i przewieszone przez ramiona ciężkie lasery, lecz chociaż stwarzali groźne wrażenie, kapitan pominął ich zupełnie swą uwagą, podobnie jak samego seneszala. Jego spojrzenie pobiegło ku ostatniej osobie w grupie delegatów na Przyczółek.

Była nią ubrana w czarną suknię wysoka kobieta o jasnych włosach, upiętych w przydający jej dystyngowanego wyglądu kok. Poruszała się z gracją zdradzającą obycie w wyższych sferach i chociaż napotkawszy wzrok dziedzica opuściła głowę ku posadzce pomieszczenia, Morgan zdążył dostrzec błysk skrzącej się w jej szarych oczach inteligencji.

- Jesteśmy gotowi do opuszczenia okrętu, panie Blackthorne - oznajmił Christo czekając, aż Nadia się z nim zrówna, a potem wysuwając ku swej towarzyszce ramię - Pan Krix przygotował do startu wszystkie maszyny pasażerskie, jednakże przez wzgląd na odpowiednią oprawę wizyty oraz komfort podróży mojej doradczyni proszę o zgodę na udostępnienie nam kanonierki.
Seneszal zabiera ze sobą Nadię (która w swoich kręgach uchodzi za kochankę Barcy, jego zauszniczkę i najemną zabójczynię), sześciu doborowych przybocznych oraz drużynę armsmenów mających czekać w kanonierce w dokach stacji. Czy kapitan jednak nie da się zmiękczyć i nie zmieni zdania dołączając do delegacji? Być może skłoni go do tego urok sprawiającej tak niewinne wrażenie Nadii? Który kapitan pozostawi szlachetnie urodzoną piękność na łasce niezrównoważonego seneszala?

: 13 lutego 2016, 10:29
autor: Kargan
Mostek Królowej Cierni, 499.815.M41

Zanim Morgan Blackthorn zdążył odpowiedzieć swojemu irytującemu Seneszalowi zauważył kątem oka zbliżającego się oficera odpowiadającego za łączność i monitoring, co dawało mu doskonałą okazję do uniknięcia natychmiastowej odpowiedzi i przemyślenia tego i owego.

- Co tam nowego Zend ? - rzucił krótko Morgan

- Justus Pagni potwierdził właśnie wysłanie astropatycznego komunikatu o naszym starciu z piratami - zameldował służbiście Milos - Komunikat został wysłany na Footfall i tu już mamy potwierdzenie odbioru ze względu na minimalną odległość oraz do posterunku Floty w Port Wander, ale tu oczywiście przesłanie trochę potrwa...


Odpowiadając na pytanie jak się nazywa wasz nowy astropata :) A reszta zależy od kapitana :)

: 14 lutego 2016, 10:59
autor: Suriel
Sala ćwiczeń Królowej Cierni, 499.815.M41

Morgan skinął głową Seneszalowi. Był zły na siebie ale doskonale to maskował chłodną postawą. Dopiero kiedy odszedł parę kroków na bok do swoich sekundantów dał cichy upust swej irytacji.

- Te ostatnie miesiące tak mnie zastały drogi przyjacielu - zwrócił się do swego starego adiutanta - ...iż wygląda na to, że teraz może mnie pokonać byle kto.

Przepłukał spragnione usta wodą i zaczął odpinać rzepy od czarnego ochronnego stroju do szermierki. Rzucił zimnym okiem na młodego chłopaka który stał z ręcznikiem i tacą z napojem. Młodzieniec z trudem panował nad swoją twarzą by się nie uśmiechnąć na ostatnie złośliwe słowa kapitana. Wzrok Blackthorna ściął go w jednym momencie. Zadał sobie sprawę, iż nie będzie mu dane podzielić się z nikim tą anegdotą jeśli nie chce by był to jego ostatni rejs.

- On ma jednak rację Lazerusie... - mówił do milczącego adiutanta podczas kiedy młody chłopak, odstawiwszy tacę, zdejmował mu długie za kolano buty.
- Mam na myśli powiedzenie słowa czy dwóch do załogi -bowiem jeśli chodzi o powiadomienie o rozbiciu piratów, cóż to chyba nieco przesada. Pamiętaj chłopcze, że nie należy przesadnie szczycić się zwycięstwami. Tym bardziej, że nie wiemy czyim przyjacielem są, prawda? Przeto pamiętaj, iż oficerska skromność jaką obaj z Lazerusem posiadamy oraz fakt, iż nie koloryzujemy rzeczywistości a mówimy szczerą prawdę jest kluczem naszego sukcesu...

Chłopak skiną na znak, iż zrozumiał tę mądrość i Morgan musiał przyznać, iż ciche dobieranie zaufanych ludzi do bezpośredniego otoczenia kapitana zaczęło przynosić efekty. Stary milczący adiutant zdawał się doskonale rozumieć znaczenie doboru odpowiedniej kadry. Dobrej to znaczy takiej której gwiazda jaśnieć mogła tylko i wyłącznie przy Morganie, takiej która poszłaby za nim w ogień ponieważ nie miała nic do stracenia.

[center]***[/center]
Pół godziny później, Morgan kończył przemawiać do załogi.

-... zatem siłą rzeczy kluczem zwycięstwa nad piratami okazał się przede wszystkim geniusz manewrów wykonanych przez kapitana Królowej a także sprawna praca zespołowa wszystkich załogantów. Możemy sobie pogratulować pierwszego zwycięstwa i to zwycięstwa bez jakichkolwiek strat. Koniec komunikatu.

Morgan wyłączył mikrofon sam jeszcze przez chwilę był rozemocjonowany płomiennym przemówieniem jakie wygłosił. Składały się na nie długie peany pochwalne manewrów wykonywanych przez kapitana Królowej i jedno zdanie o załodze na końcu.

- Panie Pagni proszę o wysłanie lapidarnego komunikatu o zwycięskiej potyczce z piratami. Do wiadomości Footfall oraz Port Warden. - Powiedział zmęczony piętnastominutowym przemówieniem.

Mostek Królowej Cierni, 499.815.M41

- ...oraz komfort podróży mojej doradczyni proszę o zgodę na udostępnienie nam kanonierki. - zakończył pytanie Barca.

Morgan przez chwilę zawahał się widząc tą piękność w całej ozdobie ale ostatecznie w duchu stwierdził, iż nie jest to wystarczający powód by kalać oficerski mundur. Choćby były mundur.

- Ma pan zgodę panie Barca. Ale czy to aby nie nazbyt niebezpiecznie zabierać damę w taką eskapadę na grunt, który powiedzmy szczerze jedynie z nazwy jest domeną Imperium? Niemniej jednak pewno wie pan co pan robi życzę powodzenia. Aha... jeszcze jedno. Zabierze się z wami mój adiutant Lazerus, żeby załatwić drobne sprawunki. Proszę się nie przejmować nie będzie panu wadził, nawet zauważy pan jego obecności. Tylko proszę dopilnować by powrócił, jest już staruszek wiekowy. - Skończył Morgan zbyt uprzejmie ściskając rękę Seneszala. Skinieniem głowy pożegnał kobietę.

Barca rzucił okiem na żylastego adiutanta. Ile mógł mieć lat? Przemknęło mu przez głowę pytanie. Wyglądem przypominał pięćdziesięcioletniego z górką człowieka. Barca jednak wewnętrznie czuł, że jest znacznie starszy. Głowę miał już przyprószoną siwizną, trzymał się jednak sprawnie. Lazerus uprzejmie się uśmiechnął i spuścił głowę pod wpływem wzroku Seneszala nic nie mówiąc. Barca stwierdził, że nigdy do tej pory nie słyszał by ten człowiek kiedykolwiek powiedział. Uznał też, że było coś takiego w tym żylastym starcu co napawało lekkim niepokojem.
Uzupełniamy zapasy żywności i tlenu i czego tam jeszcze. Zejść urlopowych nie ma, przypominam że są zablokowane do czasu opracowania procedur urlopowych (zasługa jego ekscelencji Diomedesa). :P

: 14 lutego 2016, 14:12
autor: el009
Laboratorium Diomedesa, pokład Królowej Cierni, 499.815.M41

Obiekt numer jeden w końcu zdał sobie sprawę z bezcelowości błagania o łaskę i wstawiennictwo Imperatora. Przypięty solidnymi pasami do stołu sekcyjnego bełkotał tylko niezrozumiale i szlochał cicho. Milczący magos w zadumie przyglądał się zgromadzonym pospiesznie narzędziom zastanawiając się od czego zacząć. Miał pewne pojęcie o ludzkiej anatomii zdobyte podczas tworzenia rozmaitych serwitorów. Tym razem stało przed nim trudniejsze zadanie - zamiast rozczłonkować zwłoki i połączyć je z mechanicznymi częściami planował uszkodzić gangera a następnie w miarę możliwości przywrócić mu dawną formę. Było to nieco bardziej skomplikowane a wiedza z manuskryptów Mechanicum wymagały praktycznej weryfikacji.

Otulona karminowym płaszczem lexmechanik Eugenia, świeżo mianowana asystentka eksploratora, stała nieco z boku obserwując przygotowania do eksperymentu, gotować sporządzić szczegółowy raport z jego przebiegu i wyników.

- Obiekt numer jeden, procedura jeden. - zaczął dyktować Diomedes - Mężczyzna, wiek szacowany na 35 lat, średnia budowa ciała, pochodzenie Port Wander.

Magos wybrał łańcuchowe ostrze, zważył je w dłoni i uruchomił niewielki silnik. Adamantynowe zęby zawirowały ze zgrzytem.

- Rana cięto-szarpana prawej ręki z całkowitą separacją tkanek. - prymitywny bandyta wydawał się nie dostrzegać istoty eksperymentu bo wznowił wycie ze zdwojoną siłą - Cel zabiegu to powtórne przyłączenie kończyny, przywrócenie czynności układu krwionośnego i nerwowego. Chwała Maszynie!

Diomedes pochylił się nad stołem sekcyjnym i zwiększył obroty ostrza chcąc uzyskać możliwie czyste cięcie...

***

Eksplorator otarł krew która opryskała jego karapaks. Zdecydowanie nie był zadowolony. Obrzucił zachlapane poskoą laboratorium długim spojrzeniem i podyktował wnioski z doświadczenia.

- Przyczyna zgonu to utrata krwi i szok pourazowy. W przypadku rozerwania tętnicy należy niezwłocznie zmniejszyć wyciek do minimum. Spadek ilości płynu w instalacji krwionośnej wydaje się prowadzić do szybkiego i nieuniknionego zgonu. Zwiększenie tętna i ciśnienia krwi spowodowane szokiem po amputacji dodatkowo przyspiesza ten proces. - zauważył przytomnie - Rozważyć zastosowanie środków uspokajających przy kolejnej próbie. Koniec notatki.

Magos nie był przyzwyczajony do porażek ale nie uważał doświadczenia z całkowicie nieudane. Wyciągnął z niego nowe doświadczenie za niewielką cenę.

Ciało jest słabe jak mówi Codex Mechanicum. Maszyny są zdecydowanie bardziej odporne na uszkodzenia i łatwiejsze w naprawie. - zwrócił się do swojej asystentki - Mam jednak wrażenie, że wybraliśmy zbyt trudny przypadek jak na początek. Rany szarpane wydają się być trudne do naprawy. Jutro spróbujemy z perforacją jamy brzusznej, to powinno być ciekawe. Na szczęście nie był to jedyny obiekt.

Notująca pilnie adeptka skinęła tylko głową. Nie wiedziała jeszcze czego oczekiwał jej mistrz, rozumiała jednak że przy patronacie Eksploratora może awansować w strukturach Mechanicum a takiego daru Omnizjasza nie wolno jej było zmarnować.

- Dopilnuj by zaprowadzono tu porządek a potem przygotuj raport z diagnostyki układów sensorycznych. - powiedział Diomedes wychodząc z laboratorium - Ja tymczasem muszę udzielić audiencji...

Magos był pewien, że transmechanik alfa, przełożony sekcji napędowej Królowej, czeka już przed drzwiami gabinetu. Mniejsza niż oczekiwana moc głównych silników fregaty wymagała szczegółowych wyjaśnień z jego strony jeśli miał pozostać na stanowisku.
Taka tam sympatyczna scenka rodzajowa ;)
Przygotowuję sobie grunt pod umiejętność Medicae z drugiej tablicy eksploratora. Będę mógł was zszywać jeżeli zostaniecie ranni, pod warunkiem że obiekty badawcze nie skończą mi się zbyt szybko.

: 14 lutego 2016, 17:17
autor: Keth
Orbita Footfall, 499.815.M41

Kanonierka opuściła hangar Królowej kierując się łagodnym łukiem ku lewitującej w czerni kosmosu ogromnej stacji. Dorównujący rozmiarami Port Wander, Przyczółek w niczym imperialnej instalacji nie przypominał. Siedzący w kokpicie między fotelami pilotów Christo Barca przyglądał się orbitalowi ze skupioną miną. Seneszal bywał wcześniej wielokrotnie na stacji, ale doświadczenie i wrodzona paranoja nakazywały mu zachowywać przy każdej wizycie jak najdalej posuniętą ostrożność.

Ostrożność była cnotą w oczach każdego przybywającego na Przyczółek gościa. Chociaż w samym sercu stacji pyszniła się surowym pięknem kilkusetmetrowa statua Boga-Imperatora, Przyczółek nie bez powodu uchodził za gniazdo zepsucia, degeneracji i kryminalnej aktywności. Stworzony czterysta lat wcześniej przez Wolnego Kupca Parsimusa Dewaina, orbital sprawiał wrażenie instalacji budowanej bez uprzedniego plany, powiększanej co rusz o nowe segmenty konstruowane przez różne grupy interesów, organizacje i sekty. Spozierający za pancerne szyby seneszal mógłby przysiąc, że w trakcie półrocznej nieobecności Królowej w systemie Furibundusa w obrębie wielkiej stacji pojawiły się co najmniej cztery nowe segmenty.

Kamienne i metalowe powierzchni orbitalu lśniły w blasku promieniującym od gigantycznej gwiazdy usytuowanej w sercu systemu, ziejącej w czerń kosmosu jęzorami plazmy.

- Osiem minut do lądowania - oznajmił jeden z pilotów, czarnowłosy niski mężczyzna z wszczepionymi w skronie gniazdami neurosprzęgu. Seneszal skinął w odpowiedzi głową odnotowując w myślach fakt, że kanonierka ani razu nie została wywołana przez lokalną kontrolę lotów. Instytucja taka na Przyczółku po prostu nie istniała, będąc kolejnym dowodem organizacyjnego chaosu stojącego w całkowitej opozycji do uporządkowanych systemów monitoringu Port Wander.
Skoro kapitan nie zechciał się z nami wybrać, Christo spotka się w centralnej części Przyczółka z kilkoma znajomymi brokerami, by wymienić z nimi wieści. Nieobecność kapitana zwalnia seneszala z wątpliwej przyjemności odwiedzenia naczelnika Morossa.

: 14 lutego 2016, 17:39
autor: Keth
Laboratorium Diomedesa, 499.815.M41

Wprawiane w ruch hydraulicznymi siłownikami drzwi rozsunęły się automatycznie, kiedy Diomedes się do nich zbliżył, uaktywnione emitowaną przez techkapłana radiową sekwencją. Zgodnie z oczekiwaniami magosa w sąsiednim pomieszczeniu oczekiwał już na spotkanie transmechanik alfariusz Roderik Kybarrus, ale nie był bynajmniej sam. Przełożonemu sekcji napędowej okrętu towarzyszył inny przedstawiciel kultu Boga-Maszyny, przeraźliwie szczupły mężczyzna okrywający się szczelnie karmazynowym płaszczem z kapturem, pod którym lśniły zielonkawą poświatą nienaturalnie wielkie i okrągłe cybernetyczne oczy.

Diomedes przystanął w miejscu odwracając się ku osobie niezapowiedzianego gościa. Wokalizery obu techkapłanów wymieniły między sobą sekundowe transmisje niesłyszalne dla zwykłych śmiertelników, zawierające zakodowane w binaryku identyfikatory.

- Magos Dedrimex - przybysz przedstawił się formalnie, chociaż z praktycznego punktu widzenia nie było to konieczne po wymianie cyfrowych danych - Departament analizy danych astrograficznych.

- Błogosławieństwo Omnizjasza z tobą, bracie w maszynie - odpowiedział równie formalnie Diomedes.

- Biorąc pod uwagę pański krótki pobyt w obrębie Ekspansji Koronusa, czcigodny magosie, a także specyfikę pańskiego upublicznionego przebiegu służby Kultowi Maszyny uznałem za wielce prawdopodobne, iż nie wie pan jeszcze o istnieniu w tym systemie autoryzowanej instalacji Adeptus Mechanicus - oznajmił suchym tonem Dedrimex - Bez względu na ewentualny zamiar praktycznego wykorzystania tej informacji uważam za swój obowiązek przekazaniu panu odpowiedniej wiedzy.
Diomedes pochodzi spoza Ekspansji i może nie wiedzieć o Altar-Templum-Calixis-Ext-17... Jeśli wie, może zrugać Dedrimexa; jeśli nie wie, może skorzystać z okazji do uzupełnienia wiedzy ;)

: 14 lutego 2016, 18:17
autor: el009
Laboratorium Diomedesa, 499.815.M41

- Zaprawdę, niezbadane są ścieżki Boga Maszyny. - zaskoczony Diomedes oparł się na swoim toporze a nieodłączna serwoczaszka lustrowała przybyszy rubinowymi wizjerami - Słyszałem o istnieniu tej placówki jednak nie dotarłem do bardziej szczegółowych informacji na jej temat.

Niespodziewana wizyta Dedrimexa nieco komplikowała plany wobec Kybarrusa jednak nowe, potencjalnie użyteczne informacje były warte tych niedogodności.

- Ciekawi mnie czym zajmuje się placówka Mechanicum w tak odległym zakątku galaktyki. - zaczął po chwili eksplorator - Czyżby natrafiono tu na ślad archeotechnologii? Czasem Ścieżka Wiedzy biegnie tam, gdzie najmniej jej się spodziewamy. Z przyjemnością wysłucham tego, co możesz mi przekazać magosie. Raport transmechanika może jeszcze chwilę poczekać.

: 14 lutego 2016, 20:28
autor: Keth
Laboratorium Diomedesa, 499.815.M41

Magos Dedrimex poruszył przecząco głową, stosując mowę ciała w stopniu świadczącym o niedostatecznej jeszcze asymilacji z Maszyną.

- Nie znam odpowiedzi na pańskie pytanie, aczkolwiek dysponuję pewną ilością wiarygodnych hipotez - odpowiedział - W czasach pańskiego czcigodnego poprzednika próbowaliśmy za każdym razem podjąć komunikację ze stacją, za każdym razem bezskutecznie. Jestem w stu procentach przekonany, że nasze sygnały radiowe były odbierane. Placówka Altar-Templum-Calixis-Ext-17 pracuje nad ściśle tajnymi projektami Adeptus Mechanicus i to może tłumaczyć niechęć jej przełożonych do komunikacji ze światem zewnętrznym, nawet własnymi braćmi w wierze.

- Jaka jest jej dokładna lokalizacja i w jaki sposób można się na nią dostać? - spytał wsparty na swej ceremonialnej broni Diomedes.

- Usytuowanie krytycznie niebezpieczne, na ekstremalnie niskiej orbicie Furibundusa - Dedrimex ponownie potrząsnął głową - Żadne konwencjonalne jednostki nie są tam w stanie dotrzeć ze względu na poziom radiacji słonecznej. Załogi pozbawione całkowitej konwersji cybernetycznej mają zerowe szanse na przetrwanie w tak niekorzystnych dla tworów organicznych warunkach. Gdybyśmy posiadali wahadłowiec wyposażony w specjalistyczne osłony termiczne i generatory punktowych pól siłowych, odpowiednio dobrany zespół byłby w stanie dotrzeć do stacji z prawdopodobieństwem siedemdziesięciu dwóch procent sukcesu. Nie wiadomo jednak, czy zostalibyśmy tam przyjęci.

- Jaką zatem wartość praktyczną ma dla nas wiedza o istnieniu tej placówki? - Diomedes już dawno wyzbył się typowo ludzkich emocji, a jednak wsłuchany w konwersację Kybarrus mógłby przysiąc, że w nieludzko modulowanym głosie arcymagosa pojawiła się ledwie wyczuwalna nuta irytacji.

- Praktycznej brak, w przeciwieństwie do duchowej - odrzekł Dedrimex składając dłonie w ceremonialny znak koła zębatego - Tamtejsi techadepci to nasi bracia w wierze. Próbując nawiązać z nimi kontakt wysyłamy sygnał potwierdzający łączącą nas więź.
Techkapłani Królowej nie pamiętają, by załoga placówki kiedykolwiek skontaktowała się ze światem zewnętrznym, a czciciele Boga-Maszyny trzymający pieczę nad tarczami pól siłowych Footfall twierdzą, że istnieje formalny zakaz zbliżania się do Altar-Templum-Calixis-Ext-17 wszystkim jednostkom nie posiadającym specjalnego glejtu wydawanego jedynie przez najwyższe władze Światów Lathe.

: 14 lutego 2016, 21:42
autor: Keth
Orbita Footfall, 499.815.M41

Na wbudowanych w konsolety pilotów ekranikach pojawiały się co chwila identyfikatory dokujących w Przyczółku kosmicznych jednostek, przede wszystkim okrętów latających pod banderami Wolnej Floty. Seneszal przesunął spojrzeniem po liście znanych i nieznanych sobie nazwisk, odnotowując je skrupulatnie w pamięci.

Wyposażona w potężne plazmowe turbiny kanonierka - mocno zmodyfikowany Star Rider XV zakupiony przez Titusa Blackthorna na Malfi - zbliżyła się do jednego z wielkich hangarów Przyczółka, przeniknęła przez cienką warstwę pola atmosferycznego chroniącego wnętrze hangaru przed mroźnym dotykiem kosmicznej pustki. Maszyna zawisła na jednym z kompozytowych lądowisk, opadła w dół osiadając pośrodku wyrysowanego na płycie okręgu. Prowadzący kanonierkę piloci należeli do najlepszych w swoim fachu, których można było kupić za pieniądze dynastii.

Seneszal odpiął pasy bezpieczeństwa i opuścił kokpit przedostając się do przedziału pasażerskiego, gdzie reszta delegacji przygotowywała się do opuszczenia maszyny.

Tylna rampa kanonierki zaczęła się otwierać przy wtórze pokładowej hydrauliki wpuszczając do wnętrza maszyny egzotyczną mieszankę zapachów wypełniających filtrowane w nieskończoność powietrze wypełniające przestrzeń orbitalu.
Mistrzu, seneszal ma następujący plan. Chce przejść się w asyście świty do Obsydianowej Sali (taki mniej imponujący odpowiednik Złotej Komnaty w Port Wander), by dowiedzieć się, co słychać w Ekspansji. Poproszę o rzut na Zdobywanie informacji +10, Fel 64, w razie porażki przerzut z Fate Pointa. W zależności od ilości sukcesów bądź porażek napiszę następną fabularkę.
Rzut: 43 :) 3 sukcesy...całe mnóstwo informacji :) Jedną z nich jest to, że ktoś o Was pytał. W sensie o Królową. Niestety nie ma możliwości prześledzenia kto to był. Za dużo pośredników w łańcuchu.

: 15 lutego 2016, 08:49
autor: el009
Laboratorium Diomedesa, 499.815.M41

- Dobrze zatem, proszę wysłać formalne powitanie, zgodnie ze świętymi protokołami komunikacyjnymi Mechanicum choć nie sądzę aby więzi naszego zakonu wymagały potwierdzenia. - wycharczał po chwili wokalizer Diomedesa - Proszę też dodać, że w miarę naszych skromnych możliwości możemy wesprzeć ich w dziele nad którym pracują. Jeżeli postanowiliby odpowiedzieć chcę być niezwłocznie poinformowany.

Diomedes wyprostował się z sykiem siłowników wspierających wątły szkielet. Zauważył kilka kropel krwi na przedramieniu i otarł je mechanicznie.

- To wszystko magosie Dedrimex, były to wieści... pobudzające intelektualnie. - dodał z chwilowym zawahaniem - Jestem pewien że masz jeszcze wiele innych obowiązków i nie chcę cię zatrzymywać. Chwała Maszynie!

Wzrok eksploratora spoczął teraz na transmechaniku Kybarrusie. Niechęć Ducha Maszyny drzemiącego w sekcji napędowej do współpracy mogła być zgubna w sytuacji zagrożenia i należało temu niezwłocznie przeciwdziałać.

- Jestem pewien że rozumiesz dlaczego zostałeś wezwany bracie. - zaczął Diomedes gdy kroki drugiego magosa ucichły w korytarzu - Złóż zatem wyczerpujące wyjaśnienia i zaproponuj rozwiązanie, nie mam dla ciebie godnego zastępcy i nie chciałbym go pospiesznie szukać.

: 15 lutego 2016, 13:39
autor: Keth
Obsydianowa Sala, 499.815.M41

Siedzący w wykuszu pierwszego piętra domu aukcyjnego seneszal spoglądał badawczo na twarz swojego rozmówcy. Ubrany w anonimowe szare szaty Elber Balassar sączył z kieliszka ciemnorubinowy płyn zaserwowany przez przywołanego naprędce posługacza. Nadia wymieniła z brokerem toast, nie przestając kokietować go wymownymi spojrzeniami. Sześciu noszących czarne karapaksy przybocznych seneszala pilnowało wejścia do wykuszu trzymając na dystans wędrownych handlarzy proponujących po okazyjnych cenach kiepskiej jakości religijne księgi, kościane relikwie i rzekomo pierwszorzędne mapy astronawigacyjne Ekspansji.

- Klnę się na świętą Epistanię, że nie wierzyłem w wasz powrót - powiedział z przekonaniem Elber - Kiedy skakaliście tym wrakiem w Osnowę, wszyscy stawiali na waszą zagładę w Immaterium. Sam wiesz jak wyglądała wówczas Królowa.

- To już przeszłość - wzruszył ramionami Barca - Nowy dziedzic zadbał o jej pełną rekonstrukcję. Opowiedz lepiej, co się tutaj działo pod naszą nieobecność. Moross nadal sprawuje władzę?

- Nadal, ale pogrąża się w coraz większej psychozie - Elber zniżył głos, chociaż umieszczony na blacie stolika zagłuszacz seneszala generował dostatecznie silne radiowe szumy, by rozmowy nie można było podsłuchać - Krążą plotki, że Kasballica zaczyna tracić do niego cierpliwość. Vladaym Tocara i Hadarak Fel podobno zamierzali zorganizować na Przyczółku główny punkt przerzutowy artefaktów z Dominium Egariańskiego, ale Moross zażądał zbyt dużego udziału dla siebie. Fel się wściekł, odleciał po wielkiej awanturze, wcześniej jego obstawa odstrzeliła tuzin przybocznych Morossa. Ma teraz formalny zakaz przylotów na Przyczółek.

- Nie czuję z tego powodu wielkiego rozczarowania - odparł Christo - To zdradziecka żmija, lepiej nie mieć go za rufą. Ale to on dostarczał największe partie niewolników dla Czerwonej Szkoły. Jeśli wypadł z interesu, kto przejął zyski?

- Przede wszystkim Krawkin Feckward, okazyjnie Django Pogromca - wyjawił Elber budząc dźwiękiem pierwszego miana zgrzytnięcie zębów seneszala - W porównaniu z Krawkinem Hadarak to mniszka szpitalniczka z Sororitas, możesz mi wierzyć. Transporty przywożone do Czerwonych to tylko ułamek żywego towaru, który przerzuca na Oddech Lucina.

- Skąd bierze niewolników? - spytał Barca nalewając sobie i Nadii rubinowego trunku - Z Pogańskich Światów?

- Tak, stamtąd. Ale ostatnio podobno ma trochę kłopotu z piratami.

- Feckward ma kłopoty z piratami? - Christo roześmiał się sarkastycznie - Dałbym głowę, że ma z nimi doskonałe kontakty, nawet z czcicielami Osnowy.

- Nie z tymi - Elber pokręcił przecząco głową, a w jego głos wkradł się cień niepokoju - Miecze Zmierzchu znowu grasują wśród Pogańskich Światów.

- Eldarscy degeneraci - Christo i Nadia jednocześnie nakreślili na piersiach ochronne znaki mające strzec ich przed zgubnymi pokusami ksenofilii - Myślałem, że Bóg-Imperator ostatecznie nas od nich uwolnił.
Pierwsza wstawka fabularna bazująca na sukcesach testu Zbierania informacji. Postaram się dorzucić w ciągu dnia jeszcze jakiś update!

: 15 lutego 2016, 16:26
autor: Keth
Obsydianowa Sala, 499.815.M41

Elber Balassar odsunął od siebie pusty kieliszek, podziękował gestem dłoni chcącemu napełnić naczynie seneszalowi. W zamian wyciągnął z kieszeni płaszcza nabitą halucynogennymi proszkami lufkę i zapalniczkę, wkładając używkę w kącik ust.

- Muszę ci się do czegoś przyznać, Christo - powiedział podgrzewając płomieniem zapalniczki lufkę - Zapomniałem o tym wcześniej w natłoku wrażeń. Ktoś o was wypytywał, już po odlocie Królowej do Calixis.

- Kto taki? - Barca zachował kamienny wyraz twarzy nie dając po sobie poznać zainteresowania - I w jakiej sprawie?

- Naprawdę nie wiem - Elber wzruszył wymownie ramionami - To było kilka miesięcy temu i usłyszałem o sprawie przez przypadek od jednego z pośredników. Ktoś chciał się dowiedzieć, gdzie jesteście.

- Najpewniej któryś ze starych wspólników Titusa - odparł z przekonaniem w głosie seneszal, chcąc uciąć niepotrzebne spekulacje rozmówcy - Jeśli to coś ważnego, pewnie się odezwie słysząc o naszym powrocie.

Oblicze Barcy nie przejawiało śladu zainteresowania wiadomością, ale jego paranoiczny umysł pracował w tym samym czasie na pełnych obrotach. W chwili swej tragicznej śmierci Titus Blackthorne miał zamknięte wszystkie sprawy biznesowe, nie miał też żadnych długów. Czy zatem tajemniczy nieznajomy miał jakieś powiązania z zajściami w Port Wander, mającymi miejsce kilka miesięcy później? I czy coś łączyło go z pokiereszowanym w zasadzce rajderem?

- Dziękuję za spotkanie, Elber - seneszal odsunął swe krzesło, wstał z miejsca wyciągając w stronę brokera dłoń - Mam sporo do przemyślenia.

- Pozostaniecie długo w Przyczółku? - spytał Balassar pociągając z lufki.

- Jeszcze nie wiem - skłamał gładko seneszal - Czekam na decyzję kapitana. Na razie bywaj.

- Rozmowa z tobą to zawsze przyjemność, w wielkiej mierze dzięki tak pięknemu towarzystwu.
Dobra, spadamy z powrotem na Królową. Zakupów nie róbmy, stracimy zbyt wiele czasu i na dodatek trzeba będzie odpalić darowiznę Morossowi. Lećmy jak najszybciej na Oddech Lucina, tam się poszuka lukratywnego kontraktu u Calligosa lub Aspyce.

: 15 lutego 2016, 20:44
autor: Keth
Orbita Footfall, 499.815.M41

Kanonierka opuściła Przyczółek półtorej godziny po lądowaniu na stacji, powracając tą samą trasą na pokład Królowej Cierni. Siedzący ponownie w kokpicie Star Ridera Christo skorzystał z okazji do przyjrzenia się flagowej jednostce dynastii z zewnątrz. Surowe piękno fregaty niezmiennie wprawiało seneszala w poczucie dumy, nie tylko z racji przynależności, ale i ludzkiego pochodzenia. Królowa Cierni latała w zamierzchłej przeszłości pod inną nazwą, w eskadrach imperialnej Marynarki w przestrzeni Sektora Scarus, gdzie do czasu swej demobilizacji zapisała piękną kartę historii floty.

Spoglądając na okręt okiem dumnego rodzica, Barca przesuwał spojrzeniem po ostrym dziobie, po kanciastych liniach kadłuba przechodzącego w wieżę dowodzenia osadzoną na gigantycznej sekcji napędowej. Liczące sobie po czterysta metrów średnicy dysze plazmowych reaktorów pulsowały słabą niebieską poświatą sygnalizując pracujący w jałowym trybie napęd.

- Kanonierka do mostka - rzucił w eter pierwszy pilot - Prosimy o pozwolenie na dokowanie.
Nasza wizyta w systemie Furibundusa dobiegła końca, pałeczkę oddaję ponownie w ręce Mistrza Gry. Proponuję bez dalszej zwłoki skoczyć w Osnowę i polecieć na Oddech Lucina. Układanka z zamachem w Port Wander, zasadzką rajdera i próbami podjęcia kontaktu w Footfall jest wciąż zbyt niekompletna, by coś z niej wyczytać.

Jak mniemam, VojtasB zaniechał dalszej gry?

: 15 lutego 2016, 21:38
autor: Suriel
Lewa burta Królowej, sala dopraw 499.815.M41

Na Królowej jak na każdym okręcie panował pewna cicha rywalizacja. Pomiędzy oficerami, pomiędzy poszczególnym oddziałami armsmenów a nade wszystko pomiędzy tymi z lewej i tym z prawej burty. Morgan to doskonale wiedział. Czterdzieści lat na okręcie marynarki wojennej nauczyło go bardzo wiele o życiu i zasadach na okrętach, a jedną rzeczą obecną na każdym okręcie była właśnie nieustająca rywalizacja między żołnierzami. Blackthorn kochał wszystkich swych armsmenów, jednak wiedział też jak dobrze wykorzystać animozje i wyścig pomiędzy nimi.

- ... to była naprawdę dobra robota, Voidsmenie. Powiedział do kolejnego ze strzelców, którzy w ostatniej potyczce dali pokaz niesamowitych umiejętności kosząc połowę burty pirackiego okrętu. Według nader skromnych nawet obliczeń ta jedna salwa, która zadecydowała o przechyleniu się szali na korzyść Królowej mogła zabrać nawet dwadzieścia procent z obcej załogi. Lekko licząc mogło to być ponad trzy tysiące żyć.

- Na Imperatora, pana ludzie są warci nagrody. - Rzucił do bujającego się na piętach w tył i przód Drago. Oficer miał założone ręce z tyłu i ze skrywaną przyjemnością patrzył jak kapitan osobiście nagradza każdego z prawie pięćdziesięciu ludzi obsługi mikrobaterii. Każdy prócz jednego dnia urlopu więcej, otrzymał także bonus w postaci połowy miesięcznej pensji. Drużyna której według wyliczeń mostka udało się trafić tak celnie, że spowodowała zapłon na okręcie była dodatkowo zaproszona na obiad z kapitanem i oficerami.

Przez tą krótką chwilę, kapitan wydawał się jednym z nich . Rozdawał nagrody, żartował po wojskowemu jak oni. Był jednym z nich, bliski i namacalny a nie jak inni Traderzy. Morgan wiedział jak motywować swoich żołnierzy a kto miał ich serca miał władzę na pokładzie. Teraz należało tylko dać się wykazać i prawej burcie by wszyscy żołnierze poszli za Balckthornem w ogień.

Młody chłopak pełniący jeszcze niedawno rolę sekundanta przechylił się i wyszeptał parę słów do ucha kapitana.

- Lzerus właśnie dokuje panie.

Morgan kiwnął na znak że rozumie. Pogratulował ostatniemu żołnierzowi.

- Panie Drago, chłopcy. Cześć i chwała Imperatorowi i Królowej. - zasalutował, skinął głową Drago na pożegnanie i zawinąwszy płaszczem w gwałtowny sposób wyszedł z sali.

Kanonierka na orbicie Fotfall 499.815.M41

Barca pogrążony był w swoich przemyśleniach na temat ostatnich słów Elbera i dosyć późno spostrzegł szczegół , który początkowo umknął jego uwadze.
Skład podróżujących z powrotem na Królową, nie był kompletny. Jedno miejsce było puste. To które należało do Lazerusa. W tym samym momencie uświadomił sobie, że stracił go z oczu gdzieś zaraz po wylądowaniu na Fotfall.

- Spokojnie. - Powiedział wesoło przez trzeszczący pokładowy interkom pilot kanonierki. - Mostek kazał na niego nie czekać. Podobno wysłali po niego osobny transport i to na życzenie samego kapitana. Powinni zresztą być przed nami na Królowej.

Reszta lotu przebiegła spokojnie. Kanonierka bezpiecznie zacumowała w doku pośród kłębów sprężonego powietrza z dyszy i ludzi odzianych w kolorowe kołpaki i hełmy typowe dla obsługi lądowiska Królowej.
Po wylądowaniu Barca nie mógł się dowiedzieć od pełniącego nadzorową wahtę oficera ani o dziwnym transporcie Lazerusa ani o jakichkolwiek szczegółach. Reszta ludzi zachowywała się równie podejrzanie małomówne. Pytani o szczegóły nabierali wody w usta odsyłając do oficera. Jedyne co udało się dowiedzieć to pokątnie posłyszana rozmowa dwóch młodych voidsmenów o niespodziewanej wizycie kapitana.
Lecimy dalej.
Nie wiem czy jest sens rzucania ale motywuję żołnierzy. Chcę ich serca. Wszystkie.

Ps. "...Prowadzący kanonierkę piloci należeli do najlepszych w swoim fachu, których można było kupić za pieniądze dynastii." - Wyczuwam tu sarkazm Panie Keth :P

: 15 lutego 2016, 21:53
autor: Keth
Hangar Królowej Cierni, 499.815.M41

Eskortowana przez przybocznych Nadia pierwsza opuściła hangar, unosząc zgrabnie swą długą suknię i zmierzając dumnym krokiem ku szybkobieżnej windzie mającej dowieźć ją w przeciągu kilku minut do apartamentów seneszala w trzewiach wieży dowodzenia. Christo odprowadził swą piękną towarzyszkę spojrzeniem, ale nie ruszył jej śladem. W zamian podążył poprzez hangar ku innej windzie, przez cały czas obserwując opuszczającego powoli kanonierkę Lazerusa. Sędziwy adiutant Morgana Blackthorna odłączył się od reszty delegacji zaraz po lądowaniu na Przyczółku, zgodnie zresztą z obietnicą samego kapitana. Barca nie miał pojęcia, co emerytowany wojskowy robił na orbitalu, ale powrócił na pokład fregaty z przyciśniętym do piersi niewielkim pakunkiem, którego zawartość nie dawała seneszalowi spokoju.

Christo zamierzał przed spotkaniem z dziedzicem Gwarancji załatwić kilka zaległych spraw w rdzeniu głównego pokładu, nim jednak dotarł do windy, w miejscu osadził go widok wyłaniającego się zza sterty metalowych pudeł Diomedesa.

- Arcymagosie - seneszal skłonił się uprzejmie próbując ukryć swe zaskoczenie niespodziewanym spotkaniem - Cóż za przypadek.

- Przypadki nie istnieją, wszystko jest kwestią rachunku prawdopodobieństwa - odpowiedział swym wypranym z uczuć głosem Diomedes - To zaplanowane spotkanie, o wysokim priorytecie. Sprawa urazy honoru Adeptus Mechanicus przez kapitana wciąż pozostaje w toku, nie została zamknięta.

- Pamiętam o naszej umowie - odpowiedział Barca pomstując jednocześnie w myślach na winnego zatargowi Morgana - Zamierzałem wyznaczyć datę kolejnego spotkania, by w duchu jedności wyrazić...

- Mam kontrpropozycję - przerwał seneszalowi Diomedes - Jej pozytywna akceptacja spowoduje unieważnienie moich roszczeń względem przeprosin. Korzysta pan ze specyficznego dialektu, najpewniej wykreowanego na potrzeby kodowanej komunikacji. Zakładam, że to unikatowa kantyczka znana jedynie części kadry oficerskiej dynastii. Chcę ją przyswoić.
Przypomniało mi się, że El chciał w ramach rozwinięcia swej postaci wykupić umiejętność Sekretna mowa (dynastia Blackthornów) - nie pamiętam, czy koniec końców już wykupił, lecz jeśli tak, wykreowałem fabularną sposobność do jej przyswojenia! (o ile El się na to zgodzi, rzecz jasna).
O ile pamiętam, to wykupił :)