PBF - W Mroku Oxanu

TatTvamAsi
Reactions:
Posty: 423
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
Been thanked: 3 times

Post autor: TatTvamAsi » 17 marca 2017, 20:26

[center]Calli, Dom Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul
[/center]
Mezxtli ocknął się. Przez pewien czas do jego świadomości docierało to, co się stało. Nagły, silny ból, chłód przenikający plecy w momencie, gdy już pochylał się nad swoim ciałem. Jego wzrok na powrót wyostrzył się. Jego oczy ujrzały bladą twarz kapłanki. Mimo bladej skóry i krwistoczerwonych oczu, dało się dostrzec cień szczerej troski malujący się na groźnym, acz godnym obliczu córy Toarais. Mag odetchnął. Pozostawił zagrożenie za sobą, na płaszczyźnie astralnej.

Nim jednak podniósł się i mógł w pełni dojść do siebie, rozległ się warkot. Leżąca nieopodal dziewczynka zerwała się z letargu. Jej twarz przybrała dziki wyraz osaczonego i doprowadzonego do ostateczności zwierzęcia. Oczy były czerwone od nabiegłej krwi, a z ust toczyła się piana. W spojrzeniu nie było nic prócz nienawiści. Dziecko, ledwie siedmioletnie, rzuciło się w kierunku kapłanki z wrzaskiem właściwym bestii, niźli człowiekowi.
Dziewczynka nie ma oczywiście nagle żadnej broni, atakuje Zyanyę próbując ją podrapać i pogryźć. Wykorzystując swoje małe ciałko jak tylko to możliwe. Co robicie?

Mezxtli: będziesz znowu przytomny, otrzymałeś od Zyanyi 4 Energii.

Zyanya: tracisz 4 Punkty Energii za użycie Przekazania Mocy.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 18 marca 2017, 11:53

[center]Calli, Dom Bentaresh, 15 Pani Trzcin[/center]
Khem usłyszał co prawda ostrzeżenie Ixari, ale jego zaprzątnięty równolegle wieloma kwestiami umysł potrzebował kilku uderzeń serca, by zrozumieć do końca wyzierającą ze słów Zyany groźbę. Kiedy zatem mała dziewczynka zerwała się z kamiennej posadzki wydając z siebie przeciągły wrzask, alchemik zawtórował jej natychmiast podobnym wrzaskiem, jednakże nie zrodzonym z nienawiści, a zwyczajnego przerażenia.

Aura bólu i cierpienia wsączona w podziemia kryjówki kultystów była doskonałą pożywką dla udręczonych zbłąkanych dusz, które pragnęły wyłącznie zemsty. Opętanie przez upiora samo w sobie nie zaskoczyło alchemika aż tak bardzo, bo okoliczności wręcz sugerowały, że do czegoś takiego powinno dojść - zaskakujący był za to wybór ofiary. Od chwili, w której astralny mag opuścił swe ciało AjArdczyk obserwował go niespokojnie kątem oka spodziewając się, że coś złego spotka właśnie Alinura, lecz widmo zdecydowało inaczej wiedzione sobie tylko znanym kaprysem.

Wybór w postaci niewinnego dziecka był aktem przypadkowego okrucieństwa, który zmroził alchemikowi serce.
Khem będzie starał się pochwycić i obezwładnić dziecko, pod żadnym natomiast pozorem nie wyrządzi mu trwałej krzywdy!

zmarly
Reactions:
Posty: 239
Rejestracja: 10 maja 2015, 20:56

Post autor: zmarly » 18 marca 2017, 14:06

[center]Calli, Dom Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]

Ostrzeżenie hieroduli sprawiło, iż w ułamku sekundy chwilowe rozluźnienie paladyna odeszło w siną dal. Wypuścił worek z rąk i powiódł wzrokiem za ręką Zyanyi w kierunku dziecka. I choć umysł mówił, iż tak małe dziecko wielkiej krzywdy nikomu nie wyrządzi, to po dzisiejszym dniu zdawał sobie sprawę, że rzeczywistość rzadko kiedy nagina się do jego umysłu. Nie było więc czasu do stracenia!

Gdy tylko zobaczył ruch wskazanego ciała, wyskoczył w tym kierunku niczym pantera atakująca z zaskoczenia swą zdobycz. Ehecatlem wiedział, że musi zdusić problem w zarodku, nie było teraz żadnego innego dobrego wyjścia...

- Szybko, skrępujcie czymś pozostałe dzieci, zanim będą w stanie zaatakować!
Wojownik rzuca się na dziecko i chce łapiąc je za kark przycisnąć do ziemi twarzą w dół, aby nic nie widziało. Potem będzie chciał je czymś skrępować i zrobić to samo z pozostałymi.
---

If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.

Mystic
Reactions:
Posty: 155
Rejestracja: 31 stycznia 2016, 16:36

Post autor: Mystic » 18 marca 2017, 20:48

[center]Posiadłość Bentaresh, Calli, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]

Nie trwało to długo, by świadomość maga wróciła do tego świata. Gdy ten otworzył swe oczy ujrzał przed sobą oblicze kapłanki zdradzające nieco zakłopotania. W niewyjaśniony sposób intuicja podpowiadała mu, że to dzięki jej zasługom tak szybko wrócił na plan materialny. Jego serce zaczęło bić z wyrazem gorącej wdzięczności, lecz po chwili wróciły wspomnienia wizyty w świecie snów. Czyste uczucia w mgnieniu oka począł wypierać strach pomieszany z gniewem.

Wtem uszom wszystkich zgromadzonych dał się posłyszeć przeraźliwy wrzask, tak jak przeraźliwy może być w wykonaniu małego dziecka. W umyśle maga elementy układanki błyskawicznie wskoczyły na swoje miejsce. Ten przeklęty upiór jednak przejął ciało tej dziewczynki! - pomyślał widząc biegnące w furii ku nim dziecko.

Niewiele myśląc, poderwał się na nogi i w zdecydowanej postawie stanął przed Ixari gotów przyjąć i odparować atak małej istoty.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 19 marca 2017, 17:42

[center]Calli, Dom Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Słysząc dobiegające z piwnicy wrzaski, Ah-saa-brax skrzywił się z niesmakiem. Następnie zaś przeszedł szybkim krokiem do kolejnego pomieszczenia i starannie zaciągnął za sobą zdobioną kotarę.

Czuł, że przydałaby mu się zmiana otoczenia. Na Węża, to miejsce zaczyna mi się udzielać - pomyślał. Muszę coś z tym zrobić. Zmienić podejście, podnieść morale... O właśnie...

Uśmiechnął się szeroko, patrząc na rząd klejnotów zdobiących boazerię w kolejnej komnacie i służących najwyraźniej jako jej oświetlenie.

- Witajcie, moi nowi przyjaciele - szepnął, wspinając się na stojącą obok skrzynię, by dosięgnąć drogocennych kamieni - Jakże się cieszę, że was spotkałem...
Nie ma mowy, nie wracam na dół. Kradnę co się da. :P
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

TatTvamAsi
Reactions:
Posty: 423
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
Been thanked: 3 times

Post autor: TatTvamAsi » 19 marca 2017, 20:29

[center]Calli, Dom Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul
[/center]
Dziewczynka poderwała się do biegu, a zza jej zaciśniętych zębów dobywał się ryk wściekłości. W ułamku sekundy Mezxtli zasłonił kapłankę, a Syn Słońca niemalże jednocześnie pochwycił dziecko. Niewielka istotka z furią rzucała na boki głową w próbie bezskutecznego wydostania się z żelaznego uścisku Ehecatlema. Wierzgała nogami próbując kopnąć wojownika, który momentalnie przygwoździł dziecko do ziemi, po czym zaczął pętać drobne ciałko liną. Stłumiony wrzask dobył się z gardła opętanej istoty. Była w końcu związana, a jej nadgarstki ściśle unieruchomione za plecami. Kapłanka skupiła się i całkowicie wyciszyła najdelikatniejsze ślady myśli. Ducha trzeba było jak najszybciej wygnać z ciała dziewczynki. Miejsce było jednak przesycone energią strachu i bólu, wszystkim tym, co dawało siłę istotom zrodzonym z ciemności i mściwym bytom zamieszkującym astralną płaszczyznę. Nie było bezpiecznie, odprawienie ceremonii wymagało zmiany miejsca. Istota wewnątrz, jakby przeczytają, co się stanie, syknęła złowrogo. Niebawem Ehecatlem zajął się pętaniem pozostałych dzieci siwja. Wciąż nie było pewności, czy podobne widmu duchy nie zasiedliły pustych ciał pozostałych dziewczynek.

[center]***[/center]

Krzyk dobiegający z podmokłego lochu w niczym nie rozpraszał muzyka pracowicie, a ostrożnie wydłubującego drogocenne kamienie. Dalsza część pomieszczenia prezentowała się w końcu równie ciekawie ze swymi haftowanymi zlotem, lejącymi się draperiami, niewielkimi, emaliowanymi puzderkami, czy w końcu pięknie oprawionym, ręcznym lusterkiem. Stratis ostrożnie podniósł przedmiot, a niski stolik zaczął się mienić feerią barw od głębokiego szafiru, do miodowego bursztynu. Szkielet ramki wypełniony był najprzedniejszą robotą Lenja'kare - barwionymi intensywnie kawałkami szkła. Złodziej przez chwilę zawiesił wzrok na zdobnej powierzchni, szacując wartość znalezionego precjozum. Z dołu rozległ się kolejny krzyk. Wyznawca Wielkiego Węża nie zwracając nań większej uwagi, owijając znalezisko w jedną z haftowanych materii, wsunął je ostrożnie do plecaka.
Spoiler!
Znajdziesz różne cenne przedmioty. Łączna ich wartość będzie wynosić 14 Nakf.
Edytowałam końcówkę fragmentu o działaniach podjętych przez Zyanyę, zgodnie z doprecyzowaniem przez graczkę miejsca odprawienia egzorcyzmu.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 20 marca 2017, 21:22

Calli, Dom Bentaresh, 15 Pani Trzcin

Mibampes nie miał żadnych doświadczeń w wypędzaniu złych duchów z ciał ich ofiar, toteż przyglądał się przerażającemu widowisku z ponawiającym się dreszczem zgrozy. Upiór, który zawłaszczył sobie bezwolną cielesną powłokę dziecka wyczuwał widać swój nieunikniony los, świadczyło o tym nienawistne syczenie dobiegające z ust dziewczynki.

Nie mogąc w niczym pomóc, czarnoskóry alchemik przyglądał się bezradnie zabiegom Zyanyi i Ehecatlema.
Jak powyżej - pozostaję biernym obserwatorem, na nic więcej się obecnie nie przydam...

TatTvamAsi
Reactions:
Posty: 423
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
Been thanked: 3 times

Post autor: TatTvamAsi » 21 marca 2017, 09:31

[center]Calli, Dom Bentaresh, 15 (Iparu) Pani Trzcin, 1599 Ery Ilaxoul.[/center]
Gdy brat samego Oroni podążył w głąb ponurej celi aby związać pozostałe ciała dziewczynek, Zyanya zbliżyła się do pozostawionego przez paladyna worka. Ostrożnie podniosła dość ciężki i kulisty przedmiot. Z uwagą rozwinęła zawiniątko. Płócienna torba zawierała dużą, kryształową kulę. Jej powierzchnia była całkowicie gładka, wnętrze jednak nie posiadało tej przejrzystości właściwej kulom, używanym do zaglądania w przyszłość, czy obserwacji odległych miejsc. Zmętniałe, przypominało jej raczej zaobserwowane przez nią kiedyś minerały, służące jako pułapki dla złośliwych duchów chorób. W momencie, gdy tylko w jej umyśle zagościła myśl o uwięzionych duchach, miała wrażenie jakby we wnętrzu kuli coś się poruszyło, coś na podobieństwo niewielkiego oparu mgły. Biorąc pod uwagę to, czego się dowiedziała o stanie dziewczynek, magiczny przedmiot mógł być zbiornikiem na dusze niewinnych, które kultyści mogli chcieć wykorzystać do sobie tylko znanych, plugawych celów. Z mroków pamięci, wychynęła kolejna myśl, a właściwie obraz. Prosty symbol, który widziała kiedyś na jednym z papirusów. Wystarczyło tylko wyrysować go na powierzchni kryształu... wypowiadając przy tym intencję. Wiedziała już co trzeba zrobić. Zawinęła kulę na powrót w płótno i dała znać wojownikom. Każde z dzieci zostało wkrótce przeniesione na wyższe piętro budynku, do pokoju, wyglądającego na względnie nieskażony plugawą energią Ciemności i z niej zrodzonych bytów. Wiotkie ciałka zostały bez problemu położone na wypłowiałym, lecz wciąż miękkim dywanie z AjArd. Na nieszczęście, oprócz opętanej dziewczynki, była jeszcze jedna - również przejęta przez mściwego ducha. Dziecko próbowało wściekle atakować, lecz gdy zostało ujęte i unieruchomione, jego ciało natychmiast zwiotczało, wracając do stanu głębokiego uśpienia.
Spoiler!
Wiesz, że takie kryształowe kule są używane na różne sposoby: do przepowiadania przyszłych zdarzeń, obserwacji przez maga danego miejsca, czy wreszcie do więżenia w nich duchów. Ta wygląda, jakby więziła w swoim wnętrzu dusze. Wiesz co należy zrobić, aby je stamtąd uwolnić. Mianowicie trzeba wykreślić na kuli odpowiedni symbol, cały czas skupiając się na intencji uwolnienia z kryształu dusz dziewczynek. Pod koniec wystarczy wypowiedzieć intencję uwolnienia duchów z magicznego więzienia.
Przenieśliście wszystkie dzieci na górę - łącznie z tym jednym opętanym i wyrywającym się od czasu do czasu. Przeszliście tam oczywiście wszyscy, zabierając ze sobą znalezione przedmioty (chyba, że ktoś ma jakiś inny plan działania, to proszę o danie mi znać).
Spoiler!
Pozbierasz jeszcze luksusowych przedmiotów na wartość 40 Nakf. Usłyszysz też, że reszta drużyny weszła na to piętro.
Ostatnio zmieniony 21 marca 2017, 15:20 przez TatTvamAsi, łącznie zmieniany 1 raz.

TatTvamAsi
Reactions:
Posty: 423
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
Been thanked: 3 times

Post autor: TatTvamAsi » 22 marca 2017, 17:30

[center]Calli, Dom Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]

Miejsce, w którym się znajdowali dawało pewną ochronę przed przejęciem innych ciał dzieci przez jeszcze więcej widm i innych podobnych im duchów, napędzanych przez czystą nienawiść do wszystkiego, co żywe. Sytuacja jednak wymagała natychmiastowej interwencji. Na polecenie kapłanki Toarais strażnik udał się natychmiast do znajdującego się w dzielnicy siwja lazaretu Mnumbi. Nim słońce zbliżyło się do zenitu, wojownik przybył z powrotem do siedziby Bentaresh. Do pomieszczenia, w którym oczekiwali, pilnując ciał pogrążonych w śnie dzieci, wkroczył również wysoki mężczyzna w szacie kapłana Władcy Wód. Towarzyszyło mu kilku rosłych siwja, wyraźnie czekających na nawet najkrótszy rozkaz przewodzącego im, światłego lenja'kare. Kapłan przelotnie zerknął na urządzone z wszelakim przepychem pomieszczenie, po czym pozdrowił kapłankę i jej towarzyszy tymi słowy:

- Bądź pozdrowiona córo Bogini Ciszy, niech jej miłość prowadzi Cię na twej ścieżce. Bądźcie pozdrowieni synowie Calli, a również i wy alchemiku, których wierność i oddanie Mnumbi jest mi znane. Wojownik, którego posłaliście, powiedział mi pokrótce o sytuacji dzieci, otrutych przez bluźnierców i owładniętych nieczystymi duchami. To, co się stało w tym budynku, nie może zostać zapomniane i nierozwiązane. - wysoki alinur rozejrzał się po komnacie i podszedł do leżących na dywanie dzieci. Przez jego twarz przemknął cień szczerej troski, właściwej uzdrowicielowi. Za raz jednak jego szczupłe oblicze spoważniało. Milczał przez chwilę, oceniając chłodno zaistniałą sytuację. - Prosicie jednak o wiele. Lazaret jest już pełen potrzebujących opieki. Żyjemy tam dzień za dniem, ofiarowując łaskę Mnumbi, a mimo to nie jesteśmy w stanie wszystkim pomóc. Nie wiadomo nawet kim są te dzieci, czy w ogóle mają jeszcze swoje rodziny. Kto po nie przyjdzie? - ostatnie słowa wypowiedział z westchnieniem, po którym pozostała szybko niema, a dokuczliwa cisza.

Nagle rozległ się pomruk. Cichy, stłumiony z początku, wybuch z siłą. Opętana przez widmo dziewczynka odrzuciła głowę w górę, szamocząc się na szkarłatnym, AjArdzkim dywanie. Zaskoczony alinur odruchowo odsunął się od opętanej siwja:

- Więc to jest to dziecko! - mężczyzna zamilknął chwilę, wypuszczając wstrzymane powietrze z płuc - Wiadomo wam, co weszło w tą niewinną istotę i zmusza ją do działania podług własnej, plugawej natury? Czy widzieliście jak to się stało? Jeśli mamy cokolwiek zrobić, aby im pomóc, musimy wiedzieć dokładnie co zaszło.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 22 marca 2017, 17:45

[center]Calli, Dom Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Widząc wchodzącego do budynku kapłana Mnumbi, Ah-saa-brax skrzywił się, jakby rozbolały go wszystkie zęby. Na szczęście skraj turbanu zasłaniający jego twarz ukrył ten grymas przed pozostałymi. Nim wielebny, lecz wyraźnie pogański duszpasterz zdołał zabrać głos, złodziej wycofał się pospiesznie do kolejnego pomieszczenia, starając się nie rzucać w oczy. Nie było to zresztą specjalnie trudne, uwaga pozostałych skupiona była na nieprzytomnych dziewczynkach. No, jednej przytomnej... - poprawił się i skrzywił ponownie. Opętania i bałwochwalcze ceremonie były czymś, co wolał omijać szerokim łukiem. Do tego robił się głodny. Ciekawe, gdzie tu jest kuchnia? - zastanowił się. Choć z drugiej strony pomysł zjedzenia czegoś w tym gnieździe plugawej magii także nie wydawał się najlepszy i Sa zaklął cicho zdając sobie z tego sprawę...
Unikam spotkania z kapłanem w jednym pomieszczeniu. Myślę, że wycofam się gdzieś do innej komnaty, aczkolwiek pozostanę w okolicy, jeśli ktoś z drużyny by mnie szukał.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

voodoochild
Reactions:
Posty: 71
Rejestracja: 07 kwietnia 2016, 11:38

Post autor: voodoochild » 22 marca 2017, 19:43

Calli, dom Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul

- I Ty, szlachetny kapłanie Pana Wód, bądź pozdrowiony jak również Twoi bracia. - to mówiąc skinęła głową w ich stronę. - Rozumiem twoje wątpliwości dotyczące podjęcia się opieki nad obecnymi tu dziewczynkami. Chciałabym jednak uspokoić je nieco wiadomością, że gdy tylko staniemy przed obliczem czcigodnego Oroniego, bo to właśnie w jego interesie działamy, że nie omieszkam wspomnieć o tak szlachetnym i godnym naśladowania uczynku jakim jest podjęcie się opieki nad młodymi istotami, które pomimo swego krótkiego życia tyle zdążyły już wycierpieć. Śpieszę Cię również poinformować iż sama chętnie podejmę się pomocy chociażby przy wypędzaniu widma, gdyż to właśnie tego rodzaju byt przejął ciało dziewczynki, jak również moimi skromnymi zdolnościami w dziedzinie pierwszej pomocy jeśli zajdzie taka potrzeba.

- Trucizna w ich ciałach krąży już od dłuższego czasu, czy zatem o dalszych szczegółach możemy porozmawiać w drodze do lazaretu? Zwiększy to z pewnością ich szanse na przeżycie o które chodzi nam wszystkim... - Zyanya spojrzała pytająco na kapłana oczekując iż jej przydługi monolog zaskutkuje natychmiastowym działaniem.

TatTvamAsi
Reactions:
Posty: 423
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
Been thanked: 3 times

Post autor: TatTvamAsi » 22 marca 2017, 22:00

[center]Calli, Dom Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Ery Ilaxoul.
[/center]
Poważny wyraz twarzy kapłana rozjaśnił się. Chłód napinający mięśnie i ściągający usta do ledwie wąskiej, bladobrązowej linii rozpłynął się na wieść o możliwościach dobrze urodzonych rozmówców. Przez chwilę przez opanowane oblicze kapłana zdałoby się, przebiegł dreszcz entuzjazmu, szybko jednak został ukryty pod warstwą spokojnej analizy sytuacji.

- A więc widmo... Tak, trzeba jak najszybciej przejść do działania. - Kapłan wydał polecenie gestem dłoni, na co towarzyszący mu siwja podnieśli wiotkie ciała dzieci.

Można było wreszcie opuścić budynek, w którym zagnieździła się zatruta, wroga żywym ciemność. Brak snu i jedzenia, oraz utrzymywanie cały czas czujności dało się we znaki każdemu z zebranej przez Oroni An'harata grupy. Mimo to, przygniatający wcześniej ciężar, ciemny woal spowijający serca, opadł gdy tylko minęli ostatnie komnaty splugawionego domu. Część powinności należało jeszcze dopełnić, a jednak... świadomość, że udało się uwolnić Calli od kapłana, który stał za kradzieżą bezcennych zwojów, rzezią niczego niespodziewających się strażników, oraz uprowadzeniem dziewczynek z kasty siwja, dawała poczucie wewnętrznego spełnienia. Nawet jeżeli wśród przedmiotów w posiadaniu kultysty nie było skrzynki z poszukiwanym artefaktem, byli wyraźnie bliżej zrealizowania powierzonego im zadania. Światłość zapanowała nad ciemnością i smutkiem, krew bluźnierców została słusznie przelana, a zrabowane zwoje odzyskane.

Zostawiwszy za sobą posiadłość, wyszli na skwer, na którym jeszcze kilka godzin temu rozmawiali z towarzyszącym im strażnikiem. Niebawem, zza kłębiastych chmur powitało ich słońce nowego dnia. Tak inne, odkąd widzieli je u progu czekającej ich misji. Wspinało się dopiero na nieboskłon, lecz jego wątłe jeszcze promienie zapowiadały nową siłę, jaką wszystkowidzący Holis wleje w serca i umysły tych, którzy poprzez swą odwagę walczą z siłami ciemności.
To jest koniec rozdziału I. Pdk i geas podam wam w wątku technicznym.
Proszę teraz każdego o deklarację, co robi - czy idzie do lazaretu, czy planuje coś innego, np. pójście do oroni, do miasta, aby coś kupić itd. Możecie mi to napisać na PW.
Ostatnio zmieniony 26 marca 2017, 12:05 przez TatTvamAsi, łącznie zmieniany 1 raz.

zmarly
Reactions:
Posty: 239
Rejestracja: 10 maja 2015, 20:56

Post autor: zmarly » 24 marca 2017, 12:46

[center]Calli, Dom Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]

Szczęśliwie wyćwiczone ciało paladyna zareagowało błyskawicznie i powaliło widmo, zanim te zdążyło poczynić jakieś szkody w komnacie. Po przeniesieniu ciał wyżej pozostało oczekiwać na kapłana. Choć był to czas względnego relaksu, Ehecatlem pilnował opętanego dziecka. Kto wie, co siły ciemności mają jeszcze w zanadrzu? Tego nie wiedział i nie zamierzał sprawdzać.

Na widok powracającego strażnika wraz z delegacją z lazaretu wojownik momentalnie się wyprostował i przyjął wyprostowaną postawę. Cóż, nawet w tak niegościnnym miejscu dyplomacja i polityka musi mieć swoje miejsce..., pomyślał kiwając głową na powitanie Alinur i jego sługom.

Bezsensowne dywagacje Władcy Wód zaczęły jednak irytować Syna Słońca. Kim on jest, by w tym momencie tracić czas na tak trywialne kwestie?! Bezpieczeństwo wszystkich jest zagrożone, a on traci czas po próżnicy. Niech sobie gada całą drogę z powrotem, jeśli chce!. Już miał przerwać hieroduli próbującej przemówić do rozsądku przybyszowi, gdy opętane dziecko dało o sobie znać. Przynajmniej brat Oroniego stał w odpowiednim miejscu, by jednym szarpnięciem uspokoić wierzgające ciałko.

W drodze powrotnej zarzucił sobie owo dziecko na plecy i ruszył w obranym przez wszystkich kierunku. Upewnił się także, że artefakty zostały zabrane wraz z nimi. Co do nieobecnego Stratisa - Wojownik wiedział, iż złodziej bez problemu sobie poradzi. Nie był zresztą pewien, co jeszcze zostało mu zlecone przez włądcę miasta, ale chętnie się tego dowie wprost od źródła.

Muszę jak najszybciej zdać raport bratu - ta myśl przyświecała teraz paladynowi przez całą drogę powrotną...
Ehecatlem wróci do lazaretu, gdzie zostawi dzieci pod fachową opieką i natychmiast ruszy do pałacu Oroni. Poprosi rónież, by wszyscy również tam wrócili jak najszybciej, a sam zda szczegółowy raport bratu z tego, co zaszło.
---

If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 26 marca 2017, 14:16

[center]Calli, Pchle Miasto, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Złodziej odczekał aż wszyscy szlachetnie urodzeni opuszczą domostwo wraz z kapłanem Mnumbi, następnie zaś wymknął się niezauważony, korzystając z tej samej drogi, którą tu przybył. Słońce powoli wspinało się na nieboskłon, jednak ulice Cali skryte były jeszcze w cieniu. Z daleka docierały nawoływania Siwja, wyruszających na pola i wrzaski towarzyszących im ryczyosłów. Aleje i place powoli zapełniały się ludźmi, spieszącymi gdzieś w znanych sobie sprawach, rozstawiającymi stragany, czy kłócącymi się zawzięcie. W tej barwnej rzece postaci i głosów sprawny pływak pozostawał praktycznie niezauważony. Mimo to wybierał gorsze zaułki i trzymał się cieni, obserwując czy nikt za nim nie podąża. Był jednak sam. Powoli uliczki stawały się coraz węższe i bardziej zaśmiecone, ludzie coraz mniej skorzy do uśmiechów, a glina poczęła wypierać kamień. Wreszcie minął ostatni "uczciwy dom" i przekroczył bramy innego świata. Pchlego Miasta.

Tym razem nie zamierzał zapuszczać się daleko. Był świadom, że nie ma zbyt wiele czasu. Pozostali wysłannicy oroni zapewne niedługo skończą zajmować się otrutymi dziećmi w lazarecie, i zechcą skierować się do pałacu szlachcica. W jego najlepszym interesie było, by nie przegapił tej chwili. Szedł więc szybko, nie rozglądając się zbytnio na boki, kontrolując sferę bezpieczeństwa poprzez odbicia w kałużach i wyczulony słuch. Jednak, tak jak podejrzewał, jego znoszone odzienie oraz fakt, iż poruszał się jak ktoś znający tą część miasta, skutecznie zniechęcały potencjalne drapieżniki. W końcu stanął przed obdrapanymi drzwiami, zaopatrzonymi w niewielką furtkę u dołu i zapukał szybko i rytmicznie.

- Włazić! - padło ze środka.

Ah-saa-brax nacisnął klamkę i wszedł do niewielkiego, zagraconego pomieszczenia tonącego w półmroku i powszechnym zapachu kurzu. Odruchowo przestawił swój wzrok na infrawizję, unikając potknięcia się o leżący tuż za drzwiami pękaty wór. Oczy sa bez trudności wyłowiły niewielki kształt właściciela, leżącego niedbale na obdrapanym kufrze.

- A, to ty - ziewnął pokaźnych rozmiarów, rudy kocur, o mocno wyliniałym futrze. - Nie powiem, Olethrus, miło, że o mnie pamiętasz... Naprawdę miło... Interes zawsze musi się kręcić, powiadam. A widzę, że masz co dźwigać. - uśmiechnął się spoglądając na wypchany plecak sa i ukazując tylko jeden, cały kieł. - I pewnie chcesz, bym ci pomógł z tym ciężarem, co?

- W rzeczy samej, Ogryz - wyszczerzył żeby złodziej. Właściwie nie wiedział skąd wzięło się to przezwisko, lecz podejrzewał, że miało ono coś wspólnego ze stanem uszu rudzielca. Oba wyglądały jakby przeżuł je szczególnie głodny ryczyosioł.

- Dobra, pokaż co tam masz - Cień Księżyca podniósł się ciężko i przeciągnął grzbiet, wyginając się w robiący wrażenie łuk.

Przez chwilę człowiek i kot zajęci byli oglądaniem wyjętych z plecaka kosztowności, kłócąc się o ich przypuszczalną wartość. W końcu Ogryz westchnął, a jego pyszczek przybrał wyraz starannie wystudiowanej rozpaczy.

- No może i masz racje, może to faktycznie jest kryształ z Colxo, ja nie mówię, że nie... Ale co ja poradzę, no co poradzę? Nie ma teraz popytu na to, powiadam. I co ja mogę? Co ja mogę? Nic nie mogę, powiadam... Jestem jakby to rzec tylko niewolnikiem rynku... Ale ja rozumiem, ciężko się to dźwiga i towar gorący... Ja dam ci za to... Ja wiem... Niech będzie sześćdziesiąt za wszystko, nawet za tego klamota. Niech no będzie moja strata, ja dobre serce mam... I ty wiesz, to jest dobra cena, powiadam. Lepszej to ty nie dostaniesz. No chyba, że chcesz iść do tego złodzieja, Oquoxa, ale on cię obrobi i jeszcze w mordę dać każe. A zęby nie trzcina, nie odrosną po wylewie, powiadam. W każdym razie przysługę ci robię, po znajomości, że się tak wyrażę... Szkłem płacę, nie żywicą, powiadam. Pamiętaj o tym.

- Nie wziąłbym kif - skrzywił się złodziej. - Tylko szkło. Dlatego przyszedłem do ciebie, Ogryz.

- No, no, no, no. Ty to porządny chłopak jesteś - zgodził się rudzielec, grzebiąc zapamiętale w jakimś koszu. Chciał dodać coś więcej, lecz przerwał mu nagły atak kichania. W końcu jednak kocur wyłonił się z chmury kurzu z pękatą sakwą w pysku.

Ah-saa-brax złapał rzucony mieszek z zważył go w dłoni. Skrzywił się boleśnie oceniając jego zawartość, ale nie odezwał się. Wiedział, że nie ma dużo czasu na pertraktacje. Poza tym wątpił czy zdołałby wyciągnąć więcej od rudzielca. Po interesach z Cieniami zawsze wychodziło się z pchłami... Przełknął więc przekleństwo. Sakiewka zniknęła szybko pod znoszonym ponczo.

- Dzięki i za to - mruknął - Jakoś przeżyję.

- Polecam się na przyszłość. Wpadaj kiedy tylko chcesz, powiadam - Felidae wyszczerzył połamane kły, odprowadzając złodzieja wzrokiem.

[center]Obrazek[/center]
[center]***[/center]
Zdążając szybkim krokiem do pałacu oroni starał się mieć oczy wokół głowy. Wiedział, że Bentaresh z pewnością dotarła już do swych sojuszników. Jak wiele ich było i jakimi możliwościami dysponowali? Było to pytanie, na które nie umiał odpowiedzieć. Czy w obliczu klęski zdecydowali się wycofać, czy też liczyli na zemstę? Z pewnością nikt nie ryzykowałby w biały dzień zamachu na Syna Słońca, Alinur czy szanowaną kapłankę. Alchemik także wydawał się względnie bezpieczny z uwagi na swe szlacheckie pochodzenie. Ah-saa-brax wątpił jednak, czy ktokolwiek szukałby pewnego utalentowanego, acz ubogiego muzyka, gdyby spotkało go nieszczęście... Wzdrygnął się lekko czując nagły chłód rozpełzający się wokół serca. Nie, nie miał zamiaru skończyć w rzece, jako kolejne, bezimienne ciało, dając poganom powód do sensacyjnych plotek, na temat Ludzi-Węzy. A przynajmniej nie w najbliższym czasie, obejmującym co najmniej kolejne półwiecze. Co by się nie działo, zamierzał zarobić i zyskać cenne znajomości, wśród możnych. To była istota kwestia, mógłby rzec kluczowa dla rozwoju interesów w branży, którą się zajmował. I nie miał tu na myśli gry na din-gu...
Jem coś po drodze (kupuję gdzieś na straganie coś na szybko: placek kukurydziany z nadzieniem, pieczonego pająka czy cokolwiek. Gdy znajdę się pod pałacem czekam na resztę w takim miejscu, w którym widzi mnie dużo ludzi, więc jestem bezpieczny jeśli idzie o potencjalny zamach. Unikam tłumów i obserwuję okolicę.
Spoiler!
Jedzenie będzie mnie kosztować pewnie z 5 umn. Odpisałem sobie. Dopisałem 60 n (40 + 14 + 6 za to co znalazłem wcześniej, a czego wartości nie podałaś, nie chciałem jej jednak windować jakoś za wysoko).
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 29 marca 2017, 18:48

[center]Calli, Pchle Miasto, 15 Pani Trzcin[/center]
Straszna noc ustąpiła w końcu miejsca życiodajnemu światłu dnia. Wyczerpany na ciele i duchu Khem Lateef Mibampes przyjął ów fakt z niezwykłą ulgą, boleśnie naznaczony okrutnymi zajściami w siedzibie zakazanego kultu. Widok kapłana Mnumbi przyniósł alchemikowi duchową otuchę i natchnął nadzieją na uratowanie odartych z dusz dzieci, ale poczucie przywróconego bezpieczeństwa uświadomiło mężczyźnie jednocześnie jak bardzo był wyczerpany nocną eskapadą.

Obolały i posiniaczony, w naddartym odzieniu i powłócząc sandałami, czarnoskóry alchemik zarzucił pomysł udania się wprost do pałacu szlachetnego oroniego. Paradowanie przed możnym pryncypałem w takim stanie mogło być poczytane za rażący brak szacunku, a tego Khem pragnął za wszelką cenę uniknąć. Pożegnawszy się naprędce z towarzyszami i kapłanem swego patronackiego bóstwa, AjArdczyk wrócił czym prędzej do swojego domu.

Wbrew pewnym uzasadnionym obawom nikt go nie napadł po drodze na ulicy, nikt też nie czaił się w zakamarkach kamiennego domostwa. Zamknąwszy starannie drzwi alchemik usiadł wprost na podłodze, przyciskając plecy do futryny i pozwalając sobie na długą chwilę płytkiej drzemki.

Przed zaśnięciem na dobre uratował go na szczęście młodociany posługiwacz, który zjawił się w progu krótko po powrocie gospodarza. Wyrwany z drzemki łomotaniem w drzwi, Khem pozbierał się jakoś na nogi i zapędziwszy chłopca do boksu Smolucha jął się przebierać w bardziej eleganckie odzienie. Znalezione w magazynie mikstury, fiolki rzadkich składników i tubę z pergaminem schował w przedsionku sprofanowanego przez Ciemność alchemicznego laboratorium, nie ważąc się na razie wejść do środka pomieszczenia wciąż wysmarowanego czarną organiczną mazią będącą resztkami opętanego kultysty.

Młody gadatliwy siwja uwinął się z ryczyosłem znacznie szybciej, niż Khem by sobie tego życzył. Zabroniwszy mu kategorycznie wchodzenia do laboratorium, alchemik opuścił czym prędzej domostwo i udał się pod pewien dawno nie odwiedzany adres.
Nocne zajścia uświadomiły Khemowi jak bardzo nieprzygotowany był dotąd na konfrontację z okrutnym mrocznym światem. Uda się zatem do pewnego znajomego (jeszcze nie wymyślił, któż ów zacz), aby rozwinąć swą znajomość magii runicznej. W wątku technicznym napiszę, co dokładnie wybieram. Tak czy owak, wczesnym wieczorem kadi uda się do pałacu (chyba, że Mistrzyni zasugeruje, że powinien to zrobić wcześniej).
Od MG: To też wasz wybór, czy chcecie od razu udać się do pałacu. Jednak pamiętaj, że to paladyn ma ze sobą znalezione przedmioty, a on chciał iść natychmiast do swego brata...
Ostatnio zmieniony 29 marca 2017, 19:36 przez Keth, łącznie zmieniany 1 raz.

ODPOWIEDZ