Strona 25 z 42

: 04 lutego 2017, 18:35
autor: Keth
E40 na zachód od Koronapanu

Oksana nie odpowiedziała od razu. Na jej twarzy pojawiła się dziwna mina, zupełnie nie przystająca do wyobrażenia Nikodemusa na temat jasnowłosej kobiety. Był to wyraz niezwykłego dla Skandki dziewczęcego zauroczenia, balansujący na granicy przemożnej fascynacji. Niebieskie oczy przesunęły się po imponującej panoramie puszczy, pobiegły ku horyzontowi we wszystkich kierunkach. Leciutko otwarte usta Oksany dopełniły obrazu jej niewinnego zadziwienia. Patrząc na nią sędzia uświadomił sobie, że zyskał jedyną być może sposobność w życiu, by na krótką chwilę ujrzeć prawdziwe oblicze Skandki, na co dzień skutecznie chowane pod maską beznamiętności.

Była to faktycznie bardzo krótka chwila, bo ledwie uderzenie serca później Oksana przybrała ponownie swą chłodną pozę.

- Bardzo daleko od nas, trudno oszacować odległość - powiedziała utrwalając sędziego we wstępnych ocenach sytuacji - Pali się w osobnych miejscach i myślę, że to nie zwyczajny pożar lasu. Jest chyba jak mówisz, palą się osady gdzieś na północnym zachodzie.

- Pięć? - Nikodemus policzył raz jeszcze rosnące hen na horyzoncie słupy dymu - Nie mieliśmy pojęcia, że tam może być aż pięć osad. Myślisz, że któraś z nich to Osman?

- Chyba nie - pokręciła głową Skandka - Wydaje mi się, że Osman leży dużo dalej i na północy. Poza tym Osman to największe miasto świata, większe nawet od Wrocławia. Nie potrafię sobie wyobrazić, żeby ktoś zdołał je spalić.

- Skąd wiesz? - spytał pozornie od niechcenia Nikodemus, błyskawicznie zarzucając przynętę - Byłaś tam, zanim przywędrowaliście do Koronapanu?

- Słyszałam od jehammedańskich kupców - ucięła natychmiast Oksana, chyba nie do końca szczerze - Ale mamy szczęście co do wiatru. Wieje od wschodu i całkiem mocno. Gdyby ogień się miał przenieść na las, nie pójdzie w naszą stronę, przynajmniej dopóki wiatr się nie odwróci. I nie wychylaj się tak mocno, bo jak cię podmuch powietrza targnie, polecisz jak kamień.

Sędzia mruknął coś w odpowiedzi pod nosem, ale przezornie cofnął się o krok do włazu, pamiętny ogromnej odległości dzielącej go od ziemi.

- Kto mógł podłożyć taki ogień? - powrócił do tematu niepokojących pożarów - To musi być jakaś wielka banda? Jeźdźcy Apokalipsy?

- Może ta grupka, którą zabiliście byli tylko czujką? - zasugerowała kobieta - Albo jakiś dziki klan, którego jeszcze nie spotkaliśmy ruszył na wojenną ścieżkę? Ale te pożary są dość daleko, żeby na razie mnie nie martwić. Coś innego mnie martwi.

- Co? - Nikodemus zerknął ponad ramieniem na towarzyszkę, zmarszczył pytająco czoło.

- Popatrz na południowy zachód - kobieta przytrzymała się lewą ręką kratownicy platformy, prawą wyciągnęła przed siebie - Widzisz tamten dym, tuż powyżej koron drzew? Rzadki, prawie biały? Przesuwa się i to bardzo szybko, z północy na południe. Co to może być?

Nikodemus spojrzał we wskazanym kierunku i pokiwał głową uświadamiając sobie, że widok ogromnych kłębów dymu na północnym zachodzie skutecznie odwrócił jego uwagę od czegoś faktycznie frapującego.

Bardziej na zachód, ale znacznie bliżej wiatraka niż rzekome płonące osady, ponad liściastą kopułę puszczy wydostawały się kłębki jasnego dymu rozwiewane po chwili przez wiatr. Sędziemu natychmiast przyszedł na myśl kolejny pożar, ale jego źródło musiałoby poruszać się z nienaturalną szybkością, a nadto dymu nie było dość dużo, by był to pożar z prawdziwego zdarzenia.

Warkocz dymu przesuwał się z północy na południe, przecinając gdzieś w oddali zniszczoną autostradę, po której wędowali Koronapańczycy.
Tyle pokrótce w kwestii podniebnych obserwacji. Jeśli Namakemono ma dodatkowe pytania, poproszę w trybie technicznym. Jeśli nie chcecie długo czekać na postęp akcji, możecie pisać wstawki już na dole, pod wiatrakiem, obrazujące dyskusję między członkami ekspedycji w temacie dalszych planów. Mam nadzieję, że widok byle jakich diabelskich wyziewów nie napędził Wam stracha?

: 06 lutego 2017, 10:37
autor: dretch
E40 na zachód od Koronapanu - podstawa wielkiego wiatraka

Bujne zielone korony drzew i kępki krzaków bujały się raz, za razem, targane podmuchami wiatru. U podstawy blaszanego molocha świastało powietrze, rozdzierane przez monstrualną drapiącą chmury konstrukcje.

Droga Pneumo! Verrückt. Zgube przyniosą! Złe duchy omamią ich umysł i pospadają z góry jak sliwki po czasie zbiorów!

Opamiętajmy się i ruszajmy dalej, przez taki byt spadła na przodków zagłada i gniew boży!

Jego głos przy ostatnich słowach drżał coraz bardziej, a ostatnie słowo zostało rozszarpane zostało na dwie części, po tym jka we włazie blaszaka zniknął sędzia, Gerad zdoałał zdziwiony dokończyc ostatnią sylabe głosem słabnącym tak bardzo, że Telibor zastanawiał się czy zabrakło rudzielcowi tchu.

Rozglądał sę kurczowo po towrzyszach, a poźniej po konarach drzew i nieboskłonie chcąc oszacować, czy nie ma zagrożenia ze strony wiatru, ptactwa, zełgo ducha?
Gerard jest przerażony, kolejnym towarzyszem chcącym udac się na góre wiatraka. Czuje że może stać się im coś złego. Pycha smiałków może przynieść im zły los albo zmniejszyć ich grupę o kilku towarzyszy! Będzie chciał stąd szbyko się oddalić.
Verrückt - zwariować

: 06 lutego 2017, 20:41
autor: Jarlaxle
- A dupa tam!... - wysapał Dragan w odpowiedzi na biadolenia Gerarda - Lepiej módl się, by się wiatr nie zmienił... my nie wrony... jak czerwony kur nas ogarnie... to nie odlecim... najwyżej będziemy mogli się zesrać...
:D

: 06 lutego 2017, 23:50
autor: 8art
Yuran cmoknął parę razy razy zamyślony słuchając relacji brata. Pożary w pięciu róznych miejscach najpewniej oznaczał palące się osady, a to wiodło do konkluzji że połacie ziemi na północnym zachodzie są terenami wojennymi. Czy to było dobrze, czy źle, tego jeszcze nie wiedział, ale skoro płonęło kilka miejsc, to musiał być duży konflikt, setki jeśli nie tysiące ludu zbrojnego uwikłanego w konflikt na wręcz trudną do wyobrażenia skalę. Z jednej strony mogło to oznaczać, że przemarsz będzie prostszy, z drugiej mogli się spotkać z niepotrzebną uwagą uciekinierów, szpicli i zwiadowców, albo co gorsza zbrojnych podjazdów.

Nawet jeśli znajdą to czego szukali i zostaną zmuszeni do obrony, to środki jakich użyją przykują uwagę wszystkich w okolicy...

No i jeszcze zostawał ten dym, który poruszał się szybciej niźli można to było sobie wyobrażać, a co zdrowemu rozsądkowi przeczyło. Pożary były ich najmniejszym zmartwieniem. Były daleko i tylko nadzwyczaj sielne wiatry z pólnocengo zachodu mogłyby przynieść zagrożenie ogniem grupce wędrowców. Ludzi się trza bylo bać...

- Kurwości niedobrze. Będziem musieli uważać jeszcze bardziej. A w razie jakiegoś niespodzianego spotkania musim mieć jakąś wiarygodną historie co tu robim, bo jeszcze nas kto weźmie za wrogiego zbrojnego luda i zechce na pale nadziewać.
Pewnikiem hordy Czernoboga się rozlały po okolicy... A ten dziwny pożar, to sam nie wiem, SurgeTanki?:o

: 07 lutego 2017, 21:54
autor: Keth
I co teraz, panowie? Jeśli przyśpieszycie tempo, dotrzecie do Kociego Miasta tuż przed zmierzchem. Chcecie tak zrobić licząc się z perspektywą obozowania na peryferiach lub błąkania się po ruinach nocą? Czy idąc bardziej ostrożnie staniecie obozem kilka kilometrów od miasta, a następnego dnia o świcie rozpoczniecie eksplorację? Macie zamiar zachować od tej chwili jakieś specjalne środki ostrożności? Wysunięte czujki? Werk ciągnięty na wierzchu wózka jako obserwator?

Powinienem wiedzieć coś jeszcze, zanim napiszę kolejnego posta?

: 07 lutego 2017, 22:10
autor: 8art
Yuran stanowczo sugeruje, jak w poprzednim poście ostrożność, a potem aby rozbić obóz przed ruinami i wejśc do miasta nastepnego dnia. Warty przez noc, a nad ranem Yuran z Drganem mogą zrobić zwiad, żeby sprawdzić, jakie niespodzianki mogą ich czekać w Kocim Mieście.

: 08 lutego 2017, 21:55
autor: Keth
E40 na zachód od Koronapanu

- Mówię wam, że to od tego musiała się wziąć ta dziwna nazwa - Werk machał zawzięcie rękami chcąc przekonać kompanów do swoich mocno naciąganych spekulacji - Busy to był podobno takie wielkie samojezdniki, z większym generatorem w środku, do wożenia całych grup kupców w środku zamiast karawany. Jakieś cztery lata temu widziałem resztki wraku takiego busa w Brnie, słowo daję!

- Kto cię tam wie? - burknął w odpowiedzi Telibor, wpatrzony zmrużonymi oczami w ledwie czytelną metalową tablicę, którą chwilę wcześniej Bayer ściągnął z pomocą Dragana z przeżartego rdzą słupa - Nigdy nie wiadomo, kiedy prawdę mówisz, a kiedy kręcisz banialuki.

W głębi rosnącego po obu stronach autostrady lasu zaczynały gęstnieć plamy wieczornego mroku, toteż wędrowcy przezornie zbili się w gromadkę pośrodku zniszczonego traktu, spozierając czujnie na pozornie opustoszałą gęstwę. Opowieść Dragana, Nikodemusa i Oksany napędziła wszystkim nie lada strachu, chociaż nikt nie chciał okazywać przed pozostałymi zalęknienia - dawało się ono wyczuć w sprężystej mowie ciał i podejrzliwych spojrzeniach oraz konwersacji prowadzonej niezmiennie półszeptem.

Praktykę tę puścił na chwilę w zapomnienie Bayer, kiedy wędrująca na zachód ekspedycja natrafiła na kolejną fascynującą pozostałość po tonących w mrokach dziejów Minionych Czasach.

- Mówię wam, że to prawda - zaparł się nie na żarty Borkanin - I wszystko się układa w logiczną całość, a to znaczy, że już jesteśmy blisko. Jeśli Miasto Kotów, to czemu koty nie miałyby tam jeździć busami, hę? Jehameddanie czasami wożą bydło w klatkach na wozach, nie tylko kozy. Jakby mieli samojezdniki, to by wozili bydło nimi. To Dawni pewnie wozili busami koty. No bo jak inaczej wytłumaczycie tę nazwę, co?

Łapiąc skorodowaną tablicę obiema rękami Bayer uniósł ją wysoko ponad głowę, z nieposkromionym entuzjazmem demonstrując oczom towarzyszy niezbyt czytelny napis.

"Cottbus 2".
Chyba już niedaleko do celu... jak myślicie?

: 10 lutego 2017, 09:13
autor: dretch
Myśle, że jesteśmy już blisko. Zasugeruje sprawdzenie na mapie, możę są tam jakieś punkty odniesienia? Załatwmy to szybko i wróćmy do Koronapanu!

: 15 lutego 2017, 16:41
autor: Keth
E40 na zachód od Koronapanu

- Jak myślisz, co to jest? - spytał półgłosem Dragan, rozpłaszczony na porośniętej mchem ziemi i zerkający uważnie poza krawędź betonowego mostu - Jeśli to jakiś rodzaj drogi, to ktoś po niej niedawno wędrował.

Yuran nic nie odrzekł w pierwszej chwili, kontemplując z chmurną miną dziwne miejsce. Zmierzch nadchodził coraz szybciej, brał wypełniony złowróżbną ciszą las w swe niepodzielne władanie. Smoliste cienie wypełzały spomiędzy drzew, kładły się zachłannie na zniszczonej nawierzchni autostrady. Rosnące wokół szlaku zarośla przybierały w mroku fantazyjne kształty rodzące w niespokojnych umysłach wędrowców groźne skojarzenia.

- Nie mam pojęcia, kto by to mógł być - odparł po długim namyśle Yuran - Nawet stąd widać jakie zrobił spustoszenia. To musiał być jakiś olbrzym. Wszystkie krzaki powyrywane z korzeniami, drzewka wykarczowane na całej szerokości. Ale najbardziej mnie martwią te wsadzone w ziemię szczeble. Po co robić płaską drabinę, co? I ile ich jest, tylko popatrz. Komu się chciało to robić?

Młodszy z braci pokiwał smętnie głową, potrząsnął nią kilka razy. Podobnie jak Yuran, myśliwy nie miał najmniejszego pojęcia, czym był przecinający autostradę dziwny wąwóz, biegnący z północy na południe pod wspierającym drogę betonowym mostem. Już widok samego mostu wzbudził w większości wędrowców ekscytację nie mniejszą od widoku wiatraka, ale wyznaczony pozornie nieskończonymi metalowymi szynami ciąg wkopanych w ziemię betonowych podkładów na dnie wąwozu pobił natychmiast rekord zadziwienia. Wycofawszy na wszelki wypadek resztę towarzyszy kilkadziesiąt metrów od mostu, dwaj polańscy myśliwi wzięli obowiązek zbadania zagadkowego miejsca na swoje barki.

- Wiesz, co mi to przypomina? - odezwał się po dłuższej chwili Dragan - Pole po przejechaniu pługa. Jakby dołem przejechał wielki pług i odwalił ziemię na boki razem z krzaczorami.

- Puszczaj częściej bąki, bo inaczej robią ci się we łbie posrane myśli - prychnął nie do końca przekonany Yuran, ale coś w słowach brata dało mu ewidentnie do myślenia - Sam nie wiem... żeby uciągnąć taki szeroki pług, to musiałby być koń o zadzie szerokości naszej chaty, co? Aż mnie lęk obleciał na myśl, ale reszcie nic nie wyzdradź, dobrze?

- Ciemno tam na dole, ale wydaje mi się, że ta ziemia wygląda na świeżą - Dragan wychylił się mocniej za krawędź mostu, przytrzymany za pas spodni przez Yurana - Znaczy się, ktoś tu całkiem niedawno orał.

- Dwa dni drogi od Koronapanu i takie dziwy, kto by pomyślał? - starszy z Polan zacmokał znacząco, obejrzał się w stronę przestępujących z nogi na nogę strażników złomiarskiego wózka - Chcesz zleźć na dół i się temu lepiej przyjrzeć?
Jakiś kilometr od Kociego Miasta natrafiliście znienacka na nowy fascynujący obiekt! Jest nim niegłęboki wąwóz biegnący niemal idealnie z północy na południe, ale nie on sam budzi fascynację dzielnych zuchów, a dziwaczna konstrukcja na jego dnie. Są to bowiem wykonane zapewne z metalu szyny wsparte na ułożonych poprzecznie podkładach. I żeby było jeszcze straszniej, wygląda na to, że niedawno ktoś, a raczej na pewno coś odkopało ukryte pod grubą warstwą ziemi i krzaków struktury wystawiając je na światło dzienne.

Jest już bardzo późno, słońce zaraz zajdzie. Do miasta macie chyba już tylko kilometr, chociaż gęstwa lasu wciąż ukrywa prastare ruiny. Yuran i Dragan rozpłaszczyli się na przerzuconym przez wąwóz moście autostrady, reszta drużyny trzyma się przezornie z tyłu. Jakieś spostrzeżenia, komentarze, deklaracje?

: 16 lutego 2017, 13:38
autor: dretch
Pewnie ludy mieszkajace tu odkopały, ale po co? Nie wiem. Możemy to sprawdzić, ale wolałbym aby grupa przeczekała do rana. Najlepiej będzie wyznaczyć podójne warty. Jeżeli większość towarzyszy będzie chciała iść dalej idę.

: 17 lutego 2017, 20:55
autor: 8art
E40 na zachód od Koronapanu

- Może jakie ślady się ostał. Skoro tyle sobie ktoś trudu zadał aby to odkopać to pewnie i moc ludzi trzeba było w to szajse zaprząc. Może pójdzie ocenić ilu chłopa to robiło... - stwierdził ponuro Yuran. Fakt, że ktoś odkopał jakieś prhistoryczne ustrojstwo ciągnące się od horyzontu do horyzontu wybitnie świadczyło o ogromie pracy i środków do tego zaprzągniętych. To musiało zrobić ogromne plemię i świetnie zoorganizowane, bo Polanin nie wyobrażał sobie, że Koronapańczycy byliby w stanie podjąć taki wysiłek.

Zimny dreszcz przeszed go po plecach. Jeśli obcy dwa dni drogi od osady mogli sobie pozwolić na tak wielkie przedsięwzięcie, to Koronapan był w nie lada opałach. To były tylko dwa dni. Bracia nie raz zapuszczali się dalej w dzicz ale nigdy w kierunku Borki. To nie był niewiadomo jaki dystans. Zaledwie kilkadziesiąt kilometrów. Yuran był zdesperowany aby zdobyć arsenał skryty w miejscu wskazanym przez Schillera.
Szybko sprawdzimy czy coś jest w wąwozie, a potem poszukamy miejsca na nocleg.

: 18 lutego 2017, 15:13
autor: Keth
E40 kilometr przed Cottbusem

Bracia ześlizgnęli się na dno wąwozu niczym zwinne cienie, ostrożnie stawiając stopy i dając baczneie na to, by przypadkiem nie skręcić na stromiźnie zbocza kostki. Będąc już na dole szybko skryli się w głębokim mroku rzucanym przez betonowy most, zapewniający im względną osłonę przed obcymi oczami.

- Tak jak myślałem - oznajmił Dragan stuknąwszy na próbę w jedną z pozornie niekończących się szyn - Metal, chyba jakaś świetnie hartowana stal. Tyle lat w ziemi, a popatrz tylko, prawie nie widać na niej rdzy.

- Grunt odgarnięty w obie strony, od środka do krawędzi - Yuran podrapał się po głowie patrząc na ciemne pryzmy ziemi przemieszczanej z zwiędłą roślinnością, usypane po obu stronach dziwnej konstrukcji - Niemożliwe, żeby to był pług, takich szerokich pługów po prostu nie ma. Już prędzej pół setki chłopa z łopatami, a musieli się nad tym długo mozolić. Popatrz jak daleko się ten wąwóz ciągnie w obie strony, a do obu końców szyny są odkopane. A pewnie jeszcze dalej są na wierzchu, tylko nasz wzrok tam nie sięga. Nie pół setki, tylko setka kopaczy jak nie więcej. Mówię ci, młody, to jest jakaś gruba sprawa...

Ktoś zbiegł w dół zboczu wzdłuż krawędzi mostu, poruszając się nie dość cicho, by polańskich myśliwych podejść. Obaj odwrócili w tamtym kierunku głowy dostrzegając zdenerwowanego Telibora.

- Sędzia się pyta, co tu tak długo robicie - wyszeptał Koronapańczyk wodząc czubkami palców po spękanym betonie wspornika przęsła - I Werka trzymać trzeba za kołnierz, bo chce leźć za wami, aż się cały trzęsie na widok tego mostu i tych szyn.

- Już skończyliśmy - odparł Yuran - Szukaliśmy śladów po plemieniu, które tu kopało, a w tej ćmicy i tak niewiele widać. Wyłaźmy, zanim nas jacyś dzicy osaczą, trzeba szybko poszukać miejsca na nocleg.
Oględziny dna wąwozu nie przyniosły odpowiedzi na nurtujące Was pytania. Jest już bardzo ciemno, trzeba gdzieś rozbić obóz. Z góry zapytam o wszystko: obozujecie przy moście czy w bezpiecznym oddaleniu? Po której jego stronie, wschodniej czy zachodniej? Palicie w nocy ognisko czy śpicie bez ognia? Podwójne warty jak sugerowaliście?

: 18 lutego 2017, 15:44
autor: dretch
Sugeruje podwójne warty, oraz nocleg po naszej stronie wąwozu. Ognisko może zróbmy w wcześniej wykopanym dole aby nie było widać płomienia, a jak użyjemy drewna a nie ściółki to może dym nie będzie tak widoczny. Poza tym kamienie się nagrzeja i będzie w nocy ciepło. Co sądzicie towarzysze?

: 21 lutego 2017, 11:52
autor: Keth
E40 kilometr przed Cottbusem

Księżyc wisiał wysoko na niebie, doskonale widoczny pomiędzy gałęziami sąsiadujących z betonowym szlakiem drzew. Oparty plecami o szorstki pień brzozy, Gerard Hayte drapał się nieustannie po karku i policzkach. Zastygła na skórze cieniutka warstwa zestarzałego potu zaczynała młodzieńcowi trochę przeszkadzać, chociaż w osadzie nie uchodził on za przesadnego zwolennika higieny. Teraz jednak coraz częściej musiał odpędzać od siebie myśli o kąpieli w gorącej wodzie i porządnym wyczesaniu posklejanych grudkami ptasiego guana włosów, a tym samym co chwila powracał też do traumatycznych wspomnień poprzedniej nocy, kiedy stado wron z piekła rodem omal nie zadziobało go na śmierć.

Niewielkie ognisko rozpalone w głębokim dołku w ziemi zostało wygaszone zaraz po zaparzeniu herbaty, ale od włożonych do środka dużych kamieni wciąż biło przyjemne ciepło. Yuran siedział w kucki po przeciwnej stronie dołka, niczym monstrualny puchacz kręcąc powolutku głową to na prawo, to na lewo. Jego widok powinien był Gerarda uspokajać, ale w jakiś dziwny sposób tylko potęgował trawiący młodzieńca niepokój.

Tajemnicze Kocie Miasto było najpewniej na wyciągnięcie ręki od koronapańskiej ekspedycji, odległe o zaledwie kilka godzin nocnej pory. Nim członkowie wyprawy pokładli się do płytkiego snu, przez dłuższą chwilę prowadzili półgłosem ożywioną dyskusję na temat prastarych ruin i czyhających w nich niebezpieczeństw, o słupach dymu na horyzoncie i tajemniczej drabinie wyłożonej płasko na dnie równie tajemniczego wąwozu. Spotkanie z rzędami zagadkowych szyn oraz budzącym zgrozę wiatrakiem silnie nadszarpnęło poczuciem pewności siebie młodego Hayte, wywlekając z głębi jego umysłu zakorzenione tam lęki przed przeklętą spuścizną Dawnych Czasów.

- Słyszysz to? - Yuran odezwał się tak cicho, że Gerard w pierwszej chwili pomyślał, że pytanie tylko mu się przywidziało, ale sekundę później Polanin podniósł się bezszelestnie z kucek i zrobił kilka kroków w kierunku majaczącej pomiędzy drzewami drodze, magicznie srebrzystej w blasku księżyca - Słyszysz to?

Gerard przełknął nerwowo ślinę, zerwał się z własnego stanowiska nadstawiając bacznie uszu. Przez krótką chwilę słyszał jedynie szum kołysanych delikatnym wiatrem drzew, wtem jednak w zwyczajową muzykę śpiącej puszczy wkradł się obcy akord, nieznany zgrzyt burzący melodyjną harmonię lasu.

Odległy dźwięk nie skojarzył się struchlałemu anabaptyście z niczym, co było mu znane, a im bardziej narastał, tym straszniejsze wywierał wrażenie. Była to jakaś animalistyczna mieszanina sapnięć, westchnień, stuków i trzasków, przerażająco rytmiczna, zupełnie nie przystająca do jakiegokolwiek wyobrażenia Gerarda o zamieszkujących tę okolicę zwierzętach.

- Co to jest? - jęknął młodzieniec łapiąc ręką za pień drzewa w zamiarze podtrzymania się na miękkich nogach - Co to za piekielna bestia?
Dźwięk dobiega od strony betonowego mostu i chociaż wydaje się odległy, szybko przybiera na głośności! :o

: 21 lutego 2017, 12:13
autor: namakemono
Hihi, a ja wcześniej chciałem za proponować, żeby ognisko rozpalić w wąwozie, żeby lepiej ogień i nas. Ale byśmy czmychali! :D