: 04 lutego 2017, 18:35
E40 na zachód od Koronapanu
Oksana nie odpowiedziała od razu. Na jej twarzy pojawiła się dziwna mina, zupełnie nie przystająca do wyobrażenia Nikodemusa na temat jasnowłosej kobiety. Był to wyraz niezwykłego dla Skandki dziewczęcego zauroczenia, balansujący na granicy przemożnej fascynacji. Niebieskie oczy przesunęły się po imponującej panoramie puszczy, pobiegły ku horyzontowi we wszystkich kierunkach. Leciutko otwarte usta Oksany dopełniły obrazu jej niewinnego zadziwienia. Patrząc na nią sędzia uświadomił sobie, że zyskał jedyną być może sposobność w życiu, by na krótką chwilę ujrzeć prawdziwe oblicze Skandki, na co dzień skutecznie chowane pod maską beznamiętności.
Była to faktycznie bardzo krótka chwila, bo ledwie uderzenie serca później Oksana przybrała ponownie swą chłodną pozę.
- Bardzo daleko od nas, trudno oszacować odległość - powiedziała utrwalając sędziego we wstępnych ocenach sytuacji - Pali się w osobnych miejscach i myślę, że to nie zwyczajny pożar lasu. Jest chyba jak mówisz, palą się osady gdzieś na północnym zachodzie.
- Pięć? - Nikodemus policzył raz jeszcze rosnące hen na horyzoncie słupy dymu - Nie mieliśmy pojęcia, że tam może być aż pięć osad. Myślisz, że któraś z nich to Osman?
- Chyba nie - pokręciła głową Skandka - Wydaje mi się, że Osman leży dużo dalej i na północy. Poza tym Osman to największe miasto świata, większe nawet od Wrocławia. Nie potrafię sobie wyobrazić, żeby ktoś zdołał je spalić.
- Skąd wiesz? - spytał pozornie od niechcenia Nikodemus, błyskawicznie zarzucając przynętę - Byłaś tam, zanim przywędrowaliście do Koronapanu?
- Słyszałam od jehammedańskich kupców - ucięła natychmiast Oksana, chyba nie do końca szczerze - Ale mamy szczęście co do wiatru. Wieje od wschodu i całkiem mocno. Gdyby ogień się miał przenieść na las, nie pójdzie w naszą stronę, przynajmniej dopóki wiatr się nie odwróci. I nie wychylaj się tak mocno, bo jak cię podmuch powietrza targnie, polecisz jak kamień.
Sędzia mruknął coś w odpowiedzi pod nosem, ale przezornie cofnął się o krok do włazu, pamiętny ogromnej odległości dzielącej go od ziemi.
- Kto mógł podłożyć taki ogień? - powrócił do tematu niepokojących pożarów - To musi być jakaś wielka banda? Jeźdźcy Apokalipsy?
- Może ta grupka, którą zabiliście byli tylko czujką? - zasugerowała kobieta - Albo jakiś dziki klan, którego jeszcze nie spotkaliśmy ruszył na wojenną ścieżkę? Ale te pożary są dość daleko, żeby na razie mnie nie martwić. Coś innego mnie martwi.
- Co? - Nikodemus zerknął ponad ramieniem na towarzyszkę, zmarszczył pytająco czoło.
- Popatrz na południowy zachód - kobieta przytrzymała się lewą ręką kratownicy platformy, prawą wyciągnęła przed siebie - Widzisz tamten dym, tuż powyżej koron drzew? Rzadki, prawie biały? Przesuwa się i to bardzo szybko, z północy na południe. Co to może być?
Nikodemus spojrzał we wskazanym kierunku i pokiwał głową uświadamiając sobie, że widok ogromnych kłębów dymu na północnym zachodzie skutecznie odwrócił jego uwagę od czegoś faktycznie frapującego.
Bardziej na zachód, ale znacznie bliżej wiatraka niż rzekome płonące osady, ponad liściastą kopułę puszczy wydostawały się kłębki jasnego dymu rozwiewane po chwili przez wiatr. Sędziemu natychmiast przyszedł na myśl kolejny pożar, ale jego źródło musiałoby poruszać się z nienaturalną szybkością, a nadto dymu nie było dość dużo, by był to pożar z prawdziwego zdarzenia.
Warkocz dymu przesuwał się z północy na południe, przecinając gdzieś w oddali zniszczoną autostradę, po której wędowali Koronapańczycy.
Oksana nie odpowiedziała od razu. Na jej twarzy pojawiła się dziwna mina, zupełnie nie przystająca do wyobrażenia Nikodemusa na temat jasnowłosej kobiety. Był to wyraz niezwykłego dla Skandki dziewczęcego zauroczenia, balansujący na granicy przemożnej fascynacji. Niebieskie oczy przesunęły się po imponującej panoramie puszczy, pobiegły ku horyzontowi we wszystkich kierunkach. Leciutko otwarte usta Oksany dopełniły obrazu jej niewinnego zadziwienia. Patrząc na nią sędzia uświadomił sobie, że zyskał jedyną być może sposobność w życiu, by na krótką chwilę ujrzeć prawdziwe oblicze Skandki, na co dzień skutecznie chowane pod maską beznamiętności.
Była to faktycznie bardzo krótka chwila, bo ledwie uderzenie serca później Oksana przybrała ponownie swą chłodną pozę.
- Bardzo daleko od nas, trudno oszacować odległość - powiedziała utrwalając sędziego we wstępnych ocenach sytuacji - Pali się w osobnych miejscach i myślę, że to nie zwyczajny pożar lasu. Jest chyba jak mówisz, palą się osady gdzieś na północnym zachodzie.
- Pięć? - Nikodemus policzył raz jeszcze rosnące hen na horyzoncie słupy dymu - Nie mieliśmy pojęcia, że tam może być aż pięć osad. Myślisz, że któraś z nich to Osman?
- Chyba nie - pokręciła głową Skandka - Wydaje mi się, że Osman leży dużo dalej i na północy. Poza tym Osman to największe miasto świata, większe nawet od Wrocławia. Nie potrafię sobie wyobrazić, żeby ktoś zdołał je spalić.
- Skąd wiesz? - spytał pozornie od niechcenia Nikodemus, błyskawicznie zarzucając przynętę - Byłaś tam, zanim przywędrowaliście do Koronapanu?
- Słyszałam od jehammedańskich kupców - ucięła natychmiast Oksana, chyba nie do końca szczerze - Ale mamy szczęście co do wiatru. Wieje od wschodu i całkiem mocno. Gdyby ogień się miał przenieść na las, nie pójdzie w naszą stronę, przynajmniej dopóki wiatr się nie odwróci. I nie wychylaj się tak mocno, bo jak cię podmuch powietrza targnie, polecisz jak kamień.
Sędzia mruknął coś w odpowiedzi pod nosem, ale przezornie cofnął się o krok do włazu, pamiętny ogromnej odległości dzielącej go od ziemi.
- Kto mógł podłożyć taki ogień? - powrócił do tematu niepokojących pożarów - To musi być jakaś wielka banda? Jeźdźcy Apokalipsy?
- Może ta grupka, którą zabiliście byli tylko czujką? - zasugerowała kobieta - Albo jakiś dziki klan, którego jeszcze nie spotkaliśmy ruszył na wojenną ścieżkę? Ale te pożary są dość daleko, żeby na razie mnie nie martwić. Coś innego mnie martwi.
- Co? - Nikodemus zerknął ponad ramieniem na towarzyszkę, zmarszczył pytająco czoło.
- Popatrz na południowy zachód - kobieta przytrzymała się lewą ręką kratownicy platformy, prawą wyciągnęła przed siebie - Widzisz tamten dym, tuż powyżej koron drzew? Rzadki, prawie biały? Przesuwa się i to bardzo szybko, z północy na południe. Co to może być?
Nikodemus spojrzał we wskazanym kierunku i pokiwał głową uświadamiając sobie, że widok ogromnych kłębów dymu na północnym zachodzie skutecznie odwrócił jego uwagę od czegoś faktycznie frapującego.
Bardziej na zachód, ale znacznie bliżej wiatraka niż rzekome płonące osady, ponad liściastą kopułę puszczy wydostawały się kłębki jasnego dymu rozwiewane po chwili przez wiatr. Sędziemu natychmiast przyszedł na myśl kolejny pożar, ale jego źródło musiałoby poruszać się z nienaturalną szybkością, a nadto dymu nie było dość dużo, by był to pożar z prawdziwego zdarzenia.
Warkocz dymu przesuwał się z północy na południe, przecinając gdzieś w oddali zniszczoną autostradę, po której wędowali Koronapańczycy.
Tyle pokrótce w kwestii podniebnych obserwacji. Jeśli Namakemono ma dodatkowe pytania, poproszę w trybie technicznym. Jeśli nie chcecie długo czekać na postęp akcji, możecie pisać wstawki już na dole, pod wiatrakiem, obrazujące dyskusję między członkami ekspedycji w temacie dalszych planów. Mam nadzieję, że widok byle jakich diabelskich wyziewów nie napędził Wam stracha?