Wilk oszczawszy zapach Milcara znikną gdzieś w lesie, czy na pewno, a może tylko nas zwodzi. Przyszło mi do głowy, że powinienem sam załatwić potrzebę na wilczy zapach. Chyba oszalałem, dając się wciągnąć w niedorzeczną grę prymatu uryny. A jednak, ochota pozostała i tłukła się z tyłu czaszki, nie dając o sobie zapomnieć, ale jak wyglądałbym w oczach towarzyszy.
By odgonić zwierzęce instynkty, postanowiłem cicho zagrać. Już gładziłem drewno fletu. Czy na prawdę można nim zrobić krzywdę, cóż za szalona myśl, powstała w głowie szpetnego najemnika.
Zagrałem.
Posililiśmy się i już w lepszych nastrojach ruszyliśmy dalej wzdłuż wybrzeża. Stary Rokko szedł przodem, dużo lepiej radząc sobie w dzikiej okolicy, niż którykolwiek z uczniów Kielicha. Już miałem go dogonić, by wypytać o fach i przyczynę, która postawiła go w tej sytuacji, kiedy przystanął i wskazał na wyłaniające się wzdłuż plaży zabudowania.
-
To musi być Burat-ar pomyślałem
Uśmiechy, ledwo pączkujące na naszych twarzach, szybko zmieniły się w wąskie kreski ściągniętych warg, kiedy okrzyknięto nas wulgarnie z pobliskich zarośli. Ukryci strażnicy zasypali nas wręcz trudnymi pytaniami. Towarzysze moi obnażyli groźne ostrza, dając do zrozumienia, że nie są byłe łachami do obicia, i moja ręka powędrowała do miecza, w porę się jednak zmitygowałem, odrzuciłem barbarzyńską chęć zdominowania chwili. Spokojnie schowałem broń.
-Czy to się nieświeżych ryb najadłem i z borem gadam, czy się ktoś w owej gęstwie kryje? Wyjdźcie dobrzy ludzie, nie stanie wam się krzywda.
By dowieść swych pokojowych zamiarów, wyjdę przed towarzyszy, unosząc ręce w geście przyjaźni.
-Prawdziwie raduję się na to spotkanie, już myśleliśmy że okolica wyludła. Że jeno zbóje i bestyje oną puszczę zasiedlają. Przed jednymi i drugimi cudem uszliśmy, a teraz zagubieni w lesie okrutnym, dymy i chaty ujrzawszy, pomocy szukamy.
-Jestem stolarzem spod stolicy, chcieliśmy szukać tu dobrego drewna, a znaleźliśmy dzicz i rozbój, błogosławieni bądźcie dobrzy ludzie, może by się gościna znalazła, to i może interesu jakiego dobijemy na przyszłość.
-Jak mówiliście zwie się osada wasza, Burut-ar? Prowadźcie.
Ciekawe, dlaczego tak ważne jest, czy przybyliśmy z Ostragaru?
Cóż, zagram znowu kupca drzewnego, albo inszego mądrale ze świtą.