PBF - Grzechy ojców

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 03 lipca 2011, 17:52

Duvik, wczesny poranek

Odstąpiwszy od zasępionego Eitharta z zawziętą i nie wróżącą niczego dobrego miną, goblin odwrócił się na pięcie i przypasawszy do boku topór ruszył żwawym krokiem ku garstce oszczędzonych w boju Esajan. Strzegący ich duvikańscy żołnierze przepuścili małego barbarzyńcę nie wiedząc widać, co właściwie z rozzłoszczonym goblinem zrobić, tym bardziej, że Mordil traktował ich niczym powietrze, przeciskając się bezceremonialnie pomiędzy zbrojnymi we włócznie wojakami i nie zamieniając z nikim ani słowa.

Karawannicy powitali go na poły wściekłymi, na poły zrozpaczonymi spojrzeniami, kucając w obliczu wymierzonych w siebie ostrzy i próbując nieporadnie opatrywać rannych ziomków. Jeden z nich tracił co chwila przytomność zaciskając ręce na przebitym bełtem brzuchu, inny leżał na wznak z otępiałym wyrazem twarzy, zdzielony w głowę trzonkiem oszczepu Hakana Harmuna i wciąż z trudem przychodzący do siebie po ciosie, który najwyraźniej nadwerężył jego czaszkę.

- Maści, pijtaj - rzekł goblin zdejmując z pasa bukłak i przytykając go do rozchylonych ust rannego. Zrozumiawszy zbyt późno intencje Mordila wozak przełknął kilka kropel wody, zanim odzyskał świadomość na tyle, by odtrącić bukłak słabym ciosem ręki.

- Ni pijtame! - podniósł głos inny karawannik, mierząc Duvikan nienawistnym spojrzeniem i mimowolnie macając dłonią po boku, gdzie wcześniej zwykł nosić myśliwski nóż - Upir prichadił, samtoj o brzastanku, Szalacha nachodnał, a skarżował na tychne, chto nas otruchowali!

- Brednie! - jeden z żołnierzy pilnujących jeńców nie zdzierżył słysząc słowa wozaka, postąpił krok do przodu przystawiając ostrze miecza do gardła Esajanina - We łbie ci się pomieszało, cielebuniu! Nie waż się takich oszczerstw głosić, bo cię na jęzorze pokarzę! My nie truciciele i nie skrytobójcy, was przeciwność, dzikusów!

- Wielu wachnych chorszawych? - zapytał chrapliwie goblin nie zwracając na rozjuszonego wojaka najmniejszej uwagi i wpatrując się uważnie w twarz karawannika - Co we kuszali, a co uczyniali, jakeśme w kopalne bywalyt?

- Prawne połownaste - odrzekł wozak, a jeden z pozostałych z jękiem rozpaczy podkasał swą koszulę ukazując naznaczone krwistymi wybroczynami piersi. Widząc to zarówno Duvikanie jak i jeńcy pospołu zaszumieli lękliwie, zaczęli kreślić palcami znaki mające odpędzić od nich zło - A ichme eno w skalnaku siedywalne, spitance. Iste otruchowatne!


Wątek techniczny

Mordil znajduje się przy Esajanach do chwili ich odprowadzania do domostwa wyznaczonego na więzienie, potem wraca z otrzymaną od jednego z miejscowych wodą (nikt się nie bawi w kupczenie, woda jest za darmo) do chatki dla gości. O ile się nie mylę, goblin ma jeszcze w zapasie jakieś suszone wije i wędzone jaszczurki (czyt. racje żywnościowe z własnego zapasu), więc może w ramach daleko posuniętej ostrożności zje właśnie je?

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 03 lipca 2011, 18:15

Duvik, wczesny poranek

Opuszczając zbroczone krwią pobojowisko przy zagrodach Trehant rozglądał się bacznie za Erill Kadar, wymieniając zdawkowe kiwnięcia głów i rąk z Duvikanami, którzy na widok jego obandażowanego torsu okazywali półorkowi wyraźny szacunek. Niemal wszyscy słyszeli słowa Hakana Harmuna, nim wybuchła bitka z Esajanami i wielu mimo pełnych rąk roboty z opatrywaniem rannych wciąż rzucało spojrzenia w stronę porzuconej na ziemi odrąbanej głowy arkana, toteż łowca makunów napotykał na swej drodze wyłącznie pełne respektu twarze.

Zadana szczypcami mrówkoluda rana promieniowała potwornym bólem, toteż choć Trehant zaciskał z całej siły szczęki nie chcąc okazać cierpienia, po jego nienaturalnie pobladłej twarzy ściekały krople zimnego potu, a chód mężczyzny był wyraźnie chwiejny.

Treserka wejhurów stała przy niskim kamiennym murku, na którym stał wcześniej Skela, z przyłożonymi do ust w wyrazie głębokiego wstrząsu rękami i wodząc zrozpaczonym wzrokiem po znoszonych z miejsca krwawej potyczki ciałach. Półork rozumiał doskonale jej bezbrzeżny smutek, wszak niemal w jednej chwili utraciła resztkę nadziei na ocalenie zaginionych w kopalni krewniaków jak i własnymi oczami patrzyła na śmierć następnych ziomków.

- Erill... - odezwał się łowca stając na wyciągnięcie ręki od Duvikanki - Erill, spójrz na mnie, proszę.

Kobieta oderwała mokre od łez oczy od pobojowiska, przeniosła pełen cierpienia wzrok na Trehanta.

- Wiem, co czujesz - powiedział półork nie mając po prawdzie pojęcia jak słowami ukoić bó tej nieszczęsnej niewiasty - Nie wiem jak mogę ci pomóc, ale wiem jak ty możesz pomóc nam. Esajanie rzeczą, żeście ich otruli, że pewnikiem ktoś ze starszyzny ich chorobą zaraził. Jeśli jest w tych słowach choć cząstka prawdy, powiesz mi to? Pomnij na to, cośmy uczynili dla twych swojaków w kopalni i rzeknij mi prawdę.

- O co mnie pytasz? - w głuchym głosie Erill pojawiła się prócz rozpaczy również silna nuta wzburzenia i gniewu - Chcesz usłyszeć, żeśmy tych wozaków chytrym podstępem otruli? Jak śmiesz mnie o cosik takowego pytać?

- Nie bądź zagniewana - Trehant uniósł pojednawczym gestem obie ręce - Mus nam na te rzeczy spojrzeć uczciwie. Przecie oni się przez jedną noc pochorowali, tak wielu z nich! Gdyby ta zaraza taka żwawa była, cały Duvik by nią złożony być musiał, a przecie wielu was wciąż zdrowych. Jak to zatem, że owi Esajanie tak szybko jej ulegli?

- Nie wiem! - sarknęła Erill wzruszając gwałtownie ramionami - Nie wiem i nie chcę wiedzieć! Nigdy bym nie pomyślała, że ci takowe oszczerstwa do łeby najdą! Idź precz, wstręt mnie nachodzi na dalszą z tobą rozmowę!


Wątek techniczny

Erill okazała się zapewne mocno niesprawiedliwa w stosunku do Trehanta, ale złóżcie to na karku silnego wstrząsu emocjonalnego - w tej chwili nie jest tak naprawdę sobą, zbyt wiele traumatycznych wydarzeń stała się właśnie świadkiem. Jakby nie było, u niej jadła półork nie kupi, ale nie szalejcie za bardzo z tym kupowaniem, na jedno słowo akolici Brunty przyniosą Wam strawę do domku dla gości, wszak wciąż pozostajecie bohaterami Duviku!

Ula
Reactions:
Posty: 92
Rejestracja: 17 kwietnia 2011, 18:06

Post autor: Ula » 03 lipca 2011, 19:12

Kto teraz pilnuje wozow karawany i ich dobytku? czy ktoś jakoś zarządza tym pobojowiskiem? Dokładniej rzecz biorąc, czy jest kogoś poprosić, by przepatrzyć rzeczy karawany - najlepiej w towarzystwie któregoś z Esajan, czy rzeczywiście nie mają może czego dziwnego podrzuconego (nie wiem, może trupią dłoń w beczkach z woda??)
czy też obecnie, jest to calkowicie wykluczone?

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 03 lipca 2011, 21:18

Duvik, wczesny poranek

Uhra przypasała szablę i odłożyła tarczę na ziemię opierając ją o dyszel jednego z esajańskich wozów. Bystre oczy gwardzistki otaksowały kręcących się przy zaprzęgach duvikańskich osadników, ładujących rozrzucony dobytek karawanników z powrotem na wozy i zapędzających do zagród poranione mniej lub bardziej dotkliwie woły. Chociaż niewiele było w tym obrazie wrażenia oportunistycznej grabieży, dziewczyna zmarszczyła czoło i rozejrzała się wokół siebie pamiętna wykrzyczanych przez martwego i wciąż przebitego włócznią Szalacha.

Pierwszy kapitan Detelf stał opodal czekając niecierpliwie, aż jeden z uczniów Jareda Brunty skończy zszywać czarną dratwą głęboką ranę dłoni komendanta. Chcąc oszczędzić sobie okrzyków bólu kapitan gryzł gruby kawałek drewna, wyjął go jednak z ust na widok podchodzącej dziewczyny posykując w zamian na tyle cicho, na ile potrafił się zdobyć.

- Jedna myśl mnie naszła, komendancie - powiedziała gwardzistka starając się przybrać przyjazny ton - Nie można by przetrząsnąć mienia tych biedaków, zwłaszcza zaś strawy, a napitków, coby zyskać na pewności, że nic tam nie ma, co by ich struć potrafiło.

Oktar Detelf spojrzał na nią z ukosa, potem przeniósł wzrok na martwych wozaków oraz pędzonych ostrzami włóczni jeńców, wlekących swoich rannych w stronę domostwa wyznaczonego przez Magura Dragana do roli tymczasowego więzienia.

- Zartar, Gudra, idźcie z tą dziewoją, pomóżcie jej przeszukać toboły na wozach! - rzucił w stronę dwóch najbliższych wojaków.

Uhra skinęła w geście podziękowania głową, ale uniosła zarazem w górę rękę dając znać, że jeszcze nie skończyła mówić.

- Słuszna decyzja, kapitanie, wszelako zdałby się jeszcze do pomocy jeden z karawanników, niechaj by nam towarzyszył przy przeszukaniu...

- O tym możesz zapomnieć! - sarknął natychmiast Detelf - Wszyscy idą pod klucz, bez gadania i niechaj się radują, że nie każę ich ściąć tu i teraz. Ich tępota kosztowała mnie życie siedmiu druhów!

Gwardzistka pojęła w mig, że dalsza dysputa z Detelfem nie ma najmniejszych szans powodzenia, toteż odwróciła się bez słowa na pięcie i odeszła w stronę zaprzegów doganiając zmierzających w tym samym kierunku żołnierzy.


Wątek techniczny

Raport sytuacyjny na tę chwilę. Więźniowie są już pod kluczem, zabici Esajanie zostali złożeni w jednym miejscu w cieniu ściany wąwozu. Rannych Duvikan zaniesiono do domu zgromadzeń, zabitych do poszczególnych domostw. W międzyczasie Brunta zadbał o to, byście dostali jadło i wodę i oporządzili się po wydarzeniach w kopalni. Starszyzna zebrała się przy kapliczce Graama dyskutując zaciekle nad dalszymi krokami.

Uhra i jej pomagierzy nie znaleźli nigdzie niczego, co mogłoby kojarzyć się z zarazą lub tym bardziej stanowić bezpośrednie źródło choroby...

Treant
Reactions:
Posty: 1869
Rejestracja: 05 stycznia 2009, 10:15

Post autor: Treant » 04 lipca 2011, 07:01

- Eitharcie, przyłącz się do tego spotkania rady i nie zapomnij przekazać im wiadomości, że zaraza wybiła prawie wszystkie mrówkoludy w kopalni. Rozegraj to następująco: jeśli nie znajdą dowodów zarażenia Esajan, to należy sądzić, że zachorowali oni wcześniej i dopiero teraz doświadczyli objawów.

Wątek techniczny

Posilam się, idę nakarmić i napoić konia, potem kąpiel, przebranie się i lulu. Wykorzystuję zdolność Przyspieszone zdrowienie.
Ostatnio zmieniony 04 lipca 2011, 19:35 przez Treant, łącznie zmieniany 1 raz.
Mój skromny dorobek jako gracza w PBF: http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=35

Awatar użytkownika
venar
Reactions:
Posty: 1591
Rejestracja: 11 listopada 2008, 12:01

Post autor: venar » 04 lipca 2011, 11:33

Skoro i tak nie możemy stąd wyjechać to może bym do wieczora sobie na spokojnie odpoczął. Później poszukam całej włóczni (zakładam wdzięczność mieszkańców) lub samego drzewca do obsadzenia grotu.

Późnym wieczorem lub w nocy kiedy już zapadnie zmrok chcę zrobić mały rekonesans po osadzie. "Krycie się w cieniu", "nasłuchiwanie" i trochę pomyszkuję po osadzie. Może natrafie gdzieś jakieś rozmowy ciekawe pomiędzy radnymi. Jako, że moja profesja para się truciznami i mam mgliste pojęcie o tym (brak jeszcze odpowiedniej zdolności profesjonalnej) to spróbuję tez poszukać jakiegoś laboratorium gdzie ewentualnie mogłaby taka trucizna przygotowywana. Żeby nie mieć żadnych ograniczeń na ten czas zdejmę zbroję.

Staram się nie korzystać z napitku czy jedzenia miejscowych
Ostatnio zmieniony 04 lipca 2011, 12:18 przez venar, łącznie zmieniany 1 raz.
Nie zgadzam si? z Twoimi pogl?dami, ale po kres moich dni b?d? broni? Twego prawa do ich g?oszenia

Ula
Reactions:
Posty: 92
Rejestracja: 17 kwietnia 2011, 18:06

Post autor: Ula » 04 lipca 2011, 19:22

A kij w gulmaczy zad - jeśli mamy zachorować to zachorujemy, jeśli to upir, to i tak gotowanie na nic się nie zda - ide do chatki dla nas przeznaczonej zjeść co tam dla nadali i sie odświeżyć, później, jesli nikt nic ode mnie chcieć nie będzie idę w kimę póki spokojnie, bo nie wiadomo czy w nocy nie ruszymy gdziesik.
A jeśli to miejscowi żarcie trują to wyjdzie na jaw jak zachoruję.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 04 lipca 2011, 21:55

Wątek techniczny

Mamy poranek, przed Wami ponad piętnaście godzin męczenia się w dusznym skwarnym powietrzu, zanim ponownie nadejdzie zmierzch. Odpoczynek jest jak najbardziej wskazany, ponieważ oczywiście działacie w porze nocnej i za dnia zwykliście się wysypiać, a wydarzenia ostatnich kilkunastu godzin solidnie nadwerężyły Wasze siły witalne.

Jadło i woda pitna to nie kłopot, Duvik nie skąpi niczego swym kopalnianym bohaterom! Kto w obawie przed chorobą nie zechce jeść posiłku przyrządzonego przez miejscowych, może się posilić własnymi racjami żywnościowymi, nie ma problemu.

Atmosfera w osadzie przypomina siedzenie na beczce prochu (przepraszam za nieadekwatne do świata KC porónanie). Ludzie pochowali się po domach, ale wyraźnie słychać obrzędy opłakiwania zabitych ziomków. Grupka strażników czujnie strzeże więźniów, inna grupka została wysłana na zwyczajową wartę do nadrzecznej wieży.

Trehant, Skela i Uhra zadeklarowali odpoczynek w ujęciu ogólnym, nie znam natomiast zamiarów Eitharta (chociaż pewnie uda się w delegację do starszyzny) oraz Mordila. Zanim przejdę do opisu fabularnego wieczorowej pory dnia, dorzucę kilka updacików opisujących wcześniejsze poczynania BG.


Duvikański żołnierz próbujący uspokoić esajańskiego woła pociągowego

Obrazek


Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 04 lipca 2011, 22:22

Duvik, wczesny poranek

Starając się nie zwracać uwagi na niecichnącą wrzawę i lamenty przy zagrodzie dla wołów Trehant zaciągnął drewniany ceber na wodę za kamienną tylną ścianę chatki dla gości, zdecydowany obmyć się w końcu z pyłu podziemnych chodników, krwi i zaschniętego potu pokrywającego cienką skorupą jego skórę. Uhra postanowiła się umyć wewnątrz chatki wypędzając za próg kilkoma obelżywymi wyzwiskami jak zwykle ciekawskiego goblina, toteż szanując jej potrzebę zachowania odrobiny prywatności półork jął się rozdziewać w ciasnej przestrzeni pomiędzy ścianą chatki i stromą ścianą wąwozu.

Zazwyczaj nie krygował się w taki sposób i zwykł brać kąpiel bez żenady zarówno w obecności niewiast jak i otroków, ale tym razem nie chciał wzbudzać powszechnego zainteresowania swą koszmarnie bolącą raną. Rozwijany po kawałku opatrunek przyległ szczelnie do porozdzieranej do żywego mięsa skóry, toteż jego zdjęcie zdało się łowcy niekończącą się drogą przez mękę, a po umorusanych policzkach mężczyzny płynęły łzy bólu żłobiące w brudzie jasne smugi przezierającej spod spodu czystej skóry. Trehant nie był głupcem i wiedział doskonale jak straszny los czekał go w przypadku zaniechania troski o rany. W tak skwarnym powietrzu wapory zgnilizny zdawały się ustawicznie unosić nad ciałami, gotowe zaatakować wyzierające spod przeciętej skóry mięśnie potwornym ogniem gorączki wiodącej ku śmierci. Półork widział wielu nieostrożnych pustynnych myśliwych konających na gorączkę zwaną przez znachorów gangreną i nie zamierzał dzielić ich losu.

Szkopuł w tym, że nie miał przy sobie żadnych sproszkowanych ziół ani maści, toteż bez proszenia o pomoc Eitharta lub graamitów zdany był jedynie na czyste opatrunki i modły do swego boskiego patrona.

Oderwawszy z cichym jękiem ostatni kawałek płótna odrzucił przesiąkniętą zakrzepłą krwią szmatkę pod nogi i jął przemywać namoczonym w cebrze innym strzępem płótna paskudne bruzdy wyryte w jego torsie chitynowymi szczypcami arkana, odsłaniające pokryte kruszącą się skorupą krwi ciało.

Tylko żelazna siła woli sprawiała, że nie wył z bólu niczym potępiona dusza, zagryzając z całych sił zęby i mrugając rozpaczliwie załzawionymi oczami.


Wątek techniczny

Wbrew pozorom wcale nie będzie tak lajtowo z tą raną, Treant, chociaż mechanika nic o tym nie rzecze. Jeśli nie chcesz ryzykować infekcji, może zastanów się nad konsultacjami z Eithartem lub wprost z Bruntą (Duvikanie na pewno Ci pomocy medycznej nie odmówią, wszak są wdzięczni za wybicie arkanów, może nawet zabiorą Cię na leczenie do podziemnej pieczary pod osadą?). Regularnie zmieniane opatrunki to oczywista oczywistość, na dodatek rana jeszcze długo będzie Ci przysparzała ogromnego bólu, może jakaś fajeczka esajańskiego bakszu dla ulżenia?

Treant
Reactions:
Posty: 1869
Rejestracja: 05 stycznia 2009, 10:15

Post autor: Treant » 04 lipca 2011, 23:11

Wątek techniczny

Udaję się do Brunty w celu skonsultowania sprawy opatrunków. Po powrocie, zgodnie z wcześniejszymi deklaracjami idę spać.
Mój skromny dorobek jako gracza w PBF: http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=35

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 04 lipca 2011, 23:16

Duvik, wczesny poranek

Mimo dokuczliwego pragnienia coraz bardziej podejrzliwy Skela nawet nie tknął przyniesionych przez Duvikan bukłaków, zadowalając się resztką ciepłej stęchłej wody przywiezionej ze sobą do Duviku. Nie tracąc czasu na mycie się tropiciel zległ na rozciągniętej w cieniu zadaszenia chatki derce, nie zapuszczając się do wnętrza domku przez wzgląd na roznegliżowaną Uhrę i mając w pamięci jej przekleństwa słane pod adresem rozgorączkowanego wizją ujrzenia pośladków gwardzistki Mordila. Gulmak barbarzyńcy kręcił się niespokojnie opodal łypiąc na Skelę wielkimi ślepiami i śląc w stronę jeszcze bardziej od niego niespokojnego ogiera Eitharta gardłowe dźwięki, które przywodziły mężczyźnie na myśl westchnienia.

Wywar z tajemniczych ziół zaaplikowany gulmakowi przez jego pana z zamiarem otępienia chuci wielkiego jaszczura wydawał się tracić na sile, co nie wieściło nic dobrego ani dla konie gorlamity ani pozostałych wierzchowców, bo gulmak sprawiał wrażenie stwora, któremu w zasadzie było wszystko jedno, czyjego zadka dopadł.

Chociaż mężczyzna leżał na derce z przymkniętymi oczami, bacznie śledził wzrokiem otoczenie chatki walcząc z przemożną chęcia zapadnięcia w drzemkę. Odgłos kroków wyrwał go z coraz głębszego odrętwienia, ale nawet nie drgnął zauważając kątem oka oddalającego się od domku Trehanta, zmierzającego śpiesznie w stronę głębi kamiennej osady.

Spierzchnięte usta Skali poruszały się w rytm szeptanych bezgłośnie słów, chociaż nikt by ich nie usłyszał nawet stając tuż za plecami tropiciela.


Wątek techniczny

Uhra może spokojnie spać w chatce, Skela wyciągnął się na zewnątrz między gulmakiem i swoim koniem. Trehant udał się w głąb osady w ślad za Eithartem, w sobie tylko znanych sprawach. Odpoczynku nikt Wam na razie nie zakłóci, a naprawa oszczepu nie będzie najmniejszym kłopotem - dostanie od Duvikan nowe drzewce.

Awatar użytkownika
mordimer00
Reactions:
Posty: 2226
Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44

Post autor: mordimer00 » 05 lipca 2011, 18:41

Czekam aż będą wszyscy w jaskini, albo większość i:
"A wyśta co myśleć o ta cała sprawa, co w ta wioska dziać się, moja się to bardzo straszna smród wydawać, po co te człeki karawanów bić, nasza też nikaj nie puścić pewnie z ta wioska. Nasza też być tutej tyle co wozaki i nasza być zdrowaśka, co tu dziać się na dupsko gulmaka"
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 05 lipca 2011, 22:34

Wątek techniczny

O jakiej Ty ciągle jaskini wspominasz, masz na myśli chatkę dla gości czy chcesz się może przenieść z tobołkami na drugą stronę wąwozu, do pieczary zajętej wcześniej przez Esajan? (na mój gust nieciekawa lokalizacja, zbyt ostry odór świeżej krwi, ale z gustami się naturalnie nie dyskutuje).

Jeśli Mordil chce pogadać na temat bieżącej sytuacji w Duviku, mogę przyjąć, że dla celów konwersacji obudzi Uhrę i Skelę (chociaż znając już poziom sesyjnej aktywności Venara lepiej będzie przyjąć, iż tropiciel padł zmożony snem kamiennym).

Wiem, co zamierza zrobić w najbliższym czasie Trehant, toteż może machnę jeszcze dzisiaj małą wstawkę dla niego właśnie (nic nie obiecuję), natomiast czekam cały czas na 8ART-a, który od kilku dni ma zapewne kłopot z dostępem do kompa (ciągle na urlopie), a który gra teraz krytycznie ważną rolę.

Awatar użytkownika
mordimer00
Reactions:
Posty: 2226
Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44

Post autor: mordimer00 » 07 lipca 2011, 09:11

Mówię o tej naszej chatce cały czas, nigdzie się nie przenoszę choć jak zjem i prześpię się trochę idę tam gdzie zabrali wozaków, może teraz coś więcej się od nich dowiem.
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 07 lipca 2011, 21:16

W głębi Duviku, wczesny poranek

Duvik kipiał życiem, chociaż Trehant dostrzegał wokół siebie wyłącznie oznaki rozpaczy, lęku i przygnębienia, wyrysowane na twarzach rozmawiających ze sobą wzburzonych mężczyzn z przypasaną do bioder bronią, w oczach pochlipujących kobiet i zalęknionych wyrostków. Brutalna rozprawa z esajańskimi karawannikami nie napawała nikogo zadowoleniem, wręcz przeciwnie - wielu mieszkańców osady modliło się w swoich obejściach na wełnianych matach, kłaniając się wystawionym na zewnątrz domostw posążkom Niebiańskiego Uzdrowiciela. Śmierć wielu Duvikan jeszcze wzburzenie pogłębiała, a wrzaski rannych dobiegające z domu zgromadzeń budziły ciarki i ścinały krew w żyłach przechodniów.

Półork szedł tak szybko jak pozwalało mu na to obolałe ciało, wymieniając z posępnymi Duvikanami słane ruchami głów pozdrowienia i starając się ukryć pewne skrępowanie wywołane świadomością szacunku, jakim zdawali się otaczać go miejscowi. Wszyscy mieli dość czasu, by przyjrzeć się uważnie odrąbanemu łbu arkana, przywleczonemu przez Hakana pod kapliczkę Graama i pozostawionemu tam jako dowód spełnionej obietnicy cudzoziemców; wszyscy wiedzieli też, że remziński łowca omal nie przypłacił życiem podziemnej wyprawy. Ich szczera wdzięczność za przyniesienie wieści o pomordowanych w kopalni krewniakach budziła w Trehancie zakłopotanie, pogłębione jeszcze świadomością tego, że wyprawa w otchłań szybów nie przyniosła nikomu ratunku.

Zbici w grupki Duvikanie dyskutowali z dzikim wzburzeniem, aczkolwiek na widok przechodzącego obcego ściszali swe głosy na tyle, by treść ożywionej konwersacji pozostała tylko im wiadomą. Trehant nie musiał słyszeć słów miejscowych, by domyślić się, co było źródłem tych rozmów - w osadzie panował powszechny lęk, że zabicie Esajan w czarnej dla Duviku godzinie mogło jedynie podsycić żądzę zemsty nękającego ich upiora.

- Szukam naszego kapłana - oznajmił półork zatrzymując ruchem ręki jakiegoś wychodzącego śpiesznie z domu zgromadzeń mężczyznę w skórzanym kaftanie bez rękawów i przepasce z wężowej skóry na czole - Gdzie go najść mogę?

- Nie tukej - wzruszył ramionami Duvikanin - Tam jeno uczniowie Brunty i asteriańska kapłanka w środku, opatrunki nakładają, a ratować próbują tych, co jeszcze dychają. Czcigodny Brunta i świątobliwy wasz mąż pewnikiem gdzie przy kapliczce Graama stoją, starszyzna się tam zebrała na rozmowy.

Puściwszy ramię żołdaka półork wszedł do środka domu zgromadzeń, ledwie poznając wnętrze sali, w której poprzedniego wieczoru miał sposobność biesiadować. Mniej lub mocniej pokiereszowani Duvikanie leżeli na zestawionych ze sobą drewnianych ławach lub wprost na posadzce, brocząc tryskającą z ran krwią i wrzeszcząc co sił na zszywających ich rany akolitów w upstrzonych czerwonymi plamami białych szatach. Sanna Wehael pochylała się nad jednym z nieprzytomnych żołnierzy Detelfa, leżącym z rozrąbaną arterią udową i trzymającym się resztkami sił życia. Na pięknej twarzy asterianki rysował się wyraz spokojnej rezygnacji człowieka, który świadom był przegranej walki, ale jej ręce wciąż dociskały obwiązany wokół uda mężczyzny pas płótna. Za plecami kapłanki stał młodzieniec w chuście przesłaniającej twarz, z założonymi za plecy rękami obserwujący wysiłki krzątających się desperacko po sali graamitów. Trehant rozpoznał go od razu, przypominając sobie człowieka, który w trakcie rozprawy z Esajanami rzucił się w wir walki z dwoma nożami w rękach. Nieznajomy wyczuł widać jego zainteresowanie, bo odwrócił raptownie głowę i zlustrował obcego bacznym spojrzeniem. Sanna podążyła za wzrokiem towarzysza odrywając oczy od uciskowej opaski umierającego Duvikanina, przestała szeptać coś bezgłośnie uśmiechając się w zamian ze smutnym zmęczeniem.

- Witaj, przyjacielu - rzuciła w stronę stojącego w progu Trehanta, podnosząc swój głos na tyle, by półork usłyszał ją ponad krzykami i jękami rannych - Potrzebujesz pomocy?


Wątek techniczny

W drodze poprzez centrum osady skierowałem kroki Trehanta do wnętrza domu zgromadzeń, zrzucając takową wizytę na karb ciekawości półorka wywołanej wrzaskami rannych. Jeśli Treant wykaże zainteresowanie konwersacją z Sanną, zapraszam do pisania dialogów, a przeciwnym razie wystarczy deklaracja w shoucie, że wychodzi i idzie dalej w swoją stronę.

Mam też pracę domową dla wszystkich - poproszę o wysłanie w formie PW odczuć Waszych postaci na rzeź karawanników (podział sympatii), stosunek do starszyzny Duviku, do perspektywy wyjazdu z wioski po zapadnięciu zmroku (jak już wcześniej wspominałem, za dnia to niemal pewna śmierć) oraz do ewentualnych kontaktów ze zwykłymi Duvikanami.

ODPOWIEDZ