Strona 25 z 28
: 18 września 2011, 21:52
autor: Zygi
No tak, teraz dekonspiracja nam już nie grozi. Nie zostawiam jej i nie namawiam, żeby została - może i coś złego się jej przytrafi jak motłoch zobaczy, że uciekała jako jedna z nas, natomiast jeśli chce zostać, nie namawiam jej by biegła razem z nami, może ma już tego dośc na tyle, że stwierdzi, iż cała sprawa z wróżką nie warta jest zachodu.
Skoro Akki biegnie niemal przy nodze, oddam mu swój tobołek, niech pochwyciwszy o w zęby biegnie dalej, tobołek Morienta czy to przekażę tabadance, czy rozsypię go w ucieczce, tak by może część motłochu chciała go wyzbierać, sam natomiast chce pomóc Goldasthowi z ciałem Aldura, we dwóch lżej nam będzie i powinniśmy dotrzymać kroku.
Pozostawienie ciała Aldura jest zdecydowaną ostatecznością (a wtedy przynajmniej kawałek palca uciąć spróbuję, by może kiedyś regeneracji poddać była możliwość, może ktoś z rodziny będzie go szukał.. wiem, że 'tu' wskrzeszenia więc i regeneracje są rzadkością, ale może jako nietypowy kleryk jakoś o to zadbał zawczasu, jeśli się uda to go do statku dotachać to przynajmniej pogrzeb godny na morzu będzie można mu wyprawić.
: 18 września 2011, 22:46
autor: Goldwin
- uuurwa... mać! - wydyszał ciężko sapiąc.
Popatrzył na umykających marynarzy i szybko zdmuchując krople potu spływające spomiędzy krzaczastych brwi na oczy zaczerpnął haust powietrza.
- Wać... Damy radę... - wystękał w kierunku niemego i bezwładnego ciała - Ostaniem... tu razem, albo... uda się dobiec...
Zacisnął zęby i spoglądając z wysiłku tępo przed siebie wytężył ostatnie siły by dogonić ferajnę.
Nie zostawię Aldura. Mam tylko nadzieję że nie wyrżnę orła... Jak coś szabelka w ruch, kogoś tam może się uda ściąć. Ew. pozostaje skok w morze w ostateczności, tylko z pływaniem kiepsko...
: 19 września 2011, 21:16
autor: Keth
Noc 29 bakis-ranu 9454, Tahar-gar, dzielnica portowa
Oplatając palcami ściskany w dłoni amulet Katańczyk wydyszał chrapliwie kilka krótkich słów, w języku zupełnie tutejszym mieszczanom nieznanym i w zwyczajnych okolicznościach bardzo dla nich podejrzanym, ta jednak noc do zwyczajnych nie należała. Krzyki, tupot butów, świszczące oddechy i nieopisane wręcz zamieszanie sprawiły, że nikt nie zwrócił na mamrotanie Morientiego uwagi. Uwaga gnających na złamanie karku Tahargarczyków skupiona była niepodzielnie na plecach umykających pogoni cudzoziemców, zmierzających co sił w nogach ku majaczącemu już w półmroku statkowi.
Powłoka niewidzialnej dla zwykłych śmiertelników, ale wyczuwalnej przez Katańczyka mocy utworzyła przed biegnącym żwawo mężczyzną przeźroczystą tarczę, mogącą przez pewien czas absorbować uderzenia słanych w kierunku pościgu pocisków. Moriento nie miał pojęcia, czy Osmundczycy mieli przy sobie proce ani czy ich kompani na pokładzie statku nie uwijali się już przy nakręcanych korbami wałowych kuszach, wolał jednak ograniczyć jak najbardziej ryzyko nagłej utraty zdrowia - wystrzelony z wałowej kuszy bełt zwykł kończyć się kilkunastocentrymetrowym grotem, taki zaś grot nie szedł w parze z powierzchowną płytką ranką.
Odzyskawszy dzięki niewidocznej magicznej tarczy nieco pewności siebie i poczucia bezpieczeństwa, wciąż trzymający się boku sierżanta Katańczyk obrzucił bacznym wzrokiem swe otoczenie, w szczególności zaś pryzmy pozostawionych tu i ówdzie na nabrzeżu skrzyń, spiętrzone jedna na drugiej beczki i drewniane żurawie załadunkowe osadzone w żelaznych obejmach na krawędzi portowego basenu. Potrzebował czegoś, co odwróci uwagę pościgu, czegoś zdolnego zasiać w szeregach Tabadańczyków ponowne zarzewie paniki lub przynajmniej ich na chwilę zdezorientować. Najlepszym rozwiązaniem byłby naturalnie upadek uciekającego niemrawo krasnoluda, bo dopadnięty przez motłoch Goldasth zaabsorbowałby uwagę mieszczan dostatecznie długo, by sam Moriento zdołał w tym czasie dopaść cudzoziemskiego statku. Pozostając z natury wyrachowanym oportunistą czarodziej bił się w myślach przez ulotną chwilę rozważając pomysł obalenia Goldastha za pomocą magicznego zaklęcia po to, by rzucić go na pastwę rozjuszonego tłumu, zaraz jednak odrzucił ową ideę. Dopadnięty przez pościg brodacz mógł zdradzić motłochowi tożsamość Morientiego, mógł zdążyć wrzasnąć, że oto pomocnik sierżanta jest nikim innym jak tylko jednym z pozostałych podpalaczy, a na takie ryzyko dekonspiracji setyta nie mógł sobie pozwolić.
Pozostawiając ostatecznie los Goldastha w rękach bogów czarodziej zmusił swe nogi do jeszcze szybszego biegu, chociaż w płucach zaczynało mu brakować dechu, a krew dudniła w głowie mężczyzny niczym kowalski młot walący w kowadło.
Wątek techniczny
Tzeentch, mam nadzieję, że nakreślona w fabularce biopsja osobowości Twego bohatera mieści się w Twoim własnym wyobrażeniu postaci! Wykonałem test na ½ UM dla Magicznej Tarczy i wyrzuciłem 29. Czarowanie zakończone sukcesem, aktywacja ochrony na 12 rund (przy czym każdorazowe uaktywnienie Tarczy oznacza skrócenie czasu działania o 1 rundę). Tu pojawia się pewna kwestia do dyskusji poza grą, mianowicie skuteczność Tarczy w tłoku podobnym do tego, jaki ma miejsce na nabrzeżu. Skoro Tarcza absorbuje pociski, jak zadziała na przypadkowo wymierzony w ścisku cios łokciem? Czy nie zużyje jej przypadkowe zderzenie czołowe z innym uczestnikiem wyścigu za krasnoludem?
Teraz kwestia Magicznej Siły. Jeszcze zaklęcia nie testowałem na UM, ale zaraz to zrobię. Widzę tu następujące możliwości: rzucanie w biegu na ½ UM lub zatrzymanie się (połączone z przepuszczeniem do przodu sporej części pościgu) i rzucenie na pełną UM. W pierwszym przypadku nadal jesteś na przedzie grupy, w drugim znajdziesz się na jej tyle (a to znaczy, że kilkudziesięciu Tabadańczyków odgrodzi Cię od osmundzkiego statku). Co do opcji celu, są one następujące: wyrwanie klina spod pryzmy beczek, które potoczą się w poprzek nabrzeża (na przykład zmiatając do basenu część pościgu), przewrócenie pod nogi sterty skrzynek na ryby, obrócenie wokół osi portowego żurawia o niskiej belce załadunkowej (mogącej ściąć biegnących z nóg). Poziom trudności w zasadzie taki sam, liczy się raczej widowiskowość każdego z rozwiązań, poza tym możesz rzucić czar kilka razy obierając za cel kilka różnych obiektów.
: 19 września 2011, 21:18
autor: Keth
Noc 29 bakis-ranu 9454, Tahar-gar, dzielnica portowa
Obracając się zwinnie w biodrach Hariquiel wyciągnął w bok lewą rękę, obciążoną tobołkiem Morientiego. Mający za sobą wiele miesięcy tresury Akki pojął z miejsca intencje swego pana, kłapnął śnieżnobiałymi zębami łapiąc nimi za tobół i wyrywając go wdzięcznym targnięciem głowy z dłoni elfa. Ciężar bagażu wręcz przygiął zwierzę do nabrzeża, ale muskularne ciało psa podołało wyzwaniu, wystrzeliwując do przodu z szybkością, której uciekający na dwóch kończynach ludzie mogli mu tylko pozazdrościć.
- Jeśliś gotowa od nas odłączyć, nie będę ci miał tego za złe! - rzucił w stronę poczerwieniałej od biegu i płaczu dziewczyny - Lecz bacz na to, że cię ta banda ukrzywdzić gotowa, jeśli im w ręce wpadniesz, nawet miejskim strażnikom!
- Bądź przeklęty, ty elfie ty! - wybuchnęła jeszcze głośniejszym szlochem ciemnowłosa piękność, kładąc szczególnie nieprzyjemny akcent na słowo elf - Jam już ojcu przyobiecała, że się podług wróżki zachowam! Jak mnie do domu tera wrócić bez brzucha?! Toż to wstyd będzie!
- To pędź co sił! - sharamita dyszał już tak ciężko, że ledwie można było jego słowa zrozumieć. Pot, dziwnie na co dzień nie pasujący do wyobrażenia eleganckich i spokojnych elfów, ściekał mu po czole wielkimi kroplami wpadając do oczu i drażniąc je zawartością soli. Młodzieniec obejrzał się ponownie za siebie, na coraz słabszego Goldastha, potem do przodu.
Osmundzki statek tkwił przy kamiennym nabrzeżu, przycumowany do niego sterburtą, wsparty o owinięte grubą warstwą tkaniny odbijacze. Był to duży dwumasztowy galert, o szerokim górnym pokładzie i wysokim dziobie przechodzącym w jakąś rzeźbę, której Hariquiel nie zdążył rozpoznać. Nocujący na nim marynarze musieli z daleka usłyszeć krzyki swych kompanów, zresztą i tak już nie spali pobudzeni rykiem świątynnym rogów. Kilkunastu zeskoczyło na brzeg odwiązując w dzikim pośpiechu liny cumownicze, inni zaś zniknęli pod pokładem sadowiąc się bez wątpienia na ławeczkach wioślarzy.
Biegnący na samym przedzie żeglarze mieli do najbliższego trapu zaledwie kilkanaście metrów, kiedy z jednej z uliczek wypadła pośród stukotu kopyt grupka jeźdźców, szarpiąc na widok uciekających postaci za uzdy koni. Rozpędzone zwierzęta poprzysiadały na zadach, kilka ślizgało się przez chwilę na wilgotnym bruku pośród donośnych przekleństw właścicieli.
- Stać, w imię namiestnika! - huknął donośnie jeden z jeźdźców, rosły mąż w półpancerzu i odkrytym hełmie, wywijający w prawicy długim ciężkim mieczem - Stać, bo będziemy rzezać!
Hariquiel puścił ramię Goldastha, którego właśnie zamierzał wesprzeć siłą swych mięśni, wciągnął w płuca powietrze z sykiem skrajnej desperacji. Jeźdźców było ledwie ośmiu, ale wszyscy mieli nad żeglarzami przewagę wysokości, a w ich dłoniach lśniły odbijające światło pochodni ostrza.
Za plecami elfa w niebo buchnął tryumfalny wrzask pościgu, punktujący radosnym echem krzyki jeźdźca w półpancerzu. Gromada uciekinierów została pochwycona w kleszcze tuż przed celem szaleńczego wyścigu i wszystko wskazywało na to, że bogowie odwrócili od osmundzkich obieżyświatów swe twarze.
Wątek techniczny
Zygi, pies niesie tobołek Morientiego, a dziewczyna jakoś nie chce się odczepić. Znienacka tłum za plecami przestał być problemem, stał się nim zaś tłumek z przodu. Ośmiu jeźdźców w cięższych pancerzach, z mieczami i sprawiających wredne wrażenie. Wyjechali dosłownie na wysokości galerta i jeśli zaczną Was siec, większa część uciekinierów nie zdoła na czas wskoczyć na pokład statku. W tej sytuacji istotne staje się rozważenie dostępnych opcji pozwalających sforsować tę właśnie przeszkodę (oczywiście zawsze pozostaje możliwość oddania się w ręce władz). Sami Osmundczycy są zdezorientowani, nie za bardzo wiedzą, co robić (bieg akcji to ułamki sekund, wyobraź sobie, że elf musi zareagować moment po pojawieniu się jeźdźców).
A co to galert? To wymysł własny pod postacią krzyżówki galery z żaglowcem! (napęd kombinowany, pojedyncze rzędy wioseł oraz dwa żagle). Uznajmy, że projekt tego statku został wymyślony lata temu przez malauckiego dziwaka zdradzającego niecodzienne dla swego gatunku zamiłowanie do budowania statków, a ponieważ w świecie Orchii powszechnie znany jest brak talentu malauków w tym kierunku, owa w rzeczywistości świetna konstrukcja prawie wcale się nie przyjęła w innych państwach ze względu na rasowe uprzedzenia!
: 19 września 2011, 21:19
autor: Keth
Noc 29 bakis-ranu 9454, Tahar-gar, dzielnica portowa
Dyszący z głuchym świstem krasnolud ledwie widział na oczy, zalane słonymi kroplami potu cieknącymi po jego wysokim pobrużdżonym czole. Złożony na barkach ciężar martwego Aldura zdał się Goldasthowi iście kamieniem młyńskim, potwornym bagażem przyciskającym go do kamiennego nabrzeża na podobieństwo pięści miażdżącego grzesznika Gotam-gora. Ledwie też słyszał dobiegające zewsząd krzyki, tak silnie tętniła mu w uszach krew. Wiedział, że pościg depcze mu po piętach, a ludzie z racji dłuższym nóg sukcesywnie zmniejszali dzielący ich od krępego brodacza dystans, coraz bardziej się do niego zbliżając.
Z przodu wybuchło jakieś zamieszanie, którego źródła Goldasth nie potrafił dojrzeć, nie tylko z powodu łzawiących oczu, ale i zbitych ciasno pleców Osmundczyków, którzy zwolnili znienacka kroku zatrzymani jakąś sobie tylko znaną przeszkodą. Znajdujący się tuż obok Hariquiel oderwał wzrok od krasnoluda, prostując się mimowolnie i spozierając przed siebie z mimowolnym syknięciem.
Goldasth miał już szczerze dosyć tego szaleńczego wyścigu. Wyczerpany ponad wszelką miarę, gotów był zatrzymać się w końcu i stawić czoła napastnikom z szablą w dłoni, zdecydowany na walkę mimo kompletnego braku znajomości tego oręża. Tęsknił za znajomym ciężarem krasnoludzkiego topora w prawicy lub przynajmniej za górniczym oskardem, do którego przywykł za młodych lat... ale nawet szabla lepsza była od gołych pięści.
Lecz mimo rosnącej w nim rezygnacji i gotowości do pogodzenia się z losem jakaś iskierka woli życia wciąż uparcie wzywała go, by się ratował na przekór wszystkiemu, by pozostawił za sobą martwe ciało Aldura przyśpieszając kroku albo skacząc z wysokości nabrzeża wprost do portowego basenu i pogrążonej w mroku nocy brudnej wody.
Wątek techniczny
Heroizm i poświęcenie to jedno, a zdrowy rozsądek to drugie, a granica między nimi bywa czasami bardzo cienką linią. Goldwin, musisz teraz podjąć ostateczną decyzję. Jeśli nadal będziesz trwał przy pomyśle taszczenia ze sobą Aldura, pierwsi mieszczanie dopadną Cię za dwie, może trzy rundy, a wtedy Twój los zasadniczo będzie policzony (chyba nawet nie będę się bawił w rzuty kostkami). Jeśli chcesz się ratować, posłuchaj teraz głosu rozsądku i ciśnij czym prędzej za siebie zwłoki Aldura! Na zabawy pokroju odcinania palca raczej bym się nie nastawiał, bo wtedy szansa dopadnięcia obcinacza przez motłoch wyniesie trzy do jednego! Co robisz? Możesz dalej taszczyć Aldura, możesz zrzucić go z barków i uciekać za Osmundczykami albo zrzucić go i skoczyć do portowego basenu, ostatecznie zaś możesz zatrzymać się i stawić czoła pogoni!
: 19 września 2011, 22:03
autor: Zygi
Jeśli wszystko poszło zgodnie z planem, to Akki powinien mieć mój tobołek, nie Morienta.
Na ile zwarty jest szyk jeźdźców? można się prześliznąć czy raczej nie bardzo?
Jeśli stoją blisko siebie to może uda się rzucić tobołkiem Morienta w ostatniego z jeźdźców, natomiast w 1szego Magicznym pociskiem, i jeden i drugi powinien się zachwiać dość mocno, co może 'poruszyć konie', a one w niespokojną noc, w obecności psa, hałasów etc. mogą się poruszyć na tyle by znalazła się dostateczna luka do przebiegnięcia na statek.. niestety nadszedł czas, gdy należy stwierdzić, że rozwaga lepszą stroną męstwa, i za Aldura pomodlimy się na statku, jeśli uda się do niego dotrzeć..
: 19 września 2011, 22:51
autor: Goldwin
W głowie huk niesionej ciśnieniem i adrenaliną krwi, pot lejący się strumieniami, oddech coraz bardziej urywany. Wiedział, czuł że lada chwila dopadnie go zbrojna masa. Zatrzymał się i szybko przeszukał okolicę szukając dogodnego miejsca do odłożenia ciała. Zdecydował i wycharczał.
- Wybacz brachu... dalej nie podołam... - zaczerpnął haust powietrza - Oby Gotam-gor trwał... przy tobie...
Wyciągnął szable i podążył ciężko ku Osmundczykom i Hariquiel'owi.
Jeśli w zasięgu są jakieś skrzynie, bele czy inne przedmioty staram się odłożyć tam ciało Aldura, gdyby było blisko do wody to tam je wepchnąć. Aby motłoch nie miał szansy na bezczeszczenie ciała.
W ostateczności odkładam, wyciągam szablę i staram się dobiec do Osmundczyków.
: 20 września 2011, 02:01
autor: tzeentch
Sytuacja nieco się zmienia, ale nadal trzeba coś z tym zrobić. Rozumiem, że widzę konnych i wiem, że są oni teraz większym zagrożeniem. Rzucam w biegu magiczną siłę. Najlepiej jeśli są dostępne jakieś przedmioty, które mogą spłoszyć konie (bo ja wiem? płonącą pochodnią w pysk? nożem w zad?), ewentualnie jakoś podciąć wierzchowce (wspominałeś o żurawiu i klinie pod beczkami - coś z tego da się użyć?). W najgorszym wypadku czar bezpośrednio na któryś z koni (najlepiej jeśli akurat jakiś stawałby dęba - najmniej stabilny)
: 23 września 2011, 20:58
autor: Keth
Noc 29 bakis-ranu 9454, Tahar-gar, dzielnica portowa
Wrzask rozjuszonej tłuszczy wdzierał się w uszy sapiącego jak minotaur Goldastha, wibrując pod sklepieniem jego czaszki niczym dźwięk chmary rozzłoszczonych os. Zataczający się z wyczerpania krasnolud skręcił niezgrabnie w kierunku krawędzi nabrzeża i jęknąwszy po części z rozpaczy, po części zaś ze złości na własną słabość puścił trzymanego dotąd za odzienie Aldura. Ciężkie ponad miarę ciało martwego drwala spadło na ukruszony zębem czasu skraj kamiennego nabrzeża i ześlizgnęło się powoli w ciemność portowego basenu.
Plusk poczyniony tym upadkiem utonął w krzyku wściekłej pogoni, dowodząc jawnie tego, że niektórym łowcom podpalaczu śpieszno było do tego, by rozedrzeć na strzępy każdą swą ofiarę, niekoniecznie żywą. Uwolniwszy się od przytłaczającego ciężaru zwłok Goldasth przyśpieszył kroku, chociaż mięśnie nienawykłego do biegania krasnoluda zdawały się odmawiać już posłuszeństwa, płonąc żywym ogniem pod mokrą od potu grubą skórą wojownika.
Brodaty rębajło biegł na samym końcu gromady uciekinierów, zanosząc w duchu prośby do Gotam-gora, by ten zlitował się nad swym wiernym sługą i zechciał ocalić go od niechybnej śmierci.
Wątek techniczny
Ten epizod mamy zatem za sobą. Nie istniała żadna możliwość pozostawienia ciała Aldura w bezpiecznym miejscu (beczka, skrzynia) bez stuprocentowego ryzyka złapania przez pościg, więc nasz nieszczęsny półbóg spoczął w otmętach portowego basenu. Mogący się teraz poruszać nieco szybciej krasnolud wymyka się dalej pogoni, ale ciągle jest w tyle peletonu.
: 23 września 2011, 20:59
autor: Keth
Noc 29 bakis-ranu 9454, Tahar-gar, dzielnica portowa
Hariquiel był zwyczajem swego gatunku nieco większy wyższy od ludzi, toteż spoglądając ponad czuprynami Osmundczyków pojął od razu jak wielkim niebezpieczeństwem mogli się okazać przybyli w ostatniej dosłownie chwili jeźdźcy. Chociaż żaden z nich nie zagradzał uciekinierom wprost drogi do trapów galerta, nie potrzebowali niczego więcej prócz dźgnięcia koni ostrogami, by runąć wprost na zbiegów i roztrąciwszy ich wierzchowcami siec jednocześnie z wysokości siodeł mieczami... jednocześnie zaś górowali dzięki temu ponad głowami zaskoczonych Osmundczyków, a to czyniło z nich wyborne cele dla kogoś wprawnego w sztuce rzucania zaklęć.
- Stać, powiedziałem! - ryknął raz jeszcze mąż w półpancerzu, noszący na przymocowanej do ramienia tarczy znak pod postacią wąsatego suma, bez wątpienia symbol rodowy miejscowej kupieckiej rodziny albo handlowej kompanii związanej z rybołóstwem.
Elf zwolnił kroku oglądając się jednocześnie do tyłu i przyjmując do wiadomości, że gromada wspartych strażnikami mieszczan była ledwie kilkanaście metrów dalej, z każdym uderzeniem serca zbliżając się do swych ofiar. Większość osmundzkich żeglarzy powpadała na siebie wzajemnie chcąc uskoczyć jak najdalej od jeźdźców, co tylko pogłębiło panujący na nabrzeżu chaos. Na niedalekim galercie podniosły się krzyki niosące zarówno ostrzeżenie dla druhów jak i zachętę do próby przedarcia się na pokład, ale dzierżący uniesiony wysoko miecz Dragan z Halladoru wciąż jeszcze się wahał nie mogąc podjąć decyzji, czy zdać się na wątpliwą łaskę Tahargarczyków czy też rzucić wszystko na jedną szalę i przelać krew już nie mieszczańskiego motłochu, a ludzi w służbie książęcego namiestnika.
Wątek techniczny
Trochę zaniedbałem ten topik przez wzgląd na szybką akcję w Grzechach Ojców, ale już się poprawiam. Sytuacja wygląda następująco: nagłe pojawienie się grupki jeźdźców wyhamowało ekipę uciekinierów, chociaż statek jest o wyciągnięcie ręki, a jego załoga już poczyniła przygotowania do odsunięcia się od nabrzeża. Gdyby Osmundczycy wpadli teraz w panikę, ci uciekający dalej nabrzeżem pewnie zostaliby obaleni końmi, a potem dorwani przez mieszczan. Szansę na przeżycie mieliby za to sporą ci skaczący do wody i próbujący dostać się na galerta wpław. Jeśli jednak ruszyliby kupą na konnych, mogliby ich odepchnąć albo spłoszyć na tyle, by całą kupą przebić się do trapów statku, tu jednak wciąż trzeba mieć w pamięci, że im większe opóźnienie w spychaniu konnych, tym większe ryzyko ugrzęźnięcia w coraz bliższym pościgu z tyłu (wygląda na to, że najbliższe rundy przyniosą nam porządny kocioł tuż przy burcie galerta).
Jeśli o Hariquiela idzie, widzę dla niego następujące opcje działania: zaklęcia skierowane w konnych (mimo pozycji w tyle grupy widzi dobrze zarówno jeźdźców jak i głowy koni), zaklęcia kierowane w pościg (wystarczy się odwrócić w miejscu), próby negocjacji, skok do wody, walka wręcz z pościgiem, inne deklaracje? Poproszę o w miarę dokładny opis działania lub pytania pomocnicze.
: 24 września 2011, 12:54
autor: Zygi
Skoczenie do wody by dopłynąć na statek nie wchodzi w grę, an to może pozwolić sobie osmundczyk, nie obcy. Nie ma też co rozmawiać - zbiegowie, podpalacze, mordercy a uciekając razem z osmundczykami tylko swą winę potwierdzili.
Wciąż najlepszym pomysłem wydaje mi się opisana tzn. rozproszenie szyku by móc się przedrzeć.
Jeśli stoją wystarczająco zwartą grupą, to chcę użyć magicznego pocisku w stojącego najbliżej nabrzeża i od razu rzucenie się w bieg by przecisnąć tamtędy a jednocześnie, mam nadzieję, dać znak osmundczykom do przedzierania się i ew. powstrzymania jeźdźców. Przebiegając obok konnych chcę cisnąć tobołkiem morienta w najbliższego jeźdźca by go wytrącić z równowagi.
: 24 września 2011, 17:43
autor: Keth
Noc 29 bakis-ranu 9454, Tahar-gar, dzielnica portowa
Moriento mógłby przysiąc, że czuł już zapach spoconego krasnoluda, tak bliskie mu się wydały plecy przebierającego co sił nogami Goldastha. Brodacz wykazał się w oczach Katańczyka przejawem rozsądku, którego czarodziej już się u niego nie spodziewał, pozbywając się w dosłownie ostatniej niepotrzebnego balastu pod postacią Aldura.
Co nie znaczyło wcale, że zdoła przed gnającą za nim tłuszczą uciec.
Katańczyk dostrzegł powstałe gdzieś przy statku Osmundczyków zamieszanie, ale widział tylko kilka rozmazanych w mroku sylwetek jeźdźców, a wrzask mieszczańskiej zgrai zagłuszał skutecznie okrzyki płynące z przeciwnej strony potrzaski. W przeciwieństwie do swego sharamickiego znajomka Moriento miał oczy człowieka czystej krwi i panujące w porcie ciemności znacząco ograniczały jego zasięg widzenia.
Kształt cudzoziemskiego statku rysował się coraz większą bryłą tuż przy nabrzeżu, można też było na nim dostrzec jakieś tonące w mroku poruszenie, które w połączeniu z okrzykami marynarzy pozwalały domniemywać, że załoga już czyniła gorączkowe przygotowania do odbicia od nabrzeża.
Wątek techniczny
Jeśli o Morientiego idzie, jeźdźcy są chwilowo praktycznie poza jego obszarem działania, bo pole widzenia ograniczają mu zarówno uciekinierzy jak i ciemność (w przeciwieństwie do elfa Katańczyk nie dysponuje infrawizją). Czarodziej winien się zatem skoncentrować zgodnie z pierwotnym założeniem albo na przystopowaniu pościgu albo na ucieczce na własną rękę. CO do stopowania pościgu, poproszę raz jeszcze o deklarację konkretnego opóźniacza (beczki, skrzynie, żuraw załadunkowy) oraz wybór między czarowaniem na 1/2 UM w biegu czy na pełne UM w trybie stacjonarnym.
: 24 września 2011, 22:49
autor: tzeentch
W biegu, jeśli trzeba to powtarzam. Toczące się beczki powinny dac najpełniejszy efekt.
: 26 września 2011, 19:53
autor: Keth
Noc 29 bakis-ranu 9454, Tahar-gar, dzielnica portowa
Nie potrafiąc się doczekać sponiewierania uciekającego krasnoluda, kilku wyjątkowo żwawych w nogach mieszczan wysadziło wielkimi susami przed strażników miejskich i towarzyszącego im Katańczyka, pędząc z dzikim zgiełkiem i wymachując ściskanymi kurczowo drewnianymi pałami, wręcz stworzonymi do tego, by nimi z upodobaniem okładać krępego brodacza.
Goldasth nie widział tych obwiesiów, mieszkających już prędzej w portowych ruderach niż w prawdziwie mieszczańskiej dzielnicy, wyczuł jednak ich obecność za plecami, a do jego wielkich mięsistych uszu docierał siadający niemal na ramieniu wrzask pościgu. Ociekający potem krasnolud znalazł w sobie resztki sił, zmuszając swe obolałe nogi do pokonania kolejnych metrów.
Brudna i cuchnąca starym potem ręka najbliższego rzezimieszka śmignęła w powietrzu wyrzucona do przodu desperackim ruchem ramienia, a przerażająco silne sękate palce zacisnęły się na kołnierzu przeszywanicy Goldastha. Przebierający wciąż szaleńczo nogami krasnolud poczuł wbijające się w grubą skórę karku paznokcie napastnika i pojął w ułamku sekundy, że jego chwile były już policzone.
Dopadnięty przez motłoch, nie mógł liczyć na zmiłowanie nawet ze strony miejskich strażników.
Wątek techniczny
Coś nam ostatnio Goldwin zamilknął, ciekawe czy ta absencja nie przełoży się przypadkiem na powtórkę z losu Aldura? (w tym miejscu słychać w tle demoniczny śmiech MG). Z racji krótkich nóg krasnolud znalazł się na końcu peletonu i właśnie przewodzący pościgowi zbir ucapił go z dzikim wrzaskiem za kołnierz! Co teraz? Próba wydarcia się z uścisku? (teścik SF) albo próba walki wręcz? (pójdzie w ruch szabla) albo rzucenie się pod nogi napastnika? (żebyu go przewrócić i może się nim przykryć we wstępnej fazie kopania), inne pomysły?
: 26 września 2011, 19:56
autor: Keth
Noc 29 bakis-ranu 9454, Tahar-gar, dzielnica portowa
Przestając sobie zaprzątać uwagę pokrzykującymi na Osmundczyków jeźdźcami Moriento zwolnił kroku i zacisnął w pięść lewą dłoń niemal miażdżąc skrywany w niej amulet. Prawa ręka mężczyzny poruszyła się nieznacznie w rytmie czarodziejskiej inkantacji, a płynące z ust ciche słowa utonęły w krwiożerczym wrzasku, który wstrząsnął powietrzem w chwili, kiedy kilku sadzących przodem pościgu obszarpanych brudbych włóczęgów dopadło ledwie przebierającego nogami krasnoluda, łapiąc nieszczęśnika za kołnierz wystającej spod zbroi przeszywanicy.
Zmrużone oczy Katańczyka nie śledziły tej dramatycznej sceny, uwagę czarodzieja zaprzątały bowiem niepodzielnie spiętrzone w wysoką piramidę drewniane skrzynie, poukładane na nabrzeżu przez rybaków, którzy zwykli je napełniać każdego ranka przywożonymi z połowu rybami. Górujące ponad pirsem i biegnącymi nim postaciami, skrzynie zdawały się rysować złowieszczą bryłą na tle ściany pobliskiego kamiennego magazynu.
Wątek techniczny
Test wedle życzenia, na UM równe 57. Złapałem kostki, cisnąłem o ścianę dla lepszego efektu, poszły rykoszetem w różne kąty pokoju. Uwaga, wypadło... 49. Stosowny opis niebawem, muszę się tylko dowiedzieć od Goldwina, co w tym czasie robi Goldasth.