: 27 listopada 2012, 21:40
Jestem nadal za tym żeby okrążyć chatę, ale małymi siłami, mając groś sił w jednym miejscu, powiedzmy że wyślemy z dwunastu ludzi (dwie grupy po sześciu, najlepsi zwiadowcy) żeby zrobili rekonesans dookoła polany. Po tym jak zrobią rekonesans i jeśli nie okaże się że w okolicy czekają większe siły w zasadzce(w takim wypadku powinni wrócić do sił głównych)to myślę że trzy pary(minimum jeden strzelec w każdej) powinny pozostać na stanowiskach otaczających polane/chatkę(oczywiście niech uważają też na plecy!).
Trzeba by ustalić jakiś zestaw sygnałów na wypadek kłopotów(może myśliwi albo liguryjczycy maja jakiś system w stylu udawania zwierząt itp ?) Po rozmieszczeniu tak ludzi co jakiś czas dookoła wyruszał by patrol w sile czterech ludzi żeby sprawdzać czy naszych pikiet nikt nie zlikwidował.
Po takich przygotowaniach(oczywiście zakładając że zwiad nie wykryje paru tysięcy piktów czekających w zasadzce na nas za pobliskim drzewem:P) nie będę się bardzo upierał żeby nie atakować jeśli cała reszta będzie za atakiem, choć jestem przeciwny przynajmniej podjęciu działań od zaraz szczególnie że niedługo zajdzie słońce a mrok na pewno pomógł by nam w niespodziewanym ataku.
Szczerze mówiąc cała sytuacja mi śmierdzi na kilometr, pewnie to moja postępująca paranoja ale cała sytuacja wydaje mi się z jednej strony trochę niejasna bo wartownik to aquilończyk. A z drugiej zbyt zapraszająca, albo goście w środku są bardzo pewni siebie(ewentualnie głupi,czy mieszanka obu tych) albo to zasadzka, no i jeszcze to niby przypadkiem wygadanie się do siebie samego o "piktyjskiej wiedźmie" i "chlaniu wina".
Nie wiem jak reszta ale ja się poczułem jakby postawili na chatce wielki neon z napisem "zaatakujcie nas Dzielni Bohaterowie Dalmiery".
Jak mówiłem to pewnie paranoja, ale wydaje mi się to zbyt naciągane że ledwo po akcji na wzgórzu ofiarnym wyruszyliśmy tu w celu przeszukiwaniu zniszczonej wioski i znowu teraz niby przypadkiem trafiamy tu na kolejną grupę czekającą na jakąś piktyjską wiedźmę.
Trzeba by ustalić jakiś zestaw sygnałów na wypadek kłopotów(może myśliwi albo liguryjczycy maja jakiś system w stylu udawania zwierząt itp ?) Po rozmieszczeniu tak ludzi co jakiś czas dookoła wyruszał by patrol w sile czterech ludzi żeby sprawdzać czy naszych pikiet nikt nie zlikwidował.
Po takich przygotowaniach(oczywiście zakładając że zwiad nie wykryje paru tysięcy piktów czekających w zasadzce na nas za pobliskim drzewem:P) nie będę się bardzo upierał żeby nie atakować jeśli cała reszta będzie za atakiem, choć jestem przeciwny przynajmniej podjęciu działań od zaraz szczególnie że niedługo zajdzie słońce a mrok na pewno pomógł by nam w niespodziewanym ataku.
Szczerze mówiąc cała sytuacja mi śmierdzi na kilometr, pewnie to moja postępująca paranoja ale cała sytuacja wydaje mi się z jednej strony trochę niejasna bo wartownik to aquilończyk. A z drugiej zbyt zapraszająca, albo goście w środku są bardzo pewni siebie(ewentualnie głupi,czy mieszanka obu tych) albo to zasadzka, no i jeszcze to niby przypadkiem wygadanie się do siebie samego o "piktyjskiej wiedźmie" i "chlaniu wina".
Nie wiem jak reszta ale ja się poczułem jakby postawili na chatce wielki neon z napisem "zaatakujcie nas Dzielni Bohaterowie Dalmiery".
Jak mówiłem to pewnie paranoja, ale wydaje mi się to zbyt naciągane że ledwo po akcji na wzgórzu ofiarnym wyruszyliśmy tu w celu przeszukiwaniu zniszczonej wioski i znowu teraz niby przypadkiem trafiamy tu na kolejną grupę czekającą na jakąś piktyjską wiedźmę.