Streszczenie na FB powoli dobiega końca, więc postanowiłem dorzucić do wątku kolejne fragmenty!
"Praojcowie ras" to istoty powstałe z esencji nicości i dobra.
"Istoty początku" to byty powstałe z esencji dobra i równowagi.
Nawet jednak połączone ich siły nie dały rady uratować tan Grota. Nie pomogły też kapłanowi, bo nie były w stanie go dostrzec. Bo żaden z bogów ani innych potężnych istot nie widzi kapłana. I nikogo to nie niepokoi. Nieważne, problem już z głowy.
Nie pomogły też parze smoków zostawionej w wirze nicości parę komnat temu.
Udało się jednak uratować ciążę smoczycy. Konkretnie "sześć zarodków, z których wykluje się pięć smoków i jeden nielotny odmieniec". Dwa złote smoki ze srebrnymi wzorkami, dwa srebrne smoki ze złotymi wzorkami, jeden złoto-srebrny smok o "niesamowitej tygrysiej mozaice" i jeden "półsmok, a w zasadzie degenerat". Dzięki esencji czasu z form chaosu udało się szybko dorosnąć zarodki do formy półmetrowych jaj. Cztery przygarnęła Mantisa z tanem Arkadianem, piąte adoptował Gnom, a wzięła na przechowanie Hannah, szóste wzięli praojcowie ras i istoty początku.
Wypada też wspomnieć, że gruby kapłan jednak przeżył. Używał przez ostatnie czternaście stron rycerskiej zdolności podtrzymania życia. Dzięki temu wytrzymał do chwili, gdy praojcowie ras i istoty początku przy pomocy Lasata go uzdrowiły. Przy okazji, jak zwykle, przycwaniakował i zmienił Lasatowi charakter na dobry.
Praojcowie ras i istoty początku usunęły też esencję świętości z Bezimiennych, dzięki czemu porzucili oni śluby czystości i wszystko skończyło się happy endem.
Czy ktoś posiadający drugi półtom mógłby zweryfikować prawdziwość powyższego streszczenia?
"Gdy wlecieli, komnata rozszerzyła się nieznacznie, odsłaniając po lewej i po prawej stronie coś, co było przepięknym, zielonej barwy strumieniem. Chwilę potem niektórzy z nich usłyszeli wielokrotne odgłosy, przypominające jakby... rzężenie. Gdy ucichły, komnata zmniejszyła się, ponownie zasłaniając potok..."
Teraz będzie o budownictwie, Krag-gary, czyli dwunogie krokodyle z sześcioma łapami, walczące półtalerzami, zaostrzonymi półksiężycowymi tarczami i wielostrzałowymi kuszami. Krag-gary zabudowują strumienie segmentowanymi twierdzami w wielkiej płyty. Płyty są piaskowcowe i runiczne, a konstrukcja każdego segmentu jest tak prosta, "że na pewno tego nie zrozumiecie". W tym konkretnym strumieniu płynie zielona woda życia, więc jest o co walczyć.
Za każdym razem, gdy ktoś wchodzi do komnaty, ta się poszerza, więc części strumienia zaczynają wystawać. Wtedy krag-gary zabijają odpowiednią liczbę niewolników, by komnata się zmniejszyła i strumień się schował.
Lasat wymienił obecny skład drużyny (32 osoby) i powiedział, że żeby to zbilansować krag-gary zabiły 28 niewolników. Wszyscy się zdziwili. Kapłan powiedział, że raczej 32. "Nie wszyscy rozumieli sposób liczenia Lasata (a tym bardziej Cana)" - czyli Grubego Kapłana. Ja też nie rozumiem, czemu 32=28, a tym bardziej nie rozumiem, co jest niezrozumiałego w uznaniu, że 32=32. Ale może się nie znam.
Potem następuje sekwencja dramatycznych wydarzeń, składająca się z: porwania gnoma Arcika, rzucanych przypadkiem i wielce pomocnych uwag Grubego Kapłana, popisów strzeleckich Mantisy, klątw Seta, szkolenia kolejnego tysiąca orków przez Gorlama Walecznego, dobierania magicznej pościeli dla smoczego jaja, ośmiorękich krag-garów z kasty rycerskiej, dziesięciorękiego cesarza krag-garów, wysadzania twierdzy serią alchemicznych Eksplozji, rabowania skarbców (Mantisa wzięła cztery czerwone jaśki zszyte bokami w kwadrat), latania na Obłoczkach Lekkości, zjadania tana Kemota (R.I.P.) przez stado dziesięciołapych krokodylaków, które są siedmiometrowymi, krwiożerczymi gawialami i wrzucania fiolki z Eksplozją w nozdrza archokrokodylusa.
W końcu drużyna szczęśliwie ucieka, razem z uratowanym Arcikiem, którego unosi w pysku dobry krag-gar, który dołączył się do drużyny. Choć chyba nie wszystko idzie zgodnie z planem, bo "nikt w natłoku ostatnich wydarzeń nie zwrócił uwagi, że ich nowy kompan właśnie coś przełknął... i oblizał się".
I jeszcze jeden kawałek, żeby zachować ciągłość relacji. BTW, interesujące te krag-gary!
A teraz trochę bibliografii do komnaty krag-garów:
1) "Jednolitą fortyfikację-miasto tworzą ciągnące się niczym wąż identyczne człony-segmenty. Każdy segment wygląda niemal tak samo. W sumie składa się z leżących nad sobą trzech kompletów po trzy płyty piaskowca każdy. Tworzą one jakby trzy piętra-poziomy i stanowią przestrzenie mieszkalne dla tej rasy."
2) "Deptany przez szarżujących wrogów, którzy niespodziewanie wyłonili się z niewidzialności, naszpikowany bełtami leżał na ziemi i podrygiwał, konając w kałuży krwi..." To Arcik. I umarł. To już drugi raz. Ale go wskrzesili. Też drugi raz. Tym razem zrobiły to krag-gary przy użyciu wody życia, by go porwać jako niewolnika. Bo tak jest okrutniej, jak mniemam.
3) "Natychmiast wydał rozkaz:
- Do łoża! Za cztery sekundy odlatujemy!
Nikt nie zwlekał nawet przez jedną sekundę."
Mam pomysł na remake "Helikoptera w ogniu".
4) "Właśnie wtedy z powrotem nadleciały półtalerze rzucone na początku walki. Technika bumerangu powinna zabić malauka i dziewczynę, bowiem wirujące ostrza złączonych w dyski półtalerzy celowały w miejsce, gdzie oni leżeli..."
5) "Trafienie w oddech to podstawowa, sekretna i ulubiona technika naszych łuczniczek. Czyż nie mówiłam wam, że my, meduzy, jesteśmy od urodzenia genialnymi snajperkami?"
6) "Za plecami władcy, już na zewnątrz budowli, jego świta ponad stu rycerzy właśnie odgryzała głowy niewolnikom. Cesarz wyjął z krokodylowych szczęk nieprzytomnego gnoma i zaczął się śmiać..."
7) "Tuż pod nim z wody stopniowo wyłaniał się najprawdziwszy archokrokodylus. Mało tego, wraz z nim wynurzali się ci, których wiózł na grzbiecie. Elitę rycerskiej arystokracji krag-garów, łatwych do rozpoznania, ponieważ nie tylko mieli po osiem górnych łap, ale i po dwie, niezależnie od siebie działające, krokodyle głowy."

"Warstwa wnętrzności na ziemi miejscami sięgała kilkunastu centymetrów."
Ze strony 476 drugiej części pierwszego tomu Kryształów Czasu: Sagi o Katanie, Labirynt Śmierci, pozdrawiam serdecznie.
Zafascynował mnie koncept "trafienia w oddech" za pomocą broni strzeleckiej! Ten pomysł jest warty zdolności profesyjnej, a także odrębnego artykułu wyjaśniającego tajniki tej sztuczki. Bardzo trudno mi to sobie wyobrazić, ale nadal będę próbował!