Enkaiden, dystrykt Fractorius, 214.815.M41
Zoran Trond uchylił szerzej wiodące do kuchenki drzwi, zaczął się krzątać przy wiszącej szafce wyciągając z niej poszczękujące charakterystycznie karafki. Ułożył naczynia razem z butelką alkoholu na metalowej tacy, otworzył szufladę szafki sięgając po coś, co przywiodło na myśl obserwującej go skrycie Medei okrągłe podkładki na karafki.
Dziewczyna wykorzystała chwilę nieobecności gospodarza, by wyciągnąć z kabury pod pachą wytłumionego Hamida, odbezpieczyła pistolet płynnym ruchem wsuwając go pod położoną na kolanach poduszeczkę. Jednocześnie posłała porozumiewawcze spojrzenie siedzącemu opodal Nathanowi.
Starszy mężczyzna wrócił z kuchenki z tacą zastawioną naczyniami, ustawił na blacie niewielkiego stolika karafki, odkorkował zapieczętowaną butelkę amasecu. Medea natychmiast pochwyciła w nozdrza zapach taniego alkoholu. Trond rozlał trunek do karafek i podał napełnione naczynia Medei oraz Nathanowi.
- Wypijmy za zdrowie mojego syna - powiedział tonem, w którym pobrzmiewała nuta nieudawanego smutku - Oby Bóg-Imperator obdarzył go łaskami.
Nie czekając na swych gości Trond uniósł karafkę do ust i wychylił całe naczynie jednym łykiem.
Hoster też dostał swoją porcję, ale zakładam, że na razie jeszcze się nie dosiadł, tylko medytuje nad rodzinnymi pamiątkami w przedpokoju.