Strona 26 z 42

: 21 lutego 2017, 15:13
autor: 8art
E40 kilometr przed Cottbusem

- To od strony drabiny w wąwozie... - stwierdził Yuran. Nie znał żadnego zwierzęcia, które wydawałoby takie dźwięki. Nawet baby jak się z nimi legło sapały innaczej, a już napewno nie kołatały, chyba że stolik się jakiś chybotał i garnki tłukły. Tylko jedna myśl przychodziła na myśl olbrzymowi. I ta myśl napawała Yurana ogromnym strachem, bowiem ziiszczały się najstraszniejsze koronapańskie przepowiednie:

- To musi być Real Madryt... - wypowiedział powoli, czyniąc dłońmi znak Koronapana: - Legendarna zagłada Koronapnu, Behemot i Apokalipsa, pogromca Ekstraklasy. Koniec jest blisko...

Ale jeśli koniec był blisko, to Yuran chciał chociaż zobaczyć bestię z piekła rodem. Czmychnął w stronę wąwozu, aby skryć się w pobliżu i zooczyć potwora.

: 21 lutego 2017, 17:28
autor: Keth
E40 kilometr przed Cottbusem

Śpiący dotąd osadnicy pozrywali się z posłań trąc kciukami oczy i macając wokół siebie w poszukiwaniu trzymanej na podorędziu broni. Zdenerwowani wartownicy nawet nie musieli ich budzić, bo narastający w głębi puszczy hałas zrobił się na tyle głośny, że bez trudu obudziłby nawet zmarłego. Spłoszeni ludzie zderzali się ze sobą w półmroku księżycowej nocy, ktoś kogoś obalił do dołka po palenisku, ktoś inny zdeptał Oksanie stopę wyrywając z ust opanowanej na co dzień Skandki zduszony potok soczystych przekleństw.

- To od strony tego przeklętego wąwozu! - wyrzucił przywierający do pnia brzozy Gerard - Pewnie znowu wrony, ale teraz takie ogromne, piekielne, zrodzone z Pneumy samego Demiurga!

Niosący się po lesie hałas nadciągnął od północnej strony autostrady, zmienił w pewnej chwili natężenie dźwięków, uległ chwilowemu zniekształceniu przybierając bardziej głuchego tonu, co wszystkim zjeżyło włosy na głowach. Rytmiczny łoskot i stukot nie ustawały, podobnie jak sapanie, które musiało płynąć z prawdziwie monstrualnych płuc.

- Jest pod mostem! - krzyknęła Oksana - Przesuwa się pod mostem!

- Cicho bądź, bo nas usłyszy! - wrzasnął wciśnięty w kępę leszczyny Bruni - Gdzie jest Yuran?!

- Nie ma go! Pobiegł na most! - w głosie Telibora zadźwięczała niczym nieskażona zgroza - Coś mamrotał o końcu świata, ani chybi trwoga mu rozum odjęła!

Oksana śmignęła zwinnie obok sędziego, wyskoczyła poza linię drzew gnając skrajem autostrady ku odległemu o kilkaset metrów mostowi.

- Ona też oszalała! - wrzasnął Telibor - Nikodemus, łapać ją czy niech ją to zeżre?!
Yuran i Oksana opuścili biegiem obóz zmierzając w stronę mostu. Co robi reszta ekipy?

: 21 lutego 2017, 18:12
autor: namakemono
A co mi tam, pędzę za Oksaną i Yuranem.

: 22 lutego 2017, 08:13
autor: dretch
Dołączam się do sędziego! Muszę zobaczyć ten pomiot Demiurga!

: 22 lutego 2017, 16:17
autor: Keth
E40 kilometr przed Cottbusem

Oblany potem Gerard omal się nie przewrócił kilka razy o wystające z ziemi korzenie, gnając na złamanie karku za trójką niebywale odważnych towarzyszy. Straszny łoskot zmienił w międzyczasie ponownie swe brzmienie, stracił na krótkotrwałym głuchym tonie, kiedy jego źródło najpewniej przyczaiło się pod mostem. Dźwięk przesuwał się szybko w kierunku południa, nadal pozostając gdzieś w wąwozie i sukcesywnie się oddalając.

Wskakując na pierwsze przęsło mostu młody anabaptysta padł przezornie na kolana, osłonił rękami twarz spoglądając przed siebie poprzez rozsunięte palce. Lęk ścisnął mu gardło żelaznymi cęgami na widok masywnego ciemnego kształtu sunącego w dal po metalowych prowadnicach, rzygającego kłębami białawego dymu, który szybko rozchodził się w powietrzu pozostawiając po sobie jedynie metaliczny odór.

- To nie zwierzę! - Nikodemus musiał krzyknąć, by jego głos przebił się ponad rytmicznym hałasem - To maszyna!

Hayte potrząsnął niepewnie głową, wyobraźnia podsuwała mu bowiem wyobrażenie długiego metalicznego węża, który wypełzł z czeluści piekieł i buchał kłębami diabelskich waporów w drodze po dnie wąwozu. Twór oddalał się coraz szybciej, być może przyśpieszając po przedostaniu się pod mostem. Kanciaste zarysy ostatniego członu obiektu - Gerard nie wiedział już zupełnie jak powinien to coś nazywać - zaczęły znikać w ciemności nocy.

I wtedy Stwórca objawił się młodemu anabaptyście dając mu namacalny dowód swego istnienia, podnosząc na duchu i krzepiąc świetlistym blaskiem. Ponad ciemnym cielskiem metalicznego czegoś wystrzelił snop potężnego w swym natężeniu światła, sięgnął w ciemność nocy opromieniając ją w nieziemski sposób. Smuga światła przesunęła się po czarnej linii puszczy, liznęła na ułamek chwili betonowy most i przywierające do niego ludzkie sylwetki, oślepiając zaskoczonych Koronapańczyków.

Ledwie mgnienie oka później boski blask zgasł oddając pola ciemności nocy, a ciemny ruchliwy kształt oddalił się dość daleko, by osadnicy nie mogli go już dostrzec. W powietrzu niósł się jeszcze słabnący hałas, z każdą chwilą mniej wyrazisty.

- Panie, wróć i oświeć mnie ponownie swą chwałą! - zakrzyknął trący oczy Gerard. Podnosząc się z klęczek anabaptysta prawie spadł z krawędzi przęsła, w ostatniej chwili pochwycony za kark przez czujną Oksanę.

- Co to było za światło?! - od strony wjazdu na most dobiegł strwożony okrzyk Telibora.

- Reflektor! Elektryczny reflektor! - odpowiedziała bez cienia wahania Skandka, a brzmienie jej głosu pozwalało mniemać, że kobieta wciąż pozostawała pod wrażeniem niezwykłego spotkania - To był szynowy samojezdnik, prawdziwy szynowy samojezdnik! Nie myślałam, że kiedykolwiek taki zobaczę, a jednak! Że też Piotr tego nie mógł zobaczyć!

- To stąd ten dziwny zapach w powietrzu! - Bayer Werk uwolnił się w końcu z uścisku rąk Bruniego i Dirka, wpadł na most wymachując szaleńczo rękami. Wstrząśnięty spotkaniem z rzekomą bestią Yuran odniósł w pierwszej chwili wrażenie, że Borkanin rzuci się przed siebie z krawędzi przęsła, więc czym prędzej ucapił mechanika osadzając go żelaznym chwytem w miejscu.

- Odór parującej wody! To z bojlera! Wiem, co to było, to samojezdnik na wodę! Ktoś mi kiedyś o takich konstrukcjach opowiadał, nawet patykiem narysował na piasku obrazki! Woda paruje i on wtedy jedzie, zupełnie jak konny zaprzęg, ale jest dużo silniejszy! Na te mniejsze się mówi parówki, a na te większe parówy! A jaki ten był?! Jaki wielki?! Widzieliście go dokładnie?! Jak wyglądał?! Mówcie, czego tak stoicie z rozdziawionymi gębami?! Skąd się tu wziął?! Kto go zbudował?!
:o

: 23 lutego 2017, 17:10
autor: 8art
- I czego się cieszycie jak głupki? - spytał chłodno Yuran podekscytowanych Werka i Oksane: - Może to nie Behemot tylko samojezdnik, co po drabinie idzie, ale to tylko dwa dni marszu od Koronapanu. Nie rozumiecie jaką ktoś musi dysponować siłą, co by takie diabelstwem podróżować? Moc to musi być ludzi i techniki. Przecież jak trafią w nasze okolicę to nawet razem z plemieniem Liszaja i innymi odporu nie damy...

Polanin nieco markotny stał i patrzył na oddalające się kłeby dymu za piekelną maszyną. Potrzebowali samopałów, o których wspominał Schiller bardziej niż kiedykolwiek. Tylko wyposażeni w cuda sprzed Eschatonu mogli mysleć o w miarę spokojnej egzystencji i to tylko przy założeniu, że nie będą się nią obnosić. Może wtedy uda im się odstraszyć potenjalnycyh grabieżców.

: 23 lutego 2017, 17:25
autor: Keth
E40 kilometr przed Cottbusem

Nikt w prowizorycznym obozie nie zmrużył oka do samego brzasku, chociaż była to już druga z kolei niedospana noc, a trudy dwóch dni wędrówki coraz bardziej dawały się osadnikom we znaki. Nadmiar emocji skutecznie przeszkadzał w zaśnięciu, podobnie jak potrzeba podzielenia się z innymi niezwykłymi doświadczeniami. Prym w dyskusji wiódł Bayer Werk, nie potrafiący usiedzieć z ekscytacji i ustawicznie podnoszący głos mimo ponurych napomnień Yurana i Dragana. Spotkanie z szynowym samojezdnikiem rozpaliło wyobraźnię ludzi, dowodziło bowiem jawnie tego, że Koronapan wcale nie leżał gdzieś na krańcu cywilizowanego świata. Ledwie dwa dni drogi na zachód przez gęstą puszczę wystarczyły, by odkryć obecność nie tylko nieznanych dotąd mieszkańców dziczy, ale i dowody na korzystanie przez nich z uznawanych dotąd za mityczne technologii.

- Pamiętajcie, że od teraz jeszcze bardziej musimy się pilnować - zauważyła w pewnej chwili Oksana - Coś się wokół nas dzieje, coś wielkiego, o czym nie mieliśmy dotąd pojęcia. Na północy pożary, które wyglądają na zniszczone osady. Parowy samojezdnik umyka na południe w środku nocy, najpewniej przed tymi pożarami... i myślę, że to co najmniej drugi jadący w tamtą stronę.

- Czemu tak myślisz? - podekscytował się jeszcze bardziej Werk wbijając w Skandkę roziskrzone oczy - Skąd niby drugi?

- Jak byliśmy z Nikodemusem na wiatraku, widzieliśmy przez chwilę kłęby poruszającego się w jednym kierunku białego dymu. Z północy na południe. Idę w zakład, że to jakiś wcześniejszy samojezdnik, podobny do tego, cośmy go widzieli. Musiał jechać pół dnia temu tym samym wąwozem, w tę samą stronę.

- Potraficie w to uwierzyć? - westchnął z podziwem Telibor - Osada, która ma dwa szynowe samojezdniki? Przecież to takie bogactwo, że się w głowie nie mieści!

- Bogactwo to jedna sprawa, a podejście do obcych druga - wzruszył ramionami Dirk - Kto wie jak ci tam z parówki traktują nam podobnych? Może witają z otwartymi rękami, a może głowy ścinają jak tylko złapią?

- Nie chcę niczego poddawać pod pewny osąd, ale coś mnie coraz bardziej niepokoi - wtrąciła ponownie Oksana, zaczynając zadziwiać towarzyszy swą niecodzienną rozmownością - Nie myślicie, że to się musi jakoś ze sobą wiązać, te dziwne sprawy i Koronapan? Że akurat teraz, w tym samym czasie, jacyś obcy próbują nam zatruć studnię, a Markus każe ich zabić bez postawienia przed sądem? Że nagle przypomina sobie o skrytce sprzed kilkuset lat i jej bogactwach, chociaż miał mnóstwo czasu, by już wcześniej ją oczyścić z łupów? Nie daje wam to do myślenia?
Zanim pchnę akcję do przodu, chciałbym Wam zaproponować małą burzę mózgów w obozie. Nie da się ukryć, że sytuacja jest rozwojowa, a Wasza wizja świata gwałtownie się poszerza. Nie macie podobnego wrażenia jak Oksana? A może zarzucicie ją kontrargumentami? Chcecie między sobą podyskutować w oczekiwaniu na nadejście świtu? (oby nie czarnego, tfu, na wulfa urok).

: 25 lutego 2017, 20:48
autor: namakemono
- Ja byłem ciekaw, czy w Kocim Mieście i po drodze możemy spotkać dziwy, o których najwięksi bajarze z Koronapanu przy kielichu gadali. Ale to, cośmy do tej pory widzieli bije tamte banialuki na głowę. Nigdym nie słyszał o żadnym samojezdniku, a o parówie to tyle tylko, że kiedyś Richter o Aksjejewie mówił, że z niego straszna parówa, choć nie wiem co miał na myśli. Jakem teraz te dymy zobaczył, to myślę, że może o to, że taki nerwus był z niego, że mu się z uszu kopciło, jak temu samojezdnikowi właśnie. W każdym razie szczególną ostrożność musimy zachować. Ludy, które taką techniką władają, na pewno ani nie chcą się nią dzielić, ani nie są skorzy do dzielenia się nią z dzikimi, za jakich zapewne nas mogą uznać. Tak musimy przyjąć, żeby się nie obudzić w płytkim grobie z nożem w sercu. Broń w gotowości, unikać kontaktu z obcymi aż do celu naszej podróży. W lesie wszystko się może zdarzyć, a przed nami jeszcze zadanie, które na pewno niejednym nas zaskoczy.
Miałem coś skrobnąć znacznie wcześniej, ale znów w domu remontowa rozpierducha i nie mam kiedy do kompa usiąść.

: 25 lutego 2017, 23:35
autor: Keth
E40 kilometr przed Cottbusem

Kiedy blade światło poranka zaczęło wnikać pod korony drzew, nikogo w prowizorycznym obozowisku nie trzeba było ponaglać do wymarszu. Wszyscy Koronapańczycy pozwijali czym prędzej swe posłania, pozbierali wszystkie śmieci mogące niepotrzebnie zwrócić czyjąś uwagę, zasypali niewielki dołek na opał. Porozumiewali się głównie monosylabami, i bez słów wiedząc, co w danym momencie zrobić. Na każdej twarzy rysowała się oczywista ekscytacja rychłą wizytą w Kocim Mieście, odległym o kilkadziesiąt minut marszu autostradą. Dwudniowa podróż dobiegała końca, ale już zdążyła wystawić na próbę ciała i umysły wysłanników Schillera.

- Trzeba będzie dobrze przypilnować przejazdu przez ten most - zauważył półgłosem Dirk, który przykucnął obok zawiązującego swe sakwy Yurana - Lepiej by chyba było, żeby nas żaden samojezdnik nie pogonił jak będziemy wierzchem przechodzić. Telibor miał rację, nikt z nas nie wie jak miejscowi witają tu obcych. Tak sobie pomyślałem, co mówiła Oksana i trochę mnie lęk obleciał, bo wcale nie wykluczone, że ci z tej parówy to kumple tych zabitych w nocy w puszczy, tacy sami Jeźdźcy Zagłady. Może oni też nas będą chcieli truć tym białym proszkiem?

- Moglibyście z Draganem pójść przodem, zanim wypchniemy wózek na drogę - zaproponował Bruni - Obczaić most i jak będzie czysto, dacie nam znak, że droga wolna. Przepchamy lejant na drugą stronę wąwozu, zanim nas ktoś zoczy. Co na to powiesz, Yuran?
Może być taki plan?

: 26 lutego 2017, 13:13
autor: Keth
E40 kilometr przed Cottbusem

- Jakby coś miało jechać, zauważymy z daleka - mruknął uspokajająco Dragan, chociaż w jego głosie nadal pobrzmiewała nutka niespokojnej niepewności - Przecież ten wąwóz prosty jest jak stylisko łopaty, nie da się w nim ukryć czemuś tak wielkiemu jak ta szynowa parówa.

Rozpłaszczony na brzuchu w krzakach przy wjeździe na most, Yuran odburknął coś w odpowiedzi nie odrywając wzroku od południowej części wąwozu. Wyłożone na jego dnie elementy toru - według objaśnień Werka niezbędnego ku temu, by szynowe samojezdniki mogły się poruszać - budziły w myśliwym irracjonalną chęć do ruszenia na południe w zamiarze odkrycia tajemnic, jakie nowy groźny świat skrywał przed Koronapańczykami w tamtej stronie świata.

- Daj znak reszcie, że mogą pchać wózek - oznajmił w końcu Polanin - Przejedziemy pędzikiem i kłopot z głowy... tylko niech się sprężają...

Dragan kiwnął głową w odpowiedzi podnosząc się z kucek, wtem jednak silna dłoń brata ucapiła go za rękaw skórzanej kurty i niemal przygwoździła do miękkiej ściółki. Młodszy z myśliwych pobiegł pełnym niezrozumienia wzrokiem za oczami brata i zesztywniał na całym ciele dostrzegając w północnej części wąwozu to, co zauważyły bystre oczy Yurana.

- Kurwości - wysyczał przez zaciśnięte zęby Dragan - Skąd...

- Nie ruszaj się - wycedził ledwie słyszalnie przyciskający się do podłoża Yuran - Albo nie, póki jeszcze nie za późno... cofnij się chyłkiem w tył i ostrzeż resztę, niech się zapadną pod paprocie... żadnych błędów, bo nas mogą kosztować życie...

Myśliwy cedził słowa przez zaciśnięte zęby. Jego palce oplatały kurczowo uchwyt włóczni, a oczy nawet na sekundę nie odrywały od północnej części wąwozu.
:o

: 26 lutego 2017, 18:40
autor: dretch
E40 kilometr przed Cottbusem

Młody anabaptysta ciągle przed oczami miał wczorajszy słup światła, czył jego promienie na swej piegowatej buzi,wszystkim w około wydawałoby się, że zamknął się w sobie, ale tak nie było. Gerard nucił w głowie litanie do Pneumy o swoje i Koronapanu bezpieczeństwo.

Kiedy rano zwijał swoje postanie również nie przywitał współtowarzyszy Gutentagiem, tylko wzrokiem lisa robił co do niego na leżało.

Wyglądał dookoła dwóch braci myśliwych, ale nie mógł ich dostrzec, zerknął na Oksane i tylko kiwnął do niej głową w nadziei, że ona pierwsza powie mu gdzie się udali.

Nie mógł również pozbyć się uczucia nadchodzących zmian, miał złe przeczucia.
Teraz gorący okres mam w pracy, ciągle delegacje i targi:/ postaram się być dostępnym jak tylko się da!

: 26 lutego 2017, 21:55
autor: 8art
Yuran obserwował z trwogą to co dostrzegł w myślach modląc się do Koronapana, żeby brat zdązył ostrzec współziomków. Nie spodziewał się, że przbycie wąwozu może być tak trudnym zadaniem. Sam jednak oceniał, że jeśli miałby pilnować Kociego Miasta, to właśnie przy moście i wąwozie rozstawiłby czujki.
Nie wiem co dostrzegł Polanin, ale pewno starszego brata parówy, zwanego kiełbasą :o

: 26 lutego 2017, 23:07
autor: Keth
E40 kilometr przed Cottbusem

Dnem wąwozu, po bokach odkopanego torowiska, nadciągali jacyś ludzie. Rozpłaszczony na mchu Yuran spróbował ich naprędce policzyć, ale byli jeszcze dość daleko i na dodatek truchtali poruszając się dość żwawo, by ustawicznie się wzajemnie zasłaniać. Po krótkiej chwili Polanin doszedł do wniosku, że obcych jest tuzin, co zdecydowanie popsuło mu humor.

Zbliżający się ludzie nieśli w rękach podłużne przedmioty, które nie mogły być niczym innym jak włóczniami. Obserwujący ich Yuran zmarszczył czoło uświadamiając sobie, że coś było nie tak z ich głowami. Sprawiały dziwne zwierzęce wrażenie, rysując się na tle torowiska sterczącymi na boki czaszek rogami.

Obcy nieustannie biegli, nie zwalniając nawet na chwilę tempa, skacząc zwinnie po podkładach torów. Ta balansująca na pograniczu nadnaturalnych talentów gibkość ruchów połączona z zatrważającym wyglądem ścięła myśliwemu krew w żyłach, chociaż obcy wciąż byli dość daleko, by nie potrafił dojrzeć wyraźnie wszystkich detali ich niezwykłej aparycji.
:o

: 28 lutego 2017, 17:44
autor: 8art
Nie bardzo moge sobie wyobrazic jak wyglada sytuacja taktyczna? Ja rozumiem, ze nie Yuran, ani reszta specgrupy nie stoi na drodze "zwierzoludzi".

Na razie wydaje mi sie, ze pobiegna sobie dalej wawozem i niebezpieczenstwo powinno zniknac. No chyba ze ich celem jest obsadzenie mostu, bo wtedy bedziemy musieli wykminic inna droge aby dostac sie do Cottbus.

Jelsi jednak zwierzoludzie ida prosto na nas, to Yuran sie gdzies dyskretnie wycofa w choinki i bedzxie modlil, zeby reszcie tez udalo sie zbunkrowac.

: 28 lutego 2017, 20:09
autor: Keth
E40 kilometr przed Cottbusem

Odczekawszy, aż Dragan wycofa się w bezpieczne miejsce, Yuran zdecydował samemu przenieść się do lepszej kryjówki. Leżąc na skraju nasypu tuż przy wejściu na most myśliwy narażał się na przypadkowe odkrycie, gdyby tajemniczy i budzący zalęknienie obcy zechcieliby się na betonową konstrukcję wspiąć.

Tuzin biegaczy był już zaledwie sto metrów od mostu. Przyglądając im się bacznie Yuran doszedł do zatrważającego wniosku, że wszyscy byli hybrydami zwierząt i ludzi, co prawda o człowieczych korpusach i kończynach, ale zarazem o łbach bestii zaopatrzonych w sterczące na boki jelenie rogi. Młody Polanin nie miał najmniejszego pojęcia, skąd takie hybrydy pochodziły, ale widząc coraz bliższe człekokształtne stwory nie zamierzał łamać sobie nad kwestią ich pochodzenia głowy.

Niczym wielki niezgrabny krab, Yuran wycofał się tyłem na krawędź betonowej drogi, a potem poderwawszy się na nogi pognał na złamanie karku kilkadziesiąt metrów na wschód, znikając chwilę później w kępach rozłożystych paproci na skraju autostrady.

Ściskając kurczowo broń przycisnął się do miękkiej ściółki pomiędzy Draganem i Dirkiem, oblizując spierzchnięte usta i wbijając zdenerwowany wzrok w widoczny w oddali most.

- To nie jakiś wasz żart? - wyszeptał ledwie słyszalnie Dirk, kompletnie zesztywniały i z trudem godzący się na płytkie oddychanie - Dragan nie kłamał?

Yuran zasyczał coś niezrozumiale w odpowiedzi, a potem sam zesztywniał sygnalizując niebezpieczeństwo.

Na szczycie nasypu tuż przy wschodnim wejściu na most pojawił się pierwszy z biegaczy, zaraz po nim kilku następnych. Obcy rozsypali się po przerzuconej ponad torowiskiem konstrukcji, niektórzy przykucnęli na jej przęsłach, inni zaczęli błądzić wzdłuż porośniętego zaroślami szlaku w obu kierunkach.

Dirk wydał z siebie cichutki wizg przerażenia, ścisnął kolbę kuszy tak, że mało mu nie popękały kostki dłoni.

Człekokształtne jelenie o dziwacznych obwisłych pyskach wszystkim zmroziły swym wyglądem krew, jak żywo zstępując na starą autostradę wprost z płomiennych kazań głoszonych przez gorliwych anabaptystów.

Piekielne sługi Demiurga przybyły po prawą Pneumę wojowników Stworzyciela!
Sugestia dyskretnego wycofania się z krawędzi wąwozu była jak najbardziej słuszna, Bartku! Jak każdy inny ciekawski w takich okolicznościach, dziwolągi wdrapały się po zboczu wąwozu na górę i rozlazły się po moście robiąc sobie krótki postój. Yuran, Dragan i Dirk leżą najbliżej obcych, wciąż nie potrafiąc zrozumieć, z czym właściwie mają do czynienia! :o