E40 kilometr przed Cottbusem
Oblany potem Gerard omal się nie przewrócił kilka razy o wystające z ziemi korzenie, gnając na złamanie karku za trójką niebywale odważnych towarzyszy. Straszny łoskot zmienił w międzyczasie ponownie swe brzmienie, stracił na krótkotrwałym głuchym tonie, kiedy jego źródło najpewniej przyczaiło się pod mostem. Dźwięk przesuwał się szybko w kierunku południa, nadal pozostając gdzieś w wąwozie i sukcesywnie się oddalając.
Wskakując na pierwsze przęsło mostu młody anabaptysta padł przezornie na kolana, osłonił rękami twarz spoglądając przed siebie poprzez rozsunięte palce. Lęk ścisnął mu gardło żelaznymi cęgami na widok masywnego ciemnego kształtu sunącego w dal po metalowych prowadnicach, rzygającego kłębami białawego dymu, który szybko rozchodził się w powietrzu pozostawiając po sobie jedynie metaliczny odór.
- To nie zwierzę! - Nikodemus musiał krzyknąć, by jego głos przebił się ponad rytmicznym hałasem - To maszyna!
Hayte potrząsnął niepewnie głową, wyobraźnia podsuwała mu bowiem wyobrażenie długiego metalicznego węża, który wypełzł z czeluści piekieł i buchał kłębami diabelskich waporów w drodze po dnie wąwozu. Twór oddalał się coraz szybciej, być może przyśpieszając po przedostaniu się pod mostem. Kanciaste zarysy ostatniego członu obiektu - Gerard nie wiedział już zupełnie jak powinien to coś nazywać - zaczęły znikać w ciemności nocy.
I wtedy Stwórca objawił się młodemu anabaptyście dając mu namacalny dowód swego istnienia, podnosząc na duchu i krzepiąc świetlistym blaskiem. Ponad ciemnym cielskiem metalicznego czegoś wystrzelił snop potężnego w swym natężeniu światła, sięgnął w ciemność nocy opromieniając ją w nieziemski sposób. Smuga światła przesunęła się po czarnej linii puszczy, liznęła na ułamek chwili betonowy most i przywierające do niego ludzkie sylwetki, oślepiając zaskoczonych Koronapańczyków.
Ledwie mgnienie oka później boski blask zgasł oddając pola ciemności nocy, a ciemny ruchliwy kształt oddalił się dość daleko, by osadnicy nie mogli go już dostrzec. W powietrzu niósł się jeszcze słabnący hałas, z każdą chwilą mniej wyrazisty.
- Panie, wróć i oświeć mnie ponownie swą chwałą! - zakrzyknął trący oczy Gerard. Podnosząc się z klęczek anabaptysta prawie spadł z krawędzi przęsła, w ostatniej chwili pochwycony za kark przez czujną Oksanę.
- Co to było za światło?! - od strony wjazdu na most dobiegł strwożony okrzyk Telibora.
- Reflektor! Elektryczny reflektor! - odpowiedziała bez cienia wahania Skandka, a brzmienie jej głosu pozwalało mniemać, że kobieta wciąż pozostawała pod wrażeniem niezwykłego spotkania - To był szynowy samojezdnik, prawdziwy szynowy samojezdnik! Nie myślałam, że kiedykolwiek taki zobaczę, a jednak! Że też Piotr tego nie mógł zobaczyć!
- To stąd ten dziwny zapach w powietrzu! - Bayer Werk uwolnił się w końcu z uścisku rąk Bruniego i Dirka, wpadł na most wymachując szaleńczo rękami. Wstrząśnięty spotkaniem z rzekomą bestią Yuran odniósł w pierwszej chwili wrażenie, że Borkanin rzuci się przed siebie z krawędzi przęsła, więc czym prędzej ucapił mechanika osadzając go żelaznym chwytem w miejscu.
- Odór parującej wody! To z bojlera! Wiem, co to było, to samojezdnik na wodę! Ktoś mi kiedyś o takich konstrukcjach opowiadał, nawet patykiem narysował na piasku obrazki! Woda paruje i on wtedy jedzie, zupełnie jak konny zaprzęg, ale jest dużo silniejszy! Na te mniejsze się mówi parówki, a na te większe parówy! A jaki ten był?! Jaki wielki?! Widzieliście go dokładnie?! Jak wyglądał?! Mówcie, czego tak stoicie z rozdziawionymi gębami?! Skąd się tu wziął?! Kto go zbudował?!