PBF - Płonąca granica

Goldwin
Reactions:
Posty: 645
Rejestracja: 08 kwietnia 2009, 19:36

Post autor: Goldwin » 09 grudnia 2011, 22:55

- No to leziem... Co ma być to znajdziemy w krzakach...

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 10 grudnia 2011, 06:50

Nie wzywa pomocy? To by mogło znaczyć, że jest sam... Ale wycofując się może czekać na dobiegających kumpli, albo wyciągnąć mnie z chaty w zasadzkę. Czas ucieka.... Wyskakuję przywalić mutantowi póki stoi w progu.
Wątek techniczny:
Ma jakąś broń? Jak znajdę się na zewnątrz oceniam liczebność przeciwnika i ich uzbrojenie.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 10 grudnia 2011, 10:48

Gdzieś w dziczy, 4 maja 2055

Dostrzegając szok rysujący się na obliczu bojaźliwego mutanta kaznodzieja skoczył czym prędzej do przodu, zdesperowany do granic możliwości i gotowy zrobić wszystko, by odmieniec nie zdołał uciec alarmując resztę swej bandy. Pokonał odległość dzielącą go od mutanta w trzech krokach, gibki niczym rozwścieczony dziki kot, w biegu biorąc zamach swoją metalową pałką. Stwór popełnił kolejny błąd, zamiast bowiem dać nogę za próg chatki wrzasnął wysokim tonem i zasłonił sobie zdeformowaną twarz rękami podnosząc je na wysokość oczu.

Najeżona zardzewiałymi, pokrytymi świeżą krwią gwoździami rura uderzyła go w te właśnie ręce, przebijając je na wylot ostrzami i wydzierając z gardła ofiary jeszcze wyższy ton skowytu. Zdyszany wielebny szarpnął bronią w tył wydzierając gwoździe z ciała mutanta, wziął jeszcze jeden błyskawiczny zamach wkładając w niego całą swą siłę. Uderzony w bok czaszki odmieniec poleciał w bok pośród odrażającego chrzęstu pękających kości, padł na podłogę prężąc się konwulsyjnie i kopiąc nogami w zmurszałą drewnianą ścianę. Ebenezer doskoczył do swej ofiary i uderzył ją raz jeszcze w głowę, dając upust swym emocjom i upewniając się jednocześnie, że mutant naprawdę umarł.

W chatce zapadła dzwoniąca w uszach cisza, przerywana jedynie szaleńczym oddechem mężczyzny. Duchowny wypuścił z dłoni rurę, oparł się o ścianę domku czując nagłe zawroty głowy. Kiedy mroczki przed oczami ustąpiły, doszedł jakoś do otwartych szeroko drzwi wyglądając na zewnątrz chatki i lustrując wzrokiem leśną gęstwę otaczającą przecinkę, w której wybudowano kiedyś domek. Wszędzie widział ślady po obozującej bandzie, porzucone toboły z dobytkiem, wygasłe paleniska i ekskrementy w miejscach, gdzie mieszkańcy obozu załatwiali bez żenady swe potrzeby fizjologiczne. Nigdzie nie dostrzegał śladu żywych istot, przyjął zatem za pewnik, że reszta bandy zniknęła gdzieś w lesie pod rozkazami fałszywego Holtza, niewątpliwie szykując jakiś nowy napad.

Schylił się i złapał za rurę, będącą jedynym zauważonym wokół rodzajem oręża. Nigdzie nie zauważył swojego motocykla ani reszty dobytku. Być może rzekomy łowca nagród ukrył te rzeczy w sobie tylko znanym miejscu, by uchronić je przed zakusami niegodnych zaufania odrażających kompanów, a może odjechał w towarzystwie kogoś innego na dwóch motocyklach? Radeford nie znał odpowiedzi na te pytania i chociaż świadomość utraty Enduro - być może na zawsze - budziła duszącą gardło złość, teraz zbieg musiał się skoncentrować na ratowaniu własnej skóry.


Wątek techniczny

Zaskoczony mutant bronił się bardzo niemrawo (nic dziwnego zważywszy na różnicę w Zręczności Ebenezera i jego własnej), toteż szybko został wysłany do piekła! Obozowisko wydaje się opustoszałe, motory zniknęły. Deliadzie, co dalej?

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 10 grudnia 2011, 13:05

Skoro nikogo nie ma, przynajmniej chwilowo, nie mam zamiaru marnować ofiarowanej mi szansy. Nie sądzę żeby jakieś cenne przedmioty pozostały w obozie skoro banda je opuściła.
Nie wiem jak tam z moim wyczuciem kierunku, ale staram się ocenić gdzie jest północ (np. po rosnącym na pniach mchu. Dobrze by był zabrać ze sobą jakiś dowód na zdradę Holtza, najlepiej mutanci łeb. Choć w sumie nie ma czasu. Zwiewam najkrótszą drogą z obozu.

Wątek techniczny:

Jak Holtz opuszczał obóz ile głosów silników słyszałem? Jaka jest pora dnia/nocy (ile czasu minęło odkąd straciłem przytomność), czy daleko mogli mnie przewieźć? Czy w kieszeni mam nadal mapę ew. czy pamiętam ją trochę, w końcu ostatnio sporo ją studiowałem. Na razie zamierzam iść na północny zachód. Jeżeli uda mi się zorientować gdzie jestem to staram się iść do Anavalt.
Ostatnio zmieniony 10 grudnia 2011, 13:14 przez deliad, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 10 grudnia 2011, 13:14

Wątek techniczny

Mały rzut sytuacyjny w oparciu o Wasze deklaracje. Salt i Wilson spróbują dać nogę na flanki pod osłoną ogniową Anawaltczyków, by obejść pozycje snajpera. Radeford próbuje wydostać się z leśnego obozowiska Holtza, ale to będzie trudniejsze, bo znalazł się w dziczy bez żadnych punktów orientacyjnych, które mógłby powiązać z zapamiętaną pobieżnie mapą (którą mu notabene ukradziono).

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 10 grudnia 2011, 13:25

Opodal Red Oak Ridge, 4 maja 2055

Ebenezer Radeford był skrajnie wyczerpany, głodny i zdenerwowany wizją spędzenia nocy na lesistym pustkowiu z metalową rurą w charakterze jedynego oręża. Po ucieczce z obozowiska mutantów starał się kierować na północny zachód licząc na to, że porwawszy go jeszcze przed drogą międzystanową numer pięćdziesiąt dwa Holtz nie wywiózł nieprzytomnego brańca zbyt daleko w stronę terytorium Federacji i że idąc w kierunku Anawalt natrafi prędzej czy później na drogę do Leckie. Wielebny wiedział, że żyje nadzieją o niskim prawdopodobieństwie zaistnienia, ale nie miał innego wyjścia - wszędzie wokół widział tylko gęste lasy pełne chorych drzew i niebezpiecznych zwierząt, porastające zielonoburym dywanem zachodnie stoki Appalachów. Gdyby krążył bez celu wkoło, padłby prędzej czy później z głodu i pragnienia, więc uratować go mógł jedynie stały kierunek marszruty. Biorąc poprawkę na zwodniczą w tej sytuacji pozycję stojącego wysoko na niebie słońca maszerował na tyle szybko, na ile pozwalały mu obolałe mięśnie, robiąc tylko kilkuminutowe postoje i marząc o paru łykach czystej zimnej wody.

Bacznie nadstawiał też uszu, kilkakrotnie chowając się w cieniu powykrzywianych obrośniętych grubą warstwą mchu drzew w przekonaniu, że usłyszał gdzieś w pobliżu dźwięki przemieszczających się mutantów. Za każdym razem wypuszczał z ulgą oddech z płuc odkrywając, że za źródłem jego przestrachu kryło się zwykłe zwierzę, najczęściej samotny jeleń wałęsający się w poszukiwaniu pokarmu na licznych polankach puszczy.

Po godzinie szybkiego marszu był już tak zmęczony, że dosłownie padał z nóg, ponieważ gęste chaszcze czepiały się mu ubrania spowalniając ruchy i drapiąc do krwi i tak już porysowane szramami ciało. Na początku strzepywał ze skóry spadające z gałęzi kleszcze, żądne ciepłego pokarmu i natychmiast wżerające się w ciało, po pewnym jednak czasie przestał zwracać na insekty uwagę, odwodniony i mający coraz większe trudności z koncentracją. Kiedy wypadł z lasu staczając się po niewielkiej skarpie w stronę zniszczonej nawierzchni pięćdziesiątki dwójki, w pierwszej chwili nawet nie wiedział, gdzie się znalazł, oślepiony słabnącymi już promieniami słońca.

Dowlókł się na czworakach do krawędzi szosy i położył się na niej czując na twarzy ciepło wyprażonej słońcem nawierzchni. Szorstki dotyk zniszczonego starego asfaltu wydał mu się nagle delikatny niczym aksamit, niczym energetyzujący dotyk palców stęsknionego kochanka. Leżał tak bez ruchu przez dłuższą chwilę, nie myśląc o niczym i rozkoszując się świadomością tego, że dotarł do skrawka cywilizacji.

Wtedy dotarł do niego dźwięk stłumionych odległością wystrzałów, dobiegający z puszczy po przeciwnej stronie drogi. Podniósł z trudem głowę, oblizując spierzchnięte usta i nasłuchując desperacko. Palba z broni długiej i krótkiej wciąż trwała, chwilę zaś później z podobnego kierunku dobiegło echo innej, w której dźwiękach przeważało echo serii z broni automatycznej.


Wątek techniczny

Jak już zauważyliście, nasi BG znowu się mają ku sobie (czyt. zmniejszają dzielący ich wzajemnie dystans). Ebenezer dowlókł się szczęśliwym zbiegiem okoliczności w pobliże Red Oak Ridge i jest teraz na wysokości drogi międzystanowej nr 52 - jak to możliwe, by w tak krótkim czasie zdołał pokonać taki dystans? Ha, sprytna sztuczka MG! Chociaż w topiku przygody updaty dla kurierów i kaznodziei wydawały się rozgrywać w tym samym czasie, tak naprawdę porwanie wielebnego miało miejsce, kiedy pikap dopiero przejeżdżał przez Switchback :)

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 10 grudnia 2011, 13:52

Strzały... Broń palna.... Cywilizacja.... Mutanty...
Bezładne myśli pojawiały się i gasły w przemęczonym umyśle Ebenezera jak iskry ogniska.
Nagle kaznodzieja zerwał się na nogi.
- Paul, Jack!!!
Ten skur...kowany zmutowany Holtz pewnie starał się wciągnąć w pułapkę jego przyjaciół. Pierw osłabił ich pozbawiając wsparcia duchowego i egzorcysty w jednej osobie. A teraz mógł nastawać na ich ciała i dusze. Ale nie uda się przebiegłemu demonowi jego zwodniczy plan. Jest jeszcze na świecie wierny głosiciel słowa bożego i pogromca plugastw szatana. I póki żyje puty demony nie będą swobodnie stąpać po ziem Pana.

Wątek techniczny:

Ruszam w kierunku wystrzałów. Ostrożnie i z rozmysłem. Demon to potężny przeciwnik, a do tego ma swoją zmutowaną świtę.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 10 grudnia 2011, 14:10

Realizuję, mam nadzieję wspólnie z Saltem plan oskrzydlenia snajpera, M16 w garści skradam sie wolno i systematycznie, czolgam się, czasami przemieszczając sie na dwóch nogach jak jest sie gdzi schowac ale zawsze nisko. Trzeba to zakończyć. Wybic mutanty i znaleźc Ebenzera.

Wątek techniczny:
Mam karę 10% do uzywania M16 bo on wymaga budowy 13 mam 11, ale adrenalina, trening galadiatora, wytrzymałośc na trudy i te sprawy to może bym nie maiła tej kary...
:P
Ostatnio zmieniony 10 grudnia 2011, 15:06 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 10 grudnia 2011, 14:21

Opodal Red Oak Ridge, 4 maja 2055

Odnajdując w sobie resztki sił wielebny pozbierał się z nawierzchni drogi, pokonując szybko odkrytą i bardzo tym samym dla niego niebezpieczną przestrzeń i lądując kilkoma susami w zaroślach na wzniesieniu po drugiej stronie pięćdziesiątki dwójki. Echo zawziętej kanonady zaczęło cichnąć, przechodząc z dźwięków ognia seryjnego w pojedyncze trzaski wystrzałów dobiegające z dwóch nieznacznie od siebie oddalonych miejsc. Przywierając bokiem do omszałego drzewa i nadstawiając bacznie uszu Ebenezer oszacował w przybliżeniu lokalizację obu konfrontacji, po czym ruszył ostrożnym krokiem w stronę dogasającej już strzelaniny nieco na prawo od jego dotychczasowej pozycji.

Przemykał od drzewa do drzewa, chowając się na dźwięk każdego podejrzanego szelestu w chaszczach i ściskając kurczowo rękami metalową rurę. Gęste poszycie lasu bardzo ograniczało mu widoczność, ale z drugiej strony służyło też za wygodną osłonę, toteż mimo nacisku na ostrożność posuwał się w całkiem zadowalającym tempie, pokonując kilka lesistych wzniesień.

Pierwszego mutanta wytropił niewielkim nakładem sił, ponieważ odmieniec zachowywał się bardzo głośno i nieostrożnie, z dziką ochotą zaspokajając swe zwyrodniałe żądze i pastwiąc się w brutalny sposób nad ciałem zamordowanego przez siebie człowieka. Starszy wiekiem mężczyzna, bez wątpienia jakiś nieszczęsny mieszkaniec Bluewell albo pechowy przypadkowy wędrowiec, został zadźgany zaostrzonym metalowym prętem sterczącym wciąż z jego pleców. Mutant, pokraczny zgarbiony stwór o łuszczącej się skórze i chorobliwych plamach na ramionach i twarzy, machał zaciekle ciężką maczetą wydając z siebie głuche stęknięcia i ćwiartując zwłoki człowieka na poręczne w transporcie kawałki przekładane następnie na rozciągniętą tuż obok na ziemi płachtę brudnego materiału.

Spoglądając na tę barbarzyńską odrażającą czynność Radeford poczuł podchodzący mu do gardła żołądek, ale zdusił w sobie mimowolną chęć wymiotów i ująwszy mocniej rękami rurę zaczął szacować w myślach swe szanse na błyskawiczne dopadnięcie mordercy. Od całkowicie pochłoniętego swym zajęciem mutanta dzieliło go zaledwie dziesięć metrów, ale odmieniec był w pełni sprawny fizycznie - nie licząc swoich genetycznych deformacji - człowiek zaś w bardzo kiepskim stanie. Ebenezer nie wątpił, że ma w sobie jeszcze dość siły, by zabić go jednym ciosem najeżonej gwoździami pałki, gdyby jednak jakimś cudem stwór zorientował się w niebezpieczeństwie i uskoczył na czas przed uderzeniem, jego sytuacja nie byłaby godna pozazdroszczenia.


Wątek techniczny

Mutant nie ma pojęcia, że jest obserwowany - może go nie zaczepiać? :P

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 10 grudnia 2011, 17:11

Widać w szeregi mutantów wkradło się rozprężenie. Czyli walka ma się ku końcowi. Źle to wróży, ale mam nadzieję, że moi towarzysze jeszcze żyją. Nie pomogę im będąc martwym, a jeżeli będę próbował zabijać każdego napotkanego mutanta nigdy nie dotrę na czas, albo szczęści mnie opuści i skończę w garze jako danie główne. Poza tym muszę oszczędzać siły na Holtza.
Cicho cofam się i obchodzę mutanta szerokim łukiem.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 11 grudnia 2011, 09:49

Opodal Red Oak Ridge, 4 maja 2055

Cash leżał na brzuchu w pobliskim zagłębieniu terenu. Kiedy jego spojrzenie skrzyżowało się z wzrokiem Wilsona, dowódca Anawaltczyków skrzywił gniewnie twarz, a potem zaczął poruszać gwałtownie rękami posyłając kierowcy serię umownych znaków. Kurier potrząsnął natychmiast głową, nie rozumiejąc tubylczego języka migowego, pokazał w zamian palcami na zarośla za swoimi plecami, manipulując rękami w sposób dowodzący dobitnie tego, że zamierza obejść strzelca z lewej flanki pod osłoną gęstej roślinności.

- Dajcie nam osłonę na kilka sekund! - syknął Paul przyciskając do piersi M16 - Ruszamy za trzy...

Suchy trzask wystrzału odbił się ponownie zwielokrotnionym echem od koron drzew. Przesuwający się ostrożnie wzdłuż pochyłego pnia drzewa bojówkarz z Bluewell, jeden z ocalonych z rzezi przez ludzi Casha szczęśliwców, zastygł w bezruchu, kiedy pocisk przebił z metalicznym klangiem bok jego wykonanego chałupniczo hełmu tuż nad prawym uchem i przeszedł na wylot przez czaszkę zagłębiając się w drzewo. Zastrzelony w trakcie powolnego ruchu mężczyzna stał przez kilka sekund nieruchomo, po czym osunął się w dół wzdłuż pnia, odsłaniając plamę krwi na pociętej szczelinami szorstkiej korze drzewa. Cash zasyczał na ten widok niczym rozzłoszczony rosomak, aż kipiąc od ledwie trzymanej w wodzach wściekłości.

Paul przekręcił gwałtownie głowę, błyskawicznie szacując w myślach trajektorię lotu pocisku i stwierdzając z narastającym uczuciem mściwej satysfakcji, że trzeci strzał został oddany ponownie z tego samego miejsca, z odległości około stu metrów i ze szczytu niewielkiego wzniesienia porośniętego zagajnikiem karłowatych drzewek o płożących się nisko gałązkach.

Człowiek strzelający z tamtego miejsca z pewnością nie był profesjonalnym strzelcem wyborowym, najwyraźniej doskonale się bawiąc jednostronną konfrontacją i poświęcając jej całą swą uwagę.

- Teraz! - krzyknął napinający mięśnie Jack i Anawaltczycy natychmiast zaczęli strzelać, krótkimi seriami stębnując leśne poszycie wokół przypuszczalnej kryjówki snajpera. Obaj kurierzy zerwali się na nogi i zgięci wpół runęli w przeciwnych kierunkach skacząc od drzewa do drzewa i od krzaku do krzaku w nadziei na ukrycie przed wzrokiem strzelca.


Wątek techniczny

Podchody się zaczęły. Znacie w przybliżeniu pozycję strzelca, jeden z Was zachodzi go z prawej, drugi z lewej. Powodzenia.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 11 grudnia 2011, 09:58

Opodal Red Oak Ridge, 4 maja 2055

Dźwięk rąbanego brutalnie ludzkiego ciała przyprawiał Ebenezera o zimne ciarki, a widok bryzgającej na wszystkie strony świeżej krwi ponownie przywiódł go na krawędź wymiotów. Mutant zajęczał porażony spazmami rozkoszy, kiedy jego powykręcane artretyzmem długie palce sięgnęły do rozciętego brzucha ofiary wyszarpując spośród zmasakrowanych wnętrzności wątrobę. Podnosząc ludzki organ ku ustom zagłębił w nim żarłocznie nadpsute zęby, szarpiąc zdobyczą niczym drapieżne zwierzę i drąc ją na połykane pośpiesznie kawałki.

Kaznodzieja poczuł falę zalewającej go bezgranicznej wściekłości, pompującej w krwioobieg Radeforda palącą żyły adrenalinę. Zaciśnięte na metalowej rurze palce dosłownie zbielały pod wpływem wkładanej w ten chwyt siły, a oddech duchownego przyśpieszył w rytm równie pośpiesznego bicia serca, ale zdrowy rozsądek zdecydowanie odradzał konfrontację z odrażającym ludożercą. Walcząc z duszącą go furią wielebny wycofał się na czubkach palców w głąb zarośli, starając się nie czynić żadnego hałasu i gotowiąc się do obejścia mutanta szerokim łukiem

Suchy trzask wystrzału przetoczył się echem przez las sprawiając, że mężczyzna podskoczył mimowolnie w miejscu. Wbrew jego nagłym obawom nie usłyszał świstu nadlatującego pocisku, więc stwierdził z nie lada ulgą, że ofiarą nieznanego strzelca musiał być ktoś inny. Chwilę później gdzieś w głębi lasu wybuchła szaleńcza strzelanina z broni automatycznej, ale pożerający swą ofiarą mutant nawet nie podniósł głowy, zajęty wpychaniem sobie do ust kawałków ludzkiego serca.

Jakieś zarośla zatrzeszczały kilkadziesiąt metrów w głębi puszczy, deptane w brutalny sposób i bez najmniejszej chęci zachowania dyskrecji, zdradzając obecność kogoś lub czegoś przemieszczającego się mniej więcej obok zastygłego ponownie w bezruchu Ebenezera.


Wątek techniczny

Strasznie dzisiaj tłoczno w tym lesie...

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 11 grudnia 2011, 11:07

Tuż po tym jak Anawaltczycy zaczeli strzelać w strone pozycji snajpera nisko pochylony szybko przebiegam w lewo po około 10-15 metrach padam na ziemię, chyba że uda mi się pokonać dłuzsy odcinek w czasie jak chłopcy Casha strzelają. Jak ogień osłonowy ustanie padam na ziemię i kolejne kilknaście metrów ostrożnie sie czołgam, co jakiś czas spoglądam przez lornetkę na wzgórze ze snajperem czy aby sie nie rusza. Jesli odległość do wzgórza nie przekracza 200 m na oko to zmierzam wolno do wzgórza głównie sie czołgając jak jest zasłon to poruszam sie pochylony na 2 nogach od jednej osłony do drugiej. W miarę równocześnie mam nadzieję dotrzemy z Jackiem do wzgórze. Uważam na okolice by nie wpaść na kolegów snajpera.

Wątek techniczny: M16 ile ma kul i czy mozna strzelać z niego np. krótkimi seriami po 3-5 pocisków, długimi seriami nie zamierzam walic do pojedyńczego celu. Szybkostrzelność 2 oznacza, że strzał zajmuje 2 sg (3 jesli celuję)? i jak z tym dodatkowym sukcesem podnosi poziom obrażeń przy strzale czy nie? Czyli jak M16 zadaje cięzkie rany przy 1 sukcesie, to jak uzyskam 2 sukcesy po celowaniu to zadam rane krytyczna? czyt tylko 1-2 na lokalizacji trafienia to powoduje?
Ostatnio zmieniony 11 grudnia 2011, 13:28 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.

Goldwin
Reactions:
Posty: 645
Rejestracja: 08 kwietnia 2009, 19:36

Post autor: Goldwin » 11 grudnia 2011, 12:54

Jack przeskakiwał od krzaka do pieńka, od pieńka do większej kępy krzaków pośród regularnej kanonady ostrzeliwującej obrośnięty gęsto pagórek. Rzucał uważne spojrzenia sprawdzając czy w polu widzenia nie pojawi się nagle jakiś nowy przeciwnik. Czujny, z palcem na spuście omiatał lufą kolejne miejsce w którym mógł ukryć się po kilku metrach.
Zataczał łuk aby dostać się do pagórka z bocznej strony jednocześnie uważając pilnie aby nie wejść w linię strzału towarzyszy.

W przypadku wykrycia przeciwnika nie mam innego wyjścia jak przycelować i oddać strzał.

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 11 grudnia 2011, 14:24

Wątek techniczny:
Przyczajam się i czekam chwilę aby sprawdzić co się zbliża. Jeżeli to coś oddali się, czołgam się w stronę wystrzałów. Jak się oddalę przemykam dalej na dwóch nogach.

ODPOWIEDZ