Kolejne sceny walki na wzgórzu.
Człowiek łoś z łatwością sparował słaby atak
Galiona swą pordzewiałą maczugą z czarnego żelaza, która z pewnością ważyła więcej niż
Kate.
Galion zachwiał się. Ręce aż go zapiekły od siły ciosu. Kate odskoczyła na bok. Jeden z jej toporków był pęknięty na poł. Zanim zdołali dojść do siebie, człowiek łoś ponownie ruszył do ataku, posyłając ich na ziemię. Galion poczuł, że ręce pocą mu się ze strachu. Człowiek łoś był silniejszy i walczył lepiej niż jakikolwiek zwierzoczłek, z jakim przyszło mu się mierzyć. Miał przed sobą prawdziwego wojownika, a nie tylko rozwścieczone zwierzę.
Zabójcy mieli ten sam problem.
Dwalin zablokował cios Gargoratha, ale siła ciosu odepchnęła go o parę krokow do tyłu. Sępiogłowy topor prawie że wrzeszczał mu w twarz.
Snorri krwawił z głębokiej rany w ramieniu i wycofywał się przed dwoma ryczącymi bestiami. Rodi, walczący z dwoma innymi, miał twarz zupełnie zalaną krwią. Przy każdym zamachu toporem z jego splecionej w warkocze brody pryskały czerwone krople.
-
Galionie! Uważaj!
Kate odepchnęła Galiona i ten zatoczył się na bok. Maczuga łosiopodobnego stwora ze świstem minęła jego policzek tak blisko, że aż zamrugał z przerażenia. Ponownie skoncentrował się na walce.
Starał się trafić zwierzoczłeka w oczy, podczas gdy Kate celowała w kostki. Gor uskoczył w tył przed tym skoordynowanym atakiem, a oni naparli na niego.
Po drugiej stronie kręgu walczących, topory Dwalina i Gargoratha spotkały się ze szczękiem. Broń Dwalina utkwiła zaczepiona w nacięciu symbolizującym otwarty dziob w ostrzu przeciwnika. Gargorath probował wykręcić Dwalinowi topor z ręki, ale krasnolud zaparł się, jego mięśnie napięły się i po chwili topór Gargoratha przekoziołkował w powietrzu, po czym upadł na ziemię.
Zabójca rzucił się na bezbronnego Gargoratha, ale kiedy olbrzymi zwierzoczłek uskoczył na bok, krasnolud nie zatrzymał się.
Parł dalej, zmierzając prosto na szamana. Galion zerkał w tamtą stronę, starając się jednak nie tracić z oczu własnego przeciwnika.
Gargorath ruszył w pogoń za Zabojcą. Dwalin zamachnął się za siebie i ostrze topora z brzękiem odbiło się od nagolennikow bestii. Potwor jednak zdołał złapać krasnoluda za szyję i ramię, po czym uniosł go nad głową.
- Dwalinie! - wrzasnął Galion. Obrócił się do Kat.
- Musimy mu pomoc!
Razem z Kat odskoczyli od człowieka łosia i pobiegli na pomoc Dwalinowi. Ale zanim zdołali zrobić trzy kroki, zobaczyli jak Dwalin zamachuje się dziko na głowę Gargoratha. Jego runiczny topór
ześliznął się po jednym z zakręconych rogów watażki i po jego baranim pysku. Bestia zawyła z bólu i zrzuciła Zabójcę z siebie jak najdalej mogła. Krasnolud poleciał prosto na totem.
- Nie!
Felix i Kat rzucili się na Gargoratha, podczas gdy Dwalin przeleciał nad głową wznoszącego inkantację szamana z jakim walczył
Avnar i wylądował z hukiem u podstawy kamienia. Broń Kat odbiła się od topora watażki i od jego brązowego napierśnika, ale nawet go nie zarysowała.
Karaghul wbił się w zbroję, ale nie dotknął ciała. Olbrzymi gor odepchnął ich niedbałym gestem i rzucił się w poszukiwaniu swojego topora.
Galion podniósł się z trudem, próbując zajść mu drogę, ale znów zaatakował go człowiek-łoś i musiał ustąpić. Cios maczugi wprawił jego miecz w drżenie i zmienił ramiona Galiona w galaretę. Tuż za nim
z ziemi zbierała się Kat, trzęsąc głową w zamroczeniu.
Gargorath ryknął tuż obok niej, przebiegając już z toporem w ręku w stronę Dwalina i kamienia, podczas gdy Galion parował kolejny brutalny cios człowieka-łosia.
Dwalin powstał, żeby zmierzyć się z watażką. Zamachnął się toporem, aby wykonać potężny cios. Wystarczyło najlżejsze muśnięcie. Gdy tylko runiczny topór dotknął kamienia, rozległ się
nagły trzask, błysnęło olśniewająco białe światło i pod stopami Radagasta zatrzęsła się ziemia.
Arcydruid zdołał utrzymać równowagę i nie upadł. Mrugał intensywnie oczami, żeby odpędzić powidoki, jakie migały mu pod powiekami. Rozejrzał się, a w głowie mu pulsowało. Dwalin skręcał
się z bólu. Prawe ramię trzymał przyciśnięte do piersi, podczas gdy dymiący topór spoczywał u jego stop. Wszyscy pozostali - ludzie, krasnoludy i bestie - stali jak skamieniali wpatrując się w totem.
Z powierzchni kamienia wydobywała się z sykiem para, odłupywały się od niego małe kawałki, które spadały na ziemię, podczas gdy żyły niebieskiego kwarcu migotały i gasły jak pochodnia na wietrze.
Pierwszym, kto odzyskał panowanie nad sobą, był
Wielki Szaman Urslak. W kierunku którego zmierzał
Tristan, z zakrwawionym mieczem w jednej ręce i nożem gotowym do rzutu w drugiej.
Zwierzoczłek cofnął się i wskazał zakończonym szponem palcem na Dwalina, piskiem domagając się jego krwi. Krąg odzianych w szaty nowicjuszy odpowiedział na jego zew. Bestie odrzuciły fetysze i
wyciągnęły prymitywną broń. Rzuciły się do przodu, rycząc z wściekłości.
Avnar, Radagast jakieś deklaracje, zwłaszcza Druid, bo Avnar walczy o życie próbując zabić Urslaka, ale widzi Tristana, nadciągającego z pomocą. Tristan co dalej, możesz rzucać nożem runicznym w Urslaka lub Gargoratha, co wybierasz ?