Strona 27 z 48

: 24 lutego 2015, 17:10
autor: lightstorm
Ventrue uśmiechnął się delikatnie unosząc kąciki ust. Będę miły, ale i tak Ci nic nie powiem...standardowa zagrywka - pomyślał.

- Doceniam waszą gościnność - Price powiedział specjalnie akcentując słowo gościnność. Rozumiem, że niezbyt komfortowo rozmawia się ze mną, ponieważ na wiele tematów nie może Pan po prostu odpowiedzieć. Xavier zrobił małą pauzę spoglądając w oczy rozmówcy.

- Przeprosiny przyjęte, Panie Kurt. Myślę, że w innych okolicznościach nasza rozmowa mogłaby potoczyć się bardziej biznesowym torem. W pełni rozumiem i nie nalegam na dodatkowe wyjaśnienia.

Ventrue wypił kolejny łyk wspaniałego alkoholu.

- Cieszę się, że trafiłem na dżentelmenów, którzy maja klasę. Zapytam jeszcze o inną sprawę z uwagi na bezpieczeństwo moje i koterii. Jak bardzo niebezpiecznie jest w Zurychu, patrząc na wasz konflikt z klanem Tremere?

: 25 lutego 2015, 12:28
autor: 8art
Rezydencja Furstenhof; 21;11/14; po 23:00

- Stosunki z miejscowym księciem Lorisem z klanu Ventrue, określiłbym jako poprawne, a kłopoty jakie sprawiali miejscowi przedstawicie klanu Tremere zostały... - Kurt zawahał się chwilę i dodał z rozwagą: - hmmmmm... rozwiązane. Jeśli jednak zamierzacie się zatrzymać w Zurychu na dłużej, to doradzam zbytnio nie afiszować się czarodziejom o waszej znajomości z Gerhardem. Wybaczy pan, ale muszę powrócić do swoich obowiązków.

***

Rundstedt zostawił Steinbacha pod opieką Toreadora i Malkavinina, udzieliwszy ostatnich instrukcji i prosząc aby koteria spotkała go gdy będą gotowi.

Steinbach otworzył oczy. Czuł się dziwnie spokojnie. Głos Matki i Bestia, która szalała nim stracił przytomność usunęły się gdzieś w głąb świadomości Tremera. Był w swoim pokoju na piętrze. Pierwszym co ujrzał, byli siedzący przy łóżku Achile i Marcus.

- Co się stało? - zapytał spokojnym tonem Thomas.

- Straciłeś przytomność i trzeba było ci udzielić pierwszej pomocy. Powinieneś móc wstać teraz.

Steinbach ostrożnie zsunął się z łóżka i stanął pewnie na nogach.

- Wszystko w porządku z równowagą? Dobrze się czujesz? - zapytał Moreau obserwując uważnie jak ciało Tremera reaguje na wszystko.

- Tak, wszystko jest dobrze.

Koroview odsapnął z ulgą. Gdy Tremere zemdlał zaczął słusznie obawiać się o zdrowie młodego Thomasa. Choć nic nie widział, to nozdrza Malkaviana, chłonęły fetor krwi jaka ciekła z rany Steinbacha. Wiedział jak piękny aromat miała krew kaintów, ale ta była zła, przyprawiająca go o mdłości.

- Dobrze, że wszystko z tobą w porządku. Też się martwiłem.

Do pokoju wszedł Xavier, który właśnie wrócił z małego spotkania z Kurtem. Zapytwaszy o samopoczucie, zmienił temat:

- Thomasie, co się stało tam na dole? Mam wrażenie, a nawet pewność, że znasz naszego gospodarza i nie mówisz nam wszystkiego.

: 25 lutego 2015, 20:12
autor: Suriel
- Cóż, przyznam się szczerze, że... nie wiem do końca.

Steinbach założył ręce z tyłu i zaczął maszerować raz w jedną raz w drugą stronę. Wyglądał jak jakiś mały generał przed podjęciem decyzji, która mogła zmienić obraz całej wielkiej bitwy którą właśnie toczył.

- Nie pamiętam Herr Rundstedta, i mnie to martwi. Tak samo martwi mnie ta dziwna sekwencja nakazów jaka rozbrzmiała w mojej głowie kiedy go zobaczyłem. Gdyby nie ta kula pewnie usłuchałbym i tym razem głosu mojej czarnej Matki. Zawsze myślałem, że moja niepamięć jest wynikiem choroby ale teraz, sam nie wiem. Boję się, że wszelkich "dyspozycji" tego typu, które niespodziewanie będą się uruchamiały zmuszając mnie do różnych działania jest więcej, znacznie więcej. Moja odporność psychiczna jak każda, ma swoje granice. A ciągłe ścieranie się, zwłaszcza z tak silną osobowości jak moja czarna Matka, jest w istocie niezwykle wyczerpujące. Szczerze mówiąc i tak nad wyraz długo i mocno się opieram. Byłbym bardziej zrozumiały gdybyście wiedzieli z kim walczę, ale wybaczcie nie wolno mi więcej nic powiedzieć o Niej. Przepraszam za całą tą lichą dramaturgię mojej wypowiedzi ale ciężko wznieść się na wyżyny kwietyzmu w takiej sytuacji. Tak więc nie jestem w stanie Wam Panowie obiecać, że nie złamię się nie uczynię czegoś przez co wszyscy... będziemy mieli nieliche kłopoty - szybko odwrócił wzrok, jakby nie tak łagodne zakończenie miał na myśli.

Wiem, że tam jesteś głęboko w zakamarkach mojej świadomości ale wiedz że pozwolę sobą tak manipulować moja kochana Stworzycielko.

- Moja obecność w tym domu jest wielkim nietaktem i obrazą. A przynajmniej powinna być dla nas obu. Muszę stąd odejść jak tylko wyklaruje się sytuacja z Panem Vallo.

: 25 lutego 2015, 21:46
autor: Oggy
- Herr Rundstedt zaznaczył ze w Twojej podświadomości nadal znajdują się liczne uwarunkowania, blokady, fałszywe wspomnienia. Chociaż jest zdolny do ich usunięcia z nie do końca jasnych dla mnie powodow uznał to za nieetyczne. Zobowiązał mnie przy tym, abym przedstawił Ci tę sytuację Xavierze, z sugestia ze Ty mógłbyś się tego podjąć. Dyskusyjne jest w moich oczach czy zmiana podmiotu zmienia cokolwiek w kwestiach etycznych, dlatego mówię to w Twojej obecności Thomasie.

- Co do Twoich potencjalnie niebezpiecznych dla nas zachowań w przyszłości, chce Cię zapewnić ze poradzimy sobie i możesz na nas liczyć. - Achille obserwował oczy Thomasa, wiecznie wędrujące po otoczeniu. Był przekonany że po jego słowach przebiegły po Venture i Malkavianie. Był również pewny, że odnalazł w nich potwierdzenie. Niezwykle. Ale wspaniałe.

- To była bardzo emocjonująca godzina, jednak zgodzicie się ze równie pasjonujaco zapowiada się rozmowa o Primogenie Bournemouth. Sądzę że nie powinniśmy pozwolić gospodarzowi czekać. Czy czujesz się na siłach Thomasie?

: 25 lutego 2015, 22:51
autor: Suriel
- Myślę , że w takim razie najpierw powinniśmy rozwiązać mój mały problem. Nie jestem pewny siebie i tego jak się zachowam podczas rozmowy. A nie ukrywam że bardzo chciałbym podyskutować z Diabłem ze starego klanu. Zatem czy mógłbyś Xawierze?

Thomas usiadł wygodnie na łóżku.
- Chyba nie ma sensu mnie wiązać ani czynić podobnych rzeczy, trzech kainitów to aż nadto by zatrzymać tak niewielkiego Tremera. - uśmiechnął się lekko - Mam tylko prośbę, żeby ktoś to nagrywał na przykład telefonem, bardzo chciałbym potem móc to przeanalizować. To by było fascynujące z bardzo wielu powodów.

KLIK, KLIK, KLIK...

Thomas spojrzał na rękę która bezwiednie sięgnął po kieszonkowy zegarek. Dostał go do Matki, choć już wcześniej należał do niego.
Pod kopertą po każdym otwarciu pojawiało się czarno białe zdjęcie pewnej osobliwej damy.

Obrazek

- Przepraszam, to mnie relaksuje i uspokaja - patrzył przez chwilę na twarz z pokrywki zegarka, po czym zatrzasnął kopertę po raz ostatni. Patrząc na zamknięty zegarek ciągnął - Nie, to nie ta o której myliście. To nie moja Matka. To kobieta którą kiedyś spotkałem. Pierwsza kobieta którą zabiłem.

Thomas odłożył zegarek na bok i siadł na łóżku w pozycji lotosu. Potem jego wzrok wbił się w oczy Ventrue.
- Gotowy na podróż w głowę Tremera?

: 26 lutego 2015, 01:51
autor: koszal
sztywny, niewzruszony niczym prastary posąg z brązu siedział Marcus pośród pustej poczekalni. Ta część obiektu z pewnością nie należała do użyteczności publicznej. Ostatnie dni, godziny... oddał je swoim... przyjaciołom, oprawcom. W tej chwili wrażenia drastycznie mieszały się ze sobą. Martwi, żywi, wpół umarli, bawili się nim, kpili, obserwowali, szydzili z daleka... łotry, dranie!!! Jesteście tu! Żywi!!

-o czym Ty do cholery mówisz?!?- po trzech dniach milczenia głos malkaviana rozległ się donośnie odbijając się od pustych ścian kliniki Rundstedta donośnym echem. Odpowiedziała mu cisza.

durnie! durnie! durnieee!!...

gdzie jestem? skąd się tu wziąłem, oni, oni nie żyją wszyscy... muszę uciekać.... moi kainici- Marcus, Steinbach, Moreau .... oni zaznali ostatecznej śmierci, muszę ich pamięć uszanować... telefon.. cholerny numer mojego elizjum, ja...

-JA! PRICE! POMSZCZĘ ICH WSZYSTKICH!!!-

donośny glos Xaviera wypełnił puste korytarze kliniki...
Spoiler!
jestem przekonany, że jestem Pricem, a reszta koterii jest ostatecznie martwa. Naśladuję głos Ventrue, myślę, że nim jestem.

: 26 lutego 2015, 15:20
autor: lightstorm
Xavier patrzył uważnie w miejsce, gdzie Thomas odłożył stary zegarek.

- Powiedziałeś, że pasy nie będą konieczne... nie jestem tego pewien Thomasie - odpowiadając Ventrue podszedł do stolika obserwując pozostawiony przez Thomasa przedmiot.

- Dlaczego? - Price zadał pytanie, które zawisło w powietrzu.

- Z przykrością to mówię, ale Tremere są bardziej zdeprawowani od Ventrue. Ich próby kontroli nad innymi są jedynie częścią działań budujących ich obsesję mocy. Nie rozumieją, że Dominacja jest narzędziem, a nie celem samym w sobie. Czarodzieje uważają, że to część ich potęgi... dlatego będę podwójnie ostrożny - Ventrue wyciągnął z kieszeni błękitną jedwabną chusteczkę.

- Moje własne doświadczenia z tego rodzaju problemem każą mi przypuszczać, że to nie będzie łatwe zadanie. Ten kto użył mocy Dominacji na Tobie, najprawdopodobniej zabezpieczył się także, na tego rodzaju próbę zniwelowania efektów Zapomnienia. Możesz poczuć ból fizyczny lub psychiczny, co prawdopodobnie wprowadzi Cię dalej w morderczy szał. Po drugiej stronie rzeki zapomnienia czekają stłumione emocje, które rozerwą Twoją Wolę na strzępy.

- Musisz mi bezgranicznie zaufać Thomasie jeśli chcesz, by próba powiodła się - Pirce sięgnął ręką po zegarek należący do członka koterii. Używając chusteczki złapał za łańcuszek w taki sposób, by nie dotknąć zegarka swoim ciałem.

- Posłużę się nim, bo wydaje się najlepszym rozwiązaniem w tej chwili. Powiedziałeś, że ma on na ciebie pozytywny wpływ i sprawia, że stajesz się spokojniejszy. To jest dokładnie to, czego nam teraz potrzeba.

Ventrue zwrócił się do Achille:

- Potrzebujemy mocnych pasów, takich które wytrzymają Potencję czerpiącą z Krwi. Zobacz czy w szafie coś się znajdzie. Nikt z nas nie chce, by moje działanie skończyło się jakąś katastrofą w domu naszego gospodarza...

Xavier stanął przed Steinbahem starając się wybadać ciężar nowego wahadła. Zależało mu na uchwyceniu jednostajnego ruchu, którego nie będzie musiał kontrolować świadomie.

- Zobaczymy, co zdziałam podczas hipnozy. Panowie Marcus i Achille, jest jeszcze jedna poważna sprawa. Zostańcie w pokoju, ale nie patrzcie pod żadnym pozorem w oczy Thomasa. Jeśli w jego umyśle jest ukryta bomba zegarowa, to lepiej bym ja nad nią pracował. Liczę na waszą przytomność w razie gdyby coś poszło nie tak...

- Thomasie - odezwał się łagodnie do Tremera, przygotowując się na psychiczną batalię. - musisz całkiem otworzyć umysł przede mną...
Zegar biorę przez jedwab, który jest naturalnym izolatorem magicznych energii. Nie zabiorę się za to, bez pasów bezpieczeństwa. Przygotowuję się na najgorsze.

: 26 lutego 2015, 23:28
autor: Suriel
Tremer obrzucił szybkim spojrzeniem koterię.

- Nalegam na nagrywanie tego zdarzenia. Istnieje realna szansa, granicząca z pewnością, że będę mówił w języku którego żaden z Was nie zna i cały ten trud pójdzie na marne.

Thomas wciągnął głęboko powietrze i postarał się rozluźnić. Technika medytacji, którą nauczył się za życia pozwalała na głęboką koncentrację ale wymagała pewnej sekwencji gestów, które tak jak oddychanie nie były mu już potrzebne. Cała uwagę skupił na wahadełku uczynionym z zegarka.

Przez dłuższą chwilę nic się nie działo, w powietrzu unosił się tylko monotonny głos Xawiera oraz wahający zegarek.

- Chyba... nadchodzi... - powiedział Thomas słaby sennym głosem, gdzieś na granicy świadomości. W tym momencie wahadełko przechyliło się w maksymalnie w jedną stronę i zawisło dłuższą chwilę wychylone w stronę Xawiera przecząc zupełnie zasadzie grawitacji. Po pewnym czasie wróciło jednak do pionu.

- Opowiedz krótko, co wiesz o Matce? - spytał Xawier

Twarz Steinbach stężała jakby w jego wnętrzu był ktoś jeszcze.
- Na imię ma Elza. Kiedy ją poznałem w Großherzogliche Palais była starszą w Heidelbergu co nijak się miało do jej wysokiej rangi i prawdziwej pozycji w klanie. Stanowcza i zdeterminowana. nie pamiętam żeby puściła jakąkolwiek zniewagę w niepamięć. Dlatego kiedy skostniała Europa rozpłomieniała się w czasie Wiosny Ludów, miała być pomostem między reformatorami a starszymi. Kiedy w Heidelbergu trwały prace nad utworzeniem ogólnoniemieckiego parlamentu Ona tam była i pociągała za część sznurków. Skuteczna. Choć moim zdaniem zbyt często o tym zdarzeniu wspominała, co może świadczyć o pewnej słabości. Trudno też nazwać ją opanowaną.

Obrazek
Antymagiczne chusteczki Ventrue, musze się temu bliżej przyjrzeć... :)

: 27 lutego 2015, 10:42
autor: lightstorm
- Nalegam na nagrywanie tego zdarzenia. Istnieje realna szansa, granicząca z pewnością, że będę mówił w języku którego żaden z Was nie zna i cały ten trud pójdzie na marne.

- Achille, czy mógłbyś to nagrać swoim smartfonem? Cała operacja będzie dużo łatwiejsza, gdy Thomas będzie czuł się bardziej komfortowo. Co do języków to nie martw się, rozkażę Ci mówić po angielsku. A teraz policzę do dziewięciu i wejdziesz w trans. Raz, dwa... dziewięć.

Gdy wahadło zatrzymało się na chwilę, Price kątem oka zauważył ten fakt, ale nie zrywał kontaktu wzrokowego z Tremerem. Kontynuował dalej z pewnym siebie głosem.
Dalej nie będę pisał i zostawiam pole dla MG.

: 27 lutego 2015, 14:02
autor: Suriel
Mój powyższy post pisany był w porozumieniu z 8artem reszty nie chcial zdradzuc. Dlatego przyznam się szczerze, że bardzo jestem ciekawy co się stanie. Bardzo.

: 28 lutego 2015, 14:49
autor: 8art
Rezydencja Furstenhof; 21;11/14; po 23:00

Price skupił wyczuwając jak vitae dodaje mu sił i zachowując wszelkie środki ostrożności jakie znał, przystąpił do łamania blokad w pamięci Thomasa. Nie wykluczał, że przeklęci czarodzieje mogli zabezpieczyć tremera przed próbami ekstrakcji i Steinbach wiedziony bezwględnym nakazem obcej woli może spróbować opierać się fizycznie, albo co gorsza spróbować na ventrue którejś z niezbyt przyjemnych dziedzin sztuki taumaturgii. Thomas otworzył nagle oczy z błyskiem agresji. Price nie przestał, nie pokazując, że jego wnętrzem targają coraz większe obawy.

Tremere stał i patrzył w bezkres pogrążonego w nocnym mroku morza. Głos któremu woli nie potrafił się oprzeć nakazywał mu sięgnąć w głąb swojej podświadomości i sięgnąć myślami do tych wspomnień, których już nie pamiętał. Czuł wewnętrzny opór. Głos czarnej Matki i skowyt bestii łączyły się w jeden krzyk nakazujący zaatakować, tego, który próbuje mieszać w jego głowie. Ale oni byli tak daleko... Czarna matka stała stała w oddali, a jak krzyk był jak cofająca się fala. Nie miała władzy nad nim. W końcu oboje Matka i Bestia zniknęli pod powierzchnią wody, a Thomas odetchnął pełną piersią zimnym, morskim powietrzem, przypominając sobie oczywiste fakty.

Price odetchnął z ulgą, poluzowując nerwowy chwyt na jedwabnej chustce. Steinbach nie rzucił się na niego, tylko powoli rozsiadł się wygodnie i poddał woli Ventrue.

Wreszcie ujrzał znów zatroskane twarze rodziców, które do tej pory były tylko białymi plamami. Był taki młody gdy zginęli w wypadku. Jego życie zmieniło się tak bardzo. Z sierocińca trafił do ubogiego wujostwa, które było jedyną rodziną jaką znał. Wkrótce potem zapadł na zdrowiu. I wtedy zjawił się Doktor po raz pierwszy. Przybranym rodzicom wręczył jakiś kawałek papieru, który sprawił, że kupili auto, zmienili dom. To musiał byc czek. Teraz to wiedział... Pamiętał. Doktor, mówił do niego "chłopcze" i tak bardzo przypominał mu zmarłego ojca. Przepisał mu leki, o zdumiewającym działaniu i Thomas wkrótce wrócił do szkoły, a potem trafił na Heidelberg. Ujrzał tam po raz pierwszy Czarną Matkę. Choć nie wiedział kim jest, to emanująca dziwnym magnetyzmem kobieta sprawiła, że Steinbach stracił dla tej, wciąż enigmatycznej osoby głowę.

Niestety choroba znów przypomniała o sobie, teraz ze zdwojoną siłą. Trafił do hospicjum... Tak mu się wydawało, bo hospicjum było w istocie kliniką, a lekarz o białej plamie zamiast twarzy, zwracający się do niego per "chłopcze", którego do tej pory podejrzewał o to, że truł go, okazał się tym, który go ponownie uratował. Ten sam, którego już spotkał, ten, który tak przypominał jego ojca. Bolesne zabiegi jakich dokonywał gołymi rękoma, radioterapia, garści leków... Nie chciał go zabić. On go uratował. Ze szpitala wyszedł osłabiony, lecz zdrów i pełen nadzieji na lepsze jutro.

Gdy tylko wrócił na Heidelberg natknął się ponownie na Czarną Matkę - Elzę. Kobieta rozpostarła wokół niego sieć niedomówień, połączonych z tajemniczymi obietnicami. Zadurzył się w niej po uszy, aż w końcu pewnej nocy umarł by narodzić się ponownie... Już jako czarodziej.

Teraz pamiętał dokładnie, co powiedziała mu Czarna Matka pewnej nocy, gdy okazał się godzień przekleństwa nieśmiertelności:

- Posłuchaj mnie! Jesteś niczym, tylko moim psem i narzędziem zemsty. Kiedyś zakończę twoją nędzną egzystencję, a ty będziesz mi wdzięczny. Potem wyślę twoje resztki do Rundstedta i będę napawać się wspaniałym uczuciem satysfakcji. Słuchaj wstrętny odludku! Zapomnisz teraz o tej rozmowie i o swoich bliskich. Zapomnisz o doktorze, a jeśli kiedykolwiek go ujrzysz, to bez wahania zabijesz diabła od razu i przyniesiesz mi jego serce w zębach. Byłeś w hospicjum, w którym doktor chciał cie doprowadzic do śmierci. Uciekłeś do mnie i to ja cię uratowałam, oferując ci dar nieśmiertelności. Jeśli ktoś kiedykolwiek spróbuje przywrócić twe wspomnienia, zabij go.


- Słuchaj mnie Thomasie. Nie będziesz już pod wpływem uwarunkowań Elzy. Rozumiesz mnie?

Steinbach wciąż zahipnotyzowany kiwnął głową potwierdzająco.

- Teraz powoli policzę do dziesięciu i gdy skończę wyjdziesz ze stanu hipnotycznego. Raz...

Moreau wyłączył nagrywanie. Price powiedział ostatnią liczbę i Steinbach ocknął się, próbując ogarnąć natłok wspomnień jakie do tej pory były dla niego całkowicie nieznane i szeptając:

- Meine Gott...
Ekstrakcja udałą się, bez problemów. Lek podany przez Rundstedta wcześniej spowodował, że było to dużo łatwiejsze. Xavier przekonał podświadomość Steinbacha, żeby przezwyciężyła uwarunkowania jakie zostały na niego założone przez Czarną Matkę.

: 28 lutego 2015, 20:56
autor: Suriel
Thomas siedział jeszcze przez chwilę milcząc.

- Poproszę o mój zegarek.

Ważył w myślach to czego się dowiedział i porządkował myśli. To jak Matka go potraktowała nie zaskoczyło go bowiem już kula zrobiła ranę głębszą niż się wydawało. Czuł, że zbliżał się moment w którym podejmie decyzję raz na zawsze zmieniającą jego wszelkie przyszłe losy. Teraz dokonany wybór stanie się dla niego drogą bez powrotu. Uśmiechnął się lekko.

Stoję jak na życiowym rozdrożu. Zupełnie jak u Frosta. Jak on się kończył?
...Two roads diverged in a wood, and I-;
I took the one less traveled by,
And that has made all the difference.*

Za wcześnie jednak na podjęcie tej decyzji. Jeszcze nie wszystko położono na wadze przeznaczenia by mogła w końcu wskazać wynik tej miary.


- Zanim cokolwiek postanowię odnośnie moich prywatnych relacji, muszę koniecznie jeszcze raz porozmawiać z Herr Rundstedtem. Dziękuję serdecznie za pomoc, zwłaszcza Tobie Xawierze. Po raz pierwszy bowiem widziałem twarze moich śmiertelnych rodziców zamiast plam.
* Dwie drogi rozchodziły się w lesie, A ja? Ja obrałem tą mniej uczęszczaną. I to

uczyniło całą różnicę.

Robert Frost - Droga Nie Wybrana org. "The Road Not Taken" całość jest pięknie wpasowuje się w wydźwięk tego postu, zapraszam do lektury ale nie koniecznie w przekładzie Barańczaka.

: 02 marca 2015, 12:29
autor: lightstorm
Ventrue oddał zegarek właścicielowi z uśmiechem na twarzy. Schował jedwabną chusteczkę do kieszeni marynarki, po czym poprawił idealnie dopasowany krawat.

- Xavier Price zawsze dotrzymuje słowa Thomasie - odpowiedział podając dłoń do przyjacielskiego uścisku. Cieszę się razem z Tobą naszą wspólną wygraną - kontynuował potrząsając lekko dłoń Tremerea. Po chwili zwrócił się do wszystkich zebranych:

- Odnieśliśmy małe zwycięstwo panowie, albowiem uważam że powrót Thomasa do zdrowia i przywrócenie wspomnień, jest wynikiem naszej współpracy. Gdyby nie Achille i jego doświadczenie medyczne oraz wola przeżycia Thomasa, nie byłoby tutaj z nami dzielnego Tremera. Jeszcze kilka nocy temu sytuacja w jakiej znalazł się Thoams była beznadziejna, a jednak udało się nam. To nie jest moją zasługą, tylko każdego z osobna. Razem jako koteria mamy szansę przeciwstawić się temu, co przyniesie los...

Ventrue stał dalej w władczej pozycji patrząc na tych, których wybrał Vallo:

- Rozmawiałem z Kurtem, ale niewiele mi powiedział. Prowadziłem rozmowę w taki sposób, aby nie zdradzić tego co wiemy. Były oficer jest tylko wykonawcą rozkazów swojego przełożonego. Miastem natomiast rządzi Książę Loris z klanu Ventrue. Gdy zapytałem o konflikt Diabłów z klanem Tremere, odpowiedział z chwilą wahania, że zostały rozwiązane. Powiedział też, by się nie afiszować z faktem, że spotkaliśmy się z Diabłami. Przez chwilę miałem wrażenie, że nasz gospodarz przehandlował ciało Michaela za rozejm. To tylko przypuszczenia, jednak wolę się nimi z wami podzielić.

Price skończył wywód czekając na ewentualny komentarz, któregoś z członków koterii.
Podczas przemowy staram się podnieść morale koterii. Mam dużo Charyzmy i Autorytetu, by to zrobić. Staram się pokazać dobre strony całej sytuacji i sprawić, by członkowie koterii bardziej uwierzyli w swoje siły i nie upadli na duchu.
Jak nikt się nie odzewie, czekam na spotkanie z gospodarzem.

: 02 marca 2015, 23:16
autor: Suriel
Thomas odwzajemnił uścisk, ale był w widoczny sposób myślami gdzieś zupełnie indziej.

Skoro jestem zdrowy to dlaczego czuję jakby przygniótł mnie wór kamieni. Co z moją raną ten stary diabeł ją zaleczył czy tylko oddalił nieuchronne.

Tremer słuchał dalej dotykając delikatnie miejsca rany na swojej klatce piersiowej.

- Skoro dzielimy się swoimi spekulacjami to proszę pamiętać również o tym co powiedziałem w Rhino. Twoja wersja wydarzeń Xawierze wydaje się równie prawdopodobna. Jak na razie za mało mamy niestety puzzli by ułożyć w całość tą przedziwną układankę.

Z trudem analizował sytuację, jego myśli wciąż ciągnęły w kierunku tego, czego się tej nocy o osobie dowiedział. Jego umysł był niespokojny, przypominał morze podczas sztormu które kipi sprzecznymi emocjami, raz je wznosząc niczym wyrzucone fale a za chwile ciągnie je znów w dół w odmęty. Burzowe wiatry targały skrywanymi wartościami za nic mając dawną ich świętość, rwały je na strzępy. Wkrótce po takiej burzy, jak zawsze, wyłoni się okręt zmierzający już zdecydowanie i bez przeszkód do wyznaczonego celu. Lecz port nadal nie został określony, a nieokiełzane morze uczuć szalało w Thomasie nadal.

"I wtedy zjawił się Doktor po raz pierwszy. Przybranym rodzicom wręczył jakiś kawałek papieru, który sprawił, że kupili auto, zmienili dom. To musiał być czek." Jaki lekarz płaci za możliwość leczenia pacjenta. Zdeprawowany diabeł? Płaci się nie za leczenie ale za... możliwość eksperymentowania. Za zwierzę do testów się płaci, Mein Gott, stary lis, a ja niemal się nabrałem.
Kto jest w takim razie lepszy, ten stary diabeł czy ta suka...

: 04 marca 2015, 20:04
autor: 8art
Rezydencja Furstenhof; 21;11/14; po 23:00

Koteria zeszła do holu, gdy Steinbach doszedł do siebie. Stali na dole czekając i nie bardzo wiedząc co zrobić. Gospodarza nie było, dom wydawał się pusty i martwy. Prosta elegancja i sterylny wygląd przywoływał szpitalne skojarzenia.

Steinbach stał z boku i nie mógł pozbyć się przemożnego uczucia, że Rundstedt kiedyś odkupił go niczym zwierzę, a jego własna rodzina zdradziła go i sprzedała za garść srebrników, niczym Judasz Jezusa. Czy naprawdę miał być zawsze czyimś narzędziem, obiektem nieznanych eksperymentów? Najpierw doktora Mengele, a potem Czarnej Matki?

Rozmyślania Tremera przerwały otwierające się drzwi. Stanął w nich Gerhard. Jeszcze raz przywitał swoich gości. Tym razem Thomas nie poczuł niewytłumaczalnego napadu agresji. Tzimisce po zakończeniu oficjalnego powitania, kiwnął dłonią wskazując drzwi za sobą:

- Panowie, zapraszam do swojego gabinetu, będzie nam się tam rozmawiać o wiele wygodniej...

Kainici weszli do ogromnego gabinetu. Było tu dużo chłodniej, a powietrze zdawało się mieć zupełnie inną wilgotność. Inne warunki nie sprawiały żadnych niedogodności martwym, ale były bardzo ważne dla lokatorów gabinetu. Prawie cała powierzchnia ścian pomieszczenia od podłogi aż po sufit była zabudowana ciężkimi, eleganckimi bibliotecznymi regałami. Tylko ktoś będący bibliofilem mógłby określić wartość tysięcy woliminów spoczywających na półkach. Medyczne, wojskowe, okultystyczne traktaty spozierały na gości mądrościa swych treści.

Wystrój pomieszczenia uzupełniały ogromne dębowe biurko, kilka wygodnych skórzanych sof, stół oraz stolik z nie rozegraną do końca partią szachów.

Coś ukłuło nagle Koroviewa w nozdrza. Subtelny zapach drogich perfum. Zapach jaki już kiedyś miał okazję poznać. Tylko on nie mógł dostrzec tego co ujrzeli inni, gdy tylko przekroczyli próg gabinetu.

- Wygląda na to Gerhardzie, że znów mamy pata... - oznajmił siedzący przy szachach Michael Vallo.

- Mówiłem Ci to przyjacielu już sześć ruchów temu...

- Witam Was. Wiedziałem, że mnie odnajdziecie.
Vallo wygląda na całego i zdrowego. Zresztą jak ma wyglądać w gościnie u wampirzego lekarza. Gwoli ścisłości, nie ma żadnych dodatkowych odnóży, ani nie jest spętany;). Ale kto wie jakiemu praniu mózgu mógł go poddać Tzimisce... Kto jest zaskoczony, a kto nie? Czekam na pierwsze reakcje. Jak rozumiem Thomas będzie chciał pogadać z Gerhardem?