Strona 27 z 35

: 10 maja 2016, 14:13
autor: Sigil
[center]Baza na Wilczych Pustkowiach, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri. [/center]
W ponurym milczeniu rozsiodłali konie, które także zdawały się osowiałe i smutne. Następnie zebrali się w izbie, spożywając w ciszy skromny posiłek przyrządzony przez Brnjara. Vilberg zamknął się w pokoju alchemika i przez jakiś czas nie wychodził - wszyscy jednak rozumieli, iż potrzebuje czasu, by pożegnać zmarłych. Wszakże Hatr i Joos byli jego bliskimi druhami, którzy nie raz stawali w bitwie u jego boku. Strata dzielnych towarzyszy musiała być bolesna dla starego korsarza. Olafowi także ciężko się było z nią pogodzić, gdyż obaj przyjaciele ojca często bywali w jego domu i z czasem nauczył się ich traktować wręcz jak członków rodziny. W milczeniu przeżuwał więc letni gulasz, a przed jego oczyma przewijały się wspomnienia.

Wreszcie, po jakiejś pół godzinie Vilberg wyszedł z pokoju i usiadł w milczeniu przy kamieniu runicznym.

- Trzeba przenieść ciała do szopy - rzekł tylko, sięgając po misę jadła.

- Zajmijcie się tym - polecił Brnjar swym wojownikom, którzy jedynie kiwnęli głowami i wstali by wykonać polecenie.

- To, co ich dopadło, było ogromne - dodał jeszcze Vilberg. - Hatr zginął w walce. Pozostali... Nie wiem czy zdążyli nawet sięgnąć po broń...

Przemawiał spokojnie jednak Olaf i Vidgar wiedzieli, że wewnątrz skrywa wielki gniew i pragnienie zemsty. Cokolwiek zabiło jego towarzyszy, zamierzał to odnaleźć i zgładzić, by ich dusze mogły odpoczywać w pokoju. Nie było to coś o czym musiałby im mówić, obaj młodzi Nardlens wiedzieli, że na jego miejscu czuli by tak samo. Ród Wilka nie zapominał wyrządzonych zniewag i zawsze mścił swe krzywdy, uznając to za sprawę honoru.
Jesteście wszyscy razem w izbie. Na zewnątrz zapada zmrok. Red i Vani poszli wynieść ciała. Co robicie? To ostatnia okazja by pożegnać zmarłych (dla tych, którzy tego nie uczynili jeszcze), a także dobra do tego by porozmawiać o ostatnich wydarzeniach.

: 10 maja 2016, 15:41
autor: TatTvamAsi
[center]Baza na Wilczych Pustkowiach, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri. [/center]

Gulasz już dawno zdążył wystygnąć i czarownica niemo przeżuwała co pewien czas małe kęsy. Niebawem pochowają swych zmarłych. Tutaj głęboko pod lodem, tutaj w tej niegościnnej krainie, w której przyszło im zginąć. Nie w walce, nie w chwale, lecz nagle... śmierć nie była chwalebna, nie osławi imienia poległych... Wyszeptała krótką modlitwę do Oha'lna:

- Oby ich dusze znalazły schronienie i pod twoim przewodnictwem Kruku o Oczach Lodu, dotarły do cienistego świata umarłych.

Bała się teraz. Obawiała się tego, że... to, co pochłonęło ich serca, wyrwało je z taką brutalnością, mogło uwięzić ich dusze, czerpiąc z nich moc i siłę. Żerować na jedynym co im po śmierci pozostawało. Mięsiwo z trudem przechodziło przez gardło do żołądka, teraz ściśniętego smutkiem i strachem przed tym, co wzrastało w cieniach nocy. Musiała jednak podzielić się tym, co wiedziała. Choćby i informacja miała przysporzyć jeszcze więcej bólu i tak poruszonym w żałobie sercom. Odstawiła znacząco drewnianą miskę i cicho rzekła do swych towarzyszy:

- Badałam rany Gunlid, Joosa i Hattra. Żaden człowiek, ni alfr, ani nikt z Ludów Ziemi nie byłby w stanie czegoś takiego zrobić. W moim rodzimych stronach to mroczne duchy natury potrafiły być równie brutalne i wydzierać serca nieszczęśników, którzy je napotkali. Ale... to musiało być coś innego. W dolinie przecież duchów nie ma... - zamilkła na chwilę i przełknęła nerwowo ślinę zbierając się w sobie, żeby objaśnić najgorszą z możliwości swym przyjaciołom.

- Duchy natury czerpią z serc siłę tylko, ale... są istoty, tak plugawe w swej naturze i wypaczone... które podobno odbierają serca i więżą dusze swych ofiar... Ale mam nadzieję, że istnieją one tylko w powieściach.. - urwała, nie będąc w stanie kontynuować myśli.

Widząc, że jej słowa pogłębiły rozpacz, w której znalazł się każdy z zebranych, zapytała Kyariela, siląc się na złagodzenie swego głosu, który drżał przy każdym wcześniejszym słowie:

- Czy dowiedzieliście się czegoś będąc w tamtej dolinie?
Czarownica jest przerażona i wciąż bardzo smutna. Pytanie wypowiedziane zostało trochę na siłę, a trochę z poczucia obowiązku i działania.

: 11 maja 2016, 20:37
autor: Dobro
[center]Baza na Wilczych Pustkowiach, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri.
[/center]


Olaf milczał odkąd dowiedział się o śmierci druhów. Liczył się z tym, że mogą nie wrócić cało z wyprawy i że - być może - kilku z nich zginie w walce lub z innego, bardziej brutalnego sposobu. Lecz gdy śmierć nadeszła tak niespodziewanie, był to cios, który niemal dosięgnął i serca Olafa.

Z ponurego milczenia i odgrzebywania wspomnień wyrwało go pytanie Norlaug. Wiedźma też wyglądała na złamaną, lecz młody wilk wyczuwał w kruku ogień, który jeszcze nie raz zapłonie.

- Odkryliśmy ślady humanoidalnego osobnika, które niestety - podczas walki z pająkami - zostały zatarte. Nie udało mi się ustalić do kogo mogą należeć. Jednak nie to jest najważniejsze. Kyarielowi udało się zamknąć pomost, z którego już nie będą wychodzić istoty cienia i siać spustoszenia w naszym świece. A przynajmniej tak to rozumiem, prawda, Kyarielu? - dodał pośpiesznie, lecz nie siląc się tym razem na żartobliwy ton, jaki miał w zwyczaju.

- Kolejną kwestią jest niezrozumiała dla mnie walka; otóż wielki pająk dowodził mniejszymi i zaatakowali nas na pewno nie z głodu; ale z dziwnej, nie wytłumaczalnej przyczyny. Gdyby broniły terytorium, zlazłyby się wszystkie z całej okolicy. Ponadto nigdy nie słyszałem o królowej pająków, która dowodziłaby swymi mniejszymi pobratyńcami. Według mnie muszą to być strażnicy... a strażnicy nie pilnują pustych skarbców... - dodał ciszej.

- Śmierć naszych towarzyszy nie może nam przysłonić celu. Zaszliśmy tak daleko i nie czas na ich długie opłakiwanie. Urządźmy im godny pochówek i ruszajmy dalej, zaś w domu, po całej przygodzie, będziemy ich żegnać z honorami - dodał niespodziewanie, podnosząc się i mówiąc głośniej, wyraźniej, mężniej.

: 11 maja 2016, 21:45
autor: voodoochild
Baza na Wilczych Pustkowiach, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri.

Atmosfera podczas posiłku przygniatała go smutkiem ale też budziła złość, niezgodę na zaistniałą sytuację. Jego determinacja aby zakończyć panowanie ciemnych mocy na tych pustkowiach znacznie wzrosła. Słysząc niepewne słowa czarownicy zaczął przeszukiwać swoją pamięć czy przypadkiem nie czytał w jednej z licznych ksiąg, o istotach które pasowałyby do opisu podanego przez Norlaug.

- Czy dowiedzieliście się czegoś będąc w tamtej dolinie? - dodała czarownica po chwili milczenia wyrywając go z rozmyślań. Spojrzał na nią ciężkim wzrokiem.

- Okazało się że w centrum doliny znajduje się brama do jakiegoś innego świata. Została aktywowana pod wpływem odpowiedniego ustawienia ciał niebieskich, energia która zebrała się wewnątrz rozdarła rzeczywistość wypluwając ze swego wnętrza zimną ciemność, wrogą życiu i wszystkiemu, czym jesteśmy. Wspólnymi siłami udało nam się ją zablokować gdyż cały czas istniała możliwość ponownego jej otwarcia - umilkł mając wrażenie że taka ilość słów kala pamięć poległych. Odsunął opróżnioną miskę.

- Wybaczcie, chciałbym się pożegnać z naszymi przyjaciółmi.

Urywając w ten sposób rozmowę oddalił się w stronę pomieszczenia gdzie aktualnie znajdowały się zwłoki martwych towarzyszy.
Chciałabym wykonać test bestiariologii a po ostatniej wizycie przejść niezwłocznie do tłumaczenia dziennika Harmoniusza.

: 15 maja 2016, 16:53
autor: zapalki_chaosu
[center]Baza na Wilczych Pustkowiach, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri.[/center]

Vidgar nie miał ochoty rozmawiać. Słowa wydawały mu się teraz czymś błahym i niepotrzebnym, dziecinnym nawet. Jakies dziwne instynkty obudziły się w nim, podobnie jak poprzedniej nocy. Tym razem nie był jednak poddenerwowany i nie warczał. Zamilkł a gdyby cisza była czymś fizycznym, to chciałby się nią przykryć, albo lepiej - zatonąć w niej.

Kiedy więc Olaf i Kyariel opowiedzieli to co było najistotniejsze, wtrącił tylko krótko do Norlaug:

- Zbadaj proszę Vilberga, zdaje się jakiś pająk go ranił.

Po czym siedział i jadł bardzo oszczędnymi ruchami. Czekał aż Alfr skończy swoje pożegnania. Chciał spojrzeć na zmarłych przyjaciół, chociaż nie myślał o tym jak o pożegnaniu. Ciała, które zamieszkiwał ich duch nie były przecież nimi. Musiał jednak zobaczyć ich twarze i to jakie rany zadały im śmierć. Poznał ich za życia a ich śmierć mimo, że smutna, nie była jednak przecież ich końcem..., Nagle uderzyła go myśl. Co się stało z ich duchami?

Czy są wolne i poszły do krainy przodków? Czy zostały pojmane i uwięzione? Czy będą się włóczyć gdzieś w wyniku takiej gwałtownej śmierci?

Co też mogło dziać się z duchem Vesteina? Czy Vilberg miał kolejne sny? Nic nie mówił, może jednak były na tyle przytłaczające, że nie miał siły się nimi podzielić a może nie chciał podkopywać morale drużyny? Brak snów też były niepojący, jeśli duch wuja nie miał już sił wołać o pomoc....
Kiedy nastanie odpowiednia chwila, Vidgar będzie chciał pogadać z Stellar Andarson czy wie coś o duchach zmarłej trójki. Ewentualnie sam będzie chciał zobaczyć w nocy czy nie zobaczy ich gdzieś w okolicy.

: 16 maja 2016, 16:35
autor: voodoochild
Baza na Wilczych Pustkowiach, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri.

Przystanął tuż za progiem pokoju i odnalazł wzrokiem ciało Gunlid, zlokalizowawszy je zbliżył się aby przyjrzeć się kobiecie której nigdy nie poświęcił wystarczająco dużo czasu. Nidy nie usiadł z nią i nie porozmawiał inaczej niż wśród reszty, nigdy nie poznał jej tajemnic. Nie znał jej na wylot, nie przyjaźnili się od dzieciństwa. To samo mógłby odnieść do pozostałych wojowników, ba towarzyszy podróży żywych i martwych. Idąc do tej izby nazwał ich jednak przyjaciółmi i jego samego to zaskoczyło właśnie dlatego, że nigdy nie zacieśnił relacji z żadnym z nich. Lecz kiedy się nad tym zastanowił spostrzegł że naprawdę są oni jego przyjaciólmi tak samo jak ci pozostali przy stole żywi. Czas który spędzili razem, gesty i role które spełniali wobec siebie podczas całej wyprawy, wystarczyły aby powstała między nimi nić zrozumienia i życzliwości.

Odchylił materiał zasłaniający śmiertelną ranę i dotknął jej brzegów próbując sobie wyobrazić istotę jaka mogłaby to zrobić. Jednocześnie w jego wnętrzu znów obudziła się chęć i determinacja aby pomścić swoich współtowarzyszy oddając im tym największą cześć. Oderwał wzrok od rany Gunlid i rozpłomienionym wzrokiem odnalazł twarze reszty poległych wojowników. Jeśli jest jak mówi Norlaug, że jakiś potwór ciemności wydarł z waszych ciał życie a teraz jeszcze więzi wasze dusze i żeruje na nich....

-...przysięgam, że was pomszczę i zrobię wszystko abyście byli wolni.

: 17 maja 2016, 15:21
autor: TatTvamAsi
[center]Baza na Wilczych Pustkowiach, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri.
[/center]
A więc była brama... i została zamknięta. Mamy więc jakąś przynajmniej pewność, że nie przedostanie się przez nią nic więcej ponad to, co już się pojawiło i jest gdzieś tam, pośród cieni...

Co jednak stało się z jej wujem i Vesteinem? Zastanawiał ją nawet los tego gnoma, który w amoku swych badań zatracał kontakt z otaczającą rzeczywistością i nie rozumiał nawet powagi sytuacji... Obawiała się, obawiała się w tym momencie tego, z czym przyjdzie im się zmierzyć. Tego, o czym właściwie nie mieli pojęcia... tego, co leżało poza ich wyobrażeniem, a pochodziło spoza granic znanego im świata. Przez chwilę jeszcze pomyślała o śmierci... śmierci swych przyjaciół... śmierci, która zgasiła tak jasny płomień życia. I nie ważne jak bardzo ktoś starałby się zapomnieć... zanurzyć w szemrzącym biegu życia, sycąc się wątłymi chwilami zapomnienia pośród skarbów otaczającego świata... ona wciąż tam była. Jej szare widmo na skraju świadomości... a cień skrzydeł Kruka podążał za nią nierozłącznie...

Życie jednak płynęło dalej. Słowa Vidgara szybko oderwały wiedźmę od rozważań. Norlaug nie zwlekając zwróciła się do szlachetnego wojownika, a ojca Olafa, mając na uwadze jak najszybsze wyruszenie na poszukiwania zaginionej drużyny Vesteina:

- Vilbergu, chodź ze mną proszę. Opatrzę twoje rany. Jad może nie jest silny, ale nie można pozwolić aby cokolwiek osłabiło nas przed czekającą wyprawą.

Zaprowadziła go więc do jednego z mieszkalnych pokoi, skrzętnie omijając drzwi pracowni i zarazem sypialni Harmoniusza.
Czarownica opatrzy rany Vilberga używając Medycyny Ezoterycznej. Na dalszą podróż biorę po prostu swój ekwipunek - toporki, nóż, zioła i uzdrowicielską torbę.

: 18 maja 2016, 13:07
autor: Frater_Terry
Baza na Wilczych Pustkowiach, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri.

Kiedy Tańczący po Czarnej Spirali usłyszał, ze grupa Vilberga wróciła, pognał przywitać ich z wielką ulgą. Połowa ciężaru przygniatająca jego serce zniknęła wraz z pierwszym rżeniem wierzchowca, jakie udało mu się wychwycić.

Kiedy dobiegł do reszty, była tam już Norlaug, której obfite łzy przypomniały mu prawdziwy powód jego depresji. Zaskamlał więc z cicha i radość z powrotu przyjaciół została ponownie połknięta przez rozpacz.

Dawno już nie czuł się tak beznadziejnie. Wyrzuty sumienia i poczucie winy ściskały jego wnętrzności w stalowym uchwycie. Chciał powiedzieć Vilbergowi o tym, że to z jego winy grupa Gunlid nie żyje. Lecz zamiast zachować się jak mężczyzna, snuł się pomiędzy innymi bez słowa, starając się jedynie nie wchodzić nikomu w drogę...

W końcu jednak uznał, że nikomu nie pomoże robiąc z siebie ofiarę. Wyszedł na zewnątrz, by odetchnąć i uspokoić umysł. Wiedział, że nie odkupi w żaden sposób swojej winy, uznał jednak, że może chociaż doprowadzić sprawę do końca. Pomścić śmierć przyjaciół i zadbać o to, by nikt już nie podzielił ich losu.

Głośnym, pojedynczym skowytem zamienił swoje postanowienie w obietnicę, po czym ruszył na spotkanie z Vilbergiem.

Czarownica skończyła już opatrywać rany, które dzielny Vilberg odniósł w walce w wąwozie. Ten odpoczywał po zabiegu, kiedy czarny pysk Wylkołka zmaterializował się przed nim, delikatnie trącając nosem jego dłoń. Kiedy spojrzał na Tańczącego, ten bez chwili zwłoki przemówił.

- Posłuchaj. Mój Duch Totemiczny zesłał mi sen. Sen, którym jeśli bym się podzielił, kto wie, może Gunlid była by wciąż wśród nas. Mój sen mówił, by strzec się miejsca bez duchów i ciemności która wyrywa serca. jak więc widzisz, to moja wina... Mam jednak nadzieję, że pozwolisz mi doprowadzić tę sprawę do końca i zagryźć kogokolwiek czy cokolwiek, co ich zamordowało.

: 20 maja 2016, 13:59
autor: Sigil
[center]Baza na Wilczych Pustkowiach, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri.[/center]
[center]Podkład: Om Hundrede Aar Er Alting Glemt[/center]
[center]Obrazek[/center]
Zmierzch przeszedł szybko w noc, otulającą czarnym kirem niewielką chatkę na lodowym pustkowiu. Siedzący w izbie wędrowców dochodziło nieraz wysokie zawodzenie wiatru, lecącego przez mroźną ciemność. Przestrzeń, w otworze niewielkich okienek zdawała się jednolicie czarna, pocięta jeno z rzadka srebrnymi kryształkami lodu, które pojawiały się i znikały unoszone przez arktyczną wichurę.

Vidgar także pożegnał się ze zmarłymi, po raz ostatni spoglądając w ich naznaczone śmiercią twarze. I choć oczy jego widziały także krainę ducha, nigdzie nie dostrzegł znajomych widm towarzyszy. Laboratorium Harmoniusza zdawało się przeraźliwie puste. Bardziej jeszcze, niż wynikałoby to z samej obecności śmierci. Gdy wyszedł z pokoju, Red i Vani przenieśli ciała do szopy, by nie spoczywały z żywymi. Kyariel odczekał, aż ponury obowiązek dopełni się, po czym powrócił do badania pamiętnika gnoma. Do końca tekstu pozostało mu zaledwie kilka kartek i Alfr studiował je uważnie, starając się stłumić narastające podniecenie.

[center]***[/center]
Norlaug usunęła truciznę z rany Vilberga. Choć jej umiejętności okazały się zbyt małe, by całkowicie uleczyć rany starego korsarza. Opatrzyła je więc, umieszczając na nich także okład z ziół. Gdy opuszczała izbę, przez drzwi wsunął się Tańczący po Czarnej Spirali. Wychodząc na korytarz, młoda wiedźma usłyszała jeszcze parę cichych słów, wypowiedzianych przez wylkołka.

Vilberg siadł na posłaniu, zakładając koszulę. Jego bok spowijały bandaże, przechodzące skosem przez wytatuowaną pierś.

- Niedobrze, żeś przemilczał tą sprawę - rzekł. - Dawne duchy nie odzywają się bez potrzeby. A jeśli już pragną coś przekazać, musi mieć to wielką wagę...

Zamyślił się na chwilę i podrapał po brodzie:

- Wszakże, nie ma też co biadolić niczym kapłanka Bogini-Wiedźmy. Nic nie rzekłeś i stało się jak się stało. Ani chybi śmierć była im pisana... Jednak tuszę, iż w przyszłości więcej będziesz miał rozsądku i ostrzeżesz nas, zanim jakieś plugastwo dobierze się nam do skóry! Duchy zdają się wiedzieć więcej, niż my. Wszak z jakiś względów omijają to miejsce...

Wstał, narzucając na siebie grubą, skórzaną kamizelę:

- Może dobrze czynią - mruknął jeszcze, zapinając klamry odzienia. - Może to my jesteśmy głupcami, szukając tu jeno swojej śmierci... Jednak nie umiem inaczej. I nie pozostawię brata w potrzebie.

W głosie starego wojownika nie było żalu, ni lęku. Brzmiała w nim jedynie stalowa nuta zdecydowania. I Tańczący wiedział, że Vilberg nie kryje żalu do losu ni bogów, lecz powziąwszy decyzję już dawno, jest w stanie zmierzyć się z jej konsekwencjami. Jakkolwiek nie byłyby gorzkie.

[center]***[/center]
Vidgar usiadł w jednej z sypialnych izb, krzyżując nogi. Zza pazuchy wyjął niewielką kość i przez chwilę wpatrywał się w nią, obracając ją w palcach. Komuś innemu mogłaby się zdawać jedynie szacowną lub smutną pozostałością po zmarłym. Einherjer jednak wyczuwał w niej obecność innej istoty, tak wyraźną, jakby dotykał skóry żywego człowieka. Przemawiając śpiewno-szeleszczącym głosem zwrócił się do ducha Stellara Andarson, bohatera, który wieki temu oddał życie w walce z Ciemnością...
Norlaug: test uzdrawiania (Inu. + Medycyna Ezoteryczna):
36 + 11 = 47. Rzut: 40; Zdane, bez przebić. Udało ci się usunąć truciznę, lecz nie zdołasz już zaleczyć ran.
Odpisz sobie jeden okład z żywnika (bo zgaduję, że używasz ziół, prawda?).

Kyariel: test bestiariologii (Int + Bestiariologia)
37 + 4 = 41. Rzut: 43. Test nie zdany. Nie umiesz powiedzieć nic pewnego o stworze, który mógł zadać te rany. Umysł twój gubi się w spekulacjach.

Test kryptografii (Int. + Kryptografia):
37 + 9 = 46. Rzut: 32. Zdane z jednym przebiciem. Top wystarczy by przełożyć ostatnie kartki pamiętnika.

Vidgar: tracisz 1 punkt Energii za użycie zdolności: Widzenie Duchów i kolejny za Rozmowę z Duchami. Więc odlicz sobie 2.

: 23 maja 2016, 17:20
autor: voodoochild
Baza na Wilczych Pustkowiach, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri.

Nie do wiary! Po prostu nie do wiary...! Chaotyczne myśli kłębiły się w umyśle maga który dotarł właśnie do końca tłumaczenia dziennika Harmoniusza. Był zły. Wstał od stołu na którym leżały jego notatki i zrobił kilka nerwowych okrążeń po pokoju próbując zapanować nad gniewem. Miał ochotę kogoś stłuc na kwaśne jabłko tylko jeszcze nie wiedział kogo gnoma czy szamana? W końcu zatrzymał się i wziął parę głębokich oddechów i chyba dopiero to pomogło mu zapanować nad sobą. Chwycił jeden z kamieni oraz przedmiot który daje światło elektryczne i zaczął oglądać go pod różnymi kątami tak jak to opisał gnom, chcąc dojrzeć tajemnicze znaki o których wspominał.

Po oględzinach wyprostował się z niewygodnej pozycji jaką musiał przyjąć i jeszcze raz wspomniał treść zapisków Harmoniusza.
Przeklęte kamienie, Vidgar miał rację mówiąc że z zainteresowania tymi przedmiotami nie wyjdzie nic dobrego. Zebrał notatki i wyszedł z pokoju, nie wyobrażał sobie że po tym czego się dowiedział będzie mógł spokojnie zasnąć dopóki nie podzieli się tym z innymi.
Spoiler!

7 złoceń, 360 Ery Silniri
Vestein z towarzyszami odnalazł dziś w dolinie cztery kolejne kamienie. Każdy z nich jest podobny do opisanego wcześniej, stanowiąc formę złożonego wielościanu. Dziś wreszcie osobiście zajmę się ich badaniem. Wydaje mi się, iż może być to sukces zmieniający kurs mych naukowych dociekań na temat doliny! Czyżbym odkrył złoża jakiegoś nieznanego minerału? Kryształy skrywają z pewnością niejedną tajemnicę! Cóż, poznam je wszystkie już wkrótce, zamierzam bowiem poświęcić na badania większość nocy.

8 złoceń, 360 Ery Silniri

Po bliższym przyjrzeniu się kamieniom, potwierdzam, że nie zostały uformowane naturalnie, lecz obrobione czyjąś ręką. Przypuszczalnie za czasów Najstarszych, nigdy bowiem - nawet w Alserze czy w Renie - nie widziałem podobnej technologii. Składają się głownie z krzemu, lecz posiadają również domieszkę nie znanego mi pierwiastka. Analizy wykazują słabe promieniowanie magiczne. Dziś rano, na ich ściankach odkryłem wyryte znaki. Łatwo je przeoczyć, gdyż są widoczne tylko pod pewnym kątem i jedynie w świetle elektrycznym. Nie potrafię jednak ich odczytać, choć przypominają mi nieco pewne inskrypcje z AjArd, które widziałem onegdaj, w zbiorach mego stryjecznego brata...

(Tu następują kolejne, nieistotne rodzinne dywagacje)

9 złoceń, 360 Ery Silnirri

Po kilku godzinach prób udało mi się otworzyć jeden z kamieni! Wydaje się, iż jest on zaopatrzony w pewnego rodzaju mechanizm, coś, co przypomina zagadkę logiczną. Zadziwiające! Jak wiele jeszcze podobnych sekretów skrywają przed nami zapomniane artefakty Najstarszych? Teraz wiem już, że z pewnością znalezisko to wpłynie na moja pozycję w świecie nauki! W środku znalazłem niewielki kamienny pojemnik, zawierający czarną ciecz. Nie badałem jeszcze jej właściwości, gdyż przyznam, że jestem zbyt zmęczony. Cała sprawa jednak staje się coraz bardziej intrygująca!

10 złoceń, 360 Ery Silniri

Ten przeklęty dzikus okazał się także złodziejem! To oburzające! Wczoraj w nocy, Harald, wraz z trzema innymi zabobonnymi mężami ukradł otworzony przeze mnie kamień, a także kilka innych! Wszyscy opuścili bazę i udali się... Nie mam pojęcia gdzie. Jednak Vestain wraz z Farchardem i Osgerem wyruszyli, by ich odnaleźć. Ja pozostałem na miejscu, by dopilnować zwierząt i dobytku. Nie muszę chyba pisać, jak bardzo zirytowała mnie ta cała sytuacja? Ach, być o krok od przełomowego odkrycia i zostać go pozbawionym! To doprawdy koszmarne! Na szczęście jednak kilka kamieni ukryłem przezornie pod poduszką, co pozwala mi kontynuować badania.
Mogłem się jednak spodziewać tego po tym ciemnym barbarzyńcy! Niechybnie porwał kamień by zacząć się do niego modlić, lub wyczyniać nad nim jakieś inne, irracjonalne bzdury, którymi brzydzi się każdy zdrowo myślący gnom. Ach, gdybym dostał go w swoje ręce! Już ja bym mu powiedział, co o nim myślę! Jego broda stałaby się biała jak śnieg! To całe jego bredzenie o duchach...


(Tu następuje dość długi ciąg inwektyw, nie wnoszący wiele do sprawy)

13 złoceń, 360 Ery Silniri
Już od dwóch dni nie otrzymałem znaku życia od Vestaina i tych, którzy z nim byli. Czy pokonała ich zgubna magia dzikusa Haralda? Lękam się, że to możliwe... Ci szamani ponoć są dość potężni na łonie natury... Nijak nie umiem odgadnąć czy pozostali żyją, czy nie i przyznam, że trapi mnie to. Otworzyłem jednak kolejny kamień. Niestety, okazało się iż ciecz wyparowała w nocy, gdyż rankiem znalazłem tylko pusty pojemnik. Na drugi raz od razu ją zabezpieczę.

Wydaje się, że świerszcze z doliny zadomowiły się w chacie. Czasami słyszę ich delikatne cykanie. No cóż, przynajmniej mam jakieś towarzystwo...
Jeśli w pokoju ogólnym nie będzie nikogo z kim mógłby się podzielić swoimi rewelacjami, będzie chciał się udać do Vilberga (ponieważ jako organizator wyprawy powinien się w jego opinii dowiedzieć o tym jako pierwszy), Olafa lub Vidgara jeśli Vilberg będzie już pogrążony we śnie albo do Norlaug ( ponieważ jest wiedźmą i jest spokrewniona z Haraldem, ma więc nadzieję że będzie umiała odszyfrować jego zachowanie). Dokładnie w takiej kolejności zdecyduje się iść.
Od MG: Gdy oglądasz kamień w ten sposób, zauważysz, że każdą jego ściankę pokrywają dziwne, lekko opalizujące znaki. Nie przypominają Ci niczego co znasz i nic Ci nie mówią.
W ogólnej izbie są aktualnie wszyscy.

: 28 maja 2016, 14:27
autor: zapalki_chaosu
[center]Baza na Wilczych Pustkowiach, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri.[/center]

Gdyby ktoś obserwował go w tej chwili, pewnie nie byłby pewien co mógłby o tym myśleć. Młody wojownik, niby z poważną miną, kiwał się lekko w przód i w tył a dźwięki jakie wydawał mogły wskazywać na to, że może próbuje nauczyć się nieśmiało, szamańskiej sztuki. Wskazywałaby na to także kość w jego dłoniach.

Zamknięte oczy, lekko zmarszczone brwi, lekko poruszające się usta i czasem błyskające zęby. Poza tym twarz pozostawała naturalna i spokojna. Zdawać się mogło, że młody Ejnherier nie robi nic egzotycznego. Dla Vidgara też nie było to nic nowego, po prostu rozmawiał z duchem zmarłego wojownika.

Kiedy po kilku minutach skończył, siedział jeszcze bez ruchu przez kilkanaście długich i spokojnych oddechów a kiedy otworzył oczy, początkowo wyglądało to jakby ktoś zbudzony ze snu rozglądał się po izbie, której nie rozpoznaje i dopiero po chwili orientuje się gdzie się znalazł. Wstał i trochę niezdecydowanie ruszył w kierunku głównej sali. Czasami wolał towarzystwo zmarłych, żywi mieli w zwyczaju kłócić się o głupoty i hałasować, szukając pustych uciech i głupich rozrywek.

Na szczęście towarzysze jego wyprawy nie należeli to takich osób.

Ruszył więc dziarsko do Vilberga.

- Wuju, rozmawiałem z duchem Stellara Anderssona, który walczył u boku Haurra Gromodzierżcy ze stworami ciemności. Jedna wieść jest dobra, potwierdził, że brama zamknięta przez Kyariela istotnie nie zagraża już temu światu. Zanim jednak to zrobił, coś przeszło stamtąd do naszego świata. Jest to podobne do ciemności, której oni stawiali czoła, jednak inne.

- Niemniej jest to plugawa ciemność, która nie zna ni boga ni miłosierdzia. Ta ciemność porywa dusze, zmarłych oraz inne duchy. Dlatego jest tu tak pusto. Jest nienasycona. Musimy więc znaleźć sposób na jej pokonanie.

Tutaj przez chwilę Vidgar zająknął się, jakby jeszcze chciał coś powiedzieć ale reszta straszliwej prawdy sprawiała mu tak duży ból, że trudno było mu mówić. Nie chciał też smucić dodatkowo pozostałych towarzyszy. Poza tym, jeżeli ktoś wysłuchał go uważnie z pewnością sam się domyślał, co mogło przytrafić się duchom ich niedawno zmarłych towarzyszy.

Co do rewelacji Kyariela, miał już dość arogancji magów i miał nadzieję, że młody Alfr też dostrzega błędy jakimi uczeni mogą zgubić wszystkich, którzy mają z nimi do czynienia, jakby gubienie samych siebie im nie wystarczało. Nie chciał więc już nic komentować, ani niespodziewanego "nie umniejszaj moim umiejętnościom" ani obraźliwych, gburliwości Gnoma. Powstrzymał się nawet prawie, ale jednak nie do końca od cichego, lecz nie na tyle by dającego się zignorować:

- a nie mówiłem...

: 29 maja 2016, 10:37
autor: Dobro
[center]Baza na Wilczych Pustkowiach, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri.[/center]

Olaf westchnął ciężko. Informacja o bycie, który wypełznął przez szczelinę zanim Kyariel ją zamknął, była tylko potwierdzeniem tezy, że poszło za łatwo i gdzieś musiał być haczyk. A najgorsze w tym było to, że młody wilk ni cholery nie miał pojęcia, jak się walczy z przybyszami z innych wymiarów. Takie wielkie pająki, to co innego - prosta sprawa, wystarczy dobra strzała, celne oko i pierdut! Paskuda nie ma...

Przez myśl przeszło Olafowi, że może by spróbować wezwać posiłki czarodziejów z miast należących do Klanu Kruka, ale zaraz porzucił ten niedorzeczny pomysł. Prędzej mucha urośnie do rozmiarów krowy niźli czarodzieje pofatygują tyłek na to pustkowie zapomniane przez bogów.

Olaf postanowił więc milczeć, by zaś nie palnąć czegoś głupiego i zaczekać na to, co jego ojciec będzie miał to powiedzenia w tej sprawie. Olaf już czuł, że to, co tatko powie, w ogóle mu się nie spodoba...

: 29 maja 2016, 19:36
autor: Frater_Terry
[center]Baza na Wilczych Pustkowiach, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri.[/center]
Tańczący po Czarnej Spirali w milczeniu obserwował rozwój wydarzeń. Po części dlatego, że wciąż w jego głowie rozbrzmiewały slowa Vilverga. A po części dlatego, że nie miał wiele do powiedzenia. Pomimo silnego postanowienia, że nie będzie już więcej babrał się w niezmiennej już przecież przeszłości, pewna pustka pozostała, nie dajac mu spokoju.

W bardziej spokojnych chwilach przechadzał się na zewnątrz, by móc chociaż trochę oczyścić myśli. Nie pomagało to jednak nigdy na dłużej niż kilka chwil.

A kiedy Vidgar urwał swą wypowiedź okraszając ją odpowiednią miną, jakoś wiedział co oznacza milczenie które nagle zapadło...

Obiecał jednak sobie, że nie pozwoli pożreć się rozpaczy. Cały więc smutek zamienił w złość, w której wkrotce odnalazł siłę by działać dalej.

Tak też nie odzywał się do nikogo, w milczeniu wyczekując dalszych decyzji. Bo wiedział jakie one będą. Pozostawali jedynie niezadane pytanie: kiedy zapadną?...

: 30 maja 2016, 10:07
autor: TatTvamAsi
[center]Baza na Wilczych Pustkowiach, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri.[/center]

Ciemność... nienasycona ciemność, z którą walczył Haurr Gromodzierżca! Duch lub demon tak podobny do największego zagrożenia dla tego tak czystego, pełnego harmonii świata, na którym przyszło im żyć.

Nie chciała dopuścić strachu, leku, że ich działania i plany są nieistotne w obliczu czegoś wykraczającego daleko poza ograniczenia cielesnej formy, a może i nawet obrazów świata astralnego. Odsuwała obawę, że ci, których kochała, mogli zostać... pożarci.

Wiedziała jednak, że póki starczy jej tchu nie podda się. Póki, choć kropla krwi będzie krążyć w tym tak kruchym ciele, odnajdzie drogiego jej Haralda, oraz Vesteina, brata niezłomnego Vilberga, którego doświadczenie nie raz wyprowadzało ze zdawałoby się straconej sytuacji.

Przeczucie podpowiadało jej, że jeszcze wiele się wydarzy. Samo znalezienie zaginionych może być dopiero początkiem do zmierzenia się z czymś znacznie większym niźli strach samej śmierci. Z czymś, co wykracza poza bramy znanego im świata i kierujących nimi zasad.

Zastanawiało ją też, co się stało z tym pogrążonym tylko i wyłącznie w swym badaniach gnomem. Czy odjechał z tego miejsca gnany samotnością, oraz podświadomym strachem przed tym, co rozkruszyłoby okowy jego umysłu, a chwile później wydarło serce i pochłonęło je z bluźnierczą, nieznaną żadnej istocie tego świata radością? A może tak ślepo wgłębił się w swoje badania, że nie spostrzegł, stał się ofiarą tego, co tak próbował poznać?

Ledwo lśniąca w jej umyśle, bardziej optymistyczna myśl, sugerowała, że Harmoniusz mógł istotnie udać się w poszukiwaniu towarzyszy... Ale nie... myśl była zbyt mało prawdopodobna. Szybko zgasła jak osamotniona iskra dopalającego się ogniska. Harmoniusz przecież nawet nie zdawał sobie sprawy z istnienia świata duchowego! Jak można być tak ślepym? Nie spotkała jeszcze nigdy czegoś takiego... przypadku, żeby ktoś nie widział do tego stopnia otaczającego świata i wszystkich istot astralnych - pięknych, niebezpiecznych, łagodnych oraz potwornych w swej duchowej formie. Gnomy... w sumie nieznana była jej ta rasa. Ot za ledwie kilka opowieści zasłyszanych od kupców. Teraz jednak słowo ,,gnom" nabrało całkiem nowego skojarzenia, które nie rychło miało ulec zmianie...

Wiedźma postanowiła udać się do pokoju Harmoniusza. Może gdzieś tam pod zawalonym notatkami biurkiem, lub wąskim łóżkiem znajdzie coś... cokolwiek, co wskaże, co się stało z gnomim alchemikiem...
Czarownica sprawdza dokładnie pomieszczenie Harmoniusza, próbując dociec, czy gnom w ogóle opuścił to pomieszczenie i gdzieś się udał. Nie dotyka jednak niczego, tym bardziej, ze na wielu rzeczach tego alchemika się nie zna.

: 02 czerwca 2016, 10:13
autor: Sigil
[center]Baza na Wilczych Pustkowiach, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri.[/center]

[center]Podkład: Two Sostra[/center]
Po tym, jak mag odczytał treść ostatnich stron z pamiętnika Harmoniusza, w izbie na zapadła cisza, przerwana jedynie krótkim komentarzem Vidgara. Przez chwilę wszyscy trwali w milczeniu, ważąc zdobyte właśnie informacje. Jedynie wiatr, tak samo mroźny i ciemny jak wprzódy, wyśpiewywał za oknami swą ponurą opowieść.

Stopniowo wszakże spojrzenia zebranych zaczęły skupiać się na rosłej postaci Vilberga. Członkowie wyprawy najwyraźniej oczekiwali na jego decyzję i stary korsarz zdawał się doskonale o tym wiedzieć. Odstawił trzymany w ręku, pusty już róg i pogładził brodę.

- Zaiste, dziwne i straszne rzeczy tu się dziać musiały... - rzekł wreszcie. - Nie mi to wszystko pojąć i wyrozumieć. Jeno myślę tak, iż miejsce to jest faktycznie przeklęte. I takoż owe dziwne kamienie. Nic dobrego nie spotyka tych, co się nimi zabawiają - mówiąc to spojrzał znacząco na Kyariela i Norlaug.

- Wszakże, wyruszyłem tu na poszukiwanie mego rodzonego brata. I nie honor byłby porzucić tę sprawę teraz... Powiadacie, iż to coś… Ta ciemność pożera dusze... A przecież Vestein wołał do mnie w snach. A więc jego dusza być gdzieś przeca musi! Nie znam się na tych sprawach, jeno wiem, że słyszałem jego głos... I że wzywał mnie, bym mu pomógł...

- Vilbergu - odezwał się Brnjar spokojnie, przerywając wyraźnie wzburzonemu korsarzowi - Wiemy, co słyszałeś i z tego powodu jesteśmy tu wraz z tobą. Jeno, nim zdecydujesz co dalej czynić, posłuchaj mnie. Sam rzekłeś, że ta ziemia jest przeklęta i wszystko co wiemy zdaje się o tym mówić. Z tych, co tu wyruszyli, nikt nie powrócił. Nie znaleźliśmy ich ciał ni żadnego tropu... A wszakże duchy ostrzegają nas i zapiski tego uczonego też otuchy nie niosą... Rozumiem, że pragnąłbyś ratować brata. Pomyśl jednak, jaką w istocie mamy szansę po temu? Nasi towarzysze zginęli zabici przez coś, czego nikt z nas nie widział... A wszakże byli doświadczonymi wojami… Może przeto nie ma sensu dłużej kusić losu...

- Prosisz mnie, bym okrył się hańbą i porzucił brata w potrzebie?! - Vilberg zerwał się z miejsca, a jego oczy błyszczały gniewem, spod zjeżonych groźnie brwi. Ręce wsparł na pasie, nie chcąc sięgać miecza. Jasnym jednak było, iż ostrożne słowa Brnjara nie spodobały mu się.

Kupiec jednak nie przejął się tym, jeno nadal wyjaśniał spokojnie:

- Posłuchaj, jesteśmy tu z powodu nawoływań ducha. Kogoś, kogo może nie ma wśród żyjących... Wiesz wszakże, że nie jestem tchórzem. Nie raz na morzu stawałem przeciwko nieumarłym z przeklętego K'sar. Nie raz spoglądałem w ślepia morskiego węża i innych stworzeń zamieszkujących mroczne głębiny... Widziałem fale wyższe niż dach domu Jarla z Beran i serce me nie drżało. A jednak tu, na tej ziemi jest coś, co budzi we mnie ustawiczny niepokój... A jeśli nie chcesz słuchać duchów ni zapisków tego nieszczęśnika posłuchaj innej rady... Nie tylko bowiem ja i ty ryzykujemy tu życiem i duszą, ale spójrz na tych dwóch zacnych młodzieńców z twego rodu...I na tą dzielną młódkę, z rodu Haralda. Zali chcesz by i oni zginęli szukając na pustkowiach duchów? Cóż rzeknie na to twoja małżonka? Jak nazwie cię twoja siostra? Obie przeklną cię, jeśli powiedziesz ich synów na śmierć! Powiadam ci, zawróćmy, nim będzie za późno... Gunlid, Hatr i Joos już oddali życie w tej przeklętej wyprawie. Kto wie, co poluje na równinach, w ciemności?

Przez chwilę Vilberg nie odpowiadał, szarpiąc jeno brodę. Widać było jednak, iż słowa kupca poruszyły w nim jakąś strunę. Wreszcie westchnął i usiadł ciężko.

- Powiem tak, jak rzekłem wprzódy. Nie honor to pozostawiać brata. Jeno mam obowiązki także względem tych, co są ze mną... Olafie i Vidgarze, wyruszyliście na tą wyprawę jako chłopcy, wszakże dowiedliście już nie raz, iż jesteście godni miana mężów. Co rzekniecie więc na to? Powinniśmy kontynuować nasze poszukiwania czy zawrócić teraz, uchodząc z tych ziem czym prędzej?

[center]Obrazek[/center]
Vilberg kieruje swoje pytania oczywiście do członków własnego rodu: Olafa i Vidgara, oczekując najpierw na ich odpowiedź. Pozostali wiedzą, że nie powinni się wcinać. Choć jeśli zagadnieni wyrażą już swoje zdanie, reszta drużyny także może wtrącić się do rozmowy, jeśli zechce.
Norlaug: pamiętam o deklaracji. Chciałbym jednak wiedzieć, czy Norlaug wychodzi w czasie tej, istotnej dość wymiany zdań by przeszukać pokój gnoma, czy czeka do jej zakonczenia?