: 10 maja 2016, 14:13
[center]Baza na Wilczych Pustkowiach, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri. [/center]
W ponurym milczeniu rozsiodłali konie, które także zdawały się osowiałe i smutne. Następnie zebrali się w izbie, spożywając w ciszy skromny posiłek przyrządzony przez Brnjara. Vilberg zamknął się w pokoju alchemika i przez jakiś czas nie wychodził - wszyscy jednak rozumieli, iż potrzebuje czasu, by pożegnać zmarłych. Wszakże Hatr i Joos byli jego bliskimi druhami, którzy nie raz stawali w bitwie u jego boku. Strata dzielnych towarzyszy musiała być bolesna dla starego korsarza. Olafowi także ciężko się było z nią pogodzić, gdyż obaj przyjaciele ojca często bywali w jego domu i z czasem nauczył się ich traktować wręcz jak członków rodziny. W milczeniu przeżuwał więc letni gulasz, a przed jego oczyma przewijały się wspomnienia.
Wreszcie, po jakiejś pół godzinie Vilberg wyszedł z pokoju i usiadł w milczeniu przy kamieniu runicznym.
- Trzeba przenieść ciała do szopy - rzekł tylko, sięgając po misę jadła.
- Zajmijcie się tym - polecił Brnjar swym wojownikom, którzy jedynie kiwnęli głowami i wstali by wykonać polecenie.
- To, co ich dopadło, było ogromne - dodał jeszcze Vilberg. - Hatr zginął w walce. Pozostali... Nie wiem czy zdążyli nawet sięgnąć po broń...
Przemawiał spokojnie jednak Olaf i Vidgar wiedzieli, że wewnątrz skrywa wielki gniew i pragnienie zemsty. Cokolwiek zabiło jego towarzyszy, zamierzał to odnaleźć i zgładzić, by ich dusze mogły odpoczywać w pokoju. Nie było to coś o czym musiałby im mówić, obaj młodzi Nardlens wiedzieli, że na jego miejscu czuli by tak samo. Ród Wilka nie zapominał wyrządzonych zniewag i zawsze mścił swe krzywdy, uznając to za sprawę honoru.
W ponurym milczeniu rozsiodłali konie, które także zdawały się osowiałe i smutne. Następnie zebrali się w izbie, spożywając w ciszy skromny posiłek przyrządzony przez Brnjara. Vilberg zamknął się w pokoju alchemika i przez jakiś czas nie wychodził - wszyscy jednak rozumieli, iż potrzebuje czasu, by pożegnać zmarłych. Wszakże Hatr i Joos byli jego bliskimi druhami, którzy nie raz stawali w bitwie u jego boku. Strata dzielnych towarzyszy musiała być bolesna dla starego korsarza. Olafowi także ciężko się było z nią pogodzić, gdyż obaj przyjaciele ojca często bywali w jego domu i z czasem nauczył się ich traktować wręcz jak członków rodziny. W milczeniu przeżuwał więc letni gulasz, a przed jego oczyma przewijały się wspomnienia.
Wreszcie, po jakiejś pół godzinie Vilberg wyszedł z pokoju i usiadł w milczeniu przy kamieniu runicznym.
- Trzeba przenieść ciała do szopy - rzekł tylko, sięgając po misę jadła.
- Zajmijcie się tym - polecił Brnjar swym wojownikom, którzy jedynie kiwnęli głowami i wstali by wykonać polecenie.
- To, co ich dopadło, było ogromne - dodał jeszcze Vilberg. - Hatr zginął w walce. Pozostali... Nie wiem czy zdążyli nawet sięgnąć po broń...
Przemawiał spokojnie jednak Olaf i Vidgar wiedzieli, że wewnątrz skrywa wielki gniew i pragnienie zemsty. Cokolwiek zabiło jego towarzyszy, zamierzał to odnaleźć i zgładzić, by ich dusze mogły odpoczywać w pokoju. Nie było to coś o czym musiałby im mówić, obaj młodzi Nardlens wiedzieli, że na jego miejscu czuli by tak samo. Ród Wilka nie zapominał wyrządzonych zniewag i zawsze mścił swe krzywdy, uznając to za sprawę honoru.
Jesteście wszyscy razem w izbie. Na zewnątrz zapada zmrok. Red i Vani poszli wynieść ciała. Co robicie? To ostatnia okazja by pożegnać zmarłych (dla tych, którzy tego nie uczynili jeszcze), a także dobra do tego by porozmawiać o ostatnich wydarzeniach.
[/center]
[/center]