Strona 27 z 42

: 28 lutego 2017, 20:41
autor: dretch
Choć Gerard ma ochotę wbić miecz prawilności w ich bezbożne cielska nie narazi grupy na rozlew krwi. Jednak jeżeli dojdzie do starcia będzie gotów na użycie klingi. Teraz siedzi w krzaczorach i czeka na rozwój sytuacji

: 28 lutego 2017, 21:00
autor: Keth
E40 kilometr przed Cottbusem

Jeden z odrażających stworów zaczął się zbliżać w stronę kryjówki Koronapańczyków, stukając rękojeścią prymitywnej drewnianej włóczni w popękaną betonową nawierzchnię autostrady. Ukryty pomiędzy liśćmi paproci Yuran nie widział obcego zbyt wyraźnie, instynkt samozachowawczy nie pozwalał mu pod żadnym pozorem na wystawienie głowy z kryjówki.

Oddalony o kilkanaście kroków obcy zatrzymał się w końcu wodząc swym zwierzęcym pyskiem po okolicznych drzewach. Yuran, Dragan i Dirk przestali wręcz oddychać, za wszelką cenę pragnąć dosłownie rozpłynąć się w powietrzu. Od strony biegacza dobiegł ich znienacka dziwaczny dźwięk, podnoszący włoski na karku przerażająco znajomą nutą.

Czymkolwiek ów obcy nie był, najwyraźniej intensywnie węszył!
:o

: 28 lutego 2017, 21:41
autor: Keth
E40 kilometr przed Cottbusem

Skamieniały z wrażenia Yuran odniósł nagle wrażenie, że węszący głośno człekokształtny stwór spogląda wprost na niego, poprzez zieloną zasłonę utkaną z rozłożystych liści paproci. Mgnienie oka później od strony mostu dobiegł przenikliwy świst, przypominający gwizdnięcie na świstawce. Węszyciel drgnął słysząc ów dźwięk, odwrócił w tamtą stronę głową. Wpijając się w niego wzrokiem polański myśliwy dostrzegł wystające spod sierści na łbie stwora zwyczajne ludzkie ucho, zupełnie nie przystające do brązowych kudłów i jeleniego poroża.

Świst powtórzył się natychmiast i uzbrojony we włócznię zwierzoczłek pobiegł z powrotem w stronę mostu. Odczekawszy chwilę Yuran wyjrzał ostrożnie z zarośli dostrzegając ostatnich obcych zbiegających w dół zbocza wąwozu po południowej stronie mostu. Ten zamykający szyk zatrzymał się jeszcze na moment na pierwszym przęśle budowli, spojrzał ponownie w kierunku autostrady, ale Yuran na czas zdążył zaszyć się w chaszczach znikając pod paprociami.

Rogaty człekozwierz wydał z siebie raz jeszcze przeciągły świst i zeskoczył z mostu do wąwozu pozostawiając po sobie stężałych ze zdenerwowania osadników i wypełniony nienaturalną ciszą las.
I co teraz?

: 28 lutego 2017, 21:57
autor: dretch
E40 kilometr przed Cottbusem

Droga Pneumo co to za pomioty były? Wymamrotał cicho rudzielec. Wychodzimy z krzaków?

: 01 marca 2017, 14:09
autor: 8art
- Jakie pomioty? - szepnął Yuran: - Ludzie to byli, tylko chyba jacyś zdziczali. Żem widział, że pod ich czapami łby człowiecze się kryły. Ciekaw jestem czego szukali. Nas prawie znaleźli, szczęściem zdołałem się do was w paprocie cofnąć, bo bym już trupem był. Tuzinowi opór bym stawił, ale pewno krótki. Siła ich była. Zaczekajmy jeszcze chwilę, co by się upewnić, że poszli precz i potem możemy spróbować się przeprawić na drugą stronę wąwozu. Pójdę przodem i sprawdzę czy jest bezpiecznie, co byśmy niespodzianek uniknęli.

Yuran posiedział jeszcze chwilę i zaczął ostrożnie wracać na wyjściową pozycję. Miał nadzieję, że obcy nie byli miejscowymi i nie robili tu rutynowego obchodu, tylko z jakiegoś nienznanego powodu podróżowali poziomą drabiną, być może podążając za parówą. Tak czy owak musieli mieć się na baczności. Bez wątpienia byli na obcym terytorium i należało zachować należytą ostrożność.

: 01 marca 2017, 17:12
autor: Keth
E40 kilometr przed Cottbusem

Przyczajeni w głębi lasu osadnicy przyczołgali się ostrożnie do trójki zwiadowców, starając się pod żadnym pozorem nie hałasować i nie podnosić zbyt wysoko głów. Niezwykła bladość na obliczach Nikodemusa, Gerarda i Telibora podpowiedziała Yuranowi, że również oni mieli sposobność przyjrzeć się bliżej zdziczałemu przebierańcowi.

- Odczekamy jeszcze chwilę - zdecydował myśliwy - Niech się bardziej oddalą, bo jak nas zauważą, raczej nie powitają po przyjacielsku. Mają nad nami przewagę w ludziach, a to bardzo ośmiela takich leśnych dzikusów.

- Bardzo prymitywny klan - Nikodemus uniósł się na kolanach wyglądając zza pnia drzewa - Całe ubranie zrobione ze zwierzęcych skór, żadnych tkanin. Dzida z opalonego drewna, bez metalowego grotu. Nie uwierzę, że mają cokolwiek wspólnego z parówą i jej właścicielami.

- Już prędzej szli jej tropem, przeklęci czciciele Demiurga - przyznał blady jak ściana Gerard - Ilu ich było?

- Od dziesięciu do dwunastu - wyszeptał Yuran - Wszyscy w skórzniach i jelenich maskach na głowach. Ciekaw jestem, czy znają jakąś ludzką mowę czy całkiem już zdziczali. Ci od Liszajów przynajmniej próbują rozmawiać, ale im dalej na zachód, tym straszniej. Jeszcze nie widziałem Kociego Miasta, a już tęsknię za Wrocławiem. Wrocław to prawdziwe centrum kultury, miał świętą rację Markus jak tak powiadał.

- Na nasze szczęście oni najpewniej nie są z Kociego Miasta - podpowiedział wiercący się nerwowo Bayer Werk - Mieli jelenie maski, a jakby byli stąd, nosiliby pewnie kocie. To chyba jacyś łupieżcy z północy, obłąkani na punkcie rogaczy Skandowie z piekła rodem.
...

: 01 marca 2017, 17:58
autor: namakemono
- Jeśli nie są z Kociego Miasta i nie przyszli, by pilnować parówy, to może dybią na coś, co parówa transportuje, bo nie jeździ dla samego jeżdżenia. Znaczy mamy kolejny powód, żeby mieć się na baczności. Możemy też przypuszczać, że Kocie Miasto ma silnych wrogów, skoro znalazł się ktoś, kto ośmiela się dybać na taką bestię.

: 01 marca 2017, 19:37
autor: dretch
Pozostała kwestia wózka, czy turlamy go dalej, przecież skwierczy jak baba podczas śpiewu. Usłyszą te zgrzyty to wrócą i nas pomordują, ciszej będzie jak będziemy nieść machinę, chyba, że da się przenieść cały wózek przez most?

: 01 marca 2017, 20:08
autor: Keth
E40 kilometr przed Cottbusem

Zostawiwszy towarzyszy w bezpiecznych chaszczach, Yuran podkradł się ostrożnie w stronę mostu, prześlizgując się od drzewa do drzewa i nadstawiając bacznie uszu. W odległości kilkunastu metrów od pierwszego przęsła myśliwy położył się na brzuchu i powoli podczołgał do krawędzi wąwozu.

Jego spojrzenie pobiegło natychmiast w ślad za rączymi dzikusami, lecz chociaż zdrowy rozsądek podpowiadał Yuranowi, że tuzin mężczyzn nie mógł się jeszcze oddalić poza zasięg wzroku myśliwego, ciągnący się aż pod południowy widnokrąg wąwóz był całkowicie opustoszały.

Polanin przechylił lekko głowę bijąc się z niepokojącymi myślami. Jeśli ludzie w zwierzęcych maskach zdążyli odbiec tak daleko, że już zniknęli mu z oczu, być może Gerard miał nieco racji w podejrzeniach o ich związki z pomiotem Demiurga.
Tubylcy zniknęli w oddali...

: 01 marca 2017, 21:50
autor: 8art
Olbrzym jeszcze przez długą chwilę, bacznie obserwował okolicę, tak jakby nie dowierzając własnym oczom, że jeszcze niedawno przejeżdżała tędy parówa, a jej tropem przeszło stado koszmarnych rogaczo-ludzi. Sam ostrożnie przeszedł na drugą stornę mostu, aby tam znaleźć w razie niebezpieczeństwa potencjalne schronienie. Dłoń miał jednakże zaciśniętą mocno na rękojeści buzdyganu, bo choć wydawało się wokół spokojnie, to wiedziony instynktem Yuran wolał dmuchać na zimne i być gotowym na niespodziewane niebezpieczeństwa. W końcu upewniwszy się, że teren jest bezpieczny dał znak kompanom aby ruszyli z wózkiem. Sam ostrożnie przeszedł na drugą stornę mostu, aby tam znaleźć w razie niebezpieczeństwa potencjalne schronienie. Dłoń miał jednakże zaciśniętą mocno na rękojeści buzdyganu, bo choć wydawało się wokół spokojnie, to wiedziony instynktem Yuran wolał dmuchać na zimne i być gotowym na niespodziewane niebezpieczeństwa.
Gdy już Yuran upewni się, że wszystko git, to zlustruje przeciwną stronę wąwozu w poszukiwaniu niebezpieczeństw skrytki, na wypadek np powrotu stada "goniących za parówą"

: 01 marca 2017, 22:10
autor: Keth
E40 kilometr przed Cottbusem

Stojący w rzucanym przez drzewa cieniu myśliwy dzielił swą uwagę pomiędzy ciągnący się po obu stronach mostu wąwóz oraz nadciągających środkiem autostrady kompanów. Wszyscy mieli pod ręką broń, ale tylko Dirk omiatał przestrzeń wokół siebie bełtem kuszy. Pozostali Koronapańczycy, z Oksaną i sędzią włącznie, pchali pośpiesznie wózek Werka. Pojazd podskakiwał na nierównej betonowej powierzchni, od czasu do czasu hałasując ku zgrozie pchaczy.

Gdy grupa ludzi dotarła do pierwszego przęsła, wszyscy przystanęli na moment spoglądając jak jeden mąż w kierunku południa. Podobnie jak Yuran nie dostrzegli tam niczego niepokojącego.

- Ruszcie się - myśliwy machnął ponaglająco swym buzdyganem - Nie stójcie tak na widoku. Tamci pognali jak szaleni, ale jeszcze mogą wrócić.

Gerard pokiwał z aprobatą głową, rzucił coś cicho do pozostałych pchaczy. Osadnicy naparli na dyszel i tył wózka wprawiając pojazd ponownie w ruch, wtoczyli go na most. Ubezpieczający grupkę Dirk przeskoczył z krawędzi starej drogi na porośnięte paprocią zbocze wąwozu, raz jeszcze omiótł czujnym wzrokiem torowisko.

Yuran pozwolił sobie na leciutkie westchnięcie ulgi, kiedy pchacze dotarli z wózkiem na zachodnią połowę mostu. Wąwóz był pusty w obu kierunkach, pozbawiony choćby śladu biegaczy czy szynowego samojezdnika. Stojący po przeciwnej stronie Dirk pomachał Polaninowi ręką dając znać, że opuszcza swe stanowisko.

Lodowate cięgi grozy ścisnęły Yuranowi żołądek, szarpnęły w mgnieniu oka trzewiami polańskiego myśliwego. Spojrzenie rozszerzonych oczu Polanina omiotło wózek i jego eskortę, prześlizgnęło się po postaci zarzucającego na ramię kuszę Dirka, dotarło do wychylających się spomiędzy drzew postaci w jelenich maskach.

Wyślizgujących się w przerażająco cichy sposób zza pni buków i sosen na wschodnim brzegu wąwozu, podnoszących się spod wielkich kęp paproci, poruszających się z drapieżną sprężystością ruchów i zatrważającą szybkością.

Czas stanął w umyśle Yurana na króciutką chwilę, a potem runął do przodu w szaleńczym tempie.
Naprawdę uwierzyliście, że oni pobiegli dalej dnem wąwozu?! :o

: 01 marca 2017, 23:19
autor: 8art
Nadal nie mogę uwierzyć, że nie Yuran nie dostrzegł poroży tuzina jeleni...:o:o:o
Ściągnęli rogate czepce, potem podkradli się lasem od tyłu. Groźne zawzięte twarze, kolorowe tatuaże i bezlitosne oczy! Ale muszą jeszcze dobiec do Dirka, mają do niego dziesięć metrów!

: 02 marca 2017, 08:48
autor: dretch
Widząc spojrzenie dirka i zapewne ogłosy zblizajacego się nie przyjaciela, bronie sa piersią pozostałych koronopańczyków! Niechaj ma klinga mocą prawa i światłości pomioty Demiurga do piekła ześle, Niechaj Pan kieruje me ostrze na pochybel jelenioludziom!

BODY 4 MALE 3
+ 1 kostka na dorzut z tej magicznej puli

: 02 marca 2017, 10:12
autor: Keth
E40 kilometr przed Cottbusem

Dirk musiał dostrzec grymas na twarzy Yurana i zrozumiał natychmiast jego przerażające znaczenie. Targnięty złym przeczuciem obrócił się na pięcie, a następnie mimowolnie cofnął o krok widząc wyłaniających się spomiędzy drzew napastników. Obcy nie mieli już na głowach masek przyozdobionych jelenimi rogami, musieli je wcześniej ukryć w lesie razem z niepotrzebnym w napaści ekwipunkiem. Na ich naznaczonych dziwnymi geometrycznymi tatuażami twarzach malowała się bezwzględność i animalistyczna zawziętość zdradzająca daleko posunięty poziom odczłowieczenia.

Dirk pojął to w ułamku sekundy dzielącym go od konfrontacji z rzekomymi rogaczami. Kusza szczęknęła metalicznie, zawtórował jej głośny okrzyk bólu. Najbliższy z napastników zgubił krok, runął w paprocie z tkwiącym w brzuchu bełtem. Dwaj inni klanyci skoczyli do przodu obalając odrzucającego kuszę Koronapańczyka na ziemię, szczepili się z nim przelatując nad krawędzią wąwozu i turlając się w plątaninie rąk i nóg w dół na torowisko.

Na moście rozległy się pełne przestrachu okrzyki zaskoczonych osadników, odskakujących od wózka z bronią w rękach. Straciwszy przewagę wynikającą z cichego podejścia, ludzie w skórzanych kaftanach wrzasnęli jednym głosem dodając sobie animuszu dzikim wyciem.

Pierwsi z nich wdarli się na most sadząc wielkimi susami w stronę wózka, wymachując dzidami i drewnianymi pałkami nabitymi kawałkami zardzewiałego żelastwa.
Rzut taktyczny. Dirk zastrzelił jednego klanytę z kuszy, po czym spadł z dwoma innymi na dno wąwozu. Yuran jest po przeciwnej stronie mostu, najdalej od konfrontacji. Cała reszta ekipy znajduje się na zachodniej połowie mostu otaczając wózek Werka. Pierwsi z ośmiu nacierających na most dzikusów dotrą do obrońców po jednej turze ruchu. Przejmuję kontrolę nad Werkiem, na pewno wystrzeli przynajmniej raz ze swojego śrutowego samopału. Gerard walczy mieczem, Dretch już to zadeklarował. Oksana ma włócznię, Telibor i Bruni też. Wszyscy troje stawią zaciekły opór. Czekam na deklaracje dla Yurana, Dragana i Nikodemusa.

: 02 marca 2017, 16:36
autor: namakemono
Nikodemus przygotowuje się do starcia ściskając nerwowo stylisko młota.