Brama Atakar-kiru, 26 orakt-ran
Podchodząc do bramy warownej wioski Otlaf przyjrzał się uważnie strzegącym jej strażnikom. Orki, ludzie i mieszańcy, wszyscy sprawiający wrażenie znających się na swoim fachu rębajłów. Niezbyt to ostrogarskiego złodzieja zaskoczyło, wszak jeden dzień spędzony w przerażającej dziczy na brzegach jeziora wystarczył surelianinowi aż nadto do uświadomienia sobie, na jakie niebezpieczeństwa wystawieni byli ci nieszczęśnicy, dla których z woli bogów zabrakło miejsca na stołecznej wyspie.
Kto mieszkał poza Ostrogarem, musiał umieć zadbać o swą skórę, najlepiej orężnie - wszystko wskazywało zatem na to, że przytroczone do boków zbrojnych szable i topory nie były dla nich jeno ozdobami, ale morderczymi narzędziami w żołnierskim fachu.
Rosły ork macający bez żenady piersi pochwyconej w uścisk chłopki zaprzestał obopólnie wesołej zabawy, odesłał rozchichotane dziewczę w cień bramy dając swej oblubienicy na pożegnanie klapsa w pośladek. Położywszy prawicę na rękojeści szabli pozdrowił nadchodzących obcych uniesioną władczo ręką. Towarzyszący mu kompani, wszyscy bez wyjątku w nabitych żelaznymi płytkami skórzniach i nasadzonych na głowy kapalinach, odłożyli na bok gliniane miski ze smażonymi ziemniakami i kanki ze śmietaną, przestali się obściskiwać z innymi dziewczętami.
- Podejdźcie bliżej i mówcie, coście za jedni! - zażądał surowym tonem ork, gdy pięciu nieznajomych wychynęło z mroku zalegającego pomiędzy nędznymi chatkami chłopów - Skąd wędrujecie i czego tu szukacie?
- Idziemy z lasu do jeziora - odpowiedział pierwszy z obcych, młody mieszaniec o zwinnych ruchach i rozbieganych oczach - W swoich sprawach i nie musicie się nas lękać.
- Jak cię zaraz w pysk strzelę, dolecisz aż do jeziora - odpowiedział ork dowodzący nocną strażą, zadzierając hardo podbródek - Ani mi się ważcie łżeć, łazęgi, bo mam kuszników na murze, bełty wam w słabiznę wrażą na jeden mój znak. Zatem raz jeszcze i grzeczniej z łaski swojej. Coście za jedni?
- Jestem el Aszer, kupiec drzewny z Ostrogaru, z manufaktury tana Gryzilla - przedstawił się z szerokim uśmiechem drugi z obcych - Raczcie wybaczyć brak manier tego chłystka, wszelako dobre miał intencje i z troski o me bezpieczeństwo nie chciał wyjawić prawdy. Kiedy wędrujemy w dziczy odwiedzając sadyby drwali, po drodze podajemy się za myśliwych albo szukających roboty najemników, bo zbójcy skrzętnie wypatrują na traktach kupców, których mogliby obłupić. Takich jak my, stwarzających pozory groźnych rębajłów, wolą omijać, lękają się zęby na nas połamać.
- Co prawda, to prawda - pokiwał głową ork, ale w jego oczach wciąż czaiła się podejrzliwość - Tyś zatem kupiec, a inni twa świta?
- Jam jest skrybą - oznajmił trzeci wędrowiec, noszący na głowie czarną opaskę ślepca. Słysząc jego słowa stojący za dowódcą zbrojni ryknęli niczym na komendę dzikim rechotem, nad wyraz szyderczym w wydźwięku.
- Ślepy skryba? - potrząsnął głową dowódca straży - Teraz iście krotochwile się was trzymają, co? Chcecie ze mnie głupca uczynić?
- Prawdę rzekł - odpowiedział z jeszcze szerszym uśmiechem drzewny kupiec - Postradał wzrok jakiś czas temu, za dużo ślęczał nad księgami przy słabym płomieniu świeczki. Trzymam go z sentymentu, tak jak szlachcic trzyma przy swym kominku starego psa łowczego, któremu wszystkie zęby już wypadły. A teraz zechciejcie zacny kapitanie przepuścić nas do środka, bo z głodu umieramy. Niechaj tutejsi karczmarze ucieszą się z naszego złota, o ile tylko posiadają strawy godne ostrogarskiego podniebienia.
- Niech wam będzie, wszelako miejcie w pamięci, że jeśli jakich kłopotów w osadzie narobicie, wylecicie za mur! - ostrzegł ork - Może to i nie Ostrogar, ale wielce szanujemy tu prawo. A względem prawa, ostała jeszcze kwestia myta. Nocna taryfa, od pieszego, będzie pięćdziesiąt srebrników.
- Pięćdziesiąt srebrników? - jęknął z rozczarowaniem Milcarr, który nosił w sakiewce przy pasie pieniądze zabrane pobitym na szlaku handlarzom niewolników - Srogo sobie liczycie, kapitanie, po dziesięć od głowy.
- Pięćdziesiąt od głowy, dobry człeku - odpowiedział dowódca warty - Ale dla takiego obytego w świecie kupca to pewnikiem furda. Tedy raz dwa, płaćcie żwawo dwieście pięćdziesiąt srebrników albo jeszcze lepiej złotem, bo mnie liczenie tylu monetek mierzi i nudzi, cycki na mnie czekają, a kartofle z omastą.
Sprzedanie strażnikowi bajeczki będzie wymagało udanego testu CH, a ponieważ nie chciałem za bardzo czekać z aktualizacją na nowe wpisy BG, postanowiłem poturlać za wszystkich, żeby było sprawiedliwie i wina za ewentualne trafienie do kozy spadła na wszystkich po równo. Współczynnik CH w przypadku Czegoja wynosi ...18. Naprawdę 18? Rzuciłem sobie 1k100 i wypadło 28. Niestety, test nieudany, ale dość niski, aby porażka nie przysporzyła złodziejowi wielkiego kłopotu. Swoją drogą, Czegoju, nie masz dla swojego złodzieja ani jednego wyuczonego zawodu? Teraz Nanatar i jego CH 105, wynik rzutu 84 (mało brakowało). I Milcarr z CH 40, wynik rzutu 51. To na bazie tych wyników powstała powyższa konwersacja!