: 17 lutego 2019, 21:37
[center]Pogórze, 15 (Derrag) Trawień, 360 rok Ery Silniri[/center]
Amasis podekscytowany ruszył przed siebie w trawie na widok kolorowych piór w oddali. Był pewien, że coś dobrego tam się szwenda, jeszcze nieświadome nadchodzącego, futrzastego niebezpieczeństwa. Nim dziwne ptaki się zorientowały, ostre kły wtopiły się w szyję jednego z nich, nim zdążył odskoczyć. Reszta niestety zdążyła uciec, co jednak niespecjalnie zepsuło humor łowcy. Z pewnością wrócą tu za jakiś czas, kilka jednak ich było, pocieszał się w drodze powrotnej. Miał nadzieję, że uda się dość szybko przywrócić Nętkę do żywych i ruszyć dalej.
Gdy wrócił, tryumfalnie upuścił kuropodobne stworzenie, które w międzyczasie przestało stawiać jakikolwiek opór i leżało teraz bezwładnie przy Kallanie. Zadowolony rzekł:
- No, to ciepłą strawę mamy zapełnioną - zwrócił na siebie uwagę unosząc wyniośle łepek z zadowolenia.
Długo ono jednak nie trwało, bowiem wkrótce ujrzał, jak Rodan taszczy coś ciężkiego. Na widok jego i Kallana przenoszących w stronę jaskini truchło czegoś, co wyglądało na sarnę mina zwiadowcy zrzedła, a on sam w popłochu krzyknął:
- Może i większy łup zdobyłeś tym razem Rodanie, ale założę się, iż to mój ptak smakuje o niebo lepiej! - po czym z widocznie urażoną dumą podszedł do wiedźmy i położył się obok w oczekiwaniu na jej przebudzenie.
Amasis podekscytowany ruszył przed siebie w trawie na widok kolorowych piór w oddali. Był pewien, że coś dobrego tam się szwenda, jeszcze nieświadome nadchodzącego, futrzastego niebezpieczeństwa. Nim dziwne ptaki się zorientowały, ostre kły wtopiły się w szyję jednego z nich, nim zdążył odskoczyć. Reszta niestety zdążyła uciec, co jednak niespecjalnie zepsuło humor łowcy. Z pewnością wrócą tu za jakiś czas, kilka jednak ich było, pocieszał się w drodze powrotnej. Miał nadzieję, że uda się dość szybko przywrócić Nętkę do żywych i ruszyć dalej.
Gdy wrócił, tryumfalnie upuścił kuropodobne stworzenie, które w międzyczasie przestało stawiać jakikolwiek opór i leżało teraz bezwładnie przy Kallanie. Zadowolony rzekł:
- No, to ciepłą strawę mamy zapełnioną - zwrócił na siebie uwagę unosząc wyniośle łepek z zadowolenia.
Długo ono jednak nie trwało, bowiem wkrótce ujrzał, jak Rodan taszczy coś ciężkiego. Na widok jego i Kallana przenoszących w stronę jaskini truchło czegoś, co wyglądało na sarnę mina zwiadowcy zrzedła, a on sam w popłochu krzyknął:
- Może i większy łup zdobyłeś tym razem Rodanie, ale założę się, iż to mój ptak smakuje o niebo lepiej! - po czym z widocznie urażoną dumą podszedł do wiedźmy i położył się obok w oczekiwaniu na jej przebudzenie.
[/center]
[/center]