Strona 27 z 57

: 08 lipca 2011, 20:30
autor: venar
- Dobra, zróbmy tak. Podzielmy tą dziurę na trzy części i niech każdy zajmie się swoją. Może coś wyśledzimy.

: 09 lipca 2011, 09:40
autor: Keth
Dom zgromadzeń, wczesny ranek

Twarz Sanny stężała nieco, zdradzając oznaki pewnego rozdrażnienia zrodzonego skrajnym zmęczeniem i nadmiarem widoku ludzkiego cierpienia. Kapłanka wytarła zabrudzone krwią dłonie o przód swej sukni.

- Strach przed śmiercią to przywara istot nie mających dość wiary w sercach - powiedziała twardym zdecydowanym tonem - Mój bóg mym strażnikiem, moja modlitwa tarczą, moja wiara lekarstwem na wszystko. Śmiertelne życie to ledwie coś chwilowego, odgradza nas od chwalebnej chwili, kiedy dusze wędrują pod skrzydła boga. Nie boję się śmierci, albowiem póki szczerze i gorąco wierzę, póty będę strzeżona przed złem tego świata.

Trehant zacisnął usta wyłapując uchem nutkę religijnego zacietrzewienia, która zdawała się pobrzmiewać gdzieś w głosie kobiety. Nie mówiąc nic więcej asterianka oderwała wzrok od półorka i nie mówiąc nic więcej podeszła do młodziutkiego graamickiego nowicjusza próbującego zszyć rozciętą skórę na ramieniu innego duvikańskiego żołnierza. Śliskie od krwi palce akolity nie potrafiły utrzymać dość mocno igły, a sam poszkodowany nie ułatwiał chłopcu sprawy nie potrafiąc z bólu usiedzieć w miejscu.

Młodzieniec o błyszczących ponad krawędzią chusty oczach pozostał na swoim miejscu, świdrując Trehanta chłodnym spojrzeniem.


Wątek techniczny

Kapłanka chyba się poczuła zmęczona rozważaniami natury czarodziejskiej, zresztą dość trudno wieść tego rodzaju dyskusję w miejscu, gdzie cały czas rozlegają się wrzaski opatrywanych nieszczęśników. Nasz łowca może się jeszcze pokręcić w domu zgromadzeń, może nawet poprosić któregoś z akolitów o zmianę opatrunku lub nowe czyste szmatki, ale chwilowo raczej nie ma co liczyć na dodatkową wolną chwilę asterianki.

: 09 lipca 2011, 17:47
autor: Treant
Wątek techniczny

Poproszę akolitę o czyste bandaże i rozejrzę się w celu sprawdzenia, czy leżą tu jacyś ranni Esajanie.

: 10 lipca 2011, 08:02
autor: Keth
Przy kapliczce Niebiańskiego Uzdrowiciela

Jared Brunta, Dragan Magur i Hakan Harmun wiedli rozmowę tak ożywioną i pełną emocji, że Eithart walczył ze szczerą chęcią wycofania się na kilkanaście kroków w tył, aby nie zarobić przypadkiem kuksańca lub machnięcia drewnianego kostura graamity. Pozostali członkowie starszyzny milczeli przysłuchując się argumentom głownych dyskutantów, chociaż Eithart widział wyraźnie, że pierwszy kapitan Detelf ledwie się powstrzymuje przed wygłoszeniem własnego komentarza.

- Skąd mnie wiedzieć, czy on tego upiora widział czy nie?! - wyrzucił z siebie sędziwy strażnik praw - Mamy wszak jeno ich słowa, w gniewie do tego wywrzaskane, tedy ile mogą być warte?

- Nie widzi mi się, coby oni tacy chytrzy byli, żeby se takową bajdę na poczekaniu wymyślić - odparł zdecydowanie Hakan Harmun - I przecie pochorowali się jak nikt inszy, połowa z nich plamy na skórze miała od krwi podeszłej, jak ci z naszych, co ich czcigodny Brunta do pieczary zabrał! Możno upiór ich nawiedził, a swą klątwą przy okazji poraził, a że im się na oczyska objawił, choroba ich od razu pełniście ogarnęła?

- A możno szło o to, coby ich z nami poróżnić? - zasugerował Sura Hoshun tarmosząc nerwowo trzymaną w dłoniach skórzaną czapkę - Przecie takowy upiór czy inszy demon to przewrotna podstępna istota, a wielce krwi żądna i cierpienia! Może to jaki sługa Małpiego Boga, tego potwora z Simeonu, co na swój lud przywiódł zatracenie tyle lat temu?! Takowy pomiot plugawy iście by na łebie stawał, coby nas ku sobie na rzeź rzucić!

- Pomiocia to robota czy nie, tera już za późno - warknął Harmun - Wszelako pomnijcie, że przyjdzie taki dzień, kiedy się kto o tych ubitych Esajan upomni. Ludzie nie znikają ot tak na pustyni, ci biedacy mieli rodziny.

- Może chorobę przywiódł na nich demon, a może co inszego - wtrącił w końcu Eithart, zwracając na siebie uwagę Duvikan - Widział kto z was tego upiora?

- Nikt! - odparł natychmiast strażnik praw - Szalach się na niego powoływał jak zaczęli woły zaprzęgać, ale nic nie chciał dokładniej objaśnić, szaleństwo mu całkiem rozum odebrało, wrzeszczał jeno, a puł, gdzie popadnie.

- Stało się, co się stało - powiedział bardziej pojednawczym tonem Jared Brunta - Tera mus nam na później odłożyć troskanie o Esajan, co ziomków będą szukać...

- I myślenie o tych, co w domku pod strażą są trzymani - przerwał kapłanowi Sura Hoshun - Przecie oni wszytko od początku do końca widzieli, to i świadczyć potem mogą przed turegańskimi sądami nam naprzeciwko...

- Nimi zajmiemy się później - odezwał się bardziej stanowczo Brunta - Tera mus nam się wywiedzieć dokładniej, co się w kopalni wydarzyło, boć przez tę esajańską nieszczęsną ruchawkę nic nam świątobliwy Eithart nie zdążył w szczegółach opowiedzieć. Ilu tych bestyjów tam było, czego chciały?

- Czego nas napadły i czy aby na pewno wszytkich pomordowały? - dorzucił Sura Hoshun.

- Wszystkich - odpowiedział natychmiast Hakan Harmun - Widział żem naszych własnymi oczyskami, tedy mi wierzajcie. Aleśmy też ani jednego nie oszczędzili.

- Hakan wszytko wam opowie, mnie mus teraz z druhami się spotkać i cosik wielce ważnego obgadać - uniósł przepraszającym gestem ręce gorlamita - Rzeknijcie mi wszelako jedno ważne coś. Strawa, a napitki dla Esajan przyrządzone, któreście wczora im zanieśli na wieczerzę, kto się onym przyrządzeniem zajmował, a go pilnował?

- Erill Kadar i jej kuzynki - odpowiedział z namysłem strażnik praw - Erill zawsze dla gościów pichci, a nikt się jeszcze na jej jadło nie skarżył.


Wątek techniczny

Zgodnie z wcześniejszą deklaracją 8ART-a przyjąłem, że Eithart zakończy na tym etapie rozmowę ze starszyzną i zawróci poprzez Duvik do chatki dla gości, śpiesząc rozmówić się pilnie ze swoimi druhami. Hakan Harmun opowie w międzyczasie starszym o wydarzeniach w kopalni, a potem w razie potrzeby gorlamita i tak bez trudu odszuka starszyznę w wiosce.

: 10 lipca 2011, 08:04
autor: Keth
Więzienie dla karawanników, wczesny poranek

Rozmowa ze Skelą i Uhrą nieco poprawiła paskudne dotąd samopoczucie Mordila, najbardziej ciesząc go perspektywą nocnej przechadzki cichaczem po osadzie. Barbarzyńca czuł skurcze żołądka na samą myśl o miejscowej starszyznie, toteż maszerując równym krokiem przez Duvik zaniósł w myślach żarliwą modlitwę do swych pustynnych bóstw prosząc ich o możliwość ścięcia głów przynajmniej kilku członkom tutejszej rady.

Mijający goblina Duvikanie mimo swego głębokiego zasępienia okazywali barbarzyńcy zauważalny szacunek, co budziło jeszcze większe rozsierdzenie Mordila. Barbarzyńca nie pragnął podziwu ani wdzięczności ludzi, którzy okazali się zbyt tchórzliwi, by samemu zleźć w podziemia kopalni i samemu odpłacić pięknym za nadobne mrówkoludom. W zamian oczekiwał wyłącznie zapłaty oraz otwartej drogi do Tureganu.

Garstka ocalałych z rzezi esajańskich karawanników została zamknięta w zbudowanym z glinianych cegieł domku w głębi Duviku, przyciśniętym tylną ścianą wprost do pionowego zbocza wąwozu. Pozbawione drzwi wejście i dwa prostokątne wąskie okienka pilnowane były przez kilku ponurych mężczyzn w lekkich zbrojach, strzegących brańców za pomocą włóczni i mieczy. Oparci byli o ścianę domostwa i cały czas na przemian zaglądali do środka upewniając się, że Esajanie nic złego nie czynią, widząc jednak nadchodzącego z zawziętą miną goblina wyprostowali się mimowolnie, zagradzając mu drogę uniesionymi pozbawionym wrogości gestem rękami.

- Przyjacielu, tutaj nie lza ci wchodzić - powiedział jeden z nich, wysoki ciemnowłosy mężczyzna w sile wieku zwracający uwagę krwawiącą ciągle szramą na policzku i siniakiem pod okiem - Tu są więźniowie zamknięci i z polecenia starszyzny nikt do nich nie ma przystępu.

- Do środka nie lza, ale tu może przecie stać - odezwał się nagle drugi z Duvikan, noszący opadająca na oczy grzywkę młodzian o muskularnych ramionach opiętych miedzianymi bransoletami - Drant, przecie on był w kopalni, nie pędź go precz, trza o wszytko wypytać.


Wątek techniczny

Ośmiu strażników w lekkich zbrojach i pod bronią, wszyscy czujni, aczkolwiek wyraźnie przyjaźni wobec goblina (wciąż owocuje bohaterstwo BG okazane w starciu z mrówkoludami). Wygląda na to, że do środka Mordila nie wpuszczą powołując się na decyzję rady, ale chętnie pogawędzą z goblinem na zewnątrz wypytując go o relację z penetracji kopalni.

Treant, ranni Esajanie też leżą tutaj, włącznie z tym chorym.

: 10 lipca 2011, 08:08
autor: Keth
Niedaleko kapliczki Graama, wczesny poranek

Zamroczony nielżejącym bólem Trehant pewnie przeoczyłby niewielki zaułek za buchającą żarem duvikańską kuźnią, gdyby nie wyraźny szloch dobiegający z głębi wąskiego ślepego przejścia. Rozpoznając w tym płaczu wyraźnie męską, a przez to znacznie bardziej od kobiecej zaskakującą nutę półork położył dłoń na rękojeści przypasanej do boku szabli i wkroczył do zaułka rozglądając się bacznie na wszystkie strony.

Skulony w naturalnej skalnej wnęce mężczyzna o zmierzwionych włosach podniósł wzrok na intruza, mrugając załzawionymi oczami i próbując opanować wstrząsający nim płacz. Trehant rozpoznał z miejsca Tragara Regesa, ale bynajmniej nie osłabił swej czujności, nie mając pojęcia czego winien się spodziewać po wioskowym obłąkańcu. Duvikanin wytarł hałaśliwie nos, a potem ku zaskoczeniu półorka jął tłuc głową w skałę wydając z siebie przeraźliwe jęki rozpaczy.

- Czemu ja? Przeciem był prawy, nie jako inszi! - z przegryzionych w kilku miejscach ust mężczyzny płynęły ledwie rozpoznawalne słowa skargi zanoszonej chyba bardziej ku bogom niźli kierowanej do łowcy makunów - Wszytcy winni od zarazy szczeznąć, aleć przecie nie ja! Jam jeden winien być oszczędzony!

- Czemu myślisz, żeś inny od reszty? - zapytał Trehant pochylając się nad szaleńcem z dłonią wciąż oplatającą palcami rękojeść szabli, a w jego głosie pojawiła się nagle dziwna nuta pulsująca duszoną w sobie wściekłością - Co czyni cię bardziej prawym od innych? Czemu ty byś miał ocaleć przed chorobą, a inni nie?!

Ton głosu półorka najwyraźniej Tragara przeraził, bo mężczyzna skurczył się niczym przebity nożem zwierzęcy pęcherz, zasłaniając się nieporadnie rozcapierzonymi palcami, pomiędzy którymi przezierały jego błyszczące strachem i szaleństwem oczy.

- Jam był prawy, nie jako tamci! - wrzasnął Duvikanin, głosem pasującym wyśmienicie do skazańca widzącego rozpalone do białości żelazo kata - Tamci wszytkich pomordowali, gniew boski na się ściągając, miłosierdzia nie okazując, które tera im nie będzie okazane! Jam się żałością zdjął w strasznej chwili! Opuścił żem ostrze miast zabić!

- I kogo nie zabiłeś? Co chcesz rzec przez ten bełkot o miłosierdziu? - Trehant wciąż był rozgniewany, okazując wzburzenie, którego jego niedawno poznani towarzysze nie mieli jeszcze okazji nigdy widzieć. Kurczowo zaciskane na broni palce łowcy pobielały zdradzając ogrom wkładanej w ten chwyt mimowolnie siły.

- Dałem dziecku odejść! - rozpłakał się rzewnie Reges - Uciekło w ciemność, na pustynię, pewnikiem na śmierć! Nikt inny nie uszedł z życiem, nikogo nie oszczędzono, a wszytkich do jednego grobu wrzucono. Jeno jedno pacholątko uszło, a przez to, żem litość okazał. Czemu tera Graam mnie tak karze?!

Trzęsąc się konwulsyjnie szaleniec chwycił rękami za swą cienką koszulę i rozdarł ją znienacka gwałtownym ruchem, prując z trzaskiem materiał i odsłaniając swój wciąż muskularny, porośnięty gęstym włosem tors.

Jego skórę znaczyły wielkie plamy czarnych wybroczyn.


Wątek techniczny

Słówko objaśnienia, gdyby ktoś jeszcze nie się nie domyślił - wioskowy szaleniec zachorował na zarazę. Prawdopodobnie schował się w zaułku, by nie wpaść przypadkiem w ręce akolitów Brunty, którzy bez wątpienia zabraliby go do przerażającej jaskini pod Duvikiem. Tam zabierani są wszyscy chorzy i stamtąd jeszcze nikt nie wyszedł, chociaż w przypadku BG tylko Eithart miał okazję zobaczyć, co takiego jest tam naprawdę.

Dla celów płynności gry gotów jestem przyjąć, że powyższa scenka zostanie zauważona przez wracającego do chatki dla gości Eitharta, dzięki czemu skręcając w zaułek na widok Trehanta gorlamita znajdzie się na miejscu w chwili, kiedy obłąkaniec wyrzuci z siebie wspomnienie uratowanego z rzezi przed laty dziecka.

: 10 lipca 2011, 12:33
autor: Treant
- Tragarze, nie czyń hałasu, bo nam tu któregoś ze swych ziomków ściągniesz i zamkną cię z innymi chorymi. Rzeknij mi, czy wszyscy Duvikanie, pomijając rzecz jasna tych co są za młodzi brali udział w tej rzezi? Czy zaraza zmogła już kogoś, kto wówczas litości nie miał?

: 10 lipca 2011, 13:53
autor: 8art
Watek techniczny

Podchodze i bardzo spokojnym, przyjacielskim tonem glosze uspokajajace kazanie a potem podpytuje szalenca o dziecko. Czy to byla dziewczynka czy chlopiec i ile moglo miec lat. Licze w jakim wieku byloby to dziecko teraz

: 10 lipca 2011, 20:56
autor: Keth
Niedaleko kapliczki Graama, wczesny poranek

Trehant obejrzał się przez ramię słysząc znajomy głos, skinął Eithartowi głową z przemożnym uczuciem ulgi, że to gorlamita go zdybał w zaułku, a nie któryś z nerwowych i być może przeczulonych Duvikan. Półork nie miał pojęcia jak tutejsi mogliby zinterpretować widok płaczącego ziomka i pokrzykującego na niego w uniesieniu obcego, ale sądził, że mimo sympatii żywionej do przejezdnych przez mieszkańców Duviku taki akurat incydent nie spotkałby się z ich aprobatą.

- Wszytcy z orężem obyci od piętnastu lat w górę tam wtedy byli - odpowiedział na pytanie łowcy obłąkaniec, pociągając hałaśliwie nosem, ale ściszając jednocześnie głos w słusznej obawie przed zamknięciem w pieczarze pod osadą - Wszytcy rzezali tam jako się dało, boć tako rzekli uprzednio starsi osady. Jak po dobroci ustąpią te dzikie, dać im ujść, wszelako zawzięci będą, pognać ich orężnie. Tako rzekli starsi, a tera po kolei upiór na nas chorobę zsyła, jeno czemu na mnie?! Przecie mnie bogowie winni ukochać wielce za miłosierdzie?! Abo to Graam nie rzecze, coby innych miłować?!

- Nie ulegaj lękom, przyjacielu - rzekł nad wyraz opanowanym głosem Eithart, przyklękając obok wciśniętego plecami w ścianę wąwozu Tragara i kładąc jedną z dłoni na jego ramieniu. Szaleniec wciąż przesłaniał twarz rękami, spozierając na obu mężczyzn z mieszaniną rozpaczy, lęku i desperacji płonących gorączkowym blaskiem w jego udręczonych oczach - Mój bóg spogląda z miłością na wszystkich, którzy w potrzebie są, a ze złem się zmagają. Gorlam niesie ukojenie, od złego wybawienia, duszy wieczyste ukojenie. Rzeknij nam co więcej o tym pacholęciu, co wówczas z rzezi uszło dzięki twemu miłosierdziu. Dziewka to była czy chłopiec i ile roków mogło to pacholę liczyć?

- Mnie nie wiedzieć - jęknął Tragart - Przecie to latów tyle temu było i ciemniście i wielka ruchawka, a straszna.

- Pomyśl, przyjacielu, pomyśl nader mocno - poprosił szaleńca cichym tonem Eithart - Wielce to dla nas ważne, a wielu twym ziomkom pomóc może. Jeśli się pomocnym okażesz, może bogowie łaskawie na cię spojrzą, a na trawiącą cię chorobę. Ja niezawodnie będę się za ciebie modlił, możesz mi wierzyć.

Duvikanin chlipał przez dłuższą chwilę i przewracał bezrozumnie oczami, potem się jednak uspokoił marszcząc czoło i szarpiąc palcami za swe skołtunione włosy.

- Na bogów, nie wiedzieć mi... och, Graamie... strasznie tak wspominać tamtą noc... zdawać się zdawa, że to dziewczynka była abo otrok z długaśnymi włosiskami, aleć ciemniście było strasznie... taki otrok już żwawo biegający, co się do pilnowania młodych wejhurów by nadał...


Wątek techniczny

Mam jedna uwagę w kwestii głoszenia kazań - coraz ciężej w takich sytuacjach jak powyższa będzie głosić kazania bez ocierania się o próby nawrócenia miejscowych na gorlamicką wiarę, lojalnie uprzedzam. Eithart w zasadzie musi zacząć sięgać po odwołania do swego bóstwa, bo chyba nie zamierza głosić kazań w imieniu Graama, a ogólnikowe wystąpienia z odniesieniem do panteonu całościowo moga ściągnąć na niego niezadowolenie boskiego patrona... tyle, że zacznie to stać w sprzeczności z przyrzeczeniem danym Bruncie. 8ART, jak rozwiążemy ten kłopot?

Co do informacji o dziecku, opis Tregesa pozwala oszacować wiek dziecka na przedział sześciu do dziesięciu lat. Rzeź przy Wężowej Skale miała miejsce około dwudziestu lat temu (nikt z kiepsko wyedukowanych miejscowych pewnie nie będzie potrafił podać precyzyjnej rachuby).

: 10 lipca 2011, 23:25
autor: 8art
- Wielceś był nam pomocny Regesie. Gorlam szanuje prawych wojowników nawet jeśli w swym życiu i czynami błądzą czasem. Pamiętaj o tym Tregesie i módl się do Pana, jako ja się będę modlił, a Ten może ześle wybawienie dla Twej umęczonej duszy.
Być może Gorlam zesłał na Ciebie zaraze aby twą wiarę sprawdzić - czy nadal dusza prawego wojownika w niej jest w tych trudnych chwilach. Nie poddawaj się wojowniku, módl się żarliwie i walcz z chorobą duszą całą!
- kapłan wyszeptał słowa modlitwy o siłę...
Eithart pytająco na Trehanta wskazując jego ranę - Nie trzeba aby opatrunku zmienić? - sięgnął w zakamarki swej wiedzy, intensywnie myśląc jaką kurację zaaplikować rannemu półorkowi.

Wątek techniczny

Nie chcę zbytnio w obawie przed ciekawskimi Duvikanami przedłużać rozmowy z Regesem. Ale ziarno zostało zasiane... Osobiście nie wysyłałbym go do jaskiń jako, że jego szalona wiedza i inny punkt widzenia może się jeszcze przydać.
Należałoby sprawdzić czy ktoś "młody" nie pojawił się w Duviku przed wybuchem zarazy.
Po opatrzeniu ran Trehanta warto by było zrobić jakąś burze mózgów . Mam kilka hipotez

: 10 lipca 2011, 23:59
autor: Keth
Wątek techniczny

Idąc prosto do chatki dla gości napotkacie Uhrę i Skelę. Mordil wciąż przebywa w okolicach więzienia dla Esajan, więc jeśli się Wam śpieszy, przyjmijcie, że zaczynajcie burzę mózgów w czwórkę, a on dołączy do Was później (albo wcale nie dołączy jak będzie strażnikom fikał :P ).

Jeśli o mnie chodzi, możemy od razu przyjąć, że jesteście z powrotem w chatce, gdzie budzicie bardzo z tego faktu niezadowolonych gwardzistkę i tropiciela.

: 11 lipca 2011, 00:03
autor: Treant
- Dostałem czysty opatrunek od akolity, gdy po pomoc do medyka się wybrałem. Porozmawiałem też sobie z Sanną i upewniłem się, że nie jest tu bez przyczyny, ale o moich domysłach porozmawiamy wszyscy w naszej chacie. Proponuję zabrać z nami Regesa, o ile obieca, że nie będzie na siebie zwracał niepotrzebnej uwagi. Szkoda, że rozdarł swe szaty, ale w razie potrzeby potrafię zamaskować na pewien czas te krwawe ślady.

: 11 lipca 2011, 00:10
autor: Keth
Wątek techniczny

W drodze łaskawości jestem też gotów przyjąć, że udało Wam się bez większego trudu i zwracania na siebie uwagi zaprowadzić do chatki tego skołtunionego płaczka, który nie wiedzieć czemu cały czas próbuje teraz całować po rękach Eitharta i tarmosi gorlamitę za rękawy z siłą wieszczącą rychłe ich oderwanie.

Witajcie ponownie w chatce (wszyscy prócz Mordila)!

: 11 lipca 2011, 00:15
autor: 8art
Wątek techniczny

Wolabym zeby Reges oszczedzil rekawy...:)
Ciekaw jestem co powiedziala Sanna... Mam co do niej ciekawe spostrzezenia...

: 11 lipca 2011, 00:26
autor: Keth
Wątek techniczny

Zakładam, że Trehant zreferuje Wam słowo w słowo rozmowę z Sanną w domu zgromadzeń, tak samo jak Eithart opowie wszystko o kłótni starszyzny przy kapliczce Graama - w obu wątkach nie było żadnych sekretnych fragmentów postów widocznych tylko dla zainteresowanych graczy, a skoro całość była publicznie znana poprzez wklejenie do głównego topiku, nie widzę powodu do tego, by się wstrzymywać z własnym komentarzem. 8ART, dawaj swoją hipotezę, bo spać muszę, a strasznie żem jest jej ciekawy! ;)