Jaskinia za wodospadem, północ
Bazookh stał przed wodospadzie przemoczony do suchej nitki. W garści trzymał ociekającą wodą sakwę z środka której przebijały promienie złotego światła. Barthur właśnie wciągał zaplątany do końca liny pas Mordila.
W zasadzie sam "bohater" nie podejrzewał, że karkołomne zadanie się uda. Wszak nie potrafił pływać. Co prawda nie nosił ciężkiego pancerza, widział w ciemnościach, miał rzucone na siebie zaklęcie niewidzialności dla umarłych, a uwagę złowrogiego przeciwnika odwracała biegająca i zabawnie popiskująca iluzyjna goblinka. Jednak mimo to nie podejrzewał, że wyjdzie z tego cało.
Krasnolud bluznął kolejną porcją wody z ust i nosa, a woda spłynęła po brodzie w której tkwiły zaplątane wodorosty. Ciałem targnął kolejny spazm kaszlu.
Gdy tylko zsunął się z pułki wprost w strumień wody od razu wiedział, że nie był to najlepszy pomysł. Cóż, wyjście z jaskini inną drogą wydawał się zbyt niebezpieczne bo groziło zauważeniem przez krążącego po dolinie lub po jej krawędziach czarodzieja. Gdy woda zamieszała nim, poczuł się jak w maselnicy krzepkiej krasnoludki. Czar wymagał żeby nie wykonywać gwałtownych ani agresywnych czynności. Spróbujcie jednak zachować spokój będąc mieszanym przez wodę spadającą na was z dziesięciu metrów. Gdy w końcu wodospad wypluł go jak zżuty kęs stwardniałej agawy, Bazookh nie wiedział gdzie jest góra, gdzie dół, a nawet gdzie jest i co tu robi. Nieszczęście chciało, że zaplątał się w pas z bronią, który działał jak kotwica...
Wcale się nie zdziwił jak zobaczył światełko na końcu tunelu. Myślał, że to już koniec więc podążył w jego stronę. Trochę się zdziwił, gdy okazało się, że to Huskanowa sakwa z materiału o luźnym splocie. Wtedy to szarpnął za linę. W zasadzie nazwanie tego czegoś liną to spore wyolbrzymienie, był to nieporadny splot jakichś roślinnych włókien, pasków skór i wysuszonych ścięgien, używany prawdopodobnie do wędkowania na jakąś większą rybę. Jednak skoro wytrzymał holowanie Bazookha i wciąganie go pod prąd wodospadu, honorowo można nadać mu miano liny.
Bazookh odkaszlą po raz kolejny i tym razem zduszonym głosem wypowiedział kilka słów w obcej mowie, po których na twarzy Balina zagościł rubaszny uśmiech.
Udało się, poturlałem trochę kośćmi i wychodzi na to, że udało się wyłowić nie tylko łupy Huskuna ale i broń (bez oszczepu) Mordila. W trakcie całej akcji, Gnom szatańsko chichocząc sterował Grubellą odwracając uwagę nieznajomego, przynajmniej tak wam się wydaje, bo go nie widać, ale raczej tak skoro nieumarli ruszyli za widziadłem. Bazook doznał jednak uszczerbku na zdrowiu w ilości 53 obrażeń. Pytam więc co robicie dalej?