29 sgun-ran 9455 KI, ruiny starej świątyni
Gromada wyraźnie zatrwożonych, ale i wściekle zdeterminowanych górali dotarła do położonego przy ruinach świątyni obozowiska, rozglądając się bacznie na wszystkie strony i ściskając z całej siły broń. Towarzyszące wyprawie dyskusje i ponaglenia ucichły znienacka, w zamian zapanowała niespokojna cisza zakłócana jedynie trzaskiem targanego wiatrem materiału, z którego wykonano namioty.
Wokół panował złudny spokój, chociaż Gorbak miał bardzo złe przeczucia. Ciemne wnętrze tunelu wiodącego w trzewia świątyni skojarzyło się gnomiemu półbogowi z jednookim przyczajonym drapieżcą, tylko czyhającym na zbliżającą się ofiarę.
- Przeklęte miejsce - wyszeptał naczelnik Skandra - Już mój ojciec powiadał, że winniśmy byli złapać za młoty i roztrzaskać najmniejsze nawet bloki tego kamienia, a potem zasypać wszystko solą i polać święconą wodą.
- Kto wie, czy byście już wówczas nie przebudzili tego, co winno na zawsze spać - odparł nieco filozoficznym, fałszywie wręcz opanowanym tonem Gorbak.
- Czarni wleźli tam przez tę dziurę w ziemi? - spytał jeden z górali, rosły mąż w baranicy i z toporem drwala w ręce, pokazując palcem na wykop - Tedy trza ich zasypać, a żwawo. Zawalimy tę dziurę i już żaden nie wylezie, człek czy potwór.
- Co wy rzekniecie, mości gnomie? - Skandra przeniósł zatroskane spojrzenie na Gorbaka - Każecie zasypać?
Być może to najlepsze wyjście, Deliadzie
