Strona 28 z 35

: 02 czerwca 2016, 19:24
autor: zapalki_chaosu
[center]Baza na Wilczych Pustkowiach, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri.[/center]

Mimo tego czemu, nie raz w tej wyprawie dał dowód. Vidgar nie potrafił sobie przypomnieć kiedy ostatnio czuł się równie niedojrzały i młody. To z czym mieli to do czynienia zagrażało nie tylko jego życiu ale także wszystkiemu co podtrzymywało go na duchu gdy myślał o śmierci. Jego marzenia o hufcu Ridviny. Jeśli to coś pożera ducha..., nie pozostało by po nim nic. Czy jego ukochana bogini pamiętała by go i czy przykro by jej było, że przestał istnieć? Wszelka radość dziecięcych lat opuściła go w tym momencie i poczuł, pierwszy raz w życiu, paraliżujący strach przed śmiercią.

Miał otwarte oczy i stał tam gdzie wszyscy, słyszał rozmowę i pytanie Vilberga ale wewnątrz chwiał się właśnie nad ziejącą otchłanią ostatecznego przerażenia. Chwiał się tak, że jego fizyczne nogi drżały i bardzo wątpił czy zdołają go utrzymać w pozycji stojącej.

Czuł wielką niesprawiedliwość. Czuł bezradność i beznadzieję swojej sytuacji. Poczuł się też sam. Zupełnie sam na tym lodowatym odludziu. Jakby nikt z zebranych nie potrafił zapewnić mu bezpieczeństwa. Wszyscy oni i on sam, wydawali mu się teraz śmieszni mali i krusi w porównaniu do tego z czym mieli się zmierzyć. Stracił wszelką nadzieję. Chciał wracać do domu ale czuł, że to też się nie uda. Ciemność nie pozwoli im odejść. Z pewnością wszyscy tutaj umrą i nikt nie będzie wiedział co się z nimi stało.

W czasie jak jego młodzieńcza codzienność zapadała się w sobie pod ciężarem strachu. Coś innego w Vidgarze pozostawało niewzruszone a kiedy codzienny Vidgar zapadł się zupełnie, ten drugi, starszy Vidgar zaczął myśleć klarownie.

- Oczywiście, że zostanę. Nie wolno mi się cofać przed ciemnością. Jakże mógłbym potem modlić się do Ridviny, gdybym sobie na to pozwolił.

Przypomniał mu się dziwny sen a właściwie wiele snów. Na co dzień ich nie pamiętał, teraz jednak wróciły do niego jasne i wyraźne. Przemierzał w nich odległe krainy, bez śniegu, pełne dziwnych zwierząt. Pamiętał towarzystwo jakiegoś Alfra wojownika. Pamiętał jakieś podziemne ruiny i dziwne zapomniane plemiona, które je zamieszkiwały. Pamiętał jakąś walkę i poczucie braterstwa. Inne nieba i inne lasy. Czy to mogła być przeszłość? Raczej nie, krainy które przemierzał były stare i zapomniane. Musiała więc to być przyszłość. Czy dotyczyła tego życia czy następnego już nie miało znaczenia. Ważne było, że była jednak jakaś przyszłość.

Kiedy więc strach zabrał mu zmysły, pozostała cisza, spokój i pewność, że ta walka nie będzie jego ostatnią.

- Jeśli ma nas spotkać śmierć, niech Kyariel spisze wszystko czego się dowiedzieliśmy by ostrzec tych, którzy kiedyś trafią w te strony. Niech ostrzeżeni odejdą by powrócić z odpowiednimi siłami by pokonać tą ciemność. Skoro jednak my już tu jesteśmy, zróbmy wszystko by ratować Vesteina.

- Kyarielu, Norlaug, jak możemy walczyć z tą ciemnością? Zastanówcie się, ja też zapytam o to Stellara Anderssona.

: 04 czerwca 2016, 12:16
autor: Dobro
[center]Baza na Wilczych Pustkowiach, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri.[/center]

Młody wilk słusznie przewidywał, że to co powie jego tatko, wcale mu się nie spodoba. Wyprawa okazał się trochę ponad jego siły i młody Vilberson marzył o powrocie do ciepłego domu i co tygodniowej biesiady w karczmie. Chciał odpocząć po trudach, lecz nie będzie mu to dane w najbliższym czasie. Olaf podejrzewał, że dalsza część wyprawy może się skończyć dla niego marnie, ale z drugiej strony był pewny, że nikt nie odmówi dalszej podróży - co oznaczałoby samotny powrót, bądź dalszą wyprawę w hańbie. Chcąc nie chcąc, Olaf przybrał dobrą minę do złej gry i wkładając maksimum w swój głos, przemówił patrząc na ojca.

- Powinnością syna jest iść w ślady ojca. Tedy nawet, ojcze, pytać nie musiałeś. Pójdę za tobą na drugi koniec świata, by dopełnić misję i spełnić obowiązki.

: 05 czerwca 2016, 18:50
autor: TatTvamAsi
[center]Baza na Wilczych Pustkowiach, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri.
[/center]
Zniszczenie duszy. Słyszała opowieści o duszach więzionych. Pojmanych przez tych, którzy splunęli w twarz tej ziemi i wkroczyli na drogę nienawistnej Ciemności, w której nie ma nic prócz łez uwięzionych w niej istot. Tak różnej od czarnych fal oceanu, morskich odmętów, które upodobała sobie Jezza. To z tej Ciemności, z mroku między wzburzonymi wodami, wypływała tajemna mądrość, objawiająca się wybranym. Tym, którzy potrafili przekroczyć swój strach... Jedyną barierę poznania. A za nim, poza nim... była tylko jej miłość. Słodycz ciemnych oczu bez blasku... zrozumienie pierwotnej zasady, która tworzyła ten świat i każdą kroczącą po niej istotę.

Czuła teraz... czuła jakby nieznaczne słowa... nie, nie słowa, wrażenie ...Ma miłość jest przy tobie... potarła delikatnie serdeczny palec. Zacisnęła dłoń na nim, a cienka miedziana obrączka zacisnęła się boleśnie. Piekące łzy napłynęły do oczu, przypominała sobie. Każdą bezcenną chwilę... ulotny moment. Widziała Haralda... kruczowłosego, równie kościstego i bladego, co ona sama. Jak dwie krople wody z tej samej rzeki. To on ją przyjął, ujął pod swe skrzydła, gdy była jeszcze wątła i krucha niczym brzoza na wietrze. Pamiętała gdy odchodził w chłodny, mglisty poranek, gdy słońce jeszcze nie wychyliło swej twarzy zza jedwabistych chmur. Gdy spojrzał jej głęboko w oczy, zdjął rzemień z nanizanym nań pierścieniem. I powiedział, że wróci. Wsunął w jej dłoń pierścień - mroźne oko Oha'lna w objęciu kruczych piór - i odszedł. Odwrócił się bez słów... Nie były potrzebne... wszystko zawarte było w tym spojrzeniu i darze. Teraz to ona miała być zrozumieniem dla mieszkańców ich małej osady. A później nie pojawił się... czekała miesiąc, dwa... księżyc trzy razy zmienił swoją twarz, a Harald nie wracał. Nie miała wyboru... kto miał wyruszyć? Kto miał przekroczyć odległe ziemie, aby znaleźć Kruka?

Na miłość Jezzy... nie cofnie się przed niczym! Woli ujrzeć, zobaczyć to, co budzi największe przerażenie. Przekroczyć barierę strachu... odnaleźć Haralda, Vesteina drogiego Vilbergowi... a może i nawet... gnoma. Zwróciła się więc do doświadczonego korsarza, oraz jego przyjaciela:

- Ja też nie odejdę. Nie mogę odejść... i nie chcę. Rozumiem twoje podejście Brnjarze, w końcu w twoich oczach jesteśmy tak młodzi, podlotki co najwyżej, a życie przed nami jeszcze długie. - przerwała, odchrząkając lekko, po czym kontynuowała - nie opuszczę Haralda, nawet jeśli miałabym opuścić ten świat, a moja dusza nie znalazłaby ukojenia pod skrzydłami Oha'lna. Wuj przez tyle lat był dla mnie jak ojciec, nauczał, wskazywał drogę i sposoby do porozumienia się z duchami puszczy. Teraz... nie jest nas dużo... w Ravn... a społeczność potrzebuje szamana. Potrzebuje mądrości i umiejętności mojego wuja, jego trafnych porad i ochrony. Nie wiem z czym dokładnie przyjdzie na się zmierzyć, nie wiem co napotkamy na naszej ścieżce... ale, niech mroźne spojrzenie Oha'lna będzie mi świadkiem, nie cofnę się. Zaszliśmy aż tutaj... a Gunlid utraciła swe życie - jej głos załamał się pod wspomnieniem imienia zmarłej - nie po to, aby się teraz cofać...

Zamilkła na chwilę. Wspomnienie zmarłych towarzyszy było wciąż żywe w sercu. Kwitło jak świeżo zadana rana. Rana, z której jednak wyrasta płomień. Płomień gniewu, prowadzący na przód. Płomień, który oczyszcza i spopiela...

Chwilę trwało nim się otrząsnęła, a fala emocji, smutku, tęsknoty, wezbranej miłości i chęci zemsty... za tych, którzy byli jej bliscy... zelżała. Wtedy dotarło do niej pytanie Vidgara. Nerwowo potarła tylko dłonie i odpowiedziała zmieszana:

- Niestety nie wiem jak walczyć z tą Ciemnością. Nie wiem czy to demon, czy pomniejszy duch, dość jednak silny, aby powalić dwóch wojowników i chyżą niewiastę. Wiem tyle... a może to być pewnym pocieszeniem... - wciągnęła powietrze - że ich dusze mogły nie ulec zniszczeniu. Są takie pokrętne istoty... też mroczni magowie... którzy potrafią uwięzić duszę... może więc... jest jakaś szansa...

: 07 czerwca 2016, 14:54
autor: voodoochild
Baza na Wilczych Pustkowiach, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri.

Kyariel przysłuchując się rozmowie współtowarzyszy zastanawiał się nad swoją rolą w tym wszystkim. Wybrał się w tą podróż aby się wzbogacić ale prawdziwym powodem, który pchał go na przód była chęć zaczerpnięcia z życia, aby doświadczać życia. Żyć. Walczyć.
Stanęli twarzą w twarz z niebezpieczeństwem które może ich pozbawić nie tylko życia ale również szansy na dalszą wędrówkę, na spotkanie z Ridviną. Było to niepokojącą perspektywą ale o wiele bardziej niepokojące by było pozwolić sobie na ucieczkę. Właściwie to wyzwanie przed którym stanęli jedynie napędzało go do walki, przekonał się już że to po co wyruszył kryje się właśnie w niej. Perspektywa utraty życia najbardziej pozwalała mu odczuć że żyje. Nie wybaczyłby sobie tchórzostwa jakim by była ucieczka z tego miejsca pozostawiając niedokończoną sprawę, cały czas stanowiącą zagrożenie. Jaki sens miałaby wówczas śmierć Joosa, Hatra, oraz Gunlid?

Nie zapomniał również o przyrzeczeniu jakie złożył żegnając się ze zmarłymi, zamierzał go dotrzymać.

- Wielokrotnie zastanawiałem się w ciągu ostatnich kilku dni z czym mamy do czynienia i jak to zniszczyć, nie posiadam jednak takiej wiedzy. Nie wyobrażam sobie jednak że z tego powodu odwrócę się i odejdę dlatego wiedzcie że zrobię wszystko co w mojej mocy aby przyczynić się do zwycięstwa nad plugastwem które wypełzło z ciemności.

- Vidgarze, miałeś rację co do tych kamieni, dociekliwość ich istoty jeszcze nikogo nie doprowadziła do szczęśliwego końca. Kierując się twoją radą odpuszczę sobie ich badanie.
Po rozmowie Alfr spełnia polecenie Vidgara i tworzy wiadomość ze wszelkimi niezbędnymi informacjami jakie udało im się zdobyć, w razie gdyby drużyna poniosła śmierć

: 08 czerwca 2016, 12:42
autor: Sigil
[center]Baza na Wilczych Pustkowiach, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri.[/center]
- Dobrze - rzekł Vilberg - Na O'gena, radują mnie wasze słowa! I chociaż ciemność wokół nas sroży się okrutnie, wierzę, iż zdołamy ją wspólnie pokonać. I cóż rzekniesz na to, Brnjarze? - zwrócił się do kupca - Wszak widzisz, że ród mój dzielnego jest serca! Ha! Przegrywają jeno ci, co dopuszczą strach do swej duszy! Co teraz zrobić zamierzasz? Wracać? Jeśli chcesz, droga wolna. Zrozumiem.

Obaj Bracia Ponuracy spojrzeli wyczekująco na swojego pracodawcę. I choć nic nie rzekli, z ich min dało się wyczytać, iż sami chętnie opuściliby to przeklęte miejsce. Brnjar rzekł jednak:

- Vilbergu, zaiste nie opuszczę was teraz. Cenisz mnie tak nisko? Zresztą, ktoś tu musi zachować rozsądek... Prosiłem cię byś odstąpił jedynie z uwagi na młodszych, ale skoro sami wybrali swą ścieżkę, niech i tak będzie. Trzeba nam teraz jagody zebrać,* bo tuszę, że sroga przed nami przeprawa...

Red i Vajni mruknęli coś jedynie w swe brody, przystając niechętnie na te słowa. Vilberg jednak nie zwrócił na to uwagi i odezwał się w te słowa:

- Cieszy mnie, co rzekłeś. I z mej strony klnę się, że będę unikał ryzyka. Od teraz będziemy podróżować razem i nikt się nie będzie samopas oddalał od grupy. Nasi towarzysze zostali zaskoczeni. My wszakże wiemy już, że coś poluje na tych pustkowiach. A i wiele nas jest, nie garstka. Przeto ufam, że pokonamy plugastwo jak i pokonaliśmy inne stwory napotkane w drodze.

Brnjar wzniósł róg napełniony do połowy piwem i rzekł z powagą:

- A więc piję za nasze zwycięstwo!
[center]Obrazek[/center]

[center]***[/center]
Po skończonej wieczerzy Kyariel usiadł, by spisać wszystko, co się wydarzyło, na wypadek niepowodzenia wyprawy. Norlaug udała się wraz z nim, do pokoju Harmoniusza, pragnąc sprawdzić, czy nie ma w nim czegoś, co przeoczyli wprzódy. Jej uporczywe krzątnia nieco rozpraszało maga, który obrzusił ją kilkoma groźnymi spojrzeniami. Wiedźma jednak zdawała się nie zwracać na to najmniejszej uwagi. Vidgar również odszedł na stronę, zamykając się w sypialni, by jeszcze raz porozmawiać z duchem sławnego Stellara Anderssona. Pozostali w izbie rozmawiali cicho, ustalając przyszłe działania. Zarówno Vilberg jak i Brnjar byli zdania, iż dalsze poszukiwania powinny objąć niezbadany dotąd teren doliny i zastanawiali się wspólnie nad tym, jak poradzić sobie z pająkami. Olaf przysłuchiwał się, od czasu do czasu wtrącając kilka uwag. Wciąz pamiętał o dziwnych śladach odkrytych na bagnach i także uważał, iż ta sprawa wymaga zbadania. Tańczący po Czarnej Spirali leżał przy runicznym kamieniu, słuchając toczonej w izbie rozmowy. Ciepło bijące od głazu przyjemnie grzało mu bok, sprawiając, iż wylkołek przysypiał chwilami, lawirując leniwie między mielizną jawy i falami snu.

Stojące w stajni konie znów poczęły rżeć nerwowo. Trwało to jakiś czas, lecz w końcu Vilberg wstał ciężko:

- Zajmę się nimi, bo spać nam nie dadzą - mruknął i udał się do stajni.

Nie minęło wiele uderzeń serca, gdy nagle ze stajni dobiegł rumor, a rżenie koni przerodziło się w rozpaczliwy kwik. Chwilę później wszyscy usłyszeli straszliwy krzyk starego korsarza, który rozdarł ciszę nocy!
Spoiler!
Zdążysz spisać połowę tego, co sobie zamierzyłeś, gdy rozlegnie się krzyk.
Spoiler!
Dokładne przeszukanie pomieszczenia pozwoli ci odkryć dużą, ciemną plamę na deskach podłogi, przy wejściu. Wcześniej nie zwróciliście na nią uwagi (podłoga zresztą nie należy do najczystszych). Twoja wiedza medyczna pozwala ci ustalić bez żadnych wątpliwości: to była krew i było jej całkiem sporo...
Spoiler!
Duch niewiele więcej będzie w stanie dodać. Powie tylko, że gdybyś ujrzał tą ciemność, mógłby więcej o niej powiedzieć. Teraz jedynie ją wyczuwa i nie ma o niej pełnej wiedzy. Niemniej doradzi ci, by walczyć z takimi istotami za pomocą magii. Powie, iż broń niemagiczna zwykle nie ma na nie wpływu. Odpisz sobie 1 punkt Energii za użycie zdolności: Rozmowa z Duchami.
Wszyscy: Odpoczniecie godzinę, co pozwoli wam odzyskać 1 punkt Energii.

Co robicie? Krzyk Vilberga brzmiał doprawdy przerażająco!
* Jagody zbierać - idiom, oznaczający przygotowania do walki lub do ryzykownego przedsięwzięcia.

: 08 czerwca 2016, 16:50
autor: TatTvamAsi
[center]Baza na Wilczych Pustkowiach, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri.[/center]

Norlaug weszła do niewielkiej izdebki gnoma. Próg pokoju przekroczył również Kyariel. Przysiadł przy zastawionym fiolkami i różnymi tajemniczymi przedmiotami biurku z zamiarem spisania poczynań i przeżyć ich wyprawy. Zgroza ściskała serce na myśl, że mogą pozostać po nich wyłącznie pożółkłe stronice i ileś pospiesznie nakreślonych linijek tekstu. Zostałyby tu... na tym pustkowiu, o którym pamiętają wyłącznie mroźne wichry - niespokojne potomstwo Aurena. Nieubłagane fale niosące na swych skrzydłach odłamki lodu i niosące śmierć tchnienie aż z wbitego w ziemię sztyletu Rydviny.

Od czego by tu zacząć? Na pierwszy rzut oka pomieszczenie prezentowało się zwyczajnie. Ot, pracownia alchemika, bez śladów wskazujących na jej pospieszne opuszczenie. Gnomi dziennik urywał się jednak... a Harmoniusz zbyt cenił siebie, swoje badania oraz niezliczona rzeszę krewnych, cioteczek i wujków, aby tak bezceremonialnie porzucić swój piśmienniczy dorobek. Przyjrzała się stercie notatek i fiolek na biurku - nic, nic same szkło... Przeszła później do wnikliwego badania wąskiego łóżka - smętnej, ciasnej pryczy, na której ledwo zmieściłby się dorosły członek jej plemienia. Nie mitrężyła czasu na zewnętrzne oględziny. Zaczęła działać. *SZUST!* *SZU!* Przewróciła skóry i koce pokrywające łóżko. - I dalej nic - Opadła szybko na drewnianą podłogę, która zaskrzypiała niemiłosiernie. Miejsce pod łóżkiem zdawało się idealne do znalezienia czegoś... czegoś, co nieodparcie kojarzyło się z czarnymi bryłkami fatalnych w swej naturze konkrecji... Przestrzeń pod pryczą ziała jednak smutną pustką pojedynczych pajęczyn. Nic więcej...

Przecież coś musi być - pomyślała z irytacją. Omiotła wzrokiem pomieszczenie. Wtem jej uwagę zwróciło coś... Deski przy drzwiach były brudne, poplamione. Przesunęła się niemalże pod próg i przyjrzała dokładniej znalezisku. Ciemnobrunatne plamy... czegoś co zdążyło na dobre wsiąknąć w strukturę drewna. Czegoś, co wyglądało jak krew...

- Na me pióra! Kyarielu podejdź! Chyba już wiem co spotkało naszego gnoma...

Naraz rozległ się głośny rumor. Dźwięk dochodził ze stajni. Za raz po nim usłyszała krzyk doświadczonego korsarza... Krzyk, którego wolała nigdy nie usłyszeć...

Nie czekała. Poderwała się i dobyła toporka. - Jeśli to ta istota... ciemność wyrywająca serca... na nic zda się nawet najlepsza stal. Ciemność... Tak światło, trzeba nam światła.. pochodnia! - Rozejrzała się szybko, tylko, aby się przekonać, że nie mają takowej. Zrobienie zajęłoby czas, którego nie mają. Wtedy jednak dotarło do niej, ze rozwiązanie było o wiele prostsze. Porwała z blatu stołu kawałek węgla i pospiesznie wykreśliła na trzonku broni Lśniący Run. Po chwili symbol rozjarzył się mroźnym, surowym blaskiem. Wybiegła z pomieszczenia. Serce biło szybko tłocząc krew do mięśni gotowych do działania. Oddech stał się płytki i urwany. Dobiegła do stajni...
Wykreślam Lśniący Run na trzonku toporka i biegnę pomóc Vilbergowi. Jeśli to coś okaże się jakimś bytem duchowej natury, spróbuję z egzorcyzmem (najpierw jednak przekonam się, z czym w ogóle mamy do czynienia).

: 10 czerwca 2016, 17:37
autor: voodoochild
Baza na Wilczych Pustkowiach, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri.

Alfr próbował się skupić na zapisaniu jak największej, dokładnej i uporządkowanej ilości informacji opisujących najistotniejsze elementy ich wyprawy, mające być jasną wskazówką dla ich ewentualnych następców.

Poszukiwania Norlaug początkowo go rozpraszały ale po jakimś czasie zrozumienie zwyciężyło nad chęcią wygonienia wiedźmy. Widział słuszność w jej poczynaniach, poza tym jej cicha krzątanina odciągała myśli od rozważań nad celem jego czynności.

Był już w połowie, kiedy Norlaug wyrwała go ze skupienia okrzykiem obwieszczającym, że coś znalazła, a który prawie zlał się z hałasem, kwikiem i krzykiem dochodzącym ze stajni. Szybko spojrzał na czarownicę i zerwał się z miejsca kierując się do wyjścia.

Chciał powiedzieć wiedźmie żeby została w bezpiecznej przystani, wystarczyło mu jednak jedno spojrzenie aby zorientować się że nic z tego rzucił więc tylko ciche

- trzymaj się blisko mnie

I wyszedł.
Kyariel jest w pełnej gotowości bojowej, zamierza iść do stajni, jest czujny i używa elfiego wzroku.

: 11 czerwca 2016, 18:58
autor: Frater_Terry
[center]Baza na Wilczych Pustkowiach, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri.[/center]
Tańczący po Czarnej Spirali odetchnął z ulgą, gdy uslyszal teorię o tym, że dusze jego kompanów wcale nie musialy zostać pożarte. Mimo iż była to jedynie ulotna myśl, Wylkołek uczepił się jej ze wszystkich sił. Ta myśl przywracała mu nadzieję, a to nadziei wlaśnie najbardziej mu w tej chwili brakowało.

[center]* * *[/center]
Nieco później tego dnia, leżąc z łbem opartym na łapach, wyobrażał sobie tę ciemność. Tę, która wyrywa serca. Widzial ją, jako różne koszmarne stworzenia, raz bardziej, raz mniej mityczne. Przechodziła w jego wyobrażeniach z jednej formy w następną, tańcząc groźnie po zakamarkach jego umysłu.

Umysłu, który dopiero po jakimś czasie przestał nadawać tej niewiadomej grozie kolejne twarze i w końcu uczynił z ciemności prawdziwą Ciemność. Bez formy, bez oblicza, bez krwi. Bez gardła, które mógłby rozszarpać swymi ostrymi kłami...

I wtedy usłyszał krzyk. Vilberga. Od strony stajni.

W następnej chwili gnał już w jej kierunku, tak szybko, jak tylko pozwalały mu na to jego łapy. Nim się obejrzał, dopadł do wrót stodoły.

: 13 czerwca 2016, 13:25
autor: Sigil
[center]Baza na Wilczych Pustkowiach, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri.[/center]
[center]Podkład: Creepy Music[/center]

Nim krzyk przebrzmiał, zebrani w izbie mężczyźni porwali się na równe nogi. Na korytarz wypadł Vidgar z rozwianym włosem. W ręku ściskał dobyty przed chwilą miecz. W kolejnej chwili rozpaczliwe rżenie koni zlało się w jedno z trzaskiem pękających wrót od stajni.

- Red, Vani, konie! Łapcie konie! - krzyknął Brnjar, sięgając po topór.

Obaj mężczyźni złapali jeno broń i tak jak stali, wypadli z izby w mroźną noc.

- Ojcze! - ryknął Olaf, dobywając stali. Bez chwili zastanowienia runął w kierunku stajni.

Vidgar także nie czekał na dalszy ciąg wydarzeń. Obaj Nardlens wpadli do stajni, niemal wyrywając z drzwi z zawiasów. Towarzyszył im Tańczący, i ciężko sapiący Brnjar. W pustym i ciemnym pomieszczeniu hulał wiatr, niosąc ze sobą pojedyncze płatki śniegu. W powietrzu czuć było zapach zwierzęcego strachu i krwi... Olaf ujął więc mocniej rękojeść miecza, aktywując zawartą w nim magię. Wyryte na broni runy rozjarzyły się zimnym blaskiem, zmieniając stalową klingę w strumień żywego światła. W jednej chwili blask ogarnął całe wnętrze, przeganiając mrok i ukazując arenę zniszczenia. Wyrwane wrota od stajni wisiały krzywo na jednym zawiasie. W kącie przy tylnej ścianie piętrzyło się zaś kilka wyłamanych belek, które zakrywały wcześniej wyłom uczyniony przez Wilczośpiewca.

Po chwili do stajni wbiegł Kyariel i Norlaug. Toporek w ręku czarownicy jaśniał blaskiem, wypędzając niedobitki ukrytych po kątach cieni. Zanim ktokolwiek zdołał jednak rzec czy uczynić cokolwiek, Młody Wilk rzucił się spiesznie w kierunku wyłomu, dostrzegając leżący na ziemi miecz. Miecz swego ojca. Vidgar kroczył przy kuzynie, ramię przy ramieniu, rozglądając się czujnie. Broń przywódcy wyprawy leżała w kałuży krwi, parującej na mrozie. I choć nikt nie powiedział ni słowa, obaj młodzieńcy wiedzieli, że było jej zbyt wiele, by żywić jakąkolwiek nadzieję... Obie ściany pokrywały zasychające, ciemne smugi... W wyrwie, za wyłomem czaiła się ciemność. Tańczący spojrzał ku niej i zawarczał cicho, czując jak sierść jeży mu się na grzbiecie. Mężczyźni podążyli za nim wzrokiem...

- Na duchy przodków... - szepnął Brnjar ze zgrozą.

Na zewnątrz, w padającej ze stajni plamie światła spoczywało ciało starego korsarza. Jego tors został praktycznie rozerwany na pół, a śnieg wokół przesiąkł ciemną czerwienią. Nad nim pochylało się pokraczne stworzenie, o długich, gładkich szponach. Jego sylwetka przypominała niesamowitego owada, a skrzydła zlewały się w jedno z zasłoną nocy. Młodzi Nardlens ujrzeli jeszcze długi jęzor, wystający z jego uzębionej paszczy. Poruszał się on niczym ślepy robak, raz po raz, z obrzydliwym mlaśnięciem, zagłębiając w zwłokach Vilberga...
[center]Obrazek[/center]
Monstrum wygląda mniej więcej tak jak na rysunku. Jedynie jego odnóża zakończone są długimi (około 20 cm.) pojedynczymi pazurami. Jest pokryty jakąś czarną substancją przypominającą chitynę, a jego skrzydła wydają się być częściowo niematerialne - tak jakby utkane były z cienia. Mają nieco ponad 3 m. rozpiętości, podczas gdy ciało stwora liczy około 2 m.
Dla Olafa i Vidgara: Krzyk zaskoczył was w czasie odpoczynku, więc z pewnością nie macie na głowach hełmów. Przyjmuję, że Vidgar nie ma tarczy, a Olaf łuku i strzał (raczej nikt nie siedzi w chacie z takimi rzeczami pod ręką). Aktualnie macie w ręce jedynie magiczne miecze. Przyjmuję jednak także, że macie na sobie zbroję (nie deklarowaliście, że ją zdejmujecie, więc uznaję, że ją nosicie).

Olaf: traci 1 punkt Energii za aktywację runu na broni.

Wszyscy: Nawet stąd widzicie, że Vilberg z pewnością nie żyje. Stwór rozerwał go na pół. Wszystko wokół zbryzgane jest krwią.
Potwór wygląda jakby na razie nie zwracał na was uwagi, pochylając się nad ofiarą. Nie wiecie, czy chce ją pożreć, niemniej sam ten widok jest wystarczająco koszmarny, by prześladować was przez lata. Patrząc na niego wszyscy przechodzicie test S.W. przeciwko efektom strachu:

Kyariel: 42; Rzut = 55; Test nie zdany. Na widok stworzenia odczuwasz paraliżujący strach. Możesz się wycofać lub spróbować go przełamać w kolejnej rundzie.
Norlaug: 48; Rzut = 70; Test nie zdany. Na widok stworzenia odczuwasz paraliżujący strach. Możesz się wycofać lub spróbować go przełamać w kolejnej rundzie.
Olaf: 33; Rzut = 01; Krytyczny sukces! Nie odczuwasz strachu, a jedynie wściekłość. Z uwagi na ten wyrzut stworzenie to nie będzie już w tobie nigdy wzbudzało lęku, a tylko chęć zemsty.
Tańczący: 25; Rzut = 54; Test nie zdany. Na widok stworzenia odczuwasz paraliżujący strach. Możesz się wycofać lub spróbować go przełamać w kolejnej rundzie.
Vidgar: 36; Rzut = 31; Test zdany (bez przebić). Na widok stwora przeszły cię ciarki, ale potrafisz zapanować nad sobą. Możesz działać normalnie.

Co robicie?

: 13 czerwca 2016, 19:50
autor: Dobro
[center]Baza na Wilczych Pustkowiach, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri.[/center]

- Ojcze? - zapytał głucho Olaf, widząc zmasakrowane szczątki swego rodziciela. Przed oczyma przewijały się setki obrazów: wspomnień z innego życia, które z trzaskiem pękało, odrywając się od rzeczywistości. Wspólne polowania, biesiady, handel i wyprawy morskie.

Vilberg trzymał ster niewielkiej łodzi, którą zabierał Olafa na połów morskich ryb przybrzeżnych. Coś opowiadał, ale z jego słów zdania zaczęły oplatać się wokoło starego korsarza i dusić go, ściskając gardło. Olaf czuł, że nogi ma jak z waty - wyciagnął rękę i...

... stał przed opuszczoną stajnią, z dala od domu, ze stygnącymi zwłokami najdroższej dla niego osoby.

Kości na dłoni pobielały mu od wysiłku i ściskania rękojeści magicznego miecza. Grymas wściekłości wykrzywił twarz. Przez zaciśnięte zęby wydobywał się wściekły warkot przypominający warkot wilka, który zagnany do rogu bronił się przed rozjuszonym niedźwiedziem. Młody wilk poczuł, że wyostrzają mu się zmysły: przed nim była tylko plugawa istota cienia, wszystko inne w szybkim tempie rozmazywało się w polu widzenia.

Zapach krwi tylko przyśpieszał akcje serca Olafa, który czuł, że powoli jego włosy zamieniają się w sierść, a przednie zęby w ostre jak brzytwa kły. Dłonie zaś, które kurczowo ściskały chłodną rękojeść miecza zwęziły się i na oczach wszystkich jęły przemieniać się w wilcze łapy. Miecz z cichym pluśnięciem opadł na świeży śnieg i jakby przeczuwając krwawe widowisko, ułożył się wygodnie klingą wyciągniętą w stronę potwora...

... który już za parę uderzeń serca doświadczy bólu i prawdziwej pustki po zerwanej rodzicielskiej więzi.

Olaf, który jeszcze parę chwil temu, zatopiony w rozważaniach przeżuwał resztki posiłku, teraz przekształcał się w ogromnego wilka o barwie jasnego księżyca w bezchmurną noc. Z gardła młodego Vilbersona wydobywał się złowrogi charkot i niepohamowana żądza krwi - żądza otępiająca racjonalny umysł, który kulił się w zakamarkach duszy jako bierny świadek nadchodzącej, koszmarnej sceny.

Gdy przemiana skończyła się na dobre, połączona dusza opiekuńczego ducha i Olafa zebrała siłę i zawyła wilczym skowytem, rozpalając ognisko zemsty w oczach. Tak wyposażony, wściekły i pijany z siły, którą napędzała rozpacz i strata, Olaf wyrwał się do przodu i ruszył na istotę cienia, chcąc ją rozerwać szczękami na kawałki.

W tej chwili nic innego i nikt ninny nie miał znaczenia. Była tylko i wyłącznie żądza mordu i zemsty.

Atak!

: 13 czerwca 2016, 21:55
autor: voodoochild
Baza na Wilczych Pustkowiach, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri.

Wpadli do środka stajni, w jego nozdrza uderzył odór krwi i zwierzęcego strachu.

W środku panował bałagan jakby wleciał tam rozjuszony wilczośpiewca, wojownicy rozglądali się uważnie nie tracąc czujności, podążył za nimi wzrokiem i znieruchomiał widząc leżące na zewnątrz makabrycznie rozerwane ciało Vilberga.

To, co się nad nim pochylało zamieniło targające nim głębokie uczucie niepokoju w strach. Zupełnie nie był gotów na to co zobaczył, przerażenie sprawiło że stanął w bezruchu wstrzymując oddech i tylko patrzył jak monstrum gwałci swym długim jęzorem zwłoki starego korsarza.

Przez chwilę opanowała go chęć ucieczki ale powstrzymał się nakazując sobie zostanie w miejscu. Będę walczył! Pomyślał z mocą wiedząc że jego plugawa dezercja zwiększyłaby tylko szansę na wygraną tej maszkary. A na to nie pozwoli.

Widząc szykującego się do ataku Olafa, wypuścił wolno powietrze i skupił się na wsparciu go swoimi umiejętnościami w walce.
tworzę ognisty pocisk, używam różdżki

: 14 czerwca 2016, 21:27
autor: TatTvamAsi
[center]Baza na Wilczych Pustkowiach, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri.[/center]

Opadły płatki śniegu... a chłód wdzierał się do dusznej stajni, w której zaległa cisza... teraz. Vidgar już tam był, z mieczem obnażonym. Olaf już tam był, a ostrze jego broni lśniło mroźnie. Wiedźma poszła dalej. Przeraźliwa cisza... dźwięczała w uszach, a serce kołatało... wyjrzała za załom. Wyrwę w ścianie stajni. Łuna magicznego oręża oświetliła obejście...

Był rosły, cielsko nawarstwione, pokrętne kończyny. A ona zamarła... serce zamarło... a umysł wył... wył w krzykach rozpaczy, wył lękiem tak pierwotnym i niezbadanym. To było... tam... wznosiło się... ponad śniegiem, a na nim... Vilberg. Jego zbezczeszczone ciało. Jasne jak len, pobielone wiekiem włosy... we krwi. Rozerwany na pół... ciało pozbawione czci, sprofanowane... Ukochany ojciec... doświadczony wojownik... ojciec Olafa...

To było poza doznania przeznaczone dla śmiertelnych oczu. Forma, którą przyoblekło, była materialna... Wyłoniło swój długi język i jęło... poszukiwać serca! Jeszcze nie... nie jest za późno! Gniew zawrzał, gniew przeciwko temu, co zniszczyło jej przyjaciół... by nasycić swój bluźnierczy głód. Nie pozwolę! Nie, nie dam zniszczyć i jego duszy! Nie jego, który był zawsze przy nas!
Wiedźma jest sparaliżowana z niewysłowionego lęku. Nie pozwoli jednak pochłonąć tej istocie serca korsarza, tylko przełamie strach i zaatakuje tą maszkarę - rzuci weń toporkiem. Jak przełamie swój lęk i pozna, co to za stwór, jej działania się do tego dostosują.

: 16 czerwca 2016, 19:02
autor: zapalki_chaosu
[center]Baza na Wilczych Pustkowiach, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri.[/center]

Widząc ilość krwi i martwego wuja na ziemi, wszystkie emocje opuściły Vidgara i chociaż nie był tego wtedy jeszcze świadom odczuł jak szpony ciemności ranią jego serce. Głosem niby głośnym lecz dziwnie nieobecnym huknął do zebranych, mając przede wszystkim maga na myśli:

- Ogniem, poraź go ogniem!

Sam zaś sięgnął czym prędzej po upuszczony przez Olafa miecz i na tyle szybko na ile pozwalały jego ludzkie mięśnie ruszył na poczwarę. Przez myśl przeszła mu tylko myśl jakby obca, bardzo spokojna i mimo, że obca bardzo znajoma.
Vidgar napierdala a jeżeli trzeba to osłania Olafa, bo głupio by było, gdyby ten w akcie szaleńczej rozpaczy dał się zabić.

: 17 czerwca 2016, 07:02
autor: Frater_Terry
[center]Baza na Wilczych Pustkowiach, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri.[/center]
Stalowo zimny uścisk strachu miażdżył jego serce. Tańczący zaskamlał cicho, pełnym żalu i wściekłości jękiem. Nienawidził się za swą niemoc, w chwili najważniejszej próby w jego dotychczasowym życiu.

Duma zabolała go jeszcze bardziej, kiedy spostrzegł, że jego kompani nie zlękli się potwora i na równych nogach stanęli z nim w szranki.

Nie mogę się ruszyć. Nie chcę by to plugastwo wyrwałome serce i pożarło duszę. Nie chcę tu być! Uciekaj! Natychmiast uciekaj! Nie mogę się ruszyć. Moje łapy nie chcą się mnie słuchać... Pomocy... Pomocy! Nie! Nie krzycz. Uspokój się. Nie uciekaj. Pomóż im. Tu jest twoje miejsce. Uspokój się. Chciałeś dopaść, cokolwiek zabiło Gunlid i chłopaków. To jest ta chwila. Opanuj sie!

Zacisnął mocno powieki, ze wszelkich sił starając się przełamać paraliżujący go strach. Kiedy na powrót otworzył oczy, łapy wciąż mu drżały i byly dziwnie miękkie. Zawarczał groźnie na samego siebie. Ponownie skupił się na swoim jedynym w tej chwili celu - opanowaniu.
Tańczący ogarnia swój strach do skutku. Następnie atakuje to ustrojstwo starając się ściągać na siebie uwagę potwora.

: 18 czerwca 2016, 13:44
autor: Sigil
[center]Baza na Wilczych Pustkowiach, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri.[/center]
[center]Podkład: Dawn of the End[/center]
Wycie pełne wściekłości i żalu rozdarło ciszę nocy i Olaf, przemieniony w wilka, rzucił się ku poczwarze, by pomścić śmierć ojca. Vidgar porwał z ziemi miecz runiczny, nim ten zdążył zgasnąć i ruszył za kuzynem. Ten wszakże wyprzedził go bez trudu. W mroku nocy błysnęła biel kłów, gdy młody Nardlens zatopił je w ciele plugawego stworu. Poczuł chłód, jakby żyły istoty wypełniała nie żywa krew, lecz ciemność nocy. Ciało w jego szczękach zdawało się twarde niczym stal, nieustępliwe. Mimo to jednak rozpacz dodała mu sił i pancerz, którym obleczona była koszmarna ćma, począł pękać pod naciskiem wilczych kłów. Chwilę później poczuł ból, gdy długie szpony dosięgły jego boku. Potwór bronił się gwałtownie skręcając ciało. Widmowe skrzydła z mroku biły przestrzeń.

Widząc to Norlaug krzyknęła głośno i zamachnęła się, ciskając trzymany w ręku toporek. Lęk jednak sparaliżował jej mięśnie i ostrze poleciało w kąt stajni, wbijając się głęboko w ścianę.

Vidgar zaklął, gdy z czarnego jak śmierć odwłoku potwora wysunęło się mordercze żądło i zatopiło głęboko w ciele Olafa, posyłając go na śnieg, obok zwłok Vilberga. Wojownik ruszył szybciej, klnąc opieszałość ludzkiego ciała, gdy nad jego ramieniem z wizgiem przeleciał pocisk ognisty. Płomień trafił poczwarę, która właśnie pochylała się nad leżącym na ziemi zwiadowcą. Stwór odskoczył niemal natychmiast i Enherjer korzystając z okazji, ruszył z krzykiem naprzód. Pragnienie zemsty wypełniło jego umysł, spychając na bok inne myśli. Upiorny insekt wszakże był szybszy. Widząc lśniące blaskiem ostrze, cofnął się z nadludzką szybkością, stapiając z ciemnością nocy. Młody Nardlens usłyszał jeszcze tylko dziwaczny szczebiot, przypominający nieco ćwierkanie świerszcza. A po nim jeno jęk kuzyna, który śmiertelnie ranny dogorywał na śniegu...
Spoiler!
Z uwagi na klimat grozy i koszmaru, nie będę tym razem podawał statystyk stwora, byście nie wiedzieli jakiego rodzaju wyzwanie przed wami stoi./EVILS/

Inicjatywa:
[olist=1]Olaf
Stwór z Mroku
Norlaug
Vidgar
Tańczący
Brnjar
Kyariel[/olist]

[center]RUNDA I[/center]
Działają w niej tylko Olaf i Vidgar (reszta nie może działać z uwagi na strach)

Olaf: używa zdolności Mieniactwo i zmienia się w Wilka.
Otrzymuje: +20 Zw, +10 Odp., +30 Biegłość: Bez broni, +2 żywotności;

Stwór z Mroku: Nie robi nic na razie, prócz wysysania krwi ze zwłok.

Vidgar: podnosi miecz Olafa. Generalnie upuszczony miecz powinien zgasnąć i wymagać ponownej aktywacji, ale z uwagi na spójność narracji uznałem, że stało się to zbyt szybko i nadal run będzie aktywny.

Reszta wesołej gromadki wykonuje testy S.W. przeciwko efektom strachu:
Norlaug: 48; Rzut: 32; Test zdany, uda ci się opanować lęk. W kolejnej rundzie możesz działać.
Tańczący: 25: Rzut: 72; Test nie zdany. Nadal odczuwasz paraliżujący lęk, który uniemożliwia ci wszelkie działanie;
Brnjar: Test nie zdany. Kupiec także odczuwa paraliżujący strach;
Kyariel: 42; Rzut: 03. Krytyczny sukces! Udaje ci się doskonale opanować strach! Z uwagi na ten wyrzut, istoty tego rodzaju nie będą już w tobie budziły lęku.


[center]RUNDA II[/center]
Olaf: biegnie atakować poczwarę. Ponieważ jest w formie wilka jest szybszy i dopada ją w tej rundzie.
Atak udany! Zadanie obrażenia: 2.

Stwór z Mroku: broni się atakując Olafa:
Trafienie szponami: udane. Zadane obrażenia 5 - 1 (gruba skóra w formie wilka) = 4
Trafienie żądłem: krytyczne trafienie! Zadane obrażenia: 11 - 1 = 10

Olaf otrzymuje 14 obrażeń i spada na 0 żywotności! Jest praktycznie w agonii (jeśli otrzyma jeszcze jedną ranę - umrze). Pada na ziemię i nie może podejmować żadnych działań, poza patrzeniem na swoją krew wsiąkającą w śnieg.
Test na ranę krytyczną: 44; Rzut: 36 Zdany. Bez ran krytycznych.
Test na zachowanie przytomności: 44; Rzut: 86. Nie zdany: Olaf mdleje na 1 R.
Test przeciwko truciźnie Stwora z Mroku: 44; Rzut: 38. Test zdany: Olaf otrzymuje jedynie -10 do S.W.

Norlaug: rzuca toporkiem ze Świetlistym Runem.
Rzut na atak: 99. Krytyczny pech! Rzut w tabeli pecha: 5.
Toporek wbija się w ścianę, niedaleko szczeliny. Wyjęcie go będzie bardzo trudne.

Vidgar: dobiega do stwora z Mroku i będzie mógł walczyć w kolejnej rundzie.

Tańczący po Czarnej Spirali: Test S.W. by opanować strach:
25; Rzut: 14. Wylkołkowi nareszcie udaje się dojść do siebie! Będzie mógł działać w kolejnej rundzie.

Brnjar: opanowuje strach i będzie mógł działać w kolejnej rundzie.

Kyariel: ciska ognistym pociskiem w Stwora z Mroku:
Trafi 1 punkt Energii;
Mag nie wie ile obrażeń zadał, wygląda to jednak poważnie. Stwór natychmiast zaczyna się wycofywać.


[center]RUNDA III[/center]
Olaf: Nieprzytomny w tej rundzie;

Stwór z Mroku: Wycofuje się dając Vidgarowi okazję do ataku okazyjnego;

Vidgar atakuje lecz nie trafia. Stwór jakimś dziwnym sposobem stapia się z ciemnością nocy i znika.

[center]KONIEC WALKI[/center]
Bilans Walki:
Olaf: Zwiadowca odzyska przytomność po walce. Jest bardzo poważnie ranny: 0 żywotności. Za 2 rundy zmieni się w człowieka i umrze (jego żywotność spadnie tedy o 2), chyba, że ktoś pomoże mu szybciej...

Vidgar: zauważysz, że potwór z którym walczyliście ogromnie lęka się światła. Na widok miecza, który trzymasz w dłoni natychmiast wycofał się w ciemność.

Stwór z Mroku rozmył się w ciemności nocy.
[center]***[/center]
Kyariel i Norlaug stali ramię w ramię w ciemności tchnącej zapachem koni i krwi. Tuż obok posapywał Brnjar, który wreszcie otrząsnął się ze zgrozy i dobył wiszący przy pasie młot bojowy. Tańczący po Czarnej Spirali poczuł nareszcie, iż odzyskuje panowanie nad ciałem i umysłem, gdy nagle, kątem oka zauważył poruszenie przy drzwiach stajni. W jednej chwili włosy zjeżyły mu się na karku, a z gardła wydobył się głęboki warkot. Pozostali, ostrzeżeni przez Wylkołka także spojrzeli w tym kierunku. W nieregularnym otworze, pozostałym po wyłamanych drzwiach majaczył kolejny owadzi kształt. Jego zjawieniu się towarzyszyło ciche cykanie, podobne nieco do dźwięku owadów, lub grzechotki obłąkanego szamana...

[center]Obrazek[/center]
Vidgar i Olaf są na zewnątrz, za stajnią. Olaf aktualnie się wykrwawia a Vidgar jest zbyt daleko, by pomóc osobom znajdującym się w środku. Poza tym nie widzi zagrożenia i nie jest go świadom.

Pozostali znajdujący się w stajni: stwór znajduje się w odległości 5 m. od was. Nie wiecie, czy to ten sam, z którym walczyliście, czy jakiś inny? Dookoła jest ciemno, jedynie toporek wbity w tylną ścianę stajni rozprasza mrok, jest jednak za daleko, by wam pomóc. Koszmarna ćma zaś najwyraźniej szykuje się do ataku...
Spoiler!
Zdany test Bestiariologii pozwoli ci stwierdzić, iż:
Nie jest to żadna istota pochodząca z tego świata. Jednak przypomni ci się pewna opowieść o stworach z mroku, które przypominały nieco to, na co patrzysz. W baśni nazywano to: Porywaczami Dusz, choć nikt tak naprawdę nie znał ich nazwy - nadawano im jedynie rożne określenia, by opisać ich sposób działania. Stwór ten boi się światła, to wiesz na pewno. Jest także całkowicie odporny na obrażenia niemagiczne. Poza tym ma zdolność wysysania dusz. Dusze te gromadzi w sobie, wewnątrz swego ciała i czerpie z nich siłę. Można je wszakże uwolnić zabijając potwora. Nie wiesz jakie jeszcze inne zdolności posiada Porywacz.