Dzika knieja, 26 orakt-ran
Do uszu surelinina dobiegały odgłosy zaciekłej walki na śmierć i życie, warczenie i ujadanie wargów, wrzaski goblinów, basowe ryki ogrów i wycie przerażonych wołów - lecz uwaga młodego strażnika skupiona była wyłącznie na postaci uzbrojonego w topór goblina, który przesadził stygnące cielsko swego futrzastego wierzchowca szarżując na Ostrogarczyka z nienawistnym zawodzeniem na ustach.
Wrzeszcząc bardziej pod wpływem odruchu niż w wyrazie własnej wściekłości, Eco wraził ostrze swego miecza pomiędzy trzymającą topór prawicę goblina, a jego tarczę, wbił klingę głęboko w skórznię leśnego grasanta. Wrzask goblina przeszedł w niski wizg, a potem głuche stęknięcie, kiedy gwardzista zwarł się z nim w uścisku odtrącając topór w bok i wsadzając zbroczony ciemną posoką miecz po raz drugi w brzuch przeciwnika.
Charcząc głucho napastnik upadł na plecy, ześlizgnął się z klingi ludzkiego miecza. Nie czekając na następny atak Eco wskoczył z niezwykłą zwinnością na wóz, cisnął miecz pod nogi i pochwycił leżącą tam kuszę. W powietrzu nad jego barkiem przeleciała jakaś odrąbana ostrzem ogra goblińska głowa. Opodal gwardzisty stał wyprostowany jak świeca kleryk Morglitha, wykrzykujący donośnym głosem jakieś zaklęcia. Wszędzie wokół uwijały się futrzaste kształty, skaczące na obrońców, szarpiące wielkie kawały ciała z konających wołów.
Eco podrzucił kuszę do ramienia i zastygł w bezruchu porażony znienacka szaleńczą, ale niebywale kuszącą ideą strzelenia strasznemu kapłanowi w plecy. Wspomnienia rzeczy, do jakich doszło w Czarnej Krypcie sprawiły, że krew strażnika zagotowała się znienacka w obliczu tak dogodnej okazji do pomszczenia swej krzywdy.
Lecz nim palec mężczyzny do końca ściągnął spust kuszy, jego oczy natrafiły na widowisko, pod wpływem którego Eco dosłownie skamieniał w miejscu.
Niewielkiej tajemniczej istoty w czerni nie było już na wozie. Eco nie zauważył momentu, w którym stworzenie zeskoczyło na ziemię, ale nie mogło to stać się dalej jak kilka uderzeń serca temu. Mimo to czarny stworek zdążył przeistoczyć leśny szlak w miejsce porażającej rzezi. Skacząc jak fryga ciął na wszystkie strony dziwnym zębatym ostrzem, niewiele mniejszym od krótkiego miecza surelianian, ale w przeciwieństwie do zwyczajnego oręża Eco promieniującego chorobliwie zielonkawą poświatą. Gdzie zęby tego ostrza wcinały się w żywą tkankę, tam pod korony drzew płynął wrzask i skowyt agonii. Odrąbane kończyny latały w powietrzu, bryzgające krwią ciała padały bezwładnie w trawę.
Czarny stwór wskoczył na grzbiet jednego z wargów przecinając w poprzek na wysokości pasa jego jeźdźca, a potem wraził dziwaczną broń - w opinii przerażonego tym widowiskiem Eco prawdziwe kuruzzi - w grubokościstą czaszkę zwierzęcia. Klinga weszła w nią niczym w masło, drapieżnik zwalił się bezdźwięcznie na ziemię.
Ulubieniec Angano zeskoczył z padającego cielska, wylądował na ugiętych nogach pomiędzy tuzinem trupów, spojrzał fosforyzującymi spod kaptura oczami na swego stojącego na wozie pana. Na dwa stojące ramię w ramię nad ciałami zarąbanych okrutnie goblinów ogry. Na boczącego z rany na udzie Fleituha, odkopującego od siebie drgające goblińskie truchło.
Na celującego w stronę Angano z kuszy gwardzistę, przypominającego swym bezruchem ofiarę podstępnej petryfikacji.
Ostatni żyjący goblińscy jeźdźcy rzucili się do panicznej ucieczki, mknąc na złamanie karków w zbawczą ciemność nocy.
Sparing Eco kontra goblin POZ 2. Gwardzista zada dwa ciosy, w 70. i 40. momencie rundy, z RTR 72. Wyniki rzutów 8 i 38, oba ataki celne. Dretch nie zadeklarował, czy będzie ciął czy dźgał, więc wybrałem dla niego kłute jako bardziej optymalne przy zbroi kurtkowej. Pierwsze pchnięcie zadało goblinowi 61 ran, a drugie 116, w sumie 177. Przy ŻYW 113 napastnika oznacza to agonię.
I jak wspomina opis fabularny, co teraz zrobi Eco? Strzeli w plecy Angano czy może do czarnego rzeźnika czy też w jakiegoś goblina?