Strona 28 z 33

: 07 kwietnia 2019, 12:53
autor: Keth
Dom pielgrzyma, noc 1 lipca 2595

W mroku nocy na zewnątrz domu pielgrzyma unosił się niewielki obiekt, nie większy od pięści dorosłego człowieka. W pierwszej sekundzie Barthez odniósł wrażenie, że spogląda na przerośniętego żuka w czarnej chitynowej skorupie, latającego pomimo zauważalnego braku skrzydeł. Uderzenie serca później do umysłu Alpejczyka dotarło prawdziwe znaczenie widoku, na który spoglądał.

Miniaturowy dron tańczył w powietrzu kontrując podmuchy wiatru zmianą obrotów rotorów wbudowanych w czworokątne skrzydła. Ten własnie dźwięk zwrócił uwagę czujnego Helwety i tylko dzięki wietrznej pogodzie, inaczej dyskretne z natury urządzenie najpewniej nie zostałoby przez Nathana zauważone.

Latający dron, relikt Dawnych Czasów, artefakt mogący śmiało uchodzić za dzieło rąk Boga bądź magiczny skarb w oczach pospolitych śmiertelników! Barthez znał w uproszczeniu budowę i zasady działania takich urządzeń, aczkolwiek nigdy nie trafiła mu się sposobność ku temu, by własnymi rękami poprowadzić drona. Alpejska Twierdza posiadała na wyposażeniu podobne modele, pieczołowicie strzeżone i wykorzystywane tylko w krytycznie istotnych momentach. Wiedza niezbędna do ich napraw oraz chroniczny brak części zastępczych ograniczały do minimum stosowanie tych urządzeń sprawiały, że zwyczajny Europejczyk nawet nie zdawał sobie sprawy z istnienia takich cudów techniki.

Szpieg bądź zabójca, w zależności od zastosowanej w dronie konfiguracji. W obu przypadkach zaskakujący intruz stwarzał podobnie wysokie zagrożenie dla osoby pierworodnego Sanguine, toteż Helweta nie wahał się nawet sekundy. Poderwawszy uzbrojoną w Sig Sauera prawicę mężczyzna wymierzył w obły kształt drona i pociągnął trzy razy za spust.

Pierwszy pocisk trafił prosto w środek latającego kształtu, targnął nim pośród snopa iskier, cisnął w obłąkańczy taniec połączony z gwałtownym spadaniem. Dwie kolejne kule pomknęły w ciemność ścigając tracący pułap mały cel, najprawdopodobniej już go nie sięgając. Huk wystrzałów rozdarł spokojną ciszę nocy, wypełnił ją przeraźliwymi krzykami wyrwanych ze snu pielgrzymów, dla których zabrakło w przytułku miejsca i którzy musieli kłaść się do spoczynku pod gołym niebem.

Barthez wychylił się za parapet próbując dostrzec miejsce upadku drona i skamieniał w ułamku sekundy zauważając kątem oka coś innego. Za kamiennym murkiem tworzącym zewnętrzne ogrodzenie placu pojawiło się znienacka ciemne zarysowanie człekokształtnego konturu, jakby ktoś ukryty tam nagle podniósł się ponad krawędź osłony.

A w obrębie zarysu głowy zapaliły się znienacka dwa jaskrawozielone punkty, pulsujące nadnaturalnym światłem mogącym uchodzić za odpowiednik oczu!


Mechanika strzelania
Spoiler!
Poziom testu: bardzo trudny (6) - niewielki rozmiar, ciemność, strzały w pośpiechu i bez starannego mierzenia. AGL 4 + Projectiles 3. Dwie kostki premii profesyjnej. Wyniki: 6, 6, 4, 5, 6, 3, 6, 4, 6 (aż takich rzutów się nie spodziewałem). osiem sukcesów z pięcioma triggerami! Dron strącony!
Dron został strącony, spadł gdzieś na dziedziniec. Wokół słychać pierwsze dźwięki paniki. Uwagę Nathana przykuł natomiast człekokształtny intruz, który wydaje się teraz znacznie groźniejszy od drona!

: 09 kwietnia 2019, 14:05
autor: 8art
Dom pielgrzyma, późny wieczór 1 lipca 2595

Barthez z hukiem otworzył okiennice. Nawet nie miał czasu zdzwić się temu co ujrzał. Wpojone przez dekady treningu ciało zadziałało instynktownie, prawie nie angażując świadomości. Palec wskazujący przesunął się na spust I wcisnął go zwalniając iglicę ciężkiego Sig-Sauera. Normalnie strzeliłby klasycznym dubletem, ale nacisnął cyngiel jeszcze dwukrotnie, dla pewności, że cel został strącony.

Jego ludzie napewno podrywali się już do akcji zaalaramowani znajomym hukiem pistoletu Helwety. Należało ich tylko skierować w odpowiednie miejsce, aby nie tracili czasu na rozeznanie się w sytuacji. Barthez zorientował się momentalnie, że nie skończy się na trzech strzałach. Delikatnie cofnął się tak aby mógł skryć część ciałą za okienną framugą I przystąpił do dalszego działania. Ręce znów poderwały pistolet, mierząc w mrok nocy. Szef ochrony warknął tylko do przerażonych biesiadników:

- Wynoście się pod ochronę Sangów! Głowy w dół!

Wystrzelił znów. Wiedział, że będzie kwestią sekund, kiedy ktoś z jego ludzi znajdzie się w pomieszczeniu I będzie mół zacząć dowodzić bardziej efektywnie. Być może nie przewidział z Perraultem podobnego scenariusza, ale był pewien, że jego Sangowie wywiążą się z zadania.
Staram się przygwoździć drugi cel ogniem z broni i uniemożliwić ewentualną ucieczkę

: 09 kwietnia 2019, 14:43
autor: Suriel
Dziedzic opuszcza ten wynędzniały lokal. I tak widok z okna nie podobał się Abdelowi od samego początku, kiedy to przez pomyłkę zakwaterowano króla Franki w tym nader wątpliwej jakości lokalu, bez jacuzzi dlatego bąbelki musiał w zakresie własnym...

: 09 kwietnia 2019, 18:44
autor: Keth
Dom pielgrzyma, późny wieczór 1 lipca 2595

Frankańscy arystokraci nie potrzebowali dodatkowej zachęty, okrzyk szefa ochrony połączony z hukiem kolejnych wystrzałów dodał im w jednej sekundzie skrzydeł. Próbujący się wedrzeć do pokoju Polanie momentalnie odskoczyli na boki przepuszczając w progu swych pryncypałów, jeden z nich zasłonił na chwilę własnym ciałem Angeline Leę kładąc dłonie w opiekuńczym geście na jej wyeksponowanym dekolcie.

Nathan Barthez wychylił się za parapet okna, wystrzelił dwukrotnie ze swego pistoletu. Wrzaski przerażonych ludzi rozbrzmiewały już w całym domostwie oraz jego otoczeniu, punktowane gardłowymi okrzykami Sangów i członków ochrony zaciągniętych przez Helwetę.

Na korytarzu pojawił się kapitan Perrault, wymachujący nabitym rewolwerem i dzierżonym w lewej dłoni ceremonialnym kordem.

- Wasze miłości, do mnie! - krzyknął przywołując do siebie trójkę szlachciców.

- Do mojego pokoju! - odkrzyknęła Angeline - Mam w kufrze pistolet!

- Wasza miłość, nie ma na to czasu! - zaprotestował kapitan łapiąc szlachciankę pod ramię. Przyrodnia siostra Abdela rzuciła w odpowiedzi stekiem przekleństw tak dosadnych, że dwaj towarzyszący Jaquesowi sierżanci poczerwienieli mimowolnie słysząc słowa kompletnie nielicujące z przeuroczą aparycją młodej damy.

- Na parter, tam nie ma okien! - wydał rozkaz Barthez - Yuran, Dragan, do mnie!
Nie wiem, czy opuszczanie budynku w tym momencie jest dobrym pomysłem. Wciąż nie wiecie, do kogo (bądź co gorsza, czego) strzela Alpejczyk ani co dzieje się na zewnątrz domu pielgrzyma. Ale jak się uprzecie, możecie uciec za próg w groźną i pełną hałasu noc...

: 09 kwietnia 2019, 21:32
autor: Nanatar
Dom Pielgrzyma, późny wieczór 1 lipca 2595

Kalkulując błyskawicznie Leon Thibaut ocenił, że dzieci Ventriculle są bezpieczne.W czasie kiedy porwał swój karabin, a do przewieszonego przez ramię wora wsypywał amunicję, można by liczyć przelatujące przez klepsydrę ziarenka piasku. W rytm kolejnych wystrzałów najemnika ładował magazynek broni, ostatni z pocisków, wyślizgnął się z spoconych dłoni wynalazcy i zatańczył na wierzchu karabinu, Leon pochwycił go pewnym i zrównoważonym ruchem i wepchnął do magazynku.

Broń szczęknęła charakterystycznie, nabój został wprowadzony do komory i Leon zamarł w pozycji gotowej do strzału, następnie powoli, za plecami Batheza wycofał się w kierunku drzwi, skąd słychać był ponaglające słowa Perrauta.

: 09 kwietnia 2019, 23:14
autor: 8art
Dom Pielgrzyma, późny wieczór 1 lipca 2595

Polanie błyskawicznie doskoczyli szefa. Helweta gestykulując nadzwyczajnie, wyjaśnił coś szybko w borkańskim i Yuran bez zastanowienia skierował lufę swojego automatu w miejsce, gdzie do tej pory strzelał Alpejczyk. Barhtez tymczasem ponaglając Dragana skoczył ku drzwiom.

Z pokoju wciąż jeszcze wycofywał się Leon, niepewnie dzierżąc swoją broń:

- Z drogi!!! - ryknął na Sanguine'a i zupełnie nie przejmując się statusem arystokraty niemal potrącił go wybiegając w pośpiechu o jaki wynalazca nigdy nie posądziłby na codzień spokojnego najemnika. Nim jeszcze Helweta i Polanin zniknęli w korytarzu pojedynczym strzałem odezwał się automat Yurana. Olbrzym nie omieszkał się zrobić użytku z broni, która nawet dla wprawnego oka Thibaulta wydawała się prawdziwym cudem techniki, lub co bardziej prawdopodobne artefaktem pamiętającym jeszcze czasu sprzed Eshatonu.

Najemnicy tymczasem wpadli na schody. Pewnie stratowaliby młodego, sparaliżowanego strachem posługiwacza, gdyby Barthez nie wrzasnął w
purgaryjskim:

- Pod ścianę!!!

Chłopak, nie wiadomo, czy wystraszony bardziej wystrzałami, czy wymachującym wielkim pistoletem Helwetą cofnął się błyskawicznie pod ścianę, nim mężczyźni pędząc wyminęli go na schodach skacząc po kilka stopni na raz. Z pierwszego piętra znów doszedł wszystkich charakterystyczny huk karabinu Polanina. Alpejczyk biegnąc ku drzwiom zwoływał swoich. W końcu po chwili wypadł przed Dom Pielgrzyma. Wydał tylko krótki rozkaz do Ludovica, pokjazując coś na ziemi:

- Zabezpiecz to!

Reszta wiedziała co robić. Dragan skoczył trochę w bok i skierował lufę bliźniaczego z Yuranowym automatu w stronę murku. Wiedząc co się święci Djurjevic zrobił to samo flankując drugą stronę. Kiwolo i Barthez skoczyli ku ogrodzeniu, gotowi oddać strzał jeśli zaszłaby taka potrzeba...
Najemnicy zabezpieczają strącony obiekt i teren. Przesunąłem akcje w poście już przed dom, ale zastrzegam sobie prawo do tego, żeby zmodyfikować posta, że jeśliby schronienie stało się celem ataku.

: 10 kwietnia 2019, 12:41
autor: Keth
Dom pielgrzyma, noc 1 lipca 2595

Za niskim kamiennym murkiem ukryta była jedynie pogniecona trawa. Ktokolwiek się tam czaił, ktokolwiek zamierzał podkraść się do pierworodnego Sanguine i ambasadora Montpellier w północnej Purgarii, zniknął. Dusząc w ustach przekleństwa Alpejczyk przeskoczył przez ogrodzenie, wbił wzrok w kołysane wiatrem łany wysokiej kukurydzy ciągnące się hen ku porastającymi dolne partie gór lasom. Ukryty w ciemnościach nocy i gęstej roślinności, zielonooki infiltrator przepadł bez śladu.

- Żadne kropele od krewy - powiedział ściszonym głosem Kiwolo, potężnie zbudowany czarnoskóry najemnik budzący od początku ogromne poruszenie wśród obserwujących go miejscowych - Koj to bywał, obyrkał.

Nathan pokiwał głową do siebie samego, zabezpieczył pistolet i wsunął go do kabury. Noc pulsowała niesłabnącymi krzykami przerażenia, płaczem kobiet i dzieci, gniewnymi i pełnymi skonfundowania wrzaskami mężczyzn. Pielgrzymi obozujący na dziedzińcu w przeważającej większości pouciekali na wszystkie strony, pozostawiając jedynie kilku niezdolnych do samodzielnej ewakuacji rozwrzeszczanych starców. W łanach kukurydzy i zboża słychać było tupot licznych nóg, trzask łamanych pędów, przekleństwa i szlochy. Odnalezienie w tych warunkach intruza graniczyło z niemożliwością, nadto zaś bardzo podnosiło prawdopodobieństwo zastrzelenia jakiegoś pechowego zbiega z domu pielgrzyma.

W szeroko otwartej bramie miejskich murów zamigotały liczne pochodnie, inne zapłonęły na zachodnich blankach. Barthez westchnął bezsilnie wiedząc, co to oznaczało, przeniósł spojrzenie na ledwie widoczną bryłę klasztoru wiszącą nad horyzontem po przeciwnej stronie Lucatore. Huk wystrzałów postawił na nogi całą nocną straż, pobudził mieszczan, wywołał panikę, która najpewniej nadal się szerzyła. Pamiętny ataku paniki tłuszczy na cmentarzu, Alpejczyk mógł sobie tylko wyobrazić, co działo się teraz na ulicach Lucatore.

I tylko kwestią czasu była wizyta pod domem pielgrzyma prawdziwych władców tej krainy, żołnierzy Złamanego Krzyża pod wodzą Furora.

- Wasza miłość, znaleźliśmy to... coś - u boku Bartheza wyrósł szepczący zmieszanym głosem Ludovic - Nie pozwoliłem nikomu dotykać, tak na wszelki wypadek. Chyba nie żyje.

- Zabezpieczyć perymetr wokół budowli - polecił Helweta - Nie wypuszczać na zewnątrz szlachetnie urodzonych nawet, jeśliby grozili wam śmiercią. I nikogo nie wpuszczacie do środka bez mojej zgody.
Intruz zniknął pozostawiając po sobie intrygujące znalezisko. Dla informacji graczy, post nr 406 został uzupełniony o fabularkę Bartka. Pojawienie się na miejscu straży miejskiej, anabaptystów, zapewne również grześcijan i żądnych podniety gapiów jest tylko kwestią czasu. Jakieś deklaracje na szybko?

: 10 kwietnia 2019, 13:58
autor: 8art
Dom pielgrzyma, noc 1 lipca 2595

Najemnicy sprawnie zajęli się zabezpieczaniem terenu, Barthez nie musiał nawet wydawać dodatkowych rozkazów. Profesjonaliści dobrze wiedzieli jak wykonać komendę Bartheza. Helweta zebrał z ziemi zniczonego drona I zabrał ze sobą do wnętrza budynku. Zaczepił jednego z nerwowo oczekujących Sangów I rozkazał:

- Zbierz jaśnie państwa w na powrót w pokoju, a żywo. Będzie wiele do omówienia. Upewnij się, że jest z nimi Pan Thibualt.

Leon I jego nietypowe zainteresowania mogły nieco powiedzieć na temat drone I na to liczył Helweta.

Wiedział, że będzie miał się musiał gęsto tłumaczyć nie tylko przed dziedzicem, ale też przed miejscowymi włodarzami. Chaos jaki wybuchł można było jednak przekuć w sukces. Dyplomatyczna misja, w dodatku mająca prerogatywy od włodarza Lucatore,stała się obiektem ataku. W cywilizowanej Delcie Rhone uchodziłoby to za wręcz skandal (ale tylko oficjalnie. Jak wiadomo, nieoficljalnie takie praktyki były na porządku dziennym w bezwzględnej walce o władzę I wpływy).

Ale był też pewien, że postąpił słusznie. Kimkolwiek był szpieg, to doznał poważnej straty tracąc takie cacko jak dron. Myśli kłębiły się w głowie Bartheza próbując rzucić jakieś światło na to kim mógł być inflirtrator. Taką technologią jak drony dysponowali jego pobratymcy, ale Helweta niemal od razu odrzucił taką możliwość. Alpejczyków nie mogła interesować misja dyplomatyczna z Franki. Oprócz tego byli jeszcze na poły legendarne istoty mające dziesiątki nazw, które ponoć czasem pojawiały się tu I ówdzie dysponując technologiami, jakie były nieosiągalne dla przeciętnych mieszkańców kontynentu, ba, nawet Helwetii. Ale ci ponoć dysponowali potęgą, które zmiotłyby Lucatore z powierzchni ziemi, a nie uciekały przed kilkoma operatorami wojskowymi.Odrzucił zatem I tę opcję. Cięzko było podejrzewać Anabatystów z klasztoru z ich wrodzoną niechęcią do technologii I jeśli byli zamieszani w morderstwo, i mieli powód do tego aby wiedzieć o czym knują oficjalni śledczy, to Nathan raczej wykluczał posiadanie takich środków. Byli jeszcze Kronikarze, zapatrzeni w przeszłość maniac zamierzchłych technologii. Ale cóż mogli chcieć? Czyżby był jeszcze jakiś trzeci gracz w tej grze? Tego Barhtez nie wiedział.
Sugeruję zebrać się na szybki meeting i ustalić jaką taktykę przyjmujemy na niechybnie czekające nas wizyty ;)
EDIT: Trzeba bedzie przesluchac jak najwiecej ludzi z tych, ktorzy spierniczyli w kukurydze. Moze ktos bedzie w stanie przyblizyc kim byl szpieg z krainy deszczowcow ;)

: 10 kwietnia 2019, 17:33
autor: Keth
Dom pielgrzyma, noc 1 lipca 2595

Oparty dłońmi o krawędź stołu, Abdel Sanguine spoglądał na przemian na postawione przed nim cudaczne urządzenie oraz pozostałych uczestników pośpiesznej narady. Dziedzic nie potrafił się powstrzymać od wrażenia, że zahipnotyzowany widokiem znaleziska kuzyn zaraz zacznie ociekać śliną, w przeciwieństwie do zauważalnie podekscytowanej, ale wciąż panującej nad dobrymi manierami siostry. On sam bez trudu przywołał na szlachetnie oblicze wyraz pewności siebie i niewzruszonego opanowania.

- Co to zatem jest? - przerwał pełne napięcia milczenie celując palcem w wykonany z czarnego tworzywa przedmiot - Wygląda mi na ogromnie zaawansowany artefakt technologiczny, aczkolwiek ta wielka dziura po pocisku w obudowie trochę psuje wrażenie.

- Proszę o wybaczenie, wasza miłość - Helweta z trudem powstrzymał się od wsączenia w swój ton odrobiny jadu - Powaga sytuacji zmusiła mnie do błyskawicznej reakcji...

- Czy to jest dron? - odezwał się w końcu Leon Thibaut, wywołując swoimi słowami ogromną konsternację kapitana Perraulta, pana Dumasa oraz stojących pod ścianami pokoju sierżantów Sangów.

- To ma coś wspólnego z Wynaturzonymi?! - kapitan podniósł w jednej chwili głos, odruchowo wślizgując się pomiędzy stół oraz Angelinę Leę - Nowy rodzaj drona? Jak to?

- Zbieżność nazewnictwa, kapitanie - odpowiedział Nathan Barthez - Ten termin wywodzi się z zamierzchłej przeszłości, z Dawnych Czasów. Taki dron to latające urządzenie, taka mała, ale bardzo skomplikowana maszyna, która potrafi się unosić w powietrzu dzięki tym wbudowanym w narożniki konstrukcji śmigiełkom.

- Mniejsza w tej chwili z tym jak toto lata. Ciekawi mnie wasza odpowiedź na inne pytanie - wtrącił dziedzic skupiając ponownie uwagę na swej osobie - Jak sądzicie, po co ktoś tego drona tu wysłał i co on właściwie mógł z nami zrobić? Nie ukrywam, że sam znam już odpowiedź, ale interesuje mnie, na ile wy, moi zacni doradcy i zausznicy, nadążacie za tymi jakże karkołomnym biegiem wydarzeń.
Pozwoliłem sobie na zainicjowanie zamówionej przez Bartka konwersacji. Chętnie zanurzę się teraz w Wasze fabularyzowane dialogi, pełne lęku i zachwytu nad tą cudowną prastarą technologią!

: 10 kwietnia 2019, 22:21
autor: Nanatar
Dom Pielgrzyma noc 1 lipca 2595

Dziecięcy entuzjazm, który w pierwszej chwili opanował wynalazcę na widok zestrzelonej przez Batheza latającej maszyny, zmienił się w niemal hipnotyczną koncentrację, gdy tylko znaleźli się w pokoju na piętrze. Karabin odłożył zabezpieczywszy go wprzódy nie opodal stołu, by mieć go w zasięgu. Jak w transie znosił na stół rurki, powiększające szkła, małe szczypięże, pęsety, ciężki czerpany papier przybił do stołu widelcem, który teraz dopiero wyjął z za paska. Węglowe ołówki czerniły końcówki palców na kartkach zaś kreśliły szczegóły mechanizmów zniszczonego Drona. Leon przerywał szkicowanie, spoglądając raz za razem przez wielkie powiększające szkło, lub podważając jakiś element szczypczykami.

- Czemu mogło służyć to urządzenie? Jakieś propozycje drodzy Państwo? - spytał wreszcie głośno, choć wzrok skierował na helvetę. - Jeśli szpiegował to rejestrował, a może przekazywał obraz lub dźwięk.

Na skronie szlachcica wystąpiły krople potu, kiedy badał mechanoida celem ustalenia zastosowania. Nie należało wykluczać, że jest to tylko zasłona dymna, lub może pułapka. To ostatnie sprawiło, że rzucił do kuzynostwa może nieco za ostro - Proszę się odsunąć, to może być niebezpieczne. - ku jego uldze kapitan pochwycił, albo nawet wyolbrzymił niebezpieczeństwo, bo osłaniał dzieci Ventriculle własnym zwalistym ciałem.

Obrazek
Leon Thibaut podniecony, ale i skoncentrowany przeprowadza oględziny znaleziska. Potrzebne instrumenty powinien mieć ze sobą.

W pierwszej kolejności spróbuje ustalić, czy jest to maszyna szpiegowska, czy bojowa, w drugiej jak była sterowana i czy działają jeszcze jakieś systemy. Następnie poszuka jakiś urządzeń mogących rejestrować, lub przekazywać informacje. może wbudowane radio, albo mózg danych.

Proszę Mistrza o naprowadzenie, bo nie do końca wiem, jaką w tej materii wiedzę posiada Frankijski Szlachcic.

: 10 kwietnia 2019, 23:44
autor: 8art
Dom pielgrzyma, noc 1 lipca 2595

Barthez po pytaniu Abdela nie czekał, aż odezwie się arystokracja, tylko uprzedził wszystkich. Uważał, że mogą mieć zbyt mało czasu na naukowe dysputy. Postanowił wytłumaczyć co tylko wiedział, oszczędzając cenny czas:

- Z reguły drony wyposażane są w urządzenia służace podsłuchiwaniu lub podglądaniu. - zaczął wyjaśniać, starając się nie używać technicznych zwrotów, dla niego całkiem normalnych, ale mogących być dość trudnymi do zrozumienia przez kogoś kto nie wychował się pośród zaawasowanej technologii: - Na taki wygląda ten model. Niektóre jednak mogą przenosić uzbrojenie. Stąd też taka była moja reakcja. Widywałem w przeszłości możliwości dronów, choć nigdy nie miałem okazji pilotwać żadnej z tych maszyn, Śpieszę wyjaśnić, że ten dron nie wygląda na robotę Helwetów.

- Do głowy przychodzi mi tylko możliwych opcji, kto mógł posługiwać się tu dronem. Jak już wspomniałem, wykluczam Alpejczyków. Wykluczam też Ludzi Maszyny. Tak zwani Uśpieni, też raczej nie są w kręgu podejrzanych. Cięzko mi uwierzyć aby niechętni technologiom Anababtyści dysponowali i posługiwali się takim sprzętem. Są jeszcze Kronikarze i to w mojej ocenie najbardziej prawdopodoba opcja, ale nawet nie wiem czy oni zapuszczają się tak daleko na południe, ani jaki mogli być mieć interes w szpiegowaniu delegacji. Być może ktoś został wynajęty przez mocodawców morderstwa, albo, mamy tu jeszcze jednego gracza, albo choć to nikła szansa, konkurencyjny ród z Montepelier chce trzymać rękę na pulsie.

- Chciałbym jednak poddać pod przemyślenie inną, nad wyraz teraz pilną kwestię, pewnie ważniejszą teraz od tego kto nas szpiegował. Bardzo szybko zjawią się tu przedstawiciele róznych frakcji w mieście i zaczną, mniej lub bardziej żądać wyjaśnień. Pytanie brzmi, jak wasze miłości mają zamiar przedstawić sytuację.

: 11 kwietnia 2019, 14:26
autor: Keth
Dom pielgrzyma, noc 1 lipca 2595

Kapitan Perrault żachnął się słysząc objaśnienia Helwety, potrząsnął głową przywołując na twarz wyraz szczerego niedowierzania.

- Mechaniczni Ludzie? Uśpieni? Przecież to są istoty z bajek dla dzieci! Zrozumiałbym nawet, gdyby ktoś próbował obarczyć odpowiedzialnością za budowę tego drona Wynaturzonych albo czcicieli Kozła, ale Mechanicznych Ludzi? Oni nie istnieją.

Barthez pozwolił sobie na sceptyczny grymas, ale przez wzgląd na obecność sierżantów powstrzymał się od podważenia autorytetu oficera poprzez kwestionowanie jego wiedzy o świecie. Nie zamierzał zresztą obarczać kapitana winą za taki stan rzeczy, zdążył bowiem poznać poziom edukacji szlachty w Montpellier. Genealogia, heraldyka, strategia i taktyka, biologia praktyczna w odniesieniu do fauny, flory oraz anomalii delty Rhone, podstawy geografii, etykieta - wiedza wysoko ceniona w obrębie śnieżnobiałych murów Rubinu stawała się dalece niewystarczająca po opuszczeniu mokradeł południowego wybrzeża.

- Wasza miłość - Jacques przemawiał dalej spoglądając wprost na Abdela - Z całym szacunkiem dla statusu i tytułu waszej miłości, osobiście wykluczam podejrzenia wobec któregoś z niechętnych nam rodów. Niemożliwe, żeby ktokolwiek powędrował za nami tak daleko na wschód, w te ledwie ucywilizowane krainy. Gdyby nasi kuzyni chcieli nam zaszkodzić, zrobiliby to albo w Tulonie albo na Okopconym Szlaku, jeszcze przed helwecką granicą.

Dziedzic skinął kapitanowi z aprobatą głową, niemo kiwnął palcem nakazując mu dalszy monolog.

- Kronikarze z Aquitane nigdy nie byli z nami w zwadzie. Montpellier nie utrzymuje z nimi otwartych kontaktów, chociaż być może niektóre rody handlują z nimi reliktami Dawnych Czasów wydobytymi z bagien. Co mogliby tutaj robić wysłannicy Aquitane, nie mam pojęcia, wszak Purgaria wydaje się tak strasznie zacofana, że żaden z technofilów nie znalazłby tutaj nic ciekawego.

Barthez i tym razem ugryzł się w język nie chcąc zwracać Jacquesowi uwagi na fakt, że kult Kronikarzy nie miał swej siedziby w położonym na zachód od Montpellier Aquitane, tyle po północnej stronie Alp, na terytorium Protektoratu Justitianu - a zatem dzięki dostępowi do mostów i tuneli tranzytowych Alpejczyków jego stołeczni wysłannicy mogli znaleźć się w Lucatore znacznie szybciej od swych pobratymców z Aquitane.

- Mam nadzieję, że wasza miłość przedsięwziął podejrzenia przeciwko tej samej osobie, co ja - oficer wyprostował się zmierzając do finału swej przemowy - To nie anabaptyści, są zbyt zdegenerowanymi nieukami. Podobnie jak pozbawieni wykształcenia jehameddanie. Tylko jedna frakcja w tym rejonie może mieć dostęp do takiej technologii. I tylko jeden znany nam człowiek. Kto zawarł z nami niedawno znajomość i kto odmówił dzisiejszego wieczoru spotkania? Kto posiada specjalistyczną wiedzę w dziedzinach, które nawet nam moga być obce? I komu może zależeć na wydobyciu z nas wszystkich możliwych informacji dla własnej korzyści?

Perrault przeciągnął znaczącym spojrzeniem po wpatrzonych w niego rozmówcach, ignorowany wyłącznie przez skupionego na dronie Leona Thibauta.

- Szpitalnik z Vivaco. Doktor Ferro.
Pozwoliłem sobie na wrzucenie komentarza kapitana Perraulta. Nie chce mi się pisać za Denvera, więc pan Dumas poprzestanie na robieniu baranich oczu. Mam nadzieję, że Kargan pojawi się dość szybko, by dołączyć do konwersacji. Tyle ode mnie na tę chwilę.

: 11 kwietnia 2019, 23:50
autor: Suriel
Dom pielgrzyma, noc 1 lipca 2595

Dziedzic pokiwał kilka razy głową uśmiechając się tajemniczo na słowa Perraulta.

- Widać pana przewagę wykształcenia wynikającą z gruntownego i znamienitego wykształcenia wyniesionego z Montpelliere. - Powiedział z uznaniem Abdel.

- Gdyby los jeszcze obdarzył Pana kapitanie większym gustem, na przykład w dobieraniu lokalów, znacznie szybciej piął by się pan po stopniach kariery. A tak, idzie pan tylko bardzo dobrym tempem.

Dziedzic obszedł stół ze znaleziskiem z założonymi rękoma.

- Niemniej jednak niemal zgadzam się z kapitanem. Szlachta z Montpeliere, tutaj, to tak samo abstrakcyjny pomysł jak człowiek maszyna czy pozostałe . Doktor przychodzi na myśl w pierwszej kolejności, lecz nie tylko on. Pamiętajmy, że wbrew obiegowej opinii panującej w Lucratore, tutejszy poziom edukacji jest delikatnie mówiąc, he, he... he,he,he... Przepraszam. - Dziedzic wyjął jedwabną chusteczkę i otarł łzy wesołości. - Krótko mówiąc niewiele jest osób w okolicy, które potrafiłyby posłużyć się tak wyrafinowaną technologią. A tylko te z naszego najbliższego otoczenia bierzemy pod uwagę. To nam znacznie zawęża krąg podejrzanych. Jedną o której pomyślałem jest doktor. Drugą zaś uważam że skrywa klasztor. Myślę że mistrz olejarzy, bądź ktoś z jego otoczenia jest wystarczająco wyedukowany by zgłębić zasady działania tego ustrojstwa. Ehh... Gdybyśmy tylko mogli upewnić się teraz, że nikt tam właśnie nie wrócił, oraz co porabia właśnie doktor - westchnął. Jego dłoń padła na nożu, którym jeszcze przed chwila krajał pieczyste. Podniósł nóż na wysokość oczu przyglądając mu się uważnie.

- Panie Barthez... - powiedział powili i chłodno, wpatrzony w blask ostrza. - Jak rozumiem, podczas tego zajścia jeden z naszych ludzi został lekko ranny. I dlatego potrzeba nam niezwłoczna wizyta, doktora Ferro. Tylko i wyłącznie jego. Należy zatem posłać po niego ludzi, a wraz z nimi... naszego kochanego Leona, który przy odrobinie szczęścia rzuci okiem na pokój naszego doktora. Za jego wolą lub nie.... Rozumiemy się?

- Druga sprawa, że nie wiemy dlaczego nas szpiegowano. Czy był to ów zamachowiec, który złożył do grobu Neognostyka. Co wcale nie jest takie pewne. Może to być też ktoś inny, na ten przykład ktoś z polecenia czujnych oczu i uszu klasztoru. Reakcja Furora zaraz nam nieco powie. Proszę przykryć na chwilę latacza.

- Co zaś się tyczy pana pytania panie Barthez o Furora który tu zawita, to oczywiście mógłbym wyjść z pozycji urażonej frankońskiej dumy która nakazuje odebrać ten zamach jako upokorzenie i zniewagę. Zareagować gniewem. Jednakże, takie zachowanie przysporzy nam jedynie dodatkowy ogon w postaci straży, czego, krótko mówiąc wcale nie potrzebujemy. Zwłaszcza na dzisiejszą noc, na którą mam już pewne plany... Dlatego, dopiero jutro na audiencji poprosimy o zamianę obecnego lokalu, na klasztor. To nam wprawdzie nieco utrudni zadanie ale dzięki temu ruchowi będziemy mieli większe możliwości zbierania informacji. Jeśli nam zaś odmówią, to również będzie to dla nas pewna cenna informacja co do stanowiska władz klasztoru, nieprawdaż?
Plan z doktorem jest prosty. Furor na pewno wie gdzie on przebywa. Wysyłamy ludzi po doktora. Może wpuści do środka zwłaszcza jak przyjdą z rannym. Wówczas Leon się rozejrzy. Można też zrobić inaczej, ściągnąć doktora tutaj, własnym się i przeszukać pokój nim wróci. Co być może jest dużo lepszym pomysłem tyle ze nie wiem czy potrafimy przekraczać zamki i kłódki.... Potrzebuje do obu planów tylko jednego rannego, ale to chyba nie problem?
Nie zdziwiłbym się gdyby się chciał pociąć sam kapitan. To wejście na ambicję z pochwałą "dobrym tempem", było celową manipulacją po temu. No bo kto by przyszedł do zwykłego rannego żołnierza, natomiast do kapitana...

: 12 kwietnia 2019, 20:13
autor: Nanatar
Dom pielgrzyma, noc 1 lipca 2595

Pracujący nad zniszczonym artefaktem Leon Thibaut łowił uważnie każde wypowiedziane w pokoju słowo. A te padały jego zdaniem zbyt beztrosko i łatwo, przecież ktoś wciąż mógł używać nawet uszkodzonego urządzenia, żeby podsłuchiwać czcigodną delegację Franków, dlatego mimowolnie odrywał uwagę od badanego obiektu i kierował wzrok kolejno na przemawiających. Niestety żaden z nich zdawał się nie pojmować aluzji.

- Łatwo ferować wyroki w ciemno, jak strzelać na ślepo, gorzej jeśli pocisk trafi sojusznika. Nie oznacza to, że bronię doktora, ale nie posiadamy żadnych dowodów, a te ukryte są w mym mniemaniu w uszkodzonym mechadronie.

Po czym na powrót skupił się nad mechanizmem, tym razem słuchał chełpliwych słów kuzyna, z których wynikało ze Abdel pragnie przydzielić mu znów na poły szpiegowską misję, właśnie teraz kiedy wreszcie znalazł ujście swej pasji. Pole na którym mógł się wykazać, a jednocześnie pracować na tak unikatowym instrumencie. Pozostawało zagęścić ruchy, by przed przybyciem Bstardo, który zwykł był zjawiać się zadziwiająco szybko, postawić wstępną diagnozę.

Z rozbawieniem stwierdził, że zaczynał darzyć sympatią tego nieokrzesanego Purgijczyka.

- Nie skreślałbym tak łatwo miejscowych z listy opiekunów latacza, właśnie dlatego, że widziany tu przez nas poziom technologiczny temu przeczy. Tymczasem nim Furor zahuczy w drzwi gospody pozwólcie Państwo jeszcze rzucić okiem na kuriozum. - dodał wynalazca sprzątając ze stołu sporządzone szkice.
To są tam w tym dronie jakieś oczy, lub uszy? Radio, albo karta pamięci?

Umiejętności rzemiosło, zręczność i skradanie w połączeniu z Agility niejako predysponują Leona do misji szpiegowskiej. Choć więc pragnąłby pozostać i badać mechanizm, najlepiej przy muzyce skrzypiec kochanej Loretty, to gotów był lojalnie wypełnić powierzone przez kuzyna zadanie, mając w głębokim poważaniu jego przenikliwy umysł.

: 16 kwietnia 2019, 21:37
autor: Keth
Dom pielgrzyma, noc 1 lipca 2595

Leon Thibaut poruszał palcami z niebywałą zręcznością i delikatnością, próbując zgłębić tajemnice wnętrza drona bez narażania cennego znaleziska na jeszcze wieksze uszkodzenia. Pocisk wystrzelony przez Helwetę i tak solidnie pokiereszował miniaturowe podzespoły, ku szczeremu ubolewaniu podekscytowanego wynalazcy.

Szlachcic nie znał się na tak nieprawdopodobnie starych cudach techniki, mógł zatem jedynie marzyć o bezbłędnym rozpoznaniu zastosowań i możliwości każdej elektronicznej płytki, każdego zestawu oporników, kondensatorów i przekaźników. Oblizując co chwila bezwolnie swe spierzchnięte usta, pokiwał głową rozpoznając w jednym z wystających na zewnątrz elementów miniaturowy teleobiektyw, być może część składową niewielkiego rejestratora obrazów, a może nawet i dźwięków.

- Jeśli to niezbędne dla powodzenia naszej misji, jestem gotów przelać dla waszej miłości krew - oświadczył w międzyczasie stojący obok kapitan Perrault, sięgający znaczącym gestem po tkwiący w pochwie u boku kord.

- Proszę to raz jeszcze rozważyć, wasza miłość - wtrącił znienacka niepytany o zdanie, a zatem wykazujący daleko posuniętą niesubordynację sierżant Blanchard - Nawet powierzchowna rana może prowadzić do powikłań, a wówczas stracimy na jakiś czas wyśmienitego żołnierza, jakim jest kapitan Perrault. W sytuacji zagrożenia zdrowia i życia waszych miłości wszyscy wojskowi powinni zachować najwyższą możliwą sprawność.

Abdel Sanguine uniósł znacząco brwi nie chcąc zasłużenie zbesztać podoficera, podejrzewał bowiem, że ten ukrywał nadal jakąś sugestię.

- Jeśli powinniśmy użyć fortelu i zasłonić się rannym członkiem delegacji, do roli tej najbardziej nada się jego miłość pan Dumas - wyjaśnił Blanchard posyłając skarbnikowi przepraszające spojrzenie - Z całym szacunkiem dla pana Dumasa, nie jest żołnierzem i w razie potrzeby nie przyniesie nam wiele pożytku. A z drugiej strony, jako szlachetnie urodzony obywatel Montpellier ma dość wysoki status, by zagrać rolę poszkodowanego członka poselstwa.

Nim dziedzic zdążył skomentować propozycję sierżanta, nim zareagował na nią sam wyraźnie zszokowany Dumas, przez próg strzeżonego przez Polan pokoju wdarł się zdyszany Ludovic.

- Anabaptyści tutaj walą, siła ich! - wyrzucił z siebie trzymający dłoń na olstrze rewolweru najemnik - Mamy im zagrodzić drogę? A jeśli tak, na na którym perymetrze, wasza miłość?
Stróże prawa Lucatore nadciągają. Kto ostatecznie przeleje krew dla dobra poselstwa, dzielny kapitan czy przerażony skarbnik? I co ochrona delegacji ma zrobić z anabaptystami?

Leon Thibaut odkrył na razie istnienie wewnątrz drona miniaturowego zestawu do rejestracji obrazów (cóż za cud techniki)!